Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 3 godziny temu, MarekA napisał: Jak by się ktoś pytał to osoba z tego zdjęcia od 4 lat klnie się w podcastach, że jest żarliwym pacyfistą, a już szczególnie robi to w podcastach z Anną Marią Dyner.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s „Łucznik” odpowiada na zarzuty Przemysława Czarnka. „Wprowadza opinię publiczną w błąd”
M81 Napisano %s o %s Napisano %s o %s Rzeczywiście, wprowadza w błąd. Zdolności produkcyjne to 80 tys. karabinów rocznie, zamówienia na najbliższe lata to 23 tys. grotów.
MarekA Napisano %s o %s Napisano %s o %s 2 minuty temu, M81 napisał: Rzeczywiście, wprowadza w błąd. Zdolności produkcyjne to 80 tys. karabinów rocznie, zamówienia na najbliższe lata to 23 tys. grotów. Podziękuj Nawrockiemu
Erih Napisano %s o %s Autor Napisano %s o %s W dniu 20.04.2026 o 21:53, Jedburgh_Ops napisał: Jest inaczej niż piszesz. Świat rozstał się z bezjelcowymi bagnetami „typu gwóźdź” już podczas II wojny, a w każdym razie cywilizowana część tego świata. Nie ma od ponad 80 lat bagnetów, które nie mogą służyć jak noże wojskowe i do takich celów, jak noże, czyli do tego wszystkiego, do czego faktycznie noże wojskowe służą włącznie z walką wręcz. Nawet te najbardziej krytykowane przez władze wojskowe i państwowe karabinki, jak G36, FAMAS, czy SA80 (synonimy nieudanych konstrukcji) mają normalne bagnety z jelcami. A u nas wszystko musi stać na głowie. Ergonomiczne dno, jak wspomniane noże wz.92/98 i bagnet do Grota bez jelca. W tym pierwszym przypadku trwa na dodatek bezczelne wmawianie w mediach fachowych, że te noże są wzorowane na nożach M3. Projektanci tych noży w życiu nie trzymali w dłoniach M3 któregokolwiek z producentów tych noży. Bagnety wyłącznie kłujące odeszły w zapomnienie poza Rosją (myślę tu o poważnych graczach) już pod koniec XIX wieku. W momencie przezbrojenia żołnierzy w broń samopowtarzalną walka na broń białą straciła zupełnie sens, stała się absolutnie incydentalna. Więc bagnety albo zredukowano do zupełnie symbolicznego "szpikulca", albo starano się je zmienić w pełnoprawne noże bojowe lub też w noże obozowe. Tylko że nóż obozowy powinien być skonstruowany trochę inaczej niż typowy "mordulec". Próba połączenia tych dwóch funkcji średnio wychodzi.
soldierprzemo Napisano 15 godzin temu Napisano 15 godzin temu Największą porażką grota jest cennik części zamiennych. Większość jest chyba pozłacana lub ma dodatek platyny. Przykładowo zwykły klucz imbusowy za jedyne 79 zł sztuka lub wkręt M4x8 za jedyne 39 zł sztuka . https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://tarczownia.pl/pl/c/MSBS-GROT-A0A1A2/149/5&ved=2ahUKEwiSruT-poGUAxW3HBAIHSGrBKsQFnoECCcQAQ&usg=AOvVaw3y1i4uCCSGV4FlQxlLCHje
soldierprzemo Napisano 14 godzin temu Napisano 14 godzin temu Nic dziwnego że ta fabryka leci na pysk
Jedburgh_Ops Napisano 14 godzin temu Napisano 14 godzin temu (edytowane) 16 godzin temu, Erih napisał: Bagnety wyłącznie kłujące odeszły w zapomnienie poza Rosją (myślę tu o poważnych graczach) już pod koniec XIX wieku. W momencie przezbrojenia żołnierzy w broń samopowtarzalną walka na broń białą straciła zupełnie sens, stała się absolutnie incydentalna. Więc bagnety albo zredukowano do zupełnie symbolicznego "szpikulca", albo starano się je zmienić w pełnoprawne noże bojowe lub też w noże obozowe. Tylko że nóż obozowy powinien być skonstruowany trochę inaczej niż typowy "mordulec". Próba połączenia tych dwóch funkcji średnio wychodzi. U „poważnych graczy” jeśli chodzi o jakieś działania wojskowe (a nie służby cieciowsko-porządkowe) epokę kłujnych „gwoździ” zamknęli Brytyjczycy w 1956 roku podczas interwencji nad Kanałem Sueskim, gdy jeszcze dogorywały Lee Enfieldy No. 4 Mk I, bo L1A1 SLR dopiero wchodziły na uzbrojenie brytyjskiej lądówki. Taką samą epokę Amerykanie zamknęli sobie swoim „gwoździem” w drugowojennym Johnsonie. Bagnet Grota to jest patologia. Polska kraj bogata kraj. Operacja „Dragoon” zakończyła erę wydawania żołnierzom przez aparat państwa i bagnetu, i noża, i tracenia na to podwójnych pieniędzy, gdy można dać żołnierzowi coś, co u Anglosasów zwie się „bayonet-knife”. Wszyscy żołnierze z uzupełnień, których skierowano do operacji Dragoon, a którzy byli uzbrojeni w karabinki M1 i M1A1 nie dostali już noży, jak miliony ich kumpli z wcześniejszego poboru/zaciągu. Dostali bagnety M4, które były niczym innym, jak bardzo sensownym nożem M3 tylko przerobionym do postaci i funkcjonalności bagnetu. I od tej pory tak już zostało na zawsze u „poważnych graczy”, jak ich nazywasz. Poniżej amerykańscy spadochroniarze z operacji „Varsity” (marzec 1945). Gość z bazooką w tradycyjnym dla amerykańskich spadochroniarzy miejscu troczenia na łydce noża M3 nie ma go już – ma przytroczony bagnet M4, bo to też nóż. To, że nie dostarczono jeszcze wtedy zestawów modernizacyjnych do karabinków M1/M1A1 do mocowania tych bagnetów niczego nie zmienia, bo chodzi tu o zupełnie inną ideę. M4 wytyczył szlak dla „bagneto-noży” M6, M7 i M9. Wszystkie one mają normalne ergonomiczne jelce. Mogą być i bagnetami, i mordulcami, jeśli trzeba. I wszyscy inni „poważni gracze” (trendy amerykańskie zawsze się kopiuje) poszli w tym samym kierunku. Brytyjski tuż powojenny bagnet do Sterlinga to też już koncepcja typu „bayonet-knife”. I tak samo bagnety do commonwealthowskich klonów FN FAL - jelce tam wprawdzie nie za duże, ale są. Jasna sprawa, że długie bagnety i gwoździe dojechały do wojny koreańskiej i do kryzysu sueskiego, bo przecież żadne siły zbrojne na gwizdek nie wyrzucają jakiegoś systemu uzbrojenia. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że aparat państw „poważnych graczy” zaprzestał bezsensownej podwójnej produkcji i podwójnych kosztów, żeby dać żołnierzom i bagnet, i nóż, bo nożem jest też bagnet z normalnym jelcem. Sprawę z nożami puszczono luzem i na żywioł, bo przecież nikt nie skasował wojskowych sklepów typu Post Exchange, gdzie są tony noży spoza kontraktów państwowych-wojskowych, czyli noży niezliczonych wytwórców produkujących noże, które im się wydają „wojskowe”. I każdy żołnierz „poważnych graczy” może taki nóż sobie kupić i mieć, bo nikt się o to nie czepia. A to bezsensowne coś z Grota to jest przedmiot do posmarowania nim masłem. I dlatego w polskiej patologii jest amerykański system obowiązujący tylko do roku 1944, gdy trzeba było dać żołnierzowi i bagnet, i nóż i wydać na to podwójne pieniądze. Edytowane 11 godzin temu przez Jedburgh_Ops
karpik Napisano 14 godzin temu Napisano 14 godzin temu 36 minut temu, soldierprzemo napisał: Największą porażką grota jest cennik części zamiennych. Większość jest chyba pozłacana lub ma dodatek platyny. Przykładowo zwykły klucz imbusowy za jedyne 79 zł sztuka lub wkręt M4x8 za jedyne 39 zł sztuka . https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://tarczownia.pl/pl/c/MSBS-GROT-A0A1A2/149/5&ved=2ahUKEwiSruT-poGUAxW3HBAIHSGrBKsQFnoECCcQAQ&usg=AOvVaw3y1i4uCCSGV4FlQxlLCHje Koszt zakupu jednej rakiety do patriot to 20-25mln złotych. Koszt produkcji to max. 4-5mln zł. Wiesz skąd się to bierze czy ci wytłumaczyć?
Jedburgh_Ops Napisano 12 godzin temu Napisano 12 godzin temu 1 godzinę temu, Jedburgh_Ops napisał: U „poważnych graczy” jeśli chodzi o jakieś działania wojskowe (a nie służby cieciowsko-porządkowe) epokę kłujnych „gwoździ” zamknęli Brytyjczycy w 1956 roku podczas interwencji nad Kanałem Sueskim, gdy jeszcze dogorywały Lee Enfieldy No. 4 Mk I, bo L1A1 SLR dopiero wchodziły na uzbrojenie brytyjskiej lądówki. Taką samą epokę Amerykanie zamknęli sobie swoim „gwoździem” w drugowojennym Johnsonie. Bagnet Grota to jest patologia. Polska kraj bogata kraj. Operacja „Dragoon” zakończyła erę wydawania żołnierzom przez aparat państwa i bagnetu, i noża, i tracenia na to podwójnych pieniędzy, gdy można dać żołnierzowi coś, co u Anglosasów zwie się „bayonet-knife”. Wszyscy żołnierze z uzupełnień, których skierowano do operacji Dragoon, a którzy byli uzbrojeni w karabinki M1 i M1A1 nie dostali już noży, jak miliony ich kumpli z wcześniejszego poboru/zaciągu. Dostali bagnety M4, które były niczym innym, jak bardzo sensownym nożem M3 tylko przerobionym do postaci i funkcjonalności bagnetu. I od tej pory tak już zostało na zawsze u „poważnych graczy”, jak ich nazywasz. Poniżej amerykańscy spadochroniarze z operacji „Varsity” (marzec 1945). Gość z bazooką w tradycyjnym dla amerykańskich spadochroniarzy miejscu troczenia na łydce noża M3 nie ma go już – ma przytroczony bagnet M4, bo to też nóż. To, że nie dostarczono jeszcze wtedy zestawów modernizacyjnych do karabinków M1/M1A1 do mocowania tych bagnetów niczego nie zmienia, bo chodzi tu o zupełnie inną ideę. M4 wytyczył szlak dla „bagneto-noży” M6, M7 i M9. Wszystkie one mają normalne ergonomiczne jelce. Mogą być i bagnetami, i mordulcami, jeśli trzeba. I wszyscy inni „poważni gracze” (trendy amerykańskie zawsze się kopiuje) poszli w tym samym kierunku. Brytyjski tuż powojenny bagnet do Sterlinga to też już koncepcja typu „bayonet-knife”. I tak samo bagnety do commonwealthowskich klonów FN FAL. Jasna sprawa, że długie bagnety i gwoździe dojechały do wojny koreańskiej i do kryzysu sueskiego, bo przecież żadne siły zbrojne na gwizdek nie wyrzucają jakiegoś systemu uzbrojenia. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że aparat państw „poważnych graczy” zaprzestał bezsensownej podwójnej produkcji i podwójnych kosztów, żeby dać żołnierzom i bagnet, i nóż, bo nożem jest też bagnet z normalnym jelcem. Sprawę z nożami puszczono luzem i na żywioł, bo przecież nikt nie skasował wojskowych sklepów typu Post Exchange, gdzie są tony noży spoza kontraktów państwowych-wojskowych, czyli noży niezliczonych wytwórców produkujących noże, które im się wydają „wojskowe”. I każdy żołnierz „poważnych graczy” może taki nóż sobie kupić i mieć, bo nikt się o to nie czepia. A to bezsensowne coś z Grota to jest przedmiot do posmarowania nim masłem. I dlatego w polskiej patologii jest amerykański system obowiązujący tylko do roku 1944, gdy trzeba było dać żołnierzowi i bagnet, i nóż i wydać na podwójne pieniądze. PS W technice jest pojęcie „starzenia moralnego”. Od roku 1944 ani bagnety M4, M6, M7 i M9 nawet na jotę nie zestarzały się moralnie, ani ich koncepcja „bayonet-knife”. Warto zauważyć, że najnowszy karabinek wdrażany do amerykańskich sił zbrojnych, czyli SIG Sauer M7 też ma/może mieć SIGowski uchwyt bagnetu również typu bayonet-knife, którym prawdopodobnie nadal będzie bagnet M9. A żołnierz polski ma w Grocie kuriozalne cuś, co nie wiadomo do czego ma służyć poza krojeniem chleba.
Erih Napisano 5 godzin temu Autor Napisano 5 godzin temu No cóż, jak dla mnie M3 do M7 to typowe noże bojowe, z przewagą funkcjonalności dla pchnięć, stosunkowo wąska głownia z centralnym sztychem i prostą krawędzią tnącą, bardzo niebezpieczna pomimo pozornie niewielkiej długości. Swoją drogą takie głownie estetycznie bardzo do mnie przemawiają, choć uważam że powinny być trochę dłuższe. Inna sprawa że w pracach obozowych taka geometria sprawdza się średnio, puszkę otworzyć to tak, ale inne prace już mniej. M9 to już nie bagnet sztyletopodobny, to bagnet nożowy w ścisłym tego słowa znaczeniu, co ciekawe ma nawet opcję nożyc do drutu i [piłę, coś jak 6H4 czy nasz do Grota. Ale i tak wszystkie te nożo-bagnety do prac obozowych nadają się... średnio. Jak się nie ma nic lepszego. A składany folderek dużo miejsca nie zajmie, ważyć nie waży a w życiu w terenie dużo lepiej posłuży. PS Nie żebym bronił bagnetu od Grota, ale czepianie się braku jelca jest bez sensu. Po pierwsze, kolidowałby z zaczepem do urządzenia wylotowego. Po drugie, rękojeść w miejscu jelca jest wyraźnie pogrubiona, i nawet lekkie ściśnięcie dłoni pozwala na wykonanie solidnego pchnięcia bez obawy o ześlizgnięcie się. A że całość jest wykonana tak sobie, to insza inszość.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się