Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano

a w przypadku tych znienawidzonych  Caracali offset był za mały

https://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/983273,airbus-helicopters-przetarg-offset-caracale.html

"...Firma podkreśla, że zaoferowała offset o wartości przekraczającej cenę netto dostawy 50 śmigłowców Caracal, która została ustalona w wysokości 10,8 mld zł. Wartość umów offsetowych miała wynieść tyle, ile cena zakupu plus VAT – "co doprowadziło do łącznej wartości offsetu w wysokości 13,4 mld zł"...."

Napisano

bodziu....

Po pierwsze primo- nie kop się z koniem...

Po drugie primo- Człowiek z obłędem w oczach dość dawno powiedział, że off-set to "tylko" cenę zwiększa i bałagan robi. A nasza socjalistyczna Ojczyzna nie jest takowym zastrzykiem technologii lub częściowym zwrotem wydatków zainteresowana.

  • 3 weeks later...
Napisano

https://www.salon24.pl/u/myslec/949400,gdzie-naprawde-produkuje-sie-polskie-helikoptery

"Gdzie naprawdę produkuje się „polskie helikoptery”?

Prawo i Sprawiedliwość po raz kolejny ogłosiło spełnienie swoich obietnic zakupu helikopterów dla Sił Zbrojnych RP w PZL Świdnik… to znaczy, przynajmniej częściowo. W zasadzie. W pewnej części. Niektórych elementów… Słowność rządu kwestionuje jednak opozycja, zaś związkowcy i załoga zakładu zadają proste pytanie: skąd właściwie będą pochodzić śmigłowce AW-101 dla MON, z podlubelskiego Świdnika czy z… Włoch?

MOcNi w obietnicach

Fakty niby też wydają się proste. Ministerstwo Obrony Narodowej i LEONARDO Helicopters (właściciel zakładów PZL-Świdnik) faktycznie podpisały umowę offsetową, poprzedzającą zakup aż… czterech śmigłowców AW-101 dla Marynarki Wojennej. Wartość umowy – to ok. 400 mln zł. Pozostałe kontrakty jednak (w tym dostawa nowych śmigłowców szturmowych dla polskiej armii) pozostają jednak wciąż w sferze obietnic. Jedno, czego PZL-Świdnik może więc być mniej więcej pewne – to dalsze serwisowanie i remontowanie „Sokołów”, na to bowiem pieniądze MON ma. To znaczy, tak ogólnie ma i pewnie wyda… Bo różnie z tym dotąd bywało – by wspomnieć tylko, że tych samych AW-101 jeszcze dwa lata temu obiecywano kupić kilkanaście – nie mówiąc już o wcześniejszych sugestiach, że to właśnie Świdnik będzie głównym dostawcą sprzętu tego typu dla Sił Zbrojnych po unieważnieniu przez poprzednie kierownictwo MON osławionego przetargu na Caracale, wygranego przez AIRBUS HELICOPTERS. To właśnie oburzenie na tamten zakup i wiara w PiS przyniosły zdecydowane zwycięstwo tej formacji w Świdniku najpierw w wyborach prezydenckich, następnie parlamentarnych i samorządowych, stąd też politycy euro-opozycji chętnie wypominają rządzącym niesłowność. – Mamy do czynienia z mydlenie oczu, podawaniem półprawd i pełnych nieprawd na temat miejsca produkcji AW-101 – atakują posłowie PO, Stanisław Żmijan i Joanna Mucha. 

„Tylko kilka elementów”?

Tymczasem świdnicki poseł PiS, wiceminister Artur Soboń wciąż podkreśla swoją i swojej formacji „wiarygodność w sprawie śmigłowców”, wyliczając zasługi PiS-u, tj.: „uratowanie PZL Świdnik przed likwidacją zakładu, czyli podpisaniem przez Platformę Obywatelską kontraktu z AIRBUS HELICOPTERS na Caracale, dzisiaj polski OFFSET w gigantycznym kwotowo kontrakcie dla Świdnika, co najmniej cztery razy większym niż zakupy wojskowe dla Mielca, udział polskich inżynierów w projekcie polskiego AW101 i cześć produkcji w Świdniku, około 130 mln PLN w budżecie 2019 w MON dla PZL Świdnik, między innymi na remonty i serwis polskich konstrukcji, dialog techniczny w zakresie kompleksowej modernizacji Sokoła na najbliższe 20 lat, szansa na realizacje śmigłowca szturmowego przez LH i PGZ”. - Dziękuje wszystkim, którzy wspierają. Zawsze zapraszam do współpracy także tych, którzy nie robią nic, za to świetnie umieją recenzować... – kpi Soboń. Jego wyliczenie jednak za co najmniej… niedokładne uważają sami pracownicy PZL. – PZL jest tylko dystrybutorem i nie z tego nie będzie miał. LEONARDO – owszem... W Świdniku jest robionych tylko kilka elementów do AW101: tylna rampa, płyta sufitowa i parę drobniejszych części... Ale zostanie to odtrąbione (przez niektórych posłów od dawna jest to puszczane w mediach) jako sukces polskich zakładów..., na zasadzie „no i przecież PZL ma zamówienia, to o co im chodzi?” I co nam niby mają realnie do zaoferowania, modernizację kilkudziesięciu W-3? Smutne to, ale zostaliśmy oszukani przez tych, którzy dzięki nam siedzą teraz u koryta... – kręci głową Zbigniew J. Kwiatkowski, przewodniczący WZZ SIERPIEŃ’80 w PZL Świdnik

Zakupy co/za wybory

Ministerstwo Obrony upiera się jednak przy swojej interpretacji zdarzeń: - Umowę główną podpiszemy jeszcze w tym miesiącu, w kwietniu tego roku. Bardzo się cieszę z tego, że po umowie podpisanej w Mielcu na zakup śmigłowców dla Wojsk Specjalnych mamy przygotowaną i wynegocjowaną kolejną umowę. Tym razem zostanie ona podpisana w Świdniku. Będzie to umowa dotycząca śmigłowców dla Marynarki Wojennej RP, a więc postępujemy w ten sposób, żeby kontrakty na sprzęt były zawierane z firmami, które produkują w Polsce – mówił minister Mariusz Błaszczak. – Niech pan minister przyjedzie do Świdnika i palcem mi pokaże, gdzie one są robione w PZL Świdnik?! Żeby AW-101 były robione w Polsce, MON musiałby zamówić ich ponad 50 sztuk, te z Mielca są przynajmniej u nich montowane, a te niby „nasze”…?! – denerwuje się przewodniczący Kwiatkowski.

Niestety, napięty do granic możliwości budżet państwa trzeszczy i skoro musi go starczyć i dla nauczycieli, i dla krów, to chyba nie da się za to, co zostanie – kupić zbyt wielu helikopterów. Nawet włoskich – martwią się w Świdniku. Choć z drugiej strony, skoro zakupy mają odbywać się co wybory – to na szczęście w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy czekają nas jeszcze co najmniej dwie kampanie! I albo się przy tych okazjach rząd wywiąże się z obietnic – albo świdniczanie policzą się ze składającymi obietnice bez pokrycia."

Napisano

http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,24673705,mig-29-spadl-ze-starosci-mechaniczne-zuzycie-silnika.html

"MiG-29 spadł ze starości? "Mechaniczne zużycie silnika"

Przyczyną katastrofy myśliwca MiG-29, który w marcu spadł w okolicach Węgrowa pod Warszawą była awaria silnika. Samolot latał w polskich siłach powietrznych od 30 lat.

Myśliwiec spadł w marcu w okolicach miejscowości Drgicz w powiecie węgrowskim, ok. 70 km od Warszawy. Do wypadku doszło ledwie kilka minut po starcie z 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego z Mińska Mazowieckiego. Pilot zdążył się katapultować.

Samolot, który spadł pod Węgrowem, latał w polskich siłach powietrznych od 30 lat. To już trzeci mig, który spadł w ciągu ostatnich 16 miesięcy. Po wypadku MON uziemił wszystkie migi-29. W bazach w Mińsku Mazowieckim i Malborku, z których startowały migi, które uległy wypadkom, służy dziś 29 takich maszyn.

Silnikom miga-29 kończył się okres użytkowania

Jak podała w środę Edyta Żemła, dziennikarka portalu Onet.pl, przyczyną wypadku myśliwca MiG-29, który rozbił się w marcu w lesie pod Węgrowem, było mechaniczne zużycie silnika. – Jeszcze nie wiadomo dokładnie, która jego część zawiodła. Najbardziej prawdopodobne jest to, że pękł wirnik wentylatora i rozciął instalację w samolocie – twierdzi...."

  • 2 weeks later...
Napisano

http://next.gazeta.pl/next/7,151003,24702134,wlasnie-kupilismy-smiglowcowe-ferrari-dla-wojska-imponujace.html#s=BoxOpImg3

"Właśnie kupiliśmy śmigłowcowe Ferrari dla wojska. Imponujące, ale drogie

Nad Bałtykiem za kilka lat pojawią się nowe śmigłowce z biało-czerwonymi szachownicami. MON właśnie podpisał umowę z włoskim koncernem Leonardo na dostawę czterech maszyn AW101. To świetne maszyny, ale bardzo drogie tak w zakupie jak i utrzymaniu.

Jak wynika z informacji MON, za cztery AW101 z dodatkowym pakietem szkoleniowym i logistycznym, zapłacimy 1,65 miliarda złotych. Śmigłowce mają zostać dostarczone wojsku do 2022 roku.

Wcześniej podpisano oddzielną umowę offsetową na niemal 400 milionów złotych, w której Włosi zobowiązują się do stworzenia w Polsce centrum serwisu nowych maszyn i drobnych inwestycji w swoich świdnickich zakładach. Same śmigłowce są montowane w zakładach w Wielkiej Brytanii.

Jak włoskie supersamochody. Imponujące, ale kosztowne 

Ogólnie Polska zapłaci więc włoskiemu koncernowi niebagatelną kwotę 1,65 miliarda złotych za cztery śmigłowce i dodatki. Kiedy w 2016 roku zrywano negocjacje w sprawie zakupu śmigłowców H225M Caracal firmy Airbus Helicopters, w sferze publicznej pojawiały się liczne twierdzenia o tym, że są one wyjątkowo drogie. Wówczas za 50 maszyn, szkolenie i serwis mieliśmy zapłacić około 13 miliardów złotych. Czyli średnio około 260 mln złotych za sztukę. Teraz jest to ponad 400 mln złotych za sztukę.

Taka wysoka cena za AW101 była do przewidzenia. To duże śmigłowce, mające trzy silniki wobec standardowych dwóch. Zapewnia to większe bezpieczeństwo i większe osiągi, ale jednocześnie znacznie podraża ich zakup oraz późniejszą eksploatację. Nie wylądują też ze względu na swoje rozmiary na żadnym z polskich okrętów. 

Nie ma wątpliwości, że same w sobie to dobre maszyny, jednak bardzo kontrowersyjne jest to, czy wobec morza starego sprzętu polskiego wojska wymagającego wymiany, to akurat takie śmigłowcowe Ferrari powinno być priorytetowym zakupem.

Co więcej, kupujemy tylko cztery maszyny. Standardowe prawidło odnośnie gotowości sprzętu wojskowego mówi, że jeśli są trzy czołgi/okręty/samoloty/śmigłowce czy jakakolwiek inna złożona maszyna, to jedna jest w naprawach, druga używana do szkolenia a trzecia gotowa do akcji. Oznacza to tyle, że w danej chwili do działania będzie gotowy jeden, w porywach do dwóch AW101.

Przy czym MON zażyczył sobie maszyn w unikalnej konfiguracji, służących głównie do polowania na okręty podwodne (ZOP) ale zarazem mogących wykonywać misje ratunkowe nad morzem (SAR). Dzisiaj Marynarka Wojenna ma do tego różne śmigłowce. Zadania ZOP wykonują głównie Mi-14PŁ a SAR Mi-14PŁ/R oraz W-3M Anakonda. Oznacza to tyle, że nie dość, iż gotowych do działania będzie na raz jeden, może dwa AW101, to będą musiały odpowiadać za dwa różne zadania.

Pozostaje mieć nadzieję, że skoro już zainwestowaliśmy w AW101, to MON kiedyś dokupi dodatkowe cztery śmigłowce."

Napisano

https://www.defence24.pl/amerykanie-pod-wrazeniem-polskiego-rozpoznania-wojsko-go-nie-kupi

"Amerykanie pod wrażeniem polskiego rozpoznania. Wojsko go nie kupi

Wojsko Polskie posiada liczne braki i zapóźnienia modernizacyjne. Mamy jednak także rozwiązania nieodbiegające od standardów NATO, a nawet takie, które chętnie na swoim wyposażeniu widzieliby oficerowie liniowi armii sojuszniczych, w tym US Army.

Takim rozwiązaniem jest z całą pewnością system rozpoznania i kierowania ogniem artylerii. I trzeba mówić o systemie, ponieważ w jego skład wchodzą polskie drony FlyEye, polski system kierowania ogniem TOPAZ i polski radar LIWIEC. MON – pomimo ogromnych potrzeb jednostek artylerii –  nie planuje pozyskania tych systemów. Bez odpowiedniego rozpoznania polskie działa, moździerze i wyrzutnie, w tym zamówione Kraby czy Raki, będą niemal bezużyteczne na polu walki....."

Napisano

https://forsal.pl/artykuly/1412836,mon-kupilo-smiglowce-zbyt-drogo-od-2020-r-rozpocznie-sie-proces-pozyskiwania-nowych.html

"...Skurkiewicz zapewnił, że cena jednostkowa kupionych przez MON śmigłowców jest na porównywalnym poziomie do ceny jednostkowej śmigłowców Caracal, których ostatecznie nie kupiono. "Nie jest prawdą, że cena zakupionych przez MON śmigłowców jest drastycznie wyższa od tej, która była wynegocjowana z firmą Airbus Helicopters" - podkreślił...."

  • 4 weeks later...
Napisano

https://portal-mundurowy.pl/index.php/item/9738-wydatki-w-budzecie-mon-na-prace-badawczo-rozwojowe-siegaja-dna

"Wydatki w budżecie MON na prace badawczo-rozwojowe sięgają dna

Na początku czerwca Ministerstwo Finansów opublikowało informacje na temat wykonania budżetu państwa za ubiegły rok. Wynikają z nich dwie tendencje. Jedna jest pozytywna, bo rosną wydatki majątkowe decydujące o programie modernizacji sił zbrojnych, głównie na zakupy sprzętu wojskowego za granicą, a druga negatywna - maleją środki na prace badawczo-rozwojowe związane z obronnością. W ubiegłym roku stanowiły one zaledwie jedną piątą wydatków zaplanowanych w budżecie MON.

214 mln zł na B+R zamiast miliarda zł 

Ta niekorzystna tendencja utrzymuje się od kilku lat. Zgodnie z art. 7 ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych RP, na badania naukowe i prace rozwojowe w dziedzinie obronności państwa należy przeznaczyć nie mniej niż 2,5 proc. budżetu obronnego państwa. Kiedy zatwierdzono ubiegłoroczną ustawę budżetową była to dokładnie kwota 1.030,4 mln zł. W połowie listopada 2018 r. wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz, w odpowiedzi na interpelację poselską Anny Siarkowskiej (PIS) poinformował, że na prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie obronności MON wyda prawie 400 mln zł. Te środki miały pójść na realizację 107 projektów badawczych, w tym: 63 nadzorowane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, 18 - w ramach Europejskiej Agencji Obrony oraz 27 - krajowe. Z tej uszczuplonej znacznie kwoty dotacja na NCBR w 2018 r. miała wynieść 204 mln zł.

Okazuje się, że w 2018 r. na prace badawczo-rozwojowe (B+R) wydano jedynie 214,0 mln zł, w tym na potrzeby NCBR przeznaczono zaledwie 108 mln zł, o czym jako pierwszy napisał dziennikzbrojny.pl. Stanowiło to zaledwie 20,8 proc. tego co zgodnie z ustawą zaplanowano w budżecie MON (w sumie była to kwota 41,144 mld zł, ale w rzeczywistości wydano znacznie więcej, bo 42,528 mld zł). Ten nadzwyczajny przyrost środków wynikał z faktu, że rozwój gospodarczy był wyższy niż zakładano. Ponieważ na wydatki obronne przeznaczono w ubiegłym roku 2 proc. PKB z 2018 r., to dodatkowe środki zasiliły wojskową kasę, ale nie na prace badawczo-rozwojowe.

Niekorzystna tendencja 

Innymi słowy, tylko w ubiegłym roku budżet MON zaoszczędził na badaniach i rozwoju 816 mln zł. Ta tendencja utrzymuje się od kilku lat. W 2017 r. na B+R przeznaczono niecałe 39 proc. zaplanowanych środków. W tym roku może być jeszcze gorzej, bo doszła niespodziewana „trzynastka” dla emerytów wojskowych, którą sfinansowano z oszczędności w budżecie MON. Jeszcze przed uchwaleniem tegorocznego budżetu państwa, resort obrony narodowej zaplanował 523 mln zł na prace badawczo-rozwojowe, w tym 200 mln zł stanowiła dotacja dla NCBR. To już historia, bo narzekania na oszczędności w jednostkach, instytucjach i instytutach wojskowych są powszechne.

Rezultatem tych oszczędnościowych działań są opóźnienia, a nawet wstrzymanie realizacji wielu projektów z zakresu obronności. Powodem - jak wyjaśniał to wiceminister Roman Skurkiewicz, było niedookreślenie rzeczywistych potrzeb rozwojowych w ramach faz analityczno-koncepcyjnych”. Innymi słowy wojsko nie bardzo wie czego potrzebuje. Jak duża była to skala świadczy fakt, że opóźnienia związane z trudnościami w uzgodnieniu wstępnych założeń taktyczno-techniczne (WZTT) objęły w resorcie obrony narodowej połowę projektów, które są dofinansowane z NCBR i powinny zakończyć się w 2018 r. Niektóre z nich wypadły całkowicie (m.in. nowy kołowy transporter opancerzony czy też autonomiczne platformy nawodne służące patrolowaniu granic morskich). Inne po dłuższym okresie odblokowano m.in. projekt pt. „Wóz wsparcia bezpośredniego (WWB)”, który może stanowić ważny element w systemie uzbrojenia pomiędzy KTO Rosomak z uzbrojeniem 30 mm, a czołgiem Leopard o masie 53 ton i porównywalnej sile ognia. Kontynuowana jest też budowa prototypu nowego, bojowego pływającego wozu piechoty Borsuk. Jednak przy niespodziewanych cięciach na szybkie wdrożenie potrzebnych rozwiązań nie ma co liczyć.

Potrzeby bieżące przeważają nad długofalowymi 

Decydenci często zapominają, że droga od pomysłu do wdrożenia bywa długa i kręta. Od akceptacji wstępnych założeń taktyczno-technicznych do budowy prototypu, przebadania go i wdrożenia do produkcji trwa zazwyczaj 4-5 lat, a często i dłużej. Do tego dochodzą dwa lata od podpisania kontraktu na rozpoczęcie produkcji seryjnej do pierwszych dostaw. Pomimo tego, że opracowanie, w ramach prac badawczo-rozwojowych, nowych produktów i nowych wzorów sprzętu wojskowego jest procesem złożonym i czasochłonnym, obarczonym sporym ryzykiem, to jednak trudno sobie wyobrazić zaniechanie tego typu prac. 

Wygląda na to, że w resorcie obrony narodowej przeważa koncepcja stopniowej rezygnacji z opracowania własnych technologii, które gwarantują pełny dostęp do danych wrażliwych jak np. kodów źródłowych, algorytmów sterujących i innych krytycznych elementów zinformatyzowanego sprzętu wojskowego na rzecz zakupów gotowego sprzętu, głównie za granicą.

Świadczą o tym dane z realizacji ubiegłorocznego budżetu. Całkowite wykonanie w 2018 roku wydatków majątkowych, czyli na zakupy sprzętu i uzbrojenia, prace badawczo-rozwojowe i inwestycje wyniosło 13.202,1 mln zł, co stanowi 116,6 proc. kwoty zapisanej w ustawie budżetowej. pozwoliło to na uzyskanie wskaźnika udziału wydatków majątkowych w łącznych nakładach na obronność na poziomie 31 proc. To jest znacznie więcej niż ustawowe 20 proc. minimum, ale grubo poniżej 2,5 proc. wydatków przewidzianych na badania i rozwój.

Wygodna formuła finansowa

W ramach wydatków majątkowych finansowane były głównie wydatki zawarte w centralnych planach rzeczowym, w tym w Planie Modernizacji Technicznej Sił Zbrojnych RP. Najwięcej, bo ponad 5,4 mld zł, wydano na program „Wisła”, czyli tarczę rakietową średniego zasięgu. Pomimo, że dostawy tego uzbrojenia są przewidziane na rok 2022, to już w pierwszym roku podpisania umowy wydano na nią ponad 30 proc. Jest to wygodny sposób finansowania w sytuacji gdy inne postępowania nie zostały zamknięte i trzeba byłoby zwracać środki do budżetu centralnego. A tak MON może się pochwalić, że budżet na modernizację techniczna sił zbrojnych został zrealizowany w stu procentach, a wydatki majątkowe są najwyższe w historii.

Pojawia się pytanie dlaczego z tego przyrostu korzystają amerykańskie koncerny kosztem polskich naukowców i inżynierów? Jeśli to tego dodamy płatności za zakup amerykańskich samolotów Boeing dla najważniejszych osób w państwie, to okazuje się, że ok. 85 proc. kwoty na uzbrojenia kupowane za granicą zostało wydanych w Stanach Zjednoczonych. Tymczasem do polskiego przemysłu obronnego trafia od kilku lat taka sama kwota (ok. 4 mld zł). Z przyrostu wydatków na obronność polskie firmy, zwłaszcza prywatne niewiele korzystają.

Co prawda kupujemy coraz bardziej zaawansowane i kosztowne systemy uzbrojenia, którego nasze firmy nie są, i w przewidywalnej przyszłości nie będą w stanie wyprodukować, ale dlaczego nie tworzy się strategicznych programów dotyczących obronności? Przed laty z zaniechanego programu „Loara” wykluły się takie rozwiązania jak np. artyleryjski system przeciwlotniczy z armatami kalibru 35 mm czy też wersja morska Okrętowego Systemu Uzbrojenia OSU-35, nagrodzona Defenderem na XXVI MSPO w Kielcach oraz w konkursie „Innowacje dla Bezpieczeństwa i Obronności” . Na razie jest tylko jeden program z prawdziwego zdarzenia dotyczący nowego systemu uzbrojenia i obrony w zakresie energii skierowanej, realizowany przez NCBR. Czy przyszłość polskiej zbrojeniówki będzie oparta tylko na serwisowaniu zagranicznego sprzętu? "

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie