Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 907
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. O ile w całym serialu „Wojenne dziewczyny” grają same samochodowe piękności to w jednej scenie jest jakiś strucel - miał być ruchomym celem dla cruise'a Übermenschów.
  2. Zapewne chodzi o to zdarzenie, ale na potwierdzenie, że to samobój to chyba jeszcze trzeba ciut poczekać.
  3. To jest kapitalne zdjęcie i bardzo rzadkie. To, że to jest Autocar U8144T Ponton Tractor to jedno, ale te Autocary targają łodzie desantowe LCVP. Podejrzewam, że może to być zdjęcie zrobione na dzień przed Operacją Plunder, czyli przed forsowaniem Renu.
  4. „Wojenne dziewczyny” c.d. i Opel - doprecyzowanie mile widziane.
  5. Wielka szkoda, że kolekcjonerom nie przychodzi do głowy zjednoczenie sił w celu zrobienia dużego albumu o ich kolekcjach wraz z relacjami na temat tego, jak ich pojazdy były restaurowane i wraz z pochwaleniem się, w jakich filmach one zagrały. To jest przecież nobilitacja dla kolekcjonera i fajna przygoda. Jeśli jedna z moich rzeczy służyła kostiumografom Furii do szycia kostiumów do tego filmu to też mi było miło. Polska w samych tylko latach dwutysięcznych zrealizowała dużo filmów i seriali o II wojnie w Polsce, jak m.in. Czas honoru, Zatoka Szpiegów, Pianista, Ludzie i bogowie, Czarny mercedes, Wojenne dziewczyny. Ten ostatni to 65 odcinków, w każdym są pojazdy i niesamowite jest to, że one prawie w ogóle się nie powtarzają z odcinka na odcinek, więc ile musi być tych przepięknie odrestaurowanych pojazdów? Chyba że część przyjechała z RFN, bo w Wojennych dziewczynach role pierwszoplanowych szkopów grają Niemcy, więc jakaś koprodukcja musiała być.
  6. Przytoczonej powyżej informacji 30 psychiatrów o Trumpie radziłbym nie nazywać ani jakimś „newsem”, ani czymś ze środowiska „pismaków”, ponieważ British Medical Journal to nie tabloid, ale jeden z kilku nielicznych najbardziej prestiżowych periodyków medycznych świata.
  7. Serial „Wojenne dziewczyny” c.d.
  8. Dziękuję za ciekawy post i zdjęcia. Wcześniej wspomniałem o zdjęciu Sokoła 600, jakie Polska umieściła w katalogu tej słynnej (i nieco osobliwej) The New York World's Fair 1939-1940. Cyknąłem Ci to zdjęcie. Ono też bywało w przedwojennej reklamie Sokołów, ale tu masz lepsze i większe. Sokół w serialu „Wojenne dziewczyny” też piękny.
  9. „Wojenne dziewczyny” c.d.
  10. Ha, najwyraźniej masz rację. Spojrzałem na zdjęcie Sokoła 600 wysłanego na Nowojorską Wystawę Światową 1939-1940 i tamten miał inny design baku i chyba był też ciut inny w okolicach kierownicy.
  11. To jednak nie Sokół.
  12. Czyli - dla jasności - Fallschirmjägerów.
  13. Chętnie się przyłączę, bo serial jest wyjątkowo doinwestowany jak na polskie realia i to doinwestowany pod wieloma względami. Pojazdy na pewno są wzięte od kolekcjonerów, bo są za dobre, żeby było inaczej. Niebawem coś na pewno dodam od siebie.
  14. Pytanie jest jedynie o to, gdzie jest walizka i czy jest już podmieniona na tę z przyciskiem, który po naciśnięciu przywoła Uber Eats.
  15. Tera bedzie na Kosiniaka, że pyskuje Słońcu Gór Skalistych o tysiącu złotych pomników i sal balowych. - Trudno zaakceptować sytuację, w której prezydent Stanów Zjednoczonych wydaje decyzję o wycofaniu pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec - powiedział Władysław Kosiniak-Kamysz w poniedziałek 18 maja.
  16. „Prawda czasu, prawda ekranu”, czyli niewypowiedziane starcie Marcina Przydacza z rzecznikiem prasowym Pentagonu, Joelem Valdezem. Przydacz wali w Tuska (akty zaskoczenia zbędne), że to wszystko przez niego, bo jakże by inaczej: Coś zupełnie innego mówi ww. Joel Valdez:
  17. Święte słowa pułkownika Lewandowskiego (b. szefa Redzikowa ze strony polskiej), że Redzikowo jest, bo jest, ale nie jest tak, że musi być i jak kowboje będą chcieli to i Redzikowo zwiną i dadzą sobie radę bez niego. A polskie władze traktują to Redzikowo jak ikonę, świętość nad świętościami, odpowiednik Jasnej Góry tylko w innym kontekście i wydaniu. Czas się budzić i przytomnieć.
  18. BTW Istna symfonia tytułowych „Pojazdów w filmach” to serial „Wojenne dziewczyny”. Nic tylko robić screenshoty i komentować tutaj. W jednym z odcinków był też piękny cywilny motocykl z koszem, ale nie zdążyłem rozpoznać, co to było, czy zarekwirowany przez szkopów Sokół, czy coś innego?
  19. Do katalogu „friendly fire” tej wojny, przy czym w rankingu raczej na miejscu na podium. Fatalna pomyłka Rosjan. Zaatakowali kluczowego sojusznika
  20. CV mówi wszystko. Nieskażony jakąkolwiek normalną pracą pasożyt społeczny przez całe życie na utrzymaniu partii. Zero weryfikacji na rynku pracy nie załatwionej przez partię. A to determinuje umysłowość. Szkoda, że tego człowieka nie zapytano, gdzie i na co rozeszła się kasa z kabaretowej trumpowskiej „Rady Pokoju”, bo cisza zapanowała na ten temat.
  21. Również mam bardzo chłodny i ostrożny stosunek do informacji o łopatkach. Stuprocentowo wykluczyć tego nie można, ale dowodów też brak. Dlatego wspominając o nich w tym wątku posługuję się słowem „jeśli”. Dziękuję za informację o szablach.
  22. Raczej tak i byłbym „za”. W ramach tego, że jestem „za” to chętnie dowiedziałbym się, czy WP kupiło amerykańskie szable kawaleryjskie M1860 i/lub M1913? Najnowsza książka dr. Wojciecha Mazura nie wspomina o tym, ale skromna objętościowo formuła wydawnicza serii WLU nie pozwala omawiać wielu różnych przedmiotów kupionych przez WP w USA.
  23. A przypomina; jak najbardziej. Trzymam z francuskim generałem Nicolasem Richoux, który bardzo niedawno wyraźnie, głośno, publicznie wydał Trumpowi rozkaz - Qu'il aille se faire foutre (netowy translator nie tłumaczy tego odpowiednio). I tyla. Jeśli ktoś w PL jeszcze nie zrozumiał, że w razie „W” nikt z amerykańskim akcentem nie wypowie nad Wisłą „uwielbiam zapach napalmu o poranku” to wszystkiego najlepszego na dalszą część życia.
  24. Ano właśnie. Napisałeś to jako tutejszy mistrz wyszukiwania zdjęć polskiego rkm-u wz. 28 w niemieckich rękach. Dobrze wiemy, o co chodzi. To, co wspomniałeś to jest kolejna wersja wydarzeń wokół tych Johnsonów z Lubelszczyzny. Skoro Holendrzy kupili przed wojną 72 400 tych jakichś przerabianych i nieprzerabianych Johnsonów to po upadku Holandii spokojnie mogły się one „rozchodować” po różnych szkopskich jednostkach, które potem znalazły się na umownym Wschodzie. Na tym właśnie polega małe nieszczęście z tą świetną książką, że informacja wieńcząca ją – o tych Johnsonach – jest tego rodzaju, że co kto wymyśli to jego, a dokłada się do tego coś zaczerpnięte od Leszka Erenfeichta o jakichś „rkm-ach” Johnsona, których Melvin Johnson nie robił. Dodam jeszcze coś o tych rzekomych „rkm-ach” Johnsona. Poniżej jest zdjęcie, które można by zatytułować: „Z życia amerykańskiego rkm-isty”. Jest na tym zdjęciu strzelec rkm-u M1919. I co ma na pasie? Ano ma ten zestaw narzędziowy TE-33, który pokazałem powyżej, a który był zestawem typu „mały rusznikarz polowy” dla użytkowników amerykańskich rkm-ów. Gdyby WP II RP kupiło lkm-y Johnsona to – wbrew opiniom wielu historyków o głupocie sanacji i o „klice legionów”, jak sama o sobie mawiała w WP, czyli o „BMW” w WP – spróbujmy mimo wszystko nie zakładać, że byli to skończeni głupcy. Do ewentualnego zakupu Johnsonów dla WP aż by się prosiło dokupić ten TE-33 i to z dwóch powodów: a) Bo to sensowny zestaw do manipulowania bronią w trakcie jej rozkładania, gdyby jakieś jej części „stawiały opór”. Obcążki są porządne; śrubokręt dwupozycyjny, jak ktoś lubi; scyzoryk też przydatny. b) Bo futerał CS-34 to ideał na każdy polski pas główny. Ten futerał to jeden z unikatów, czyli rzecz pozbawiona haczyków M1910 (wrednych dla polskiego oporządzenia, bo nie wiadomo, co z tym zrobić), za to z bardzo szeroką skórzaną pętlą długości 98 mm, która mogłaby być troczona do każdego pasa. Patrz – zdjęcie poniżej. No i co? Były w WP II RP chociaż amerykańskie śrubokręto-scyzoryki TL-29 z US armistycznego zestawu TE-33? Gdybym był rozgoryczony po tym, że na jednej z „wrześniowych” wystaw takie narzędzie do rkm-ów mi ukradziono to bym powiedział, że były, bo najwyraźniej jakiś kolekcjoner albo rekonstruktor chciał/musiał mieć coś takiego. Ale że jestem światu życzliwy, wobec niego uśmiechnięty i tolerancyjny to tylko mówię, że nie wiem i przynajmniej publicznie nie wiadomo, czy przy lubelskich Johnsonach wykopano choćby cokolwiek do nich spośród amerykańskich narzędzi. Czyli po prostu nic nie wiadomo o tym, czym te Johnsony były. Ale podoba mi się nieortodoksyjne trzymanie się wydawcy „Wielkiego Leksykonu Uzbrojenia” daty „1939”, tylko raczej trzymanie się terminu „II RP”, bo ją należy liczyć co najmniej do performance'u PKWN, jeśli nie do 5 lipca 1945 roku.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie