Ponieważ moja znajomość procedur wojskowych po 30 ponad latach mogła mocno zardzewieć, dopytałem jak to jest u znajomego z ŻW. Otóż wojsko cywila nie ma prawa tknąć w czasie pokoju, nie ma i nie było do tego podstaw prawnych żadnych.
Co innego jeżeli np wojsko wspiera inną uprawnioną służbę (Policję przy ochronie dużych imprez, SG na granicy) wtedy niejako przejmuje uprawnienia wspieranej służby. Czym innym jest też ochrona instalacji wojskowych, w tym ruchomych - np baterii OPL.
A jeszcze czym innym działanie tejże wobec wrogich jednostek latających. Tyle że tu też obowiązują określone procedury żeby nie wziąć "cywila" za "wroga". Za ich złamanie - prorok.
Tak więc ochrona Redzikowa przy obecnym stanie prawnym zareagowała absolutnie prawidłowo. Zrobiła to co mogła - wezwała właściwe służby. Co innego gdyby dron wleciał na teren wojskowy.
PS Swoją drogą jeżeli tego opera drona dopadły służby, to srodze mu się przejadą po kieszeni - za złamanie zakazu lotów (bez dodatkowych okoliczności) stawka wynosi 10 tyś. też info od znajomego droniarza.