Mała uwaga dotycząca analogii polsko-rumuńskich. Ze dwa lata temu zrobiłem sobie podróż sentymentalną do Rumunii. Większość pobytu byłem w Konstancy, więc nie odmówiłem sobie wycieczki deltą Dunaju. Jadąc do punktu startowego w Tulczy obejrzałem sobie tamtejszy krajobraz. Tam jedziesz kilometr, pięć, dziesięć nie widząc ani jednego domu. Pola, łąki, znowu pola. Więc ryzyko że coś zestrzelonego spadnie tambylcom na głowy jest minimalne. U nas nawet na ścianie wschodniej aż takich pustek nie ma.
Dwa, jakoś nasi radarowcy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku potrafili na podstawie obrazu radarowego określić co leci i co kombinuje. I nie zdarzało im się jakoś grubo pomylić.
Więc albo w wojsku doszło do potwornego regresu, albo pan Kamizela raczy zmyślać.
Trzy, ale co tu się dziwić ekspertom z internetu, kiedy np na strzelnicach udzielają się spece z taktyki (zielonej, żeby nie było) którzy po każdym strzale nakazują szkolonym ludkom broń zabezpieczać, a odbezpieczać dopiero przed oddaniem następnego strzału. Kiedyś zrobiłem takiemu demonstrację, oczywiście od razu dostałem wykład o "bezpieczeństwie".
Ok, uczcie cywili bezpiecznego strzelania dynamicznego, trenujcie te swoje kowbojskie sztuczki... Tylko do stu diabłów nie nazywajcie tego strzelaniem bojowym!