Jump to content

Recommended Posts

  • Replies 888
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Kolega Jedburgh_Ops napisał onegdaj: "Jeśli kogoś interesuje szybownictwo okresu międzywojennego, II wojny i kilku lat po wojnie – zawsze zapraszam do rozmów na takie tematy." No to korzysta

Szybownictwo II RP a wojskowe szybownictwo transportowe USAAF Część 1     Podtrzymuję to, co napisałem powyżej, ale jakiego rodzaju również inne cegiełki wnieśliśmy do tego, że pil

Podoba mi się Twój sposób myślenia...  😋 Akurat on nie był żadnym pionkiem, to postać zasłużona dla naszego lotnictwa, mimo obcych korzeni (m.in. d-ca 6. Pułku Lotniczego). Chyba nawet po odejściu

Posted Images

Piękna konstrukcja. Aż miło popatrzeć. Tu już wyższa szkoła jazdy - skrzydło z kesonem. A jak skrzydło z kesonem to już bogactwo możliwych do wykorzystania technologii pokrycia skrzydeł. Tu już zaczynała się nauka o ukosowaniu sklejki na kesonie, a potem krycia skrzydła płótnem. I tu kolejne bogactwo możliwości. Czy dawać na keson lekkie rzadkie płótno dobrze cellonowane, czy też nie? Czy kryć od razu płótnem docelowym dla całego skrzydła? Czy przyszywać płótno do żeber, czy też nie? Itp.

Link to post
Share on other sites

Mamy dzięki Bodziowi znowu ciekawą rzecz.

Przepostowuję dziennik pilotki z postu powyższego. W dzienniku czytamy:

Wykonała 100 lotów w czasie 94 minut

Mimo relatywnej prostoty ówczesnych szybowców system szkolenia był wtedy całkiem niezły, chociaż były odwrócone pewne proporcje typu ilość lotów - nalot ucznia-pilota. Ale to nie znaczy, że ówczesne proporcje były gorsze; były inne, ale ani gorsze, ani lepsze. A jeśli już to odrobinę lepsze pod pewnym względem.

Dziś do uzyskania III klasy pilota szybowcowego (odznaka 3 mewki) trzeba wykonać po starcie za wyciągarką 70-75 lotów w łącznym czasie ok. 3 h 40 min z instruktorem i ok. 1 h 20 min samodzielnie.

Jak widzimy w dzienniku Wandy Kramarzówny, aby uzyskać wtedy kategorię „B” pilota szybowcowego (odznaka 2 mewki) trzeba było mieć 100 lotów i nalot ok. 1,5 h. Jak wspomniałem wcześniej - nie sztuka nauczyć się latać (oczywiście od biedy) po prostej i zakręcać. Sztuka umieć wystartować, ale główna sztuka to jest umieć wylądować, bo dopiero tutaj zaczynają się schody, dla niejednego śmiertelne. I na tym właśnie polegała przewaga szybowcowego szkolnictwa przedwojennego. Dawała olbrzymią ilość lądowań. Przypominam - dziś do III klasy (czyli wyższej niż przedwojenna kategoria „B”) trzeba 70-75 lądowań, a przed wojną do niższej klasy 100 lądowań. A lądowań nigdy dość w toku nauki latania. Na tym polegała lekka przewaga systemu przedwojennego.

a.thumb.jpg.a8f023bd22c0571724388b0819e24146.jpg

Link to post
Share on other sites

Jeszcze coś o szkoleniu na podstawie zdjęcia wprawdzie nie z II RP, ale tak uniwersalnego, że można na jego przykładzie wszystko pokazać.

 

Prawidłowo wyważony (ewentualnie wytrymowany) stałopłat leci sam. Uczniowie-piloci szybowcowi wiadomo… rzucają szybowcami po całym niebie. Jak już wcześniej wspominałem nikt nie rodzi się „asem przestworzy” i wszyscy – bez żadnych wyjątków – tak latają w ramach tego, że instruktor musi na to pozwalać, żeby uczeń-pilot sam widział, co robi źle i żeby to korygował w czasie rzeczywistym.

 

Ale jak się instruktor wkurzy, bo już widzi, że od dłuższego czasu nic nie trafia do ucznia-pilota, to potrafi powiedzieć – „Puść stery! Nie przeszkadzaj szybowcowi lecieć”. I to jest najgorszy wstyd dla ucznia, bo wtedy w sekundę widzi, że przeszkadza szybowcowi lecieć. Ściąga się nogi i ręce ze sterownic i rzucawka po niebie natychmiast ustępuje. Szybowiec pięknie leci sam w locie ustalonym.

 

Poniżej jest przedwojenne zdjęcie amerykańskiego fotoreportera cyknięte gdzieś w Europie. Nie wiem, czy za sterami jest instruktor-pilot, czy tylko po prostu dobry pilot, ale pokazuje on to, co trzeba i co powinno uczniów-pilotów szybowcowych napawać zaufaniem do sprzętu. Puszcza się stery, a prawidłowo skonstruowany i wyważony szybowiec (ewentualnie wytrymowany, jeśli miał trymer) leci sam i leci pewnie, stabilnie, całkowicie bezpiecznie.

 

 

1.jpg

Link to post
Share on other sites

Hornecie,

Przepiękny pokazałeś model tego szybowca. Niesamowite, jak bardzo ktoś się przyłożył do tego modelu. To nie jest jakaś tam struganka. On jest z grubej sklejki, ale jakiego trzeba było artysty, i jakiej staranności, żeby w toku obróbki skrzydeł i statecznika poziomego doprowadzić do takiej symetryczności efektów wizualnych ułożonych z poszczególnych warstw sklejki. Coś kapitalnego.

Chapeau bas przed wykonawcą tego modelu. A cóż za wspaniały w dzisiejszych czasach gadżet związany z historią szybownictwa II RP.

👍

Link to post
Share on other sites
16 minut temu, Hornet napisał:

     Chwiejnic było wiele..czasem zależało to od zamożności danej szkoły szybowcowej...stąd znajduje się spawane ...skręcane.nitowane i z drewna...

I bardzo dobrze. Tak, czy owak, zawsze było to bardzo mądre działanie, którego dziś już nie ma, bo dziś ludzie mają za dużo pieniędzy i trzeba doić klientów na latanie.

Na tym zdjęciu ciekawe jest podparcie tego szybowca. Słabo to widać niestety nawet w powiększeniu. Ale pewnie jest tam coś w rodzaju przegubu kulowego, bo przegub Cardana zabrałby trochę więcej miejsca (wysokości). W każdym razie jakiś przegub chyba jest, żeby się szybowiec ruszał wokół trzech osi swobody, jakie wspomniałem wcześniej.

Link to post
Share on other sites

Fajnie, że nam tutaj zaistniał temat chwiejnic, bo to - wbrew pozorom - bardzo ciekawy rozdział szybownictwa i w ogóle szkolnictwa lotniczego.

Miałem to już napisać wcześniej do postu Bodzia, ale z braku czasu zapominałem. Teraz przepostowuję poniżej jedno zdjęcie z jego postu.

Mamy tutaj rzecz, jakiej wcześniej nie było w tym wątku - chwiejnicę „ze wspomaganiem” żartobliwie rzecz ujmując. Przy braku silniejszego wiatru dwóch gentlemanów pod skrzydłami trzymających linki robi zapewne za „wiatr” i dwójka ta odpowiada za obrót szybowca wokół osi X (przechylenie), czyli za ruchy lotkami. Chwiejnica, żeby zechciała zadziałać, potrzebowała jednak trochę solidniejszego wiatru. Jeśli go nie było to tych dwóch ludzi pod skrzydłami prawdopodobnie obserwowało ruchy lotek, jakie wykonywał uczeń-pilot, i pociągając za linki symulowało przechylenie szybowca. Tak mi się wydaje; innego zastosowania dla tych dwóch ludzi nie znajduję. Pierwszy raz widzę taką chwiejnicę „ze wspomaganiem” ludzkim.

02_jpg_b6d482f40d5.thumb.jpg.ab1210ff683b8834b6e0c4d315860009.jpg

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.




×
×
  • Create New...

Important Information