Jump to content

Recommended Posts

31 minut temu, Sedco Express napisał:

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem ostatnie wpisy.

  Jedburgh_Ops  Cyt.- "Będzie Jerzy Gruchalski – wychodzę z tej Glassowki, bo w moim życiu nie zwykłem tracić czasu."

Jednej rzeczy nie rozumiem a mianowicie po co wychodzić, jak można zabrać głos, wytknąć błędy i udzielić poprawnego objaśnienia.

To jest nie do zrobienia. Nie w przypadku Jerzego Gruchalskiego. Właśnie dlatego dziękuję za jego przekaz informacyjny, czy to pisany, czy werbalny, i przyswajać go nie będę.

Wszyscy popełniamy jakieś błędy, ja też, nikt nie wie stu procent rzeczy nawet na jakiś swój ukochany temat, nawet Andrzej Glass popełnia jakieś nieścisłości lub pomyłki, tyle tylko, że nikt nie kreuje II RP na Chrystusa światowego przemysłu lotniczego tamtych czasów. To, co reprezentuje Jerzy Gruchalski (gdy mówi coś o lotnictwie) to jest jakaś oszołomiona misyjność, rozgorączkowanie, jakieś dziwaczne emocje, kreacja faktów niebyłych, pouczanie innych narodów i groteskowy polski szowinizm. Po prostu jakiś fanatyzm zmieszany z mentorskim tonem. A ja od fanatyków całe życie uciekam. Lotnictwo jest dla ludzi zrównoważonych. Na YT można widzieć i słyszeć, co Jerzy Gruchalski wygaduje i w jakich emocjach. Na co mi to? Gdyby tutaj nagle wylądował jakiś ufoszczak z Aldebarana i wysłuchał paru prelekcji Jerzego Gruchalskiego to doszedłby tylko do jednego wniosku: „Ho, ho, ta II RP to ci dopiero była, cały świat nauczyła konstruować samoloty i szybowce”. Na co mi takie prelekcje?

Dlatego nie da się „zabrać głosu i udzielić poprawnego objaśnienia”, jak piszesz.

Przykład jest tutaj https://www.przegladkoninski.pl/PL-H5/3/3018/jerzy-gruchalski-ze-slesina-na-100-lecie-lotnictwa-polskiego-buduje-orlika-olimpijskiegourzeczywistnia-skrzydlate-marzenia.html

Cytat z Jerzego Gruchalskiego w tym artykule: „Czyli może ktoś nie wierzyć, ale Amerykanie uczyli się budować szybowce właśnie od Polaków”.

Na polu bzdur, jakichś ahistorycznych kłamstw wygłaszanych przez Jerzego Gruchalskiego ta należy do grupy lepszych.

I teraz niech Jerzy Gruchalski wygłosi tę swoją powyższą absurdalną tezę na Glassówce.  I co z tym można zrobić? Tylko wstać i wyjść, albo zerwać prelekcję i zaapelować do omawianej tu postaci, aby się ów gentleman wreszcie opamiętał z tym swoim groteskowym nacjonalizmem zmieszanym z ignorancją. Przecież powyższej bzdury nie sprostuje się na żadnej Glassówce, czy innej prelekcji, bo żeby to sprostować to trzeba by wygłosić inną prelekcję. Jerzy Gruchalski nie ma najzieleńszego pojęcia o amerykańskim szybownictwie międzywojnia i o amerykańskim rynku związanym z szybownictwem. No ale nieważne - grunt, że „Amerykanie uczyli się budować szybowce właśnie od Polaków”. Jerzy Gruchalski nie ma bladego pojęcia, ilu rzeczy nauczyliby się Polacy od szeroko pojętego amerykańskiego środowiska szybowcowego tamtych czasów, gdyby taka współpraca istniała.

Share this post


Link to post
Share on other sites
4 godziny temu, TMD napisał:

A generalnie mógłby Pan dać wykład-prezentację na Glassówce nt. Orlika II w USA.

Nie mówię „nie”.

Ale najpierw coś o nim napiszę, żeby było o czym dyskutować na wykładzie. Do tego, co napiszę (a może znowu „spółdzielnia” napisze?,... pomyślimy, zobaczymy...) zainteresowani tematem mogą mieć jakieś pytania, prośby o poszerzenie jakichś aspektów itp. Taki wykład musi być perfekcyjnie przygotowany pod każdym względem, a to zabiera masę czasu. Najpierw muszę się wywiązać z obietnicy wobec rekonstruktorów historycznych zainteresowanych odtwarzaniem pilotów szybowcowych USAAF, że im coś napiszę na ten temat. I robię to, ale to jest olbrzymia robota, a jeszcze przecież muszę normalnie pracować zawodowo.

Pozdrawiam 👍

Share this post


Link to post
Share on other sites
Posted (edited)

Podpis pod zdjęciem jest zły: to jest WOS, konstrukcja będąca modyfikacją szybowca CW-5. Konstruktor: Michał Blaicher. Jako, że zdjęć takich jest mało, bardzo proszę o skany w wysokiej jakości, dla potomności. Dzięki.

Da Pan radę na Glasówce - wykład nie musi być perfekcyjny, no bo... nie wybrniemy 🙂 Dyskusja zawsze jest po wykładzie.

Edited by TMD

Share this post


Link to post
Share on other sites
13 godzin temu, TMD napisał:

Co do twierdzenia p. Gruchalskiego, jakoby Amerykanie uczyli się na nim technologii, jest myślę prawdziwe - sam o tym czytałem w amerykańskiej prasie. Nie chodziło o konstrukcję, a właśnie o technologię . Był to czas wojny już i być może chodziło o poznanie lepiej drewna, jako zamiennika stal/aluminium /?/. Tom

Obiecałem wcześniej nieco szerszy komentarz do powyższej treści, więc teraz to czynię.

Z całym gigantycznym szacunkiem wobec branży szybowcowej II RP, ale w takim kraju, jak Stany Zjednoczone, Orlik II nie był w stanie nikogo i czegokolwiek nauczyć. Nie w kraju, w którym było najdoskonalsze na świecie lotnicze drewno ulepszane; nie w kraju, w którym w branży lotniczej już od międzywojnia normalnie pracowały autoklawy i robiły kompozytowe prefabrykaty dla lotnictwa. Pracowały normalnie, nie jako jakieś eksperymentalne „wielkie halo” pod hasłem rewolucyjnego nowatorstwa. I tak by można wymieniać w nieskończoność. Czego Orlik II mógł nauczyć Amerykanów, którzy na początku 1942 roku zrobili pierwszy na świecie szybowiec całkowicie kompozytowy? Czego Orlik II miałby nauczyć kogoś w kraju, który miał wysokowyczynowe szybowce w niczym nie gorsze od Orlika II i tak samo wysmakowane aerodynamicznie już w tym designie kadłubowym, jaki zagnieździł się w szybownictwie na zawsze? Mowa o szybowcach DLS-3, RS-1, R-2 i Yellow Peril.

Fakt, że ktoś przez nieuwagę w CCAAF uszkodził Orlikowi II ster kierunku, a jak już do tego doszło to sobie USAAFowcy oderwali pokrycie też w sekcji przerywaczy kompletnie o niczym nie świadczy. Nie Orlik II nauczył Amerykanów, co to są przerywacze w szybownictwie, bo przerywacze miały m.in. amerykańskie wysokowyczynowe szybowce RS-1 z roku 1936, BA-100 z roku 1937, BS-100 z roku 1938. Nie wierzę, żeby zanim USA ujrzały Orlika II nie było tam więcej szybowców ze spoilerami, ale nie mam teraz czasu sprawdzać tego.

 

Więc nie wiem, jak komukolwiek może się wydawać, że być może Orlik II nauczył Amerykanów hamowania w szybownictwie? Na II wojnę z niczego Amerykanie nie skorzystali jeśli chodzi o SP-1373, bo nie było takiej potrzeby. Po pierwsze CG-4A miał przerywacze; po drugie miał hamulce hydrauliczne kół; po trzecie miał spadochron hamujący; po czwarte Amerykanie holowali szybowce transportowe inaczej niż Brytyjczycy, tzn. bardzo nisko w chwili zwalniana holu, więc też nie trzeba było jakoś dramatycznie hamować dla wytracenia wysokości do lądowania. W operacji „Repulse” to już w ogóle zwalnianie holu było prawie z lotu koszącego holowników.

 

Mieliby się Amerykanie rzekomo czegoś „uczyć” na przykład w kabinie SP-1373 z mieszaniny przyrządów polskich i niemieckich? Na sto procent nie. Amerykanie przez całe międzywojnie też mieli te same przyrządy Askanii, a ponadto ich firma Kollsman Instrument Company, Inc. robiła dobre przyrządy dla szybownictwa.

 

Jedyny drobiazg, jaki ewentualnie mógłby przez chwilę zaciekawić Amerykanów to zaczep startowy Orlika II, ponieważ w tamtych czasach awaryjność zaczepów była na całym świecie na tyle znacząca, że generowała podwyższoną wypadkowość w szybownictwie.

 

Teraz o Orliku II jako o tym, który rzekomo miałby nauczyć Amerykanów pracy z drewnem, aby oszczędzać materiały strategiczne w lotnictwie. Budowy płatowców drewnianych II RP nie była w stanie Amerykanów nauczyć z setek powodów, których tu oczywiście nie wymienię, bo można by na taki temat napisać książkę. Jeśli w produkcji Moskita Brytyjczycy czegoś uczyli się od Amerykanów to chyba to się samo komentuje.

 

I jeszcze jedno. Owszem, War Production Board podczas II wojny kombinowała, żeby może niektóre typy amerykańskich samolotów wojskowych robić całkowicie z drewna, aby oszczędzać duraluminium, ale nic z tego nie wyszło. I SP-1373 nie ma z tą historią nic wspólnego. Delegacja WPB przyszła do Eda Heinemana z planem, aby zmusić go do tego, żeby produkował Dauntlessy całkowicie z drewna. Najsłynniejszy choleryk i raptus amerykańskiego przemysłu lotniczego po dzikiej awanturze wyrzucił za drzwi tę delagację z radą, aby się wypchała.

 

Tylko Bell zgodził się produkować Airacobry całkowicie z drewna i zrobiono do tego całe obliczenia. Wyszło na to, że P-39 z drewna byłby nawet lepszy (szybszy) niż metalowy. Ale z tego też nic nie wyszło, bo Ameryka bardzo szybko podźwignęła się z kryzysu materiałowego po Pearl Harbor i nie było żadnej potrzeby oszczędzania duraluminium oraz innych metali stosowanych w lotnictwie.

 

Jerzemu Gruchalskiemu wydaje się, że jeśli Orlik II znalazł się w rękach USAAF na początku 1942 r. zaraz po Pearl Harbor to wytyczył ten nasz Orlik II Amerykanom jakiś kierunek konstruowania szybowców na II wojnę światową. Niczego nie wytyczył i na tym polegają androny owego gentlemana. Po co wygłaszać takie rzeczy, jeśli nie siedzi się drobiazgowo w jakichś historiach?

Share this post


Link to post
Share on other sites

"To, co reprezentuje Jerzy Gruchalski (gdy mówi coś o lotnictwie) to jest jakaś oszołomiona misyjność, rozgorączkowanie, jakieś dziwaczne emocje, kreacja faktów niebyłych, pouczanie innych narodów i groteskowy polski szowinizm. Po prostu jakiś fanatyzm zmieszany z mentorskim tonem. "

No to gościa sprowadzić do parteru ! Utrzeć mu nosa = nie widzę problemu !

Share this post


Link to post
Share on other sites
3 godziny temu, Jedburgh_Ops napisał:

Nie mówię „nie”.

Ale najpierw coś o nim napiszę, żeby było o czym dyskutować na wykładzie. Do tego, co napiszę (a może znowu „spółdzielnia” napisze?,... pomyślimy, zobaczymy...) zainteresowani tematem mogą mieć jakieś pytania, prośby o poszerzenie jakichś aspektów itp. Taki wykład musi być perfekcyjnie przygotowany pod każdym względem, a to zabiera masę czasu. Najpierw muszę się wywiązać z obietnicy wobec rekonstruktorów historycznych zainteresowanych odtwarzaniem pilotów szybowcowych USAAF, że im coś napiszę na ten temat. I robię to, ale to jest olbrzymia robota, a jeszcze przecież muszę normalnie pracować zawodowo.

Pozdrawiam 👍

A dodatkowo... gdy schudnę :classic_biggrin: i zmieszczę się ponownie w któryś z moich mundurów pilota szybowcowego USAAF, nad czym usilnie pracuję. I byłby wykład w najlepszym stylu rekonstruktorów historycznych (którym bywam), jacy mają prelekcje „w strojach organizacyjnych” :classic_biggrin:

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, TMD napisał:

Co do danych technicznych Orlika II zamieszczonych w Soaringu - to jest mieszanka Orlika Olimpijskiego i Orlika II.

 

W takim razie ciekawe, w jaki sposób John Tracz (albo ktoś inny?) zmiksował dane dwóch różnych Orlików? Bo w czasach bezinternetowych to trochę timing był napięty, aby w USA ktoś miał pełne dane Orlika II i pełne Orlika III.

 

• koniec 1938 r. – oblot Orlika III „Olimpijskiego”

 

• 30 kwietnia 1939 r. – otwarcie NYWF

 

• czerwiec/lipiec 1939 r. – John Tracz pisze list do „Soaringu”, że Orlik II jest na NYWF

 

Sprawdziłem, czy w polskim katalogu na NYWF (gdzie oczywiście jest o Orliku mowa i jest tam zwany jako Orlik 2) są jego dane techniczne, ale nie ma.

 

Wydarzeń wariant nr 1

Być może (ale ja nic o tym nie wiem) w polskim pawilonie na NYWF był jakiś folder towarzyszący Orlikowi II i być może ktoś coś naknocił w tym folderze, czyli zmiksowanie danych dwóch różnych Orlików nastąpiło po stronie Polaków przygotowujących wystawę. Na marginesie – trochę cienko w katalogu polskiej wystawy SP-1373 był nazywany. Po prostu „Glider Orlik 2 made by Warsztaty Szybowcowe”. Od razu widać, że spec szybownictwa, czy może w ogóle lotnictwa, tego nie pisał, bo szybowiec ten powinien być reklamowany wg amerykańskiej terminologii tamtych czasów (i nie tylko tamtych) jako „high-performance sailplane”.

 

Wydarzeń wariant nr 2

Być może polonijny Falcon Glider Club utrzymywał z Polską ożywione relacje i mimo, że to czasy bezinternetowe to mieli już dane zarówno Orlika II, jak i III, i po prostu oni przez pomyłkę zmiksowali dane dla „Soaringu”.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może się mylę, może nie, nie wiem, ale nos mi podpowiada, że w tych pisemkach mogłyby być jakieś skarby do takiej tematyki, jaką tu poruszamy. Być może było tam coś o szybowcach zdobycznych w Polsce.1.thumb.jpg.0304eca4ca1185c79c65ddae64234917.jpg

 

Share this post


Link to post
Share on other sites
21 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał:

 

W takim razie ciekawe, w jaki sposób John Tracz (albo ktoś inny?) zmiksował dane dwóch różnych Orlików? Bo w czasach bezinternetowych to trochę timing był napięty, aby w USA ktoś miał pełne dane Orlika II i pełne Orlika III.

 

• koniec 1938 r. – oblot Orlika III „Olimpijskiego”

 

• 30 kwietnia 1939 r. – otwarcie NYWF

 

• czerwiec/lipiec 1939 r. – John Tracz pisze list do „Soaringu”, że Orlik II jest na NYWF

 

Sprawdziłem, czy w polskim katalogu na NYWF (gdzie oczywiście jest o Orliku mowa i jest tam zwany jako Orlik 2) są jego dane techniczne, ale nie ma.

 

Wydarzeń wariant nr 1

Być może (ale ja nic o tym nie wiem) w polskim pawilonie na NYWF był jakiś folder towarzyszący Orlikowi II i być może ktoś coś naknocił w tym folderze, czyli zmiksowanie danych dwóch różnych Orlików nastąpiło po stronie Polaków przygotowujących wystawę. Na marginesie – trochę cienko w katalogu polskiej wystawy SP-1373 był nazywany. Po prostu „Glider Orlik 2 made by Warsztaty Szybowcowe”. Od razu widać, że spec szybownictwa, czy może w ogóle lotnictwa, tego nie pisał, bo szybowiec ten powinien być reklamowany wg amerykańskiej terminologii tamtych czasów (i nie tylko tamtych) jako „high-performance sailplane”.

 

Wydarzeń wariant nr 2

Być może polonijny Falcon Glider Club utrzymywał z Polską ożywione relacje i mimo, że to czasy bezinternetowe to mieli już dane zarówno Orlika II, jak i III, i po prostu oni przez pomyłkę zmiksowali dane dla „Soaringu”.

Chcę bardzo, bardzo podziękować koledze Hornetowi.

„Na zapleczu naszego tutejszego sklepiku” przesłał mi coś, co dodaje informację do obecności Orlika II SP-1373 na NYWF.

Absolutnie o nic II RP tutaj się nie czepiam, bo nadal uważam (jak pisałem wcześniej), że jak na młode państwo ze świeżo odzyskaną niepodległością władze polskie naprawdę stanęły absolutnie na wysokości zadania, aby przygotować polski pawilon na NYWF na tyle perfekcyjnie, na ile pozwalały wszelkie okoliczności.

Dzięki „Hornetowi” mogę dodać, że:

● Dział lotniczy polskiego pawilonu był poddziałem „Działu nauki polskiej” na tej wystawie;

● Za opis tego działu na NYWF odpowiadali inż. Kazimierz Jackowski (dyrektor Muzeum Techniki i Przemysłu) oraz inż. Julian Bibring, którego uczyniono odpowiedzialnym za stronę naukową polskiej obecności na NYWF;

● Obaj wyżej wymienieni byli oficerami WP i łącznościowcami;

● No cóż, byli na pewno postaciami nietuzinkowymi, niemniej nie byli z branży lotniczej;

● I to by tłumaczyło opis Orlika II. Oczywiście nie da się stwierdzić, że ten opis jest jakiś fundamentalnie zły, bo byłaby to nieprawda. Jest chropawy stylistycznie i od razu widać, że nie jest to spod pióra człowieka lotnictwa, a szczególnie szybownictwa z bardzo dobrą znajomością jęz. angielskiego, no ale cóż,... wszystkiego mieć nie można... jak to w życiu...

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2020‎-‎03‎-‎09 o 08:38, TMD napisał:

Co do Wrony - w  1937 r. harcerska grupa szybowcowa kierowana przez Wiktora Szydłowskiego

wyjechała z  Wroną do USA szkoląc tam grupę polonii amerykańskiej.

Foto:

1. Szkolenie polskiej młodzieży w USA w Pittsburghu w 1937 r. przez W. Szydłowskiego

2. Tadeusz Derengowski szkolący w USA w 1938 r. polską młodzież na Komarze bis

 

Kocjan Wrona Pittsburg 37.jpg

Kocjan Kom Dereng Pitt 38.jpg

Są to kapitalne informacje i jak najbardziej wpisujące się w tutejszy wątek, ponieważ szybownictwo polonijne to też szybownictwo polskie okresu istnienia II RP. Kto cokolwiek o tym wie w Polsce? Nikt. I tutaj byłby apel do Ciebie, abyś Ty z kolei napisał o tym jakiś artykuł. Ja całe życie biję się o to, żeby honorować w polskich publikacjach (i w polskim odtwórstwie historycznym) polonię amerykańską walczącą w amerykańskich silach zbrojnych czasu II wojny. W mojej najbliższej rodzinie (od strony matki) miałem dwóch członków korpusu chorążych US Army podczas II w.ś. Nie widzę powodu, żeby polonię amerykańską w publicystyce lotniczej traktować jakoś inaczej i jako jakichś odszczepieńców od Polski. Ci ludzie przecież nie udawali nikogo innego, lepszego, niż w istocie byli i jasno mówili o swoich rodzinnych korzeniach. Skoro mógł to mówić as myśliwski USAAF Francis Gabreski aka Franciszek Gabryszewski to takie coś kończy dyskusję na takie tematy.

Trzymajmy się tego „Przeglądu Lotniczego”. Napisz coś o szybownictwie polonii amerykańskiej okresu międzywojnia. Ja tego nie badałem, nie mam o tym pojęcia, dlatego za artykuł na taki temat stawiam skrzynkę Budweisera, skoro już te pijaki szybowcowe z USAAF tak go lubiły. 🤣

1259395362_BudweiserRefrigerationDivision1943.thumb.jpg.e965f44f881bc2a6af7249aa0fe62084.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdyby ktoś to mógł potwierdzić to byłoby dobrze, ale w świetle wiadomych wydarzeń w przestrzeni publicznej szybowcowej Glassówki raczej nie będzie 21 marca, bo rząd zamyka uczelnie i w ogóle obiekty użyteczności publicznej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

     Fotka z moich zbiorów-wszelkie prawa zastrzezone- mała ale myślę,że to prototyp PWS-a 101 SP-860...za nim RWD-8 SP-ZHP.Zdjęcie opisane jako Tęgoborze 1938 rok...Mnie ciekawi natomiast jak harcerze przestawiają szybowiec drąbiem manewrowym...czyżby były specjalnie wzmocnione otwory w nosie szybowca??...Fotka pokazuje ,że tak...

 

 

Prototyp PWS-101 SP-860.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, Hornet napisał:

  czyżby były specjalnie wzmocnione otwory w nosie szybowca??...Fotka pokazuje ,że tak...

Prototyp PWS-101 SP-860.jpg

Na to wygląda. O Chryste! Co ja się nadźwigałem Czapli po antytalentach do latania, którzy lądowali z przelotem, a po których trzeba było dźwignąć ogon bombowca marki Czapla i dociągnąć go do kwadratu. A na dodatek do czterech uchwytów w Czapli do dźwigania tego pieprzonego ogona rzadko kiedy było czterech gości do dźwigania tego draństwa, tylko trzeba było to robić we dwójkę. Pewnie dlatego dziś mój kręgosłup lędźwiowy jest w proszku, a ja już nie mogę latać... :classic_huh:

Share this post


Link to post
Share on other sites

  He,he,he....znam temat i dobrze ,że ja szkoliłem się na Bocianie...a za przeloty poza strefę lądowania u nas w latach 70-tych...były roboty dodatkowe na kwadracie i dla wybitnych -w hangarze przy obsłudze samolotów(najczęściej mycie) i szybowcach...głównie była to ekipa do hangarowania....

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Już od międzywojnia na światowych fotografiach z szybowisk widać, że zbieranie szybowców po pilotach lądujących gdzieś w kapuście z niedolotem, albo z przelotem, odbywało się często z pomocą koni, albo jakichś pojazdów, choć nie zawsze tak było. My mieliśmy traktor, ale był wiecznie zepsuty. Ludziom się wydaje, że szybowiec to statek powietrzny lekki. I on oczywiście jest lekki, ale relatywnie. A co to znaczy „relatywnie” to się człowiek przekonuje, gdy trzeba coś dźwignąć. Lubiłem Czaplę, bo dobrze toto latało i wybaczało wszystkie błędy, ale konstruktorzy tego szybowca dobrze wiedzieli, żeby w ogonie zrobić drążki do dźwigania tego pudła przez cztery osoby, a nie przez dwie. Tylko że nie zawsze były cztery osoby dostępne do taszczenia Czapli gdzieś z kapusty na start. Moje najgorsze wspomnienie po Czapli to pękający kręgosłup, gdy trzeba było dociągnąć ten szybowiec na start we dwójkę.

Po Czapli taszczenie Bociana to już była poezja :classic_biggrin:

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 godzin temu, Hornet napisał:

     Fotka z moich zbiorów-wszelkie prawa zastrzezone- mała ale myślę,że to prototyp PWS-a 101 SP-860...za nim RWD-8 SP-ZHP.Zdjęcie opisane jako Tęgoborze 1938 rok...Mnie ciekawi natomiast jak harcerze przestawiają szybowiec drąbiem manewrowym...czyżby były specjalnie wzmocnione otwory w nosie szybowca??...Fotka pokazuje ,że tak...

 

 

Prototyp PWS-101 SP-860.jpg

Zdecydowanie jest to SG-7 Szczepana Grzeszczyka. Tęgoborze na pewno nie. Raczej zdjęcie wykonano na V Światowym Jamboree Skautowym w 1937. Sposób przenoszenia bardzo często spotykany w tamtych czasach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, bodziu000000 napisał:

66142438.jpg

Bardzo to ciekawe.

Dla porównania - co się zmieniło po wojnie. Nauczanie i potem egzaminy były z następujących przedmiotów:

Historia lotnictwa
Prawo lotnicze i przepisy wykonywania lotów
Mechanika lotu
Meteorologia
Nawigacja
Higiena lotnicza
Budowa szybowców
Wyposażenie szybowców
Eksploatacja szybowców
Zasady pilotażu
Obsługa radiostacji szybowcowej
Urządzenia startowe
Spadochrony

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.




×
×
  • Create New...

Important Information