Jump to content

Recommended Posts

19 godzin temu, TMD napisał:

W zamian oczekuję oczywiście lekkiego „opuszczenia poprzeczki”, no bo nie wybrniemy za sto lat. 🙂

Co do marzenia o pisaniu inaczej, trzeba też do tego autorów, ale okazuje się, że do pisania trzeba mieć talent i: albo się jest mistrzem pilotażu lub tokarki, albo mistrzem pisania i opowiadania – w ogóle to nie idzie w życiu w parze niestety. Kto tam zna i cytuje fraszki p. Stafieja?

:classic_smile:

Z tą wysoko osadzoną poprzeczką to oczywiście pozwoliłem sobie wyrazić pewne marzenie, aby tak było w odniesieniu do pisania o szybownictwie międzywojnia, ale rzecz jasna zdaję sobie sprawę, jak niesamowicie trudne jest to w dzisiejszych okolicznościach i przy takiej dostępności do stosownych materiałów, jaka ona w Polsce jest. W kraju archiwów niszczonych i grabionych proste to nie jest. Ale starać się trzeba.

 

Dziś można pisać z żarem, pasją, o sportowej walce w powietrzu pilotów szybowcowych, bo jest do tego wszystko – ludzie, dokumenty, dane, zapis danych, sprzęt rejestrujący rywalizację w powietrzu i wszystko inne, co się komu marzy do pasjonującego pisania o szybownictwie, aby to było ciekawe dla czytelnika.

 

Z międzywojniem wiadomo – nie ma tak dobrze. Wprawdzie wymagam tej wysoko zawieszonej poprzeczki od innych i od siebie, ale zdaję sobie sprawę, że sam polegnę na tym marzeniu, gdy będę kiedyś pisał o „amerykańskim” Orliku II. Na pewno zrobię to inaczej, niż dotychczasowy styl pisania o polskim szybownictwie międzywojnia, ale dobrze wiem, że to jeszcze daleko nie będzie „to”, czego oczekiwałbym od innych i od siebie, bo to po prostu niemożliwe z braku wielu informacji. Postaram się np. opisywać, jak Minimoa przegrywała z Orlikiem II, ale tylko „postaram się”, bo zabraknie mi np. wielu danych meteorologicznych z konkretnych dni. Co mogę, to zrobię, żeby to się jakoś dobrze czytało po lotniczemu, po sportowemu i fajnie, bo z polską dumą z Orlika II, ale ideał publicystyczny to nie będzie na pewno, w każdym razie nie taki, jaki by mi się marzył.

 

Dlatego patrzmy spokojnie na tę wysoko osadzoną poprzeczkę. Po prostu trzeba próbować. Dawać z siebie (i z portfela) ile się da, aby gromadzić fajne materiały do pisania o polskim szybownictwie międzywojennym, ale wiadomo, że jakichś cudów to tutaj raczej nie będzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Chcę bardzo podziękować Bodziowi.

Bodziu „na zapleczu” naszego tutejszego sklepiku też robi, co może, żeby dołożyć swoją cegiełkę do artykułu Andrzeja Glassa i wygląda mi na to, że coś z tej cegiełki będzie.

Bodziu - olbrzymie podziękowania! :classic_smile: 👍

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2020‎-‎02‎-‎24 o 17:48, TMD napisał:

Skontaktowałem się z  p. dr A. Glassem – z prawdziwą przyjemnością skrobnie taki artykuł.

Żeby było śmieszniej właśnie pozyskałem jeszcze dwie fotografie z naszymi szybowcami w ZSRR. Czytelnikom noże w kieszeniach się otworzą, gdy zobaczą, jak Rosjanie nazwali sobie prototyp PWS-102. Doradzam czytanie przyszłego artykułu Andrzeja Glassa z ostrymi narzędziami daleko od siebie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2020‎-‎02‎-‎20 o 13:46, Jedburgh_Ops napisał:

Nakłada się na to socjotechnika, manipulanctwo Niemców. Dlaczego o swoim szybowcu Darmstadt D-30 Cirrus jakoś nie mówili przed wojną i nie mówią dziś, że to „najlepszy światowy szybowiec międzywojnia”, mimo że miał kosmiczną jak na tamte czasy doskonałość 36, gdy żaden ani polski, ani jakikolwiek inny światowy szybowiec przedwojenny nie przekraczał 30?

Samokrytyka. Boli, ale nie ma rady, trzeba wytrzymać. :classic_biggrin:

Zapomniałem, że od roku 1938 Rosjanie mieli szybowiec o doskonałości 30,5. Był to szybowiec wysokowyczynowy RF-7 konstrukcji Olega Antonowa. Trzeba mu przyznać, że konstruował szybowce przepiękne i genialne. Czytelnicy nadchodzącego artykułu Andrzeja Glassa zobaczą RF-7, ponieważ na zdjęciu z Tuły stoi on za naszym PWS-102 bis Rekin, SP-1361.

Nawiasem mówiąc nie Amerykanie wymyślili (mimo swojego nachalnego autoPR w tej kwestii) rozpraszanie oporu indukowanego na końcach skrzydeł poprzez wykrzywienie owych końcówek. Antonow wymyślił to w szybowcach już w roku 1932, tylko wykrzywienie nie biegło u niego tak, jak w obecnych wingletach w górę i nie tak stromo, jak w wingletach, ale biegło łagodnie i w dół. Nie ma znaczenia - działało tak, jak miało działać, a jedynie Amerykanom udało się wmówić całemu światu, że to niby oni w latach 70. XX wieku wymyślili rozpraszanie oporu indukowanego poprzez wykrzywione końcówki skrzydeł.

Tę fajną rzecz i wynalazek z dorobku Antonowa też będzie można - siłą rzeczy przy okazji - zobaczyć w nadchodzącym artykule Andrzeja Glassa, ponieważ w Tule obok naszego ww. SP-1361 stał inny niż RF-7 szybowiec Antonowa właśnie z takimi rozpraszaczami oporu indukowanego. Specjalnie opiszę to w podpisie do fotografii.

Share this post


Link to post
Share on other sites
44 minuty temu, Jedburgh_Ops napisał:

...w Tule obok naszego ww. SP-1361 stał inny niż RF-7 szybowiec Antonowa właśnie z takimi rozpraszaczami oporu indukowanego. Specjalnie opiszę to w podpisie do fotografii.

:classic_wink:

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2020‎-‎02‎-‎23 o 09:47, TMD napisał:

Orlik 39 w Jugosławii w 1946 r.

orlik jugo.jpg

orlik jugo2.jpg

orlik jugo22.jpg

Czy wiadomo, jak te Orliki przetransferowały się do Jugosławii? Czy to może być case study „Złota dla zuchwałych”, gdzie (na planie w Jugosławii) nasze Visy grają Colty M1911, a nasze rkm-y wz. 28 grają BAR-y, bo te rzeczy przyszły do Jugosławii razem z Niemcami jako zdobyczne na II RP? Czy jugosłowiańskie Orliki tak samo mogły pojawić się w Jugosławii jako zdobyczne, zagrabione przez NSFK albo LW, a potem porzucone w ramach przegrywania wojny przez III Rzeszę?

Edited by Jedburgh_Ops

Share this post


Link to post
Share on other sites

Orliki 39 były produkowane po wojnie w Jugosławii - zrobili ich bodajże 6 sztuk. Poza tym zrobili w czasie wojny Mewę i inne.

Foto: Orlik II i MacReady w 1947 r.

1947usa macready.png

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piękne zdjęcie. Nie mam takiego. Nos mi podpowiada, że jak już szarpnę się kiedyś na coś pisanego o „amerykańskim” Orliku II to być może też zaproszę do „spółdzielni” :classic_smile:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Udało mi się zebrać ponad 200 zdjęć wszystkich Orlików. Z chęcią się z  Panem wymienię.

Póki co niech Pan posyła te foty PWS, bo życie nie jest wieczne i czas leci.

PS. Prawa autorskie w USA obowiązują 100 lat od śmierci autora. Opłata za użycie zdjęcia wynosi 100 USD.

Foto: Orlik II w Elmirze w 2019 r.

orlik rlmira.jpg

Edited by TMD

Share this post


Link to post
Share on other sites
7 minut temu, TMD napisał:

Póki co niech Pan posyła te foty PWS, bo życie nie jest wieczne i czas leci.

Wiem. Dam po weekendzie. Chcę to dobrze przygotować, bo drugiej szansy nie będzie. Jak to mawiali Amerykanie o szybownictwie desantowym „No second chance”. Dam do „spółdzielni” ok. dwóch stron tekstów w Wordzie. Będą to takie akapity-wstawki, jakie chciałbym, aby udało się wpleść w ten artykuł. Nad zdjęciami muszę popracować trochę w Photoshopie, żeby postarać się poczyścić je trochę z rys i (w jednym przypadku) z maziaków, gdy ktoś w agencji zaznaczał, jak kadrować te fotografie. To była taka maniera wydawnicza tamtych lat, że od razu jakimś ołówkiem kopiowym czy czymś takim sugerowało się kreskami i strzałkami, jak potem w prasie kadrować dane zdjęcia. Maniera fatalna, ale od czego jest dziś wujek Photoshop. Być może grafik „Przeglądu Lotniczego” też będzie musiał odrobinę pomóc w ładnym wyczyszczeniu tych zdjęć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

OK, fajnie. Eh graficy w czasopismach to nic nie robią z fotami. Trzeba samemu je przygotować, aby nie było niespodzianek. Poza tym trzeba przypilnować, aby nie ruszali podpisów pod zdjęciami, bo to fajny pomysł, aby rozbudowywać podpisy. Taki będzie warunek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Absolutnie tak. Kategoryczny wymóg - wszyscy ze „spółdzielni” robimy korektę wydawniczą. Od roku 1987 do dziś pracuję z wydawcami, więc wiem, jakie numery mogą powstawać w publikacjach, a czasami są to numery niewyobrażalne. Podpisy do niektórych zdjęć widziałbym jako tinta + zdjęcie, a na tincie podpis-miniartykulik do zdjęcia. Wszystko dokładnie opiszę, co i jak makietować.

Share this post


Link to post
Share on other sites
W dniu ‎2020‎-‎02‎-‎25 o 21:18, Sedco Express napisał:

Wspomniany szybowiec Antonowa RF - 7 (RF - Rot Front) o doskonałości do 30,5.

Ja  nie widzę żadnego wygięcia końcówek skrzydeł 🙂

Specjalnie dla Ciebie - w uznaniu naszych zawsze bardzo ciekawych wymian myśli. :classic_smile: 👍

W artykule może nie być na to miejsca (w każdym razie niekoniecznie na takim poziomie szczegółowości), poza tym ten artykuł nie będzie od honorowania radzieckiego szybownictwa, bo bez przesady, niby w imię czego i za co...

Ale...

Będzie zdjęcie szerszego planu płyty postojowej zawodów w Tule. Obok naszego PWS-102 bis Rekin, SP-1361 (pierwszy egzemplarz) będzie widoczna końcówka skrzydła któregoś z wysokowyczynowych szybowców Antonowa. Jest to tylko końcówka. Dokładnie tyle, ile pokazuję poniżej. Jest to końcówka nierozpoznawalna bardzo dokładnie, ale z grubsza tak. Pierwsza seria wysokowyczynowych szybowców Olega Antonowa z rodziny Рот Фронт to były szybowce РФ-1, РФ-2, РФ-3 i РФ-4. I to one właśnie miały takie zakończenia końcówek skrzydeł, jak poniżej, o czym pisałem wcześniej. Z takiego zdjęcia nie da się rozpoznać, czy to jest РФ-1, РФ-2, РФ-3 czy РФ-4.

Od РФ-5 Antonow robił już klasyczne proste zakończenia skrzydeł.

1.thumb.jpg.f15a547fe8cec0f731c024f5f6141c96.jpg

Edited by Jedburgh_Ops

Share this post


Link to post
Share on other sites

PS

Praojciec tych RF-ów, szybowiec ДИП (DIP) Antonowa również miał taką końcówkę skrzydła. Też wyrafinowany szybowiec. Niestety diabeł za tym nie trafi, co jest na tej amerykańskiej fotografii, ale to już raczej nie polskie zmartwienie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odchylona końcówka w dół to jeszcze nie winglet. Praca wingleta jest troszkę inna jednak, bardziej skomplikowana, dlatego bym optował za tym, że to jednak Whitcomb wynalazł /opatentował/ ten typ końcówki skrzydła. Ale na pewno Rosjanie dobrze czaszkowali, u nas  były po prostu kabłąki na końcu skrzydeł z rurek, aby nie szorowały po trawie.

Inną ciekawostką jest niesamowity kształt skrzydeł szybowców Czerwińskiego. Np. taki CW-5. Nie wiem jak oni w tamtych czasach kształtowali sklejkę na kesonie.

Foto: Oryginalny winglet Whitcomba i RF-7 (A-9?) z odchylonymi końcówkami w dół skrzydeł i CW-5 na ziemi z niesamowitymi skrzydłami

RotFort7.gif

winglet.jpg

Cz 042 SBB kopia.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, TMD napisał:

Odchylona końcówka w dół to jeszcze nie winglet.

Nie winglet. Tak jak napisałem. Ale na pewno też nie zabezpieczenie przed „cyrklem” i jego destrukcyjnymi efektami bardzo często ukręcającymi kadłub. Gdyby ta końcówka Antonowa miała być tylko „odbijaczem” przeciwko szorowaniu po ziemi to miałaby zupełnie inną konstrukcję (typową dla tamtych czasów), ale jej nie ma. Miałaby choćby najmniejsze kółeczko, albo coś bardziej typowego z tamtych czasów, jak np. półkolisty profil wygięty z pręta stalowego. Niczego takiego tam nie ma. Końcówka Antonowa ma charakter czysto aerodynamiczny, nie zaś wytrzymałościowy do szorowania po ziemi.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Godzinę temu, TMD napisał:

CW-5 na ziemi z niesamowitymi skrzydłami

Cz 042 SBB kopia.jpg

Fajne to były czasy, gdy nieco mniej pracowano z lakierami lotniczymi z pigmentem, a więcej tylko z cellonem i konstrukcja wewnętrzna usterzenia i skrzydeł ujawniała się jak jakiś rysunek przekrojowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, TMD napisał:

RF-7 (A-9?) z odchylonymi końcówkami w dół skrzydeł

RotFort7.gif

Na rysunku powinno być Rot Front (Рот Фронт), nie „Rot Fort”. Rosjanie mieli nawet takiego RF-a, który miał na kadłubie napis alfabetem łacińskim „Rot Front”.

A-9 to już szybowiec powojenny, zatem nie podchodzi pod nasze różne rozważania.

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, TMD napisał:

Ale na pewno Rosjanie dobrze czaszkowali...

No właśnie. To „coś” Antonowa to taki prapraojciec kombinowania nad czymś, co później wyewoluowało do postaci wingletów. Ruscy tamtych czasów jacy byli, tacy byli, ale aerodynamikę mieli niezłą i współpracowali zresztą w tej dziedzinie z Amerykanami, tak samo jak od 1929 r. współpracowali z nimi na polu spadochroniarstwa. Dziwne przy takich przeciwstawnych sobie ustrojach państw, ale tak było.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jeden z szybowców jest z LOPP, a Ustjanowa była aeroklubowa, nie LOPP, ale kto wie, mógł być na przelocie. Budowla z tyłu jest ciekawa.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To jest Tęgoborze. Ustjanowa to był Wojskowy Ośrodek Szybowcowy (WOS).

Foto: Bąk w Tęgoborzu.

tegoborze.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.




×
×
  • Create New...

Important Information