Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    12 862
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Ale to jak raz od lat ugruntowany status. Jutro piękny nowy dzień i nowe popisy kostek MAGGi.
  2. Napotkać rów w lądowaniu w terenie przygodnym to wyjątkowy niefart. Ciekawi mnie, czy z nóg pilotów została mielonka dokładnie na wzór takich samych zmiażdżeń kabin w szybowcach Horsa Mk I i II oraz CG-4A. Zmiażdżone nogi to były w zasadzie prawie główne przyczyny obrażeń u takich lotników.
  3. Ciekawe. Oficjalnie wiadomo, że francuscy specjalsi ochraniają Zełenskiego. O Francuzach-frontowcach zawsze było w miarę cicho.
  4. Anna Popek - żałosny upadek byłej seksbomby TVP prężącej się w kostiumach kąpielowych i wiernej pisowskiej poddanej kurskiego.
  5. Nooo, istne „cacka techniki”... Tą perełką ewidentnie zainspirował się Frederic Forsyth w „Dniu szakala”
  6. Miłośniczka PiS Dorota Gawryluk - i wszystko jasne. Poznałem ją w roku 1995 i wówczas była normalna. Wtedy do głowy by jej nie przyszło trzymać z czymś takim. Mam nadzieję, że zdrowe na umyśle dzieci Solorza po ostatnich zmianach sądowych odsuną tę panią od zarządzania informacjami Polsatu.
  7. Dobrze o takich sprawach zawsze pisał amerykański historyk ś.p. dr Stephen E. Ambrose. Miałem przeprowadzić z nim wywiad i już sporo było do niego załatwione, ale niestety odchodził już wtedy i nie dało rady sfinalizować przedsięwzięcia. A on nieraz opisywał, jak zrobić, żeby amerykańscy chłopcy na co dzień w białych koszulach jedzący sztućcami, a nagle żyjący w okopach jak zwierzęta mimo wszystko zachowali minimum jakiejś kultury bycia i życia. Gdy AEF wyruszały na I wojnę światową to wielu rzeczy brakowało, w tym wojskowych sztućców M1904 czy M1910, a przecież do Francji wysyłano ponad 2 mln ludzi plus kobiety-ochotniczki i personel American Red Cross. Dlatego wojsko dokonało tzw. zakupu interwencyjnego sztućców na rynku komercyjnym. Tym sposobem amerykańscy żołnierze na froncie I wojny jedli nieraz całkiem eleganckimi sztućcami. Na przykład takimi, jak poniższe chicagowskiej firmy WM. A. Rogers Mfg. Co. Spokojnie można zakładać, że i takie rzeczy trafiały do Wojska Polskiego. Tu ponownie pytanie do forumowych eksploratorów i bywalców pchlich targów: Czy są w Polscy wykopywane albo oferowane na targach staroci jakieś amerykańskie sztućce w umownym „starym stylu”, które mogłyby pochodzić z byłych pierwszowojennych zasobów amerykańskich?
  8. Już dwóch polskich oficerów oddaje odznaczenia: ● płk Maciej Moryc (Medal NATO) - oddaje nałrokiemu ● ppłk Andrzej Pawelski (Defense Meritorious Service Medal) - oddaje Ambasadzie USA
  9. Do tego wszystkiego brakuje dokładnej informacji (pewnie jest tajna/poufna), jaki jest status prawny i operacyjny ukraińskich Starlinków finansowanych przez Polskę? Bo być może są pod kontrolą polskich służb, a wtedy ruskie marzenia o rejestracji na fikcyjne spółki czy martwe dusze spełzną na niczym. Byłoby dziwne, gdyby te polskie/ukraińskie Starlinki nie były kontrolowane przez filtry ukraińskich odpowiedników PESEL oraz CEiDG. Aż takiego frajerstwa to chyba nie ma.
  10. A ten Tumanowicz to syn tego szeregowca Tumanowicza prowadzącego Dzienniki Telewizyjne w stanie wojennym?
  11. Wiecie, jak to jest ;-) - nie ma sił zbrojnych idealnych i pierwszowojenne amerykańskie też nimi zapewne nie były, niemniej w kilku sprawach jednak coś w historii wojskowości wytyczyły. Mam na myśli dbałość o żołnierza i to taką urzędową, państwową, która potem obligatoryjnie przekładała się na placówki naukowe, które różne rzeczy wymyślały dla polepszenia żołnierskiego bytu. Jeśli chodzi o I wojnę światową (ale II też) to jednak Amerykanie wnieśli niesamowitą dbałość m.in. o stopy żołnierzy i ich zęby. Wszyscy widzimy uzębienie (a raczej jego resztki) współczesnej ruskiej soldateski na froncie w Ukrainie, więc komentarz jest zbędny. Zgadało się widzę powyżej o stopach. Zawsze na coś trzeba było postawić w siłach zbrojnych świata. Jedni stawiali na onuce; inni na skarpety. Amerykanie jak raz postawili w wojsku na te drugie. Poniżej pierwszowojenny wojak US Army fasuje buty i jak widać ma te przydziałowe wojskowe jasnoszare skarpety pokazane powyżej. Tych skarpet było sporo różnych odmian, także pochodzących z robótek ręcznych amerykańskich kobiet. A poniżej wojskowa stomatologia US Army we Francji podczas I wojny. Kapitan dentysta leczy żołnierza. Czego by nie mówić o pierwszowojennych amerykańskich siłach zbrojnych to jednak wniosły odpowiednią kulturę traktowania żołnierza i po prostu cywilizację. I w olbrzymiej mierze widać to we wszystkich rzeczach socjalno-bytowych, że je tak nazwę - od ogólnej kultury jedzenia aż po samo jedzenie, czyli racje żywnościowe. Są szaleńcy, którzy dziś eksperymentalnie jedzą amerykańskie racje z I wojny i... żyją. Ile z tych wszystkich wartości przeniknęło do WP po 1918 roku pod wpływem obserwacji, jak to wyglądało w US Army? Jeśli ktoś dokładnie wie to oczywiście zapraszam do wypowiedzi.
  12. Prusinowski - i wszystko jasne. To taki drugi pisowski Suwart, tylko pod własnym nazwiskiem.
  13. Fajne zmiany mózgowe. A taka niezła i wręcz ceniona dziennikarka to (dekady temu) była...
  14. Wołodymyr Zełenski o kulisach negocjacji pokojowych. „USA wyznaczyły termin” USA wyznaczyły Ukrainie i Rosji termin w czerwcu na zawarcie porozumienia kończącego wojnę — przekazał prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, cytowany w sobotę przez agencje Reutera i AP.
  15. Europa się budzi. Wiceprezydent USA wygwizdany na San Siro. Donald Trump zaskoczony reakcją tłumu Podczas ceremonii otwarcia XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance spotkał się z nieprzychylną reakcją publiczności. Wydarzenie na stadionie San Siro zgromadziło wielu światowych przywódców. Obecność Vance’a w loży honorowej, gdzie pojawił się wraz z żoną Ushą, została zauważona przez widzów, którzy zareagowali gwizdami i buczeniem. — To zaskakujące, bo ludzie go lubią — stwierdził prezydent Donald Trump.
  16. I dalej - obserwujemy tu obecną wojnę na Ukrainie i filmy z niej, czy te robione z dronów, czy na ziemi. Był niejeden film pokazujący, jak ruskie żołdactwo nadal używa onuc. Można sobie więc wyobrazić zazdrość ruskiego żołdaka z roku 1920, gdyby zobaczył żołnierza WP w normalnych, cywilizowanych skarpetach, na przykład w takich, jak poniższe amerykańskie z I wojny światowej.
  17. „Idą jako ochotnicy, wracają w cynkowych trumnach”. Rdzenne narody giną na wojnie Putina Rdzenne, niewielkie narody w 147-milionowej Rosji czasem liczą zaledwie po kilkadziesiąt lub kilkaset osób. Są symbolem strat na wojnie w Ukrainie. Czukczy, Telengici, Itelmeni idą na front z powodu biedy, braku perspektyw i kremlowskiej propagandy. Jak podkreśla Dmitrij Biriezkow, redaktor naczelny portalu Rosja Rdzennych Narodów, giną młodzi mężczyźni, ojcowie, a to oznacza ogromne straty. "Moskwa świadomie to wykorzystuje, przekształcając wojnę w narzędzie etnicznego tłumienia" - stwierdza na swojej stronie rosyjski ruch obywatelski Wolny Idel-Ural.
  18. Tak było - noc 16 maja 2023 i tzw. Bitwa o Kijów. Ruskie latadła wszelkich typów koncertowo poległy, chociaż atakowały miasto ze wszystkich stron i robiły różne zmyłki. Nikt się na to nie nabrał.
  19. Republikanie robią, co tylko mogą, żeby zablokować transmisję live z tego przesłuchania.
  20. A wyobraża ktoś sobie, co by ruski pomyślał w 1920 roku na widok amerykańskiego wojskowego pudru do stóp, który miałby polski żołnierz, bo mogę się założyć, że WP dużo tego dostało po zakończeniu I wojny światowej? Ruski by zgłupiał, co to może być - czy jakaś posypka do jedzenia, czy jakaś nieznana odmiana prochu, czy może cukier puder, jeśli ta dzicz w ogóle w życiu widziała gdzieś cukier puder. W każdym razie na pewno zacząłby to próbować językiem...
  21. Gdyby ruska soldateska w 1920 roku zajrzała do „meat can pouch” polskiego żołnierza, który miałby to po Amerykanach z normalnym wyposażeniem, czyli z talerzem/patelnią M1910 albo M1918, z łyżką, nożem i widelcem M1904 albo M1910 to by oniemiał. Ta dzicz jak nie żarła wszystkiego rękami to co najwyżej jakąś łyżką, a oby metalową, jeśli nie drewnianą. A wyobraźmy sobie ciężki wstrząs cywilizacyjno-kulturowo-poznawczy ruskiego sołdata z wojny polsko-bolszewickiej, który wziąłby polskiego jeńca, a on miałby po Amerykanach zwyczajne, regulaminowe, wyposażenie plecaka M1910, takie jak poniżej. Przekładając to na dzisiejsze standardy wziąłby Polaka za kosmitę.
  22. Nawet nałroki dostąpił zaszczytu wystąpienia w tym dziele.
  23. W tym wątku również uprzejma prośba o współuczestnictwo, szczególnie forumowiczów-eksploratorów, jak również miłośników odwiedzania pchlich targów, ponieważ nie jestem pewien, czy te puszki były dostarczane Wojsku Polskiemu. Odpowiednie wykopki, albo zawartość straganów na pchlich targach, dałyby odpowiedź ze stuprocentową wiarygodnością, stąd moje zaproszenie do współtworzenia wątku. Z drugiej jednak strony nie ma najmniejszej przesłanki, aby sądzić, że puszek tych w WP na pewno nie było, skoro były w WP podobne amerykańskie pojemniki M1910, M1913 i M1916 na żywność. Wyraźnie widać, że WP musiało usilnie poprosić U.S. Army o porządne żołnierskie wyposażenie – nazwijmy je – medyczno-socjalno-bytowe. Widzimy to w innych wątkach tego podforum, a szczególnie jest to widoczne w postaci amerykańskich manierek M1910, które podczas I wojny światowej wciąż były towarem deficytowym biorąc pod uwagę, że żołnierzy AEF we Francji było ponad 2 mln, nie licząc kobiet-ochotniczek oraz afiliowanego przy U.S. Army personelu American Red Cross. Tych ludzi też trzeba było wyposażać w różne wojskowe przedmioty do bytowania w terenie, a jednak Amerykanie podzielili się z Drugą RP nie jakimiś starociami, ale nowoczesnymi manierkami dopiero wchodzącymi do użytku na skalę masową. Każdy amerykański żołnierz we Francji musiał mieć puszkę na trzydniową rację kawy, cukru i soli. W tym celu używano czegoś, co się zwało „M1910 Condiment Can”. Była to puszka ukazana poniżej, a wykonana ze stalowej blachy ocynkowanej. Puszka była trzyczęściowa. Solniczką była wyższa z dwóch zakrętek. Korpus puszki miał pięć usztywniających ją przetłoczeń i na środkowym z nich wlutowana była ścianka dzieląca puszkę na dwie części – z jednej strony na kawę; z drugiej na cukier. Dobrami tymi trzeba było racjonalnie zarządzać, aby wystarczyły na trzy dni do czasu odnowienia zapasów przez Quartermaster Corps. Będę wdzięczny za informacje, czy ktoś taką puszkę gdzieś w Polsce wykopał, albo czy widział na straganie jakiegoś pchlego targu? Ja na straganie nie widziałem, chociaż staram się obserwować te historyczne pchle targi na warszawskim Kole i w Kazimierzu Dolnym.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie