Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Napisano
21 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał:

W każdym razie dawało się i daje się nauczyć tego nieszczęsnego angielskiego szybko i naprawdę komunikatywnie. Oczywiście była za to cena w tamtych czasach, bo ci oficerowie przez te mniej więcej trzy kwartały nie zajmowali się niczym innym, jak nauką angielskiego, a w związku z tym ich normalne obowiązki szły w dużej mierze w odstawkę. Ale MONowi tak zależało, żeby nasi wreszcie byli komunikatywni z NATOwcami, że godzono się na to.

Ci oficerowie mieli za sobą cztery lata nauki języka w szkole średniej i cztery na WSO.

To oczywiście nie była jakaś super intensywna nauka, ale jakieś podstawy dawała.

I dalej, jak sobie wyobrażasz wyłączenie na trzy kwartały jedynego chyba w PSZ generała znającego się na pancerce który w tym czasie zajmował się odtwarzaniem jakiegokolwiek nadającego się do użycia wojska po klęsce Francji i panicznej ewakuacji Dunkierki?

I jeszcze taka sytuacja na temat "historii mówionej" czyli relacji ustnych z czasem spisanych. Dawno temu w moje ręce wpadły wspomnienia (jakiś niskonakładowy druk, w początkach latach dziewięćdziesiątych wychodziło tego od groma) naszego żołnierza, zapewne zwiadowcy którejś jednostki piechoty.

Rzecz działa się na froncie włoskim. W książczynie była dokładna lokalizacja, po ćwierć wieku już nie pamiętam jaka. W każdym bądź razie "nasi" mieli zająć pasmo wzgórz dominujące nad szeroką doliną. I zajęli, przy minimalnym oporze Niemców. I wtedy nasz zwiadowca zobaczył, że "niecałą milę przed frontem Brytyjczyków" stoi sobie niemiecka bateria artylerii 150mm. Idealna sytuacja, żeby Niemców wziąć pod gąsienice. Dowódca naszego zwiadowcy połączył się z sąsiadami radiowo, naświetlił im sytuację i zaproponował szybki wypad. Brytyjczyk odmówił, stwierdzając że on dostał rozkaz zajęcia linii wzgórz, a to co się dzieje w dolinie to już nie jego biznes.

Więc Niemcy dosyć spokojnie choć w pośpiechu się wycofali. Ku ciężkiej zgryzocie naszych zwiadowców, którzy wszystko widzieli.

Wygląda na typowe polskie narzekactwo?

No, tak.

Poprosiłem kolegę który akurat pracował wtedy w Anglii, żeby poszukał jakichś monografii, wspomnień czy czegokolwiek o działaniach angielskiej jednostki w tamtych rejonach. Kolega znalazł bez problemu co najmniej dwie relacje z zajmowania tamtego pasa wzgórz, ale o niemieckiej baterii ani słowa.

Ale inny kolega który w tym samym czasie pracował w Niemczech, równie jak ja zainteresowany sprawą, sprawdził w niemieckich papierach.

I co?

I bez większego trudu znalazł w/w baterię, znalazł opis jak to dzielni niemieccy artylerzyści widząc wrogie czołgi na wzgórzach zaprzodkowali działa i ile pary w nogach wiali, a przepraszam, wycofali się na z góry upatrzone pozycje.

To jak, Polak z Niemcami uzgodnili wspólną wersję, czy może po prostu brytyjski dowódca wykazał się absolutnym brakiem inicjatywy? A fakt wykrycia baterii po prostu w swoich meldunkach pominął?

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie