Skocz do zawartości

Erih

Użytkownik forum
  • Zawartość

    6 364
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Zawartość dodana przez Erih

  1. Jakiś czas temu wydano żonie dwie jednofuntówki, zamiast dwuzłotówek. Nowiutkie jeszcze z Elżbietą. Aż w kapsle wsadziłem!
  2. Zgadza się, i oby ci właściwi zawsze mieli farta, pijaczkowie zasypiali w miejscach bezpiecznych na ten przykład (a nie w głębi miejskiego parku gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda, chyba że chce się wypróżnić, jak dziś wieczorem) i w ogóle, oby nam się! PS Oczywiście niniejszym tym niewłaściwym życzę gołoledzi na stromych granitowych schodach. Ale to raczej do wątku obok.
  3. W tym wypadku zwierz był widoczny w całej okazałości, ponad to był identyfikowany wcześniej a podejście śledzone. Po prostu pijaczyna zbyt skutecznie się zakamuflował. Summa summarum, jego wykrycie wymagało by przerycia widłami całego dziczego żerowiska, co oczywiście wykluczało by polowanie.
  4. Ja miałem pewność(do pewnego momentu) i myśliwy który polował miał pewność, i słusznie - miał w celowniku dzika. A że kawałek za tym dzikiem znajdował się pijaczyna - tego po prostu ani ja ani strzelec wiedzieć nie mogliśmy. Jego tak naprawdę w tym miejscu być absolutnie nie powinno, lub też nie powinno być tam dzików (no chyba że przylazły go sobie obgryźć). A co najdziwniejsze, przez kilka godzin obserwacji z niewielkiej odległości, skubany, anie nie wywołał zauważalnego poruszenia się łodyg, ani nie wydał żadnego wyraźniejszego odgłosu - było cicho, jak to wieczorem/nocą przy braku wiatru. Idące dziki słyszałem z około 200 metrów (na pewno nie mniej) a tego typa z 50-nie! A pogrążony w pijackim śnie człowiek zazwyczaj wydaje odgłosy, no różne, ale charakterystyczne i przede wszystkim głośne! Nasłuchałem się będąc sanitariuszem. Za to jak go dziki obudziły to wlazł (też nienormalne) prosto pomiędzy nie. Ochrzanić miał je zamiar czy co? I to jeszcze w dziczym dialekcie. Tak więc mamy tu sytuację aż niepodobną, a jednak zdarzyła się faktycznie.
  5. Pomijając inwektywy, myśliwy nie potrzebuje"set" zezwoleń, on potrzebuje jedno: zezwolenie na polowanie /inną działalność na danym terenie. Od koła łowieckiego. Po drugie, większość lasów "prywatnych" jest i tak zarządzane przez starostów. Jakieś 90%. Na terenie zaprzyjaźnionych kół (trzech) nie ma więcej niż 10 ha lasów zarządzanych przez indywidualnych właścicieli, a te lasy, a właściwie "lasy" to są de facto plantacje choinek. Więc wystarczy jedna zgoda na większość terenu lasów prywatnych. A resztę się zwyczajnie omija. Ja nie mam żadnego obowiązku nikogo o nic pytać (w tym kontekście), natomiast koła muszą mieć zgody co jakiś czas (nie wiem jaki) te zgody aktualizowane. W ramach normalnej kontroli łowisk. Bo jakiś teren nagle można włączyć (a jest atrakcyjny) albo trzeba wyłączyć.
  6. Albo niespecjalnie przeczytałeś mój wpis, albo jego treść z premedytacją ignorujesz.
  7. Problem to miała i dalej ma wąska grupa pieniaczy oraz tak zwani nowi wiejscy. Terenów łowieckich ta zmiana w żaden widoczny sposób nie uszczupliła. Z jednym, za to wkurzającym wyjątkiem.
  8. Napisani kilku słów na kartce papieru i podpisanie się to taki kosmiczny wysiłek? Z resztą, według nowszych przepisów nie ma już zgody domyślnej, myśliwi przy wyznaczaniu granic obwodu i rejonów muszą mieć zgodę właściciela. Z czym myśliwi problemu nie mają (za zniszczenia spowodowane przez zwierzynę łowną na takim terenie płacą z własnej kieszeni).
  9. Po pierwsze myśliwi nic nie niszczą jak chodzą, choćby po to żeby nie prowokować konfliktów, po drugie chodzą za zgodą właściciela.
  10. Ależ taka pewność była - widzieliśmy idące dziki, widzieliśmy jak włażą w kukurydziane pole które obserwowaliśmy od kilku godzin itd. Wszystko zgodnie z zasadami sztuki. Tylko mnie w pewnym momencie wpadło w okular mojej 7x50 z długim pryzmatem że dzików widzieliśmy na podejściu 4, a kotłuje się 5. W celowniku sztucera w takich warunkach (noc, niski kontrast celu, w dodatku zwierzaki w gęstej kukurydzy a na broni jakieś nędzne 8x30 z kiepskimi powłokami) nie da się określić czy to jeden z kilku dzików czy napity lokals na czterech. A w owych czasach był zakaz termo i nokto jak również oświetlenia na broni. Zresztą, jakie termo czy nokto w 1994 roku? Śmiech na sali a nie pomoc. Tak że ten dzikopodobny miał po prostu szczęście że chciało mi się marznąć na zwyżce zamiast czekać na tylnej kanapie z książką w ręku. Inny przypadek prawie że tragedii na polowaniu, bardziej współczesny. To już nie osobiście, ale film z sytuacji oglądałem. Teren prywatny, zamknięty dla postronnych, ogrodzony. Odstrzał sanitarny (ASF). Wszystkie wejścia na teren otaśmowane na grubo... I nagle pomiędzy myśliwych a cel wpada gromada przypalonych na krosówkach. A na glinie czy piachu takiego roweru zza krzaków i górki zwyczajne nie słychać i nie widać. Dobrze że nikomu palec nie drgnął (broń myśliwska z przyspieszaczem spustu) i skończyło się na grubych mandatach zamiast trupów.
  11. Tak. Znam prawo zarówno ogólne jak i łowieckie. I oskarżony ma prawo do obrony. Dowolnymi środkami. A sprawa druga, wbrew temu co się niektórym wydaje, pomylenie człowieka łażącego na czworakach i ryjącego twarzą w glebie w polu kukurydzy z dzikiem to nie jest jakiś ewenement. Co najmniej trzy razy byłem uczestnikiem takich sytuacji. W tym raz, o czym powyżej pisałem, kiedy zapity lokals buchtował w kukurydzy razem z dzikami. I mógł łatwo obskoczyć postrzał. pS Usiłuję rozmawiać merytorycznie. Jakoś mi tego nie ułatwiasz.
  12. Akurat pochodzenie kota domowego od kota nubijskiego może być prawdziwe w przypadku kotów bliskowschodnich, w przypadku kotów europejskich jest znaczący udział populacji żbików europejskich. Taki misz masz lokalny. Dlatego żbiki u nas praktycznie zanikły. Natomiast inwazja gatunków drapieżnych z Ameryki, to tak jak piszesz, albo uciekinierzy z hodowli, albo gatunki wypuszczane. Niedaleko mojego domu rodzinnego w stawie przez długie lata gatunkiem dominującym były molinezje - wypuszczone przez lokalnego akwarystę.
  13. W/w osobnik popełnił fatalny błąd, przestępstwo i tak dalej, strzelając do celu którego wcześniej dokładnie nie rozpoznał. Teraz się broni jak umie (moim zdaniem, głupio). Niemniej, ma prawo do obrony. Powiem ci tak: sam uratowałem życie osobnikowi który zachowywał się jak dzik, wydawał odgłosy jak dzik, buchtował w kukurydzy jak dzik. I w optyce wyglądał jak dzik. Po podświetleniu latarką (czego w teorii absolutnie robić nie powinienem) okazał się zapitym lokalsem który wlazł w kukurydzę... razem z dziczą watachą.
  14. Akurat kot domowy to potomek dzikich kotów z obszaru bliskiego wschodu i naszego rodzimego żbika. Normalny proces mieszania gatunków blisko spokrewnionych + działalność człowieka. Pies tym bardziej- taki udomowiony wilk, a w zasadzie kilka gatunków psowatych, udomowionych w różnym czasie i różnych miejscach, poddanych hodowli selektywnej. PS Nutria, jenot, norka amerykańska pojawiły się w ekosystemie na skutek akcji tzw "ekologów" którzy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych uwalniali te zwierzęta z hodowli. Akcje były dosyć głośne i dosyć masowe.
  15. Niemniej będę prosił, żebyś pisała z jakimś sensem.
  16. Zupełnie nie rozumiem o czym piszesz.
  17. @Jedburgh_Ops, dwa pytania: 1 Czy jesteś w stanie zdobyć zdjęcia tych emblematów z końskich siodeł m1904 ale od strony mocowania? Czy tam faktycznie była śruba z nakrętką? 2 Czy po wojnie (lata czterdzieste) nadal panował totalny niedobór takowej galanterii mundurowej, czy jednak zrobiło się z tym lepiej? To że ludzie powracający do PRL miewali ze sobą to i owo z amerykańskiego wyposażenia (mam na myśli zarówno PSZ jak i np robotników przymusowych) to akurat wiem na pewno. Poza tym Amerykanie też byli łasi na pamiątki i drogą handlu wymiennego niejedna rzecz zmieniła właściciela (no nie oddałby jeden z drugim orzełka którego mógł sobie dokupić w wojskowym sklepie za niemiecki sztylet paradny czy zgrabny P08? Jeżeli do odznak miał swobodny w miarę dostęp to oddałby na pewno. Nie takie fanty sprzedawali). A że za Bieruta takie fanty były mocno podpadające, to wiadomo. Mój własny dziadek (pod wpływem babci) pozbył się wielu rzeczy przywiezionych z Niemiec, bo znalazł się "w zainteresowaniu" UB. Nieraz w rodzinie się nabijaliśmy że babciny asparagus jest tak wielki i piękny... bo dziadek kazał go systematycznie olejem podlewać ;).
  18. A nie można po prostu założyć że to powojenny import? Może nawet z okresu PRL- ktoś sobie przywiózł jako pamiątkę a potem zwyczajnie zgubił? Albo schował, jeżeli już po przywiezieniu zorientował się, że w związku z tą pamiątką może mieć grube nieprzyjemności np ze strony "organów" PRL.
  19. Nie wiem co Norwegowie wiedzą, ale ja sam ze zdziwieniem się dowiedziałem (info sprzed pełnoskalowego ataku na Ukrainę, ale nie sądzę żeby coś się zmieniło). Te dywizje używają do smarowania broni tych samych środków co reszta wojska, pomimo że mają działać w warunkach arktycznych. Rosjanin (wojskowy, żeby nie było) nawet zdjęciami się chwalił.
  20. To nie żadna analiza, to stwierdzenie banalnych faktów. PS Rosyjskie "dywizje polarne" nawet przed Ukrainą to była zwykła piechota, nawet nie zmechanizowana. Tyle że na stanie mieli sorty zimowe w postaci białych pałatek.
  21. @IzabelaS, nigdzie w konstytucji nie jest zapisane że w życiu należy być wrednym, powiedzmy, bydlęciem, ale niektórzy mają po prostu takie hobby.* Eufemizmy celowe
  22. Może lepiej nie... Skoro w pewnej jednostce nasłana kontrola ujawniła kiedyś 2...czołgi nie ujęte w ewidencji! I to nie jakieś strucle do kanibalizacji, ale pełnosprawne! Co nie o wszystkich pozostałych maszynach można było powiedzieć.
  23. W wypadku broni strzeleckiej i białej, regulaminowej oczywiście, regulamin był jasny. I raczej przestrzegany.
  24. Nie "bywało różnie" tylko broń będąca na stanie jednostki musiała być numerowana. Np bagnet miał naniesione te same numery co karabin do którego był na amen przypisany. Do tego stopnia że (w teorii) jeżeli karabin został zużyty/uszkodzony, to bagnet (całkiem czasem nowy!) powinien razem z nim trafić do huty. Oczywiście tak "bawiono się" do pewnego momentu gdzieś około 1990 roku. Tak więc bagnety "do AK/Tantala/SWD" będą numerowane, te "do Beryla" już niekoniecznie. Noże wz55 również były numerowane - te z oficjalnej produkcji. To co wydostawało się z oficjalnej ewidencji miało usuwane numery (żeby "organa" nie były w stanie dojść skąd dana sztuka wyciekła) a że istniała duża liczba "dziewiczych" sztuk, to już koledzy powyżej wyjaśnili. Oczywiście każdy przytomny szef kompanii lub warsztat rusznikarski starał się mieć coś w zapasie na wypadek "wpadki" czyli zgubienia lub zniszczenia posiadanej na stanie sztuki. Albo właśnie na "prezenty pożegnalne" dla kadry. U mnie 6H4 to właśnie "czyścioch" z nabitym jedynie logo producenta (P w rombie) bez numeru broni, a oba wz.55 są numerowane. PS Teraz zauważyłem że punce w rombie są różne - więc może nie znaki producenta, a kontroli technicznej?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie