Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 337
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Mam zdjęcie wuja mojej teściowej - żołnierza tegoż batalionu. Był kurierem motocyklowym, był ranny pod MC i leczony w szpitalu w szkockim zamku. Potwornie ciężko o zdjęcia żołnierzy tego batalionu. Mam jeszcze zdjęcie zbiorowe z tym żołnierzem ze wspomnianego szpitala w szkockim zamku (udostępnionym przez brytyjską arystokratkę dla polskich żołnierzy), ale nie wiem, czy ten szpital był dedykowany dla 3. DSK, dla II Korpusu, czy ogólnie dla PSZowców?
  2. A klamka tego świra z prawej to ASG, czy może tym popaprańcom brauna wydaje się pozwolenia na broń i na noszenie jej w miejscach publicznych?
  3. Marek, tak, wszystko racja, niemniej w tym filmiku coś jest mocno nie halo i @beaviso ma rację. Najpierw spójrzmy do kwitu MiG-a-29. Podczas startu począwszy od prędkości 230 km/h można zacząć podnosić przednią goleń podwozia. Prędkość oderwania to zakres 260-280 km/h. Prędkość minimalna rozpoczyna się od 300 km/h. Czyli jeśli ruski dron obserwacyjny albo retranslacyjny np. Łancet-3 z napędem elektrycznym osiąga prędkość maksymalną 300 km/h to z grubsza powiedzmy, że MiG-29 da radę utrzymać się za jego ogonem i zwalczać go czymś. A czym? Na pewno nie pociskiem R-73 jak kłamie ten ukraiński filmik robiąc sobie jaja z widzów. Obiekt ataku MiG-a z tego filmiku jest tak mały, że w ogóle go nie widać. Nieważne, czy to bardzo mały dron z napędem elektrycznym, czy spalinowym to i tak R-73 nie naprowadzi się na niego, bo R-73 jest naprowadzany na podczerwień i to „wywodzącą się” nie z miniaturowych silniczków. Ten filmik (albo animacja) wygląda jak zestrzelenie bardzo małego drona pociskiem APKWS II naprowadzanym laserowo. Tyle tylko, że MiG-i-29 nie mogą ich używać, ponieważ nie są zintegrowane z zasobnikami celowniczymi Sniper albo Litening, a tylko za pomocą tych zasobników można strzelać APKWS-ami. Ten ukraiński filmik z fałszywym, bo absurdalnym opisem nieprzypadkowo trafił do netu, bo coś ma ruskim pokazać, tylko jest pytanie, co? Czy ma być żartem w stylu pozwolenia Zełenskiego na organizację obchodów 9 maja na Placu Czerwonym? Czy ma pokazać dzikim – dajcie sobie spokój z wysyłaniem dronów, bo już nawet nasze dwudzieste dziewiąte są zintegrowane z APKWS II i ich zasobnikiem celowniczym, więc i tak wszystko wam zestrzelimy? Ukraińskie F-16 (albo jakaś ich część) są już zintegrowane ze Sniperami i mogą używać APKWS II. Nic nie było słychać, żeby MiG-i-29 też miały takie możliwości, ale licho wie... może już mają, a jaja robi sobie Military News UA?
  4. Masz rację. Coś w tym filmiku nie za ładnie pachnie - i ten pułap, i ten (niby) jakiś obiekt ataku.
  5. Informacja z tego artykułu na pewno jest ciekawa, tylko ona jest taka tyle, o ile. Są ruskie balistyki, które nie manewrują i takie, które manewrują. I tutaj włącza się parametr, jak z kpr lotniczych lub opl - jakie zdolności manewrowania, przy ilu g, będzie miał ukraiński kpr do zestrzeliwania balistyków?
  6. „Z armaty do komara” - przestało być sarkastyczno-ironicznym powiedzonkiem. Zadziwiająca koncepcja zwalczania dronów. Armata głównym elementem
  7. Trochę technikaliów i przykłady a) systemu pracy władz Ukrainy z mediami; b) kompetencji mediów do pisania takich artykułów. Z moimi małymi komentarzami. Ukraińcy pokazali broń, którą mogą sterować przez satelitę z końca świata Wszystko tu jest, tylko nie ma informacji podstawowej, najważniejszej i elementarnej - dzięki czyim satelitom ma być możliwe, to co niby ma być zgodnie z tym artykułem? Czyli albo jakie państwo/państwa udostępniają swoje satelity do takich możliwości technicznych tej broni, albo czy będzie się to odbywało za pośrednictwem satelitów ukraińskich, których koncepcja jest właśnie tworzona? Ukraina przeprowadziła pierwsze testy rakiety FP-7.X. Strąci Iskandery Tu też jest prawie wszystko, ale znowu z wyjątkiem rzeczy najważniejszej - kto ma udostępnić do testów swojego balistyka, żeby go testowo zestrzeliwać, który to balistyk byłby najbliższy pod względem parametrów do ruskich balistyków?
  8. Izraelscy żołnierze zastrzelili niemowlę. Chłopiec zginął na rękach matki
  9. Dziś 6 czerwca 2026 roku, czyli 82. rocznica inwazji na Francję. W stosunku do postu powyższego posuwamy się o kwadrans. Mamy godzinę 4.15 nad ranem 5 czerwca 1944 roku. Gen. Eisenhower podejmuje decyzję, że inwazja na Francję ruszy w nocy z 5 na 6 czerwca. Ruszy w taką pogodę, o jakiej ma informację, że jest obecnie i w taką pogodę, jaką prognozują mu na 6 czerwca trzy skłócone zespoły jego meteorologów oddelegowanych specjalnie dla niego na okoliczność inwazji. Należy zaznaczyć, że nie ma takich cudów, aby zjawiska atmosferyczne towarzyszące wspomnianym frontowi chłodnemu I rodzaju oraz siodłu barycznemu rozeszły się tak łatwo w kilka-kilkanaście godzin. Eisenhower stanął przed decyzją po prostu straszną – czegokolwiek by nie zrobił to zrobiłby źle. I dlatego: Decyzja o desancie morskim Prawidłowa. Decyzja o desancie powietrznym Gdyby podjął ją dziś przy takich niepewnych prognozach, jakie miał, to zakończyłby karierę przed sądem, a nie jako głównodowodzący na zachodnioeuropejskim TDW i przyszły prezydent Stanów Zjednoczonych. Wcześniej wspomniałem historyka Stephena E. Ambrose'a. Z kolei historyk Antony Beevor w jego „cegle” (605 stron w wydaniu polskim) pt. „D-Day. Bitwa o Normandię” postanowił kompletnie nie poruszać kwestii prawidłowości decyzji o desancie powietrznym w taką pogodę, jaka panowała; kompletnie nie poruszać jakości desantu powietrznego i jego niecelności, rozproszenia, dezintegracji; postanowił nie oceniać pracy pilotów transportowych. Dziwne podejście do tak ważnego tematu, ale tak postanowił. Jednocześnie – na szczęście – nie korzysta z bzdur na takie tematy autorstwa gen. Samuela L. A. Marshalla, urzędowego historyka od D-Day. Nawet dziś lotnictwo taktyczne nie lata w taką pogodę, w jakiej odbyły się desanty spadochronowo-szybowcowe inwazji na Francję. Tu dopiero widać, przed jaką potworną decyzją został postawiony Eisenhower i jak musiał się z tym czuć. Desanty spadochronowe i szybowcowe D-Day spotkały się wyłącznie z „czynnikiem” szczęścia, czyli z żadnym czynnikiem, a wojskowość to jednak dziedzina nauki oparta wyłącznie na konkretnych czynnikach. Na dodatek przed Eisenhowerem zatajono informację, że amerykańscy piloci szybowcowi są niedoszkoleni w operacjach nocnych, a inwazja z powietrza wszak miała być w nocy. Tu kolejne zjawisko, za które dziś poszliby siedzieć do Leavenworth wszyscy ci, którzy a) do niedoszkolenia dopuścili; b) zataili to przed Eisenhowerem. Kompletnie bezkrytyczni i niekompetentni pod tym względem historycy jak ognia unikają tego tematu, żeby nie naruszać ogólnego wizerunku Eisenhowera, decydentów USAAF, koncepcji inwazji i prestiżu jednostek wojskowych biorących w niej udział. Tak samo przed Eisenhowerem zatajano stopień przygotowania do inwazji Brytyjczyków. U nich z kolei panowało np. niedoszkolenie w strzelaniu z PIAT-ów. O tym też od zawodowych historyków D-Day się nie dowiemy, tylko z innych źródeł, tak jak o niedoszkolonych pilotach szybowców transportowych USAAF. Takim „materiałem ludzkim” dysponował Eisenhower i z tym, oprócz koszmarnej pogody, musiał ruszać do inwazji. Eisenhower musiał podjąć najbardziej ryzykowną decyzję w całej historii wojskowości, skoro inwazja na Francję to największa tego typu operacja w historii. I musiał ją podejmować przy takich środkach naukowo-technicznych meteorologii, jakie ówcześnie istniały oraz przy ograniczonej liczbie obserwatoriów meteorologicznych. Na dodatek Amerykanie sami sobie wsadzili do obozu internowania w ramach ustawy o „wrogich obcych” przedwojennego szefa meteorologów słynnego Massachusetts Institute of Technology, dr. Karla O. Lange, ponieważ był Niemcem, który… uciekł do USA przed hitleryzmem. A był jednym z najwybitniejszych ówczesnych meteorologów świata. Takie to „pomocne” dla Eisenhowera zjawiska miały wtedy miejsce (jak w duchu późniejszego makkartyzmu, jak widać). Teraz wyobraźmy sobie: Jesteśmy pilotem C-47, który albo wiezie spadochroniarzy, albo holuje szybowiec transportowy. Na odprawie przedlotowej komunikat meteorologiczny jest praktycznie rzecz biorąc prawie żaden, bo co pewnego można powiedzieć, jeśli nad Kanałem La Manche trwa koszmarne dla pilotów zjawisko atmosferyczne, jakiego tam nie było od 40 lat – patrz opis powyżej. ● Mimo wszystko startujemy naszym C-47, bo taki jest rozkaz. ● Przed nami w ich C-47 wystartowali najwybitniejsi piloci-pathfinderzy, zmobilizowani do wojska starzy rutyniarze z linii lotniczych, żeby przy takiej pogodzie choć spróbować celnie zrzucić spadochroniarzy-pathfinderów, aby ci ustawili na zaplanowanych zrzutowiskach i lądowiskach szybowcowych transpondery Eureka. ● Wystartowaliśmy z Wielkiej Brytanii i lecimy. ● Nawigacja wzrokowa prawie nie działa przy takim zachmurzeniu, a jeśli działa to na zasadzie szczęśliwego trafu, a na razie i tak jesteśmy nad morzem, więc i tak guzik wiemy, czy dobrze lecimy. ● Zbliżamy się do brzegu Francji. ● Nawigacja zliczeniowa prawie nie działa, bo jak obliczać nawigacyjny trójkąt prędkości i kąt znoszenia przy dość silnym ciągle zmieniającym kierunki wietrze. ● Wlatujemy nad Normandię. ● Skorelowanie sobie nawigacji wzrokowej i zliczeniowej działa, albo nie działa. Działa tylko szczęściarzom, którzy mieli pod samolotem „okno” w chmurach i w świetle Księżyca zobaczyli jakiś zarys terenu. ● Obowiązuje cisza radiowa. W związku z nią nikt przez radio nie skoryguje nam komunikatu meteorologicznego. ● Obowiązuje cisza radiowa. Z jej powodu kompletnie nic nie wiemy, czy piloci-pathfinderzy celnie zrzucili spadochroniarzy-pathfinderów i czy w związku z tym można liczyć na to, że lider naszej formacji odbierze w jego interrogatorze Rebecca jakiś prawidłowy sygnał do zrzutu spadochroniarzy albo do zwolnienia szybowców, czy też nie? ● Czyli wiemy, że nic nie wiemy – musimy liczyć tylko na siebie na ile nas wyszkolono, a jesteśmy tylko wojennym narybkiem lotnictwa; tylko sierżantem-pilotem, Flight Officerem (młodszym chorążym), podporucznikiem, porucznikiem, kapitanem, maksymalnie majorem i nie mamy za sobą tysięcy godzin nalotu z linii lotniczych w warunkach VFR i IFR (z widocznością i bez widoczności). ● Jedni piloci samolotowi coś widzą, inni kompletnie nic nie widzą z powodu fatalnej pogody, wciąż dużego zachmurzenia. ● Dodatkowo nad amerykańskimi lądowiskami szybowców leje deszcz. ● Intensywnie strzela flak, a nie wolno nam ani drgnąć, żeby zejść z kursu i robić jakieś uniki bez względu na to, czy jesteśmy na prawidłowym kursie do zrzutu spadochroniarzy lub zwolnienia szybowca, czy nie. ● Gdy nad wieloma zrzutowiskami i lądowiskami nieraz mało co widać, nie wszyscy spadochroniarze-pathfinderzy (nie z ich winy) nadali sygnały radionawigacji dla odpowiednich zrzutowisk i lądowisk, gdy strach przed intensywnym flakiem wygasza już normalną pracę na pokładzie samolotu, w tym pracę nawigatora – trzeba już albo zrzucić spadochroniarzy, albo zwolnić z holu szybowiec. ● I tak się dzieje bez względu na wszystko, bo w operację wdał się chaos, brak zarządzania nią na skutek braku podstawowych informacji nawigacyjnych i informacji od spadochroniarzy-pathfinderów. Po informacje, co było dalej odsyłam do książek, ponieważ nie o tym jest film „Niebo nad Normandią”. Ewentualnie odsyłam do poniższych mapek ukazujących efekty amerykańskiego desantu powietrznego, w którym w zasadzie żaden pododdział szybowcowy nie wylądował tam, gdzie miało to mieć miejsce, a spadochroniarzy również rozsiano w sposób nie pozwalający realizować stu procent zadań. Szczęściarzami okazali się tylko brytyjscy piloci samolotowi, którzy trafiali na duże przerwy w chmurach, dzięki czemu dość celnie zrealizowali zadania desantowe. Mistrzostwem świata było brytyjskie lądowanie szybowców przy moście w Bénouville zwanym od tamtego czasu „Mostem Pegaza”. Ocenia się, że było to jedno z dwóch, najwyżej trzech najdoskonalszych, najcelniejszych lądowań szybowców transportowych w historii tego rodzaju lotnictwa. Ale to dlatego, że – jak wspominali piloci Glider Pilot Regiment – po prostu mieli idealną widoczność w świetle Księżyca i bez chmur. I to tyle. Rotten Tomatoes jest kompletnie wyprane z litości dla lichych filmów, cieszy więc, że „Niebo nad Normandią” ma tam bardzo wysokie oceny. Życzę przyjemnego oglądania „Nieba nad Normandią”, gdy we wrześniu wejdzie do polskich kin albo na platformy streamingowe.
  10. Też byłem wczoraj zły, że takiemu turańskiemu pro-putinowskiemu pomiotowi rękę się podaje. A jutro będzie dokładnie to samo, bo Andriejewa to taki sam gad, który nic nie wykrztusi przeciwko wojnie na Ukrainie mimo nagabywań dziennikarzy i innych tenisistek i gad też nagrodzony przez putlera.
  11. Być może jest jakiś ruch ukraińskich dekowników w związku z tym. Może się mylę, może mam cuś nie takie obserwacje, ale w rejonie, gdzie moja żona ma swoje panieńskie mieszkanie, i w rejonie, gdzie ja mam moje kawalerskie mieszkanie to Ukraińcy w wieku poborowym wyparowali jakiś czas temu. Pytanie, gdzie jest miejsce docelowe parowania? Europa, ale poza UE? Jakieś inne kontynenty?
  12. Bardzo niedobrze się dzieje. Doszło już do tego, że władza czyta w ludzkich myślach. W moich na pewno.
  13. Oprócz piosenki „Każdemu wolno kochać” powinna kiedyś powstać piosenka „Każdemu wolno marzyć”.
  14. Ukraina przetestuje nowe pociski balistyczne. Celem ma być Moskwa. „Tego lata” Ukraina szykuje się do testów pocisków balistycznych własnej produkcji, a celem będzie stolica Rosji. Taką zapowiedź przekazał w czwartek główny konstruktor i współwłaściciel zbrojeniowej firmy Fire Point Denys Sztilerman. Według słów przedstawiciela ukraińskiego producenta uzbrojenia, pierwsze loty próbne mają ruszyć latem lub najpóźniej z początkiem jesieni. — Liczę, że tego lata, maksymalnie na początku jesieni, rozpoczniemy loty testowe na Moskwę — oświadczył Sztilerman, którego cytuje agencja Interfax-Ukraina.
  15. Pracowałem dla zbrojeniowych korpo amerykańskich, kanadyjskich, brytyjsko-szwedzkich i francusko-niemieckich. Tych ostatnich odrzucam, bo tam nie tylko wąż w kieszeni, ale i zero woli do współpracy na polu historycznym. Przywołam jeszcze raz przykład kanadyjski. Wiesz, ile czasu trzeba by na załatwienie sponsoringu omawianego sztandaru w tzw. moich czasach? Kilkanaście minut. Robiłem u Kanadyjczyków takie rzeczy, że podlegałem tylko pani wiceprezes korpo. Mądra, przemiła, przewspaniała kobieta, z którą można by konie kraść, sprzedawać je, a potem kraść te, które właśnie się sprzedało. Była dziennikarka i laureatka najbardziej prestiżowej kanadyjskiej nagrody dziennikarskiej - takiego odpowiednika amerykańskiego Pulitzera. Bardzo lubiła Polskę i nie wychodziła z fascynacji, jakie ładne i czyste są polskie miasta. I to korpo stale jest w Polsce. Po przedstawieniu jej biznes planu i media planu, jaki opisałem wcześniej, wyszłoby się od niej po kwadransie i z kasą na ratowanie sztandaru 4. PSP. No ale nie da się. Za to trwają zbiory w winnicy z Vinami Tusca.
  16. Łaskawcy się znaleźli. 400 mln USD to jest na 57 rakiet do Patriotów w tej wersji najbardziej pożądanej do kasowania ruskich balistyków i hipersoników. 57 to jest na 1-2 tygodnie walki z tymi ruskimi rakietami biorąc pod uwagę, ile dzicy wystrzeliwują w jeden dzień na Ukrainę.
  17. Wcześniej napisałem: Gdy pracowałem dla tych korpo zbrojeniowych chcących robić biznes w Polsce to na projekty historyczne były trzy waluty wymienialne z dwóch kontynentów. Jedną z tych walut były dolary kanadyjskie. A był to czas, gdy w Polsce działała jedna kanadyjska firma-dostawca rzeczy wojskowych. Za cztery miesiące na MSPO będzie się wystawiało 165 firm kanadyjskiej zbrojeniówki. Jeśli spółka autorska Muzealnicy & Członkowie PiS z dodatkiem funkcjonariuszy telewizji kabaretowej prawicy chcą wmawiać opinii publicznej, że nie da się wziąć teczki i pójść na rozmowy o sponsoringu ratowania sztandaru 4. PSP do żadnej z tych 165 firm (już nie mówiąc o setkach innych firm ze zbrojeniówki innych państw) to takie brednie proszę wmawiać tylko w groteskowych kanałach oszukańczej, patologicznej prawicy (która i tak żadną prawicą nie jest).
  18. W stolicy się zagotowało po tym „wędkarzu”. Nie dość, że na bulwarach nadwiślańskich od ok. 2 lat kufle latają między polską szumowiną a ukraińskimi dekownikami w porszakach i innych takich to jeszcze teraz ten debil od symbolicznego suma. Szkoda, że nie wlazł do Łazienek Królewskich, nie usiadł przed Pałacem na Wodzie i nie zaczął łowić tamtejszych karpi-gigantów. Cześć i chwała tej części narodu ukraińskiego (na szczęście większości) z majdanów, która ma świadomość, że radykalnie, raz na zawsze chce zerwać z ruską „cywilizacją” i być Europejczykami, ale tej reszty homo sovieticusów to tam tylko kostucha musi wybić - sam wiesz najlepiej.
  19. W mojej wsi to się niestety poleje krew, bo i z tym UPA to jakaś granica przekroczona i ze zwyczajnym behawiorem też - na to ostatnie w mojej wsi wkurzenie jest maksymalne.
  20. To Mirage. Kosiak ładny - jak z treningu RAF i kumpli NATO w Belize.
  21. To mleczny brat „okrętu wojskowego” oraz „statku wojskowego”, które też zasiedlają polskie media.
  22. Ale czapki z głów przed jego kręgosłupem. Rzadko który pilot wytrzymuje dwa w karierze użycia foteli wyrzucanych. Często pierwsze użycie jest ostatnim i zostaje się wykładowcą na ziemi.
  23. To jest nas już trzech z takim poglądem.
  24. Temat „bytówki” tak całkiem niechodliwy nie jest, bo kilka lat temu MWP miało taką wystawę czasową, gdzie królowały właśnie manierki, menażki „i inne takie”. Raj dla rekonstruktorów, a przynajmniej tych początkujących, żeby zobaczyć, co potem kupować do prawidłowej budowy swojej postaci reko. Poza tym, jak jest impreza reko to wszak nie ma cały czas ganianki + strzelanki, tylko jest część ekspozycyjna, są obozowiska i trwa normalne bytowanie rekonstruktorów i trzeba mieć wszystko koszerne do tego. A wiedzę, z czego jeść i pić, w czym gotować, skądś trzeba czerpać, bo na każdej wojnie światowej odmian tych rzeczy z zakresu „bytówki” było bez liku.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie