Skocz do zawartości

Erih

Użytkownik forum
  • Zawartość

    6 345
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    30

Zawartość dodana przez Erih

  1. Nie wiem co Norwegowie wiedzą, ale ja sam ze zdziwieniem się dowiedziałem (info sprzed pełnoskalowego ataku na Ukrainę, ale nie sądzę żeby coś się zmieniło). Te dywizje używają do smarowania broni tych samych środków co reszta wojska, pomimo że mają działać w warunkach arktycznych. Rosjanin (wojskowy, żeby nie było) nawet zdjęciami się chwalił.
  2. To nie żadna analiza, to stwierdzenie banalnych faktów. PS Rosyjskie "dywizje polarne" nawet przed Ukrainą to była zwykła piechota, nawet nie zmechanizowana. Tyle że na stanie mieli sorty zimowe w postaci białych pałatek.
  3. Erih

    Mundur

    @IzabelaS, nigdzie w konstytucji nie jest zapisane że w życiu należy być wrednym, powiedzmy, bydlęciem, ale niektórzy mają po prostu takie hobby.* Eufemizmy celowe
  4. Może lepiej nie... Skoro w pewnej jednostce nasłana kontrola ujawniła kiedyś 2...czołgi nie ujęte w ewidencji! I to nie jakieś strucle do kanibalizacji, ale pełnosprawne! Co nie o wszystkich pozostałych maszynach można było powiedzieć.
  5. W wypadku broni strzeleckiej i białej, regulaminowej oczywiście, regulamin był jasny. I raczej przestrzegany.
  6. Nie "bywało różnie" tylko broń będąca na stanie jednostki musiała być numerowana. Np bagnet miał naniesione te same numery co karabin do którego był na amen przypisany. Do tego stopnia że (w teorii) jeżeli karabin został zużyty/uszkodzony, to bagnet (całkiem czasem nowy!) powinien razem z nim trafić do huty. Oczywiście tak "bawiono się" do pewnego momentu gdzieś około 1990 roku. Tak więc bagnety "do AK/Tantala/SWD" będą numerowane, te "do Beryla" już niekoniecznie. Noże wz55 również były numerowane - te z oficjalnej produkcji. To co wydostawało się z oficjalnej ewidencji miało usuwane numery (żeby "organa" nie były w stanie dojść skąd dana sztuka wyciekła) a że istniała duża liczba "dziewiczych" sztuk, to już koledzy powyżej wyjaśnili. Oczywiście każdy przytomny szef kompanii lub warsztat rusznikarski starał się mieć coś w zapasie na wypadek "wpadki" czyli zgubienia lub zniszczenia posiadanej na stanie sztuki. Albo właśnie na "prezenty pożegnalne" dla kadry. U mnie 6H4 to właśnie "czyścioch" z nabitym jedynie logo producenta (P w rombie) bez numeru broni, a oba wz.55 są numerowane. PS Teraz zauważyłem że punce w rombie są różne - więc może nie znaki producenta, a kontroli technicznej?
  7. Sygnowano jak najbardziej. To mogą być cechy wytwórni, mogą być numery seryjne, często jedno i drugie.Te z okresu PRL były przypisywane numerycznie do broni. I tak, jest "coś" wart nie tylko jako nóż użytkowy ale jako pamiątka z czasów PRL. Kiedyś sprzedawane na wagę złomu, po 35 latach mniej więcej okazują się wartościową pamiątką. PS Kiedyś noże wz.55 kupowałem za równowartość 10 zł. Proponuję sprawdzić po ile teraz chodzą, nawet te z niezgodnymi numerami.
  8. 6H4 zapewne, bez gumy. Przydało by się zdjęcie samej głowni z biciami.
  9. A i C na pewno gdzieś się u mnie wala po szufladach, B funkcjonowało bardzo krótko.
  10. Tak, przy czym bodaj "B" szybko wycofano z obiegu, bo dawało się go podmienić jakąś drobną monetą z PRL.
  11. Kojarzę że w pewnym momencie były w użyciu dwa "nominały" tych żetonów, o mniejszej i większej "wartości".
  12. Albo po 2014.
  13. Czyli kolejny atak obliczony na nastraszenie Ukraińców. Swoją drogą, czytam że Ukraińcy zimą cierpią na skutek rosyjskich ataków na infrastrukturę ciepłowniczą. Ciekaw jestem jak obecne mrozy odbierają rosyjscy żołnierze na prowizorycznych pozycjach, z logistyką na własnych plecach/osiołkach? Bo jakoś mit o ogromnej wytrzymałości tychże na mrozy wydaje mi się... no właśnie, mitem.
  14. Cronos, raczej nie wiesz jaka jest sytuacja - dowiesz się jak cię organa poinformują, że twoje dziecko nie powinno wychodzić na plac zabaw, bo na nim mogą urzędować "osoby dzicze". I jak dziecku te "osoby dzicze" krzywdę zrobią to jest tylko dziecka i twoja wina. Bo te "osoby dzicze" są u siebie (na placu zabaw, czyimś polu czy ogrodzie).
  15. To może okucie parasolki? Takowe były robione z cienkiej blaszki, i często miały właśnie przewleczkę na sznurek. Ogólnie, przedmiot niezbyt charakterystyczny, ciężko będzie konkretnie zidentyfikować.
  16. Może okucie laski? Końcówki wędki? A nawet okucie meblowe - rodzaj zaślepki nakładanej na końce bambusowych prętów, będących konstrukcją modnych mebelków w stylu dalekowschodnim? Jaki to materiał?
  17. Myślę i myślę i na myśl mi przychodzi jedynie SWT. Albo gdzieś wypłynął takowy, albo większa ilość samych ładowników, których kryminaliści używali do odliczania amunicji.
  18. Do SKS idzie 7,62x39 (leży luzem z tyłu), wyraźnie krótsza. Ta w łódkach jest wyraźnie dłuższa, może to być 7,62x54R.
  19. Ciekawa to jest obecność amunicji w łódkach.
  20. Chyba trochę więcej niż 400 lat. Księstwo moskiewskie też nie miało z nami lekko*. * W sumie to z Litwinami, ale należało im się po całości.
  21. Spokojnie, Rumunia to spory kraj, w dużej części górzysty, z siecią niezłych autostrad, z deltą Dunaju na samej granicy z Ukrainą. Byłem tej wiosny, ładnie było choć częściowo deszczowo.
  22. Sam takie robiłem w latach osiemdziesiątych jako pomagier w fabryczce wuja.
  23. Część stanów osobowych Marynarki możesz spokojnie zostawić - może nie ćwiczyli typowej taktyki Zmechu, ale strzelać strzelali. A okopywania się na unitarce uczono każdego. A i część Lotnictwa miała przeszkolenie podstawowe na poziomie ogólnej lądówki. Te wszystkie kompanie zabezpieczenia itd- dla nich podstawą służby był jednak AKM. Z drugiej lądówka to nie sam Zmech, ale też rozmaite jednostki typowo tyłowe, gdzie uczono co najwyżej składania i rozkładania broni i dwa razy do roku na strzelnicę. Strzelania wyłącznie nr1.
  24. Akurat weterani LWP w dużej części nie będą się zastanawiać, tylko złapią za broń i pójdą "lać Ruskich". A i o najmłodsze pokolenie niespecjalnie się obawiam - codziennie widzę młodzież z klas mundurowych na ulicach. A że klamek na głowę mamy mniej niż sąsiedzi? Kwestia kosztów pozyskania i poprzedniej restrykcyjnej ustawy. Jak dla mnie, idziemy ku lepszemu. Ku społeczeństwu które jest gotowe twardo się postawić wszelkim próbom zaprowadzenia u nas "ruskiego mira".
  25. Owszem, przepisy dotyczące dostępu do broni mamy od kilkunastu lat zupełnie sensowne. Kto ma ciągoty do postrzelania sobie bez większego problemu wyrobi sobie pozwolenie (koszt i wysiłek mniejszy niż przy prawie jazdy), ktoś kto chce postrzelać jedynie okazjonalnie pójdzie sobie na komercyjną strzelnicę i popyka pod czujnym okiem instruktora. I nie uważam żeby była potrzeba np dopuszczenia broni 5,6 sportowej bez pozwolenia (jeden z postulatów) bo to nadal broń faktycznie niebezpieczna i stosunkowo łatwa w obsłudze. Jedyne co, to powinna być możliwość prostej legalizacji "znajdek" spod podłogi starej chałupy. Znalazłeś, broń do sprawdzenia i do depozytu policyjnego, jeżeli zrobisz pozwolenie to wraca do ciebie jako kolekcj0onerska o ile wyrazisz zainteresowanie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie