Skocz do zawartości

magius28

Użytkownik forum
  • Zawartość

    439
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

4 Neutral

Ostatnie wizyty

104 wyświetleń profilu
  1. Przeglądając temat dotyczący samolotu Caudron Renault, który trafił do krakowskiego muzeum, w jednym z cytowanych tam artykułów (bodajże za onetem) wyczytałem, że polski dywizjon (jedyny latający w 1940 r. na tych maszynach), czyli I/145 (warszawski) miał być tym, który wspomoże Finlandię w walce z ZSRR i stąd był nazywany fińskim. Tymczasem, wedle posiadanej przeze mnie wiedzy, do Finlandii, jako część brytyjsko-francuskiego korpusu ekspedycyjnego, miał być przerzucony dywizjon III/145 (dębliński) i to właśnie to zgrupowanie nazywano Dywizjonem Fińskim. Co więcej dywizjon miał być wyposażony nie w samoloty Caudron Renault, lecz w samoloty Morane-Saulnier MS.406C1. Ostatecznie polacy do Finlandii nie trafili, ze względu na zakończenie wojny zimowej przed przed zakończeniem formowania dywizjonu. Czy któryś z kolegów dysponuje materiałami źródłowymi mogącymi rozwiać te wątpliwości.
  2. magius28

    Postrzelony przez myśliwego

    Czemu chcesz wojsko na większe straty w ludziach narażać?? Mają ze śmiechu poumierać??
  3. magius28

    Postrzelony przez myśliwego

    Dzik, wbrew pozorom, jest zwierzęciem, które może rzeczywiście zrobić ludziowi poważne kuku, z ukatrupieniem ludzia włącznie, a co gorsze, jak zauważył kol. Erih nie wdrożone do służby, nie reaguje na komendy.
  4. Przede wszystkim, moja ostatnia wrzutka, to nie jest ani artykuł , ani też wywiad, lecz list opublikowany przez wybiórczą. Ponadto, jak już raczył zauważyć kol. Erih "dzieło" pana Ostapiuka, jest krytykowane nie tylko przez środowiska zewnętrzne, ale również przez wielu historyków zatrudnionych w IPN. Ja to "dzieło" zmogłem (nie lubię dyskutować o rzeczach które znam tylko ze słyszenia), autorytet ze mnie żaden, to fakt, ale czytając wypociny pana Ostapiuka, jako żywo miałem wciąż w głowie stary dowcip o rozprawie sądowej, w której oskarżony przekonywał sąd, że teściowa sama upadła na nóż te dwadzieścia kilka razy.
  5. Mimo swoich wielu wad, jest to z całą pewnością dużo bliższe obiektywizmu źródło niż kurwizja.
  6. Książce IPN o "Burym" bliżej do "Trylogii" Sienkiewicza niż do pracy naukowej Michał Ostapiuk wierzy w dobrą wolę "Burego" niczym Kmicic w księcia Radziwiłła. Nie należałoby się tym zbytnio przejmować, gdyby nie ranga, jaką jego książce nadał IPN. Ktoś przecież w Instytucie zadecydował o wydaniu pracy niespełniającej naukowych standardów, wprowadził ją do księgarń i przeprowadził kampanię promocyjną. Grzegorz Motyka - historyk, politolog, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN W „Potopie” Henryka Sienkiewicza znajdziemy przejmujący opis rajdu Kmicica na Prusy Książęce. W jego trakcie zamieszkane przez Niemców wsie zamieniały się w rzekę ognia, a ludność szła pod nóż, chyba że ktoś polską mową o litość umiał prosić. Kmicic zaś co wieczora spokojnie odmawiał różaniec przy blasku płonących osad niemieckich, a gdy krzyki mordowanych zmyliły mu rachunek, tedy zaczynał od początku, aby duszy grzechem niedbalstwa w służbie bożej nie obciążyć. Jak widać, Sienkiewicz potrafił budzące grozę fakty podać w tak mistrzowski sposób, iż czytelnik nad niecnymi postępkami ukochanych bohaterów przechodził do porządku dziennego, najczęściej w ogóle ich nie dostrzegając. Pisarz, zwłaszcza wybitny i tworzący w czasach niewoli ku pokrzepieniu serc, ma prawo do zaczarowywania rzeczywistości. W żadnym jednak wypadku nie może tak postępować naukowiec i instytucja państwowa, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej. Tymczasem książka Michała Ostapiuka „Komendant Bury” i oparty na niej komunikat IPN to iście kawaleryjska szarża na warsztat badań historycznych. Ofiary „Burego” Rzecz dotyczy spalenia na początku 1946 r. w Białostockiem pięciu wiosek – Zaleszan, Wólki Wygonowskiej, Zani, Szpaków i Końcowizny – oraz zamordowania 79 osób, samych Białorusinów. Romuald Rajs „Bury” zeznał na procesie, iż kazał te wsie spalić, zasadniczo biorąc, na podstawie faktu, że ludność ta nie repatriowała się do Związku Radzieckiego. Tym samym przyznał, iż chciał przymusić Białorusinów do wyjazdu do ZSRR. Ostapiuk zna tę wypowiedź, ale do niej się nie odnosi. Wielokrotnie niczym mantrę natomiast powtarza, że akcja była wymierzona w ludność skomunizowaną. Ostapiuk tak widzi przebieg wydarzeń. 29 stycznia partyzanci wkroczyli do Zaleszan. Zjedli tu śniadanie i obiad, udając skutecznie oddział KBW. Chcieli odejść w spokoju, ale mieszkańcy pozwolili sobie na okazanie im lekceważenia. Zamiast żądanych dwudziestu furmanek zorganizowali raptem około dwunastu, (...) byli bowiem przekonani, że KBW nie odważy się podjąć akcji represyjnej przeciw wsi tak (…) zasłużonej dla systemu komunistycznego. Ten bunt przeciwko władzy ludowej zdenerwował „Burego”. Mieszkańców zgromadzono w gospodarstwie Sacharczuka, aby uniknąć niepotrzebnych ofiar. Najpierw zastrzelono trzech mężczyzn powiązanych z PPR, po czym może nawet sam „Bury” wszedł do izby (…) strzałem w sufit uciszył przerażonych cywili i poinformował ich, że wieś zostanie spalona. Wkrótce zapłonął idom Sacharczuków (nie można wykluczyć, że podpalono go celowo). Gdy jednak płomienie stały się niebezpieczne dla przebywających w domu (…) jeden z partyzantów otworzył drzwi, aby mogli stamtąd uciec. Do opuszczających chatę (…) nie strzelano. No, może co najwyżej oddano kilka serii w powietrze. W wiosce spaliło się co prawda 11 osób, w tym dziecko w kołysce, lecz to z winy samych mieszkańców. Część bowiem ukryła się w najróżniejszych zakamarkach swych domostw, zamiast spokojnie pójść na zebranie, a dwie osoby nieostrożnie próbowały gasić pożar i je zastrzelono. Dobra wola „Burego” i misja IPN Najwięcej ofiar, aż 24, w tym wiele kobiet i dzieci, padło 2 lutego w Zaniach, ale to oczywiście nie była wina „Burego”. Po prostu chłopi nieroztropnie otworzyli ogień do partyzantów i choć żadnego z ich nie trafili, doszło do żywiołowego rozwoju sytuacji we wsi. Część ofiar została co prawda zastrzelona z pełną premedytacją, ale nie można wykluczyć, że „Buremu” o tym nawet nie doniesiono. Inaczej było w Szpakach, gdzie zabito siedem osób i akcja ta mogłaby być uznana za przeprowadzoną zgodnie z rozkazem „Burego”, gdyby nie ewentualność zabójstwa młodej dziewczyny i gwałtu na drugiej. Ach, jest jeszcze sprawa rozstrzelania 30 furmanów, której niektórzy publicyści i historycy oraz prokurator IPN chcieli nadać charakter narodowościowo-religijny. Tymczasem jest to zbyt pochopna i bardzo mało wiarygodna interpretacja wydarzeń, bo nie wszyscy wozacy wyznawali prawosławie, wszak zastrzelony Aleksander Bondaruk był adwentystą! Chyba każdy dostrzeże, że Michał Ostapiuk wierzy w dobrą wolę „Burego” niczym Kmicic w księcia Radziwiłła. Naiwne to oczywiście strasznie i nie należałoby się tym zbytnio przejmować, gdyby nie ranga, jaką jego książce nadał IPN. toś przecież w Instytucie zadecydował o wydaniu pracy niespełniającej naukowych standardów, wprowadził ją do księgarń 1 marca i przeprowadził kampanię promocyjną. A wreszcie wydał 11 marca w imieniu państwa polskiego anonimowy komunikat, w którym możemy przeczytać, że „Bury” jest niewinny, bo miał przecież możliwości, by puścić z dymem nie pięć, ale więcej wiosek białoruskich w powiecie Bielsk Podlaski. I tu żarty się kończą. IPN powstał w 1998 r., jak czytamy w preambule odpowiedniej ustawy, w poczuciu obowiązku ścigania zbrodni przeciwko pokojowi, ludzkości i zbrodni wojennych i jako wyraz przekonania, że żadne bezprawne działania (…) nie mogą być chronione tajemnicą ani ulec zapomnieniu. Powiedzmy jasno: komunikat w sprawie „Burego” w jaskrawy sposób depcze ducha ustawy o IPN. http://wyborcza.pl/alehistoria/7,162654,24567164,ksiazce-ipn-o-burym-blizej-do-trylogii-sienkiewicza-niz-do.html
  7. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    Ja tam lubię z nimi gadać, bo mnie jakoś tak ciągnie do ludzi z pasją, acz co do reszty masz rację.
  8. magius28

    figury (pozornie) niemożliwe... vol. 5

    Gdyby to zrobił dowolny deweloper a nie ksiundz też by złożył.
  9. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    @szutnik masz rację, ale nie masz racji Oczywiście, wśród polskich archeo jest sporo frustratów, którzy naoglądali się Indiany Jones'a czy innego Tumb Ridera i polegli w zderzeniu z polską rzeczywistością. Jest też jednak (niemała) grupa prawdziwych pasjonatów, prawdziwie zakochanych w tym co robią.
  10. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    Rozwiewając wątpliwości, nie weryfikuję stanowisk archeo, a jedynie miejsca co do których występuje podejrzenie, że być może, ewentualnie, coś tam może być. Wytypowane na podstawie tego co w okolicy występuje, obrazów lidaru a także kwerendy w archwiach. Na Dolnym Śląsku mamy od groma i trochę miejsc, o których w przybliżeniu wiemy, że Niemcy tam kopali, ale dokładne określenie tych miejsc niekiedy stwarza poważne problemy. Kiedyś brało się rzeszę studenterii w teren, puszczało tyralierą przez pole czy inny ugór i tyle, dziś co raz częściej archeo korzysta, także przy badaniach powierzchniowych, z wykrywek i pomocy zaufanych poszukiwaczy. 3-4 osoby z wyrywkami są w stanie zweryfikować dużo dokładniej i dużo szybciej teren niż cała banda studentów (oczywiście, taka weryfikacja dotyczy tylko i wyłącznie stanowisk późniejszych niż epoka kamienia, żeby się nikt "genialny" zaraz znowu nie przyczepił). Co do sprzętu, to paradoksalnie wystarczy bele jaki, byle nie chińczyk z biedronki, bo przy powierzchniówce i tak nie kopiesz głębiej niż kilka centymetrów (choć czasem kusi) pozostałe sygnały namierzasz gps-em, co tworzy całkiem ciekawą mapę, z której wprawne oko może wiele wyczytać. Wbrew pozorom, praca z archeo bardzo rzadko kiedy polega na wykopywaniu fantów, 99% roboty to namierzanie i znakowanie sygnałów, podejmowanych później przez archeo. Wbrew obiegowej opinii znaczna większość polskich stanowisk jest dość uboga w porównaniu z resztą Europy, przedmioty z metali szlachetnych trafiają się niezmiernie rzadko. Przez te wszystkie lata byłem świadkiem odnalezienia raptem kilku przedmiotów ze złota i może kilkudziesięciu ze srebra (nie licząc moniaków).
  11. magius28

    siekierka

    Bez jaj! Znalazł to znalazł, mógł nawet się o to potknąć na polnej drodze.
  12. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    @jarasek @IdeL Jak dzieci. Odrobina myślenia boli?? Czy gdziekolwiek napisałem, że na szukanie z błogosławieństwem archeo nie potrzeba zgody z WKZ?? Zacytujcie "geniusze". Myślenie ma przyszłość, czytanie ze zrozumieniem też. Zgody z WKZ-tu wymagają każde legalne wykopki i (uwaga! trudny termin, sięgnijcie po słownik!) badania powierzchniowe, muszą je uzyskać nawet archeolodzy. Wydawało mi się to oczywiste, ale najwyraźniej przerosło Waszą zdolność pojmowania. Możemy się spierać i dyskutować, ale jeśli sprowadzacie dyskusję do poziomu przedszkola, to mnie na takie pierdoły szkoda czasu.
  13. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    Wiesz, co jesteś wręcz podręcznikowym przykładem tego, jak środowisko poszukiwawcze chce się dogadać, nie tylko z archeo ale także między sobą. Wystarczy, że ktoś pisze, czy mówi coś do nie przystaje do twojego obrazu rzeczywistości, a już jaśnie wielmożny pan SQR, oczywista alfa i omega, stwierdza że dany ktoś nie myśli logicznie i pisze bez sensu. Widzisz, choćby nie wiem jak bardzo nie mieściło Ci się to w głowie, ja i wielu mnie podobnych jakoś potrafimy się z archeo i WKZ-ami dogadać, więc może zacznij poszukiwać błędów w swoim rozumowaniu??
  14. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    Gdzieś już pisałem, że współpracuję z archeo, więc i po stanowiskach zdarza mi się z nimi biegać, czasem też dostaję prośbę od archeo o zweryfikowanie podejrzanych miejsc, wtedy łażę z ich błogosławieństwem. Ja ci nie imputuję różnych dziwnych przypadłości, więc nie rozumiem, dlaczego mam znosić twoje obraźliwe teksty. Nazywać idiotą i odsądzać od czci i wiary to sobie możesz swoich kolegów z podwórka, jeśli Ci na to pozwolą. Dla mnie jesteś za krótki, więc bardzo proszę zmień sposób wyrażania albo po prostu odbij ode mnie.
  15. magius28

    Legalne wykopki już od 2019

    Środowisko poszukiwaczy, czyli kto?? Bo ja jakoś nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek, ktokolwiek szedł na takie rozmowy z upoważnieniem całego środowiska (a od lat 90 tych prób rozmów było co najmniej kilka), również co najmniej kilka (sam wiem o 4) było prób stworzenia właśnie takiego ogólnopolskiego związku, który mógłby być przedstawicielem poszukiwaczy w rozmowach z władzą, nigdy nic z tego nie wyszło. Na dzień dzisiejszy również sytuacja jest taka, że jedyną "organizacją" która jakiekolwiek umocowanie, w postaci poparcia w kraju ma, jest PZE, który ledwo powstał już jest przez grono "zasłużonych" poszukiwaczy kontestowany i odsądzany od czci i wiary. Stanowię cholernie wielką, bo aż jednoosobową grupę, w totolotka nie wygrałem, a z pensji w budżetówce ledwo starcza do pierwszego, więc o zamożności też ciężko mówić, a jednak mam legalny wstęp na pola i do lasu, często gęsto nawet z błogosławieństwem archeo, więc za przeproszeniem nie pisz bzdur.
×

Powiadomienie o plikach cookie