Jump to content
ekiosk egazety next prenumerata

Jedburgh_Ops

Forum members
  • Content Count

    2198
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9

Everything posted by Jedburgh_Ops

  1. Jeszcze w nawiązaniu do krótkiej wcześniejszej wymiany myśli koleżeństwa na temat kółek w tych maksymalnie uproszczonych szybowcach szkolnych o designie ramy kadłubowej. Wszyscy w tamtych czasach mieli jakieś swoje przemyślenia, czy dawać tym szybowcom płozy, czy najprostsze koła? Poniżej jest szybowiec КПИР-3 (KPIR-3) skonstruowany przez studentów z Kijowa.
  2. Przy czym nie jest to w najmniejszym stopniu jakiś zarzut wobec II RP. Wszyscy wtedy tak latali na świecie. Poniżej start do trójholu szybowców LNS-1 USMC z II w.ś. Mądrości to zdjęcie nie ukazuje. Latanie w wieloholu z mikroskopijnymi separacjami było szaleństwem. Wielu pilotów szybowcowych zapłaciło za to życiem. Nawet II wojna nikogo niczego nie nauczyła pod tym względem. Amerykanom szybowce transportowe zderzały się w powietrzu już w dwuholu, a co dopiero mówić o możliwości zderzania się takich szybowców w trójholu. Dopiero po wojnie jakoś to się zaczęło zmieniać na rozwiązania mądrzejsze i bezpieczniejsze. Nie wiem tylko, czy to FAI żelazną ręką chwyciła te sprawy i każdy członek FAI dostał nakaz dużych separacji, czy może stopniowo narodowe organy nadzoru lotniczego różnych państw same wprowadzały przepisy o dużych separacjach w wieloholach.
  3. Wszystko to bardzo, bardzo ciekawe. I szaleństwo. Widać to nie tylko na zdjęciach, ale też na rysunkach. Dziś w wieloholu separacje są zupełnie inne. Wyobrażam sobie, ile uwagi musieli wkładać w lot ci przedwojenni piloci szybowcowi lecąc w trójholu na linach o mikroskopijnych różnicach długości. Bardzo to dziwne. Dziś w dwuholu, trójholu lub czteroholu separacje podłużne w osi kierunku lotu są dla bezpieczeństwa bardzo duże - w zakresie 30-40 m i takie też są liny do wieloholu. Jeśli mamy trójhol to szybowiec nr 1 jest na linie powiedzmy ok. 60-metrowej, nr 2 już będzie na ok. 100-metrowej, a nr 3 na 140-metrowej. Bardzo ciekawe, że przed wojną jakoś o tym nie pomyślano.
  4. Jak deklarowałem wcześniej postaram się to jeszcze sprawdzić, bo USmeni boksują się z Übermenschami, kto był pierwszy w tróholu.
  5. Jest w tym wielka mądrość, choć może nie każdy ją rozpoznaje. Bardzo dobrze, że Grzeszczyk zaczynał nad terenami płaskimi. Ja zaczynałem nad trenem pofałdowanym i zalesionym, a efekt tego był taki, że (ćwicząc hol w środku wyjątkowo upalnego lata z temperaturami w słońcu 50+ st. C) doceniałem to, jak musieli latać piloci szybowcowi USAAF w Birmie i dlaczego tam mało kto dolatywał do celu. Jednego lotu na takim wariackim holu bym nie przeżył, gdybym nie zrobił czegoś, co jest - powiedzmy - „w szarej strefie” prawa lotniczego i procedur. Niby nie jest to zakazane, ale zalecane zdecydowanie nie jest. Tylko że to coś ratuje życie i właśnie nad takim terenem i w takich strasznych temperaturach uratowało mi to życie, bo inaczej zderzyłbym się z holownikiem. Dlatego wielka mądrość Grzeszczyka, że zaczynał spokojnie nad płaskim terenem, gdzie sensacji zawsze mniej.
  6. Hłe, hłe, francuskie żony fajne też w lotnictwie. Dziś już jesteśmy wymordowani naszymi home office'ami po 10-12 h pracy, ale małżonka obiecała, że w tym tygodniu mi to przeczyta po polsku, nagram to sobie i zredaguję i wrzucę tutaj. Samego mnie też bardzo ciekawi, jakie PR robiła sobie II RP za granicą na poletku szybowcowym. A ten „M.J. Rozadowski” to chyba raczej będzie Rozwadowski...?
  7. Ważna informacja. W takim razie datowanie pierwszego polskiego holu za samolotem przesuwamy z roku 1933 na 1932. Szukamy jedynie wyrazistej informacji, kto dokonał pionierskiego polskiego holu? Informacja powyższa jest ciekawa i sporo wnosząca, ale właśnie nie jest wyrazista. Trudno powiedzieć, czy to był właśnie ów hol pionierski, czy tylko Grzeszczyk rozpoczął swój sezon lotniczy w maju '32?
  8. Czyli wychodziłoby na to, że rok 1933 to jest nie tyle rok pionierskiego polskiego trójholu, co jest to rok, w którym Polska w ogóle zaczęła jakikolwiek szybowcowy hol samolotowy. Najprawdopodobniej więc pionierski polski dwuhol odbył się gdzieś między styczniem a majem 1933 r.
  9. Zdjęcie ciekawe nie tylko z powodu tego prototypowego P1101. Jest tu także temat nie tknięty przez historyków, a mianowicie byłe robotnice przymusowe w paramilitarnej służbie US Army, coś na wzór męskich kompanii wartowniczo-porządkowych tworzonych przez Amerykanów z byłych robotników przymusowych, jeńców, więźniów KL-i itp. O nich też prawie nic się nie pisze (a byłoby o czym pisać, że ho ho), ale o tego typu służbach kobiecych, jak uwidoczniona na tym zdjęciu, to już w ogóle zero badań historycznych. Cztery kobiety z tego zdjęcia mają ładne nowiutkie kurtki M1943.
  10. Świetna praca zespołowa! Spółdzielnia pionierski polski trójhol rozkminiła. Super! Gdyby się spółdzielni chciało rozkminić tak samo pionierski polski dwuhol to też byłoby znakomicie.
  11. Byłoby jedynie pytanie, czy jako holujący, czy holowany? Wikipedia: „W 1933 r. podczas II Międzynarodowego Mitingu Lotniczego uczestniczył w pokazie jednoczesnego holowania trzech szybowców przez samolot Lublin R.XIII”. I tu jest to pytanie - jako kto, zważywszy, ze był pilotem wojskowym?
  12. PS Chyba że ów „S. Stępniewski” to był ktoś z wojska, kto był doświadczonym pilotem i tylko bardzo lubił szybownictwo, ale miał w nosie jakieś tam związane z tym splendory, odznaki szybowcowe, miał w nosie rekordy Polski i dobre miejsca w szybowcowych mistrzostwach Polski. Osobiście znam taki przypadek przedwojennego i drugowojennego pilota wojskowego, których kochał szybownictwo. Jednym palcem i z zamkniętymi oczami zrobiłby złotą odznakę i wszystkie diamenty do niej, ale miał to w nosie. Latał szybowcami dla przyjemności latania, a nie dla splendorów.
  13. A kto wie? Możesz mieć rację, jak się tak temu przyjrzeć...
  14. Też nie wiem. O ile Szczepan Grzeszczyk, poza faktem bycia konstruktorem i pilotem doświadczalnym to także przedwojenny 10-krotny rekordzista Polski w szybownictwie, a Bolesław Łopatniuk to rekordzista 3-krotny, o tyle kim był „S. Stępniewski” to już się nie zapisało w historii. W materiałach udostępnianych publicystom starej Skrzydlatej Polski (WKiŁ) przez wspominanego tutaj przeze mnie Kazimierza Plenkiewicza, a piszącym o przedwojennym polskim szybownictwie, ktoś o personaliach „S. Stępniewski” nie widnieje jako jakaś postać wybitniejsza, bo w ogóle ktoś taki nie istnieje. Tymczasem trójhol to nie jest coś dla jakichś chłopaczków, nawet dziś. Chwila nieuwagi i mogiła. Ten trzeci pilot - poza Grzeszczykiem i Łopatniukiem - musiał być pilotem doświadczonym, czy wręcz bardzo doświadczonym. Byłoby dziwne, żeby ktoś taki nie zapisał się kompletnie niczym w szybownictwie II RP. I nie mówię, żeby zaraz miał srebrną odznakę, ale kimś odrobinę wybitniejszym musiałby być choćby z grona instruktorów. A tu ani widu, ani słychu o „S. Stępniewskim”. Polska prasa przedwojenna miała tendencję do wypisywania rzeczy nie całkiem dokładnych w kwestiach lotniczych, mylenia personaliów, funkcji ludzi lotnictwa itp. Pokazałem to w innym wątku tego forum. Być może z owym „S. Stępniewskim” w taki sam sposób jest coś nie halo.
  15. Tak. Nasz SP-1373 w Elmirze tuż przed 12. Otwartymi Szybowcowymi Mistrzostwami Stanów Zjednoczonych (28 czerwca – 13 lipca 1941 r.). Zdjęcie wykonał fotoreporter wydawnictwa Street & Smith Publications, Inc. Wykonał ich wtedy więcej z różnych ujęć. Fajka - Askania Ldü 41.
  16. A czy był ktoś w Muzeum Sportu i Turystyki? Tam sprawy lotnicze są i nawet powstawały w moim rodzinnym domu, bo mój ojciec nad tym pracował. Może tam przypadkiem jest przedwojenny mundur aeroklubowy...?
  17. To jest oczywiście nie do Ciebie, bo z przyjemnością czytam Twoje posty. Str. 336 tego PDF-a - nieprofesjonalne tłumaczenie. Jest „Women’s ankle boots” - powinno być „Woman’s ankle boots”. Ale nie to jest najważniejsze. To jest nieprawda. „Ankle boots” to jest coś kompletnie, ale to kompletnie innego. Sama ta nazwa o tym mówi. „Ankle boots” to są buty zakrywające kostkę, a te takie nie są.
  18. Okay, czyli wyglądałoby na to, że z trójholem byliśmy o rok przed ruskimi. Byłaby jeszcze kwestia pionierstwa trójholu w skali świata. Podejrzewam, że znowu mogli to być bracia Espenlaubowie, jako inicjatorzy pomysłu, ale zapytam o to Petera Ockera, którego wspominałem wcześniej, bo on jest guru od takich spraw. Liny wspomniałem właśnie dlatego, że nylonów nie było, tylko były liny grube i siermiężne, często dobrze widoczne na zdjęciach.
  19. Spiricie, nomen omen - flaszka się należy za tę informację! Super! Nazwa „train aérien” typowa dla tamtych czasów. U ruskich w tamtych czasach dwuhol, trójhol i wielohol nazywał się поезд albo аэропоезд, więc podobny kierunek myślenia. Ale jeszcze pytanie - czy ta nasza próba była w końcu pomyślna? Bo coś lin holowniczych nie widać, a i układ szybowców jest niekoniecznie taki, jaki jest bezpieczny w trójholu...
  20. Na podstawie tego, co już w tym wątku widać, można powiedzieć, że II RP miała trochę inny design butów damskich, niż na Zachodzie. W Polsce zdecydowanie więcej było butów damskich na płaskich obcasach, podczas gdy na Zachodzie odwrotnie. Dlatego niełatwo czasami określać style butów na nogach polskich pilotek. Poniżej: 1. Znowu mamy coś, co się stylistycznie przenika. Pozornie wygląda to na damską wersję oksfordów, tylko że one miały wyższy obcas, coś jak w espadrylach. To co tu widać to taka hybryda damskich butów określanych jako Oxford i Sport Shoes albo Bowling Shoes. 2. Bardzo stylowe buty znowu wymykające się prostym definicjom. Takie ozdobne boczne wyłogi miewały buty damskie zwane Pumps, tylko miały one wyższy obcas. I również pumpsy były wkładane na nogi w sposób „mokasynowy”, bez sznurowania, jak na tej fotografii. 3. Jeszcze inna wersja czegoś z okolic pumpsów, z ozdobnym językiem i na obcasie niższym niż w klasycznych pumpsach.
  21. U RAF-owców nigdy monk strapów nie widziałem. U USAAF-owców jak najbardziej, na dużą skalę, mimo że były nieregulaminowe. Powyższy gentleman nosi (chyba, bo zdjęcie nie za dobre) albo buty w stylu Chukka (ówczesnym, nie obecnym, bo dziś Chukka to coś innego), albo jedną z odmian oksfordów.
  22. Buty c.d. Zanim powiem, co jest poniżej, to zacznijmy od elementarza. Posługuję się tutaj terminologią języka angielskiego nie z jakiegoś snobizmu, tylko do polskiej mody przeniknęły angielskojęzyczne nazwy stylów obuwniczych, a jedynie zostały one spolszczone. Dziś o butach mówi się i pisze w publikacjach modowych – bluchery, oksfordy, monk strapy itp. Czy tak samo było w przedwojennej Polsce? Nie wiem, nie mam polskich katalogów modowych tamtych lat, ani innych publikacji lifestyle'owych z II RP. Ale być może wykluczyć tego nie można. Poniżej kolejna aeroklubowa pilotka i w kolejnych butach. Są to klasyczne czółenka damskie tamtych lat. Ten styl damskich butów dojechał do przełomu lat 60./70. w designie kompletnie nienaruszonym. Jak patrzę na buty poniższej pilotki to mam w oczach identyczne buty mojej mamy. I teraz jaki to jest styl tych butów? Odpowiedź nie jest jednoznaczna, ponieważ przenikają się w tych butach dwa style – po angielsku Espadrille i Pomps. Słowo „espadryle” też przeniknęło do polskiej terminologii obuwniczej. Wcześniej pilotki pokazywane w tym wątku raczej miały buty na płaskich obcasach – tutaj pilotka ma buty na nieco wyższym obcasie typowym właśnie dla ówczesnych damskich espadryli.
×
×
  • Create New...

Important Information