-
Zawartość
13 902 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
33
Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops
-
Lotnicze ciekawostki
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na bodziu000000 → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Publikacje zachwycają się zawsze głównie bombowymi wersjami He 111, a nie tymi rzadkimi. Desant Fallschirmjägerów albo z He 111H-23, albo z He 111H-20/R1, bo one były przerobione dla spadochroniarzy. A poniżej ciekawy zasobnik Fallschirmjägerów. Znam kilkanaście wersji tych zasobników dla FJ, ale jak raz nie taki, jak właśnie zrzucany z tych He 111. -
Z kamerą wśród...
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Brzęczyszczykiewicz → Towarzyskie - Hyde Park
Te „dziewczyny” to w jakichś kompletnie nieprzyzwoitych, wyzywających, wulgarnych, nie prawicowych mini. Co to za porządki? Powinny być w maksi. Gdzie są „wartości” ultraprawicowe? Córuś guru tej szumowiny też chodzi w takiej skandalicznej mini? To ma być „prawica”?! -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
PS Identycznie według zasady Jamesa T. Reasona były badane wypadki polskich M-346 i F-16, tyle tylko, że nigdy niczego o tym się nie dowiemy w ilu plastrach sera dziury w nich tak się ułożyły, że spokojnie dało się przez nie przetknąć patyk. -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Materiał z dnia wczorajszego. Bajzel wprost niewyobrażalny po amerykańsku. Znika dziennik pilota, a pilot na badaniach lekarskich mówi o swoim nalocie, co chce. Drugi pilot jeszcze lepszy. Zero procedur bezpieczeństwa. Świece ze starym nieczyszczonym nagarem. Cała obsługa techniczna to jeden wielki skandal. A durna gawiedź płaci i wsiada do tych oldtimerów, ponieważ bezgranicznie ufa, że wszystko jest w zgodzie z prawem lotniczym, procedurami i choćby tylko ze zdrowym rozsądkiem. Dla nieobytych z badaniem przyczyn wypadków lotniczych - to nie jest podcast serowarski, gdy autor nieraz mówi o serze szwajcarskim. To jest święta zasada Jamesa T. Reasona, według której bada się wypadkowość lotniczą. Kto chce to znajdzie sobie w necie, o co chodzi. Poniżej przykład tego systemu tylko ogólny, nie lotniczy, ale w lotnictwie jest on taki sam, tylko czynniki są branżowe-lotnicze. -
Niebo nad Normandią • film z 2026 r.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Jedburgh_Ops → Książka, film, video
-
@bjar_1 Jest taki 5-literowy skrót, jakim aż by się chciało skomentować to… ale już lepiej zmilczę. Jestem Ci niezmiernie wdzięczny za te zdjęcia. Kowalstwo artystyczne Jaka-3, jakie pokazałeś, przeformatowało mój świat. Myślałem, że wszystkie popisy ruskiej techniki lotniczej już widziałem, ale jednak nie. Gdyby te nity z łbami budownictwa mostów były jeszcze na stalowej konstrukcji łoża silnikowego to też byłby kabaret, ale to, co Ty masz to przebija wszystko, bo te nity z mostu są na cienkiej blasze typu pokryciowego, a dla tak małego samolotu, jak Jak-3 to są blachy z typoszeregów ≠0,5÷1,2 mm. A żeby było śmieszniej to najprawdopodobniej masz w tych eksponatach zderzenie dwóch światów, bo blacha jest ładna, najprawdopodobniej amerykańska z L-L. Nie mogę się nadziwić szaleńcom, którzy latają odrestaurowanymi Ił-ami-2 i że nie boją się tym latać. Chyba, że one były zrobione od nowa z całkowitą wymianą wszystkiego, co z korozją, tylko że korozji wewnątrzkrystalicznej nikt z zewnątrz nie odkryje. Chyba, że te Ił-y tak były „odrestaurowane”, jak dziś „restauruje” się Spitfire'y, które są de facto produkowane od zera. W ramach ruskiej techniki lotniczej myślałem, że widziałem już wszystko, ale błąd – zawsze mówię, że nic tak nie uczy pokory, jak lotnictwo i właśnie sam się zderzyłem z tym moim twierdzeniem – dzięki Twoim zdjęciom. W ramach ruskiej techniki lotniczej widziałem już między innymi: • Ruską naziemną radiostację lotniczą dla kierownika lotów. Siła, jaką trzeba było włożyć w przekręcenie jakiegoś pokrętła była taka, że wszyscy się śmiali, że ruscy powinni dawać specjalny klucz do przekręcania gałek w tym wynalazku. • Zawory ruskich lotniczych silników tłokowych ciosane siekierą, czyli toczone chyba nigdy nie ostrzonym nożem tokarskim Kolesowa, które to zawory trzeba było w Polsce przeszlifować na specjalnej szlifierce kątowej do zaworów, żeby w ogóle te zawory zaczęły spełniać swoje funkcje. • Zero pasowania korpusu gaźnika z jego głowicą w ruskim silniku lotniczym. Od nowa to pasowanie robili starej daty polscy mechanicy lotniczy (jeszcze przedwojenni) i robili to tradycyjnie metodą na kredę i liniał krawędziowy, na tusz i na liniał krawędziowy, a potem finałowe lekkie docieranie płaszczyzn na płycie traserskiej obu części gaźnika. • Ruskie kopie dzusów otwierane najpierw z pięści, a potem śrubstakiem do dzusów i zamykane tak samo. Tłumaczyć wiele nie trzeba – o zamykaniu z kopa panelu w MiG-u-15 był na forum filmik. Su-57 – po jednej z wystaw światowe pośmiewisko pod względem płatowca, więc i ruskich samolotów z czasów L-L też komentować jakoś specjalnie nie trzeba pod względem płatowca. Ale to bracie co pokazałeś to naprawdę brak słów.
-
To wszystko jeszcze nic. Osoby z poczuciem humoru (albo przeciwnie - osoby właśnie smutne, a pragnące eksplodować śmiechem) powinny obejrzeć kino kopane klasy G „Prisoner of War” ze Scottem Adkinsem. Tam chamsko wyciosane z desek Arisaki mają drewniane bagnety luźno majtające się na końcach luf i zwisające z nich. Naprawdę polecam na poprawę humoru. Tylko nie jeść i nie pić przed ekranem.
-
Można sobie wyobrazić ruskie „loty w chmurach” w tamtych latach bez sztucznych horyzontów „Cloud vertigo” - i wszystko jasne. Tylko sztuczny horyzont chroni pilota przed szaleństwami mózgu po wleceniu w chmury i w trakcie lotu w nich. A i tak niejednego pilota długo trzeba uczyć zaufania do sztucznego horyzontu, bo są jednostki oporne, które żyją i latają w przekonaniu, że to jego mózg jest lepszy od sztucznego horyzontu i on mu nie będzie dyktował, czy leci ze zwisem na któreś skrzydło, czy może już robi zwałkę w korek po przeciągnięciu. Ja nie wiem, jak ta ruska mierzwa latała. U Amerykanów to była olbrzymia część szkolenia (i rygorystyczne egzaminy z tego), żeby właśnie zmusić pilotów do zaufania w chmurach sztucznemu horyzontowi i żeby nie występowała u nich dezorientacja położenia w przestrzeni. Już nie mówiąc o obowiązkowym na myśliwcach USAAF, USN i USMC egzaminie z wychodzenia z odwróconego korkociągu. Kto go nie zdał ten nie mógł zostać pilotem myśliwskim i lądował na bombowcach, transportowcach lub szybowcach. A ruski drugowojenny myśliwiec nawet by nie wykonał odwróconego korkociągu z pracującym silnikiem.
-
Szkoda, że w necie nie ma kwitów L-L o tym, jak USA wspomagały ruskich przyrządami lotniczymi, a było to olbrzymie poświęcenie ze strony Amerykanów, bo im samym nie przelewało się pod tym względem i nieraz już o tym wspominałem. Amerykańskie samoloty i szybowce transportowe często miesiącami czekały na kompletację tablicy przyrządów, bo olbrzymie partie przyrządów pokładowych musiały iść do ruskich. Nie wiem, dlaczego amerykańscy historycy unikają jak ognia tego tematu - wstydzą się czegoś, żeby nie runął wizerunek idealnych lotnictw USAAF, USN, USMC? Jak się nie poczyta kwitów to się człowiek nie dowie o takich sprawach. A potem była (i jest) ruska czarna niewdzięczność, ruskie ironizowanie, że L-L to było takie wielkie nic dla ZSRR i że było w tym więcej alianckiej propagandy o pomocy ZSRR niż pomocy realnej. Kompletne komunistyczne bzdury. Poniżej widać, jak bardzo dobra amerykańska firma Kollsman robiła lotnicze przyrządy pokładowe dla ruskich. Jakie, jakiej „kultury technicznej” i ile było w ruskich samolotach przyrządów pokładowych to sobie można wyobrazić nie tylko po słowach Erica Browna. Znałem inżyniera lotniczego, który pracował z ruskimi drugowojennymi trofiejszczykami lotniczymi. Ich zadaniem było odzyskiwanie niemieckich przyrządów pokładowych z samolotów zmuszonych do lądowania w terenie przygodnym. Nawet jeśli dany przyrząd był już zniszczony to odzyskiwano wszystko to, co było produktem mechaniki precyzyjnej, dosłownie każdą najmniejszą śrubkę z gwintem drobnozwojnym i gniazdo takiej śrubki. Dzięki L-L te ruskie dziady po raz pierwszy w życiu dostały samoloty myśliwskie wykonujące nie tylko akrobację podstawową i średnią, ale także pewne elementy akrobacji tzw. nieograniczonej. Jaka była „jakość” ruskich myśliwców to sobie można wyobrazić, gdy się patrzy na cechy pilotażowe już powojennego Jaka-18, który miał szkolić pilotów na MiG-i. Mój wuj był instruktorem na MiG-ach i Lim-ach, a wcześniej na Jakach-18. Tylko zaczęło się robić akrobację tym samolotem to od razu silnik się krztusił, a o locie plecowym to już w ogóle nie było mowy. Ruskim ludziom lotnictwa też oczywiście zrobiono pralnię pod deklem na temat L-L. W PRL rozmawiałem z ruskim inżynierem lotniczym i zadałem mu pytanie, dlaczego oni nie mają w muzeach samolotów z L-L to tylko fuknął, że to było takie byle co i w ogóle w ilości nic nie znaczącej to kto by to pokazywał w muzeach.
-
No nie żartuj. A z kowalstwem i techniką mostową to nie jest pomylone?
-
Ja się nie podejmuję komentować. Jak to mówią wszyscy znani mi single płci obojga - ręce, majtki, cycki [niepotrzebne skreślić] opadają na widok powyższego. I dziwić się, że Eric Brown mówi, co mówi?
-
Dawaj! Mój ojciec miał przez dekady blachę z Ił-a-2 z ruskiego „duraluminium”. Jaką? CZARNĄ od korozji i o strukturze rafy koralowej. Powinienem to pokazywać wykładowcom we wszystkich moich szkołach lotniczych i mówić im, że guzik wiedzą o lotniczym duraluminium i żeby nie wygadywali słuchaczom głupot, że aluminium/duraluminium utlenia się tylko powierzchniowo i na biało. Gdybym wiedział, że kiedyś wyląduję na tym forum i w wątku o L-L to bym tego cudu ruskiej metalurgii nie wyrzucał
-
PS Ciemnota, głupota, zacofanie i prymitywizm tego, o czym mówi powyżej Brown - a wcześniej Bączyk o ruskiej 70-oktanowej benzynie „lotniczej” - to są rzeczy po prostu porażające. Sam pisałem gdzieś kiedyś na tym forum, że tłumaczyłem - niemiłe dla amerykańskich historyków kwity - jak podczas II wojny brakowało przyrządów pokładowych dla lotnictwa USN i USMC i samoloty z niekompletnymi tablicami przyrządów ładowano na lotniskowce. Tylko że ładowano - nikt tym nie latał, tylko ładowały to dźwigi i takie samoloty czekały na dostawę przyrządów stanowiących dopełnienie przepisowej tablicy przyrządów. W amerykańskich szybowcach lat 30./40. liczba przyrządów pokładowych dochodziła do 6-8. A w ruskich samolotach z II wojny? Jak mówi Brown, ruscy latali tylko z podstawowymi przyrządami. A podstawowe to są prędkościomierz, wysokościomierz, jakaś busola licho wie z czym w karterze, a to nie wszystko jedno. I może do tego jakiś przyrząd silnikowy.
-
Od czasu 34:25 Światowa ikona pilotów doświadczalnych, kpt. Eric Brown (487 testowanych typów) relacjonuje jakość ruskich samolotów, które widział, którymi latał, które oceniał. Czytelnicy przez dekady roczników Air Internationala dobrze będą wiedzieć, co to za bóg i guru pilotów doświadczalnych. W tym, co Brown mówi najlepiej widać, czym było dla ruskiej mierzwy Lend Lease. W zachodnich samolotach oni po raz pierwszy w życiu zobaczyli sztuczny horyzont na tablicy przyrządów. Brown relacjonuje też „jakość” ruskich płatowców i zespołów napędowych.
-
Kolejna wojna wygrana (?) Trumpa
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na bodziu000000 → Aktualności, newsy, wydarzenia
Oczywiście, że wyłącznie o to chodzi. -
-
Nigdy nie rozumiałem osób przygotowujących te płyty nagrobne i dobierających „po uważaniu” symbole odznaczeń danego żołnierza według klucza „jak mały John wyobraża sobie honorowanie zmarłego żołnierza i ważność jego odznaczeń”. A powinno to być według przepisów o odznaczeniach (każde państwo je ma) i według hierarchii odznaczeń, czyli po amerykańsku (cytaty z dokumentów) „order of presidence”, a następnie według „how worn”, czyli według kolejności noszenia baretek, bo jedno z drugim jest powiązane (też jak w każdym państwie). To, co widać na tej płycie to właśnie szczyt cudactwa. Przy jednym odznaczeniu nadanym Anuskewiczowi dwukrotnie jest to odwzorowane; przy drugim odznaczeniu też nadanym dwukrotnie już odwzorowane to nie jest. Przy odznaczeniu nadanym czterokrotnie również zero symboliki tego faktu. Dwa najwyższe odznaczenia Anuskewicza w ogóle pominięte i „order of presidence” rozpoczyna się na tej płycie od odznaczenia szóstego w hierarchii odznaczeń US Army z tamtych czasów. Skrótowce na powyższej płycie w kolejności z tej płyty. SM = Soldier's Medal BSM = Bronze Star Medal PH W OLC = Purple Heart with oak leaf cluster ARCOM = Army Commendation Medal C.d.n.
-
Lotnicze ciekawostki
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na bodziu000000 → Marynarka, Lotnictwo i okolice
-
Lotnicze ciekawostki
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na bodziu000000 → Marynarka, Lotnictwo i okolice
-
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
„Fartowne” lotnisko warszawskie. Symboliczne groby pilotów GA są już na krańcach lotniska wschodnich, zachodnich i północnych oraz na środku lotniska. Jeszcze tylko od południa nikt się nie roztrzaskał, jeśli nie liczyć pijanego w trupa szweja ZSW, który samochodem przydzwonił w drzwi hangaru tak, że się zawaliły na przywiezione przez Viet-congów do ITWL zdobyczne rzeczy USAF-owskie. -
Osłona wylotu lufy aka "zapiaszczacz"
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Piotr J. Bochyński → Wojny Światowe
Normandia. Wyładowuje się 2. DP. Jedyne znane mi zdjęcie, żeby BARmani mieli tak świetnie zafoliowane BAR-y. Nigdy też na aukcjach czy w literaturze nie widziałem toreb z Pliofilmu na BAR-y. -
Gdzie podczas inwazji w Normandii mógł służyć ppłk Anuskewicz? Odpowiedź prosta nie jest, bo bez archiwum Pentagonu drogi do odpowiedzi są nieco pokrętne. Ranny został dwukrotnie w operacji normandzkiej – 6 czerwca 1944 roku, w D-Day, na małej jednostce nawodnej, a następnie już na lądzie pod Saint-Lô. W związku z tym, idąc po linii najmniejszego oporu, rzec by można, że służył w 81. batalionie broni chemicznej (81st Chemical Mortar Battalion), ponieważ: • skoro w D-Day korygował zasłonę dymną z morza to mógł to robić albo dla 81. batalionu, który wspierał 1. i 29. DP na ich plażach, albo dla 87. batalionu (87th Chemical Mortar Battalion), który z kolei wspierał 4. DP; • a skoro pod Saint-Lô nie było 87. batalionu, za to był 81. to niby, teoretycznie, drogą selekcji negatywnej itp. wychodziłoby, że „musiał” służyć w batalionie 81. Tylko że nie „musiał”, bo nie pasują inne rzeczy, ponieważ znani są dwaj najważniejsi oficerowie tego batalionu w rangach pułkownika i podpułkownika i żaden z nich nie był Anuskewiczem, a obaj byli dowódcami tego batalionu. Bataliony zbędnego nadmiaru podpułkowników i pułkowników nie miały. Benjamin T. Anuskewicz, mimo że nie był „pełnym” pułkownikiem, zajmował się „wojną chemiczną” od czasu I wojny światowej i miał w tym ogromne doświadczenie. Dlatego otrzymał niezależne stanowisko koordynatora zasłon dymnych dla amerykańskich dywizji lądujących w Normandii pierwszego dnia inwazji, czyli dla dywizji 1., 4., 29. i 90. W związku z tą funkcją otrzymał do dyspozycji jakąś małą jednostkę nawodną trudną dziś do określenia. W publicznie dostępnych informacjach podaje się, że ranny został na pokładzie (cytat) „patrol boat”. Tyle że w Normandii nie całkiem były amerykańskie „patrol boats” – były „patrol crafts” z przedrostkiem „PC” zamiast sakramentalnego dla US Navy „USS”. Były też amerykańskie „patrol torpedo boats”, które podczas inwazji wykorzystywano jako wielozadaniowe. W każdym razie czymś takim płynął do Normandii nasz polonijny koordynator zasłon dymnych i na czymś takim został po raz pierwszy ranny. Poniżej: Amerykański Chemical Warfare Bulletin, Vol. 3 No. 3, czerwiec-lipiec 1944 i wspomnienie, jak siły CWS desantowały się w Normandii.
-
Przechodzimy do II wojny światowej z naszym polonijnym oficerem-specem od chemii w wojsku. Jako oficer CWS (Chemical Warfare Service) ppłk Benjamin T. Anuskewicz nadal był w tej wojnie odpowiedzialny za tę tzw. wojnę chemiczną. Najpierw zobaczmy, jak US Army wyobrażała sobie walkę „na chemię” z Niemcami w trakcie i po desancie w Normandii. W kampanii normandzkiej obowiązki CWS oznaczały zajmowanie się: • gazami bojowymi • ochroną przed tymi gazami • zasłonami dymnymi z powierzchni lądu i wody • miotaczami ognia • wsparciem piechoty pociskami z białym fosforem • wsparciem piechoty pociskami odłamkowo-burzącymi • obsługą moździerzy M2 kal. 4,2" (106,7 mm) Żołnierze CWS mieli sporą satysfakcję, ponieważ dostali do dyspozycji bardzo precyzyjną broń. W rywalizacji na celność amerykańskie gładkolufowe moździerze kalibrów 60 i 81 mm sromotnie przegrywały z ww. moździerzem kal. 106,7 mm, który miał lufę gwintowaną. Bez zajrzenia do archiwów Pentagonu nie wiadomo, w jakiej jednostce atakował Normandię ppłk Anuskewicz, ale wiadomo wystarczająco dużo, żeby coś o nim powiedzieć na tle szerszego tła. CWS zaatakowała Normandię strukturą batalionową i kompanijną. Bataliony i kompanie przydzielano zarówno do pułków i dywizji wojsk lądowych, jak i do jednostek nawodnych. Poniżej struktura batalionu CWS z Normandii. Legenda co do obsady stanowisk w powyższej infografice: Off. = oficerowie WO = chorążowie EM = żołnierze od szeregowców do podoficerów Amerykanie byli w pełni przygotowani na niemiecki atak gazowy w odwecie za normandzki desant. Każdy żołnierz miał maskę p-gaz oraz specjalny „worek” foliowy do niemal całkowitego odizolowania się w nim od strefy gazowanej. Jednocześnie byli przygotowani na taką odpowiedź bronią chemiczną, jakiej Niemcy pożałowaliby na wieki. c.d.n.
