Jump to content
ekiosk egazety next prenumerata
Sign in to follow this  
bodziu000000

Generał zwolniony przez Macierewicza o katastrofalnej sytuacji polskiego lotnictwa

Recommended Posts

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/polskie-sily-powietrzne-mysliwce-mig-29-uziemione-tylko-dwa-f-16-na-dyzurze,942793.html

"Tylko dwa F-16 na dyżurze bojowym. MiGi-29 nadal uziemione

Minęły już cztery miesiące, odkąd uziemione są polskie myśliwce MiG-29. Przez kolejne katastrofy tych maszyn wojsko, zamiast czterech samolotów, utrzymuje w gotowości do natychmiastowego startu w razie zagrożenia lub niecodziennej sytuacji tylko dwa F-16.

Do ostatniej katastrofy MiGa-29 doszło 4 marca 2019 r. niedaleko Węgrowa na Mazowszu. Samolot spadł kilka minut po starcie z bazy koło Mińska Mazowieckiego. Był to pierwszy lot po pracach serwisowych. Pilot katapultował się i z niegroźnymi obrażeniami trafił do szpitala. Samolot uległ całkowitemu zniszczeniu. Mimo to w wojskowej nomenklaturze była to awaria. Obowiązujące w siłach zbrojnych przepisy pozwalają nazywać katastrofami jedynie te zdarzenia, w których ktoś zginie.

Loty MiGów-29 w polskich Siłach Powietrznych zostały zawieszone. To standardowa procedura, gdy nie wiadomo, jaka była przyczyna wypadku. Do dzisiaj myśliwce tego typu nie wróciły na polskie niebo i wciąż nie wiadomo, kiedy to się zmieni.

"Trwają analizy"

– Aktualnie trwają analizy nad wznowieniem lotów przez samoloty MiG-29 – informuje tvn24.pl ppłk Marek Pawlak, rzecznik prasowy Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Temu dowództwu w czasie pokoju podlega zdecydowana większość żołnierzy, w tym praktycznie całe lotnictwo wojskowe i to do dowódcy generalnego należy decyzja, czy wznowić loty MiG-ów. 

Przyczyny katastrofy wciąż stara się ustalić Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Jej raport do tej pory nie dotarł do DGRSZ. Stopniowo nadeszły za to wstępne zalecenia profilaktyczne, czyli informacja, co należy zrobić, by znów nie doszło do wypadku. Wojsko teraz je wdraża. – Ich treść obejmowała zarówno sposób wykorzystania samolotów MiG-29 do szkolenia, jak również obszar techniki lotniczej – poinformował ppłk Pawlak. 

Miały latać już w maju

Zastrzegający sobie anonimowość oficerowie Sił Powietrznych powiedzieli nam, że loty myśliwców MiG-29 miały zostać wznowione już na początku maja. Taką datę podawał też w kwietniu Onet, który napisał, że przyczyną katastrofy było zużycie silnika: miało dojść do awarii jednej z części, prawdopodobnie pękł wirnik wentylatora. Nawet jeśli myśliwce MiG-29 znów będą latać, nie będzie to oznaczało, że automatycznie wrócą do wypełniania zadań związanych z ochroną polskiej przestrzeni powietrznej. Najpierw załogi wznowią szkolenie. Dopiero z czasem odzyskają gotowość bojową. Ile dokładnie to potrwa, tego jeszcze nie wiadomo, ale na przełomie 2018 i 2019 roku okazało się, że pięć miesięcy między wznowieniem lotów a kolejną katastrofą to zbyt krótki czas na powrót do dyżurów bojowych. 

Rekordowa przerwa

Za chwilę przerwa w lotach MiG-ów-29 będzie dłuższa od tej z ubiegłego roku, do tej pory rekordowej, jeśli chodzi o ten typ samolotu w polskim lotnictwie. Wtedy, 6 lipca 2018 r. myśliwiec MiG-29 rozbił się pod Pasłękiem. Doświadczony pilot zginął, choć się katapultował. Loty szkoleniowe zostały wznowione dopiero 5 listopada, czyli po 122 dniach. Tyle mięło w czwartek 4 lipca, od katastrofy z 4 marca tego roku. Komisja badająca wypadek z lipca 2018 r. zaleciła m.in. zmiany w fotelach katapultowych K-36, które wcześniej były modyfikowane podczas remontów w polskich zakładach. Jako jeden z pierwszych o tych problemach informował magazyn "Czarno na Białym" w TVN24."

Po katastrofie pod Pasłękiem przez dłuższy czas nie latały także samoloty szturmowe Su-22. Również one są wyposażone w fotele K-36. W czerwcu 2019 r. Polska Grupa Zbrojeniowa poinformowała, że w związku z zakończeniem prac przez komisję badającą wypadek rozwiązała umowy z osobami, które bezpośrednio uczestniczyły w procesie projektowania pierścienia, który okazał się wadliwą częścią fotela. 

Wojsko musiało zmienić system obrony powietrznej

Problemy z MiG-ami doprowadziły do zmian w systemie obrony powietrznej. Zanim pod Pasłękiem rozbił się myśliwiec, wojsko utrzymywało w gotowości do szybkiego startu łącznie cztery samoloty. Była to jedna para F-16 w bazie w Poznaniu-Krzesinach lub w Łasku koło Łodzi oraz jedna para MiG-ów w Mińsku Mazowieckim lub w Malborku. 

Od lipca 2018 r. wojsko dysponuje tylko jedną parą F-16. Mówili o tym publicznie dwaj kolejni dowódcy operacyjni rodzajów sił zbrojnych generałowie Sławomir Wojciechowski i Tomasz Piotrowski. To właśnie dowódca operacyjny jest w Polsce odpowiedzialny za ochronę granicy państwa w przestrzeni powietrznej. 

Każda taka para dyżurna jest gotowa do startu w czasie od kilku do kilkunastu minut. Gdyby zaszła taka potrzeba, wojsko może poderwać kolejne samoloty, ale ich start zajmie więcej czasu. Ile by to dokładnie trwało, nie wiadomo. Od lat nie było potrzeby, żeby to robić.

Przed katastrofą pod Pasłękiem para MiG-ów podlegała bezpośrednio polskiemu dowództwu. Para F-16 była oddelegowana do zintegrowanego systemu obrony powietrznej NATO. Sojusz Północnoatlantycki traktuje bowiem przestrzeń powietrzną wszystkich swoich członków jako całość.

Jeśli w Europie trzeba poderwać parę dyżurną, dowodzi nią jedno z dwóch centrów – albo w Niemczech, albo w Hiszpanii. Granicą stref odpowiedzialności jest linia Alp. Jeśli natomiast jacyś sojusznicy nie mają własnych myśliwców – tak jak Litwa, Łotwa, Estonia, Islandia, Albania, Słowenia i Luksemburg (a w przyszłości także prawdopodobnie Macedonia Północna, która kończy proces wchodzenia do NATO) – odpowiedzialność za ich przestrzeń powietrzną przejmują inne państwa.

Polskie Siły Powietrzne nie wystawiły też drugiej pary dyżurnej na F-16, choć posiadają 48 takich maszyn. Nie wszystkie samoloty są gotowe do startu, bo np. przechodzą przeglądy i remonty. Na przeszkodzie stoi też liczba pilotów, inne zadania i szkolenie – tłumaczył w marcu w rozmowie z portalem Defence24 dowódca operacyjny gen. dyw. Tomasz Piotrowski. Ocenił też, że "ewidentnie brakuje nam statków powietrznych do realizacji zadań".

F-16 zajęte za granicą

Jednym z tych zadań była NATO-wska misja Baltic Air Policing, która strzeże przestrzeni powietrznej Litwy, Łotwy i Estonii. Przez pierwsze cztery miesiące 2019 r. uczestniczyły w niej polskie Siły Powietrzne. Do bazy w Szawlach na Litwie wysłały cztery samoloty wielozadaniowe F-16 wraz z pilotami i personelem naziemnym. Na początku 2020 r. Polaków czeka kolejny dyżur w państwach bałtyckich – tym razem lotnicy przeniosą się na cztery miesiące do Estonii. 

Każda taka misja wpływa na gotowość do wykonywania zadań w polskiej przestrzeni powietrznej. Lotnicy najpierw przechodzą dodatkowe szkolenia i certyfikację, czyli sprawdzian przed wyjazdem. A po powrocie do Polski z reguły idą na dodatkowe urlopy. Efekt? Przez jakiś czas jest mniej pilotów i personelu naziemnego, który może brać udział w dyżurach bojowych.

Wystawieniu drugiej pary dyżurnej do ochrony polskiej przestrzeni powietrznej nie sprzyja też wielka modernizacja bazy w Łasku, jednej z dwóch, gdzie stacjonują F-16. Z tego powodu lotnisko od dłuższego czasu jest wyłączone z użycia. Samoloty wojskowe mają znów z niego korzystać na przełomie lipca i sierpnia.

Sposobem na zwiększenie liczby samolotów na dyżurach bojowych mógłby być zakup kolejnych maszyn. W maju MON poinformowało, że wysłało do USA zapytanie o ofertę na samoloty F-35, najnowszy produkt amerykańskiego przemysłu lotniczego. W czerwcu w czasie wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w USA poinformowano, że Warszawa zamierza kupić 32 najnowocześniejsze myśliwce świata. Wciąż nie wiadomo jednak, kiedy mogłaby zostać podpisana umowa. Od tego momentu minie jeszcze kilka lat, zanim pierwsze maszyny zostaną dostarczone, i kilka kolejnych do czasu osiągnięcia gotowości bojowej. Ile czasu to zajmie? W przypadku F-16 umowę podpisano w 2003 r., a ostateczny sprawdzian gotowości nastąpił dziewięć lat później.

Ponieważ para samolotów dyżurnych jest obecnie jedna, a ośrodki kierowania dwa – polski i NATO-wski - wojsko musiało wprowadzić i sprawdzić procedury przekazywania nawzajem dowodzenia, gdyby zaszła taka potrzeba. Udało się to zrobić nie tylko na ćwiczeniach, ale także w realnej sytuacji. Doszło do niej w marcu, gdy mały cywilny samolot stracił łączność podczas lotu w północnej Polsce. Według dowódcy operacyjnego wszystko odbyło się sprawnie, co oznacza, że "udało się osiągnąć system, który jest efektywny, przetrenowany, bezpieczny i możliwy do zastosowania przy obecnym stanie technicznym naszych samolotów". 

Myśliwce nie tylko do obrony

Pary samolotów pełnią dyżury bojowe i są gotowe do startu 24 godziny na dobę na wypadek, gdyby ktoś chciał naruszyć polską przestrzeń powietrzną. Jednak zadania wojskowych lotników nie ograniczają się tylko do tego. Udzielają oni także pomocy cywilnym i wojskowym statkom powietrznym w sytuacjach awaryjnych występujących podczas lotu. Ostatnio taka głośna – dosłownie i w przenośni – sytuacja miała miejsce w styczniu. Para dyżurnych F-16 przekroczyła barierę dźwięku, by dogonić cywilny samolot, z którym nie było łączności. 

Polskie F-16 asystowały też pilotowanemu przez kpt. Tadeusza Wronę Boeingowi 767, który 1 listopada 2011 r. lądował bez wysuniętych kół na lotnisku Chopina w Warszawie. Zadaniem pilotów wojskowych było wówczas potwierdzenie, czy podwozie rzeczywiście się nie wysunęło. Wprawdzie wskazywały na to przyrządy samolotu pasażerskiego, ale jego załoga nie mogła sprawdzić, czy to prawda. 

Długo były niezawodne

Siły Powietrzne pozyskiwały myśliwce MiG-29 stopniowo. Część maszyn zakupiono bezpośrednio od producenta w Związku Radzieckim i sprowadzano do Mińska Mazowieckiego od 1989 roku. Część samolotów była używana i trafiła do Polski z Czech i Niemiec. Długo cieszyły się reputacją bardzo bezpiecznych. 

Jeszcze na początku 2016 r. polscy piloci mieli do dyspozycji 32 MiGi-29. Od tego czasu utracono cztery maszyny. Pierwsza została ciężko uszkodzona w 2016 r. w pożarze na ziemi. W grudniu 2017 r. kolejny samolot rozbił się podczas podchodzenia do lądowania w bazie w Mińsku Mazowieckim. Pilot przeżył, a loty MiGów-29 wznowiono już w styczniu 2018 roku. Zalecenia, jakie wydała komisja badająca ten wypadek, dotyczyły wyłącznie szkolenia, co może wskazywać na błąd lotnika.

Do kolejnych – wspomnianych już – katastrof doszło w lipcu 2018 roku i marcu 2019 roku. W latach 2018-19 miały miejsce także co najmniej dwa przypadki rozhermetyzowania się kabiny MiGa-29 w czasie lotu. "

Share this post


Link to post
Share on other sites

Buahahaha, JEDNA para dyżurna na 38-milionowy kraj. Kocham cię mój kraju ojczysty. Ruskie śpią spokojnie i nie wybierają się na Polskę, bo i tak dobrze wiedzą, że wjadą tu jak w masło, więc i tak im się nie chce, bo i po co...? A my za to mamy święty spokój, bo im się nie chce. Jeszcze trochę, a i z F-16 ciężko będzie uzbierać parę dyżurną zważywszy, że cały serwis za wielką wodą.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Samoloty Mig-29 nie latają od marca. Powodem uziemienia maszyn bojowych była katastrofa, do której wtedy doszło. MON deklaruje, że chce, aby myśliwce wróciły do służby, a politycy i specjaliści - że szansa na to, że MiG-29 znowu polecą są znikome.

W 2018 roku doszło do katastrofy samolotu wojskowego MiG-29. Gdy 33-letni pilot Krzysztof Sobański odbywał lot ćwiczebny, doszło do awarii maszyny, która utraciła aż trzy tony paliwa w ciągu kilku minut. Udało mu się wyprowadzić myśliwiec poza obszar zabudowany, żeby uniknąć ofiar w ludziach. Następnie zgodnie z procedurą katapultował się. Gdy opuścił samolot, jego spadochron nie otworzył się - 33-latek spadł na ziemię i zginął na miejscu.

MiG-29 wciąż uziemione. Kiedy znowu polecą?

Polska Grupa Zbrojeniowa przyznała, że do tragedii doprowadził błąd w projekcie maszyny. Źle zaprojektowany element w fotelu uniemożliwił mu otwarcie spadochronu podczas katapultowania. Rok później doszło do kolejnej awarii MiG-29. Samolot rozbił się pod Węgrowem - pilotowi udało się bezpiecznie katapultować. Wtedy samoloty MiG-29 zostały uziemione i do tej pory nie latają. 

Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna"Ministerstwo Obrony Narodowej deklaruje, że chce, aby samoloty MiG-29 wróciły do służby. Na razie nie wiadomo jednak, kiedy to nastąpi, ponieważ konieczna jest wcześniejsza analiza wszystkich badań bezpieczeństwa. Rozmówcy "DGP" kreślą jednak czarne scenariusze i podejrzewają, że MiG-i w ogóle już nie polecą. Były lotnik mówi o "pełzającym wycofaniu", ponieważ nikt nie chce podjąć takiej decyzji. 

Do wyborów te samoloty nie wrócą na 90 proc., wątpię także, by to się zdarzyło do końca roku. Raczej zakładam, że w ogóle nie zostaną reaktywowane - mówi polityk związany PiS, który zajmuje się obronnością. 

Oznacza to, że w podniebnej flocie bojowej są duże braki. Do dyspozycji polskich Sił Powietrznych są jeszcze produkowane w ZSRR Su-22 oraz amerykańskiego F-16. Jeśli chodzi o amerykańskie maszyny to oficjalnie mówi się, że do lotu w każdej chwili gotowych jest tylko dziesięć z nich, nieoficjalnie - że tylko dwie. 

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25062046,czy-mig-29-jeszcze-poleca-polityk-pis-mowi-ze-do-wyborow.html#a=66&c=159&s=BoxNewsLink

Share this post


Link to post
Share on other sites

https://www.defence24.pl/zanim-nadleca-harpie-analiza

"Zanim nadlecą nowe myśliwce. Jak zapełnić lukę w Siłach Powietrznych [ANALIZA]

Informacja o oficjalnej odpowiedzi Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych na zapytanie dotyczące myśliwców F-35 może cieszyć, ale ich przewidywane terminy dostaw budzą pewien niepokój. Pierwsza eskadra ma pojawić się w Polsce dopiero w roku 2026 i nawet jeżeli szybko osiągnie pełną gotowość operacyjną, dzięki dostarczeniu czterech samolotów dwa lata wcześniej i przeprowadzanym na nich szkoleniom, to i tak pozostaje ponad siedmioletnia luka, w czasie której do obrony polskiej przestrzeni powietrznej pozostaje tylko 48 F-16C/D Jastrząb.

Poza Jastrzębiami na papierze Polska będzie dysponowała także 18 samolotami Su-22 z 21 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie, które zgodnie z obecnymi planami po wydłużeniu resursów mogą pozostawać w służbie mniej więcej do połowy dekady (w 2014 r. podjęto decyzję o przedłużeniu ich służby o 10 lat). Są to jednak dzisiaj maszyny zdolne do wypełniania bardzo ograniczonego wachlarza misji i służą dzisiaj głównie do szkolenia… Wojsk Lądowych we współdziałaniu z lotnictwem. O realnym odciążeniu F-16C/D trudno więc tutaj mówić.

W tej sytuacji polskie lotnictwo bojowe może stanąć w obliczu sytuacji, w której system obrony powietrznej kraju będzie jeszcze bardziej nieszczelny, a w dodatku będzie następowało szybkie zużycie myśliwców F-16C/D – maszyn dla Polski bardzo cennych i mogących odgrywać ważną rolę w systemie obronnym kraju jeszcze przez dekady. Istnieje też ryzyko związane z brakiem ciągłości w szkoleniu personelu latającego i naziemnego. To wszystko może mieć miejsce przy założeniu, że nie zostaną podjęte żadne kroki aby zaradzić tej sytuacji, tj. doprowadzić do błyskawicznego wprowadzenia do służby operacyjnej dodatkowych samolotów. 

MiG-29

Pierwszym i najprostszym rozwiązaniem wydaje się w tym kontekście przywrócenie do lotów myśliwców MiG-29. Są to samoloty, które na współczesnym polu walki pozostawiają wiele do życzenia – m.in. nie są maszynami wielozadaniowymi a ich zasięg pozostawia wiele do życzenia – ale mogą odciążać F-16C/D chociażby w wypełnianiu zadań typu air policing.

Przypomnijmy, że przed wypadkami tych maszyn w latach 2017-19 planowano ich eksploatację do, odpowiednio: 2025 roku (samoloty w gorszym stanie z 22 Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku) i 2030 roku (samoloty należące do 23 BLT z Mińska Mazowieckiego, które przeszły zabiegi odmładzające i modyfikacje w WZL Nr 2). Terminy te idealnie zgrywałyby się w czasie z prognozowanym wejściem do służby dwóch eskadr F-35A – w 2026 i 2030 roku. Do MiG-ów Polska dysponuje już odpowiednim zapleczem technicznym, doświadczonymi kadrami i infrastrukturą. Ich powrót do służby planowany był na lipiec 2019 roku, jednak przesunięto go na kolejny, nieujawniony termin. Czy i kiedy samoloty te wrócą do służby? Tego na razie nie wiadomo.

Z wielu względów im szybciej by to nastąpiło tym lepiej. Brak zamówień na prace przy MiG-ach boleśnie odczuwają specjalizujące się w tym zakłady WZL Nr 2 i WZL Nr 4, które właśnie kończą realizować ostatnie, złożone jeszcze przed zdarzeniem z marca br. zamówienia. W obliczu braku dalszych zamówień nie mogą one planować kolejnych zakupów części. A te realizowane są w czasie od kilku miesięcy do nawet dwóch lat z uwagi na skomplikowanie prac. Brak zamówień może doprowadzić także do rozpadu wykwalifikowanych do prac przy MiG-ach-29 i ich silnikach Klimow RD-33 kadr inżynierskich. Ich ponowne zebranie może okazać się trudne a być może, jak uczy historia, nawet niemożliwe. Wiążące decyzje muszą więc być podejmowane tutaj szybko, o ile samoloty te rzeczywiście nadają się jeszcze do eksploatacji. Ponowne uruchomienie myśliwców MiG-29 wiąże się z problemami takimi jak przywrócenie nawyków w locie ich pilotów (minęło już ponad pół roku od ich uziemienia), ale ten wysiłek i koszt byłyby niewielkie w porównaniu z innymi alternatywami. 

Używane F-16

W 2016 i 2017 roku, a zatem zanim podjęto jeszcze zdecydowane kroki w kierunku zakupu F-35, w MON prowadzono studium nad pozyskaniem samolotów F-16. Rozważano zakup fabrycznie nowych F-16V Block 70/72, ale także rozglądano się za używanymi maszynami tego typu. Samoloty takie trudno byłoby zdobyć ze Stanów Zjednoczonych, które – w związku z opóźnieniami dostaw Lightninga II – same przedłużają resursy własnych F-16C/D i będą je eksploatowały jeszcze przez wiele lat. Z kolei pozyskanie zakonserwowanych w bazie USAF w Davis-Monthan F-16A/B kompletnie mija się z celem biorąc pod uwagę ich wiek i stan techniczny. Rozważano wszakże inne kraje. Używanymi F-16AM/BM w stanie umożliwiającym ich kilkuletnią eksploatację mogą nadal dysponować kraje europejskie takie jak: Portugalia, Belgia, Holandia, Dania i Norwegia. Najlepsze okazje przeszły wprawdzie Polsce koło nosa na początku tej dekady, kiedy holenderskie, belgijskie i portugalskie maszyny zostały sprzedane Chile i Jordanii a następnie także Rumunii (portugalskie). Pytanie na dzisiaj brzmi jakie są harmonogramy wycofania F-16 w krajach skandynawskich? Oprócz tego chęć sprzedaży części używanych F-16C/D zgłaszały także Grecja i Izrael.

Szybkie pozyskanie 1-2 eskadr używanych „tymczasowych Jastrzębi” bez inwestycji w ich modernizację mogłoby się okazać realne ze względu na istniejące już przeszkolone kadry, chociaż koszt takiego rozwiązania mógłby się okazać wysoki. Przykładowo Rumunia za zakup i modernizację 12 F-16AM/BM zapłaciła równowartość 628 mln EUR (z VAT) z czego sam zakup samolotów wraz z ograniczoną modernizacją, zabiegami odmładzającymi, pakietem szkoleniowym i logistycznym wyniósł zaledwie 186,3 mln EUR. Resztę pochłonęło uzbrojenie do nich i dodatkowe wyposażenie.

Nowy samolot niskokosztowy

Od kilku lat w Polsce intensywnie reklamowany jest samolot M-346FA (Fighter-Attack), który reklamowany jest jako niedroga alternatywa dla rasowych myśliwców, zdolna jednocześnie do zastępowania w wykonywaniu licznych zadań w tym air policing, rozpoznawczych i uderzeniowych. Wyposażony w radiolokator Grifo-346 i zintegrowany z bardzo szerokim wachlarzem uzbrojenia Master cechuje się niską ceną za godzinę lotu. W dodatku jest to platforma, którą w 16 egzemplarzach Polska już kupiła (osiem w służbie), a zatem są już częściowo w Polsce przeszkolone kadry i zaplecze do prac nad nimi.

Wydaje się, że 1-2 eskadry M-346FA, lub innego samolotu tej samej klasy (choć wydaje się, że z wymienionych wcześniej względów najlepiej byłoby się zdecydować na ubojowionego Mastera) mogłyby z powodzeniem wejść na miejsce MiG-a-29 i wypełniać jego rolę efektywnie wspierając F-16C/D, szczególnie że są to maszyny wielozadaniowe.

Po pojawieniu się F-35A dla M-346FA także znalazłoby się zastosowanie. Jako zastępstwo Su-22, tak aby utrzymać liczbę eskadr bojowych jakimi Siły Zbrojne RP dysponowały jeszcze dekadę temu (były to trzy eskadry F-16, dwie MiG-29 i dwie Su-22). Samoloty te nadal mogłyby odciążać z zadań F-35 i F-16 i przyczyniać się do obniżania kosztów operowania sił powietrznych. Ich pozyskanie wiązałoby się jednak z pewnym kosztem, a ponadto należy uwzględnić czas produkcji M-346FA. Produkcja jednego egzemplarza trwa, zgodnie z danymi producenta mniej więcej dwa lata i tyle minimum trzeba byłoby czekać na komplet takich samolotów.

Inne alternatywy

Polsce proponowane są także inne konstrukcje lotnicze, w tym przede wszystkim myśliwce Eurofighter Typhoon. Trudno byłoby jednak ich zakup traktować jako rozwiązanie tymczasowe do czasu przybycia F-35 – tak ze względu na czas ich produkcji, jak i konieczność przygotowania zaplecza szkoleniowego i infrastruktury, nawet w wypadku wypożyczenia czy zakupu samolotów „z półki”. Niezależnie więc od ostatecznych decyzji związanych z myśliwcem nowej generacji i ich implementacją, Siły Powietrzne stoją przed wyzwaniem konieczności zapewnienia zdolności operacyjnych, jak i możliwości utrzymania nawyków pilotów, przez kilka najbliższych lat."

Share this post


Link to post
Share on other sites

https://innpoland.pl/155711,pekajace-helmy-i-mundury-do-wyrzucenia-co-macierewicz-zrobil-z-ta-firma

"Robili hełmy, które można przestrzelić. Co w tej państwowej firmie zdziałał syn Banasia?

Przez lata na czele firmy Maskpol stał jeden człowiek, a przedsiębiorstwo kwitło. Wyleciał za rządów dobrej zmiany, a nieźle prosperujący zakład przejęli ludzie Antoniego Macierewicza. Efekt? Miliony długów, miliony kar i wielka hałda bubli, których nikt już nie kupi. Co ciekawe, katastrofalny stan Maskpolu ujawnił po części Jakub Banaś, syn obecnego szefa NIK.

O świetnie znanej w branży militarnej firmie pisze Piotr Miączyński w Gazecie Wyborczej. Z przytaczanych przez niego danych wyłania się obraz chaosu, niekompetencji i zmarnowanych milionach złotych. Nie trzeba dodawać, że należący do Państwowej Grupy Zbrojeniowej Maskpol przyczynił się znacznie do faktu, że polscy żołnierze muszą sobie sami kupować mundury na aukcjach internetowych – jak informowaliśmy już w INNPoland.pl. Bo po prostu nie uszył tego, co obiecywał. Zamówienie zostało zrealizowane znacznie po terminie, rękami podwykonawców Maskpolu i firma zapłaciła karę umowną.

Ludzie Macierewicza przejęli Maskpol w czerwcu 2017 roku. Pierwszym prezesem po Krzysztofie Dędeku (pracował w firmie przez 35 lat) był Ładysław Piasecki, syn założyciela PAX-u Bolesława Piaseckiego. W zarządzie Maskpolu znalazł się także Marek Pasek-Paszkowski, były prezes Centrum Duszpasterstwa Archidiecezji Warszawskiej zajmującej się m.in. działalnością wydawniczą i turystyką sakralną.

Drugim p.o. prezesa został Jakub Banaś, syn ówczesnego wiceministra finansów. Długo nie zagrzał miejsca, bo po kilku miesiącach zmienił go Adam Ogrodnik, będący obecnie również p.o. prezesa. Co ciekawe, młody Banaś zrezygnował z funkcji mniej więcej wtedy, gdy zatrzymano m.in. Bartłomieja Misiewicza, byłego zaufanego współpracownika Antoniego Macierewicza.

Afera z mundurami
Od wielu lat potrzeby armii nie zmieniały się – wojskowi zamawiali ok. 200 tys. kompletnych mundurów rocznie. Dziwnym trafem za rządów Antoniego Macierewicza przestały być kupowane. Już w 2016 roku brakowało 50 tysięcy mundurów. W 2017 dostawy całkowicie ustały. Jesienią tego roku armia wystawiła się na pośmiewisko, gdy do mediów trafiły zdjęcia z ćwiczeń Dragon 2017, na których widać żołnierzy poubieranych w mundury z różnych epok a nawet dresy i własne buty.

Resort obrony najpierw zdementował pogłoski o brakach w umundurowaniu a następnie ogłosił, że do końca roku trafi 100 tys. nowych mundurów.

W styczniu, już po dymisji Macierewicza wojsko zamówiło w końcu nowe umundurowanie, ale po cenie wyższej od dotychczasowej, z wolnej ręki, a na dodatek w firmie, która nie ma mocy przerobowych i doświadczenia. Cena za jeden komplet wzrosła z 250 do 403 złotych, a w umowie od razu wskazano trzech podwykonawców Maskpolu, bo firma ta dostarczyła wojsku jedynie 200 sztuk w ramach partii próbnej.

A kiedy armia zamówiła hełmy, to wyszło na jaw, że prawie 4 tys. z nich miało problemy z przestrzeliwaniem (testów jakościowych nie spełniało jeszcze prawie 10 tys.). W sumie każdy hełm da się przestrzelić, to tylko kwestia kalibru broni. Jednak hełm żołnierza musi spełniać określone parametry – nie może dać się przedziurawić pociskowi wystrzelonemu z danej broni. Są na to szczegółowe wytyczne. Na ogół oznaczają one, że hełmu nie da się przestrzelić z pistoletu kalibru 9 mm z bliskiej odległości. Żołnierz będzie ranny, ale przeżyje. Dziura oznacza dla niego śmierć.

Co tam robił syn Banasia?
Na fotel prezesa (jako “pełniący obowiązki”) trafił też Jakub Banaś, syn ówczesnego wiceministra finansów, obecnie zaś kontrowersyjnego szefa Najwyższej Izby Kontroli. Banaś Junior już wtedy (jesienią 2018 roku) podkreślał, że jego ojciec nie pomaga mu w karierze.

Jakub Banaś miał pełnić funkcje doradcze, ale ściął się z zarządem i w efekcie interwencji premiera wylądował w gabinecie prezesa. Wyborcza pisze, że jest w posiadaniu jego raportu o spółce, z wyliczeniami nieprawidłowości, błędów i strat jakie przyniosły jej decyzje poprzednich “dobrozmianowych” władz. Ale i sam nie jest ponoć bez winy, bo wedle słów Izabeli Leszczyny, posłanki PO, Banaś zatrudnił trzech nowych dyrektorów z pensjami po 30 tys. zł, których obecność w firmie nie była niezbędna.

Już kilka miesięcy temu posłowie PO Izabela Leszczyna i Tomasz Siemoniak alarmowali o dramatycznej sytuacji w Maskpolu. Twierdzą, że zwrócili się do nich zaniepokojeni pracownicy firmy. Z informacji, które przekazali parlamentarzystom wynika, że spółka Maskpol ma 90 mln zł strat.

Teraz informacje te potwierdza niejawny raport Najwyższej Izby Kontroli. Obraz PGZ w okresie, kiedy ministrem obrony narodowej był Antoni Macierewicz, nie przedstawia się różowo. W 2016 r. straty holdingu wyniosły 104 mln zł, a w 2017 r. sięgnęły 212 mln zł. Nie wygląda jednak na to, żeby po odejściu z MON Antoniego Macierewicza sytuacja uległa znaczącej poprawie. NIK nie zostawia również suchej nitki na aktualnej działalności PGZ: w ocenie kontrolerów, grupa do dziś nie dysponuje żadną koncepcją rozwoju."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już całkiem nam się posypało lotnictwo - z 48 F-16 w stanie lotnym jest w najlepszym przypadku 20% [brakuje części zamiennych, techników i pilotów], niemodernizowane Su 22 nadają się praktycznie tylko do podtrzymywania nawyków pilotów, bo ich wartość bojowa jest prawie żadna, a z MiG 29 jest jeszcze gorzej, bo nie dość, że po zerwaniu współpracy z producentem są w stanie katastrofalnym, to jeszcze piloci po półrocznej przerwie stracili uprawnienia do latania na tym typie samolotu. A my dalej wymachujemy szabelką i śnimy o 1000 razy bardziej skomplikowanych i kosztownych w obsłudze F-35...

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mysliwce-mig-29-uziemione-wszyscy-piloci-stracili-uprawnienia/3bc5bb6

Share this post


Link to post
Share on other sites

w wojsku bez zmian:

https://www.defence24.pl/fiasko-malego-mustanga-przetarg-uniewazniony

"Fiasko "małego Mustanga". Przetarg unieważniony

2. Regionalna Baza Logistyczna zamieściła informację o unieważnieniu postępowania na dostawę 635 egzemplarzy samochodów ciężarowo-osobowych ogólnego przeznaczenia z terminem dostaw w latach 2020-2022 - powszechnie znane pod nazwą "mały Mustang".

W uzasadnieniu unieważnienia postępowania stwierdzono, że "cena najkorzystniejszej oferty przewyższa kwotę, którą Zamawiający zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia". Jako podstawę prawną podano art. 93 ust. 1 pkt. 4 ustawy Prawo zamówień publicznych.

Dodatkowo Zamawiający poinformował, że z postępowania nie wykluczono żadnego wykonawcy, w postępowaniu nie odrzucono też żadnej oferty.

Zgodnie z wcześniej udzielonymi informacjami, ważne oferty złożyły trzy podmioty: konsorcjum Auto Podlasie Sp. z o.o. (lider) i STEELER Marcin Piasecki (Nissan Navara), konsorcjum Glomex MS Polska Sp. z o.o. (lider) i Glomex MS s.r.o. (Fiat Chrysler Furgon Wrangler IV) oraz DEMARKO Sp. z o.o. Sp. K. (Nissan Navara).

Postępowanie na dostawę tzw. "małego Mustanga" ma na celu zakup samochodów, które w Siłach Zbrojnych RP zastąpią pojazdy Honker. Wcześniejsze postępowanie, prowadzone w tym samym celu, unieważniono we wrześniu 2019 r. z identycznego powodu, jaki podano obecnie - z powodu oferowanej ceny przewyższającej kwotę przeznaczoną na sfinansowanie dostaw.

Inspektorat Uzbrojenia przeprowadził wcześniej trzy podobne postępowania związane z dostawami nowych samochodów osobowo-ciężarowych Mustang, wszystkie unieważniono.  Specyfikacja tych postępowań zakładała pozyskanie od kilkuset do kilku tysięcy samochodów w wersji nieopancerzonej i kilkudziesięciu w wysoce zunifikowanej z nią wersji opancerzonej, warunki istotnie różniły się od tych które są stawiane w postępowaniach prowadzonych przez RBLog. - uznawano je za relatywnie trudne do spełnienia przez konstrukcje dostępne na rynku.

Obecnie Inspektorat prowadzi odrębne postępowanie na Mustanga, na dostawę wyłącznie samochodów w wersji opancerzonej, zakładające pozyskanie tylko kilkudziesięciu egzemplarzy takich pojazdów."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciekawa opinia analityka:

"Ludzie dyskutują np. co jest lepsze: F-16 czy F-35. Oczywiście w walce 1:1 będzie to F-35. Ale Rosjanie tak nie myślą. Oni analizują operację jako całość i ich sztuka wojenna to myślenie o tym jakimi środkami dysponują jako całość i jakie są całe siły NATO.

W symulacji gdzie klient zażyczy sobie: „chcemy mieć F-35”, Rosjanie zachowają się w ten sposób, że wycelują wszystkie naloty na lotniska tych samolotów. Wszystkich, których będą mogli dosięgnąć. Pytaniem nie jest czy F-35 da sobie radę w walce. Tylko czy w ogóle przetrwa aby mógł walczyć. Czy są dla nich podziemne schrony? Czy są zestawy do naprawiania pasów startowych? Jeśli nie masz podziemnych zbiorników na paliwo to te naziemne już płoną."

 

https://www.defence24.pl/to-nie-wschodnia-flanka-nato-to-front-wywiad

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Charakterystyczne jest opieranie się w tego typu "analizach" na emocjonalnych opiniach anonimowych osób.

Ps. Nie twierdzę że wszystko jest tam manipulacją - zapóźnienia są ogromne, system przetargów i zakupów tragiczny, itp.

Edited by takafura

Share this post


Link to post
Share on other sites

"lotniska tych samolotów"

A my mamy jakieś, gdzie beton spełnia wymagania? Bo pozostałej infrastruktury nie mamy 🙂

 

PS Nie spotkałem się z wyliczeniami, ile będzie kosztowało wyszkolenie, zaplecze techniczne, itp, itd. Na dziś mokre sny o wydaniu mniej niż 6 mld USD na same blachy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/od-mysliwca-mig-29-oderwal-sie-spadochron-hamujacy-seria-awarii-po-wznowieniu-lotow/4te45hf

"Od myśliwca MiG-29 oderwał się spadochron hamujący. Seria awarii po wznowieniu lotów

W groźnym incydencie z udziałem MiG-29 – groźnym nie tylko dla pilotów, ale też dla cywilów na ziemi – maszyna podczas lotu zgubiła 20-kilogramowy spadochron hamujący. Wcześniej w innej maszynie uszkodzeniu uległa prądnica, pilot musiał awaryjnie lądować. MON nie informuje o usterkach. Sprawy bada wojskowa komisja.

  • Incydent z 14 stycznia mógł zakończyć się tragedią – mówią piloci. Lecący w kierunku ziemi spadochron, który oderwał się od myśliwca MiG, „jest jak pocisk”
  • Sprawę bada Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Z naszych informacji wynika, że wojsko nadal szuka zagubionego spadochronu. Piloci twierdzą, że to jak szukanie igły w stogu siana
  • W grudniu 2019 r. pilot innego myśliwca MiG-29 zgłosił awarię prądnicy. – Jeżeli siada prądnica, to pilot po prostu nie ma energii w maszynie. Natychmiast musi przerwać zadanie i lądować na najbliższym lotnisku. Lądowanie bez prądu jest możliwe, ale niezwykle trudne – mówi gen. Drewniak
  • Zdaniem naszych rozmówców nawet przy najbardziej optymistycznych założeniach niezdolna do latania jest już co najmniej połowa myśliwców MiG-29 należących do polskiej armii

Myśliwce MiG-29 były uziemione przez osiem miesięcy po tym, jak w marcu 2019 r. w wyniku awarii w powietrzu maszyny tego typu z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Mińsku Mazowieckiem pilot musiał się katapultować. Samolot uległ całkowitemu zniszczeniu.

28 listopada 2019 r. myśliwce MiG-29 ponownie wzniosły się w powietrze. Decyzję podjął Inspektor Sił Powietrznych gen. Jacek Pszczoła po spotkaniu z pilotami tych maszyn w Mińsku Mazowieckiem. – Popatrzyliśmy pilotom prosto w oczy, zapytaliśmy się, czy chcą latać. Odpowiedź była: tak – powiedział mediom gen. Pszczoła. Jednak jeszcze przed tą decyzją piloci z obu baz w rozmowach z dziennikarzami twierdzili, że samoloty znajdują się w opłakanym stanie i kolejna awaria jest tylko kwestią czasu.

Gen. Pszczoła i dowódca 1. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego płk Maciej Trelka przekonywali, że maszyny „utrzymywane były w gotowości do wznowienia lotów, poddawane były planowym obsługom technicznym oraz obsługom wynikającym z określonego czasu przestoju”. Zaledwie półtora miesiąca po wznowieniu lotów piloci informują nas, że „od początku wznowienia non stop coś siada”.

Spadł spadochron hamujący: „przy uderzeniu jest jak pocisk”

Do najgroźniejszego incydentu doszło tydzień temu, 14 stycznia. MiG-29 z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku podczas lotu nad terenami cywilnymi zgubił spadochron hamujący. Umieszczony w tubie o długości ok. 50 cm, ważący ok. 20 kg spadochron wykorzystywany jest do wyhamowania maszyny po wylądowaniu.

– Jakby coś takiego w kogoś uderzyło, to kaplica. Ponadto przy uderzeniu w dom, samochód to jest jak pocisk – tłumaczy nam jeden z pilotów.

Dr Maciej Lasek, były przewodniczący cywilnej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, zwraca uwagę na jeszcze jedno zagrożenie: – Jeżeli odpada spadochron, który pozwala na wyhamowanie samolotu przy lądowaniu, to może się okazać, że w gorszych warunkach pogodowych, przy bardziej śliskim pasie, samolot może mieć problem, żeby zakończyć lądowanie w granicach drogi startowej – mówi.

Od tygodnia w bazie w Malborku pracuje wojskowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Trwają poszukiwania spadochronu, ale piloci twierdzą, że to jak szukanie igły w stogu siana.

– Jeśli komisja zdołała wyjaśnić, dlaczego doszło do oderwania się spadochronu hamującego i jest w stanie wyeliminować tę przyczynę w kolejnych lotach, to samoloty mogą dalej latać – mówi nam dr Maciej Lasek. – Ale jeżeli komisji nie udało się jeszcze tego wyjaśnić, to samoloty powinny zostać ponownie uziemione.

Ale jak mówią piloci, kolejne uziemienie maszyn to „kolejna klęska” polskich sił powietrznych. Przed wyborami nikt nawet nie chce myśleć o takiej decyzji.

Ponadto piloci MiG-ów muszą latać, żeby utrzymywać wysokie umiejętności. – Po ostatnim uziemieniu myśliwców, wszyscy piloci utracili uprawnienia do latania – mówi dr Maciej Lasek. – Teraz odnawiają nawyki, ale ważniejszy jest powrót do umiejętności, które się posiada przy ciągłym treningu. Tylko utrzymanie samolotów w powietrzu zapewnia im taki trening.

Ministerstwo Obrony Narodowej potwierdza, że wojskowa komisja bada zdarzenie z 14 stycznia w bazie w Malborku, ale nie podaje żadnych dodatkowych szczegółów. Nie odpowiada na nasze pytanie o liczbę usterek, incydentów i zdarzeń lotniczych, zasłaniając się ustawą o prawie lotniczym. Zapewnia jednak, że „od czasu wznowieniu lotów na samolotach MiG-29 doszło do jednego lądowania awaryjnego bez następstw”.

Rozpadające się silniki, niesprawne kabiny i zupełnie nowe usterki

Tymczasem piloci z baz informują nas, że problemy ze stanem technicznym maszyn pojawiają się bez przerwy. Według nich inżynierowie borykają się m.in. z niesprawnościami kabin, rozwarstwianiem się owiewek oraz pękającymi elementami podwozia.

Jak mówią, nadal też występują problemy z silnikami. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, przyczyną zniszczenia MiG-29 pod Węgrowem, który doprowadził do uziemienia tych myśliwców na długie miesiące, było właśnie mechaniczne zużycie silnika.

W maszynach pojawiają się też usterki, które do tej pory się nie zdarzały. Jednym z nich była awaria prądnicy. Do zdarzenia doszło w grudniu 2019 r. – W locie pilot zgłosił niebezpieczeństwo, wracał i lądował awaryjnie – mówi nam jeden z pilotów.

Były Inspektor Sił Powietrznych gen. Tomasz Drewniak nazywa awarię prądnicy „jednym z gorszych przypadków, jakie mogą zdarzyć się pilotowi”: – Jeżeli siada prądnica, to pilot po prostu nie ma energii w maszynie. Prądu z akumulatora starcza mu na 5-10 min, a potem wszystko się wyłącza. Instrukcja w takich przypadkach mówi jasno: „Natychmiast przerwać zadanie i lądować na najbliższym lotnisku”. Lądowanie bez prądu jest możliwe, ale niezwykle trudne – mówi.

Także w tym przypadku w bazie w Malborku pojawiła się Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. – Tych pomniejszych zdarzeń to już nikt nie liczy, do nich powołuje się wewnętrzne komisje – mówi pilot.

Dlaczego pojawiają się nowe usterki? Według gen. Drewniaka po tak długim okresie unieruchomienia maszyn są one nieuchronne. – Tak to już jest w lotnictwie, że jak się lata samolotem, to wszystko działa. Ale jak postawi się go na osiem miesięcy w hangarze, to po uruchomieniu wszystko zaczyna się psuć. To jest dokładnie taka historia. Ile raz w lotnictwie samoloty stały, to tyle razy potem był wysyp nieprawdopodobnych zdarzeń technicznych, których wcześniej przez 20 lub 30 lat eksploatacji nigdy nie było – mówi.

W odpowiedzi na nasze pytania o nowe usterki MON zapewnia, że wszystko jest w porządku: „Po wznowieniu lotów 28 listopada 2019 na samolotach MiG-29 nie pojawiają się nietypowe usterki, z którymi nie może poradzić sobie personel techniczny”.

Wadliwe remonty, prokuratorskie zarzuty

Jak zaznacza dr Lasek, kolejnym problemem jest zerwanie wiele lat temu współpracy z producentem MiG-29, rosyjskim koncernem RSK MiG. – Przy tak skomplikowanych samolotach to się nigdy nie udało, żeby zerwanie kontaktu z producentem przy bardzo słabym przemyśle lotniczym w Polsce zakończyło się dobrze. My nie produkujemy samolotów bojowych, ani silników odrzutowych. Próba łatania tego wszystkiego jest drogą donikąd. – mówi.

Piloci dodają, że winny jest po prostu wiek tych maszyn: – Opinia inżynierów jest taka, że one się po prostu kończą ze starości i złej serwisówki – mówi nam jeden z nich. Za tzw. serwisówkę, czyli serwis techniczny samolotów, odpowiadają Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 2 (WZL2) w Bydgoszczy, a piloci od dawna sygnalizują brak zaufania do tych zakładów.

To właśnie WZL2 są odpowiedzialne za śmierć pilota MiG-29 kpt. Krzysztofa Sobańskiego. W lipcu 2018 roku pilot musiał katapultować się pod Pasłękiem. Zginął na miejscu. Jak poinformowaliśmy w artykule „Fotel śmierci. Dlaczego zginął kapitan Sobański”, przyczyną śmierci pilota był wadliwy remont fotela katapultowego w WZL2.

Pod koniec listopada Prokuratura Okręgowa w Gdańsku postawiła dwóm pracownikom zakładów zarzuty narażenia na utratę życia i nieumyślnego spowodowania śmierci pilota MiG-29. Jednak piloci uważają, że prawdziwi sprawcy tragedii pozostają bezkarni. – Obawiam się, że znaleziono kozły ofiarne, osoby, które tylko wykonywały pracę przy taśmie produkcyjnej – powiedział nam wówczas ppłk. Tomasz Łyżwa, były pilot samolotów Su-22 i F-16.

Gen. Drewniak przyznaje, że wiek maszyn jest ogromnym problemem i właśnie zbliżają się one do kresu swoich możliwości. – Maksymalny resurs, czyli czas eksploatacji tych samolotów to jest rok 2028, a w przypadku niektórych maszyn rok 2030. Kiedy byłem w służbie, obliczaliśmy, że do 2027-2028 r. na pewno będziemy musieli wymienić MiG-i, bo to będzie taki moment, że liczba sprawnych samolotów będzie tak mała, że nie będzie ich się opłacać eksploatować. Utrzymywanie bazy w Malborku tylko po to, żeby raz na tydzień wzniósł się jeden samolot, straci sens – mówi gen. Drewniak.

Oficjalnie polskie siły powietrzne posiadają 29 maszyn MiG-29. Jednak piloci z baz w Mińsku Mazowieckim i Malborku informują nas, że większość z nich jest niesprawna lub wobec braku nowych części wymontowuje się je z najbardziej wysłużonych myśliwców, aby mogły na nich latać te względnie sprawne.

– U nas realnie sprawny jest jeden myśliwiec szkolno-bojowy i cztery bojowe, choć w kwitach wykazują osiem lub dziewięć – mówi nam pilot z Malborka. Pilot z Mińska Mazowieckiego dodaje, że w jego bazie zdolnych do latania jest około sześciu samolotów. Przy najbardziej optymistycznych obliczeniach to nawet nie połowa maszyn, które znajdują się w bazach."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information