Jedburgh_Ops Napisano 20 Lipiec Napisano 20 Lipiec 2 minuty temu, MonikaNJ napisał: Ależ Wodzu co Wódz! Jakiś szwab coś wypominał? A co to ma za znaczenie dla historii Polski i nie będzie nam mówił o komunikacji. No nie będzie nam mówił, a w życiu!
szutnik Napisano 20 Lipiec Napisano 20 Lipiec 35 minut temu, Jedburgh_Ops napisał: I teraz przekonaj ortodoksów-fanatyków „historii wyłącznie kwitowej”. Waffen-esesman Kurt Meyer śmiał się w żywe oczy generałowi Harry'emu Fosterowi, jaką dziadowską łączność miały walczące obok siebie polska 1. DPanc i kanadyjska 4. DPanc. Jest na to kwit? Nie ma. A to znaczy, że to się „nie wydarzyło” i łączność była przewspaniała oraz niemożliwa dla szkopów do podsłuchiwania Po co Ci ortodoksi- fanatycy? I jakieś inne esesmany ? Czy pierwsza czy druga wojna światowa? Tak jest i tak będzie! Armia jest strukturą hierarchiczną , gdzie wszystko jest cacy , a jak nie , to wina zwykłego szweja. Czy któryś ze "znaffców" wojskowości wyśmiał sprawę Nangar Khel ? Jeden z moich pracowników odsłużył wojo przy identycznym moździerzu i miał niemal identyczną sytuację , tyle że na Nowej Dębie . Przyjechał sobie stary trep, który chciał sobie postrzelać z mośków , podał koordynaty z d..y wzięte , w wyniku czego ogórki trafiły w sąsiedni obóz dla sojuszników. Szczęście ,że dwa dni wcześniej batalion Ukraińców wyjechał a batalion Angoli jeszcze nie przyjechał . Po ostrzale wysłano tam ludzi i znaleziono wartownika obsranego w dołku a jego budka przypominała durszlak. Wtedy dowiedziałem się ,że kolesie z obsługi mośka nie mają najmniejszego pojęcia , gdzie poleci pocisk. On są od ustawiania podanych nastaw. Czy słyszeliście , żeby w Nangar Khel oskarżono podającego koordynaty ? Czy oskarżono zwykłych żołnierzy? 10 lat trwało ich uniewinnienie a nie słyszałem ,żeby znaleziono winnego... Nic się nie zmienia , mimo wiedzy , dostępu do informacji i technicznych możliwości. ps. popatrzcie na obecny konflikt wewnątrz armii Ukrainy...
Jedburgh_Ops Napisano 20 Lipiec Napisano 20 Lipiec 6 minut temu, szutnik napisał: Czy słyszeliście , żeby w Nangar Khel oskarżono podającego koordynaty ? Czy oskarżono zwykłych żołnierzy? 10 lat trwało ich uniewinnienie a nie słyszałem ,żeby znaleziono winnego... Gdyby nie ś.p. gen. Skrzypczak i jego walka z macierewiczem to byłoby jeszcze gorzej. A tym „winnym” - po ciężkiej walce prawników i speców technicznych - zdaje się, że w końcu (przynajmniej oficjalnie) zostały dziadowskie moździerze. 6 minut temu, szutnik napisał: Nic się nie zmienia , mimo wiedzy , dostępu do informacji i technicznych możliwości. Napatrzyłem się w wojsku na takie moralne dno, że oczywiście zgadzam się z Tobą. Tyle tylko, że konsumentem informacji historycznej (a raczej tej pięknej pulpy) jest głównie Kowalski-„prawdziwy Polak”; Kowalski-pasjonat wojskowości mający o niej pojęcie z pisemek i książek; Kowalski po półwiecznym praniu mózgu na temat ogólnej wspaniałości polskiego wojska. I z takim Kowalskim dyskusji nie ma.
MonikaNJ Napisano 20 Lipiec Napisano 20 Lipiec 15 minut temu, szutnik napisał: Po co Ci ortodoksi- fanatycy? I jakieś inne esesmany ? Czy pierwsza czy druga wojna światowa? Tak jest i tak będzie! Armia jest strukturą hierarchiczną , gdzie wszystko jest cacy , a jak nie , to wina zwykłego szweja. Czy któryś ze "znaffców" wojskowości wyśmiał sprawę Nangar Khel ? Jeden z moich pracowników odsłużył wojo przy identycznym moździerzu i miał niemal identyczną sytuację , tyle że na Nowej Dębie . Przyjechał sobie stary trep, który chciał sobie postrzelać z mośków , podał koordynaty z d..y wzięte , w wyniku czego ogórki trafiły w sąsiedni obóz dla sojuszników. Szczęście ,że dwa dni wcześniej batalion Ukraińców wyjechał a batalion Angoli jeszcze nie przyjechał . Po ostrzale wysłano tam ludzi i znaleziono wartownika obsranego w dołku a jego budka przypominała durszlak. Wtedy dowiedziałem się ,że kolesie z obsługi mośka nie mają najmniejszego pojęcia , gdzie poleci pocisk. On są od ustawiania podanych nastaw. Czy słyszeliście , żeby w Nangar Khel oskarżono podającego koordynaty ? Czy oskarżono zwykłych żołnierzy? 10 lat trwało ich uniewinnienie a nie słyszałem ,żeby znaleziono winnego... Nic się nie zmienia , mimo wiedzy , dostępu do informacji i technicznych możliwości. ps. popatrzcie na obecny konflikt wewnątrz armii Ukrainy... Pełna zgoda, tak było, jest i będzie-niestety. ALE przede wszystkim chodzi o prawdę. Nie mity, nie legendy, nie kryształ oręża polskiego ale fakty. Ukraińcy (będą się wypierać jak żaba błota) są bardzo podobni do nas; i to w tym dobrym jak i złym aspekcie.
szutnik Napisano 20 Lipiec Napisano 20 Lipiec 23 minuty temu, MonikaNJ napisał: Pełna zgoda, tak było, jest i będzie-niestety. ALE przede wszystkim chodzi o prawdę. Nie mity, nie legendy, nie kryształ oręża polskiego ale fakty. Ukraińcy (będą się wypierać jak żaba błota) są bardzo podobni do nas; i to w tym dobrym jak i złym aspekcie. Prawdy i fakty kreują zazwyczaj "histerycy" znajdujący się wystarczająco blisko ośrodka władzy ( lub/i finansowani przez nią ) , co kończy się zazwyczaj jak w antycznej anegdocie z Apollodorosem z Damaszku , któremu tępawy cesarz Trajan kazał pozmieniać plany architektoniczne. Po wyjściu cesarza zgromadzeni senatorowie oburzali się na brak racji Trajana na co A. z Damaszku odrzekł " jak to Trajan nie ma racji? Przecież ma 13 legionów!" I to się nie zmieni :(
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s W dniu 15.07.2026 o 17:10, Sedco Express napisał: <https://www.dws.org.pl/viewtopic.php?f=5&t=7499> Temat buntów w różnych siłach zbrojnych, co je powodowało oraz jak – jeśli w ogóle – radzono sobie z nimi to rzecz jasna duży i ciekawy temat. O ile opisywanie zbrodni wojennych własnych narodowych sił zbrojnych danych badaczy historii kompletnie im nie idzie, o tyle wspominanie o buntach jakoś od biedy odrobinę idzie, aczkolwiek różnie bywa z wyjaśnianiem źródeł buntów. Wprost idealnie - jako zjawisko na dwóch biegunach - porównuje się bunty drugowojennych spadochroniarzy kanadyjskich i polskich. Kiedyś coś o tym napiszę, ale raczej nie na forum, bo to za olbrzymi temat.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s Takie tylko małe BTW. Jest już jeden(?) film fabularny (tzw. kino akcji) na temat pierwszych trzech dób obecnej wojny na Ukrainie. Mamy tam rozstrzeliwanie ruskich jeńców przez Ukraińców. Jakoś nie widzę/nie słyszę protestów ukraińskich władz/ukraińskich NGOsów, że nie, no nie, to niemożliwe, my takich rzeczy nie robimy, wszyscy inni tak, ale nie my Ukraińcy. A co by było, gdyby wyprodukować film fabularny (też tzw. kino akcji) na podstawie słów kompletnie nieodpowiedzialnego youtubera, za to kapitana rezerwy Wojska Polskiego, który twierdzi (bynajmniej nie w ramach fikcji, ale jako rzeczywistość), że w polskich przygranicznych lasach GROM strzela się z białoruskimi specjalsami i że GROM też robi rozwałki tychże Białorusinów? No co by było, bo to też historia polskiej wojskowości, a przynajmniej według kapitana WP i to historia obecna i autentyczna? Ponieważ wiem, synem jakiego państwa jestem, to wiem, co by było, ale może się mylę.
Erih Napisano %s o %s Napisano %s o %s W dniu 19.07.2026 o 14:49, Sedco Express napisał: Pytanie - a jak było ze znajomości,a angielskiego u gen.gen. Sikorskiego, Andersa, Kopańskiego, Sosnkowskiego i całej reszty wyższych oficerów PSZ na Zachodzie ? Sikorski - niemiecki perfekt, zapewne francuski w stopniu co najmniej umiarkowanym. Anders - j.rosyjski, franmcuski perfect:W październiku 1921 rozpoczął studia na Wyższej Szkole Wojennej (fr. École Superieure de Guerre) w Paryżu, które ukończył jesienią 1923[15], a następnie odbył staż liniowy we Francji[37]. Sosnkowski- rosyjski biegle, francuski prawdopodobnie również. Generalnie, poza językami zaborców, znajomość francuskiego (nieraz na poziomie eksperckim) wśród wojskowych polskich wyższych stopni była czymś powszechnym. Co jest zrozumiałe. Francja była w końcu naszym najbliższym sojusznikiem. Natomiast Wielka Brytania niespecjalnie. Więc jest więcej niż zrozumiałe że angielski (poza być może marynarzami) był równie popularny co powiedzmy portugalski. Język absolutnie niszowy. Co zmieniło się po klęsce Francji, której absolutnie nikt się nie spodziewał. Z dnia na dzień okazało się że potrzeba się komunikować w języku cokolwiek egzotycznym. Tak więc nieznajomość angielskiego wśród kadry PSZ nie jest efektem nieuctwa ani zaściankowości, a faktem wynikającym z takich a nie innych stosunków międzynarodowych tak gdzieś od początków XVIII wieku do lat czterdziestych XX wieku. Dziwne raczej że wśród np Kanadyjczyków nie było dosyć osób znających francuski na tyle biegle, żeby dokonywać tłumaczenia na żywo. No wstyd, panowie alianci. 1
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 11 minut temu, Erih napisał: Dziwne raczej że wśród np Kanadyjczyków nie było dosyć osób znających francuski na tyle biegle, żeby dokonywać tłumaczenia na żywo. No wstyd, panowie alianci. Nic podobnego. W końcu 1. DPanc musiała dostać tłumacza z 1. Armii, który mówił i po francusku, i po angielsku. A jedyny wstyd to wyłącznie dla strony polskiej. Ówczesna sytuacja niczym nie różniła się od obecnej - wtedy byliśmy w gigantycznym sojuszu wojskowym wymagającym znajomości angielskiego i dziś jesteśmy w gigantycznym sojuszu wymagającym znajomości angielskiego. Dziś polscy żołnierze po trzech kwartałach nauki mówią po angielsku - wtedy po ponad czterech latach nie mówili po angielsku.
Erih Napisano %s o %s Napisano %s o %s 2 minuty temu, Jedburgh_Ops napisał: Nic podobnego. W końcu 1. DPanc musiała dostać tłumacza z 1. Armii, który mówił i po francusku, i po angielsku. A jedyny wstyd to wyłącznie dla strony polskiej. Ówczesna sytuacja niczym nie różniła się od obecnej - wtedy byliśmy w gigantycznym sojuszu wojskowym wymagającym znajomości angielskiego i dziś jesteśmy w gigantycznym sojuszu wymagającym znajomości angielskiego. Dziś polscy żołnierze po trzech kwartałach nauki mówią po angielsku - wtedy po ponad czterech latach nie mówili po angielsku. Tyle że dominacja angielskiego zaczęła się tak jakoś w 1941. A co do tego że w trzy kwartały ktoś nauczy się mówić po angielsku... Jakbym sam się nie uczył angielskiego, to bym uwierzył. W ciągu trzech kwartałów to można na intensywnym kursie doszlifować sobie podstawy plus słownictwo branżowe (to drugie ledwo-ledwo bez niuansów). Natomiast wcześniej przez ponad dwadzieścia lat byliśmy w gigantycznym sojuszu wojskowym gdzie językiem podstawowym był francuski. Brytyjczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy też w nim byli (w ograniczonym zakresie, ale zawsze). Takie były realia świata międzywojennego, świata w którym to Francja wygrała PWS co najwyżej przy wsparciu Brytyjczyków i Amerykanów. 1
fala Napisano %s o %s Napisano %s o %s 4 godziny temu, Erih napisał: Dziwne raczej że wśród np Kanadyjczyków nie było dosyć osób znających francuski na tyle biegle, żeby dokonywać tłumaczenia na żywo. No wstyd, panowie alianci. Quebec jest tylko francusko języczny, mieszkam w Ontario 25 lat i poza urzędasami nikt po francusku nie gada. Myślenie iż każdy kanadyjczyk posługuje się dwoma językami jest cokolwiek mylne. Z ciekawostek wspomnę iż quebecos to straszni nacjonaliści , barman powie że po angielsku nie ten tego a i na światłach w Montrealu nobliwa pani pokazała mi środkowy palec widząc rejestrację na moim aucie.
Sedco Express Napisano %s o %s Napisano %s o %s A jak było wśród generalicji III Rzeszy ze znajomością np. włoskiego, hiszpańskiego, fińskiego czy też rumuńskiego, że nie wspomnę o węgierskim ? :-)
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 5 godzin temu, fala napisał: Quebec jest tylko francusko języczny, mieszkam w Ontario 25 lat i poza urzędasami nikt po francusku nie gada. Myślenie iż każdy kanadyjczyk posługuje się dwoma językami jest cokolwiek mylne. Z ciekawostek wspomnę iż quebecos to straszni nacjonaliści , barman powie że po angielsku nie ten tego a i na światłach w Montrealu nobliwa pani pokazała mi środkowy palec widząc rejestrację na moim aucie. Dwujęzyczność w Kanadzie zależy od bardzo różnych czynników i prostych reguł zapewne nie ma pod tym względem. 9,5 roku pracowałem dla United Technologies Corporation (czyli dla podmiotu amerykańskiego) i w ramach tego gigantycznego korpo pracowałem i dla Pratt & Whitney „oryginalnego” amerykańskiego i dla Pratt & Whitney Canada. W tym drugim cała kadra menedżerska miała personalia i czysto anglosaskie, i czysto francuskie, ale wszyscy mówili i po angielsku, i po francusku. Może tylko pani wiceprezes była nieco słabsza z francuszczyzną, ale wszystko rozumiała, co się do niej mówi. I folklor językowy (angielski) w Kanadzie jest taki sam, jak w USA. Nieraz pytałem tych moich Kanadyjczyków, dlaczego raz mówicie sajdłinder a innym razem sajdłajnder; raz direktor, innym razem dajrektor; raz karbin, innym razem karbajn; raz militery, innym razem militry; sekretery albo sekretry itd., itd.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 9 godzin temu, Erih napisał: A co do tego że w trzy kwartały ktoś nauczy się mówić po angielsku... Jakbym sam się nie uczył angielskiego, to bym uwierzył. „Wysoka kadra dowódcza korzysta ze standardowych, intensywnych kursów resortowych przygotowujących do egzaminów STANAG 6001 na poziomie 3 (zaawansowanym), które trwają zazwyczaj około 620 godzin dydaktycznych (realizowanych w cyklu stacjonarnym trwającym kilka miesięcy)”. Piękno forum internetowego polega między innymi na tym, że w nic nie musisz wierzyć.
Erih Napisano %s o %s Napisano %s o %s 13 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał: „Wysoka kadra dowódcza korzysta ze standardowych, intensywnych kursów resortowych przygotowujących do egzaminów STANAG 6001 na poziomie 3 (zaawansowanym), które trwają zazwyczaj około 620 godzin dydaktycznych (realizowanych w cyklu stacjonarnym trwającym kilka miesięcy)”. Piękno forum internetowego polega między innymi na tym, że w nic nie musisz wierzyć. Ok. Ponieważ z powyższym ostatnim akapitem się zgadzam, więc przystępujemy do opukiwania Twojej szafki. https://www.wojsko-polskie.pl/awl/sjo-kursy-jezykowe/ "Studium Języków Obcych prowadzi stacjonarne kursy języka angielskiego na poziomach 2 – 3 wg STANAG 6001 Kursy na 2. poziomie trwają 590 godz., a na 3. poziomie 620 godz. Kandydaci, którzy zostali skierowani do AWL na kursy na poziomie 2 i 3, podlegają testowi sprawdzającemu na poziomie o jeden niższym od poziomu kursu. Celem testu jest ocena znajomości języka angielskiego" Czyli żołnierz najpierw uczy się angielskiego w szkole średniej cztery lata. Następnie w szkole oficerskiej kolejne cztery. Następnie, żeby dostać się na w/w kurs musi zdać egzamin ze znajomości języka angielskiego. czyli już go zna. Następnie na kursach (dwustopniowych) po 7-8 godzin dziennie intensywnie się doszkala przez kilka miesięcy. Dodajmy że w obecnym świecie każdy ma prawie codzienny kontakt z j.angielskim, w telewizji czy w internecie. W okresie międzywojennym tego nie było. To wszystko jest raczej potwierdzeniem tego co napisałem powyżej. W kilka miesięcy nie jest możliwe opanowanie w stopniu nawet umiarkowanie biegłym całkowicie obcego języka. 14 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał: Dwujęzyczność w Kanadzie zależy od bardzo różnych czynników i prostych reguł zapewne nie ma pod tym względem. Regułą w okresie międzywojennym i wcześniejszych była znajomość francuskiego wśród warstw wykształconych społeczeństw europejskich i nie tylko. Dotyczyło to Niemców, Włochów, Hiszpanów, Amerykanów z US i powinno też Kanadyjczyków. To że w jakiejś części Kanady mówiono potocznie po francusku nie ma dla tej dyskusji większego znaczenia.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s (edytowane) I tak dalej można snuć wszelkie teorie. W ich myśl powinienem twardo twierdzić, że skoro mnie uczono angielskiego 1,5 roku jako nastolatka (bo rodzice kazali) a potem 6 lat w dwóch szkołach to znaczy, że bardzo mądra generalicja i pułkownikowstwo PSZ, które zlądowało w Wielkiej Brytanii w roku 1940, a potem zlądowało w ramach inwazji na Francję na kontynencie to bardzo mądra generalicja i pułkownikowstwo, bo ono wiedziało, że w 4 lata nie ma żadnych szans nauczenia się angielskiego, ponieważ jest do tego potrzebne 7,5 roku, a w związku z tym nie ma sensu uczyć się angielskiego. Można sobie i takie absurdy snuć. Tylko że kolego piloci PSP nauczyli się angielskiego niemal błyskawicznie, bo wiedzieli, że muszą rozumieć, co się im rozkazuje, a jak znajdą się w kryzysowej sytuacji to też trzeba umieć powiedzieć, o co chodzi i jakiej pomocy się oczekuje. I wojska lądowe od tego się nie różnią. Bo kolego szanowny w uczeniu się języka obcego w wojsku jest nie tylko teoria kursów i czasu ich trwania, ale głównie jest mentalność, umysłowość, czy jak ktoś woli inteligencja i wyobraźnia sytuacyjna, a przede wszystkim odpowiedzialność. Jeśli ktoś nie ma w sobie tej odpowiedzialności i za siebie, i za podkomendnych, że w wojsku i na froncie są dziesiątki sytuacji, w których trzeba znać język, w którym otrzymuje się plany operacji oraz rozkazy do nich to potem w polu wychodzi, co wychodzi. Zacytuję wcześniej wspomnianego generała Fostera, z którym Maczek musiał współpracować. Zacytuję fonetycznie tak, jak napisał to Foster, że Maczek tak mówił. Cytat Ze focking Gairman bastards Tyle z angielskiego nauczył się Maczek przez 3 lata i 10 miesięcy pobytu w Wielkiej Brytanii i to co chwilę mówił. To jedno szło mu dobrze. Do całej reszty musiał mieć tłumaczy. I to się samo komentuje. A jak tłumacz Maczka został ranny i go nie było to od razu był dramat, żeby 1. DPanc zrozumiała, czego się od niej oczekuje. Wielka szkoda, że nie znasz polskich oficerów, którzy po wspomnianych przeze mnie trzech kwartałach bardzo dobrze komunikują się po angielsku. Ja znam - podpułkowników, pułkowników i jednego generała. Edytowane %s o %s przez Jedburgh_Ops
Landszaft Napisano %s o %s Napisano %s o %s Pytanie - ile czasu zajęło polskim lotnikom myśliwskim , bombowym aby biegle mówić po angielsku w trakcie wojny ?? Jakie były obostrzenia w rozmowach jakie przekazywano w trakcie lotów??. Wydaje się że po roku do półtora większość naszych pilotów już dość biegle mówiła w języku Anglosasów . Tyle że oni MUSIELI się nauczyć mimo że dywizjon był polski. Powód banalny , oni szli do boju i widzieli co znaczy zostać zestrzelonym nad Anglią i jak sami Anglicy traktowali pilotów którzy szeleścili zamiast spikać , w eterze wszystkie rozmowy prowadzono po angielsku i brak umiejętności mowy groziła z barku informacji po prostu śmiercią pilota. I po kilku takich zdarzeniach natychmiast w wolnych chwilach uczyli sie tego języka ,pod koniec wojny z każdym polskim lotnikiem mogłeś płynnie mówić po Angielsku. A generalicja miała to w głębokim poważaniu mieli tłumaczy siedzieli na wyspie szkolili się aż do 44 roku , naokoło sami Polacy i brak potrzeb bojowych aby tego języka używać. Uczysz się języka jak odczuwasz mobilizacje potrzeby komunikowania się , widać takiej potrzeby nie posiadali , po za tym to były duże związki taktyczne jak brygady czy dywizje a nie kilkudziesięciu pilotów w eskadrze więc u zająców nie było potrzeby uczenia się języka nawet w walce naokoło mieli rodaków . Tak że sporo zająców nawet pod koniec wojny w ogóle nie znało języka angielskiego
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s (edytowane) 15 minut temu, Landszaft napisał: ...więc u zająców nie było potrzeby uczenia się języka nawet w walce naokoło mieli rodaków. Chodzi o to, że było zupełnie inaczej. Nikt w 1. DPanc będącej jeszcze w Wielkiej Brytanii nie miał najmniejszego prawa snuć przypuszczeń, że finalnie dywizja wyląduje w polskim II Korpusie u Andersa, albo w najgorszym razie w jakimś związku taktycznym razem z francuską 2. DPanc Leclerka, gdzie od biedy dałoby się dogadywać po francusku. Tylko że i tak nic by nie wyszło z tego dogadywania się po francusku, ponieważ dywizja Leclerka robiła, co chciała, ale tego nie będę tu opisywał, bo to nie temat wątku. I za takie podejście do wojowania los tę 1. DPanc pokarał, bo musieli raz walczyć w kanadyjskim I Korpusie, innym razem w brytyjskim I Korpusie a na dodatek dwa razy walczyć do spółki z dwoma amerykańskimi dywizjami piechoty wraz przydzielonymi im amerykańskimi batalionami czołgów i batalionami niszczycieli czołgów. Edytowane %s o %s przez Jedburgh_Ops
Erih Napisano %s o %s Napisano %s o %s 7 minut temu, Landszaft napisał: Pytanie - ile czasu zajęło polskim lotnikom myśliwskim , bombowym aby biegle mówić po angielsku w trakcie wojny ?? A w uj i jeszcze ciut ciut. Oni pewnie do końca wojny biegle po angielsku nie mówili. Potrafili po jakichś kursach zrozumieć komendy w trakcie lotu i pewnie zrozumiale na nie odpowiadać. Pewnie jeszcze zamówić piwo i rybę z frytkami. Czyli porozumiewać się na poziomie zupełnie podstawowym. Podejrzewam że dla większości z nich przeczytanie ze zrozumieniem zwykłej angielskiej gazety było przez długie lata osiągnięciem niedosiężnym. 19 minut temu, Jedburgh_Ops napisał: Wielka szkoda, że nie znasz polskich oficerów, którzy po wspomnianych przeze mnie trzech kwartałach bardzo dobrze komunikują się po angielsku. Ja znam - podpułkowników, pułkowników i jednego generała. Ci wszyscy oficerowie o których wspominasz mieli angielski w szkole średniej, mieli na WSO i na tych kilkumiesięcznych kursach jedynie go doskonalili w zakresie terminologii wojskowej. Najwyraźniej nie przyswoiłeś tego co napisałem powyżej ani nie zajrzałeś do linka którego podałem - na takie kursy trafiają ludzie którzy już angielski znają i przed wzięciem udziału muszą tą znajomość potwierdzić konkretnym egzaminem. PS A potem trafiają na wspólne ćwiczenia z jakimś Szkotem albo co gorsza "kangurem" i jest zonk.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 2 minuty temu, Erih napisał: Ci wszyscy oficerowie o których wspominasz mieli angielski w szkole średniej, mieli na WSO i na tych kilkumiesięcznych kursach jedynie go doskonalili w zakresie terminologii wojskowej. Nie. Piszę o oficerach z bardzo wczesnego etapu polskiej obecności w NATO. Nie mieli żadnego „angielskiego” w szkołach, bo mieli wyłącznie rosyjski.
Erih Napisano %s o %s Napisano %s o %s Teraz, Jedburgh_Ops napisał: Nie. Piszę o oficerach z bardzo wczesnego etapu polskiej obecności w NATO. Nie mieli żadnego „angielskiego” w szkołach, bo mieli wyłącznie rosyjski. Ci wszyscy oficerowie to albo mój rocznik, albo jeszcze młodsi. W moim roczniku regułą było że poza rosyjskim (którego uczono bodaj od czwartej klasy podstawówki) był jeszcze drugi język obcy, którego naukę zaczynało się w szkole średniej i kontynuowało na studiach. Do wyboru był angielski albo niemiecki, w większości szkół. Na batalionie mieliśmy podział na kompanię niemieckojęzyczną (ci, którzy mieli w szkołach średnich niemiecki i kontynuowali naukę) i angielskojęzyczną (ci którzy w szkołach średnich mieli angielski). Oczywiście obie kompanie miały obowiązkowe zajęcia z rosyjskiego+drugi język.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 37 minut temu, Landszaft napisał: A generalicja miała to w głębokim poważaniu mieli tłumaczy siedzieli na wyspie szkolili się aż do 44 roku , naokoło sami Polacy i brak potrzeb bojowych aby tego języka używać. Uczysz się języka jak odczuwasz mobilizacje potrzeby komunikowania się , widać takiej potrzeby nie posiadali... Dam jeszcze taki przykład. Dopóki żyli weterani 1. DPanc i przeprowadzało się z nimi wywiady to panowała wśród nich dość silna pretensja wobec Kanadyjczyków z kotła Falaise pod tytułem „nie pomogli nam pod [tu padała nazwa miejscowości, a to np. Trun, a to np. Chambois]”. I wiecznie było nie pomogli nam pod..., nie pomogli nam pod..., nie pomogli nam pod... Zupełnie tak, jak gdyby kanadyjska 4. DPanc miała psi obowiązek pomagania polskiej dywizji pancernej, która nikomu nie pomagała. A ten mit, że niby „nie pomogli nam pod...” bierze się wyłącznie z nieznajomości angielskiego w polskiej dywizji. Łączność była taka sama w kanadyjskiej 4. DPanc i polskiej 1. DPanc, więc gdyby rozumiano w polskiej dywizji, co się do niej mówi to nie byłoby mitu „nie pomogli nam pod...”. A dziś uzyskanie informacji, że Kanadyjczycy wysłali do Polaków czołgi pod to „pod...” kosztuje 3,5 dolara kanadyjskiego. I ma się dokładną informację jakie kanadyjskie jednostki pancerne zostały wysłane do Polaków pod te „pod...” i jak się nazywali dowódcy tych jednostek. Tylko dziś to już nikogo nie obchodzi. Ale za to pokazuje to, jak się mści wysyłanie do walki na wariata niekomunikatywnych jednostek wojskowych nie pasujących do ogólnego systemu i nie bardzo rozumiejących, co się do nich mówi czy pisze.
Jedburgh_Ops Napisano %s o %s Napisano %s o %s 22 minuty temu, Erih napisał: Ci wszyscy oficerowie to albo mój rocznik, albo jeszcze młodsi. W moim roczniku regułą było że poza rosyjskim (którego uczono bodaj od czwartej klasy podstawówki) był jeszcze drugi język obcy, którego naukę zaczynało się w szkole średniej i kontynuowało na studiach. Do wyboru był angielski albo niemiecki, w większości szkół. Na batalionie mieliśmy podział na kompanię niemieckojęzyczną (ci, którzy mieli w szkołach średnich niemiecki i kontynuowali naukę) i angielskojęzyczną (ci którzy w szkołach średnich mieli angielski). Oczywiście obie kompanie miały obowiązkowe zajęcia z rosyjskiego+drugi język. W każdym razie dawało się i daje się nauczyć tego nieszczęsnego angielskiego szybko i naprawdę komunikatywnie. Oczywiście była za to cena w tamtych czasach, bo ci oficerowie przez te mniej więcej trzy kwartały nie zajmowali się niczym innym, jak nauką angielskiego, a w związku z tym ich normalne obowiązki szły w dużej mierze w odstawkę. Ale MONowi tak zależało, żeby nasi wreszcie byli komunikatywni z NATOwcami, że godzono się na to.
Landszaft Napisano %s o %s Napisano %s o %s Erich zgadza się za PRL-u w podstawówie był rosyjski , w średniej obowiązkowo rosyjski i obcy " u nas na Śląsku był w szkołach albo Francuski albo Angielski , Niemiecki był zakazany jak na Kaszubach. Na studiach miałem Rosyjski " nadal podstawowy" Angielski i z kuli takich a nie innych studiów Łacinę. Przy czym trzeba zgodnie powiedzieć że w szkołach średnich czy na studiach nikt do języków zachodnich się nie przykładał bo i po co ??, za to rosyjski który człowiek ciągle wałkował od pedałówy to wszedł tak w łeb że mimo że nie przykładałem się do nauki tego języka do dziś spokojnie czytam i bez problemu się dogadam co nie powiem o angielskim który dla mnie jest bardziej obcy niż Niemiecki , ale to dlatego że jestem hanysem. Tak że tu ma rację Jedburg o tym że nawet nasze roczniki po zmianie ustroju kompletnie nie znały języka angielskiego mimo że był nauczany w szkołach - a jak był nauczany to wolę nie pisać bo i tak nikt nie wierzył że skorzysta z uwagi na niemożność wyjazdu. Dlatego pierwsze półtorej dekady po obaleniu systemu wojacy czy ludziska kompletnie nie znały angielskiego. Naprawdę angielski to od 20-no 30 l młodzież się uczy i większość bardzo dobrze nim włada bo wie że to podstawowy język zachodu. Za to rosyjski zmarł naturalną i głupią śmiercią. Tyle że w głowie nadal mam słowa mojej Śp. mamy która mówiła "masz synu znać języki swoich wrogów aby przeżyć " Dlatego znam i Rosyjski i Niemiecki tak jak kiedyś moja mama.
mensguth6 Napisano %s o %s Napisano %s o %s W dniu 23.07.2026 o 23:12, Jedburgh_Ops napisał: Nic podobnego. W końcu 1. DPanc musiała dostać tłumacza z 1. Armii, który mówił i po francusku, i po angielsku. A jedyny wstyd to wyłącznie dla strony polskiej. Ówczesna sytuacja niczym nie różniła się od obecnej - wtedy byliśmy w gigantycznym sojuszu wojskowym wymagającym znajomości angielskiego i dziś jesteśmy w gigantycznym sojuszu wymagającym znajomości angielskiego. Dziś polscy żołnierze po trzech kwartałach nauki mówią po angielsku - wtedy po ponad czterech latach nie mówili po angielsku. Bez przekąsu- ale czy jest odwrotnie, trochę czasu są u nas. Podobno w Powidzu nie mają problemów z zamówieniami z żarciem po Polsku.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się