Erih
Użytkownik forum-
Zawartość
6 395 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Zawartość dodana przez Erih
-
Nie ma w słoqwniku ludzi kulturalnych czy jakoś tak. Resztę proszę sobie dopisać.
-
Obawiam się (eufemizm) że jest wręcz odwrotnie. W momencie upowszechnienia się nowoczesnych systemów te "konwencjonalne" zapewne poszły w totalną odstawkę. A teraz problem będą mieli naprawdę konkretny.
-
Skoro aż taka cisza nastała to najprawdopodobniej coś się kroi. I to coś grubszego. PS Osobiście podejrzewam że wojsko rosyjskie bazowało w swojej łączności właśnie na Starlinkach a na krótki dystans na chińskich radiotelefonach, nie rozwijając żadnych metod alternatywnych. No to teraz pewnie zostali im gońcy na motocyklach, tak powyżej szczebla kompanii.
-
Faktycznie, cycki opadają niżej kolan jak się czyta co wypisujesz. W latach powojennych populacja wilka spadła w Polsce do mniej niż kilkuset sztuk (widziałem raporty gdzie liczono do 200 sztuk w całej Polsce). Kilka tysięcy sztuk to się liczy obecnie, przy znacznej ekspansji wilka. Faktycznie, pozyskanie skóry z wilka ze Skandynawii kosztuje kilkaset euro - i nie spotkałem przypadku kiedy ktoś na cenę narzekał. Inna sprawa kiedy ktoś narzeka że mu wilki wydusiły np stado owiec. I kolejne: moi koledzy zabijają dziki i inną zwierzynę na mięso. I to jest normalne. Hominidae zawsze tak robiły, bo wbrew temu co ci się wydaje jesteśmy drapieżnikami i polowanie jest naszym naturalnym stanem. A aluzje do kupowania sobie plebsu i inne takie polityczne to sobie daruj. Głęboko.
-
A pomyślałeś, że w Europie (to że Zachodniej, to detal) nie notowano ataków wilka na człowieka ponoć od końca XVIII wieku? Czyli od momentu kiedy populację tego drapieżnika zredukowano prawie do zera. Podobnie w Polsce - ataki ustały, w momencie kiedy wilki wybito prawie do ostatniego. PS A jak ktoś ma chęć na wilczą skórę to wykupuje sobie polowanie gdzieś w Skandynawii i voila! Zeszłej jesieni pojechałem sobie do Norwegii focić zorzę polarną i na straganie na lokalnym targu wisiały piękne wilcze skóry. Z wszelkimi certyfikatami.
-
Widzisz, Ty się oburzasz, a ja usiłuję się dowiedzieć i zrozumieć. I z tym oraniem ugorów, dowiedziałem się że może być kilka przyczyn dla których ktoś to zrobił. Po pierwsze, na danym ugorze mógł rozprzestrzenić się jakiś gatunek inwazyjny, np nawłoć i lokalny urząd ochrony środowiska nakazał wytępienie. Można to zrobić chemicznie (brr) albo mechanicznie, orając i bronując, czasem trzeba powtarzać ale nie niszczy się gleby. Jest też taki przepis że nieużytki należy kosić ze względów choćby przeciwpożarowych. Ale też środowiskowych (utrzymanie siedliska w typie dzikiej łąki). Jeżeli tego nie robiono (zależy od typu pokrywy roślinnej i warunków) to zbity "kożuch" starej trawy będzie nie do ruszenia normalną kosiarką, ale sprawę załatwi właśnie orka. Dodatkowo przyspiesza to regenerację warstwy humusu, którego na intensywnie użytkowanych polach zwyczajnie nie ma. Betonoza jest dolegliwa w miastach, natomiast na wsiach dotyczy tak znikomego procenta areału, że znaczenia żadnego praktycznie nie ma. Co zmieni że ktoś na podwórku zamiast klepiska, przetykanego kawałkami azbestu i gruzem betonowym, będzie miał placyk elegancko wybrukowany? Jeżeli tuż za płotem rozciągają się hektary pól, łąk i lasów? Co z tego że jakąś drogę zamiast szutrówki zamieniono na asfalt? Co najwyżej w okresach suszy będzie mniej się pylić. Przyroda ani nie jest durna ani mądra, antropomorfizujesz bez sensu. Przyroda to jest proces ciągłych zmian, kiedyś Sahara była w większości sawanną i gdzie te słonie i żyrafy dziś? I tak, w naszych warunkach, gdzie przyroda od półtora tysiąca lat prawie jest poddawana silnej presji ludzkiej gospodarki zaprzestanie ingerowania w nią prowadzi do zmian obustronnie fatalnych. Na ograniczonym obszarowo, częściowo izolowanym siedlisku (a takich jest w Polsce większość nagła ekspansja dużych drapieżników prowadzi do redukcji ich bazy pokarmowej do zera, co powoduje zagładę populacji drapieżników. W realiach ogromnych, otwartych ekosystemów to nie problem (wide północ Azji), nadmiar drapieżników migruje (lub jest zagryzanych przez konkurencję) roślinożercy napływają na opustoszały teren z obszarów sąsiednich i ustala się jakiś stan równowagi (do momentu kiedy pojawi się jakaś dodatkowa zmienna która burzy układ). Cała historia ewolucji o tym właśnie jest. Tyle że na terenach Europy sytuacja jest taka że naturalne biotopy są silnie poszatkowane i niezbyt wielkie, i (pozorną!) równowagę łatwo zaburzyć, a sama się będzie odbudowywać przez dziesięciolecia. I wcale nie musi wrócić do stanu początkowego. Chyba że ktoś w tym aktywnie pomoże - na ten przykład redukując populację drapieżnika czy gatunki inwazyjne tak żeby niższe piętra pokarmowe albo gatunki rodzime mogły zbudować trwałe populacje. Kiedy w moich okolicach (znów piszę "w moich" bo pojęcia nie mam jak jest "w Twoich") od baardzo dawna nie ma strzech*, a wróbli i mazurków było zatrzęsienie jeszcze do niedawna. A ostatnimi laty widuję głównie sroki i gołębie. Drobnych ptaków śpiewających jak na lekarstwo. Otoczenie mało się zmieniło więc nie wiem o co chodzi? Ptasia grypa? Inwazja srok (te akurat polują na młode ptaki niszcząc gniazda)? *Tak naprawdę strzech to u mnie nie było nigdy. PS A moja kocica, choć to dzikuska, zawisaki ma głęboko pod ogonem. To co lata na zewnątrz linii balkonu jej nie interesuje. Za to jak coś wleci na jej teren (najczęściej gołębie) to nie ma zmiłuj. A polować na zawisaki i inne latające ciekawostki będę z uporem i nie dziękuję za życzenia powodzenia żeby nie zapeszać :) Jak coś ciekawego ustrzelę to się obrazem podzielę.
-
Nie lubię popcornu. Jutro trzeba kupić nachosy, kabanosy i oliwki na weekend. I śmierdzący włoski ser. I dużą Pliskę z tych lepszych, bo bez pał litra nie razbieriosz. I co najmniej 2 oryginalne bagietki!
-
Może Czesi tego nie wyślą do huty... Oby.
-
Jeżeli coś zostało zaorane a nie jest uprawiane, to zarasta z powrotem w ciągu mniej-więcej 2 lat. Chyba że orka jest ponawiana systematycznie (tylko po co? dopłat za samą orkę nie ma, za ugorowanie ziemi są). Chemii sypie się dziś dużo mniej niż kiedyś i bardziej sypania się pilnuje. Wycinanie drzew na miedzach itd to epizod dawno miniony (w moich okolicach szał wycinania to przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych). Wysychanie bagien i stawów - no u mnie jedno bajoro zlikwidowano (miało brzydki zwyczaj podtapiania drogi) za to rów melioracyjny robi teraz za strumyk nawadniający okoliczne pola. I co ciekawe kończy się w zasadzie...ślepo. Betonowanie dróg i podwórek nie ma dla zwierząt żadnego znaczenia, za to ilość pól zamienionych na łąki i zapuszczonych sadów tak-pozytywne (u mnie po sąsiedzku jest taki za płotem, mama wiosną się śmieje że super że ma sypialnię po drugiej stronie domu, bo jak wchodzi do kuchni to ma koncert bez włączania radia). Co do zmieniania dachów, to nie wiem o co chodzi, o ptaki budujące gniazda pod strzechami? W moich okolicach (czyli od granicy ze Słowacją po środkowe Świętokrzyskie) strzechy są generalnie tylko w skansenach od dawna, za to sąsiad w bloku ma gniazdo jaskółek nad oknem kuchennym, a ja mam jakieś gniazdo (chyba sroki) w wykuszu przy klatce, jakieś dwa-trzy metry od miejsca w którym akurat siedzę. Na ścianie osiedlowej przychodni co prawda zrobili remont, ale porobili natynkowe budki lęgowe - sądząc po plamach guana poniżej, są intensywnie użytkowane. A w dzikim buszu na moim własnym balkonie co lato widzę zawisaki, i z uporem na nie poluję (z aparatem). Aż wydałem 4 tyś na tele z "palcowym" autofokusem, taki jestem na nie zawzięty! ;) Więc nie bardzo rozumiem o czym piszesz.
-
Jakieś dziwne jest to co piszesz. Niemniej, skoro pola nie są uprawiane to zwierzyna powinna mieć sensowne warunki do rozrodu.
-
No to są te nieużytki czy zostały zaorane? Bo jeżeli zostały zaorane, to już nie są nieużytkami. Weź się zdecyduj.
-
Po pierwsze, chyba nie ten kawałek mojej wypowiedzi zacytowałaś. Po drugie, nie, nie poradzi sobie - chyba że zakładasz że człowiek nagle zniknie co najmniej z obszarów wiejskich, że powrócimy do stanu sprzed bo ja wiem? VI wieku naszej ery?
-
Może w Twojej okolicy tak jest, w mojej nie. Owszem, tu i ówdzie pojawiają się uprawy na większych areałach, ale tam gdzie gleby są słabe albo np poplątana struktura właścicielska danego pola, to z kolei na dużą skalę pojawiają się nieużytki.
-
Niemniej canabis.dw ma rację, dwadzieścia lat temu jak udało mi się sfocić w lesie klępę z przychówkiem, to całe koło zamawiało u mnie odbitki w dużym formacie żeby sobie na ścianach powiesić jaki to super las mają że nawet ŁOŚ u nich występuje. Nie wiem czy nie dobiłem do setki, ale osiemdziesiąt sztuk odbitek na pewno naklepałem :). dziś to pewnie nikogo by specjalnie nie obeszło...
-
Jasne, kombajny mordują na miedzach, albo na nieużytkach koszonych raz w roku, pod koniec lata o ile w ogóle kiedykolwiek... PS Oczywiście że kombajn może zabić przypadkiem młodą sarnę, ale zniszczyć "gniazdo" zająca czy kuropatwy to tylko jeżeli najedzie na nie kołem - a rozstaw ma spory. Przy czym, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych również szeroko używano maszyn rolniczych i jakoś zające, kuropatwy i inna drobnica miały się świetnie.
-
Zające nie kopią nor! A z tym wpływem nowoczesnego rolnictwa to trochę bujda, na terenach gdzie rolnictwo wcale nie jest nowoczesne, miedz, zagajników śródpolnych a czasem wręcz nieużytków jest dużo praktyczny zanik populacji drobnej zwierzyny polnej również zaszedł.
-
Byłem świadkiem takiego odłowu na Uralu. Metoda jest albo "klatkowa" albo z usypianiem. Ja miałem pecha obserwować "klatkową", brr. Ale jakby było trzeba, to uśpienie kilku osobników, to jest kwestia tygodnia siedzenia w lesie.
-
A wiesz jak taka regulacja wygląda? Najpierw lawinowy rozrost populacji drapieżnika, który wyżera wszystko "do gołej ziemi", potem bardzo gwałtowna redukcja pogłowia drapieżników. Z głodu padną, i tyle. Popatrz na losy zająca i kuropatwy. Zaprzestano polowań na lisy, walczono ze wścieklizną , lisy się rozmnożyły i wyżarły prawie do zera drobną zwierzynę polną.
-
Może nie wiesz, ale tak się dzieje w przypadku wielu gatunków.
-
No właśnie nie wiemy czy za to wiadomo że w niektórych miejscach wilków robi się dużo a w innych rejonach (gdzie miały by dobre warunki bytowe) nie ma ich wcale. Dlatego po pierwsze uczciwe i dokładne badanie, potem relokacja na nowe tereny, a odstrzał na końcu.
-
Ogrodzenie pastwiska siatką minimum 2,5 metra wzwyż i 1 metr wgłąb gruntu. Poza tym realna kontrola (liczenie) populacji drapieżników + ew relokacja.
-
No to już wiesz. Daniele nie są gatunkiem rodzimym , tylko importem z Azji Mniejszej, sprowadzanym do nas i hodowanym na znaczącą skalę. Oczywiście jakaś część uciekła z hodowli i żyje dziko, ale nie o te w artykule chodziło. PS A że redaktor nie widzi różnicy między "gospodarskie" a "hodowlane", to insza inszość.
-
Czyli klasyczne dmuchanie sensacji.
-
Moskwa im cieniej przędzie, tym bardziej się nadyma. Skończy się najpewniej tym, że moskiewskie imperium zwyczajnie się rozejdzie w szwach.
-
Jakieś potwierdzenie tego zdarzenia? Czy też R Maślak tak sobie napisał? PS https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32575710,atak-wilkow-w-malopolsce-gmina-wydala-pilny-komunikat.html#s=BoxPWD
