Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 941
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Ostatnia wygrana Jedburgh_Ops w dniu 29 Grudzień 2021

Użytkownicy przyznają Jedburgh_Ops punkty reputacji!

2 obserwujących

Ostatnie wizyty

7 870 wyświetleń profilu

Jedburgh_Ops's Achievements

0

Reputacja

  1. Bundeswehra: więcej neonazistów niż przypuszczano Bundeswehra walczy z neonazistami w szeregach wojska Skandal w Niemczech: Służby ukrywały fakty o skali neonazizmu w niemieckiej armii Skandal z udziałem Bundeswehry na Litwie. Żołnierze świętowali urodziny Hitlera AfD ma/będzie miało coraz silniejsze wsparcie w armii. I jak tu nie być PiSowcem, u których twierdzi się, że niewykluczone, iż lufy polskich Abramsów być może obrócą się kiedyś wcale nie na wschód, ale na zachód. Popisy AfD z żądaniami korekty polskich granic i wypłaty Niemcom przez Polskę reparacji wojennych to już nie są żarty w świetle tego, jakie są wyniki najnowszych wyborów w RFN. Szkopstwo jest nienaprawialne, niereformowalne. Szkopstwo to taka sama zakała Europy jak dzicz turańska z siedzibą na Kremlu.
  2. Dlatego rośnie liczba adwokatów-obrońców piszczałkowców. Gdy Woodheaven ogłosił akcję, żeby błyskawicznie znaleźć M. Delingowi dobrych prawników specjalizujących się w wykopkach i żeby ratować Delinga z tej pseudoafery ze Stugiem to w godzinę miałem takich sześciu, z których trzech to pasjonaci historii II wojny, a z tej trójki dwóch to kolekcjonerzy militariów, więc wszyscy czujący klimaty, o co chodzi i jak bronić „odkrywców”. Adwokaci wiedzą, że jest rynek na tego typu usługi obrony wykopkowiczów.
  3. Od dzieciństwa mam wtłaczane do głowy, jak to w NRF/RFN Federalny Urząd Ochrony Konstytucji pilnuje, żeby w tym byłym Reichu nie odradzały się ruchy neonazistowskie, a jak by coś, to żeby były kasowane w zarodku metodami albo policyjnymi, albo delegalizacyjnymi. I co? I nic, jak pokazuje przykład AfD. Tylko delegalizacja tej szumowiny uchroni Niemcy od tych nazioli, a Polskę od „korekty” zachodniej granicy i od AfD-owskiego żądania od Polski „reparacji” wojennych.
  4. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) zwyciężyła w niedzielnych wyborach w kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie o 1,5 punktu procentowego wyprzedzając SPD - wynika z badania exit poll stacji ZDF. Może ktoś w RFN pójdzie po rozum do głowy i zrobi badania, jak Bundeswehra głosuje na AfD? Tak na wzór sprawdzenia w Polsce, jak wojsko głosowało na konfy. Rzecz istotna w kontekście żądań AfD skorygowania zachodniej granicy Polski.
  5. Zobaczymy, jaki będzie cennik za spotkanie z batyrem na następnej konferencji ĆPAĆ.
  6. A już poważniej o tych hipotetycznych A-29... Mister Poroszenko to z miłością do ojczyzny i z tymi A-29 to się obudził rychło w czas. Kończy się epoka dronów wolnych, a nastała epoka odrzutowych Gierani-4 (Vmax 500 km/h) oraz odrzutowych Gierani-5 (Vmax 700 km/h). Prędkość max A-29 to 590 km/h, więc pan Poroszenko może ufundować Ukrainie flotę A-29 co najwyżej dla zespołu akrobacyjnego ukraińskich sił powietrznych. Te ostatnie powolne ruskie drony spokojnie mogą zestrzeliwać Mi-24, Jaki-52, An-28, wszystkie inne samoloty cywilnego lotnictwa ogólnego, a jeśli ta wojna potrwa dużo dłużej to polskie uzbrojone Draco Wilgi, które będą towarem eksportowym. Więc panie Poroszenko już lepiej niech się pan zajmie dalszą produkcją słodyczy, a niech pan nie zawraca głowy propagandą miłości do własnej ojczyzny.
  7. No to chyba razem finansujemy te A-29 do ścigania dronów. Tak, jak jestem całkowicie wolny ad alko, narko i fajurek, to te poroszenkowskie galaretkowe cukierki to mnie po prostu rozmiękczają i kupuję ich całe zaspawane w Ukrainie torby
  8. Klasyka bogobojnej prawicy; czy tam, czy tu. Wiele się to różni od PiSowskiego posła Pięty i jego kochanki? A wiele się to różni od PiSowskiej posłanki Arent i jej kochanka?
  9. No bez jaj. Poroszenko jako kto? Producent tych pysznych galaretkowych cukierków, które zalały Polskę, a których jestem fanem?
  10. Wiesz Paweł, rozpoczęły się przygotowania do rywalizacji w przyszłorocznym Prima Aprilisie. A w kategorii polityków to jest ciężka walka, żeby znaleźć się na pudle. Najwyraźniej państwo ćwiczą, żeby ranking objął ich jako Top Three w ich kategorii.
  11. Piękne auta są w „Niebie nad Normandią”, ale trzeba jeszcze poczekać, żeby było z czego zrobić screeny.
  12. Powoli zaczniemy się przyglądać, co to był za pilot, skąd w ogóle się wziął, co potrafił i w czym brał udział. Była to postać niezwykła, a jedno z jego odznaczeń jest po prostu szokujące (będzie o tym mowa w późniejszym poście o jego odznaczeniach). Porucznik Zukowski to postać idealna do rekonstrukcji historycznych, ponieważ wcale nie jest do tego potrzebny samolot C-47. Zważywszy, jakie zadania realizował por. Zukowski musiał być ubrany częściowo jak USAAFowiec, a częściowo jak żołnierz amerykańskiej piechoty (może nawet jak z pułku spadochronowego, bo tak piloci transportowi czasami się nosili) i na pewno musiał być uzbrojony co najmniej w broń krótką. W rekonstrukcji postaci Zukowskiego spokojnie można go łączyć z żołnierzami piechoty z tych amerykańskich dywizji, które były na kontynencie w pierwszych dwóch miesiącach po inwazji w Normandii. Wytłumaczenie poniżej. George A. Zukowski były pilotem IX Troop Carrier Command USAAF, czyli tego olbrzymiego związku taktycznego USAAF, który zawsze transportował wszystkich alianckich spadochroniarzy w Europie i który holował szybowce Horsa i CG-4A w każdej dużej operacji typu „airborne”, jak to się zwało u aliantów, czyli w operacji spadochronowo-szybowcowej. Żeby jednak stać się pilotem IX TCC to najpierw trzeba było być wykształconym i wyszkolonym przez szkolno-treningowe I TCC. Był to również bardzo duży związek taktyczny służebny wobec IX TCC i przygotowujący dla niego kadry. Jeśli to kogoś interesuje to więcej o I TCC można przeczytać tutaj. Szkoda jedynie, że w bibliografii tego tekstu nie ma ani jednej drugowojennej publikacji o I TCC, w tym takiej, jaką I TCC samo wydało na swój temat i kapitalnie zilustrowało. Na front walki w Europie por. Zukowski trafił już jako pilot IX TCC i po charakterze rozkazywanych mu do realizacji zadań widać, że musiał być pilotem wybitnym. O ile nie potrzeba było „wybitności” (poza odwagą bycia tarczą strzelniczą dla flaku) w operacjach Overlord, Dragoon i Varsity o tyle w pozostałych zadaniach czynnik wybitności był jednak bardzo przydatny. Poniżej: Drugowojenna czapka porucznika Zukowskiego. W tylu postach, w ilu to pasuje w danych wątkach, zawsze tłumaczę amerykańską biedę czasu II wojny i tutaj mamy tego przykład idealny. Dramat z tekstyliami był wtedy w USA taki, że oficerowie chodzili w furażerkach szeregowców, takich też paskach do spodni, czapkach garnizonowych, sortach mundurowych brytyjskich i w cywilnych butach jakie kto miał albo gdzieś zdobył. I taką też czapkę szeregowca miał por. Zukowski, czyli czapkę bez otoku (bardzo deficytowy artykuł wówczas) oficerskiego. Nosił na tej czapce jedynie orła korpusu oficerskiego. C.d.n.
  13. Strategiczny błąd. Źle się to skończy dla Danii. „Daj kurze grzędę, a ona: wyżej siędę” Amerykanie do końca świata będą już nie do wyrzucenia z Grenlandii, a w świetle prymitywizmu US elektoratu licho wie, jacy jeszcze popaprańcy będą tam rządzić po obecnym czubku. Amerykańskie roszczenia w związku z obecną umową są łatwo przewidywalne. Niebawem powiedzą, że do ich infrastruktury wojskowej muszą sobie zbudować nowe drogi na Grenlandii i sprowadzą na Grenlandię pół US budowlanki. Potem będą cmokać, że no niby fajnie, że już są drogi, ale, kurczę, brakuje stacji paliw przy tych drogach i oni nie mogą na jednym tankowaniu dojechać od wybrzeża do jakichś ich baz w głębi lądu. To se sprowadzą na Grenlandię pół US petrochemii. Potem powiedzą, że no okay, jest świetnie, ale nasi ludzie nie bardzo mają gdzie mieszkać. To zaczną budować amerykańskie miasteczka na wyspie. Potem powiedzą, że ich ludzie wprawdzie już porządnie mieszkają, ale się nudzą, bo nie ma kin, teatrów, dyskotek, klubów nocnych itp. i że trzeba to zbudować. Potem wejdzie na wyspę US szkolnictwo, bo przecież dzieci żołnierzy i pracowników cywilnych gdzieś muszą się uczyć. Potem będzie, że nie ma obiektów sportowych dla takich sportów, jakie kocha Ameryka i że trzeba je zbudować. Itd., itd., itd. Następnie okaże się, że w związku z tak wielką i tak kosztowną US obecnością na wyspie kowboje żądają miejsc w Parlamencie Grenlandii. Od tego prosta droga do tego, że Grenlandczycy będą mniejszością we własnym kraju, a na finał będzie utrata niepodległości wyspy i wcielenie jej jako kolejny stan USA.
  14. A spróbujmy tę prostą prawdę wytłumaczyć takiemu zeru, jak pasożyt społeczny (nigdy nigdzie nie pracujący na rynku pracy z własnej inicjatywy), jak płaszczak, albo troglodyterce polskiej prawicy, którą interesują tylko tokeny, oraz kwas solny i wanny do rozpuszczania w nich wrogów.
  15. Bardzo lubię i cenię Norberta Bączyka i na pewno jest to najlepsza, wręcz idealna, osoba w kraju do recenzowania filmu „Niebo nad Normandią”, niemniej jedno jego stwierdzenie w tej recenzji można by mocno doprecyzować, ponieważ mogłoby po nim pozostawać pewne mylne wrażenie. Czas 9.09. Norbert Bączyk mówi: Owszem, „trafili idealnie”, ale wyłącznie z desantem z morza. Desant powietrzny to jeden wielki skandal - oczywiście niezawiniony przez żołnierzy, ale przez tych, którzy rzucili ich do akcji, do jakiej nie byli wyszkoleni ani piloci samolotowi, ani piloci szybowcowi, ani spadochroniarze-pathfinderzy. Dla desantu powietrznego w Normandii w żadnym wspomnianym przez Norberta Bączyka miesiącu nie istniał termin idealny. Pisałem o tym w poście wcześniejszym, a teraz można jeszcze coś do tego dodać. Tyle tylko, że żeby to wyjaśnić to trzeba by napisać średniej wielkości książkę rozpoczynającą się od ćwiczeń pathfinderów na Sycylii w 1943 r. pomiędzy lotniskami Comiso i Ponte Olivo. Ponieważ istnieje z tych ćwiczeń i film, i fotografie, więc – skoro już los „dotknął” mnie nauką mojej ulubionej meteorologii i egzaminami państwowymi z niej – to również w tym przypadku zrobiłem sobie analizę chmur, widoczności itp. Były to ćwiczenia dzienne i we względnie dobrej pogodzie; były kompletnie odrealnione od tego, czego wymagano od pathfinderów w nocy z 5 na 6 czerwca 1944 i w takich warunkach, jakie wtedy panowały. Potem, już na terenie Wielkiej Brytanii, w kolejnych ćwiczeniach pathfinderów, nie było lepiej. Ćwiczono w dzień, a dopiero – dramatycznie za późno – zaczęto ćwiczyć w nocy zaledwie od kwietnia 1944 roku. A i to nie były ćwiczenia wystarczająco realistyczne, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie ćwiczyłby zrzutu pathfinderów przy chmurach między innymi: • sc → stratocumulus (kłębiasto-warstwowe) dolna granica 200 m / górna granica 2500 m • st fr → stratus fractus (jednolita, szara, gęsta mgła) dolna granica 50 m / górna granica 2000 m A m.in. takie właśnie chmury były nad Normandią w czasie inwazji. W konsekwencji tego wszystkiego brytyjska 22nd Independent Parachute Company, czyli kompania pathfinderów brytyjskiej 6. DPD, w zasadzie nigdzie nie wylądowała w założonych miejscach. Samoloty z nimi nadlatywały dwu- i trzykrotnie nad miejsca, które pilotom wydawały się prawidłowe do zrzutu. „Wydawały się”, bo piloci nic nie widzieli przez takie chmury, jakie były nad Normandią. Tym sposobem np. brytyjskich pathfinderów przeznaczonych na zrzutowisko „K” desantowano na zrzutowisko „N”. I tak było wszędzie. U Brytyjczyków na każde zrzutowisko i lądowisko szybowcowe wyznaczone były dwie grupy pathfinderów. Nigdy nie zdarzyło się, aby na jakimkolwiek brytyjskim zrzutowisku wylądowały dwie grupy; lądowała co najwyżej jedna grupa. Powód: Przede wszystkim pogoda i zerowa widzialność; w drugiej kolejności ogień flaku i uniki pilotów przed nim. I również w konsekwencji takich zjawisk to samo było z pathfinderami amerykańskimi. Jakim cudem pułki spadochronowe i szybowcowe US Army miałyby lądować w prawidłowych miejscach? U Amerykanów na każde zrzutowisko i lądowisko szybowcowe przeznaczono po trzy grupy pathfinderów. W 82. DPD na 120 pathfinderów tylko 38 wylądowało w prawidłowych miejscach. W 101. DPD zdarzało się, że najwyżej jedna grupa tych „naprowadzaczy” lądował względnie prawidłowo. Powód? Ten sam, co u Brytyjczyków. I jeszcze jedna rzecz: Piloci RAF i USAAF wiozący patfinderów, żeby cokolwiek widzieć i mieć chmury nad sobą, musieli schodzić na pułap równy dystansowi otwierania się spadochronu, czyli 100÷110 metrów. Wielu pathfinderów uderzało w ziemię w końcowej fazie otwierania się spadochronu, a to jest nieprawidłowe i niebezpieczne. Uderzali w ziemię tak silnie, że uszkodzeniu ulegały transpondery Eureka, a zniszczeniu lampy Holophane, które miały wspomagać oznaczanie zrzutowisk i lądowisk. Nie było więc czym ich oznaczać. Kolejna fundamentalna kwestia, wobec której nikt nie ma prawa twierdzić, że alianci jakoby „idealnie” wstrzelili się w okno pogodowe do inwazji w Normandii. Podczas II wojny nigdy, absolutnie nigdy, nie odbyły się jakiekolwiek alianckie szybowcowe ćwiczenia (Afryka Płn.), większe manewry (USA, Wielka Brytania) i operacje (Daleki Wschód i Europa) w czasie opadów deszczu. Nigdy z jednym wyjątkiem - w Normandii. Efekt? Niedziałające hamulce w szybowcach jadących po mokrej trawie, jak po lodzie. Alianci zawalili przed D-Day kwestię spadochronów hamujących w szybowcach i bardzo mało ich zamontowano w tych statkach powietrznych. Konsekwencją było roztrzaskiwanie się szybowców na przeszkodach terenowych, nawet w przypadkach, gdy piloci szybowcowi prawidłowo wybierali punkt przyziemienia. Nic to nie dawało i niekontrolowane szybowce wpadały w bardzo długi poślizg z ofiarami na pokładach po zderzeniach z drzewami itp. Dopowiadając do słów Norberta Bączyka o „trafieniu idealnie” z pogodą nie da się więc powiedzieć, że dotyczyło to desantu powietrznego. W planistycznych założeniach desant spadochronowo-szybowcowy miał się udać w Normandii w sensie operacyjnym, a nie w sensie lokalnych sukcesów i sukcesików na szczeblu taktycznym, jak na finał miało to miejsce. W takim razie w jakim sensie desant powietrzny się „udał”? „Udał” się: • na zasadzie cudu, że nie było jeszcze większych błędów nawigacyjnych z powodu pogody całkowicie nie nadającej się do desantu powietrznego; • na zasadzie cudu, że nie było jeszcze większych strat; • na zasadzie zbiegu okoliczności, a nie profesjonalizmu alianckich sił zbrojnych; • na zasadzie kompletnego ogłupienia i dezorientacji Niemców z powodu olbrzymiego rozsiania desantu po całej Normandii. A najlepszym komentarzem do tego, jak ten desant „udał się” przez kompletne ogłupienie Niemców co do skali desantu (bo spadochroniarze i szybowce lądowały wszędzie w Normandii niezgodnie z planem) jest wspomnienie amerykańskiego spadochroniarza Paula Bouchereau wziętego do niewoli z innymi spadochroniarzami natychmiast po lądowaniu. Gdy Bouchereau był przesłuchiwany to był świadkiem, jak jego koledze szkop zadał pytanie: ― Ilu was wylądowało? ― Całe miliony.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie