Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    9 141
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. @Erih @karpik Fakt, LWP niby szkoliło i WP też niby szkoli pojedynczego żołnierza w strzelectwie do obiektów powietrznych, tylko dobrze wiemy, jaka to fikcja i co to daje obecnie – nic. To szkolenie musi wrócić w kompletnie zreformowanej formie i z kompletnie nowym oprzyrządowaniem, a żołnierz ze strzelbą powinien przypadać na drużynę, najwyżej dwie. W przeciwnym razie, gdyby było „W” to ruscy będą wrzucali do netu setki filmików z rozkawałkowywania polskich żołnierzy dronami FPV, a wtedy wiadomo, co będzie – morale polskiego społeczeństwa dojdzie do dna, ucieczki przed mobilizacją na skalę niewyobrażalną i oczywiście polityczna wojna na miotacze napalmu z oskarżeniami o to, kto zawinił pod względem braków szkoleniowych i dlaczego kompletnie nie radzimy sobie z ruskimi dronami i giną nasi chłopcy. Czyli kompletny paraliż państwa w czasie „W”. Kiedyś musiałem napisać duży tekst i bogato ilustrowany, jak Amerykanie podczas II w.ś. uczyli strzelectwa do obiektów powietrznych. Niestety sfajczył mi się ten tekst i materiały do niego razem z poprzednim komputerem. Odtworzę więc coś z głowy i z dwoma uratowanymi zdjęciami, bo wydawało się, że czasy takich szkoleń to już tylko historia, a tu a ku ku, historia zapukała do drzwi ponownie z identycznym tematem. Kowboje robili to idealnie. Tylko zmienić środki techniczne, środki i statki powietrzne, a cała reszta szkolenia jest po prostu do skopiowania z drugowojennej US Army, chociaż Amerykanie zaczęli to robić na długo przed ich przystąpieniem do wojny. Podczas wojny wyglądało to tak: Etap I. Widna hala, ekrany zasłonięte szybami, na ekranach wyświetlały się filmy z latającymi samolotami, a w pewnym oddaleniu od ekranów były stanowiska z butlami sprężonego powietrza i z przewodami np. do Thompsonów przerobionych na ASG. I ćwiczący żołnierze strzelali kulkami BB w ekrany osłonięte szybami. Dziś – wiadomo, byłby to pewnie trenażer ze strzelaniem laserowym i piszczałką po trafieniu, jak dla piechocińców na poligonach. Etap II. Widna hala, linki pod sufitem, a na linkach dość szybko przemieszczające się modele samolotów. I albo strzelało się do tego z ASG, albo ćwiczyło się „na sucho” odkładanie poprawek bez strzelania. Dziś oczywiście trzeba by do tego podejść metodami np. wielkich telebimów najlepiej sprzężonych po kilka w jednym ciągu i strzelectwo np. znowu jak z laserowego systemu LSS dla ćwiczącej piechoty. Etap III. To samo, co w etapie II, ale w hali z półmrokiem, a na koniec prawie z mrokiem. Etap IV. To, co widać na poniższym zdjęciu, a co wspomniałem w poprzednim poście, czyli ćwiczenia w celowaniu/strzelaniu „na sucho”, bez amunicji już w terenie i z lekkimi samolotami – albo z L-Birdami, albo z wynajętymi od GA. Dziś wiadomo, że samolot byłby zastąpiony w etapie IVa małym kwadrokopterem (jak FPV), a w etapie IVb większym heksakopterem. Kompletnie nie wierzę w to, co wygadują urzędnicy Pentagonu, że oni na następnej wojnie z ich udziałem całe pole walki kompletnie odizolują od dronów poprzez WRE, działa laserowe, działa mikrofalowe i gatlingi, a wszystko z radarami specjalizowanymi do wykrywania bardzo małych obiektów. Nie ma takiego państwa na świecie, które odizolowałoby sobie od dronów każdy kilometr kwadratowy. Wygadują to jacyś odrealnieni generałowie z epoki Gulf Wars, którzy chyba zatrzymali się w rozwoju. W razie zranienia lub zabicia żołnierza ze strzelbą przeciwko dronom każdy inny żołnierz powinien być wyszkolony do przejęcia jego broni i zadań. Oczywiście w WP nic takiego się nie stanie.
  2. Czy aby na pewno „shoot down”? Czy o jakąś inną technikę chodzi? Byłbym wdzięczny, gdyby ktoś znalazł informację, czy w tych Jakach-52 zainstalowano jakiś karabin i celownik, czy może polowanie na te ruskie drony odbywa się tak, jak alianckie lotnictwo myśliwskie polowało na V-1, gdy zabrakło amunicji, czyli podważało się gada skrzydłem, żeby mu żyroskop zwariował.
  3. PS W związku z tymi przeklętymi dronami FPV prędzej lub później w jakiejś części światowych sił zbrojnych wróci wielka nauka, szkolenie i trening, jaki był w drugowojennej US Army, a mianowicie strzelectwo do obiektów powietrznych. Już podczas II wojny tak Amerykanie szkolili piechociarzy (mam gdzieś zdjęcia). Zaczynało się w pomieszczeniach z broni ASG na kulki BB. Potem przechodziło się w plener i była nauka rakursów oraz symulowane strzelanie do modeli samolotów szybko poruszających się na linkach. Na koniec było symulowane strzelectwo do prawdziwych samolotów na bardzo małym pułapie. Tymi samolotami były tzw. L-Birdy, czyli łącznikowe od L-1 do L-6. Piloci nadlatywali na grupy ćwiczących żołnierzy, a ci mierzyli do tych samolotów. W kontekście tych strasznych dronów to właśnie wolno latające samoloty, a nawet szybowce całego general aviation (GA) byłyby idealne do takich ćwiczeń. Już teraz powinno się zagonić całe GA (poza śmigłowcowym) do współpracy z wojskiem w takiej dziedzinie. Nie ma innego wyjścia - ta nauka i trening muszą wrócić do sił zbrojnych. Inaczej będą tysiące tych filmików z ludźmi rozkawałkowanymi przez drony FPV. A Ukraińcy szaleją pod tym względem. Sami mówią, że zużywają miesięcznie 30-40 tys. dronów FPV. Tym sposobem przez miesiąc można wykończyć wrogowi pół dywizji.
  4. Była fajna informacja jakieś dwa tygodnie temu. A mianowicie - ruscy mają mistrza świata w strzelectwie do rzutków, a Ukraińcy mają wicemistrza świata w tym samym strzelectwie. Obaj są na pierwszej linii frontu. Obaj mają swoje strzelby i duży zapas amunicji. Obaj pracują jako antydronowcy.
  5. Bardzo mnie ciekawi, co na ten temat - i na temat karpikowego postu „Dronem w cymbał” oraz wielu innych podobnych - miałby do powiedzenia ten dwu- lub trzygwiazdkowy esteta z Pentagonu, który oświadczył, co oświadczył, a co wspomniałem w tym poście. Czy pod wpływem takich filmików na przyszłą wojnę każdy amerykański żołnierz na szczycie hełmu dostanie mikroradar i antydronowe mikrodziało laserowe? Bo jak się słyszy tego estetę o niepaskudzeniu Abramsów to..
  6. Dobre. A nie pisałem wcześniej, że dziedzictwo po ДОСААФ prędzej lub później przyda się Ukraińcom? Jak tak dalej pójdzie to do łask USAF, USMC i US Army Aviation wróci projekt Piper PA-48 Enforcer.
  7. Jest dokładnie tak, jak w tym tweecie. 20-letnie dzieci za sterami F-16 narobią tylko obciachu wszystkiemu, co amerykańskie i natowskie, czyli przemysłowi lotniczemu, systemowi kształcenia pilotów, systemowi szkolenia pilotów, a wreszcie taktyce. Jednego za to można być pewnym - na Ukrainie gotowe są już nalepki z czerwonymi gwiazdami do naklejania ich pod kabinami tych ukraińskich F-16. Mniej lub bardziej oszukańcza propaganda nie zawiedzie i symbole zestrzeleń ruskich samolotów też.
  8. Zaraz skarciliby ich Amerykanie, bo oni nie lubią u Ukraińców ostentacji.
  9. Gen. Duda ma rację, a tym bardziej, że być może pamięta, iż w Polsce było już coś takiego, o czym on mówi. Było, ale się zmyło wraz z nowym radosnym, pięknoduchowskim ustrojem wychodzącym z założenia, że pokój zapanował w Europie już na zawsze. Nazywało się to CPBR (Centralny Plan Badawczo-Rozwojowy) i miało toto dużą kasę na B+R, a jak był przypadek, że jakieś B+R były wybitnie obiecujące, ale za drogie jak na przyznane środki to nawet była możliwość wyjścia poza budżet CPBR i było inne dofinansowanie, żeby dany projekt dokończyć. Wiem, bo sam brałem udział w czymś właśnie takim i WP na tym mocno skorzystało. A potem CPBR zniknął, ponieważ zapanowało miłe, a wszechogarniające przekonanie, że cywilizacją turańską zza wschodniej miedzy już zawsze będzie przewodził ktoś pokroju zapitego Jelcyna, któremu na żadną wojnę nie będzie się chciało wyruszać.
  10. Normalny samolot wojskowy świata cywilizowanego – bez względu na to czy to myśliwiec, bombowiec, AWACS, czy transportowiec – ma RWR i MWS. Ich względne odpowiedniki ruscy też mają. W tym strzelającym flarami A-50 prawdopodobnie zaświeciły się i RWR, i MWS, bo inaczej nie byłoby takiej dramatycznej reakcji załogantów wiedzących, że pocisk rakietowy już do nich leci i trzeba wystrzelić wszystko do obrony samolotu. Pytanie jest jedynie – czyja to była rakieta? Ja w rakietę ukraińską kompletnie nie wierzę, bo to baśń podobna do baśni o „zestrzeleniu” omawianego Tu-22M3. Wierzę natomiast w kolejnego ruskiego samobója w tym przypadku.
  11. Nie powinno być tak, że jedni umierają za kraj, a drudzy bawią się w klubach w Warszawie - stwierdził Wodziński. Rozmówca Gazeta.pl powiedział też, co na ten temat sądzą ukraińscy żołnierze.
  12. A jeszcze tak jakoś w styczniu czy lutym br. było ciekawe oświadczenie Pentagonu, że ów nie zamierza kompromitować się budami, siatkami i innymi królikarniami na czołgach, bo przed dronami amerykańskie czołgi będą bronić wyłącznie systemy WRE, antydronowa mikrofalowa broń energii skierowanej i antydronowa broń lufowa.
  13. Ciut za szybko ten post napisałem :-) Zapomniałem o być może najważniejszym, co rujnuje tę ukraińską pseudologikę rzekomego „zestrzelenia” tego Tu-22M3. Gdyby rzeczywiście oberwali głowicą S-200 to pod samym nosem mieli duże wojskowe lotnisko w Jejsku i tam mogliby awaryjnie lądować. Ale nie, ci rzekomo „zestrzeleni” spokojnie pchali się dalej o 400 km do Mozdoku. Dorobiłem Jejsk na mapie. Widać, że gdyby mieli posiekany samolot to prosto znad Morza Azowskiego lecieliby do Jejska, a nie obierali kursu 120° na Stawropol i Mozdok.
  14. Było już ruskie oświadczenie, że ten Tu spadł w wyniku awarii. Unikatowy przypadek, ale głęboko tym razem ruskim wierzę. Zauważ, że od początku tej wojny ruskim spadły na dalekich tyłach trzy MiG-i-31. Wszystkie na skutek awarii silników. Takie te silniki są - mają bardzo krótki resurs, a i tak któryś ze stopni turbiny (szczególnie wysokiego ciśnienia) nie wytrzymuje nawet okresu resursowego i łopatki odpadają. A jedna taka urwana łopatka to już kaplica, bo potem idzie reakcja łańcuchowa. A Ukraina po prostu bezpardonowo, na chama, na wielką skalę stosuje wojnę psychologiczną. Ruscy piloci mają się bać. To jest zadanie tej wojny psychologicznej. Mają się bać, że ukraiński SOF z MANPADSami jest wszędzie i wszystko może; mają się bać, że Ukraińcy dostają systemy opl, o jakich media nie piszą (bez względu na to, czy to prawda, czy nie); mają się bać, że Ukraińcy dokonują jakichś cudownych modyfikacji starych rakiet p-plot, itd., itp. W konsekwencji mają się bać zbliżania się za bardzo do linii frontu, czyli mają sami sobie obniżać zasięgi cruise'ów. A kłamstwo jest gigantyczną bronią w tej wojnie psychologicznej. To jest ta sama szkoła PsyOps, co w przypadku terrorystów. Gdy był zamach w madryckim metrze to zaraz fafnaście organizacji przyznawało się do jego autorstwa. To samo z zamachem w metrze londyńskim. To samo w tokijskim. Obserwatorzy tych zamachów, czyli społeczeństwo, ma się bać. W przełożeniu na ruskich - obserwatorzy, czyli ruscy lotnicy, dziwnych katastrof A-50 czy teraz Tu-22 mają się bać; mają kombinować, czy przypadkiem Ukraińcy faktycznie (z pomocą Zachodu) nie mają jakiejś wunderwaffe p-lot. Takie jest zadanie tej PsyOps.
  15. Ukraińcy w wieku poborowym za granicą. Kolejny kraj idzie w ślady Polski „Ukraina będzie robić wiele, żeby swoich obywateli - czy im się to podoba czy nie - ściągać do kraju”
  16. Kijów wstrzymał świadczenie usług konsularnych dla mężczyzn w wieku poborowym za granicą. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział, że Polska - jeśli Kijów poprosi - pomoże ściągnąć mężczyzn do Ukrainy. Głos w tej sprawie zabrały także USA i Niemcy. Według Eurostatu za granicą przebywa ok. 850 tys. mężczyzn w wieku poborowym.
  17. W Stanach chyba nikt w to nie wierzy i myślą, że to animacja z gry strzelankowej.
  18. Okay, brzmi rozsądnie. A na dodatek przypomniałem sobie ukraiński filmik z ub.r. na YT o tym, jak faktycznie jest rozkaz oszczędzania zachodnich ppk-ów.
  19. Paweł, okay, no to popatrzmy. Od razu jednak ostrzegam, że będziemy pracowali na ukraińskich kłamstwach oraz na nie lotniczych, nie technicznych, nie operacyjnych bzdurach, wręcz na bzdurach nielogicznych, bo czyniących z ruskich pilotów samobójców, więc poniższe mapy też są do pewnego stopnia specjalnie zrobionymi bzdurami dopasowanymi do ukraińskich bzdur, żeby dać jak największe fory bzdurom ukraińskiej propagandy o rzekomym zestrzeleniu tego Tu-22M3. Najpierw podstawowe fakty do pracy: ● Tu-22M3 najczęściej przenosi pociski manewrujące Ch-22 ● Ch-22 ma maksymalny zasięg 550 km pod warunkiem odpalania go z wysokości 14 tys. m ● Nawet jeśli Ch-22 ma mieć mniejszy zasięg, rzędu 400 km, to i tak trzeba go odpalać z wysokości 10 tys. m, czyli z pułapu typowego dla samolotów komunikacyjnych z hermetycznymi kadłubami ● Rzeczony Tu-22M3 uciekał z rejonu Ukrainy kursem mniej więcej 119 lub 120°, co udowadnia fakt, że spadł pod Stawropolem a leciał do jego bazy w Mozdoku ● Dokładnie z takim kursem pracujemy na poniższych mapach ● Głowica bojowa rakiety S-200 jest odłamkowa – jest ideologicznie taka sama, jak głowica Buka, który zestrzelił nad Ukrainą malezyjskiego Boeinga 777 robiąc z niego sito ● Pod względem konstrukcyjnym/płatowcowym Tu-22M3 jest takim samym samolotem, jak samoloty komunikacyjne, czyli nie jest samolotem skonstruowanym wg lotniczej wojskowej zasady „fail safe” (jak np. A-10 i Su-25); jest po prostu zwyczajnym samolotem z kadłubem ciśnieniowym jak wszystkie samoloty komunikacyjne. Rozpoczynamy zabawę z ukraińskimi kłamstwami i bzdurami oraz z mapą dopasowaną do tych bzdur. Na poniższej mapie dajemy Ukraińcom maksymalne fory do „zestrzelenia” tego Tu-22M3. Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili go z odległości 308 km, czyli z maksymalnego zasięgu rakiety S-200. Żeby dać Ukraińcom jak największą szansę na „zestrzelenie” tego Tu-22M3 ustawiamy zespół ogniowy S-200 maksymalnie blisko linii frontu, czyli na plaży prawobrzeżnego Dniepru nie w zasięgu ruskiej lornetki wojskowej z brzegu lewego, ale w zasięgu lorneteczki teatralnej. Oczywiście jest to kompletna bzdura, bo S-200 musiałby być ukryty o dziesiątki, jeśli nie o 100 lub więcej kilometrów gdzieś w głębi terenu na północny zachód, żeby nie być wykrytym przez drony, ale skoro Ukraińcy wmawiają nam bzdury to pracujmy na bzdurach dających największe fory ich kłamstwom o rzekomym „zestrzeleniu” tego samolotu. Na powyższej mapie można sobie oczywiście hipotetyczne miejsce odpalenia S-200 przesuwać do woli na zachód, wschód i północ (żeby uczynić Ukraińców mądrymi i dbałymi o najlepsze możliwe zamaskowanie S-200) – o jednym wszakże trzeba pamiętać, że wraz z tym przesuwaniem będziemy także przesuwali rzekomy „punkt trafienia” Tu-22M3 oddalając ten punkt jeszcze bardziej od bazy Mozdok, do której ten samolot uciekał. Jeśli – chcąc uczynić Ukraińców prawdomównymi w kwestii „zestrzelenia” tego samolotu – przesuniemy S-200 np. o 100 km na północny zachód, na osi kursu 120° to będziemy dodawali 100 km do trasy ucieczki Tu-22M3 z rejonu Ukrainy. Wtedy do tego, co zaznaczyłem na mapie, czyli do upadku samolotu pod Stawropolem (~300 km) dodamy tę setkę i otrzymamy ~400 km, który to dystans byłby odległością, jaką pokonali „zestrzeleni” gieroje w Tu-22M3 trafionym przez S-200. Obraz jakich ukraińskich kłamstw i kompletnych bzdur to daje? Czy to będzie ~300, czy to będzie ~400 km, to najpierw przypomnijmy sobie zestrzelenie nad Ukrainą rakietą Buk malezyjskiego Boeinga 777 i jak ten samolot wyglądał poszatkowany setkami, jeśli nie tysiącami, odłamków. Głowice i Buka, i S-200, są właśnie odłamkowe. I teraz Paweł lecisz tym Tupolewem, dostajesz rakietą S-200 i tysiącami odłamków, masz uszkodzone, ciężko uszkodzone lub zniszczone wszystko co w tym samolocie elektryczne, elektromechaniczne, pneumatyczne, hydrauliczne, pracujące obrotowo i co konstrukcyjne (płatowiec). Ale jeszcze nie to jest najważniejsze, bo jak w latach 1983-2009 udowodnili kapitanowie liniowi Sullenberger, Pearson i Rozaq olbrzymim samolotem wielosilnikowym, w ich przypadkach komunikacyjnym, da się lecieć jak szybowcem bez aktywnych silników. Patrzmy dalej na kłamstwa i brednie ukraińskiego wywiadu i wojska. Tu-22M3 odpala Ch-22 z pułapu między 10 a 14 tys. metrów. Nadal dajemy olbrzymie fory ukraińskim kłamstwom i bredniom, więc załóżmy, że ten Tu odpalał cruise'y z wysokości 10 tys. metrów. Odpalił, zawrócił i nadal leciał na wysokości najmniejszego spalania paliwa, czyli nawet jeśli schodził z 10 tys. m to na pewno łagodnie. Tam, gdzie rzekomo został „trafiony” mógł mieć nie mniej niż ~9 tys. m, bo takimi samolotami lata się jak liniowcami, nie kosiakiem i nie na średnich pułapach, żeby nie wykotłować w paręnaście minut całego paliwa. Ale równie dobrze mógł ten Tu odpalać cruise'y z pułapu 14 tys. m, żeby dać im maksymalny zasięg 550 km. Nie wiadomo, jak było, ale niżej niż ~9 tys. m raczej nie był. Teraz zauważmy – zestrzelony na takim samym pułapie nad Ukrainą malezyjski Boeing 777 został rozerwany na strzępy dehermetyzacją. Jego szczątki spadły na obszarach dziesiątków kilometrów kwadratowych. Rzekomo „trafiony” przez Ukraińców taką samą głowicą odłamkową gdzieś nad Morzem Azowskim Tu-22M3 nie podlega żadnym zjawiskom fizycznym ani z zakresu wytrzymałości materiałów – tak jest według Ukraińców. Lecimy dalej tym „trafionym”, ale niezniszczalnym samolotem. Teraz będziemy podziwiali ruskich gierojów-samobójców w funkcji „geniuszu taktycznego” Ukraińców. Nadal szanujemy „prawdomówność” Ukraińców. Mamy w powietrzu samolot-wrak „trafiony” rzekomo olbrzymią głowicą odłamkową S-200. Wcześniej samolot nie podlegał prawom fizyki, mechaniki i wytrzymałości materiałów, więc dzielnie lecimy do Mozdoku kursem 120°. Teraz poważnie – czy gdybyś był pilotem samolotu-wraku to po wleceniu nad ląd stały nie chciałbyś jak najszybciej wylądować na takim lotnisku, gdzie zapewniono by Ci i straże pożarne i opiekę medyczną w razie ran i oparzeń? Jak widać według Ukraińców tak nie jest. W ich propagandzie zrobili z tych lotników Tupolewa samobójców. Rzekomo „zestrzelonym” samolotem wlecieli nad ląd i nie potrzebują żadnej pomocy. Nad wiochą Szilowka na wybrzeżu mają jeszcze 498 km do bazy w Mozdoku, ale samolotem rozszarpanym na strzępy pomocy nie potrzebują. Lecą dalej. Lecą dalej, mimo że z pułapu 8-9 tys. m mają w zasięgu wzroku cztery porty lotnicze (Rostów nad Donem, Sławiańsk nad Kubaniem, Krasnodar i Noworosyjsk), w których mogli lądować nawet z rozbiciem, ale mieliby natychmiastową pomoc medyczną. W takich samobójców każe wierzyć ukraińska propaganda. Żaden normalny, zdrowy na umyśle, pilot i inny członek personelu latającego nie chce odpalać fotela wyrzucanego, bo to w przeważającej liczbie przypadków oznacza rozstanie się z zawodem, dobrym zdrowiem albo życiem, bo rzadko kto nie ma konsekwencji zdrowotnych po 22-24g z takiego ruskiego fotela. Ale jak widać – według ukraińskich bredni i kłamstw – lotnicy „zestrzelonego” Tu-22M3 po wleceniu nad ląd nie szukali możliwości lądowania w portach lotniczych Rostów nad Donem, Sławiańsk nad Kubaniem, Krasnodar i Noworosyjsk tylko spokojnie polecieli dalej „zestrzelonym” przez Ukraińców samolotem. Nienormalni jacyś, samobójcy, nieprawdaż? Fakty: „zestrzelony” i „rozhermetyzowany” samolot spokojnie poleciał dalej. Znad wiochy Szilowka spokojnie przeleciał – będąc „zestrzelonym” – jeszcze 317 km i dopiero tam się sypnął nad Stawropolem,. Sypnął się z dużej wysokości, jak widać na filmiku, więc piloci nie byli „zestrzeleni” i „rozhermetyzowani” już nad Morzem Azowskim po rzekomym „trafieniu” rakietą S-200. Co się mogło stać pod Stawropolem, gdzie spadł ten Tu? Ruska klasyka. Na skutek nadmiernej eksploatacji – typowej dla tej wojny – poszła któraś z łopatek turbiny, a dalej już poszło tak, jak z polskimi Iłami-62M.
  20. Dlatego zapytałem dziś, gdzie jest kilkanaście, a może i ponad 20 tys. ppk-ów przekazanych Ukraińcom przez USA i resztę NATO? Ppk-ów, które niby dawno się Ukraińcom skończyły...
  21. Z wyglądu zeki, czyli środowisko ludożerców, jak poinformował ppłk Maciej Korowaj. I to nie jest dowcip.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie