Erih
Użytkownik forum-
Zawartość
6 691 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
32
Zawartość dodana przez Erih
-
Nie tylko w Sukiennicach.
-
Jeżeli jest w rezerwie kadrowej (co dla mnie nie jest oczywiste) to wyląduje w razie "w" gdzieś głęboko na zapleczu i będzie ganiał poborowych do noszenia skrzyń w rękach, choć obok stał będzie wózek widłowy. Bo gdyby taki "mądry" trafił do linii to albo będzie siedział cicho i nie przeszkadzał, albo będzie "witaj smutku".
-
No, chyba że dostaniemy priorytetowy zwrot 1:1 plus rabat na następne...
-
No to jako dyżurny Advocatus Diaboli zadam ci teraz takie pytanie: Ok, doktryna NATO opiera się na tym że jeżeli przeciwnik okopie się na fest to NATO wyśle te swoje setki bombowców i przeciwnika zmiecie z powietrza. Stara, wywodząca się jeszcze z okresu DWS zasada dominacji w powietrzu. W Iraku sprawdziła się pięknie. Tyle, że gro tych sił - zwłaszcza bombowce strategiczne- to siły jednego z państw NATO. A co jeżeli, załóżmy rzecz całkowicie nieprawdopodobną, władzę w tym państwie jakimś nieprawdopodobnym zbiegiem okoliczności obejmie świr który resztę NATO ma gdzieś, a wręcz chce jego członkom pozabierać jakieś mało ważne wyspy, w dodatku 90% swoich sił zaangażuje w konflikt gdzieś w ślepej kiszce świata bo tamtejszy politykier wciąż chasa na wolności tylko dzięki wojnie, a za to ma na tego pierwszego tęgie chaki z czasów mocno grzesznej młodości? Krótko mówiąc, co zrobi NATO kiedy tych setek bombowców nie stanie? Jakie ma zasoby siły i środki, jaki ma plan B? Skoro główny gracz w tym wymyślonym ad hoc scenariuszu wypadł z gry, a np największym posiadaczem nowoczesnych rakiet p-lot okazuje się jakiś mało istotny kraik nad Wisłą z zasobem circa ebaut 200 szt? No co robimy?
-
Też uważam że mocno Rosję przeceniacie. Przez ostatnich 35 lat zwłaszcza duże miasta mocno się zmieniły, poczuły odrobinę dobrobytu... Jak im się to wszystko teraz zabierze (a na to się zanosi) to rozniosą władzę na kopytach.
-
Facet ewidentnie żyje realiami "Wielkiej Ojczyźnianej". Tyle że te czasy skończyły się circa ebaut osiemdziesiąt lat temu.
-
Drewniana konstrukcja jak najbardziej może się wygiąć w taki łuk, jeżeli jest pokryta czymś w miarę elastycznym. I nie mówię tu o eleganckim gięciu meblowym tylko zwyczajnym przywaleniu o coś twardego z dużą siłą. Po prostu elementy konstrukcji popękają wzdłuż słojów, rozejdą się a powłoka nadal będzie trzymała całość w (pozornie) jednym kawałku.
-
To mógł być dron obserwacyjny monitorujący np sytuację pożarową w lasach albo testy na długotrwałość lotu. takie przeloty trzeba zgłaszać w odp. urzędach, więc jak taki ptaszek pojawi się na radarach nikt rabanu robił nie będzie.
-
Okulary z początku XX wieku
temat odpowiedział Erih → na Jedburgh_Ops → Nasze odkrycia (bez identyfikacji)
Musiałby się pojawić ktoś kto zbiera katalogi reklamowe firm międzywojennych, a najlepiej kilku ktosiów z rozmaitych dziedzin. Ja mam np "Poradnik Foto-Gregera" z tym że wydanie dosyć ubogie. Późniejsze były bardziej rozbudowane. -
Okulary z początku XX wieku
temat odpowiedział Erih → na Jedburgh_Ops → Nasze odkrycia (bez identyfikacji)
Rozważ też opcję, że włoskie okulary ktoś do nas sprowadzał i na miejscu sprzedawał. Ja mam francuską brzytwę po przodku, który najdalej co był to w Zakopanem. -
A z braku Tutek wystrzeliwują je z procy.
-
Okulary z początku XX wieku
temat odpowiedział Erih → na Jedburgh_Ops → Nasze odkrycia (bez identyfikacji)
We Włoszech przełomu XIX/XX wieku działało wielu fotografów (nie tylko Włochów) ze względu na znaczenie historyczne tego regionu. Tworzono całe kolekcje dydaktyczne rozpowszechniane w postaci slajdów na szkle. -
W starych pociągach bywały też mosiężne.
-
Bardzo możliwe. Też myślałem o blokadzie okna podnoszonego, ale te popularne są w Anglii, nie u nas... A zapomniałem właśnie o oknach w wagonach kolejowych.
-
Mała uwaga dotycząca analogii polsko-rumuńskich. Ze dwa lata temu zrobiłem sobie podróż sentymentalną do Rumunii. Większość pobytu byłem w Konstancy, więc nie odmówiłem sobie wycieczki deltą Dunaju. Jadąc do punktu startowego w Tulczy obejrzałem sobie tamtejszy krajobraz. Tam jedziesz kilometr, pięć, dziesięć nie widząc ani jednego domu. Pola, łąki, znowu pola. Więc ryzyko że coś zestrzelonego spadnie tambylcom na głowy jest minimalne. U nas nawet na ścianie wschodniej aż takich pustek nie ma. Dwa, jakoś nasi radarowcy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku potrafili na podstawie obrazu radarowego określić co leci i co kombinuje. I nie zdarzało im się jakoś grubo pomylić. Więc albo w wojsku doszło do potwornego regresu, albo pan Kamizela raczy zmyślać. Trzy, ale co tu się dziwić ekspertom z internetu, kiedy np na strzelnicach udzielają się spece z taktyki (zielonej, żeby nie było) którzy po każdym strzale nakazują szkolonym ludkom broń zabezpieczać, a odbezpieczać dopiero przed oddaniem następnego strzału. Kiedyś zrobiłem takiemu demonstrację, oczywiście od razu dostałem wykład o "bezpieczeństwie". Ok, uczcie cywili bezpiecznego strzelania dynamicznego, trenujcie te swoje kowbojskie sztuczki... Tylko do stu diabłów nie nazywajcie tego strzelaniem bojowym!
-
Nie jest to kurek ani analogiczny element, bo jak widać na zdjęciach jest z mosiądzu. A takie mocno pracujące elementy robiono ze stali. Bardzo możliwe.
-
I pewnie nie zobaczysz... Ci z karabinkami to takie bieda-grupy, raczej nie mają porządnego sprzętu do filmowania no i możliwości oddelegowania kogoś żeby kręcił. Co innego grupy latające - ci czasem używają karabinków i widać filmiki z zestrzeleniami. Niemniej, zestrzelenie takiego powolnego latadła z karabinka jest, tylko trzeba być dostatecznie blisko. A to oznacza konieczność nasycenia terenu dużą ilością ludzi - grupa strzelców co 400-600 metrów. PS No i ze względu że do broni strzeleckiej nie stosuje się amunicji smugowej/wskaźnikowej no to nie bardzo wiadomo od kogo latadło oberwało.
-
Raczej kłusol-zbieracz. Duża część tego co tam leży to można bez pozwolenia mieć (czarnoprochowce), a repetiery w większości wyglądają na wykopki wstawione w nowe drewno. Ale za same kusze podpada pod paragraf.
-
1) Ile takich mamy? 2) Czy to-to jest na tyle czułe żeby naprowadzić się na silnik "motorynki"? Bo drużyn piechoty i powiedzmy Starów do ich przewożenia mamy/możemy mieć dużo. Amunicja do PKM/Beryla też kosztuje dużo mniej niż do RBS. Oczywoście że lepiej by obsadzić granicę takimi RBS, ale jak się nie ma wystarczająco wiele tego co się lubi...
-
Ale Policja i OSP były wcześniej. Więc niech pani reporterka się nie ekscytuje, ŻW musiała sporo kilometrów przejechać po wiejskich drogach, oni nie mają posterunku w każdym powiecie (bo i po co).
-
9 luf z ogniem samopowtarzalnym, skoncentrowane w jednym punkcie, ukrycie na wypadek zbyt bliskiego upadku wrażego drona. Na Ch101 to oczywiście za mało, ale taka grupa na trasie przelotu Gierani czy podobnych to całkiem słuszny pomysł jest. Zasięg trochę mizerny, ale jak do tego mają (a mieć powinni) PKM, łączność i jakieś środki do przemieszczania się, to to jest więcej niż niejedna ukraińska mobilna grupa antydronowa.
-
Nie kojarzę broni o takim kształcie języka spustowego. natomiast przedmiot kojarzy mi się z "kluczem" do nadawania Morsem, ew od maszynki telegraficznej.
-
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Jedburgh_Ops No to na koniec "agregata" jeszcze trzy sprawy: Generał Maczek został awansowany na generała 15 listopada 1939 roku. Sanatorzy w Anglii mało mieli do powiedzenia, mieli szczęście jak nie wylądowali na Wyspie Węży. Porucznicy i kapitanowie na pewno znali angielski (albo inny język zachodni) w stopniu podstawowym co najmniej, natomiast starym wojskowym (sięgającym czasów carskich) zwyczajem woleli się nie wychylać przed wyższe szarże które tego co się w szkole nauczyły zwyczajnie zapomniały. Tak to w wojsku działało, przynajmniej do czasu aż odwiesiłem mundur do szafy. Zwłaszcza tym typowo garnizonowym (no chyba że uchodziło się za wyjątkowego wariata, wrednego... typa z nożem w zębach i mordem w oczach. A, i przydawała się wspólnota zainteresowań z osobami z WSW. Wtedy można było sobie pozwalać.) -
Nie do końca się zgodzę. Posiadanie Krymu ma znaczenie symboliczne- to od niego ta wojna się zaczęła. Ale ma też znaczenie praktyczne: Krym flankuje wylot na Morze Azowskie. Kto go posiada, i bazy na nim (Sewastopol!) lub przynajmniej jest w stanie te bazy skutecznie zablokować, ten kontroluje komunikację Morze Azowskie-Morze Czarne- reszta świata.
-
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Ci oficerowie mieli za sobą cztery lata nauki języka w szkole średniej i cztery na WSO. To oczywiście nie była jakaś super intensywna nauka, ale jakieś podstawy dawała. I dalej, jak sobie wyobrażasz wyłączenie na trzy kwartały jedynego chyba w PSZ generała znającego się na pancerce który w tym czasie zajmował się odtwarzaniem jakiegokolwiek nadającego się do użycia wojska po klęsce Francji i panicznej ewakuacji Dunkierki? I jeszcze taka sytuacja na temat "historii mówionej" czyli relacji ustnych z czasem spisanych. Dawno temu w moje ręce wpadły wspomnienia (jakiś niskonakładowy druk, w początkach latach dziewięćdziesiątych wychodziło tego od groma) naszego żołnierza, zapewne zwiadowcy którejś jednostki piechoty. Rzecz działa się na froncie włoskim. W książczynie była dokładna lokalizacja, po ćwierć wieku już nie pamiętam jaka. W każdym bądź razie "nasi" mieli zająć pasmo wzgórz dominujące nad szeroką doliną. I zajęli, przy minimalnym oporze Niemców. I wtedy nasz zwiadowca zobaczył, że "niecałą milę przed frontem Brytyjczyków" stoi sobie niemiecka bateria artylerii 150mm. Idealna sytuacja, żeby Niemców wziąć pod gąsienice. Dowódca naszego zwiadowcy połączył się z sąsiadami radiowo, naświetlił im sytuację i zaproponował szybki wypad. Brytyjczyk odmówił, stwierdzając że on dostał rozkaz zajęcia linii wzgórz, a to co się dzieje w dolinie to już nie jego biznes. Więc Niemcy dosyć spokojnie choć w pośpiechu się wycofali. Ku ciężkiej zgryzocie naszych zwiadowców, którzy wszystko widzieli. Wygląda na typowe polskie narzekactwo? No, tak. Poprosiłem kolegę który akurat pracował wtedy w Anglii, żeby poszukał jakichś monografii, wspomnień czy czegokolwiek o działaniach angielskiej jednostki w tamtych rejonach. Kolega znalazł bez problemu co najmniej dwie relacje z zajmowania tamtego pasa wzgórz, ale o niemieckiej baterii ani słowa. Ale inny kolega który w tym samym czasie pracował w Niemczech, równie jak ja zainteresowany sprawą, sprawdził w niemieckich papierach. I co? I bez większego trudu znalazł w/w baterię, znalazł opis jak to dzielni niemieccy artylerzyści widząc wrogie czołgi na wzgórzach zaprzodkowali działa i ile pary w nogach wiali, a przepraszam, wycofali się na z góry upatrzone pozycje. To jak, Polak z Niemcami uzgodnili wspólną wersję, czy może po prostu brytyjski dowódca wykazał się absolutnym brakiem inicjatywy? A fakt wykrycia baterii po prostu w swoich meldunkach pominął?
