Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 907
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Jeśli chodzi o wykopki to być może należałoby zakładać, że nie każdy rozpoznaje każdy egzemplarz tych meat cansów po Amerykanach, ponieważ Amerykanom na froncie I w.ś. zrobił się z nimi problem, czyli było tego za mało i poprosili Francję, żeby im produkowała mniej lub bardziej udane kopie tego zestawu patelnia/talerz. A te kopie raz były cechowane minimalnie samym tylko „U.S.”, a innym razem nie miały żadnych bić. Normalnie w USA te meat cansy produkowało sześć firm - jakie pokazałem powyżej - i od przełomu 1917/18 musiały już być cechowane producentem i rokiem budżetowym. To jest właśnie to, co miał @bjar_1, ale gorzej jest z tą produkcją francuską, bo nawet najwybitniejsi amerykańscy kolekcjonerzy i spece od historycznej „bytówki” mają nieraz problem, żeby te francuskie wynalazki rozpoznawać. A należy zakładać, że Amerykanie wypchnęli Polsce mieszaninę tych swoich oryginalnych meat cansów ze wszystkimi tymi produkcji francuskiej z jakichś różnych manufaktur gorzej lub lepiej oprzyrządowanych do takiej produkcji. I to na wykopkach być może jest dziś nieco mylące; tak mi się wydaje.
  2. A miałeś całość, czyli i składaną patelenkę, i talerz, czy tylko jeden z tych elementów? A pamiętasz może, jakie tam było bicie?
  3. Super Bodziu Ten DOL, mimo że szaleńcy startują spod estakady, to jeszcze jak na Szwajcarów nie był najbardziej ekstremalny. RAF odmawiał Szwajcarom udziału w ich ćwiczeniach na DOL-ach, z czego Szwajcarzy sobie dworowali.
  4. Tak nawiasem mówiąc to ciekawe, skąd autor tego shorta wziął informację o polskich prawnikach, którzy (z taką dumą) wykiwali prawników Colta?
  5. Buahahaha, Czarnek... „MY” przestaniemy pomagać Ukrainie. „MY”, czyli partyjka z 18-20 procentowym poparciem czy może... „MY”, czyli ja i żona z dachu, co to przybiła tam ten panel fotowoltaiczny
  6. Co by to nie było z latadeł to koszty zawsze będą astronomiczne - za obecne Gripeny dla Ukrainy też. Skrzętnie - jak na razie - omija się temat, kto sfinansował te ok. 1,5 roku temu zaplecze serwisowe Gripenów; kto finansuje szkolenie pilotów; kto broń do tych samolotów, a kto same samoloty, bo donacją to one nie za bardzo pachną. I też bym się nie zdziwił, gdyby partytura tych wszystkich kosztów była elegancko rozpisana na UK/UE/Ukrainę.
  7. No niby tak, ale kasa za te Harriery jest do wzięcia od zaraz. A Stanami rządzi teraz wyłącznie kasa i nic więcej. Spokojnie mogę sobie wyobrazić, że ściepę na te samoloty zrobiłaby spółka UE/Ukraina.
  8. Na pewno ciekawe będzie do obserwowania, gdzie te marinesowskie Harriery trafią.
  9. Temat w światowych mediach żyje i jest gorący. Dla Ukraińców to byłyby samoloty-marzenie. Nie chcę robić OT i wrzucać tutaj z japońskiego Koku-Fana fotoreportażu z RAFG o Harrierach, ale on jest taki, jak mawiają Anglosasi „one picture is worth a thousand words”. To nawet nie ma co komentować, jak się widzi, jak te Harriery działały. „Hangarowanie” w lesie. Fakt, że dziś przy dronach mimo wszystko trzeba by z tym uważać, ale na takim froncie, jak ukraiński to nadal byłyby świetne samoloty. Tylko ciekawe, kto je przejmie...
  10. Tylko pozazdrościć tych „B”. One mogą działać tak, jak niegdysiejsze Harriery GR Mk 1 i Mk 3 RAFG, czyli RAF-u w RFN. One nie potrzebowały DOL-i tylko kawałka podrzędnej drogi. „B” to idealne samoloty dla nas, ale... wyszło, co wyszło.
  11. Ten filmik jest kapitalny. Z jednej strony to burleska. Takie strategiczne miejsce z takim okrętem nie ma ani jednej sztuki opl z jakąś choćby chińską termowizją i/lub noktowizją. Ruscy walą na oślep tylko „kierując się” dźwiękiem nadlatującego drona. Potem wspaniały popis pilota drona. Genialny stoicki spokój, jak gdyby na lotniskowcu lądował jakiś Wildcat, Hellcat lub Corsair ale nie po walce tylko w ramach treningu. Ale filmik jest bardzo cenny w razie „W”. Widać, jaką opl mają takie ruskie bazy - praktycznie żadną przy atakach nocnych. Ważna wskazówka dla MON bałtów, Skandynawów, polskiego i innych w razie czego.
  12. Jedburgh_Ops

    Cenzura

    Wiem, do czego nawiązujesz. Nie są cenzurowane. Ja sam też muszę kliknąć „przycisk” zatwierdzenia przez moderatora moich postów, bo inaczej nie pójdą. To takie podfora świętego spokoju. Uprzejma prośba, aby nie nadużywać pojęć. Z Twojego postu nie ubyła nawet litera, więc byłoby miło, gdyby zniknęło z Twojego wrażenia słowo „cenzura”. Napisałeś fajny post i bardzo za niego dziękuję. PS Nigdy „nie zwierzałem się” na forum, ile ruskich ataków (podchodzi już pod 200) wyczyściłem z tych dwóch podforów o tematyce polsko-amerykańskiej. Więc kolego forumowiczu tam jest tylko BHP, nie „cenzura” :-) I rzecz jasna zapraszam na te podfora.
  13. Wojciech Mazur USA: Zakupy i propozycje, cz. 2 Seria wydawnicza – Wielki Leksykon Uzbrojenia, Wrzesień 1939, tom 348 Wydawca – My Hobby Media 4U ISBN 978-83-68424-26-3 Wydanie – maj 2026 r. Stron 64 Ilustracji 68 Tabel 1 W tomie II wcześniejszej publikacji opisującej amerykańsko-polskie relacje gospodarcze na polu wojskowości tym razem otrzymujemy obraz spraw lotniczych łączących oba państwa. Z punktu widzenia podstaw aeronautyki książka proponuje podział amerykańskich ofert dla Polski na: • jedno- i wielosilnikowe statki powietrzne • zespoły napędowe (silniki i śmigła) • osprzęt (silnik-tester paliwa, rozruszniki silników, celownik bombardierski) • spadochrony Relacja z tych spraw rozpoczyna się w roku 1920 w trakcie wojny polsko-bolszewickiej, po czym przechodzimy do lat 1922-25, gdy padają ze strony amerykańskiej pierwsze skonkretyzowane oferty dostaw różnych statków powietrznych. W tej części książki występują nazwy amerykańskich firm branży lotniczej, jakie dziś już nie goszczą na łamach światowej publicystyki, a i na łamach amerykańskiej lotniczej prasy fachowej długo by ich szukać po roku 1926. Mowa o firmach: Wittemann-Lewis Aircraft Company Lawson Aircraft Company Chicago Helicopters Ltd Nie chcąc spoilerować bardzo ciekawej książki nie wspomnę, co oferowały polskiemu wojsku dwie pierwsze z wymienionych firm, ale nie odmówię sobie komentarza do tej trzeciej, ponieważ to duża egzotyka w branży lotniczej i w ogóle w tzw. ofertowaniu. Owoż według tej książki firma Chicago Helicopters Ltd zaoferowała Polsce w roku 1922(!) śmigłowce. Dla przypomnienia: Pierwszy amerykański w pełni funkcjonalny, sterowny i bezpieczny śmigłowiec to Sikorsky VS-300, który swoje próby w locie rozpoczął we wrześniu 1939 roku. Tymczasem, gdy się czyta co i jak oferowała Chicago Helicopters wówczas odnosi się wrażenie, że mowa jest o śmigłowcach CH-47, co oczywiście jest zabawne, natomiast nie było oderwane od tego, co się wtedy działo w USA. A działo się właśnie niezwykle. Tu mój mały komentarz do tej książki. Otóż w okresie międzywojennym ukazywało się w Stanach Zjednoczonych około 30-40 czasopism lotniczych wydawanych bardzo profesjonalnie, ponieważ wydawcami, dziennikarzami i publicystami byli w nich w olbrzymiej mierze piloci, inżynierowie i technolodzy lotniczy, kadra kierownicza przemysłu lotniczego i różni specjaliści branży okołolotniczej. Liczba tych czasopism z roku na rok zmieniała się, jedne upadały, kolejne powstawały, ale nie zauważyłem, aby ich liczba spadła kiedykolwiek poniżej 28. Tu dochodzimy do sedna amerykańskiej oferty na „śmigłowce” w roku 1922. W tamtych latach zarówno amerykańskie Patent Office, jak i media lotnicze, były niezmiernie życzliwe wobec wszelkiej maści wynalazców, fantastów i innych osób – jak to dziś się mawia – pozytywnie zakręconych. Urząd patentowy bez szemrania patentował tym ludziom wszystko, co tylko było starannie narysowane i w miarę dokładnie opisane bez sprawdzania, czy to w ogóle ma jakieś szanse na działanie i latanie. Identycznie było z mediami lotniczymi – również (mimo ich profesjonalizmu) czasami dość bezkrytycznie publikowały rysunki tego, co ktoś wymyślił spośród statków powietrznych, bo po prostu panowała życzliwość wobec wynalazców. W następnym poście sięgnę do mojej kolekcji międzywojennej amerykańskiej prasy lotniczej i postaram się pokazać, jakie to „śmigłowce” były w Ameryce przed Sikorskim VS-300. Wracamy do opisu książki. Na kolejnych stronach poznajemy historię tego, jakie samoloty oferowały Polsce i MSWojsk. firmy: Curtiss Aeroplane and Motor Company Curtiss-Wright Corporation Curtiss-Robertson Airplane Manufacturing Company Great Lakes Aircraft Corporation Bellanca Aircraft Company Lockheed Aircraft Company Seversky Aircraft Corporation Grumman Aircraft Engineering Corporation Brewster Aeronautical Corporation North American Aviation Abrams Air Craft Corporation Spartan Aircraft Company Ofercie powyższych firm samolotowych towarzyszyły inne amerykańskie oferty dotyczące – jak wspomniano – zespołów napędowych i spadochronów. Po szczegóły tej części amerykańskich ofert odsyłam do książki. Fanom lotnictwa książkę tę polecam już choćby dlatego, że mówi o wielu kwestiach nie poruszanych nigdy w krajowej literaturze lotniczo-wojskowej.
  14. To też sprawy polsko-amerykańskie z międzywojnia. Najnowsza książka Wojciecha Mazura o takich faktach nie wspomina, ale jeśli ktoś ma komentarz do materiału poniższego to zapraszam.
  15. Pracownik zbrojeniówki zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa
  16. Po prostu przepiękne. Dzicz stawia nieudaczną ścianę ognia, a tymczasem Lutyj (tak z grubsza wygląda) spokojnie podchodzi jak do lądowania na lotniskowcu.
  17. Przede wszystkim kraj prymitywów osadzonych w polityce.
  18. — Ja tego nie rozumiem. Kiedy Andrzej Duda przekazywał ten order na ręce Wołodymyra Zełenskiego, Zełenski powiedział, że przyjmuje go w imieniu ukraińskiego społeczeństwa. Ciężko mi sobie wyobrazić, że Karol Nawrocki przyjedzie do Kijowa i będzie odbierać to odznaczenie — powiedział w Polsat News mer Lwowa Andrij Sadowy.
  19. Prezydent Karol Nawrocki zaproponował, by jednym z punktów posiedzenia Kapituły Orderu Orła Białego było odebranie orderu prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu.
  20. No, biba musiała być ostra. Być może pod zacnym przewodnictwem Dimy Miedwiediewa. Następna głowica w R-60 będzie betonowa i też będzie do zestrzeliwania samolotów i śmigłowców.
  21. Jak chyba wyraźnie widać, my tu z Erihem o niczym innym nie piszemy. To jest prosty wątek o dramacie, że (cytat z Ciebie) „konfitury” leżą na ulicy, a nie ma komu po nie się schylić. A nie ma komu się schylić, bo to jest prosty wątek o kadrach kierowniczych polskiego muzealnictwa, które kompletnie nie nadają się do sprawowania tych funkcji. To wątek o ludziach, którzy dostali/zdobyli po znajomości fuchę zarządzania jakimś muzeum, a po 39 latach nowego ustroju Polski nie przystosowali się do niego nawet w najmniejszym stopniu i są zawodowymi kompletnymi nieudacznikami. Powtarzam: 4. PSP to lądowka. Odsiewamy zachodnie korporacje, konsorcja zadaniowe i wielkie firmy branży zbrojeniowej oferujące polskiemu MON sprzęt dla SP i MW, bo trudno, żeby podmioty lotnicze i morskie miały interes we wspieraniu tradycji polskiej lądówki. Zostaje kilkadziesiąt zachodnich korporacji, konsorcjów zadaniowych i wielkich firm ze zbrojeniówki oferujących polskiemu MON sprzęt dla lądówki. Jakie są masakryczne przeszkody, żeby nie udać się do tych firm z sensownym biznes planem i media planem, aby na ich bazie poprosić o sponsorowanie rekonstrukcji i konserwacji sztandaru 4. PSP Odpowiedzi brak. A kasa na takie projekty jak od dekad była w Polsce w takich firmach tak jest nadal. Schylić się po nią nie ma komu.
  22. Tego też jeszcze nie grali. Kpr R-60 przerobiony przez dzikich na npr z głowicą ze zubożonym uranem. I do czego to miało służyć na grzbiecie Gerania-2? Do przebicia się przez jakiś dach, ścianę, coś innego?
  23. Ale to nie nowina. Na skutek nałogowego używania substancji psychoaktywnych jest się całkowicie wypranym ze wstydu i obciachu.
  24. W ramach tej amerykańskiej „bytówki” dla WP to jest jeszcze wielkie pytanie „co poeta miał na myśli”? Amerykanie czy to na I, czy na II wojnie światowej nie mieli klasycznych menażek. Amerykański system dbania o żołnierza dał mu aż trzy przedmioty o różnych nazwach, które bez względu na te nazwy służyły za menażki. Kubek od manierki (czyli rzecz do ugotowania sobie kawy lub herbaty) tak samo służył żołnierzom do jedzenia zupy albo innej brei ogólnowojskowej, jaką dało się z czegoś przyrządzić. Tak samo jakąś breję, pseudogulasz, czy paciaję z ziemniaków lub inne wynalazki frontowe jadło się z zestawu patelnia-talerz, czyli w przypadku I w.ś. były to M1905 Meat Can (dla kawalerii), M1910 Meat Can i/lub M1918 Meat Can. Te wszystkie trzy przedmioty robiły za umowne menażki w zależności od konsystencji tego, co było do jedzenia. Trochę trudno byłoby uwierzyć, że WP kupiło od Amerykanów tylko zestawy manierka + kubek do niej, a nie kupiło tych meat cansów, tym bardziej, że Amerykanom zrobiła się ich olbrzymia nadprodukcja.
  25. Tyle tylko, że jeszcze nikt na świecie nie rozwiązał wzoru matematycznego pacjenta od rozróżniania misia od żyrafy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie