Nie żebym był złośliwy, stwierdzam jedynie fakt historyczny - podobne zdanie o naszych chłopakach, pilotach z PSZ mieli Angole. Z obrzydzeniem obserwowali, jak łowią ryby, by je zjeść (syn Albionu łowił tylko dla sportu, cenną nagrodę wypuszczał na wolność), z przerażeniem patrzyli, jak zbierają i przyrządzają grzyby, inne niż pieczarki (toż to trujące jest!), mdleli na myśl, że mogliby skonsumować polskie specjały (choćby zupę z krwi kaczki, zwaną czerniną, albo wywar z buraka... fuj). Cóż, inna tradycja, zakorzeniona w mentalności i w genach...