Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    13 902
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. W kontekście tych ewentualnych niemieckich skoczków na Kielecczyźnie warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. I ponieważ są tu miłośnicy walk na tejże Kielecczyźnie oraz w jej okolicach to nadal będziemy się tego trzymać, specjalnie dla Was. Bardzo dobrze się stało, że kolega Combo wrzucił tu dwa opracowania. One dużo pokazują, ale nie tylko takie sprawy, do których bardzo przywiązany jest – i silnie w nie wierzy – nasz kolega Miroslav. Przepisywać papiery IPiMS, CAW i inne potrafiłby i licealista, tylko że jak się wchodzi na poletko którejś z dziedzin aeronautyki to trzeba mieć do tego kwalifikacje inne, jakich nie daje żaden uniwersytecki wydział historii. I trzeba mieć odwagę, aby o pewnych sprawach czytelników ostrzegać (opracowanie IPN trochę to robi, ale tylko trochę). Najpierw zajmiemy się jednym z podlinkowanych opracowań, a potem napiszę coś od siebie, jako zawodowca pewnych spraw, a napiszę o czymś, co obowiązuje od pierwszej minuty, gdy człowiek wzbił się czymś w powietrze do dziś i II wojna światowa wyjątkiem nie była. Na początek doradzam przeczytanie opracowania z pierwszego linku wrzuconego przez Combo. Doradzam przeczytanie go w tej części (co najmniej do strony 224), w której jest mowa o olbrzymich problemach kadrowych Obrony Powietrznej Państwa i Sieci Dozorowania Przeciwlotniczego. To była kompletna amatorka złożona z ochotników typu harcerze, kolejarze, policjanci, listonosze itp. A jaka to była amatorka to mam najlepszy dowód rodzinny, bo mój dziadek (radomski krawiec) był „poważnym działaczem” LOPP (wspominałem już o tym kiedyś na forum) na Radom i Kielce i tacy ludzie z przypadku mieli dokładnie rozpoznawać hitlerowskie „desanty” w kampanii wrześniowej. Przecież to kabaret. A czym mieli rozpoznawać? Bez lornetek? Własnymi oczami? Bez radiostacji? Bez jakiegokolwiek kontaktu z WP czy z policją? Bez weryfikacji jakiegoś speca tego, co widzą? Ani mój dziadek, ani jego podkomendni nie mieli lornetek. Kampania wrześniowa to nie Normandia, gdy wielu spadochroniarzy zrzucano ze 105-120 metrów przy drodze otwierania się spadochronu równej 100-105 metrów, ani też nie operacja „Repulse” z pathfinderami skaczącymi z takich samych wysokości. Na początku II wojny standardy desantowania były inne i skakano z dużo większych wysokości i bez lornetek ludzie pletli co tylko wyobraźnia im podsuwała (IPN to sygnalizuje). Te wszystkie teksty bazujące na papierach IPiMS, CAW i podobnych nie są w stanie (boją się? wstydzą się?) pisać o koszmarnym cywilizacyjnym zapóźnieniu II RP. Polska AD 1939 to nie kraina m.in. radioodbiorników (jak USA); lodówek (jak USA); elektrycznych maszynek do golenia (jak USA); aparatów fotograficznych za grosze (jak USA) i lornetek (jak USA). Teraz ponownie cytat ze str. 261, którą (bardzo trafnie) zalecał Combo, jeśli chodzi o Kielecczyznę: A teraz cytat ze strony 273 (Wileńszczyzna) tego samego opracowania: Jaka jest wartość informacji ze strony 261 o Kielecczyźnie? Żadna. Wiarygodność? Żadna. Co naprawdę widział obserwator tych niby 14 skoczków? Nie wiadomo; żadnych innych informacji o tym nie ma; żadnej weryfikacji tego faktu. Zarzuty są prawie takie same, jak wspomniałem wcześniej z wyjątkiem oczywiście załogantów samolotowych. Jakie meldunki składali Polacy o jakichś spadochronach przebywających w powietrzu to idealnie widać w opracowaniach wrzuconych przez Combo – a to o spadochronach z dymiącymi balonami, a to o balonikach z iperytem, a to o balonikach z nieznaną cieczą, a to o samych spadochronach bez niczego. Jak się później okazywało wszystko to były kompletnie wyssane z palca bzdury. Czasza spadochronowa nigdy nie będzie czaszą pod obciążeniem zaledwie samej uprzęży albo jakiegoś balonika – będzie wtedy tylko bezładnie opadającym materiałem niedefiniowalnym dla osób nie związanych ze spadochroniarstwem. Jak podają oba podlinkowane przez Combo opracowania w wielu raportach miesza się skoczków-dywersantów z lotnikami wykonującymi ratownicze skoki spadochronowe, jakieś nigdy nie odkryte spadochrony z dymiącymi balonikami i spadochrony puste. W opracowaniu IPN (str. 25) ostrzega się, że meldunki o skoczkach i „desantach” mogą być nieprawdziwe na skutek pomyłek, psychozy strachu i niewłaściwego rozpoznania sytuacji. Teraz coś bardziej ode mnie i coś ponadczasowego, a więc dotyczącego również kampanii wrześniowej. Nikt tego nie powie i nie napisze oficjalnie, bo zaraz byłaby medialna afera i obraza majestatu społeczeństw, ale jakie jest podstawowe, najważniejsze powiedzenie każdego organu nadzoru lotniczego na całym świecie (w Polsce też)? Brzmi ono: „Kłamie, jak naoczny świadek”. Tłumaczę, o co chodzi. Nie ma w tym porzekadle nawet cienia agresji przeciwko ludziom. Jest to tylko opis psychiki i natury ludzkiej. Gdy w powietrzu ma miejsce jakieś zdarzenie, które choćby tylko ociera się o postępowanie prokuratury cywilnej lub wojskowej to policja i organ nadzoru lotniczego ma obowiązek przesłuchania wszystkich naocznych świadków danego wydarzenia. I wtedy zaczyna się cyrk. Ludzie czują się wtedy dowartościowani, że aparat państwa ma do nich sprawę i prosi o wypowiedź jak jakichś ekspertów którejś z dziedzin aeronautyki. To, co ludzie wtedy nadinterpretowują i zmyślają, żeby się popisać swoją wiedzą o wydarzeniu to jest już legendarne na całym świecie. Sam znam wiele takich przypadków i z rodzinnego domu (gdy mój ojciec był m.in. inspektorem bezpieczeństwa lotów) i z mojego własnego zajmowania się sprawami lotniczymi. I tak samo było we wrześniu 1939 roku. Ci wszyscy nieszczęśni amatorscy „ostrzegacze przeciwlotniczy” bez lornetek pletli kompletne androny, a strach tylko to pogłębiał. Kiedyś, gdy zastępowałem kierownika lotów podczas skoków spadochronowych z wysokości 800 metrów miałem do dyspozycji wielką lornetę kątową na statywie, żeby widzieć i wiedzieć, co naprawdę się dzieje w powietrzu. Nasi „ostrzegacze” w '39 nie mogli nawet marzyć o jakiejkolwiek lornetce. Tak samo mało który z nich był wyszkolony w rozpoznawaniu sylwetek samolotów. Mój wspomniany dziadek starał się to robić z ludźmi, ale to była kropla w morzu potrzeb, gdy nadeszła wojna. Oczywiście piękno forum internetowego polega m.in. na tym, że każdy może wierzyć, w co chce, również w to, że setki czołgów najechały Kielce, a działo się to dzięki jednemu skokowi spadochronowemu 3 Niemców i drugiemu skokowi 14 Niemców, którzy robili rozpoznanie i dywersję, żeby tym czołgom było łatwiej. Tyle tylko, że wiarygodność tego jest żadna, tak jak żadna jest weryfikacja takich faktów. Przynajmniej na razie, na tym etapie wiedzy.
  2. „Moskwa nie wierzy łzom” Ukraińców to teraz uwierzy we własne.
  3. Jest tak, jak piszesz. Gdybym nie miał nic do czynienia z tym towarzystwem to zapewne święcie „oburzyłbym się” na Twój post, ale niestety masz rację. Mam do czynienia z tym towarzystwem od 17. roku życia, gdy to towarzystwo zwietrzyło, czym się zajmuję i do czego mam uprawnienia. A w następnych latach było dla mnie tylko 100 × gorzej. Zawsze miałem zero szacunku dla trepów, ale teraz to już jest bariera dźwięku przekroczona. Kpt. rez. Damian Duda to jest nasz bohater narodowy i ekspert, któremu żaden polski trep i zlew nie dorasta do pięt. A jak Duda jest traktowany przez MON i WP? Jak śmieć i wróg Polski z zakazem nauczania czegokolwiek w polskim wojsku (ponoć od niedawna odrobinę to się zmienia). Identycznie jest z czterema głównymi polskimi droniarzami walczącymi na Ukrainie niemal od początku obecnej pełnoskalowej wojny. Mowa o: ● Macieju Babińskim ● Tomaszu Darmolińskim ● Sebastianie Kuczyńskim ● Borysie Romanko Dwóch z nich to byli żołnierze WP. A jak są traktowani przez MON i WP? Jak śmiecie, jak wrogowie Polski i Polaków, a jeszcze służby się na nich nasyła, mimo zmiany prawa w Polsce, która nie penalizuje walki Polaków w zagranicznych siłach zbrojnych. Ani od Dudy, ani od polskich droniarzy, którzy są jak guru dronizacji pola walki, ani MON, ani WP niczego nie potrzebują. Bałwaneria MON i WP wszystko „wie lepiej”* od nich. * Wczoraj wybitny polski droniarz walczący na Ukrainie wytłumaczył, jak przeżycie odpalenia drona Grupy WB (tak chwalącej się swoimi dronami) jest na Ukrainie prawie niemożliwe bez śmierci użytkowników tego drona. Ale oczywiście MON i WP zza biurek i z kanap „wiedzą lepiej”.
  4. Najwyraźniej wysoce naukowy i bardzo trudny test na odróżnianie misia od króliczka nie zaliczony, bo mamy zły humorek i... Donald Trump oświadczył w poniedziałek, że zbombarduje Oman...
  5. Bartosz T. Wieliński napisał: Panie Bartoszu T. Wieliński, jeśli my czegokolwiek „dalej nie wiemy” to głównie tego, jak „na to wpłyną świetne relacje” Trumpa z polskim apologetą Fallschirmjägerów-obrońców Monte Cassino.
  6. Ja też! W podzięce za kompletnie zwyrodniałe, niczym nie uzasadnione wojskowo, atakowanie przez dzicz Krzywego Rogu, czyli miejsca urodzenia Zełenskiego, czekam na uderzenie pierwszymi ukraińskimi balistykami w willę qrewki Putina Kabajewej nad Jeziorem Wałdaj.
  7. Ech... Z przyjemnością kiedyś obserwowałem (przez przypadek), jak ekipa TVP kręciła z Jego udziałem Teatr Telewizji w Warszawie przy ulicy Płatniczej (kilka starych willi od willi Kory), czyli... warśawiacy wiedzą, przy magicznej, cudownej, baśniowej, starej uliczce z willami z lat 1935-1937 i z gazowymi (do dziś!) latarniami. Pracowałem wtedy też w starej willi z 1936 roku parę metrów dalej. Straszna strata dla polskiej kultury.
  8. Do Księgi Baśni o Ruskiej Bańce Antydostępowej można dodać baśń kolejną. Armia Ukrainy potwierdziła atak na Kombinat Kamieński — ważne rosyjskie zakłady produkujące paliwo rakietowe dla różnorodnych systemów rakietowych Kremla. Jak pokazują zdjęcia satelitarne, fabrykę chroniła rozbudowana obrona przeciwlotnicza.
  9. Tu można sobie posłuchać z ust byłego żołnierza WP, a jednego z czterech najbardziej doświadczonych polskich droniarzy na Ukrainie, jak polski wojskowy beton w ogóle nie chce słuchać naszych droniarzy z Ukrainy, którzy walczą tam już lata; jak nie wpuszcza się ich do MON i WP; za to jak są badani przez polskie służby. Są po prostu wrogami publicznymi i wrogami polskiej generalicji oraz cywilnych decydentów wojskowych. Identycznie jest z Damianem Dudą - wróg WP, wróg MON, ostracyzm i blokada kontaktów z MON i WP.
  10. Czekamy na wspólne ćwiczenia braterskich wojsk amerykańskich i północnokoreańskich, a następnie na owocną współpracę wywiadów obu państw. Ciekawe, kiedy następne badanie na odróżnianie misia od króliczka.
  11. Paweł, Zostajesz laureatem Medalu Postu Miesiąca. Faktycznie, tak jak w tym filmiku się hajcuje to nigdzie tak się nie fajczy. Na widok tego filmiku u każdego normalnego przywódcy państwa powstałaby w głowie refleksja, co wyrządził swojemu państwu w lutym 2022, ale rzecz jasna tutaj mamy patola, u którego jakakolwiek refleksja nigdy nie zaiskrzy. Ale do czasu. Może i na niego czeka jakieś okno, bo KGBowska mafia sołncewska, czyli cały ruski oligarchat długo już tego nie wytrzyma.
  12. Tutaj nie chodzi o - jak piszesz - „moje zdanie”. Chodzi o to, że tutaj nie ma do czego się odnieść. Nie tak pracuje się z historią. Nie ma co wymagać dokumentów na każdy fakt historyczny, ale niech chociaż będzie czyjaś relacja pisemna lub ustna z czyimiś personaliami. Powstrzymam się od mojej opinii o jakości informacyjnej i wiarygodności papierów IPMS, a spojrzymy tylko na proste fakty z pdf-a z zalecaną stroną 261. W kontekście rozważań o rzekomych/nie rzekomych niemieckich szpiegach/dywersantach na spadochronach w '39 jaka jest wartość powyższej informacji? Żadna. ● Kto zweryfikował, że tych trzech ludzi na spadochronach to byli Niemcy?: - Dwójka? Nie wiadomo. - Jakiś jeden „dwójkarz”, który jak raz był tam w terenie? Nie wiadomo. - Jakiś polski żołnierz? Nie wiadomo. - Sołtys jakiejś pobliskiej wsi? Nie wiadomo. - Inni cywile? Nie wiadomo. - Policja? Nie wiadomo. - Ktoś ich aresztował i wtedy okazało się, że to Niemcy? Nie wiadomo. ● Ktoś sprawdził, czy to nie byli załoganci polskiego samolotu, a tylko poszła panika po okolicy, że „lądują na spadochronach niemieccy dywersanci”? Nie wiadomo. ● Ktoś sprawdził, czy to nie byli załoganci niemieckiego samolotu, a nie żadni dywersanci? Nie wiadomo. Generalnie nic nie wiadomo, a przynajmniej w takiej formie, w jakiej jest to napisane w tym tekście. Nie ma żadnych podstaw do wysnuwania wniosków, że to byli szkopscy szpiedzy/dywersanci.
  13. Dobry artykuł. Na miejscu towarzysza Klepacza nie opuszczałbym parteru.
  14. Powyższe napisałem oczywiście piórem lekkim pół żartem - pół serio , niemniej podtrzymuję radę, aby szkopstwo skaczące u nas w '39 nazywać precyzyjnie skoczkami, nie spadochroniarzami, bo po prostu byłaby to obraza nauki. Już nie będę robił off-topicu, żeby pokazać, że strona aliancka też miała takich cieciów po godzinnym „kursie spadochronowym” i co tym ludziom dawano. A dawano np. wraki hełmów bez podpinek i ci ludzie ze szmat musieli sami sobie zrobić podpinkę; dawano broń zamówioną przez głupców wojskowych i szybko odrzuconą przez wojsko itp. Tak więc szkopskie ciecie w pantofelkach skaczące u nas w '39 nie odbiegały od ogólnego „standardu” drugowojennego.
  15. Doktur historii. Ale może to nie pomyłka, że wygłosił nakaz czczenia obrońców Monte Cassino? Ogólnie ideologicznie on przecież stanowi odmianę AfD.
  16. No i bardzo słusznie. Ja na przykład oddaję cześć przemysłowi obuwniczemu obrońców Monte Cassino (poniżej), bo z ich dorobku czerpali potem obrońcy Bastogne. [Słoń trąbalski znowu wciągnął za dużo]
  17. Bardzo uprzejma prośba, aby w tym wątku nie posługiwać się terminem „spadochroniarze”, bo jak pragnę zdrowia nie wytrzymam i poproszę Bociana, żeby mi zmienił nick z „Jedburgh Operations” na „Szanowny Pan Spadochroniarz”. Mam 100 × lepsze wyszkolenie spadochronowe niż te szkopskie ciecie ubrane po cywilnemu i lądujące w '39 na spadochronach w Polsce, a w życiu by mi nie strzeliło do głowy nazywać siebie „spadochroniarzem”. Wyszkolił moją grupę instruktor pilot i instruktor spadochronowy Edward Chodkiewicz – spadochroniarz pokazowy, postać kultowa i ikoniczna w polskim spadochroniarstwie. I bardzo uprzejma prośba, aby skorzystać z mądrości języka polskiego oraz z mądrości podlinkowanego powyżej IPN, który szkopów skaczących w '39 nad Polską nazywa skoczkami, albo skoczkami spadochronowymi, bo tak się w Polsce całkiem mądrze przyjęło. We wrześniu 1939 ani nie było w Polsce „desantów spadochronowych”, ani nie skakali żadni niemieccy „spadochroniarze”. Skakali ciecie ze służb, jak też widać powyżej. Bo to byli ciecie z punktu widzenia nauki, jaką jest spadochroniarstwo wojskowe. Każde główne państwo II wojny światowej miało takich cieciów po kilkugodzinnym „szkoleniu spadochronowym” i skaczących potem w cywilnych półbutach i to rozklapcianych, żeby nie były podejrzanie za dobre na terenie wroga. Spadochroniarz, w tym wojskowy, to ktoś, kto jest pod ochroną nauki zwanej aeronautyką w jej dziale zwanym spadochroniarstwem, a nie cieć piszczący z bólu po skoku w półbutach nawet gdyby był porucznikiem czy majorem jakiejś szkopskiej tajnej służby wywiadowczo-dywersyjnej. Ciecie skaczące nad Polską w '39 nawet nie mogliby założyć spadochroniarskich Springerstiefeli, bo zaraz by ich Polacy rozpoznawali po nie dość, że dziwnych to i nietypowo porządnych jak na tamte czasy butach. Więc uprzejma prośba, żeby posługiwać się terminem skoczek, a nie żaden niemiecki „spadochroniarz”. Wojskowy spadochroniarz to wyłącznie ktoś, dla kogo nauki techniczne zaprojektowały różne rzeczy, a medycyna lotnicza, w tym ortopedia, wniosła do tego swój inny wkład. Żaden z tych czynników nie dotyczy spadochronowych cieciów z Abwehry czy z SD, jak powyżej. Poza tym spadochroniarz wojskowy czasu II wojny światowej to nie cieć w półbutach po godzinnym „szkoleniu spadochronowym”, tylko ktoś wyszkolony przez co najmniej rok w skakaniu na teren płaski, na las, na wodę i na stok, gdzie kontuzjogenność jest najwyższa w spadochroniarstwie. To też ktoś, kto posługiwał się dwoma spadochronami, głównym i zapasowym, był do tego wyszkolony, miał odpowiedni nóż do ratowania się w przypadku komplikacji ze spadochronem itd.
  18. To jest wiadomość wspaniała - istny rzut za 3 punkty. Doceniam to niezmiernie jako były jeden z technologów bardzo konkretnego działu bardzo konkretnej firmy robiącej półprzewodniki cywilne, „dual-use” i wojskowe. Brawo Ukraina, chociaż szkoda, że tak późno. Ale pocieszam się, że kolejne nowe ukraińskie ŚNP wchodzą do użytku jesienią, więc dalsze kibicowanie na pewno będzie fajne.
  19. Obok federacji MMA (Mixed Martial Arts) powinna w Rosji powstać federacja MAF (Martial Arts of Fuel).
  20. Super. Aczkolwiek trochę rozczarowujące, ponieważ zabrakło pytań: 1. Czy w twoim państwie interesowano się kiedykolwiek listą Epsteina, a jeśli tak, to dlaczego? 2. Czy twoje państwo deklaruje, że nigdy nie będzie się interesowało listą Epsteina? 3. Czy twoje państwo deklaruje ustawianie na wszystkich skwerach i placach większych miast złotych pomników Donalda Trumpa? 4. Czy twoje państwo deklaruje, że nigdy nie będzie się interesowało tym, czy pierwsza żona Donalda Trumpa sama spadła ze schodów i zmarła, czy też było inaczej? 5. Czy twoje państwo deklaruje, że w jego parlamencie okrzyki „Donald Trump!!!” nigdy nie spadną poniżej poziomu 120 dB?
  21. Trzymam z Ukrainą, chcę żeby wygrała (a przynajmniej nie przegrała), nie mam nic do normalnych, spokojnych, współczesnych Ukraińców, ale niestety płk Lewandowski ma rację - za swoje postępki (Zełenski), za bezdennie głupie i napastliwe chlapanie jęzorem (Załużny), za przedkładanie osobistego interesu politycznego ponad bezpieczeństwo własnego państwa, za podlizywanie się nacjonalistycznym mętom, a więc także za kompletny brak wyobraźni w sytuacji wojny trzeba ponosić odpowiedzialność i konsekwencje. Przecież płk Lewandowski powiedział to jako gość też silnie trzymający z Ukrainą i mający dobrych kolegów w ukraińskim wojsku. A jednak powiedział, co powiedział. Bardzo to zasmucające, ale zgadzam się z pułkownikiem. Nie może być tak, że w jednym tygodniu pluje się na Polskę (czyli na sąsiada i też na NATO); w następnym tygodniu szydzi się en bloc z NATO; a w trzecim tygodniu, jak trwoga to do NATO. No nie, tak to nie ma.
  22. Gdybym był ruskim to też bym puścił - złota okazja dla kolejnego ośmieszenia dobrego samopoczucia WP, MON, słonia trąbalskiego (choć on ma ponoć przechlapane w WP) i innych natowskich pododdziałów, które pewnie jak zawsze będą na defiladowych występach gościnnych. Znowu by było, że ruski cruise wprawdzie walnął, ale za to „procedury zadziałały idealnie”. I złota okazja do ośmieszenia trzech polskich F-35, mikroAWACSów, radarzystów itp. Chyba że nasi wyjątkowo po raz pierwszy „nie dadzą się” z powyższych powodów.
  23. To są fajne rzeczy z pogranicza modelarstwa napędzane tzw. turboodrzutowymi silnikami jednorazowymi. Niedawno Indie były dumne, że sobie taki silnik opracowały do potencjalnych cruise'ów lokalnej produkcji. Coraz więcej państw robi takie silniki i nieraz zastanawiam się, ile tego towaru ląduje na Ukrainie? Fajna prosta robota, bo kto by się bawił w wyrafinowane metale i w wyrafinowane profilowanie łopatek sprężarki i turbiny, jeśli w cruise'ie zadaniem takiego silnika jest wytrzymać maksymalnie tylko 3-4 godziny.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie