les05 Napisano 8 Kwiecień 2022 Napisano 8 Kwiecień 2022 Coś co liczy 10 tys. stron musi wyjaśnić sprawę całkowicie, zupełnie, zdecydowanie, nieodwracalnie i ostatecznie.
Czlowieksniegu Napisano 8 Kwiecień 2022 Napisano 8 Kwiecień 2022 Na warszawskim Lotnisku Chopina występują w piątek poważne opóźnienia zarówno przylotów, jak i odlotów. Powodem opóźnień są "braki w personelu kontroli ruchu lotniczego" - powiedział TVN24 Piotr Rudzki z biura prasowego stołecznego lotniska. Wcześniej z Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP) zwolniło się ponad 40 kontrolerów ruchu lotniczego. Aktualne opóźnienia powstały niezależnie od zarządzających lotniskiem, czyli od Przedsiębiorstwa Państwowego "Porty Lotnicze". Spowodowane są brakami w personelu kontroli ruchu lotniczego. Wszyscy pracownicy linii lotniczych, służb lotniskowych, agentów obsługi naziemnej, dokładają wszelkich starań, aby zminimalizować skutki tej sytuacji - powiedział Piotr Rudzki z biura prasowego stołecznego lotniska w rozmowie z TVN24.
les05 Napisano 8 Kwiecień 2022 Napisano 8 Kwiecień 2022 2 minuty temu, Czlowieksniegu napisał: Na warszawskim Lotnisku Chopina występują w piątek poważne opóźnienia zarówno przylotów, jak i odlotów. Powodem opóźnień są "braki w personelu kontroli ruchu lotniczego" - powiedział TVN24 Piotr Rudzki z biura prasowego stołecznego lotniska. Wcześniej z Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP) zwolniło się ponad 40 kontrolerów ruchu lotniczego. Aktualne opóźnienia powstały niezależnie od zarządzających lotniskiem, czyli od Przedsiębiorstwa Państwowego "Porty Lotnicze". Spowodowane są brakami w personelu kontroli ruchu lotniczego. Wszyscy pracownicy linii lotniczych, służb lotniskowych, agentów obsługi naziemnej, dokładają wszelkich starań, aby zminimalizować skutki tej sytuacji - powiedział Piotr Rudzki z biura prasowego stołecznego lotniska w rozmowie z TVN24. Reagan, gdy miał podobny problem, to obsadził stanowiska cywilne wojskowymi kontrolerami lotów.
fala Napisano 8 Kwiecień 2022 Napisano 8 Kwiecień 2022 6 godzin temu, les05 napisał: Coś co liczy 10 tys. stron musi wyjaśnić sprawę całkowicie, zupełnie, zdecydowanie, nieodwracalnie i ostatecznie. Bzdurami można zapisać 20, 30 , 50 tysięcy stron i napewno ta ilość nie zapewni im sensu, logiki, prawdy. No może jakby tak 100 tysięcy stron?
Czlowieksniegu Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 Kaczyński wraca do teorii zamachu W niedzielę minie 12 lat od katastrofy smoleńskiej, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką. W Warszawie odbędą się uroczystości rocznicowe. Spodziewane jest wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, który prawdopodobnie odniesie się do kwestii przyczyn tragedii sprzed ponad dekady. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę prezes PiS wrócił do wygaszanej przez lata narracji o umyślnym spowodowaniu katastrofy przez Rosjan. — Nie mamy żadnej wątpliwości, że w Smoleńsku był zamach – powiedział w piątek w porannej audycji Radia Plus. Kaczyński mówił też, że źródłem jego wiedzy jest m.in. raport podkomisji Antoniego Macierewicza, który ma zostać opublikowany w poniedziałek, dzień po rocznicy katastrofy. Publikacja była odkładana od dawna. W zeszłym roku doszło nawet do konfliktu wewnątrz samej podkomisji. Część jej członków została usunięta, a co najmniej jeden zrezygnował z pracy. Teraz Macierewicz mówi, że bezpośrednią przyczyną katastrofy był wybuch spowodowany przez ładunek termobaryczny. Tyle że rewelacji podkomisji nie potwierdza prokuratura, która jest daleka od zakończenia śledztwa. Postępowanie zostało przedłużone do końca roku. Cytowany przez PAP rzecznik Prokuratury Krajowej Łukasz Łapczyński tłumaczy, że "skomplikowany charakter sprawy, dążenie do zachowania najwyższych standardów w pracy śledczej, a także trudności po stronie rosyjskiej powodują, że proces gromadzenia dowodów w tej sprawie nie został jeszcze zakończony". Z ust rzecznika pada też tradycyjna formułka, iż "śledczy nie zakończyli jeszcze gromadzenia dowodów i nie wykluczają żadnej hipotezy śledczej". Prokuratorzy spotkali się w tym tygodniu z rodzinami ofiar katastrofy. Uczestniczyło w nim ok. 25 osób. Wśród nich był Paweł Deresz, wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz, która w 2010 r. była posłanką Lewicy. Deresz wyszedł ze spotkania zawiedziony tym, co usłyszał. Jego zdaniem śledztwo utknęło w martwym punkcie i nie ma perspektyw na to, by to rychło się zmieniło. — Prokuratura jest bezradna i nie wie, co ma robić: przyspieszać, czy opóźniać śledztwo. Mam wrażenie, że czeka na to, jak potoczy się sytuacja w kraju. Chodzi mi oczywiście o to, czy obecny obóz władzy nadal będzie sprawował w Polsce rządy. Jeśli tak będzie, to śledczy chyba będą się starać maksymalnie przedłużać postępowanie, bo jego wyniki są na razie bardzo niekorzystne i dla Antoniego Macierewicza, i dla Jarosława Kaczyńskiego – mówi Onetowi. Nasz rozmówca podaje przykład ekshumacji ciał 83 ofiar, które śledczy przeprowadzili w latach 2016-2018. Chodziło m.in. o zbadanie, czy na szczątkach pozostały ślady materiałów wybuchowych. Czynności zostały przeprowadzone pomimo protestów części rodzin. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że ekshumacje ofiar bez zgody ich rodzin były naruszeniem prywatności i nakazał rządowi płacić kary. — Ekshumacje były przeprowadzane szmat czasu temu. Już wszystko jest jasne, bo gdyby na jakimkolwiek ciele znaleziono choć pyłek materiałów wybuchowych, już dawno ujrzałoby to światło dzienne. Takich dowodów jednak nie ma, więc raport z ekshumacji wciąż nie został opublikowany – słyszymy od Pawła Deresza. Według niego prokuratura nie przedstawiła też finalnej analizy po zbadaniu 700 elementów pochodzących z wraku Tupolewa, który rozbił się na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj. Śledczy mieli jedynie ujawnić, że zaledwie na trzech badanych kawałkach maszyny wykryto ślady prochu. Jego pochodzenie jednak nie jest znane. — Nie wiadomo, czy pochodziły z broni ochroniarzy pana prezydenta, czy z innych źródeł – dodaje Deresz. Według niego współpraca prokuratury z podkomisją Antoniego Macierewicza układa się źle. Śledczym wciąż nie udało się odzyskać niektórych dowodów, które mają być przetrzymywane przez zespół pod kierownictwem byłego ministra obrony. — Skoro prokuratura nie ma żadnych dowodów, a te, które ma, są wielokrotnie badane i wielokrotnie jeszcze będą badane, żeby nie było żadnych wątpliwości, nie wiem, skąd pan Kaczyński może mieć dowody. Zapewne oprze się na enuncjacjach pana Macierewicza – ocenia Paweł Deresz. Tusk: jest mi przykro Jarosław Kaczyński mówił dziś w Radiu Plus, że raport podkomisji go przekonuje: — To jest dokument z tymi wszystkimi przypisami ogromny. To jest przeszło 10 tysięcy stron, ale to jest coś, co w moim przekonaniu wyjaśnia sprawę – przekonywał w Radiu Plus. Do słów prezesa PiS odniósł się Donald Tusk: — Prokuratura stwierdza, że nie pojawiły się żadne nowe fakty, nie pojawiły się żadne nowe dokumenty. Pojawiła się tylko dla Kaczyńskiego okazja polityczna, żeby nagle te cyniczne i paskudne bzdury i brednie Antoniego Macierewicza znowu podnieść do rangi oficjalnej doktryny PiS. I dodał: — Jest mi osobiście bardzo przykro, bo sam jestem nieustannie przedmiotem insynuacji i ataków ze strony PiS. Ale jest mi także przykro, bo wiem, że cierpi na tym Polska. Wiem, że na Kremlu się cieszą, kiedy ten konflikt znowu zaczyna buzować w Polsce. Jest mi przykro także ze względu na rodziny ofiar – mówił przewodniczący PO na konferencji prasowej w Wólce Dobryńskiej na Lubelszczyźnie. Proces badania przyczyn katastrofy może się jeszcze bardziej skomplikować, bo kilka dni temu zmarł zastępca Prokuratora Generalnego Marek Pasionek, który nadzorował smoleńskie śledztwo. https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/katastrofa-smolenska-pawel-deresz-prokuratura-jest-bezradna/zc9kphq,79cfc278
Tyr Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 A co będziesz spał? Napisz na dachu "nie budzić"
Czlowieksniegu Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 Wood- na nasze szczęście, coraz więcej miast ma ten pomysł w nosie...
bodziu000000 Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 4 godziny temu, Czlowieksniegu napisał: Wood- na nasze szczęście, coraz więcej miast ma ten pomysł w nosie... W przeciwieństwie do pisu niektórzy myślą: "Taki niespodziewany sygnał byłby ogromną traumą dla tysięcy Ukraińców, którzy znaleźli u nas schronienie" - ocenia Marcin Krupa, prezydent Katowic.
karpik Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 Te syreny to nawet gorzej niż jakby na miesięcznicy podczas przemówień kaczora w tle wyło: " Za blisko ziemi! Za blisko ziemi! Poderwij maszynę!"
Czlowieksniegu Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 bodziu "W przeciwieństwie do pisu niektórzy myślą: "Taki niespodziewany sygnał byłby ogromną traumą dla tysięcy Ukraińców, którzy znaleźli u nas schronienie" - ocenia Marcin Krupa, prezydent Katowic." Ja, mając nadzieję, że nie będzie wycia, mam tą nadzieję z innego powodu.. Nagle, od czapy* w 12 rocznicę "ktoś" wpadł, jak się podlizać- dlaczego wcześniej takiej cepelii nie było? * ostatnimi czasy, coś mocno, mimo np wojny na Ukrainie jest grillowany temat katastrofy- ciekawe, co, pomijając np Jaszczembia, za moment wywali z szamba...
Tyr Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 W tym wypadku się zgodzę z tobą... Dużo wcześniej też o tym pisałem.
Tyr Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 7 minut temu, Czlowieksniegu napisał: ostatnimi czasy, coś mocno, mimo np wojny na Ukrainie jest grillowany temat katastrofy- ciekawe, co, pomijając np Jaszczembia, za moment wywali z szamba.. Znaczy Trzaskowski coś?
Woodhaven Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 Z ostatniej chwili !! Po syrenach zaśpiewa Zenek !! 2
fala Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 Jedyne wycie które akceptujemy to wycie karetki odwożące psycholi Smoleńskich do Tworek. 1
Tyr Napisano 9 Kwiecień 2022 Napisano 9 Kwiecień 2022 9 minut temu, Woodhaven napisał: Z ostatniej chwili !! Po syrenach zaśpiewa Zenek !! nie lubisz Zenka?
Woodhaven Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! TERRAIN AHEAD !! PULL UP !!! ....... Kurwa mać! 3
Jedburgh_Ops Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 (edytowane) 13 godzin temu, Czlowieksniegu napisał: vs No więc panie kamiński nie zawyją. W mojej wsi cisza i spokój. Pisowska głupota, fanatyzm i propaganda poległy. Edytowane 10 Kwiecień 2022 przez Jedburgh_Ops
karpik Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 U mnie też cisza Nie muszą "sprawdzać", bo ze względów na zakład test jest co tydzień.
balans Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 (edytowane) W mojej wiosce też cisza, acz wioska dość spora, więc może i coś na peryferiach zawyło? Swoją drogą, to właśnie tak się skłóca Polaków, aby za wszelką cenę podlizać się Prezesowi... Edytowane 10 Kwiecień 2022 przez balans
takafura Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 (edytowane) Wrzucam bez komentarza jako ciekawostkę, bo sprawy procedur lotniczych są mi obce, ale może kogoś to zaciekawi mimo że wszystko jest w sprawie podobno jasne, proste i świetnie wyjaśnione przez komisję Laska: Artur Wosztyl około 12 mies. temu Pierwszy raz tą treść ujawniłem 5 lat temu. Skala manipulacji aż poraża! Przyszła pora, aby upublicznić kilka spraw. Dla tych, którzy nie znali, nie interesowali się, krótki opis tego jak to wyglądało z drugiej strony. Życzę udanej lektury. Wielokrotnie z mediów docierają informacje, które nie licują z przeciętną inteligencją zwykłego Polaka o faktach, czy też tezach dotyczących najfatalniejszej w skutkach tragedii, która dotknęła nas Wszystkich w dniu 10.04.2010r., a tym samym zgorszony jestem postawą czołowych polityków, którzy z jednej strony stoją na straży informacji zawartych w rządowym dokumencie, który tworzony był przez ludzi z tytułami naukowymi, a po którego opublikowaniu ujawniono nieprawidłowości, które można nazwać „kłamstwem” (ekspertyza IES, a słowa przypisane Ś.P. gen. A. Błasikowi, które w rzeczywistości były słowami II pilota Ś. P. ppłk. R. Grzywny), czy CLKP, a z drugiej strony dyskryminują naukowców, którzy zadają wyjątkowo niewygodne pytania dotyczące wątpliwości co do znacznej liczby hipotez zawartych w oficjalnym raporcie. Mój ogromny dystans do „faktycznych ustaleń” Komisji Millera bierze się stąd, iż byłem pilotem, dowódcą załogi lądującego o godz. 07:15 czasu Warszawskiego samolotu w Smoleńsku przed wspomnianą tragedią z 10.04.2010r. Osobiście dostrzegam wiele niezgodności z tym co zostało zapisane w oficjalnej wersji, co miało potwierdzać winę pilotów rządowego Tu-154M, a jednocześnie zauważam bezpardonową walkę klasy politycznej ściśle związanej ze stroną rządową w celu obrony zawartych tam tez z jednoczesną próbą ośmieszenia pracy ludzi, którzy zajęli stanowisko mówiące o tym, że jest wiele nieścisłości tam umieszczonych, a zadawane pytania z ich strony pozostają bez odpowiedzi. Na swoim przykładzie pragnę pokazać niezrozumiałe działanie Komisji Millera. Moje lądowanie odbyło się w dniu 10.04.2010r na lotnisku w Smoleńsku, przy szybko pogarszającej się widzialności, która z 4000m w ciągu kilku minut spadła do 1500m podanej przez kontrolera i przy której odbyło się lądowanie. Jednocześnie ten kontroler, ani jeden raz, nie wspomniał podczas całej korespondencji o obecności chmur, a tym samym podstawie i wielkości zachmurzenia. Lądowanie wykonałem według podejścia wg Uproszczonego Systemu Lądowania (USL) na dwie radiolatarnie. Możliwe było również podejście na dwie radiolatarnie połączone z radiolokacyjnym systemem lądowania (RSL) przy widzialności 1000m, ponieważ moje minimum, jak i lotniska wynosiło 100m podstawy chmur z widzialnością 1000m. Decyzję o zniżaniu się poniżej wysokości decyzji i lądowaniu podjąłem po uzyskaniu kontaktu wzrokowego ze światłami podejścia i ziemią zanim samolot osiągnął wysokość minimalnego zniżania dla tego lotniska równą 100m nad poziomem lotniska przed osiągnięciem pozycji na ścieżce nad BRL (Bliższa Radiolatarnia, która oddalona była od progu pasa 1100m). Z przyczyn jedynie znanych członkom Komisji Millera, w maju 2010r. na polecenie Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów MON (płk M. Grochowski) przysłano polecenie do Dowództwa Sił Powietrznych w którym zlecono sprawdzenie lądowania samolotu Jak-40. Dowódca Sił powietrznych gen. L. Majewski powołał taką komisję do badania incydentów na czele której stanął ppłk J. Jarmuła. Po przesłuchaniach załogi samolotu Jak-40, osób funkcyjnych będącymi w tym dniu DKL-ami (Dyżurnymi Kierownikami Lotów) i zbadaniu wszystkich dostępnych dowodów komisja ustaliła, że nie dopatrzyła się złamania RL-2006 (Regulaminu lotów), ani przepisów lotniczych, co zostało przedstawione przez rzecznika prasowego DSP ppłk. R. Kupracza w dniu 10.06.2010r., co podało PAP w krótkiej informacji http://wiadomosci.gazeta.pl/.../1,114873,7999753,Wojsko... Miesiąc później ppłk. Jarmuła w rozmowie ze mną potwierdził, że orzeczenie komisji badającej lądowanie samolotu Jak-40 w Smoleńsku z dziennikarzami oczyszcza załogę ze wszelkich zarzutów dotyczących lądowania ponizej warunków minimalnych (oskarżono mnie o lądowanie przy podstawie poniżej 60m i widzialności ponizej 1000m), ale orzeczenie od miesiąca leży w szufladzie, a gen. Majewski nie ma czasu, aby podpisać owe orzeczenie odrzucające zarzut wykonania lądowania z naruszeniem prawa, dlatego też czeka, aż Pan generał znajdzie dla niego czas. W międzyczasie trwała bezpardonowa nagonka mediów związanych z rządem na załogę Jaka-40, która utrwalała przekonanie w społeczeństwie, że lądowanie odbyło się bez zachowania elementarnych zasad bezpieczeństwa. Proszę sobie wyobrazić, jak wielka była moja frustracja, gdy z jednej strony media kreują już samoistną tezę, że winny jestem śmierci 96 osób, gdy nikt ze strony wojskowej nie stanął w obronie żołnierzy – mam tutaj na myśli Rzecznika Prasowego DSP, który nabrał wody w usta i nie próbował sprostowywać informacji zawartych w doniesieniach medialnych i gen. L. Majewskiego, który jako dowódca SP wydał zakaz wypowiadania się na temat samej katastrofy i spraw z nią związanymi, a jednocześnie kreowana pomoc psychologiczna osobom jej potrzebującym staje się fikcją. W październiku zadzwonił do mnie jeden z członków KBI badającej moje lądowanie kpt. P. Kotłowski i poprosił mnie, abym opowiedział mu raz jeszcze jak wyglądało moje lądowanie. Po krótkiej rozmowie skwitował to stwierdzeniem, że: „Z czegoś takiego każdy prawnik Ciebie wybroni”, zdziwiły mnie jego słowa, ale nie miałem okazji zapytać się co miał na myśli, ponieważ szybko się rozłączył. 23.12.2010r. po godzinie 16:00 przychodzi faks z DSP do 36 SPLT podpisany przez gen. Majewskiego w którym jest napisane, aby wyciągnąć wnioski dyscyplinarne od załogi Jak-40 lądującego w Smoleńsku przed katastrofą. W dniu 24.12. z samego rana zostaję wezwany przez dowódcę jednostki płk. M. Jemielniaka na rozmowę w tej sprawie. Proszę o zapoznanie się z kartą incydentu na którą się powoływano, dostaję odpowiedź, że będę mógł się z nią zapoznać po Świętach Bożego Narodzenia. W pierwszy dzień po świętach jestem wezwany ponownie i pokazano mi do wglądu dokumentację, która orzeka, że załoga złamała prawo świadomie lądując poniżej warunków minimalnych narażając tym samym pasażerów i sprzęt lotniczy i klasyfikuje ten czyn jako błędna organizacja szkolenia (O), a nie czynnik ludzki. Zapoznając się z treścią tej karty wzrasta we mnie przekonanie, że jest to działanie zaplanowane i mające wpłynąć na dalsze działania, które takim orzeczeniem mają być potwierdzeniem tez, które są wieszczone przez media. Wprost mówiąc, odniosłem przekonanie, że wskazując winę pilotów samolotu Jak-40 i udowadniając ją, nikt wówczas nie będzie próbował podważyć kwestii chęci wykonania zadania „za wszelką cenę” przez tragicznie zmarłą załogę samolotu Tu-154M. W tym momencie zgłaszam płk. Jemielniakowi chęć natychmiastowego odwołania się od tego orzeczenia komisji, dostaję jednak polecenie, aby zaczekać do 04.01.2011r., kiedy to ta karta incydentu zostanie oficjalnie odczytana. Tutaj następuje kulminacja całej sytuacji, którą opiszę szczegółowo. 04.01.2011r. do jednostki przyjeżdża płk Kowalczyk szef BL przy DSP, ppłk Jarmuła przewodniczący komisji badającej lądowanie Jaka-40 oraz ppłk Purwin z CHSZRP. Ppłk Jarmuła prosi zgromadzonych, aby Ci wynieśli wszystkie urządzenia elektroniczne, ponieważ poruszane sprawy na tym spotkaniu dotyczą również trwającej w toku sprawy katastrofy samolotu Tu-154M. Co najciekawsze, dokument dostał klauzulę „JAWNE”. Wszyscy opuszczają salę odpraw i wracają po kilkuminutowej przerwie. Pomimo iż wielokrotnie zapoznawałem się z tą kartą, to sposób w jaki była odczytywana, intonacja głosu ppłk. Jarmuły spowodowało, że podnoszę rękę, aby w trakcie odczytu na chwilę się zatrzymano i wyjaśniono skąd wzięły się takie niedorzeczności w karcie incydentu. Usłyszałem wówczas od ppłk Jarmuły „Panie Arturze, proszę poczekać. Doczytam do końca i będzie Pan mógł zadać pytania”. Sytuacja powtórzyła się jeszcze raz i usłyszałem to samo. Po zakończonym odczycie zadałem trzy pytania dotyczące karty incydentu. Pierwsze skierowane do ppłk Jarmuły: „Panie pułkowniku, proszę podać jakie warunki panowały w Smoleńsku o godzinie 05:06 i 05:26 UTC”, przypominam, że moje lądowanie odbyło się około 05:15 UTC (odpowiednio 07:06 i 07:26, a także 07:15 czasu Warszawskiego). Zaczął wertować kartę incydentu. Wówczas dodałem: „Panie pułkowniku, załącznik nr 1. Wiem, ponieważ miałem okazję zapoznać się z dokumentacją.” Odnajduje załącznik. Jest mocno zaskoczony co tam jest napisane, czyta marszcząc czoło i pyta się mnie przy wszystkich: „Panie poruczniku, czy Pan wie z jakiego lotniska są te dane?”. Wówczas odpowiedziałem: „Tak Panie pułkowniku, z lotniska Smoleńsk północny, gdzie wykonywałem loty w dniu 07 i 10.04.2010r. Proszę przeczytać warunki meteorologiczne z godziny 5.06 UTC.” Były to warunki meteorologiczne odnotowane przez meteorologa dyżurującego tego dnia w lotniskowym biurze meteorologicznym mierzone 9 minut przed moim lądowaniem. Pułkownik czyta warunki z godziny 05:06 UTC: „Zachmurzenie 6/10 o podstawie 150m i widzialność 2000m”. Poprosiłem, aby przeczytał warunki odnotowane o godzinie 05:26, czyli 11 minut po moim lądowaniu. Pułkownik zaczyna czytać: „Zachmurzenie 10/10 o podstawie 100m i widzialność 1000m”. Zaznaczam, ze jeszcze przy tych warunkach mogłem wykonać lądowanie na lotnisku zgodnie z prawem i poziomem wyszkolenia. Zadałem retoryczne pytanie: „Gdzie jest tam napisane, że podstawa wynosiła 60m?” Swój wzrok skierowałem na ppłk. Purwina i zapytałem: „Panie pułkowniku, twierdzi Pan że lądowałem przy podstawie 60m i niższej. Proszę mi powiedzieć jaka była wartość zachmurzenia na tej wysokości?” Dłuższą chwilę czekałem na odpowiedź, jednak jej nie uzyskałem. Zadałem trzecie pytanie skierowane do całej komisji: „ Nie chodzi tutaj już tylko o mnie i moją załogę, ale o wszystkich na tej sali, którzy będą wykonywać loty na statkach powietrznych. Proszę mi powiedzieć dlaczego osoba, która pilotuje samolot, śmigłowiec nie miałaby podjąć decyzji o kontynuowaniu podejścia do lądowania jeżeli zanim osiągnie wysokość decyzji ma pewny kontakt wzrokowy ze światłami DS. i ziemią?” W tym momencie wstał milczący cały czas ppłk. Purwin i rozpoczął swoją wypowiedź, której ogólny wydźwięk był taki, że: „Komisja przeprowadziła analizę warunków meteorologicznych panujących w Smoleńsku w dniu 10.04 i jednoznacznie stwierdziła, że lądowanie odbyło się przy podstawie 60m i widzialności poniżej kilometra. Dlatego też nieważne jest co mówi porucznik i nieważne co napisano. Mogłoby być napisane, że było BCH 10 (bezchmurne niebo i widzialność 10 km), komisja podjęła decyzję i ta decyzja jest niepodważalna i ostateczna.” Ze zdumienia otworzyłem szerzej oczy. Kontroler z wieży w dniu 10.04. podał widzialność większą niż 1000m co było nagrane na magnetofonie Jak-40. Dyżurny meteorolog zanotował widzialność większą niż 1000m. Jak można tak mówić przy wszystkich, jak można podważać informacje meteorologiczne najpierw zmierzone przez radzieckiego meteorologa, który na miejscu robił pomiary, które później przekazane zostały przez KBWLLP tej komisji. Nie spodziewałem się, że najciekawsze jeszcze zostanie powiedziane, ponieważ wstał Pan płk Kowalczyk i przy wszystkich zaczął omawiać jak powstała komisja do zbadania lądowania Jaka-40. Powtórzył cały proces twórczy od „zlecenia” inspektoratu BL dowodzonego przez płk. Mirosława Grochowskiego, czynnego członka komisji badającej katastrofę rządowego samolotu Tu-154M, przez pierwsze orzeczenie komisji uniewinniające załogę, które musiało wylądować w koszu, ponieważ Pan Edmund Klich wielokrotnie dzwonił do odpowiednich osób w DSP i nalegał, aby sprawa lądowania została dogłębnie zbadana, co zostało przedstawione w artykule Pani Klaudii Hatały 01.02.2011r. pod tytułem „Minister sprawiedliwości o lądowaniu Jaka-40: kontrolerzy popełnili błędy”. http://www.polskieradio.pl/.../305403,Minister... Pan płk Kowalczyk przedstawił nieco inaczej słowa, które wypowiedział. E. Klich we wskazanym wyżej artykule "przyznał, że dzwonił do odpowiednich osób w dowództwie Sił Powietrznych i apelował, by dokładnie przebadać lądowanie Jaka-40". Powiedział wprost: „ Początkowo komisja nie dopatrzyła się, aby załoga Jaka-40 złamała zasady wykonywania lotów, ale zadzwonił do mnie Edmund Klich i powiedział, że jeżeli nie ukażemy załogi Jaka to strzelimy sobie w stopę”. Dlatego ponownie zbadano sprawę i trwało to tak długo ponieważ do października czekali na warunki meteorologiczne ze Smoleńska przekazane przez KBWLLP…” (załącznik z warunkami meteorologicznymi o które zapytałem). Nie wierzyłem własnym uszom. Jak można powiedzieć coś takiego przy tak licznej grupie ludzi nie poddając w wątpliwość wyników swojej działalności zawodowej? Gdzie honor żołnierza Polskiego, kodeks honorowy oficera!? Wydźwięk dalszej wypowiedzi był taki, że załoga Jak-40 która wylądowała w Smoleńsku na 1godz. 26 min. przed zdarzeniem nie ma prawa odwołać się od orzeczenia komisji. Wstałem wówczas i bezpośrednio zapytałem pułkownika: „ Czy to oznacza, że załoga nie ma prawa do odwołania się od orzeczenia komisji?” Na to płk Kowalczyk odpowiedział podniesionym głosem i tutaj cytuję z góry przepraszając za sposób wypowiedzi: „Jeżeli uważam, że komisja jest do dupy, że pracowała do dupy, to jak najbardziej mogę się odwołać.” Szybko odpowiedziałem: „ Dziękuję Panie pułkowniku, tylko to chciałem usłyszeć”. Gdy zakończono to przedstawienie, wychodzący z sali płk. Kowalczyk poprosił mnie, abym razem z nim i innymi mu towarzyszącymi osobami wyszedł. Zatrzymaliśmy się na korytarzu przed gabinetem dowódcy pułku. Oprócz mnie był tam jeszcze szef BL jednostki mjr A. Borowy, który zadał ku mojemu zdziwieniu pytanie płk. Kowalczykowi: „Co to było? Co wy … wyprawiacie? Przyjeżdżacie nieprzygotowani, oskarżacie człowieka, że popełnił przestępstwo, a porucznik wstaje i Was punktuje?” Chwilę później poszedłem z gotowym pismem odwołującym się do Szefa Sztabu Generalnego WP i złożyłem je w kancelarii niejawnej. Jeszcze tego samego dnia składają takie pisma członkowie mojej załogi: por. Rafała Kowaleczo i Ś.P. mł. chor. sztab. Remigiusz Muś. Początkowo pismo Ś.P. mł. chor. sztab. Musia zostaje odrzucone przez płk. Mirosława Jemielniaka ponieważ było „za ostre”, a były tam przytoczone wypowiedzi członków KBI, którzy przybyli odczytać kartę incydentu. Następna, złagodzona wersja została zaakceptowana. Szef Sztabu Generalnego gen. Mieczysław Cieniuch po zaopiniowaniu przez Inspektorat Bezpieczeństwa Lotów MON podtrzymał zawarte w nim tezy ujęte przez KBI i pouczono mnie, że od niniejszego rozpatrzenia odwołania zainteresowanemu nie przysługuje prawo wniesienia odwołania do Ministra Obrony Narodowej, ani skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W tym momencie dotarło do mnie, że jedyne co mogę zrobić to skontaktować się z prawnikiem, który od tego momentu zacznie mnie reprezentować, ponieważ sam już nie byłem w stanie stawić czoła tej jawnej niesprawiedliwości na którą przyzwolenie dała armia wraz z cywilnym jej nadzorem . Jednocześnie gen. Majewski składa doniesienie do prokuratury wojskowej na załogę samolotu Jak-40 o możliwości popełnienia przestępstwa. Rozkazem gen. Majewskiego odsunięty jestem od wykonywania lotów z najważniejszymi osobami w państwie. W trakcie reorganizacji pułku zostaję cofnięty z etatu dowódcy załogi na etat starszego pilota (II pilota). Dowiaduję się, że na posiedzeniu ZBL w DSP wydane jest polecenie podległym komórkom BL w jednostkach lotniczych, aby całą kartę incydentu lądowania samolotu Jak-40 w Smoleńsku odczytać przy pełnym składzie osobowym, co jest precedensem w takich sytuacjach. Płk Jemielniak przekazuje mi informację, że gen. Majewski chce szybko zakończyć sprawę, a tym samym najlepiej będzie, jeżeli dobrowolnie poddam się karze. Odmawiając przyjęcia takiego rozwiązania sprawy, straszony jestem, że gen Majewski może odsunąć mnie od latania, zabrać mi klasę pilota, a tym samym część przysługującego mi uposażenia, jednocześnie może „tymczasowo” wysłać mnie do jakiejś innej jednostki, niewiadomo gdzie, gdzie będę czekał na zakończenie sprawy. W efekcie rozwiązania 36 SPLT, pomimo wielokrotnych zapowiedzi, że zostaną przeprowadzone rozmowy kadrowe, na których każdy dostanie nową propozycję, ja miałem jedynie jedną, na której dowiedziałem się, że nie ma dla mnie etatu. W grudniu przychodzi imienny rozkaz, który nakazuje stawić mi się na początku stycznia w jednostce w Krakowie, bez żadnych szczegółów jaką funkcję miałbym tam pełnić. Z obawy, że ziści się scenariusz wskazany w czasie jednej z rozmów z płk. Jemielniakiem, że zostanę odsunięty od latania postanowiłem złożyć wypowiedzenie ze służby zawodowej. Z dniem 01.02.2012r. zostałem porucznikiem rezerwy – emerytem. I to wszystko spotkało mnie, ponieważ wykonywałem swoje zadania najlepiej jak tylko potrafiłem. To czeka żołnierza zawodowego, który nie oczekuje niczego więcej niż odrobinę szacunku i słowa dziękuję za swoją ofiarną służbę. 23.02.2015r. Wojskowa Prokuratura Okręgowa postanawia umorzyć śledztwo z doniesienia gen. L. Majewskiego w sprawie lądowania Jak-40 w Smoleńsku. 230 47 240 Edytowane 10 Kwiecień 2022 przez takafura 1
balans Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 (edytowane) Niewiele brakowało, aby się wtedy tym Jak-40 zabili... Gdyby przestrzegano procedur, to Tutka nie miała prawa wystartować z Okęcia, a tym bardziej za wszelką cenę lądować we mgle na nieczynnym lotnisku - czy to tak trudno zrozumieć? Edytowane 10 Kwiecień 2022 przez balans
Mirosław Jastrzebski Napisano 10 Kwiecień 2022 Napisano 10 Kwiecień 2022 (edytowane) @takafura Jedna i podstawowa sprawa. Obowiązująca w ówczesnym czasie intrukcja HEAD zabraniała lądować na lotnisku posiadającym taką infrastrukturę i co więcej, lotnisku zamkniętym. Edytowane 10 Kwiecień 2022 przez Mirosław Jastrzebski
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się