Jump to content

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Martian

Absurdy PRL-u cz. I

Recommended Posts

U mnie też. A stosowne produkty o pojemności 0,375 l nadal są w sprzedaży. Trzeba odwiedzić naprawdę dobry monopolowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Też spotkałem się z określeniem małpka" na ćwiartkę", ale prawilna małpka była ogniwem łączącym ćwiartkę" z połówką".

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jedyną 0.375 jaką widziałem od lat to piersiówka z żubrówką o takiej pojemności na Statoil'u. Ale peerelowska małpka nie była piersiówką tylko miała kształt ormalnej" butelczyny.

Share this post


Link to post
Share on other sites
0,375 jest przez koneserów mało poważane, gdyż jest ciężko podzielne :-]]] A jak ubolewali, gdy zlikwidowano 0,2, brakowało im tego łyka :-))))

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jest też Smirnoff, w plastikowej butelce, z takim korkiem. Podobno idealny do wywożenia za granicę :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites
wiśnie w likierze w długim słoiczku to było to, człowiek pojadł popił i świat już nie był taki zły :) a tabliczki mleczne pamiętacie? automaty telefoniczne wrzutowe za 1zł.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A już najbardziej utkwiła mi w pamięci plackarnia" przy stacji PKP w Przemyślu, niby jest dalej i robią placki ziemniaczane ale jakoś to już nie to, może dlatego że smażą na oleju a kiedyś na smalcu odcinanym z dużego bloku?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Steel ja pamietam jak byly o pol zlotowki tansze:).Lodziarza pamietam jak na ul.Leczycka we Wroclawiu przyjezdzal Komarem na pedalach i uczepiona przyczepka w ktorej mial takie okragle lody smietankowe, 2zl.sztuka, nigdy smaku niezapomne.
Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kufloteki. W mojej pamięci tkwi szczególnie tzw. Szlak Orlich Gniazd" nad Wisłą w lewobrzeżnej Warszawie - Mewa", Rybitwa", Żagiel", Albatros" i chyba coś tam jeszcze - dosyć podłej konduity lokale, szumnie zwane pijalniami piwa", miejsce spotkań meneli i studentów, w których serwowano przeżenione piwo w kuflach z charakterystycznego grubego szkła.
Znałem typów, którzy biesiadowali tam z Jasiem Himilsbachem...

Share this post


Link to post
Share on other sites
No i nieśmiertelna bufetowa, o donośnym głosie i niewyszukanym słownictwie, ubrana w kwiecisty fartuch.
Lepiej było z nią nie zadzierać :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
I hasło oddające tamtą rzeczywistość WZAJEMNE ZAUFANIE POPARTE WZMOŻONĄ KONTROLĄ"

Share this post


Link to post
Share on other sites
Eee- to była wersja soft. Taka normalna była Pod kasztanami. A oddawałeś piwo pędzone" na kukurydzy. I piękne czasy Metalowca, Kasztanowej, Melpomeny, Bałtyku... aż łza się w oku kręci.

To też niby absurd PRL- dziś standardowy obywatel bałby się przejść obok takiego lokalu- kiedyś trudno było tam szpilkę wcisnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.



×
×
  • Create New...

Important Information