bodziu000000 Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 Jeszcze jeden artykuł o szkołach szybowcowych
bodziu000000 Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 W dniu 14.12.2019 o 20:42, Koloman napisał: W jednym z kwietniowych numerów tygodnika ilustrowanego "ŚWIATOWID" z 1926 roku podano informację o zbudowaniu przez koło LOPP dworca osobowego Poznań szybowca "Ikar". Krótki artykulik o tym szybowcu
Sedco Express Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 Jeszcze jedno zdjęcie wodnoszybowca MT-1 tym razem en face.
Jedburgh_Ops Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 8 godzin temu, bodziu000000 napisał: Pozwolę sobie na kontynuowanie przeglądu artykułów z przedwojennej prasy. Harcerze pod Bydgoszczą Kolejna świetna chwiejnica będąca rzeczywiście i naprawdę chwiejnicą. Wcześniej to coś z francuskim podpisem (co komentowałem) jest czymś trudnym do określenia. W chwiejnicy powyższej uczeń-pilot ma symulację sterowania stałopłatem według wszystkich trzech osi swobody samolotu i szybowca - osi X (przechylenie), osi Y (pochylenie) i osi Z (odchylenie). Jeśli „aparat” zamontowany w chwiejnicy nie porusza się wokół tych wszystkich trzech osi to nie ma mowy, żeby ucznia-pilota czegoś nauczyć i żeby mu uświadomić podstawy sterowania stałopłatem. W powyższej chwiejnicy szybowiec jest osadzony jednopunktowo i zapewne na czymś w rodzaju przegubu Cardana, więc nauka pilotażu jest w takiej chwiejnicy bardzo sensowna. Tym sensowniejsza im silniejszy wiatr oczywiście. Nadmuchu ze śmigła/śmigieł na „aparat” w chwiejnicy w Polsce nie stosowano, jak zdarzało się to na świecie, więc tym większe znaczenie dla dobrej nauki miał jak najsilniejszy wiatr. Najlepszy wiatr byłby z zakresu 10-20 m/s, ponieważ byłoby to już odzwierciedlenie czegoś z zakresu użytkowych prędkości lotu, choć nie maksymalnych. Ale o wiatr z tego zakresu niełatwo, rzecz jasna, bo to już są wiatry przy dużych różnicach ciśnień w atmosferze, przy ścierających się frontach, przed burzami, w trakcie burz itp.
KayFranz Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 Tym razem grupa pracowników Warsztatów Szybowcowych w Nowym Sączu na tle zmodyfikowanego "Komara-bis" (chyba...?) o rejestracji SP-12xx. Jak widać - fotka zrobiona tuż przed wybuchem wojny.
KayFranz Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 Wiedziałem, że gdzieś już tych panów widziałem... Pogrzebałem po dyskach i oto jest: Czyli rejestracja to SP-123... i co dalej? Najbardziej pasuje mi "8".
Jedburgh_Ops Napisano 20 Styczeń 2020 Napisano 20 Styczeń 2020 Szukam czegoś, żeby „się przyczepić” (bo jakość zdjęć świetna), ale nic nie widzę; bardzo ładne powierzchnie ma ten szybowiec. Znam szybowce „Made in PRL”, które aż tak ładnie zrobione niekoniecznie bywały, w każdym razie nie zawsze.
Jedburgh_Ops Napisano 21 Styczeń 2020 Napisano 21 Styczeń 2020 Pytanie techniczno-operacyjno-funkcjonalne: Czy któryś z polskich przedwojennych szybowców miał wolant zamiast klasycznego drążka sterowego?
bodziu000000 Napisano 21 Styczeń 2020 Napisano 21 Styczeń 2020 dzień nie może się obejść bez kolejnego ciekawego artykułu
Jedburgh_Ops Napisano 21 Styczeń 2020 Napisano 21 Styczeń 2020 No to gratulacje dla Holenderki, bo do wybuchu wojny tylko 255 polskich pilotów zdobyło srebrne odznaki szybowcowe (czyli te „D”).
Jedburgh_Ops Napisano 21 Styczeń 2020 Napisano 21 Styczeń 2020 6 godzin temu, bodziu000000 napisał: dzień nie może się obejść bez kolejnego ciekawego artykułu Przy okazji całego tego artykułu... Dobrze w nim widać, że mino prób brania przed wojną przez FAI różnych spraw żelazną ręką to nie zawsze to się udawało. Tak też było z terminologią. W II RP srebrna odznaka szybowcowa nazywała się kategorią D pilota szybowcowego. Tuż przed samą wojną zaczynało się to nieśmiało zwać srebrną odznaką, ale zakorzenić to się to nie zakorzeniło. W innych krajach było przed wojną inaczej. W III Rzeszy srebrna odznaka zwała się Silber-C, a w USA Silver-C. A we Francji zwała się zdecydowanie srebrną odznaką szybowcową, ale może dlatego, że Francji było najbliżej do Fédération Aéronautique Internationale (FAI).
Jedburgh_Ops Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 Współczynniki obciążenia niszczącego miał lepsze niż człowiek jest w stanie wytrzymać: +12 / -6. Szybowiec jak na owe czasy bardzo dobry, ale może nie zaraz doskonały, bo jak życie pokazało można go było zniszczyć w powietrzu przy zbyt ambitnej akrobacji. Opisy tego, co ten szybowiec mógł zrobić są dość enigmatyczne, ale tak wstępnie wygląda na to, że miał dopuszczenie do akrobacji podstawowej i jakiejś części akrobacji średniej.
Jedburgh_Ops Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 Miś, czyli konstrukcja z roku 1923. To był przełomowy rok w szybownictwie polskim i niemieckim pod jednym względem - zaczynała się bardzo ambitna aerodynamika szybowców. Ten rok to jest koniec szybowców-topornych pudeł, a zaczynają się naprawdę wysmakowane, smukłe kształty kadłubów szybowcowych.
bodziu000000 Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 dorzucę jeszcze taki artykuł o budowie szybowca ITS IVb
Jedburgh_Ops Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 Piękna konstrukcja. Aż miło popatrzeć. Tu już wyższa szkoła jazdy - skrzydło z kesonem. A jak skrzydło z kesonem to już bogactwo możliwych do wykorzystania technologii pokrycia skrzydeł. Tu już zaczynała się nauka o ukosowaniu sklejki na kesonie, a potem krycia skrzydła płótnem. I tu kolejne bogactwo możliwości. Czy dawać na keson lekkie rzadkie płótno dobrze cellonowane, czy też nie? Czy kryć od razu płótnem docelowym dla całego skrzydła? Czy przyszywać płótno do żeber, czy też nie? Itp.
Jedburgh_Ops Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 Mamy dzięki Bodziowi znowu ciekawą rzecz. Przepostowuję dziennik pilotki z postu powyższego. W dzienniku czytamy: „Wykonała 100 lotów w czasie 94 minut” Mimo relatywnej prostoty ówczesnych szybowców system szkolenia był wtedy całkiem niezły, chociaż były odwrócone pewne proporcje typu ilość lotów - nalot ucznia-pilota. Ale to nie znaczy, że ówczesne proporcje były gorsze; były inne, ale ani gorsze, ani lepsze. A jeśli już to odrobinę lepsze pod pewnym względem. Dziś do uzyskania III klasy pilota szybowcowego (odznaka 3 mewki) trzeba wykonać po starcie za wyciągarką 70-75 lotów w łącznym czasie ok. 3 h 40 min z instruktorem i ok. 1 h 20 min samodzielnie. Jak widzimy w dzienniku Wandy Kramarzówny, aby uzyskać wtedy kategorię „B” pilota szybowcowego (odznaka 2 mewki) trzeba było mieć 100 lotów i nalot ok. 1,5 h. Jak wspomniałem wcześniej - nie sztuka nauczyć się latać (oczywiście od biedy) po prostej i zakręcać. Sztuka umieć wystartować, ale główna sztuka to jest umieć wylądować, bo dopiero tutaj zaczynają się schody, dla niejednego śmiertelne. I na tym właśnie polegała przewaga szybowcowego szkolnictwa przedwojennego. Dawała olbrzymią ilość lądowań. Przypominam - dziś do III klasy (czyli wyższej niż przedwojenna kategoria „B”) trzeba 70-75 lądowań, a przed wojną do niższej klasy 100 lądowań. A lądowań nigdy dość w toku nauki latania. Na tym polegała lekka przewaga systemu przedwojennego.
Jedburgh_Ops Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 Jeszcze coś o szkoleniu na podstawie zdjęcia wprawdzie nie z II RP, ale tak uniwersalnego, że można na jego przykładzie wszystko pokazać. Prawidłowo wyważony (ewentualnie wytrymowany) stałopłat leci sam. Uczniowie-piloci szybowcowi wiadomo… rzucają szybowcami po całym niebie. Jak już wcześniej wspominałem nikt nie rodzi się „asem przestworzy” i wszyscy – bez żadnych wyjątków – tak latają w ramach tego, że instruktor musi na to pozwalać, żeby uczeń-pilot sam widział, co robi źle i żeby to korygował w czasie rzeczywistym. Ale jak się instruktor wkurzy, bo już widzi, że od dłuższego czasu nic nie trafia do ucznia-pilota, to potrafi powiedzieć – „Puść stery! Nie przeszkadzaj szybowcowi lecieć”. I to jest najgorszy wstyd dla ucznia, bo wtedy w sekundę widzi, że przeszkadza szybowcowi lecieć. Ściąga się nogi i ręce ze sterownic i rzucawka po niebie natychmiast ustępuje. Szybowiec pięknie leci sam w locie ustalonym. Poniżej jest przedwojenne zdjęcie amerykańskiego fotoreportera cyknięte gdzieś w Europie. Nie wiem, czy za sterami jest instruktor-pilot, czy tylko po prostu dobry pilot, ale pokazuje on to, co trzeba i co powinno uczniów-pilotów szybowcowych napawać zaufaniem do sprzętu. Puszcza się stery, a prawidłowo skonstruowany i wyważony szybowiec (ewentualnie wytrymowany, jeśli miał trymer) leci sam i leci pewnie, stabilnie, całkowicie bezpiecznie.
Koloman Napisano 23 Styczeń 2020 Autor Napisano 23 Styczeń 2020 33 minuty temu, Jedburgh_Ops napisał: ......główna sztuka to jest umieć wylądować.........
Jedburgh_Ops Napisano 23 Styczeń 2020 Napisano 23 Styczeń 2020 Ano właśnie. Ubermenschów też sztuka lądowania przerastała.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się