Skocz do zawartości

Erih

Użytkownik forum
  • Zawartość

    6 592
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    32

Zawartość dodana przez Erih

  1. Ci oficerowie mieli za sobą cztery lata nauki języka w szkole średniej i cztery na WSO. To oczywiście nie była jakaś super intensywna nauka, ale jakieś podstawy dawała. I dalej, jak sobie wyobrażasz wyłączenie na trzy kwartały jedynego chyba w PSZ generała znającego się na pancerce który w tym czasie zajmował się odtwarzaniem jakiegokolwiek nadającego się do użycia wojska po klęsce Francji i panicznej ewakuacji Dunkierki? I jeszcze taka sytuacja na temat "historii mówionej" czyli relacji ustnych z czasem spisanych. Dawno temu w moje ręce wpadły wspomnienia (jakiś niskonakładowy druk, w początkach latach dziewięćdziesiątych wychodziło tego od groma) naszego żołnierza, zapewne zwiadowcy którejś jednostki piechoty. Rzecz działa się na froncie włoskim. W książczynie była dokładna lokalizacja, po ćwierć wieku już nie pamiętam jaka. W każdym bądź razie "nasi" mieli zająć pasmo wzgórz dominujące nad szeroką doliną. I zajęli, przy minimalnym oporze Niemców. I wtedy nasz zwiadowca zobaczył, że "niecałą milę przed frontem Brytyjczyków" stoi sobie niemiecka bateria artylerii 150mm. Idealna sytuacja, żeby Niemców wziąć pod gąsienice. Dowódca naszego zwiadowcy połączył się z sąsiadami radiowo, naświetlił im sytuację i zaproponował szybki wypad. Brytyjczyk odmówił, stwierdzając że on dostał rozkaz zajęcia linii wzgórz, a to co się dzieje w dolinie to już nie jego biznes. Więc Niemcy dosyć spokojnie choć w pośpiechu się wycofali. Ku ciężkiej zgryzocie naszych zwiadowców, którzy wszystko widzieli. Wygląda na typowe polskie narzekactwo? No, tak. Poprosiłem kolegę który akurat pracował wtedy w Anglii, żeby poszukał jakichś monografii, wspomnień czy czegokolwiek o działaniach angielskiej jednostki w tamtych rejonach. Kolega znalazł bez problemu co najmniej dwie relacje z zajmowania tamtego pasa wzgórz, ale o niemieckiej baterii ani słowa. Ale inny kolega który w tym samym czasie pracował w Niemczech, równie jak ja zainteresowany sprawą, sprawdził w niemieckich papierach. I co? I bez większego trudu znalazł w/w baterię, znalazł opis jak to dzielni niemieccy artylerzyści widząc wrogie czołgi na wzgórzach zaprzodkowali działa i ile pary w nogach wiali, a przepraszam, wycofali się na z góry upatrzone pozycje. To jak, Polak z Niemcami uzgodnili wspólną wersję, czy może po prostu brytyjski dowódca wykazał się absolutnym brakiem inicjatywy? A fakt wykrycia baterii po prostu w swoich meldunkach pominął?
  2. Ci wszyscy oficerowie to albo mój rocznik, albo jeszcze młodsi. W moim roczniku regułą było że poza rosyjskim (którego uczono bodaj od czwartej klasy podstawówki) był jeszcze drugi język obcy, którego naukę zaczynało się w szkole średniej i kontynuowało na studiach. Do wyboru był angielski albo niemiecki, w większości szkół. Na batalionie mieliśmy podział na kompanię niemieckojęzyczną (ci, którzy mieli w szkołach średnich niemiecki i kontynuowali naukę) i angielskojęzyczną (ci którzy w szkołach średnich mieli angielski). Oczywiście obie kompanie miały obowiązkowe zajęcia z rosyjskiego+drugi język.
  3. A w uj i jeszcze ciut ciut. Oni pewnie do końca wojny biegle po angielsku nie mówili. Potrafili po jakichś kursach zrozumieć komendy w trakcie lotu i pewnie zrozumiale na nie odpowiadać. Pewnie jeszcze zamówić piwo i rybę z frytkami. Czyli porozumiewać się na poziomie zupełnie podstawowym. Podejrzewam że dla większości z nich przeczytanie ze zrozumieniem zwykłej angielskiej gazety było przez długie lata osiągnięciem niedosiężnym. Ci wszyscy oficerowie o których wspominasz mieli angielski w szkole średniej, mieli na WSO i na tych kilkumiesięcznych kursach jedynie go doskonalili w zakresie terminologii wojskowej. Najwyraźniej nie przyswoiłeś tego co napisałem powyżej ani nie zajrzałeś do linka którego podałem - na takie kursy trafiają ludzie którzy już angielski znają i przed wzięciem udziału muszą tą znajomość potwierdzić konkretnym egzaminem. PS A potem trafiają na wspólne ćwiczenia z jakimś Szkotem albo co gorsza "kangurem" i jest zonk.
  4. Zmieniły się nie tyle poglądy ile broń. Przed DWS głównym zagrożeniem "dalekodystansowym" były bomby lotnicze, i to niezbyt wielkie. Przed takim zagrożeniem konstrukcja bramy chroniła dosyć przyzwoicie. Z pewnością lepiej było ukryć się w bramie niż pozostać na otwartej przestrzeni. Natomiast w przypadku nebla który pojawił się już w trakcie DWS, było tak jak kolega sebek1974 pisał powyżej. Ogromny podmuch plus tunel aerodynamiczny to recepta na ciężkie zranienie. Natomiast wystarczyło schować się za jakimś murkiem czy ścianą i podmuch był zdecydowanie mniej szkodliwy.
  5. Pod trzonem rękojeści czyli na trzpieniu mogą występować nabicia producenckie, natomiast odbiory, logo producenta, numery porządkowe broni siłą rzeczy nabijane były w miejscach widocznych bez demontażu broni - który przy oprawach zakuwanych był operacją nie dosyć że skomplikowaną, to jeszcze niebezpieczną dla broni.
  6. Ok. Ponieważ z powyższym ostatnim akapitem się zgadzam, więc przystępujemy do opukiwania Twojej szafki. https://www.wojsko-polskie.pl/awl/sjo-kursy-jezykowe/ "Studium Języków Obcych prowadzi stacjonarne kursy języka angielskiego na poziomach 2 – 3 wg STANAG 6001 Kursy na 2. poziomie trwają 590 godz., a na 3. poziomie 620 godz. Kandydaci, którzy zostali skierowani do AWL na kursy na poziomie 2 i 3, podlegają testowi sprawdzającemu na poziomie o jeden niższym od poziomu kursu. Celem testu jest ocena znajomości języka angielskiego" Czyli żołnierz najpierw uczy się angielskiego w szkole średniej cztery lata. Następnie w szkole oficerskiej kolejne cztery. Następnie, żeby dostać się na w/w kurs musi zdać egzamin ze znajomości języka angielskiego. czyli już go zna. Następnie na kursach (dwustopniowych) po 7-8 godzin dziennie intensywnie się doszkala przez kilka miesięcy. Dodajmy że w obecnym świecie każdy ma prawie codzienny kontakt z j.angielskim, w telewizji czy w internecie. W okresie międzywojennym tego nie było. To wszystko jest raczej potwierdzeniem tego co napisałem powyżej. W kilka miesięcy nie jest możliwe opanowanie w stopniu nawet umiarkowanie biegłym całkowicie obcego języka. Regułą w okresie międzywojennym i wcześniejszych była znajomość francuskiego wśród warstw wykształconych społeczeństw europejskich i nie tylko. Dotyczyło to Niemców, Włochów, Hiszpanów, Amerykanów z US i powinno też Kanadyjczyków. To że w jakiejś części Kanady mówiono potocznie po francusku nie ma dla tej dyskusji większego znaczenia.
  7. Tyle że dominacja angielskiego zaczęła się tak jakoś w 1941. A co do tego że w trzy kwartały ktoś nauczy się mówić po angielsku... Jakbym sam się nie uczył angielskiego, to bym uwierzył. W ciągu trzech kwartałów to można na intensywnym kursie doszlifować sobie podstawy plus słownictwo branżowe (to drugie ledwo-ledwo bez niuansów). Natomiast wcześniej przez ponad dwadzieścia lat byliśmy w gigantycznym sojuszu wojskowym gdzie językiem podstawowym był francuski. Brytyjczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy też w nim byli (w ograniczonym zakresie, ale zawsze). Takie były realia świata międzywojennego, świata w którym to Francja wygrała PWS co najwyżej przy wsparciu Brytyjczyków i Amerykanów.
  8. Sikorski - niemiecki perfekt, zapewne francuski w stopniu co najmniej umiarkowanym. Anders - j.rosyjski, franmcuski perfect:W październiku 1921 rozpoczął studia na Wyższej Szkole Wojennej (fr. École Superieure de Guerre) w Paryżu, które ukończył jesienią 1923[15], a następnie odbył staż liniowy we Francji[37]. Sosnkowski- rosyjski biegle, francuski prawdopodobnie również. Generalnie, poza językami zaborców, znajomość francuskiego (nieraz na poziomie eksperckim) wśród wojskowych polskich wyższych stopni była czymś powszechnym. Co jest zrozumiałe. Francja była w końcu naszym najbliższym sojusznikiem. Natomiast Wielka Brytania niespecjalnie. Więc jest więcej niż zrozumiałe że angielski (poza być może marynarzami) był równie popularny co powiedzmy portugalski. Język absolutnie niszowy. Co zmieniło się po klęsce Francji, której absolutnie nikt się nie spodziewał. Z dnia na dzień okazało się że potrzeba się komunikować w języku cokolwiek egzotycznym. Tak więc nieznajomość angielskiego wśród kadry PSZ nie jest efektem nieuctwa ani zaściankowości, a faktem wynikającym z takich a nie innych stosunków międzynarodowych tak gdzieś od początków XVIII wieku do lat czterdziestych XX wieku. Dziwne raczej że wśród np Kanadyjczyków nie było dosyć osób znających francuski na tyle biegle, żeby dokonywać tłumaczenia na żywo. No wstyd, panowie alianci.
  9. Można by napisać że to daleki potomek M1811 ;) Taki mocno chuchrowaty.
  10. Zasadniczo powinienem się zgodzić z powyższym ale.... Po pierwsze, czemu my mamy to oglądać? Po drugie, raczej nie stawiają za swoje.
  11. A, Maczek jako absolwent z wyróżnieniem znał też zapewne łacinę i grekę.
  12. Nie domagam się kwitów na rzeź wołyńską, bo sprawa jest dobrze udokumentowana. Także zdjęciowo. Nie domagam się kwitów na represje (jako takie) w stosunku do ludności ukraińskiej, bo tu też sprawa jest dobrze udokumentowana. Domagam się kwitów (jakichkolwiek) na "ukraińskie tulipany" bo w rozmaitych rozmowach tym tematem jestem atakowany, a ilekroć pytam o jakieś potwierdzenie to dyskutanci wieją w podskokach. Tak więc, jako żem uparciuch pytam : czy są wiarygodne potwierdzenia tego zjawiska? Czy też jest to "fakt prasowy" jakich pełno w epoce kiedy propaganda hulała w najlepsze po wszystkich krajach tego świata. Im częściej pytam, tym częściej słyszę odpowiedź "wszyscy to wiedzą" A nie słyszę odpowiedzi skąd. Takie coś z czasów nam bliższych: "wszyscy wiedzą" że PM 63 RAK jest bronią niebezpieczną dla strzelca bo jego zamek cofa się do tyłu po strzale i może walnąć strzelca w twarz. Podobnie wszyscy twierdzą że przy silnym wstrząsie (np podczas wyskakiwania z pojazdu) ta broń może się sama przeładować i wystrzelić. Oba te szeroko rozpowszechnione przekonania są absolutnie nieprawdziwe. Żeby strzelić z RAKa jakkolwiek celując nie da się go trzymać bezpośrednio przy twarzy - po prostu strzelec nie będzie widział przyrządów celowniczych. Druga sprawa - w trakcie wyskakiwania z pojazdów czy innych gwałtownych manewrów RAK sam może się przeładować jedynie jeżeli jest bez nabojów w magazynku. Jeżeli w magazynku jest nabój, to broń się nie przeładuje nawet przy bardzo gwałtownym ruchu. To jest zwyczajnie "kapralska bajeczka". Inaczej fakt prasowy. Testowałem wielokrotnie. Pisałem o Warszawie gdzie Rosjan w roku 1897 było 7,31%, Ukraińców 1,29% Białorusinów 0,15%. W dwadzieścia lat później proporcje były raczej podobne. To że zwiała prawie cała ludność Białostocczyzny i Mińszczyzny nie ma dla tematu żadnego znaczenia. Rosjanie i inni prawosławni po prostu z Warszawy wybyli i już do niej nie wrócili (no dobra, do 1944 roku ale wtedy było już dawno po ptokach). Poza tym była to nie ślepa zemsta, a symboliczne zakończenie prawie półtorej wieku rosyjskiej dominacji i rusyfikacji. Na co zdecydowano się po dosyć ostrej dyskusji. Ewentualnie można było dużym kosztem przerobić to na kościół katolicki, płacz też byłby ale mniejszy. Ale koszty też konkretne. Maczek znał niemiecki, bo był wychowankiem austriackiego gimnazjum, studiował na austriackim uniwersytecie i był frontowym austriackim oficerem w czasie PWS. Więc siłą rzeczy niemiecki musiał znać. Z francuskim podobnie, francuski każdy w miarę wykształcony człowiek znać musiał, tak jak dwa wieki wcześniej łacinę. A potrzeba znajomości angielskiego pojawiła się w momencie kiedy Maczek miał prawie 50 lat, i w dodatku kupę obowiązków na głowie. A od tłumaczenia Anglikom i USmenom miał tłumacza. Oczywiście, lepiej było by gdyby się tego angielskiego nauczył, ale bez przesady.
  13. Landszaft, nie dyskutujemy tu o wczesnym średniowieczu tylko o latach międzywojennych. Kiedy umiejętność pisania była już raczej powszechna. Tak więc moje żądanie poparcia relacji z trzeciej ręki czymś konkretniejszym nie jest nierealne. Jeszcze raz: Są relacje o takich "zabawach" wojska/policji z pierwszej ręki, czy też całość opiera się o relacje "jedna pani drugiej pani z uśmieszkiem na ustach opowiada o zabawach dzielnych ułanów". Są twarde kwity czy nie?
  14. Po pierwsze to że ani Polska ani Ukraina jeszcze nie mają tak komfortowej sytuacji jak Francja i RFN w latach osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych XX wieku. Po drugie, oba kraje znajdują się w trochę innej sytuacji. Po trzecie, w "klasie politycznej" i Polski i Ukrainy wciąż znajdują się osobnicy usiłujący sikać pod wiatr dla chwilowych korzyści.
  15. Materiał? Wielkość?
  16. No i naklikałem się i 2/3 klikania wcięło. Trochę sobie przeczysz, są raporty Czerwonego Krzyża i relacje świadków? No są. Są nawet zdjęcia. To że Amerykanie nie są skorzy takich faktów popularyzować/podkreślać? No nic dziwnego. Propaganda ma działać na pełnej i Amerykanie świetnie o tym wiedzą. No i jeszcze ten drugi set zdjęć. Napiszę ci krótko - jeżeli były zrobione w trakcie/krótko po walkach to nie ma w nich absolutnie nic drastycznego. Są realistyczne. Do bólu, ale są. Oczywiście komuś, kto chce wykreować cukierkowy obraz US wojska w europie pewnie by przeszkadzały. Nie, nie mylę się. Fakt że w bieżeństwie brali udział również Polacy nie ma po prostu znaczenia. Z Warszawy ewakuował się w całości rosyjski aparat wojskowo-urzędniczy. Być może byli w nim jacyś Ukraińcy czy Białorusini, ewakuowano też sporo Polaków, niemniej clou pozostaje: bezpośrednio po PWS w Polsce centralnej pozostały śladowe ilości ludności prawosławnej w stosunku do stanu z przed 1914 roku.
  17. Nie wiem po ilu latach Gen. Maczek nauczył się angielskiego. Natomiast mam podstawy uważać że znał doskonale niemiecki - język nauki i techniki - oraz francuski - język sztuki i dyplomacji. W okresie międzywojennym znajomość angielskiego na świecie była niewielka poza Imperium Brytyjskim i częścią Ameryki Północnej. Oczywiście język sojuszników należało by poznać, tyle że zaangażowany w dowodzenie oficer wyższy mógł mieć na to ździebko mało czasu. A przypominam jeszcze że Maczek nie trafił do Anglii zaraz po Kampanii Wrześniowej, więc miał na naukę (w czasie wojny) nieco mniej niż 5 lat. Tak jakby... ledwo trzy.
  18. Absolutnie nie, element stroju galowego.
  19. Zauważyłem że napisałeś o cerkwiach prawosławnych obrządku moskiewskiego. Tyle że temat miał się tyczyć pierwotnie czego innego, a i tak zdryfował na stosunki polsko-ukraińskie.
  20. Landszaft, bieżeństwo w trakcie Wielkiej Wojny nie dotyczyło Rusinów (Ukraińców) tylko Rosjan. Rosyjskich urzędników, przedsiębiorców, wojskowych którzy urządzili się na ziemiach polskich. I oni wszyscy w sposób zorganizowany wiali z terenów polskich nie przed Polakami, a przed Niemcami. W efekcie te wszystkie cerkwie zostały po prostu bezpańskie. Część została zaadaptowana przez miejscowych, część zwłaszcza ta typowo propagandowa po zajęciu terenu przez Polaków została zburzona. Z Rusinami (Ukraińcami) nie miało to nic wspólnego! Rosyjskie majątki zostały rozparcelowane - masz w swoich własnych linkach: po części pośród Polaków, po części między Ukraińców. Na ziemiach z większością polską - więcej trafiło do Polaków. Na ziemiach z większością ukraińską- w ręce ukraińskie.
  21. No właśnie, dlatego pierwszej fali niszczenia cerkwi nie da się w żaden sposób połączyć z konfliktem polsko-ukraińskim. Możemy ubolewać że jedna czy druga miała wysoką wartość artystyczną, a dzisiaj miała by i historyczną, ale w 1918-19 roku były po prostu zbędne. Coś jak nazistowska gapa na budynku użyteczności publicznej. Dziś niejeden z chęcią by ją przytulił, ale w swoim czasie jedno i drugie było traktowane młotkiem.
  22. Jeżeli atak drona doprowadza do pożaru nadbudówki, to remont jednostki nie będzie ani prosty, ani szybki, ani tani. W końcu tankowiec to kilkanaście zbiorników na paliwo/ropę kierowane przez to co w nadbudówce i napędzane przez to co pod nią. Jeżeli walniesz w którykolwiek z tych dwóch elementów, to jednostkę masz z głowy na (co najmniej) długie miesiące. PS Precyzyjne trafienie jest potrzebne, jak mamy do czynienia z jednostką bojową, czyli trzeba wyeliminować technikę bojową wroga czy grupę usiłującą dokonać infiltracji. W wypadku dużych i "miękkich" celów taka precyzja nie jest potrzebna.
  23. Landszaft, w Twoich linkach nie ma żadnego potwierdzenia źródłowego podobnego zachowania polskich wojskowych/policjantów. Jest jedno wspomnienie na zasadzie jedna pani drugiej pani. O stosunkach polsko-ukraińskich jest za to sporo, dla mnie to żadne novum, ale jakby ktoś chciał się zagłębić w temat, to można zwłaszcza ten drugi spokojnie polecić. Co do Soboru Aleksandra Newskiego i tej drugiej cerkwi, to po pierwsze stanowiły symbole dominacji rosyjskiego zaborcy w Warszawie, i zniszczenie ich jest aktem symbolicznym coś jak strącanie swastyk i innych symboli nazistowskich po upadku Trzeciej Rzeszy. Z Pałacem Kultury i Nauki rzecz jest troszkę inna, ten budynek przez lata "komuny" zdążył wrosnąć w tkankę miejską, stał się siedzibą wielu pożytecznych instytucji i niszczenie go było by zwyczajnie głupotą. Może gdyby te dwie cerkwie w odpowiednim momencie zamieniono na świątynie katolickie, to by przetrwały? Co nie zmienia faktu że te budynki z Ukraińcami nie miały nic wspólnego - były budowlami związanymi konkretnie z rosyjskim prawosławiem i w temacie stosunków polsko-ukraińskich nie mają żadnego znaczenia.
  24. Podsumowując, w tym to co napisałeś dalej. Facet nie był lotnikiem. Facet nie był historykiem. Facet był wojskowym propagandystą bez pojęcia o temacie. Kiedyś zapewne mógł brylować, dziś sprawdzenie jego kwalifikacji zajęło by parę chwil. W 1931 roku było w Warszawie 1600 (jak piszesz) Rusinów i cztery cerkwie prawosławne/grekokatolickie. Aha, zmartwię cię, po PWS prawosławnych raczej nie było więcej niż w 1931 tylko mniej - prawie cała prawosławna ludność Warszawy została ewakuowana/uciekła w ramach tzw bieżeństwa przed zdobyciem Warszawy przez wojska niemieckie. Natomiast po zdobyciu władzy w Rosji przez bolszewików do Polski trafiła spora liczba"białych" Rosjan. Część zwiała dalej, część została u nas. I ich między innymi potrzeby te cztery cerkwie zaspokajały. Do tego pewnie jakaś ilość Ukraińców, którzy trafili do Polski w ramach choćby armii Petlury - tak dla przypomnienia, sprzymierzeńca Piłsudskiego w Wyprawie Kijowskiej, której celem było utworzenia na poł-wsch od II RP sprzymierzonego państwa ukraińskiego. Nie wyszło po częśći z powodów wojskowych, po części politycznych. Niemniej to właśnie Piłsudski odwiedził internowanych wojskowych i przepraszał że z planów powstania wolnej Ukrainy nic nie wyszło. Tak więc nazywanie jego akurat politykiem antyukraińskim wydaje mi się błędne. Już bardziej podejrzewałbym tu polityków Endecji, którym marzyło się państwo "czyste etnicznie". A do zamachu majowego mieli oni w Polsce więcej do powiedzenia niż piłsudczycy. Ale wracając do nieszczęsnych "tulipanów"... Czy jednostki WP/Policji były by zdolne do takich zwyrodniałych "zabaw"? No jasne że tak. Wystarczy popatrzeć na postać takiego Kostki-Biernackiego. Tylko czy do takich zdarzeń faktycznie dochodziło, i na jaką skalę? No bo tak. Jestem dowódcą oddziału pacyfikującego ukraińską wioskę. Mam określone jasno zadania - zburzyć cerkiew, ewentualnie aresztować (a po cichu i nieoficjalnie - spuścić łomot) kilku ukraińskim aktywistom. Mam kompanię, niecała setka ludzi. W większości rekrutów (w 1930 weterani mogli ewentualnie służyć jako zawodowi oficerowie i podoficerowie). Wieś liczy 300-400 osób ( w małych wsiach cerkwi nie było). Ze dwadzieścia osób zajmuje się burzeniem cerkwi, wyłapywaniem domniemanych aktywistów. Reszta zabezpiecza. Zwyczajnie mam za mało ludzi, żeby pozwolić co najmniej kilku na sadystyczne "zabawy" z Ukrainkami, tym bardziej wiedząc że reszta wsi i tak jest na granicy wybuchu. Więc jeżeli do takich aktów zbydlęcenia nawet faktycznie dochodziło, to raczej nie były one regułą, a nazwijmy to tak, pojedynczymi wybrykami. Bo zwyczajnie były by zbytecznym angażowaniem sił i środków. I zupełnie niepotrzebnym ryzykiem. I tu moim zdaniem wkracza zjawisko wahadła. Otóż Sanacja (a druga i trzecia fala burzenia cerkwi i represji antyukraińskich to jej czasy, nie żeby endecja miała coś przeciw) nie miała 100% poparcia w społeczeństwie. Mogli sobie pułkownicy nadymać propagandę, ale opozycja istniała. W dodatku po klęsce wrześniowej sanacyjne rządy były mocno pod kreską, obwiniano je (słusznie, moim zdaniem) o to co się zdarzyło, ale i o wszystko co tylko można było. W takiej atmosferze wyciągnięcie kompromitujących wydarzeń z przeszłości i uczynienie z pojedynczych przypadków powszechnego zjawiska ma sens. A jak takich przypadków nie było, to trzeba je na potrzeby chwili wymyślić, a co. To my jesteśmy bohaterowie bez skazy, a nasi poprzednicy to samo zło. Dlatego z uporem będę drążył temat, czy istnieją twarde kwity na w.w temat, czy tylko materiały propagandowe. Twardym kwitem mogą być zarówno urzędowe dokumenty - np skargi Ukraińców na takie potraktowanie (no nie wierzę że ojciec, brat czy mąż potraktowanej w ten sposób kobiety nie poleciał się poskarżyć na rozwydrzenie Policji/wojskowych). Mogą być relacje świadków wydarzeń. Tyle że relacje faktycznych świadków wydarzeń, a nie historie zasłyszane z trzeciej ręki. Twarde kwity w znaczeniu historycznym, a nie powojenne plotki.
  25. Tak już na szybkości: Wrzucasz do jednego worka dwie sprawy. Po pierwsze niszczenie świątyń prawosławnych (tuż po odzyskaniu niepodległości) w Polsce Centralnej - to nie było "prześladowanie prawosławia" tylko oczyszczanie przestrzeni publicznej z symboliki zaborczej. Akcja zamian cerkwi z powrotem na kościoły katolickie - podobnie, plus gwałtowny spadek udziału ludności prawosławnej w ogólnej liczbie ludności. natomiast fale druga i trzecia to faktycznie represje przeciwko ludności prawosławnej - przy czym w mniejszym stopniu dotyczyło to chyba świątyń prawosławnych, a w większym grekokatolickich. Ale tu pewności nie mam. Sprawa była związana z tym, że w okresie rodzenia się II RP niespecjalnie było wiadomo ile ziem na wschodzie przypadnie Polsce. Rodząca się II RP obiecała Ukraińcom sporą autonomię, język urzędowy i tak dalej (Piłsudski wręcz dążył do utworzenia osobnego państwa ukraińskiego), ale po fakcie się z tego wycofano. O sprawie "tulipanów' napiszę może osobno, bo wymaga to dłuższej i rozbudowanej wypowiedzi.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie