Jedburgh_Ops Napisano 11 Wrzesień Autor Napisano 11 Wrzesień 21 minut temu, bodziu000000 napisał: Zamiast kazać szkopom maszerować to litościwi dziennikarze i/lub fotoreporterzy wzięli szkopstwo do jeepa. PRESS na szybie jeepa mówi wszystko.
abcd Napisano 11 Wrzesień Napisano 11 Wrzesień (edytowane) Swoją drogą miejsce po alianckim obozie dla szwabów musi być rezerwuarem fajnych nieśmiertelników ;) Edytowane 11 Wrzesień przez abcd
mensguth6 Napisano 11 Wrzesień Napisano 11 Wrzesień Żebyś wiedział. Znam jednego rolnika który posiada ponad 200 blaszek :)
Jedburgh_Ops Napisano 11 Wrzesień Autor Napisano 11 Wrzesień Godzinę temu, abcd napisał: Swoją drogą miejsce po alianckim obozie dla szwabów musi być rezerwuarem fajnych nieśmiertelników ;) Nieśmiertelników, jak nieśmiertelników, ale po amerykańskich obozach koncentracyjnych dla szkopów musiał pozostać w ziemi istny ocean małych przedmiotów codziennego użytku, całej wyobrażalnej i niewyobrażalnej falerystyki itd., itp. Samych tylko scyzoryków, na które Amerykanie pozwalali szkopom do bytowania w ziemi, musi być do dziś w ziemi masa.
Jedburgh_Ops Napisano 12 Wrzesień Autor Napisano 12 Wrzesień 13 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał: Nieśmiertelników, jak nieśmiertelników, ale po amerykańskich obozach koncentracyjnych dla szkopów musiał pozostać w ziemi istny ocean małych przedmiotów codziennego użytku, całej wyobrażalnej i niewyobrażalnej falerystyki itd., itp. Samych tylko scyzoryków, na które Amerykanie pozwalali szkopom do bytowania w ziemi, musi być do dziś w ziemi masa. ...już nie mówiąc o innych skarbach dla naszej wojskowości, które równie dobrze też mogą do dziś tkwić w ziemi Reichu po tych US i FR obozach koncentracyjnych dla szkopstwa, tylko że nie wolno tam kopać, jak piszą powyżej koledzy. W roku 1999 poznałem historię jednej polskiej manierki z '39. I co więcej zobaczyłem tę manierkę. Niestety jej zdjęcia sfajczyły mi się dawno temu w Macintoshu. Manierka była na sprzedaż, ale w cenie przyzwoitego używanego samochodu, więc poszła do jakiegoś amerykańskiego kolekcjonera poza aukcją, bo wiem, jak poszła - poszła przez forum, na którym byłem i z zasobów amerykańskiego kolekcjonera, którego dobrze znam. A była to manierka o całkowicie znanej historii, gwarantowanej przez weterana US Army z Normandii, a takie rzeczy właśnie osiągają ceny astronomiczne. Była to amerykańska manierka M1910 cała pomalowana metodą zanurzeniową w szelaku khaki. US armista zabrał ją szkopowi w Normandii, ale zapytał szkopa, jakim cudem szkop ma amerykańską manierkę z I wojny i tak pomalowaną? Szkop powiedział, że to jego zdobycz w Polsce w '39 i zabrał tę manierkę polskiemu żołnierzowi, bo tak mu się spodobała. No więc zważywszy, ile milionów szkopstwa przewinęło się przez te US i FR obozy koncentracyjne to licho wie - gdyby tam wejść z piszczałkami - ile przy okazji wyszłoby z ziemi pamiątek po wrześniowym WP wziętych w '39 jako trofea mniejsze lub większe.
toska Napisano 12 Wrzesień Napisano 12 Wrzesień 23 godziny temu, bodziu000000 napisał: Gdzieś kiedyś widziałem podobne zdjęcie z niemiaszkami na wilisie ale z radziecką załogą i z podpisem że sołdaty podróżują z osłoną antysnajperską
Jedburgh_Ops Napisano 12 Wrzesień Autor Napisano 12 Wrzesień 17 minut temu, toska napisał: Gdzieś kiedyś widziałem podobne zdjęcie z niemiaszkami na wilisie ale z radziecką załogą i z podpisem że sołdaty podróżują z osłoną antysnajperską Tak też może być, niemniej ludzie amerykańskich mediów na zachodnioeuropejskim TDW nieraz wcinali się między der Schnapsa a śledzia.
Jedburgh_Ops Napisano 14 Wrzesień Autor Napisano 14 Wrzesień 19 minut temu, bjar_1 napisał: Jeńcy brytyjskiej 7. DPanc „Desert Rats”.
Jedburgh_Ops Napisano 14 Wrzesień Autor Napisano 14 Wrzesień Tu dopiero jest duża przygoda intelektualna - niemiecki film o alianckich obozach jenieckich. Ale film, jak film, być może nie on jest najważniejszy - polecam poczytać sobie niemieckie komentarze pod tym filmem. Będzie mniej zdziwienia wobec zjawiska obecnej neonazistowskiej Alternative für Deutschland.
abcd Napisano 14 Wrzesień Napisano 14 Wrzesień Wyspa Sobieszewska czy Półwysep Helski to były gigantyczne obozy jenieckie ostatni klijenci wyjechali na wschód w lipcu 45 , stąd zatrzęsienie fantów które tam kiedyś bywały .
abcd Napisano 14 Wrzesień Napisano 14 Wrzesień Kierunek odrzańsko berliński był bardziej efektywny Prinz Eugen nie należał kiedyś do rzadkosci a jak się miało farta to i Dirlewanger się trafił ;) 1
Jedburgh_Ops Napisano 15 Wrzesień Autor Napisano 15 Wrzesień Tu znamienne zjawisko socjologiczno-psychologiczno-polityczno-historyczne. Film sprzed dwóch miesięcy młodego Niemca mającego ambicje popularyzatora historii. Opowiada o tym, co się działo w Reichu po Operacji Plunder (po forsowaniu Renu na lądzie 24.03.1945) oraz po Operacji Varsity (po desancie spadochronowo-szybowcowym za Renem też 24.03.1945). Autor zahacza o temat amerykańskich obozów jenieckich. Biedak sapie, męczy się, robi pauzy, nie ma pomysłu jak tu coś sensownego powiedzieć tak, żeby bojówka AfD nie spaliła mu mieszkania, a z drugiej strony, żeby komentatorzy z państw byłych aliantów i byłych ofiar hitleryzmu nie wyśmiali go w komentarzach. Oczywiście u tego Niemca zero jakiejkolwiek, choćby najmniejszej refleksji na temat tego, co Niemcy wyrządzili podczas II wojny światowej narodom dwóch kontynentów, za to sapanie, cmokanie, jęczenie i kombinowanie, jak by tu wspomnieć o alianckich obozach jenieckich tak, żeby nie powiedzieć, że nam, Niemcom, należało się to, co nas w tych obozach spotkało.
bodziu000000 Napisano 17 Wrzesień Napisano 17 Wrzesień Niemcy w przejściowym obozie w okolicy Grenoble 1944
Cronos Napisano 17 Wrzesień Napisano 17 Wrzesień W dniu 14.09.2026 o 19:20, bjar_1 napisał: Mniejsze w centrum Polski też się trafiały ;) Pod Wrocławiem też był, ale to z opowieści znam i fanty oglądałem. Posiadam troche popalonych wron, bączków, kokard itp. i parę żelaznych, które dostałem od kumpla co kopał w miejscu gdzie palono mundury. Teorie ma, że jak niemcy wychodzili z festug, to byli wylęgarnią wszystkiego pełzającego i najpierw musieli "zdać mundury". Nie wiem ile w tym prawdy.
Tomasz70 Napisano %s o %s Napisano %s o %s 17 minut temu, bjar_1 napisał: Hermann Włochy, 1943/44? Rejczel tak ...
Witek Cisłak Napisano %s o %s Napisano %s o %s 58 minut temu, Tomasz70 napisał: Włochy, 1943/44? Rejczel tak ... Dokładnie to czerwiec 1944 okolice Rzymu. To zdjęcie z serii wykonanej dla Life'a przez Carla Mydansa. Kilka innych zdjęć z tej serii. 1
bodziu000000 Napisano %s o %s Napisano %s o %s Załoga U.S. PT z wziętym do niewoli Niemcem, Normandia 1944
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Autor Napisano %s o %s W dniu 14.09.2026 o 15:50, Jedburgh_Ops napisał: Tu dopiero jest duża przygoda intelektualna - niemiecki film o alianckich obozach jenieckich. Ale film, jak film, być może nie on jest najważniejszy - polecam poczytać sobie niemieckie komentarze pod tym filmem. Będzie mniej zdziwienia wobec zjawiska obecnej neonazistowskiej Alternative für Deutschland. Ten niemiecki film jest dużym zjawiskiem socjologicznym. Zjawiskiem niemniejszym, a może wręcz większym, są komentarze pod nim. Jest tam trochę podziękowań dla autora za obiektywizm i jest awantura o usuwane komentarze, więc trochę można sobie wyobrazić skalę emocji panujących wśród widzów. Niemieckie komentarze do tego filmu można podzielić na trzy kategorie: 1. Kategorię pierwszą można by nazwać rodzinno-wspomnieniową, w której ludzie relacjonują to, co się o tych obozach mówiło w ich domach. 2. Kategoria druga to nieliczne głosy ludzi, którzy starają się postrzegać zjawisko tych alianckich obozów w miarę obiektywnie, czyli w rodzaju „należało nam się” za to, co Niemcy wyrządzili innym narodom. 3. Kategoria trzecia… – jej nie nazywam. Zapraszam do poczytania komentarzy i samodzielnego nazwania sobie tej kategorii. Tłumaczenie komentarzy – tłumacz systemu komputerowego, więc za niedociągnięcia językowe przepraszam, ale niemieckiego uczyłem się tak dawno (w dzieciństwie), że nie podejmuję się już tłumaczyć tekstów z tego języka. Poniżej kategoria 1. ● Mój dziadek opowiadał mi, że Anglicy brali bardzo młodych niemieckich żołnierzy, torturowali ich, brutalnie znęcali się nad nimi, wymuszali zeznania, a potem zabijali. „Słyszałem, jak młodzi towarzysze błagali, zawodzili, płakali i wołali matki nocą” – powiedział. „Żaden z nich nie wrócił”. „Każdego dnia z obozu wyjeżdżały ciężarówki załadowane martwymi żołnierzami…”. Byli grzebani w masowych mogiłach. „Mieli stosy chleba ułożone tak, że nie mogliśmy do nich dotrzeć. Kiedy błagaliśmy, oddawali mocz na chleb, wrzucali nas do klatki i śmiali się sprośnie. Rzadko o tym mówił, a kiedy już to robił, strasznie płakał”. ● W dzieciństwie po raz pierwszy usłyszałem o jeńcach wojennych w obozach na nadreńskich łąkach. Od czasu do czasu temat wojny pojawiał się w rozmowach z moją ommi (nie Omą, to była ta druga ommi). Powiedziała coś w tym stylu, że „Amerykanie” pozwolili wielu niemieckim żołnierzom umrzeć z głodu na nadreńskich łąkach. Fakt, że użyła określenia „Amerykanie”, prawdopodobnie wynikał również z jej bardziej komunistycznych poglądów. ● Szkoda, że mój ojciec, również jeniec wojenny w obozie Remagen Rhine Meadow, nie może już tu komentować. Warunki, jakie tam wówczas panowały, były nie do opisania. Kiedy czytam jego relację, łzy napływają mi do oczu. A ci żołnierze są ignorowani przez nasz rząd. Hańba dla Niemiec. ● Miałam kuzynkę, która była w obozie na łące nad Renem; nie mogła o tym opowiadać aż do swojej śmierci (miała 92 lata)... ● Mój ojciec, urodzony w 1936 r., opowiadał mi, że gdy był harcerzem, często dostawał od księdza zlecenia, żeby jechać rowerem do Andernach i przerzucać chleb przez płot, a Amerykanie patrzyli w inną stronę. ● Mój ojciec, wówczas 40-letni, został schwytany przez Amerykanów w Turyngii w kwietniu 1945 roku. Przeszedł przez kilka obozów jenieckich, aż w końcu dotarł do Cherbourga w Normandii, gdzie warunki były całkiem znośne. W lipcu został zwolniony i deportowany z powrotem do Niemiec. Zgłosił, że najgorszym obozem przejściowym był Bad Kreuznach, który był niczym więcej niż ogrodzonym polem. Ponieważ padał deszcz, mężczyźni próbowali spać na stojąco, tuląc się do siebie, aż znów cała grupa nagle padła w błoto. Na szczęście dla niego, musiał tam wytrzymać tylko trzy dni. ● Mój ojciec był w Kreuznach i powiedział mi o tym zaledwie tydzień przed śmiercią. Powiedział, że pozostali przy życiu żołnierze Wehrmachtu ważyli mniej niż 50 kg, gdy likwidowano te getta. Nazywano ich żywymi szkieletami. ● Mój dziadek ze strony matki (urodzony w 1915 roku) był więźniem jednego z obozów na nadreńskich łąkach. Warunki były przerażające. Został bezprawnie deportowany z obozu na dwa lata robót przymusowych w południowej Francji. Jego serce, poważnie powiększone przez ciężką pracę, zmarło o wiele za wcześnie, po zaledwie kilku latach emerytury. ● Mój ojciec dotarł na Zachód i dostał się do amerykańskiej niewoli; dzięki Bogu nie był długo przetrzymywany. Często płakał, opowiadając o wojnie… nasi żołnierze byli w większości dobrymi ludźmi… teraz ich dusze są z Bogiem i zaznają spokoju. ● Moja matka, jako nastolatka, mieszkała niedaleko Bad Kreuznach i z daleka widziała panujące tam warunki. Opowiadała mi, że jeńcy byli traktowani nieludzko, a miejscowej ludności surowo zabroniono dostarczania im wody i jedzenia. ● Mój dziadek, żołnierz piechoty morskiej, przybył nad Ren, gdzie po raz ostatni walczył w bitwie lądowej z wojskami amerykańskimi. Omal nie umarł tam z głodu i opowiedział mi o tym tylko raz, gdy miałem około 12 lat. Opisał, jak niemieccy żołnierze stali po kostki we własnych odchodach i nie dostawali jedzenia. Opowiedział też, jak obozy były ostrzeliwane w nocy, przez co żołnierze byli tak osłabieni, że nie byli w stanie nawet wynieść z drucianych klatek ciał tych, którzy zmarli w nocy. ● Przeczytałem wydaną własnym nakładem książkę w miękkiej oprawie, w której dziadek przyjaciółki mojej siostrzenicy opowiedział o swoich przeżyciach. Jego uwięzienie, deportacja do Francji wraz z tysiącami towarzyszy. Przerażający transport w otwartych wagonach przez terytorium Francji. Cegły, ekskrementy i inne rzeczy zrzucano z mostów do wagonów. Żołnierze mieli pracować w kopalniach węgla w Lotaryngii. Jednak z powodu choroby nie mogli wyrobić normy i zostali odesłani do obozów na łąkach nadreńskich. Ponownie, z tym samym błogosławieństwem z góry. ● Ten film absolutnie musi być pokazywany w naszych szkołach i na uniwersytetach. Mój ojciec był jeńcem wojennym w amerykańskim obozie, a relacje w filmie pokrywają się z tymi w filmie. Moja matka powiedziała, że ??mój ojciec był kompletnie załamany; myślała, że ??nigdy nie dojdzie do siebie. Minęło dużo czasu, zanim znów był w stanie pracować. ● Mój ojciec również przeżył te obozy. Często opowiadał o straszliwych warunkach, w jakich przetrwali tylko najsilniejsi psychicznie. A takich było niewielu. Moja przyrodnia siostra i jej matka próbowały przemycać jedzenie... ginęły jak muchy. Zanim mój ojciec odszedł, tymi właśnie wrażeniami czuł się zobowiązany podzielić po raz ostatni. ● Mój ojciec (urodzony w 1920 roku, czołgista na froncie wschodnim, zgłosił się na ochotnika na szkolenie w operacjach specjalnych w Paderborn, zanim został wzięty do niewoli przez Amerykanów) został następnie wysłany do obozów. Ostatecznie Amerykanie uznali, że nie chcą, aby jeńcy głodowali i założyli piekarnię polową. Mój ojciec był piekarzem i dlatego był zaangażowany (był bliski śmierci głodowej). Wypiekali chleb kanapkowy. Później poszedł do pracy u rolnika we Francji. Do dziś pamiętam wiele szczegółów z jego relacji. ● Mój wujek został wzięty do niewoli we Włoszech i spędził cztery tygodnie w obozie na wolnym powietrzu. Następnie przeniesiono go do obozu koszarowego, gdzie musiał naprawiać radia uszkodzone na Dalekim Wschodzie. Austriacy musieli pozostać dłużej w obozie na wolnym powietrzu. Mój ojciec został wysłany do amerykańskiego obozu niedaleko Rosenheim. Ze względu na znajomość języków obcych przydzielono go do pracy administracyjnej. Po kilku tygodniach udało mu się uciec, znaleźć pracę jako parobek, a po żniwach nocnymi marszami wracał do domu. Wrócił do pracy w dużej fabryce. Pewnego dnia robotnicy zostali wezwani na podwórze. Z ciężarówek wysypywano puszki z wołowiną Corner Beef. Następnie żołnierze amerykańscy przebijali puszki, oblewali je benzyną i podpalali na oczach głodujących robotników. ● Mój ojciec był w obozie w Sinzig. W wieku 18 lat!! Przeżył (prawie umarł z głodu), ponieważ lekarz (również więzień) zalecił mu oszczędzanie kalorii, mało mówić i jak najmniej się ruszać. Kromka chleba, szczypta tłuszczu i szklanka wody dziennie. To wszystko. Został zwolniony, ponieważ mógł wiarygodnie zapewnić ich, że rodzina kupowała jedzenie od Żydów w Duderstadt, mimo że było to już zakazane. ● Mój ojciec również był w obozie na nadreńskiej łące. Został przymusowo zwerbowany w wieku 16 lat, w ostatnim roku wojny. Jego towarzysze ginęli w obozie jak muchy. Większość zginęła z pragnienia. Wielu umarło z głodu. On ledwo przeżył. ● Mój dziadek wrócił do domu z nadreńskich łąk. Babcia i matka nie rozpoznały brudnego, rozczochranego mężczyzny stojącego w drzwiach. Dopiero po trzech pełnych kąpielach mężczyzna wyszedł spod warstwy gliny. Mój dziadek nigdy nie wspominał o obozie w Remagen, poza tym, że mieli wszy i nic do jedzenia. ● Obozy na łąkach nadreńskich są z pewnością najbardziej znane, ale było ich o wiele więcej. Mój ojciec był internowany na łące w regionie Sauerland i, mimo że wciąż był wystarczająco silny, należał do tzw. brygady trupów. ● Mój dziadek, urodzony w 1912 roku, został zwolniony z obozu w Bad Kreuznach na początku czerwca 1945 roku. Niewiele o tym mówił, ale pamiętam, że chodziło głównie o straszne pragnienie, tak wielkie, że wielu piło własny mocz. Zachowałem jego dokumenty zwolnienia; zmarł w 1992 roku. ● Mój ojciec był w obozie w Heilbronn. Na Wielkanoc mawiał czasem, że wtedy w Heilbronn dostawał na Wielkanoc tylko gorącą wodę i dwa liście szpinaku. Każdego ranka zabierali ze sobą kilku zmarłych. Bez względu na pogodę, żyli bez dachu nad głową... Niewiarygodne. Ale nie był rozgoryczony. ● Mój ojciec był w obozie w Bad Kreuznach w 1945 roku. Opowiedział mi o tym z wielkim wzruszeniem i cieszył się, że przeżył. Nie było baraków, namiotów, tylko dziury w ziemi. Prawie nic do jedzenia i picia. Prawie żadnych lekarstw… więźniowie masowo umierali. ● Mój dziadek wymienił tam swoją złotą obrączkę ślubną na kawałek chleba. Był mniej więcej wielkości palca. ● Mój dziadek również był więziony na nadreńskich łąkach. Wrócił do domu złamany i chory. Nie wyzdrowiał do końca życia. Nie mógł pracować; ciągle chorował i był bardzo chudy. Dożył 70 lat, ale jego życie było pełne bólu. Pamiętam go jako kochającego dziadka. Film przywołał wspomnienia rzadkich historii, które słyszałem w domu o nadreńskich łąkach. Dziękuję za Twój wkład. Dziękuję w imieniu tych, którzy zapomnieli o tamtych czasach! ● Mój ojciec był jeńcem wojennym w obozie na Łąkach Nadreńskich, gdy miał 16 lat. Panował tam chłód, głód, czerwonka, cholera i katastrofalne warunki sanitarne. Ojciec nigdy nie wiedział, czy dożyje następnego dnia. ● Mój dziadek był w jednym z takich obozów. Wickrathberg. Niedaleko od domu. Wrócił do domu prawie wygłodzony i zawszony. Ważył zaledwie 49 kilogramów…
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Autor Napisano %s o %s 1 minutę temu, Jedburgh_Ops napisał: 2. Kategoria druga to nieliczne głosy ludzi, którzy starają się postrzegać zjawisko tych alianckich obozów w miarę obiektywnie, czyli w rodzaju „należało nam się” za to, co Niemcy wyrządzili innym narodom. ● A jak Niemcy traktowali radzieckich jeńców wojennych? Nikt nie może uchylić prawa bumerangu! ● Wehrmacht i partia nazistowska nigdy by na coś takiego nie pozwoliły? ● Dziękuję za film, bardzo pouczający. Niestety, rewizjonistyczny i relatywizujący tłum znów pojawia się w komentarzach, desperacko naginając utartą narrację o tłumionej prawdzie, która nie wytrzymuje żadnej obiektywnej analizy. ● Ostatecznie wszyscy musimy się z tym pogodzić. Tak, przegraliśmy. Wróg nie był i nie jest lepszy. Niestety, mogę tylko zaakceptować to, co się stało, ale nie będę się utożsamiać z działaniami moich pradziadków. ● Każdy, kto studiował cele Bletchley Park (patrz William Toel) uważa liczbę 800 000 zamordowanych osób za całkiem realistyczną. ● Ponad 20 lat temu spotkałem dwóch starszych mężczyzn, obaj w różnych czasach i miejscach, którzy byli jeńcami wojennymi na amerykańskim Południu. Zeszliśmy na temat ich doświadczeń jako jeńców wojennych w ramach polityki zagranicznej. Obaj nie żywili do Amerykanów żadnej sympatii; jeden wręcz ich nienawidził. Po dalszych pytaniach dowiedziałem się, że powodem tego były ich doświadczenia jako jeńców wojennych. Nie pamiętam żadnych szczegółów, ale warunki musiały być zupełnie inne niż te opisane w filmie. To oczywiście mógł być zbieg okoliczności; to tylko punkt odniesienia. Mój dziadek był brytyjskim jeńcem wojennym. Nigdy nie był żołnierzem ani nie pracował w żadnej innej roli. Był nic nieznaczącym pracownikiem kolei na odległej wsi Westfalii. Moja mama była małą dziewczynką, kiedy opowiedziała mi, jak pewnego dnia pojawili się obcy żołnierze i zabrali jej ojca. Jakiś czas później (była jeszcze za mała, żeby mieć realne poczucie czasu) do domu podszedł mężczyzna. Ten człowiek, jak powiedziała moja mama, był samą skórą i kośćmi. Nie rozpoznała go; To był jej ojciec. Nigdy się z tego nie otrząsnął i zmarł młodo, na długo przed moimi narodzinami. Myślę, że liczba osób, które zginęły bezpośrednio w obozach, ma drugorzędne lub trzeciorzędne znaczenie. Nie ulega wątpliwości, że najstraszniejsze zbrodnie popełnili Niemcy w systemie totalitarnym. Ale „dobrzy”, w granicach swoich możliwości i systemów, nie byli mniej winni.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się