Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    12 862
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Po roku type ratingu to ludzie latają B-2, a nie samolocikiem szkolno-treningowym jak FA-50GF. Gdyby te samoloty dostarczono Polsce w stanie pełnej kompletacji to pierwszy pilot SP byłby wylaszowany (w pilotażu, nie combat ready) na FA-50GF najwyżej po 6 tygodniach od dostawy, a nie po roku. Tym bardziej, że pierwszy wylaszowany to major, a nie zielony podporucznik po Dęblinie. Nie ma takich patologii na świecie. I Łuczak mówi prawdę.
  2. Jak są w stanie pełnej kompletacji to niech się bujają - pogodnego nieba! :-) Z FA-50GF też się bujają... - polscy podatnicy. PiSowscy debile kupili te samoloty przecież nie z polskiego zamówienia, tylko z odstąpionego Polsce na wariata zamówienia dla RoKAF, które nie było dokończone, bo ono dopiero było w toku. Stąd część polskich FA-50GF nawet nie ma radarów, bo Polska nie chce mieć w tych samolotach radarów izraelskich tylko amerykańskie PhantomStrike. Radary mają tylko te FA-50GF, które na linii montażowej już je miały w chwili odwiedzin Błaszczaka i Psczoły, a te, które ich nie miały to ich nie mają, bo SP czekają na radary amerykańskie. A czy się doczekają pod rządami pomarańczowego obłąkańca to... zobaczymy. Dobrze tę aferę podsumował pilot SP - w Polsce po type ratingu na F-16D piąty albo szósty lot to już lot samodzielny na F-16C. A pierwszy polski pilot, jaki w bólach wykonał pierwszy lot samodzielny w FA-50GF to wykonał go po roku od dostarczenia tych samolotów do Polski, bo dostępność FA-50GF w stanie pełnej kompletacji (czyli z radarem) jest, jaka jest i na razie nic tego nie zmienia. Sportowe FA-50GF bez radarów mają się świetnie.
  3. Będzie lustracja CBP jako zdrajców narodu i badanie przez ICE kwitów funkcjonariuszy CBP, kogo można by deprtować.
  4. Mały przegląd tych wojskowych dewocjonaliów, jakie należały się amerykańskim żołnierzom od państwa. Ponieważ ks. kpt. Andrejewski to spadochroniarz, więc zaczniemy od dwóch przedmiotów spoczywających na wczesnej nylonowej czaszy spadochronowej ze spadochronu desantowego z omawianych czasów. Nikt nie policzył tego (i wątpię, aby policzył), ile wzorów tych dewocjonaliów od państwa amerykańskiego powstało podczas II wojny światowej. Żołnierze mogli je kupować w wojskowych sklepach Post Exchange (PX), mogli je dostawać od pułku, albo mogli je dostawać od kapelanów - wszystko zależało od płatnika pułku i na co pułk w danej chwili było stać. Grawerom-medalierom państwo jakoś specjalnie nie narzucało designu tych dewocjonaliów, ale narzucało stosowanie trzech barw amerykańskiej flagi oraz to, żeby napis SOLDIERS był na czerwonym tle; napis SAILORS na białym; napis AVIATORS na niebieskim. Zgodnie z amerykańską tradycją przedmioty te były wyrabiane ze stopu srebra Sterling, czyli ze srebra próby 925. Takie też są oba przedmioty poniższe z mojej kolekcji. W górnym owalu powyższego medalionu jest napis ST. SEBASTIAN PROTECT US. Mimo, że mam ten medalion w stanie idealnym to niestety nie mogę odcyfrować, co jest w obu dolnych owalach. Na rewersie medalionu w górnym owalu jest napis SAINT SEBASTIAN MARTYR AND SOLDIER. Nie mogę odczytać, jakie są napisy w dwóch dolnych owalach. Napisy główne rewersu są czytelne na planszy, więc ich nie przytaczam. Na rewersie krzyża jest napis: AM A CATHOLIC IN CASE OF AN ACCIDENT PLEASE CALL A PRIEST Nie można wykluczyć, że takimi poświęconymi dewocjonaliami wojskowymi służył wiernym ks. kpt. Andrejewski w 502. pułku piechoty spadochronowej, ponieważ tych dewocjonaliów produkowano bardzo dużo. A pasowały idealnie do tego, czym ks. Andrejewski musiał się zajmować, bo gdy już 502. pułk znalazł się na lotnisku startu do inwazji na Francję to tak samo mógł posługiwać wszystkim chcącym tego lotnikom IX TCC USAAF, którzy wieźli pułk do Francji. C.d.n.
  5. Ku czci forumowych starszaków pamiętających co wydanie Dziennika Telewizyjnego to rurociąg „Przyjaźń”...
  6. Żeby przypadkiem ktoś nie tkwił w mylnym błędzie, że liczba MAGA'owskich i trumpowskich US popaprańców podlega jakimkolwiek ograniczeniom. Do kogo należy Księżyc? Dziennikarz z Fox News stwierdził, że do Amerykanów
  7. PS Przy oferowaniu tej manierki na sprzedaż rdzą nie przejmowałbym się, bo najwięcej jest jej na łańcuszku od zakrętki, ale to jest klasyka tych manierek. Mądrzy nabywcy dobrze będą o tym wiedzieli. II wojna światowa to nie I, gdy te łańcuszki były z eleganckiego nowego srebra, które do dziś jest w pięknym stanie, czy nawet w idealnym. Podczas II wojny w USA obowiązywała rygorystyczna reglamentacja nowego srebra i do byle czego nie przyznawano tego materiału producentom różnych rzeczy. W związku z tym sama manierka CRS jest z wysokogatunkowej stali nierdzewnej, ale łańcuszek jest z najpodlejszej (surowej, nieoksydowanej, niecynkowanej, niekadmowanej) stali wysokowęglowej kompletnie nieodpornej na korozję. Tak to wtedy było.
  8. Jeśli dziadek był na robotach przymusowych w tej części Niemiec, która stała się amerykańską strefą okupacyjną to mógł dostać tę manierkę od UNRRA albo od żołnierzy amerykańskich. Niełatwe pytanie. W Polsce to nie wiem, ile to może być warte, bo tutaj za militaria płaci się zazwyczaj połowę albo jedną czwartą tego, co na aukcjach na Zachodzie, a czasami jeszcze mniej. Rocznik tego zestawu jest (czasami niesłusznie) uważany przez kolekcjonerów i rekonstruktorów historycznych za „mało atrakcyjny”. Na amerykańskim eBay takie zestawy z roku budżetowego 1945 zazwyczaj kosztują 30-90 dolarów w zależności od stanu.
  9. Tak, to jest oryginalne i z II wojny. Amerykański zestaw manierka, kubko-menażka do niej i pokrowiec-nosidło. Manierka i kubko-menażka cechowane rokiem budżetowym (nie kalendarzowym) 1945, co oznacza, że oba przedmioty wyprodukowano pomiędzy 1 lipca 1944 roku, a 30 czerwca 1945 roku. Manierka CRS produkcji Strong Manufacturing Company wykonana ze stali nierdzewnej. Firma miała kontrakt na te manierki w latach 1943-1945. Podczas II wojny były cztery specyfikacje, według których produkowano te manierki. Kubko-menażka aluminiowa M1910 produkcji The Aluminum Cooking Utensil Company. Pokrowiec na to wszystko w późnej drugowojennej barwie Olive Drab Shade No. 7. Przedmioty nie są skomponowane ze sobą. Są w idealnej konfiguracji tak, jak wydawano je amerykańskim żołnierzom podczas wojny. Mile widziana informacja, jakim cudem to znaleziono i na dodatek w stanie prawie idealnym. Wygląda to jak nieużywane.
  10. Posłuchaj najnowszego podcastu z Wojciechem Łuczakiem m.in. o FA-50 a nabierzesz jeszcze głębszego „szacunku” wobec generałów Pszczoły i Nowaka. Znam Wojciecha od 37 lat; nasze drogi krzyżowały się, rozłączały, znowu krzyżowały i tak w kółko. Jest to postać specyficzna; czasami irytująca, czasami nie; lubiana, albo nie, ale jednego Wojciechowi nigdy nie odmówię - że ma własne dobre, wypracowane przez dekady, dojścia do informacji z wojska. Posłuchaj, co mówi o aferze z FA-50 i m.in. o legendarnej kolekcjonerskiej amunicji do działek A-50 zaprojektowanych wyłącznie do tych samolotów, do niczego innego. Zobaczysz, w co nas PiS i błaszczak wpieprzył. Nareszcie Łuczak powiedział, na czym polega ta granda, że komputer balistyczny FA-50 nie współpracuje z amunicją 20×102 inną niż koreańska. Czyli już wiadomo, na czym polegało zadanie Turków, którzy za trzecim razem wygrali przetarg na kolekcjonerską amunicję do FA-50 - polegało na skopiowaniu parametrów amunicji koreańskiej do tych działek, bo z inną system celownicy FA-50 nie współpracuje. Załadujesz amunicję 20×102 z Meska albo amerykańską i nawet w sterowiec nie trafisz. I teraz połącz sobie to, co relacjonuje Łuczak z wyblurrowaną wypowiedzią pilota SP sprzed paru dni, jak mówił, że w KAI i RoKAF ledwo się gdacze po angielsku albo w ogóle się nie gdacze. Serwilistyczni PiSowscy debile-karierowicze w lotniczych mundurach, którzy zaakceptowali zakup FA-50 usłyszeli od KAI - albo i nie usłyszeli na skutek „świetnej” koreańskiej angielszczyzny - że działko A-50 chodzi na amunicji 20×102 i dali sobie spokój z drążeniem tematu. A że ono chodzi wyłącznie na 20×102 koreańskiej i żadnej innej to już nie wiedzieli i w ciemno akceptowali wszystko, co Koreańczycy podsunęli im do podpisania. Aby tylko nie podpaść PiS i błaszczakowi; aby tylko zasłużyć na następną gwiazdkę. Jak ja znam takich typów... Oni są w każdym ustroju. To się nigdy nie zmieni. A młodziaki po Dęblinie latami będą musiały się bujać z tymi FA-50.
  11. Wojciech Łuczak o zakupach z Korei, w tym o aferze z FA-50 (jest kilka nowych szczegółów).
  12. Nie tylko Tobie. Wystarczy obejrzeć i wysłuchać dwuczęściowego podcastowego wywiadu Wolskiego i Kamizeli z gen. Nowakiem. To taki piękny wywiad na klęczkach z ani jednym istotnym pytaniem. Powinno go się pokazywać na wydziałach dziennikarstwa. Nie mówiąc o bzdurach Nowaka z innych miejsc na temat rzekomych działań lotnictwa ukraińskiego.
  13. Gdzieś mi wcięło zdjęcie standardowej walizki kapelana-spadochroniarza drugowojennej US Army i tejże walizki wyposażenia, niemniej postać księdza Andrejewskiego jest dobrą okazją do pokazania tego, jak amerykańskie państwo przygotowało się do wojny od strony wsparcia duchowego dla żołnierzy. Bo nie było tak, że żeby czuć więź z jakimś wyznaniem i religią to każdy musiał zabrać z domu coś z podstawowych dewocjonaliów noszonych na szyi czy w kieszeni. Oczywiście można to było zrobić i nie było to zabronione. Z drugiej strony amerykańskie władze wojskowe dużo z takich spraw wzięły na siebie i nieźle dały zarobić drukarzom oraz grawerom-medalierom, którzy masowo produkowali ściśle określone dewocjonalia wojskowe. Po kolei część z nich będę pokazywał. Poniżej drugowojenny Nowy Testament w wersjach rzymskokatolickiej i protestanckiej wydrukowane na zlecenie US Army. Kto z żołnierzy chciał ten mógł go dostać.
  14. Ciekawą rzecz powiedział ostatnio płk Lewandowski. U Ukraińców są już pojęcia „operator drona” i „pilot drona”. Obaj latają dronami, obaj nimi walczą, obaj niby robią to samo, ale kategoryzacja jest wyraźna. „Operator” lata mniej precyzyjnie i wykonuje prostsze zadania, natomiast „pilot” to ten, który potrafi wlecieć przez okno, czy do ziemianki, tam spokojnie rozejrzeć się i zaatakować to, co trzeba. Ciekawe kiedy (jeśli w ogóle) w WP będą jakieś nowe „gapy” dla droniarzy i z cyferkami, jak w „gapach” Sił Powietrznych albo z „M” dla najwybitniejszych droniarzy.
  15. Trump niedawno opowiadał, jak regularnie rozmawia z bogiem i jakie ma z nim uzgodnienia w kwestii naprawy świata i ludzi. I że trump ma do tych napraw starannie wybranych najlepszych, najbardziej etycznych ludzi, bo tylko z takich składa się jego partia. Bóg się z trumpem zgodził i kazał mu naprawiać.
  16. Bardzo dziękuję za ciekawe zdjęcia. Świetne. Mamy na nich przedstawicieli firm Aluminum Goods Manufacturing Company oraz Aluminum Company of America. Poniższe zdjęcie jest bardzo ciekawe. Pokazuje ono, jak bardzo w tamtych czasach aluminium wciąż raczkowało w sensie nieustannych kombinacji ze składnikami stopu i ich procentowymi udziałami. Te pięć pierwszych typów manierek M1910, jakie opisałem powyżej, cechuje się bardzo zróżnicowaną jakością materiału. Mam na przykład manierkę firmy The J.W. Brown Manufacturing Company, która przeleżała w wodzie co najmniej pół wieku, jak nie więcej i jest w stanie idealnym, a - jak widać - są i takie manierki, jak poniżej, które są destruktami. Ale zawsze tak było w USA, gdy wybuchała wojna światowa. Kontrola jakości szła wtedy w odstawkę, aby tylko naprodukować jak najwięcej przedmiotów dla wojska. Mam manierkę M1910 z roku 1942, która nigdy nie leżała w ziemi, a ma dziury od korozji na wylot. Wiadomo - po Pearl Harbor natychmiast był dramat z metalami w USA, w tym z aluminium, i produkowało się z byle czego. Niemniej większość stanowiły manierki z porządnego aluminium, a jak do aluminium dobierano pozostałe pięć składników stopowych to już dzisiaj nikt tego nie stwierdzi.
  17. Wielka szkoda, że „Dziennik Zbrojny” nie ma rasowych dziennikarzy od tematyki wojskowej w sensie praktycznym. Artykułów o uroczystościach z udziałem wiceministra i ministra ON można pisać bez liku, tylko czy to jest dziennikarstwo wojskowe? Oczywiście dobrze, że cokolwiek napisali, natomiast to są żadne informacje [to rzecz jasna uwaga nie do Ciebie], bo to są informacje jak dla „Pulsu Biznesu”, albo dla kolumny ekonomicznej w „Rzeczpospolitej”. O czym te informacje mówią? O niczym. Ponieważ przy polskiej przestrzeni powietrznej latają (na razie) tylko Iły-20 i Iły-22 oraz Tu-95 to autor tego tekstu powinien: a) udać się do polskich specjalistów i zapytać, jakie są temperatury gazów wylotowych w silnikach tych samolotów, bo ta wiedza w Polsce jest; b) z wiedzą na temat tych temperatur udać się do firmy Diehl, powiedzieć jej, że polski Air Policing to odganianie od polskiej granicy ruskich samolotów wspomnianych typów, które to typy generują taką to a taką temperaturę gazów wylotowych z ich silników, a wtedy zapytać Niemców, czy AIM-9L/I-1 Made in Diehl naprowadza się na takie temperatury? Odmowa odpowiedzi też byłaby odpowiedzią; c) z efektem rozmów wyszczególnionych w punktach a) i b) udać się do MON i zapytać, co praktycznie ma oznaczać Air Policing samolotami FA-50GF? Po co one mają latać z takim a nie innym uzbrojeniem? PiSowska urzędniczka MON Glapiak (ta od kradzieży z MON zegarka) jasno stwierdziła, że do Air Policingu wystarczy aparat fotograficzny u lotnika w drugiej kabinie FA-50GF i nic więcej. A więc do obecnego MON jest pytanie, czy FA-50GF uzbrojony w niemieckie AIM-9L/I-1 wznosi ten samolot na inny poziom niż fotografowanie powietrznych intruzów, czy nie wznosi? Wtedy ten artykuł byłby rzeczywiście o czymś. A tak jest prawie o niczym. I w roku 2028 (6 lat po podpisaniu przez błaszczaka umowy na „błyskawiczną” dostawę FA-50GF zdolnych do Air Policingu!) znowu trzeba będzie czekać na zniekształcony głos i zasłoniętą twarz oficera SP (jak obecnie), który powie prawdę, czy FA-50GF do czegokolwiek się nadaje.
  18. Ha, czyli nauka ostrożności z doszukiwaniem się Polonii. Bardzo dziękuję.
  19. Brawo. Tylko cóż za zawód, że nie było jeszcze kryształowej nocy. Najwyższy na nią czas. Dziwić się, że coraz więcej historyków i politologów stwierdza, że trumpowskie USA to państwo faszystowskie?
  20. Jeśli internety czegoś nie przekłamują, to: Urodził się 30 grudnia 1912 roku w Baltimore w rodzinie Stanisława i Salomei (z domu Weber) Andrzejewskich. Uczęszczał do szkoły parafialnej przy kościele św. Stanisława Kostki w Baltimore oraz do szkoły średniej St. Francis High School w Athol Springs (Nowy Jork). Wstąpił do zakonu franciszkanów konwentualnych, składając proste śluby zakonne 18 sierpnia 1932 roku w Ellicott City. Studiował filozofię i teologię w St. Hyacinth Seminary w Granby. Profesję uroczystą złożył 20 grudnia 1935 roku. Święcenia kapłańskie przyjął 3 lipca 1938 roku. Podczas II wojny światowej służył jako jeden z 16 franciszkanów jako kapelan wojskowy. 6 czerwca 1944 roku brał udział w desancie w Normandii skacząc ze spadochronem zaledwie cztery godziny po pierwszych oddziałach alianckich. Służył w parafiach: św. Jadwigi w Detroit, św. Stanisława Kostki w Shamokin oraz św. Stanisława Kostki w Sharon. Zginął w wypadku samochodowym w Baltimore 5 listopada 1956 roku, w wieku 44 lat.
  21. Nie wiem, kto to jest Ksawery z Iksa, ale jest pytanie, czym sprawy Hegsetha różnią się od obecnego filmu za ponad 70 mln USD o jugosłowiańskiej prostytutce, do którego to filmu oglądania są zmuszani amerykańscy żołnierze, jak już wiadomo? I tylko uprzejma prośba, aby „call girl” z jej czasów nie dorabiać ideologii do prostych faktów. Owszem, dziś byłaby to call girl, sms girl, WhatsApp girl, Messenger girl itp., tylko że profesji tej pani i jej obowiązkowej karty zdrowia to nie zmienia.
  22. „Nieprzebrane tłumy” TV Republiki - po odjęciu turystów (zawsze na zamkniętym dla samochodów na weekend Krakowskim Przedmieściu); po odjęciu gości Hotelu Bristol; po odjęciu gości cukierni Hotelu Bristol - „nieprzebrane tłumy” wynoszą 90-110 osób. Gratulacje. Podlasie będzie wniebowzięte po tym newsie.
  23. Bardzo dziękuję za cenną uwagę z ramienia twojej partii. Promuj brednie o SAFE w twoim kręgu partyjnym, rodzinnym i towarzyskim. Tutaj - nie uda się.
  24. Takie numery to nie ze mną - warśawiakiem urodzonym w szpitalu przy Karowej - parę metrów od „miejsca akcji”. To zdjęcie to fotomontaż. Jaka szkoda, że nie ma tam jeszcze monumentu z paryskiego Placu Zgody oraz bagdadzkiego Łuku Triumfalnego Saddama Husajna. Co na tym fotomontażu PiSowskich świrów robią wieże Bazyliki Św. Krzyża, w której przystąpiłem do pierwszej komunii świętej? Takie debilne zdjęcia to dla PiSowskiego motłochu na Podkarpaciu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie