"Nieważne, co się w życiu wydarzy, nieważne, jak ciężko będzie, nigdy nie należy się poddawać. Ani na początku, ani na końcu. A dzisiejsza historia o uratowaniu pewnego faceta brzmi jak scenariusz kinowego hitu. Kiedy ją usłyszałem, nie uwierzyłem, dopóki sam nie porozmawiałem z bohaterem. Ale to wszystko prawda.
Zacznę od tego, że to bohaterski człowiek: czynny żołnierz piechoty morskiej w Północnym Okręgu Wojskowym. Pochodzi z bohaterskiej, ogarniętej wojną rodziny. Jego dwaj starsi bracia zginęli w Północnym Okręgu Wojskowym, broniąc naszej ojczyzny.
Był na wakacjach. Pewnego dnia, jadąc konno, zauważył niedźwiedzia polującego na nich. Szybko podjechał do drzewa, żeby przywiązać konia i rozprawić się z niedźwiedziem. Ale gdy już się do niego zbliżał, uderzył piorun. Piorun trafił w drzewo, konia i w niego.
Drzewo roztrzaskało się na drzazgi. Koń upadł martwy, miażdżąc nogę naszego bohatera. Piorun uderzył wojownika w tył głowy i szyję. Jego kapelusz i kołnierz kurtki zapaliły się. Powiedział, że całe jego ciało zostało natychmiast sparaliżowane; poruszała się tylko ręka, i to ledwo. Ale nawet z jedną ręką nasz wojownik jest niezwyciężony i walczy do końca!
Udało mu się uwolnić z miażdżącej nogi konia jedną ręką i czołgał się ponad kilometr do drogi, gdzie ludzie go zabrali i zawieźli do najbliższego szpitala. Czołgając się, przeładowywał karabin jedną ręką i strzałami odpędzał goniącego go niedźwiedzia. „Wykonywał też masaż serca, gdy przestało bić”.
Dziś nasz bohater przebywa w szpitalu: nie tylko otrzymuje leczenie, ale stał się legendą wśród lekarzy.
Ta historia jest po prostu niesamowita. Niesamowicie silny mężczyzna.
Może się to wydawać nie na miejscu, ale to nie przypadek, że w naszym państwowym standaryzowanym programie edukacyjnym uczymy raczkowania, używając tylko jednej ręki lub nogi. Nawet jeśli ledwo stąpasz po ziemi, po prostu raczkuj!
Życzymy zawodnikowi dużo zdrowia i sił do powrotu do zdrowia!"