Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 901
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. A co być może ważniejsze - przyjaciel niezrównanego mistrza odróżniania misia od króliczka.
  2. Ano były, bo sobie nadludzie solennie na to zasłużyli. Niemniej ciekawa jest olbrzymia różnica kulturowa między dwójką Anglosasów - Brytyjczycy normalnie, czyli humanitarnie, traktowali szkopskich jeńców, a Amerykanie okazali się pod tym względem w zasadzie zwyrolami. Ciekawe dlaczego? - nikt nie chce tego badać. Osobiście przypuszczam, że stopień nasycenia US Army Żydami mógł tutaj mieć głos decydujący. Sam przecież amerykański sekretarz skarbu Henry Morgenthau to nie kto inny, jak amerykański Żyd, który powiedział, że nie będzie finansował jedzenia, opieki medycznej i baraków dla hitlerowskich jeńców i w związku z tym mają zdychać na powietrzu w głodzie, chłodzie i chorobach. Ciekawe, że Francja całkowicie przyłączyła się do postawy Amerykanów. Nieraz się zastanawiam, czy gdyby cała lądówka PSZ wkroczyła w '45 do Polski to czy z tym humanitaryzmem wobec szkopskich jeńców byłoby odrobinę lepiej niż w przypadku Francji? Bardzo mocno wątpię, ale nie potępiałbym, bo po prostu szkopstwo przekroczyło wszelkie granice wyobrażalne i niewyobrażalne. Francuska 2. DPanc Leclerka jak już po D-Day wjechała do swojej ojczyzny to... hmmm... mam relacje świadków, co robiła i walka na froncie należała do mniejszości jej zajęć. Podejrzewam, że gdyby do nas wjechały PSZ w '45 to byłoby identycznie. I okay, ku chwale ojczyzny.
  3. Tutaj Rosja z różnych lat, ale finał w 1945 lepszy nie był. W zasadzie zero komentarza po tym, jak teraz przez 4,5 roku oglądamy zdjęcia i filmy z obecnej wojny na Ukrainie. Tak, jak się tam traktuje własny naród to i tak samo traktuje się w tamtejszej dziczy jeńców - tak wtedy, jak i dziś. Nie ma różnicy.
  4. Generał zawsze nakazywał żołnierzom czytanie Konstytucji, a nie podlizywanie się politykom dla ohydnego karierowowiczostwa.
  5. PS Chciałoby się powiedzieć... litości. O czym to jest? Bo nie o lotnictwie.
  6. Starajmy się mówić językiem lotnictwa, skoro mają to być tytułowe „Lotnicze ciekawostki”. Powyższe językiem lotnictwa nie jest, bo niby co to ma być? Każdy stałopłat lata według trzech osi: X (przechylenie); Y (pochylenie); Z (odchylenie). O czym są „charakterystyki obrotu wokół osi”? O niczym, przynajmniej w lotnictwie; może to i jest o czymś, ale w łyżwiarstwie figurowym. Sprostowanie i/lub dodatkowa informacja lotnicza mile widziana, bo szkopskie testy zapewne ciekawe.
  7. Aż 74 proc. Ukraińców pozytywnie ocenia postać Stepana Bandery — wynika z sondażu ukraińskiej pracowni Rating Group. O polskich PAC-ach nasz sąsiad chyba raczej może zapomnieć.
  8. Aaaaa, przepraszam, byłbym zapomniał. Wbrew kłamstwom i bzdurom z literatury klasy D (także tej polskiej) piloci szybowcowi USAAF normalnie walczyli (po lądowaniu ich szybowców) jak piechota i nawet walczyli ze szkopskimi czołgami/innymi pojazdami, bo mieli do tego uzbrojenie i wyszkolenie. Tak było w dwóch olbrzymich operacjach pow-des na zachodnioeuropejskim TDW, a i pod Bastogne też nie byli bez Thompsonów, M3 i karabinków M1. Więc chociaż odrobinę mogli się odegrać za mordowanie lotników IX TCC tylko dlatego, że w godle tego związku taktycznego był spadochronik.
  9. Nie odchodzą oślizłe generalskie lizusy PiS-u, tylko jak na złość odchodzą generałowie normalni, tacy, jacy powinni być w demokratycznym państwie. Dopiero co odszedł ś.p. gen. Skrzypczak, teraz ś.p. gen. Różański. A spasiona generalska macierewiczowsko-pisowska menda zapraszająca do jej jednostki wojskowej fanatycznego wroga Ukrainy Andrzeja Zapałowskiego, żeby ten robił żołnierzom „wykłady o geopolityce”, ma się wciąż świetnie. Czyli menda zapraszająca Zapałowskiego, jako współpracownika Mateusza Piskorskiego oskarżonego o działalność szpiegowską na rzecz Rosji. I taka menda ma się dziś wciąż jak najlepiej.
  10. Jest tak, jak piszesz, a nawet gorzej. My mieliśmy ok. 150 tys. zamordowanych na Wschodzie Polaków i wątpić należy, czy wszystkich dało się ekshumować i wykopać jakieś pamiątki po nich, a w 1945 spółka autorska USA+Francja... Historyk płk Ernest F. Fisher napisał: Niemcy musieliby przeryć cały swój kraj, żeby dokopać się do szczątków wszystkich byłych hitlerowskich jeńców i do tego, co po nich zostało. Brytyjczycy i Kanadyjczycy traktowali jeńców humanitarnie, natomiast Amerykanie i Francuzi nie - u nich szkopstwo dostało status nie „prisoners of war”, ale „disarmed enemy forces”. Zgodnie z ówczesnym prawem MCK mógł wizytować tylko obozy jenieckie, więc status „disarmed enemy forces” dawał Francuzom i Amerykanom całkowitą wolną rękę i utajnienie tego, co z Niemcami robili. Francuzi utrzymywali ponad 100 takich obozów „jeniecko-koncentracyjnych”, a Amerykanie ponad 500. I nikt tego nie kontrolował. Tzn. kontrolował, owszem, Henry Morgenthau w podzięce za Holokaust i w ogóle za całość „dorobku” hitleryzmu. I w tych obozach umierało się na stojąco, jak poniżej, bo w wielu przypadkach nawet nie było jak usiąść na ziemi. Tyle NSDAP załatwiło swoim rodakom.
  11. Dopisek, tak jak obiecałem. To się oczywiście zmieniło po operacji Market Garden, bo gdyby Niemcy nadal chcieli - zgodnie z rozkazem Hitlera - rozstrzelać każdego alianta, który miał na mundurze jakąś symbolikę spadochronu, albo naszywkę „Airborne” to musieliby rozstrzelać prawie całą brytyjską 1. DPD, która poszła wtedy do niewoli. A do tego trochę Amerykanów, którzy wylądowali na spadochronach i w szybowcach poza operacyjną strefą Market Garden, a do tego jeszcze lotników-pechowców z IX TCC USAAF, którzy nie byli żołnierzami sił specjalnych, ale mieli w symbolice i spadochron, i „Airborne”, bo przecież głównie siłom powietrznodesantowym służyli. Jeszcze w Normandii to tak życzliwie nie działało i szkopstwo w terenie rozstrzeliwało i spadochroniarzy, i pilotów szybowcowych USAAF, jeśli tylko mieli naszywki swojego związku taktycznego. A często mieli, bo te naszywki dawały im święty spokój od oficerów piechoty, którzy po lądowaniu szybowca chcieli rządzić pilotami. A oni mieli obowiązek odpowiedzieć, że są z lotnictwa i co do tego, co mają robić po lądowaniu to obowiązuje ich wyłącznie rozkaz gen. Arnolda, czyli dowódcy USAAF. Bywały z tego powodu pyskówki między pilotami szybowcowymi a oficerami piechoty, ale pilot (choćby tylko sierżant lub młodszy chorąży) tylko pokazywał USAAFowską naszywkę IX TCC i mógł powiedzieć nawet pułkownikowi lądówki adiós comandante. Ale w obliczu szkopstwa jeszcze w Normandii USAAFowska symbolika IX TCC niestety zabijała przez ten spadochronik i „Airborne”, co szwabstwo z miejsca prowokowało do mordu. Poniżej coś z mojego „muzeum”: Furażerka pilota szybowcowego Flight Officera (młodszego chorążego) USAAF z odznaką IX TCC; z lewej oficjalna naszywka IX TCC; z prawej też naszywka IX TCC ale „składak”, gdy brakowało tych naszywek oficjalnych. Brało się wtedy godło 9. Armii Powietrznej USAAF (do której należało IX TCC) i dodawało się takie „Airborne”, jakie nosili spadochroniarze. Jak widać tak, czy siak, wszędzie jak nie spadochronik to „Airborne”. Szczególnie jeden przypadek w Normandii zamordowania pilota szybowcowego-jeńca wkurzył wszystkich. I dlatego co USAAFowcom zostało, jako chociaż symboliczna satysfakcja, jeśli nie fotografowanie tych gigantycznych połaci z mrowiem szkopów wziętych do niewoli i tamże też mordowanych, tylko że głodem i chorobami, jak w hitlerowskich KL-ach. No to USAAFmeni cykali z powietrza takie zdjęcia, jak poniżej. Niektóre dokładnie opisywali, innych nie.
  12. Paryż. Szkop nie ma zielonego pojęcia, czym się w polu zajmowała 2. DPanc Leclerka i nie ma pojęcia, jakim jest farciarzem, że tylko zarobił hełmem w cymbał.
  13. Wewnątrz Rheinwiesenlager, obozu armii amerykańskiej dla więźniów nazistowskich,porównywanego do Andersonville Autor: Richard Stockton | Redakcja: Cara Johnson Opublikowano 19 kwietnia 2026 r.
  14. Jak ta dzicz mnie śmieszy do rozpuku. Oni dowiedzieli się o sobie dziś tego, co u nas wysysa się z mlekiem matki. Stolica Rosji długo żyła mrzonkami, że jest nowoczesną metropolią i elitarną enklawą pośrodku skostniałego, zacofanego kraju. Dziś lęk przed wojną dociera na moskiewskie ulice i nawet lojalny człowiek Putina — mer Siergiej Sobianin — przestrzega przed wojenną eskalacją.
  15. Tutaj też Norymberga '45, tylko inne części jej przedmieść - być może takie, gdzie już delegacji międzynarodowych, a głównie MCK nie wpuszczano, żeby nie robiły afery. Czyli tu już żartów z namiotami nie ma (jak powyżej) i szkopskie mrowisko ćwiczy szkołę survivalu Henry'ego Morgenthaua.
  16. Okay, ale w 1940 to jednak inny rodzaj kulturotwórczej przygody Übermenschów. Wtedy żaden Untermensch innego koloru skóry nie decydował, kiedy rasie Übermenschów wolno dokonać urynacji, a kiedy defekacji, i czy w ogóle jej wolno? 1945 to już naprawdę inna przygoda kulturotwórcza
  17. Przy okazji cóż za walor kulturowy, poznawczy, edukacyjny - spotkanie Übermenschów z niewyobrażalnym, czyli z Untermenschami nie dość, że nie typu nordyckiego, to na dodatek o innym kolorze skóry.
  18. Za dobrze by było
  19. Tutaj takie cuś dla Übermenschów pod Norymbergą - ni to „pole namiotowe”, ni to obóz jeniecki. Obiekt oczko lepszy od wspomnianego „sanatorium” Bad Kreuznach zrobiony przez US Army chyba tylko po to, żeby nie narobić sobie międzynarodowego obciachu przy okazji procesów norymberskich.
  20. Poddający się Fallschirmjägerzy w tych ich Knochensackach to jakoś wyjątkowo cieciowsko wyglądali. Tu taka ciekawostka z Normandii. Amerykanie przed D-Day naszyli jakieś tysiące małych białych woreczków. Szkop idący do niewoli, żeby nie wiem z czym został złapany, żeby miał nie wiem ile i jakiego towaru lub żarcia na zapas, to musiał zmieścić w tym woreczku tylko to, co mu było wolno mieć w niewoli. I tutaj fallschirmjägerskie ciecie są w trakcie pakowania się do tych woreczków.
  21. Odwieczny, ugruntowany dobrą tradycją, zacny numer sowiecki i z demoludów. Gdy kasa się nie zgadza, albo w magazynie sztuki nie zgadzają się z kwitami to co wybucha? Powstanie Narodowe? No nie, aż tak, to nie. Wybucha pożar. Czy pamiętacie z początków obecnej wojny na Ukrainie, gdy jeszcze nikomu nie śniło się o dronach i dronizacji pola walki, ileż to „pożarów” nagle „wybuchło” w ruskich instytutach naukowych i w fabrykach zbrojeniówki? Bo wiadomo było, że w związku z wojną, która nie idzie, będzie przez ruski NIK trzepanie księgowości, magazynów, lewego spisywania na „braki” dobrych towarów, wyłudzania kasy na lipne „badania naukowe” itp. Ukraiński numer z likwidacją dronami magazynowych „jagódek” to dar niebios dla wszystkich ruskich magazynierów. Teraz nigdy przez nikogo nie słyszane i nie widziane „drony” będą „spadać” na każdy magazyn z przewałami, gdy groziła jakaś kontrola. To jak stary dobry PRL-owski numer „na stłuczki” w Polmosach. W każdej ciężarówce z gorzałką 20-30 proc. butelek „tłukło się” w drodze do sklepów.
  22. Czyli płk Zięć miał rację. „Raczej mało prawdopodobne jest, że ta rakieta zabłądziła. Raczej jest to ewidentna eskalacja” – ocenił gen. Jabłoński.
  23. BTW - co oni mają za plecami?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie