Hornet Napisano 28 Styczeń 2020 Napisano 28 Styczeń 2020 Lux-2..czy to ta sama chwiejnica czy już produkcja???
Hornet Napisano 28 Styczeń 2020 Napisano 28 Styczeń 2020 Na zakoćzenie na dziś..piękne kabrio szybowcowe...
Koloman Napisano 29 Styczeń 2020 Autor Napisano 29 Styczeń 2020 No to na początek na dziś........równie piękne kabrio szybowcowe
bodziu000000 Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 następny ciekawy artykuł, tym razem o wizycie naszych pilotów szybowcowych na Międzynarodowej Komisji Studiów Szybowcowych w Budapeszcie (rok 1936)
bodziu000000 Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 12 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał: Ten szybowiec mamy co prawda omówiony wcześniej, ale teraz jest tak obszerny artykuł, że można jeszcze coś dodać. to jeszcze tylko krótka wzmianka o budowie tego wodnoszybowca
Jedburgh_Ops Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 19 godzin temu, Hornet napisał: No i wersja lux... Też flaszka się należy, bo zdjęcie niezmiernie edukacyjne, jeśli kogokolwiek omawiane tu sprawy interesują. Bardzo ciekawe i znamienne zdjęcie po raz kolejny (ale najmocniej) sygnalizujące coś, co już wcześniej pisałem o polskich chwiejnicach przedwojennych. Nic nie zmienia mojej absolutnie najwyższej, najlepszej z możliwych opinii o polskim szybownictwie, ale… Diabeł tkwi w szczegółach i w różnych „ale”. O szybownictwie amerykańskim międzywojnia mam opinię (w zależności od aspektu) bardzo zróżnicowaną (od jak najlepszej po jak najgorszą, wręcz haniebną), ale właśnie są pewne ciekawe „ale” stanowiące pozytywne wyjątki i warto jedno takie amerykańskie „ale” pokazać na tle chwiejnic w II RP. Warto spojrzeć, co umknęło polskiemu szkolnictwu szybowcowemu omawianych tu czasów. Jak się spojrzy na pierwszy rzut oka na powyższe zdjęcie to – tak tylko teoretycznie i bez przyglądania się szczegółom – można by pomyśleć: „O, ale panna szczęściara, wsiadła na chwiejnicę, gdy wiało przynajmniej 20 m/s (72 km/h) i przy tej sile wiatru zrobił jej się prawdziwy szybowiec z rzeczywistymi reakcjami na stery. Chyba ściągnęła drążek całkowicie na siebie i dlatego tak jej zadarło szybowiec, jak gdyby to było w rzeczywistym locie”. Ale tak nie jest, bo jest zupełnie inaczej. Szybowiec w chwiejnicy z powyższego zdjęcia ma kuriozalną pozycję, w której uczeń-pilot nigdy niczego się nie nauczy. Żadne 20 m/s tam nie wieje, a wręcz przeciwnie – z tego, co widać, ster wysokości jest wychylony w dół, więc gdyby wiało, to panna miałaby inną pozycję szybowca, bardziej poziomą. I tutaj ujawnia się ważny feler polskich chwiejnic. Trochę to była sztuka dla sztuki. Niby doceniano tę metodę szkoleniową, ale bez dopieszczenia jej nie była ona warta za wiele, ponieważ zawierał się w niej za duży element przypadkowości. Jeśli na chwiejnicę usiadło porządne chłopisko to może ona i miała sens. Ale jeśli usiadło tam męskie pacholę lub żeńskie chuchro to efekt był taki, jaki widać na powyższym zdjęciu. Tu powrót do tego, co napisałem na początku. Najbardziej wyrafinowane chwiejnice międzywojnia mieli Amerykanie. Tam, zanim uczeń-pilot zasiadł do chwiejnicy to była ona starannie wyważona i wypoziomowana, bo tylko taki był sens nauki w chwiejnicy. Służyła temu poziomnica i przesuwny ciężarek do indywidualnego wyważenia chwiejnicy dla każdego ucznia. Były to najlepsze podówczas chwiejnice świata. Poniżej fragment schematu chwiejnicy amerykańskiej z roku 1937.
Jedburgh_Ops Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 1. Nie ma żadnej potrzeby, aby przy chwiejnicy byli goście, bo wtedy upada sens chwiejnicy. Trzeba ją było tylko wyważyć i wypoziomować sprzętem wartości kilku przedwojennych złotych, czyli kwotą nic nie znaczącą. 2. W realiach II RP „goście” przy chwiejnicy byli do czegoś innego - do symulacji ruchu lotkami, a nie do symulacji lotu ustalonego.
Jedburgh_Ops Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 W dniu 2020-01-28 o 08:02, bodziu000000 napisał: kolejny artykuł, tym razem o szybowcu WJ-3 Obiecywałem trochę większy komentarz do tego szybowca. 1. Rzadki przypadek w tego typu szybowcach szkolenia podstawowego - płytowe usterzenie wysokości. 2. Deklaruje się w szybowcu zastosowanie „materjału drewnianego drugiej kategorii” (w opisie wszędzie jest sosna), ale tak naprawdę to lotnicza tarcica sosnowa wcale nie była czymś niższej kategorii, a wręcz przeciwnie. Pod względem wytrzymałości była materiałem lepszym niż np. świerkowa tarcica lotnicza. Sosna była niezwykle uniwersalna w zależności od przygotowania jej dla wytwórczości lotniczej. Mogła służyć (i służyła) także do konstrukcji szybowców wysokowyczynowych.
Jedburgh_Ops Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 21 godzin temu, Hornet napisał: Na zakoćzenie na dziś..piękne kabrio szybowcowe... Takich różnych szybowcowych kabrio jeździło wówczas po świecie dużo...
Jedburgh_Ops Napisano 29 Styczeń 2020 Napisano 29 Styczeń 2020 Wszyscy w tamtych czasach na całym świecie kombinowali, jak by tu przewozić swój szybowiec za samochodem...
Koloman Napisano 29 Styczeń 2020 Autor Napisano 29 Styczeń 2020 W dniu 28.01.2020 o 16:44, Jedburgh_Ops napisał: Światowym guru w tych badaniach był Niemiec dr Karl Otto Lange. To oczywista oczywistość. A jak ocenisz profesora Waltera Georgii? To też meteorolog.
Jedburgh_Ops Napisano 30 Styczeń 2020 Napisano 30 Styczeń 2020 15 godzin temu, Koloman napisał: To oczywista oczywistość. A jak ocenisz profesora Waltera Georgii? To też meteorolog. Tak, oczywiście, Walter Georgii też meteorologiem wielkim był. Wprawdzie przechlapał sobie towarzysko związkiem z NSDAP i pracował tylko w nazi-grajdole, ale zasług odmówić mu nie można w sensie naukowym. Lange wybrał inną drogę. Umiędzynarodowił się i zetknął się z nieograniczoną kasą na badania naukowe, chociaż nie takie wartości mu przyświecały, gdy uciekał z Reichu przed hitleryzmem. Ale wyszło, co wyszło, MIT zawsze miał kasę niewyobrażalną, tak wtedy, jak i dziś. Było to częścią szerszego zjawiska, którego fragment gdzieś tutaj wspomniałem w jakimś innym wątku. Po prostu w międzywojniu Amerykanie gigantycznie zainwestowali w parę spraw z zakresu szeroko pojętej aeronautyki. Należała do nich meteorologia, tak jak należały pionierskie kompozyty i lotnicze drewno ulepszane. Zgodnie z ustrojem USA nie były to inwestycje rządowe, ale wyłącznie prywatne (tzn. firm i korporacji). To właśnie o tym gdzieś na tym forum wspominałem, jak amerykańskie przemysły drzewny i chemiczny dogadały się na olbrzymi proces R&D (lub jak kto woli B+R) i powstało wtedy takie drewno lotnicze, że w zasadzie było to już półdrewno/półkompozyt na bazie żywic syntetycznych. Najlepsze sklejki i forniry lotnicze świata w międzywojniu były amerykańskie. Wszystkim się wydaje, że Mosquito to samolot czysto brytyjski pod każdym względem. W sensie konstrukcyjnym tak; w sensie wytwórczym już nie do końca. Był kryty amerykańskimi fornirami i sklejkami lotniczymi firmy Pluswood Inc. Dlatego był taki trwały, bo to drewno to była jedna chemia. W Indiach lub Birmie szybowiec Horsa (z materiałów nie amerykańskich) termity zjadały dokumentnie w miesiąc de facto kasując szybowiec, do lotu już się nie nadawał; do szybowca CG-4A termit nie zbliżał się na milę. Taki sam byłby los Moskitów RAF-u na froncie indyjsko-birmańskim, gdyby nie były z amerykańskich drewien. Stałyby się spożywcze dla tamtejszego robactwa. I podobnie było z meteorologią. W międzywojniu poszła na nią w USA kasa, jakiej nikt na świecie nie miał. A środowisko szybowcowe tego państwa stało się grupą lobbystyczną, aby tak właśnie było. Karl O. Lange był tego zjawiska integralną częścią.
Jedburgh_Ops Napisano 30 Styczeń 2020 Napisano 30 Styczeń 2020 6 godzin temu, bodziu000000 napisał: ciekawy opis lotu na rekord Świetnie, że takie artykuły pisał wówczas Ryszard Dyrgałła - przed wojną trzykrotny szybowcowy rekordzista Polski, członek szybowcowej kadry olimpijskiej i zdobywca 16. w Polsce srebrnej odznaki szybowcowej.
Jedburgh_Ops Napisano 31 Styczeń 2020 Napisano 31 Styczeń 2020 Super artykuł, tym bardziej że pióra bardzo dobrego meteorologa dr. Adama Kochańskiego. Jeszcze w powojennych podręcznikach dla pilotów powoływano się na jego dorobek. Pierwsze polskie szybowiska i pierwsze lokalizacje zawodów szybowcowych nie zawsze były trafione, bo nie znano jeszcze takich rzeczy, o jakich pisze Kochański. Taka wiedza przyszła później. Zaczęto w końcu dostrzegać, że ściśle określone miejsca w terenie cechuje duża powtarzalność cyrkulacji powietrza, kierunków wiatru i termiki. Mieszkam przy Puszczy Kampinoskiej. Jak ma być burza, ale taka najstraszniejsza z najstraszniejszych, z cumulonimbusem capillatusem aż czarnym, to zawsze jest w tym samym miejscu. Tak zwane w szybownictwie szlaki, czyli pasma cumulusów congestusów (tych najlepszych chmur dla szybownictwa, które są najlepszym „silnikiem” dla szybowca) też zazwyczaj układają się bardzo podobnie nad tymi samymi terenami. Trochę to trwało, aby światowe środowisko szybowcowe odkryło w międzywojniu takie rzeczy, ale w końcu to odkryto i szybownictwo wyczynowe ruszyło wtedy dynamicznie.
Jedburgh_Ops Napisano 31 Styczeń 2020 Napisano 31 Styczeń 2020 W dniu 2020-01-30 o 09:52, bodziu000000 napisał: ciekawy opis lotu na rekord Tego typu loty na długotrwałość były szaleństwem, chociaż w międzywojniu jeszcze nie generowały zbyt wielu ofiar śmiertelnych. Po wojnie, na początku lat 60., FAI zakazała bicia rekordów długotrwałości lotów szybowcowych. Już w artykule Dyrgałły widać, co czuje pilot w trakcie zbyt długiego lotu, a co w takim razie musieli czuć szaleńcy, którzy porywali się po wojnie na kolejne bicia rekordów długotrwałości lotu. FAI wzięła w końcu to szaleństwo za twarz i skasowała to, bo różnej maści narwańcy wciąż się zabijali - albo usypiali za sterami, albo tracili zdolność postrzegania rzeczywistości i też się rozbijali, albo ginęli w nocnych lądowaniach w terenie przygodnym, chociaż niektóre takie lądowania to był bardziej CFIT niż lądowanie.
Jedburgh_Ops Napisano 1 Luty 2020 Napisano 1 Luty 2020 W dniu 2019-12-09 o 20:51, Koloman napisał: Dużym sukcesem okazał się start ekipy polskich szybowników kierowanej przez pułkownika Camillo Periniego na miedzynarodowych zawodach szybowcowych w Rhön-Wasserkuppe zorganizowanych przez NSFK w dniach 25.07 - 08.08.1937. À propos powyższego szybowca z regiem D-Groenhoff. To są właśnie te sprawy, które tak gigantycznie odróżniały niemieckie zdolności do robienia dużego światowego biznesu na swoim szybownictwie od talentów polskich w tej materii, które to talenty w zasadzie nie istniały, może z mikroskopijnymi wyjątkami. A Niemcy szli jak czołg z promocją swojego szybownictwa na świecie. Ponieważ Günther Groenhoff (zanim nie zabił się w 1932 r.) był ważnym dla Niemiec pilotem szybowcowym to jego imię nosił niejeden niemiecki szybowiec wysokowyczynowy. Tak oto Niemcy przerzucili do USA szybowiec Rhönsperber i zarejestrowali go tam sobie, żeby już tam legalnie był. Niemieccy piloci szybowcowi odwiedzający USA regularnie brali udział w zawodach szybowcowych na kontynencie północnoamerykańskim. W tym w tych najwyższej rangi, czyli w dorocznych otwartych szybowcowych mistrzostwach Stanów Zjednoczonych, w których rywalizowali też Kanadyjczycy, a okresowo też piloci innych państw. A wtedy Niemcy korzystali z tego Rhönsperbera. Temu swojemu Rhönsperberowi na gruncie amerykańskim Niemcy nadali imię Günther Groenhoff. I tak się promowali całościowo - i jako naród najlepszych pilotów szybowcowych (propaganda lub jak kto woli prawda połowiczna) i jako państwo-konstruktor najdoskonalszych na świecie szybowców (również propaganda i prawda połowiczna). Poniżej Rhönsperber zarejestrowany w USA i biorący przed wojną udział w szybowcowych otwartych mistrzostwach Stanów Zjednoczonych. Nosi imię Günthera Groenhoffa. Mogliśmy robić tak samo? Mogliśmy. Robiliśmy? Nie robiliśmy. Spokojnie można było mieć w USA zarejestrowany i delegowany tam na stałe któryś z polskich szybowców wysokowyczynowych (niejeden raz pobiłby szybowce niemieckie, tak jak Orlik II bił Minimoę), nadać mu imię np. Czesława Tańskiego, a niemiecka propaganda (trwająca do dziś) „najlepszości” niemieckiego szybownictwa byłaby sprowadzona do rozsądnych granic, a może nawet do parteru.
Jedburgh_Ops Napisano 1 Luty 2020 Napisano 1 Luty 2020 W dniu 2020-01-28 o 21:47, Hornet napisał: ..piękne kabrio szybowcowe... Jeszcze jedno światowe kabrio tamtych czasów, tym razem z naciągniętą budą
bodziu000000 Napisano 2 Luty 2020 Napisano 2 Luty 2020 https://pl-pl.facebook.com/pg/komarglider/posts/ https://glos24.pl/chrzanow-historia-we-wspomnieniach-cz-10-szkola-szybowcowa-w-libiazu---cz-i https://klubzaglebiowski.wordpress.com/2016/02/19/historia-grodzieckiej-szkoly-szybowcowej/ i plakat reklamowy:
Jedburgh_Ops Napisano 2 Luty 2020 Napisano 2 Luty 2020 Podlinkowałeś (pośrednio, przez link do FB) między innym tego autora. Nie znam człowieka, ale bardzo lubię tę jego jutuberską publicystykę szybowcową. Dobry w tym jest, czy nawet bardzo dobry. Nie pamiętam, żeby coś powiedział nie za bardzo, a piszę to jako ktoś piekielnie wymagający w kwestii starego szybownictwa. Ma olbrzymie wyczucie w tych sprawach, ale on chyba jest też pilotem szybowcowym i to pewnie dlatego wszystko opowiada jak trzeba. Wie, co ważne, a co nieważne. W przeciwieństwie do wielu autorów jakichś publikacji o szybownictwie międzywojnia i II wojny. Jeśli ktoś lubi omawiany tu temat to temu autorowi można zaufać.
KayFranz Napisano 3 Luty 2020 Napisano 3 Luty 2020 (edytowane) Druga fotka bodziu000000 - Biała Podlaska, przed hangarem Koła Lotniczego Podlaskiej Wytwórni Samolotów.. Zasłonięty - ale coś tam jednak widać - za Wroną stoi PWS-52 (SP-ADD). Jasne malowanie - czyli to rok 1930, bo potem był cały zielony z białą rejestracją. W każdym razie we wrześnio 1930 był już przemalowany, a oblatany - w lipcu. I zaraz poleciał na Challenge'1930, gdzie został uszkodzony - czyli fotka jest z lipca 1930. Koniec wywodu, możesz zapalić mi cygaro, mój drogi Watsonie? Edytowane 3 Luty 2020 przez KayFranz
Landszaft Napisano 3 Luty 2020 Napisano 3 Luty 2020 Dla osób tu dyskutujących o Polskim szybownictwie polecam poszukać Niemiecką pozycję albumową wydaną na krótko przed wybuchem II wojny światowej pt "Wunder der Segelfluges" . Pozycja raczej rzadko dostępna u nas ale do zakupienia na e-bayu. Jest to historia szybownictwa w Niemczech od ich początku i pierwszych lotów do praktycznie 1937 roku . Zaletą tej pozycji wydanej w systemie reklamowym Cigaretten -foto które w Niemczech było bardzo popularne a u nas praktycznie nieznane .Ksiązkę album ze zdjęciami otrzymywało się po uzbieraniu kuponów z papierosów. Książka ma tę zaletę że do niej były dołączane oryginalne fotografie które wklejało się do albumu . Album zawiera 220 fotografii wysokiej rozdzielczości gdzie możemy podziwiać praktycznie większość konstrukcji niemieckich oraz masę zdjęć z różnych zawodów krajowych jak i międzynarodowych , czasami na zdjęciach widać oprócz niemieckich szybowców także konstrukcje innych państw w tym i polskie. Tu link do polskiej strony gdzie ktoś pokazał 3/5 zdjęć z albumu około 146 szt https://sprzedajemy.pl/stare-kolekcjonerskie-zdjecia-z-poczatkow-luftwaffe-raszyn-2-7897fb-nr55101939
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się