Skocz do zawartości

Erih

Użytkownik forum
  • Zawartość

    6 582
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    32

Zawartość dodana przez Erih

  1. A, Maczek jako absolwent z wyróżnieniem znał też zapewne łacinę i grekę.
  2. Nie domagam się kwitów na rzeź wołyńską, bo sprawa jest dobrze udokumentowana. Także zdjęciowo. Nie domagam się kwitów na represje (jako takie) w stosunku do ludności ukraińskiej, bo tu też sprawa jest dobrze udokumentowana. Domagam się kwitów (jakichkolwiek) na "ukraińskie tulipany" bo w rozmaitych rozmowach tym tematem jestem atakowany, a ilekroć pytam o jakieś potwierdzenie to dyskutanci wieją w podskokach. Tak więc, jako żem uparciuch pytam : czy są wiarygodne potwierdzenia tego zjawiska? Czy też jest to "fakt prasowy" jakich pełno w epoce kiedy propaganda hulała w najlepsze po wszystkich krajach tego świata. Im częściej pytam, tym częściej słyszę odpowiedź "wszyscy to wiedzą" A nie słyszę odpowiedzi skąd. Takie coś z czasów nam bliższych: "wszyscy wiedzą" że PM 63 RAK jest bronią niebezpieczną dla strzelca bo jego zamek cofa się do tyłu po strzale i może walnąć strzelca w twarz. Podobnie wszyscy twierdzą że przy silnym wstrząsie (np podczas wyskakiwania z pojazdu) ta broń może się sama przeładować i wystrzelić. Oba te szeroko rozpowszechnione przekonania są absolutnie nieprawdziwe. Żeby strzelić z RAKa jakkolwiek celując nie da się go trzymać bezpośrednio przy twarzy - po prostu strzelec nie będzie widział przyrządów celowniczych. Druga sprawa - w trakcie wyskakiwania z pojazdów czy innych gwałtownych manewrów RAK sam może się przeładować jedynie jeżeli jest bez nabojów w magazynku. Jeżeli w magazynku jest nabój, to broń się nie przeładuje nawet przy bardzo gwałtownym ruchu. To jest zwyczajnie "kapralska bajeczka". Inaczej fakt prasowy. Testowałem wielokrotnie. Pisałem o Warszawie gdzie Rosjan w roku 1897 było 7,31%, Ukraińców 1,29% Białorusinów 0,15%. W dwadzieścia lat później proporcje były raczej podobne. To że zwiała prawie cała ludność Białostocczyzny i Mińszczyzny nie ma dla tematu żadnego znaczenia. Rosjanie i inni prawosławni po prostu z Warszawy wybyli i już do niej nie wrócili (no dobra, do 1944 roku ale wtedy było już dawno po ptokach). Poza tym była to nie ślepa zemsta, a symboliczne zakończenie prawie półtorej wieku rosyjskiej dominacji i rusyfikacji. Na co zdecydowano się po dosyć ostrej dyskusji. Ewentualnie można było dużym kosztem przerobić to na kościół katolicki, płacz też byłby ale mniejszy. Ale koszty też konkretne. Maczek znał niemiecki, bo był wychowankiem austriackiego gimnazjum, studiował na austriackim uniwersytecie i był frontowym austriackim oficerem w czasie PWS. Więc siłą rzeczy niemiecki musiał znać. Z francuskim podobnie, francuski każdy w miarę wykształcony człowiek znać musiał, tak jak dwa wieki wcześniej łacinę. A potrzeba znajomości angielskiego pojawiła się w momencie kiedy Maczek miał prawie 50 lat, i w dodatku kupę obowiązków na głowie. A od tłumaczenia Anglikom i USmenom miał tłumacza. Oczywiście, lepiej było by gdyby się tego angielskiego nauczył, ale bez przesady.
  3. Landszaft, nie dyskutujemy tu o wczesnym średniowieczu tylko o latach międzywojennych. Kiedy umiejętność pisania była już raczej powszechna. Tak więc moje żądanie poparcia relacji z trzeciej ręki czymś konkretniejszym nie jest nierealne. Jeszcze raz: Są relacje o takich "zabawach" wojska/policji z pierwszej ręki, czy też całość opiera się o relacje "jedna pani drugiej pani z uśmieszkiem na ustach opowiada o zabawach dzielnych ułanów". Są twarde kwity czy nie?
  4. Po pierwsze to że ani Polska ani Ukraina jeszcze nie mają tak komfortowej sytuacji jak Francja i RFN w latach osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych XX wieku. Po drugie, oba kraje znajdują się w trochę innej sytuacji. Po trzecie, w "klasie politycznej" i Polski i Ukrainy wciąż znajdują się osobnicy usiłujący sikać pod wiatr dla chwilowych korzyści.
  5. Materiał? Wielkość?
  6. No i naklikałem się i 2/3 klikania wcięło. Trochę sobie przeczysz, są raporty Czerwonego Krzyża i relacje świadków? No są. Są nawet zdjęcia. To że Amerykanie nie są skorzy takich faktów popularyzować/podkreślać? No nic dziwnego. Propaganda ma działać na pełnej i Amerykanie świetnie o tym wiedzą. No i jeszcze ten drugi set zdjęć. Napiszę ci krótko - jeżeli były zrobione w trakcie/krótko po walkach to nie ma w nich absolutnie nic drastycznego. Są realistyczne. Do bólu, ale są. Oczywiście komuś, kto chce wykreować cukierkowy obraz US wojska w europie pewnie by przeszkadzały. Nie, nie mylę się. Fakt że w bieżeństwie brali udział również Polacy nie ma po prostu znaczenia. Z Warszawy ewakuował się w całości rosyjski aparat wojskowo-urzędniczy. Być może byli w nim jacyś Ukraińcy czy Białorusini, ewakuowano też sporo Polaków, niemniej clou pozostaje: bezpośrednio po PWS w Polsce centralnej pozostały śladowe ilości ludności prawosławnej w stosunku do stanu z przed 1914 roku.
  7. Nie wiem po ilu latach Gen. Maczek nauczył się angielskiego. Natomiast mam podstawy uważać że znał doskonale niemiecki - język nauki i techniki - oraz francuski - język sztuki i dyplomacji. W okresie międzywojennym znajomość angielskiego na świecie była niewielka poza Imperium Brytyjskim i częścią Ameryki Północnej. Oczywiście język sojuszników należało by poznać, tyle że zaangażowany w dowodzenie oficer wyższy mógł mieć na to ździebko mało czasu. A przypominam jeszcze że Maczek nie trafił do Anglii zaraz po Kampanii Wrześniowej, więc miał na naukę (w czasie wojny) nieco mniej niż 5 lat. Tak jakby... ledwo trzy.
  8. Absolutnie nie, element stroju galowego.
  9. Zauważyłem że napisałeś o cerkwiach prawosławnych obrządku moskiewskiego. Tyle że temat miał się tyczyć pierwotnie czego innego, a i tak zdryfował na stosunki polsko-ukraińskie.
  10. Landszaft, bieżeństwo w trakcie Wielkiej Wojny nie dotyczyło Rusinów (Ukraińców) tylko Rosjan. Rosyjskich urzędników, przedsiębiorców, wojskowych którzy urządzili się na ziemiach polskich. I oni wszyscy w sposób zorganizowany wiali z terenów polskich nie przed Polakami, a przed Niemcami. W efekcie te wszystkie cerkwie zostały po prostu bezpańskie. Część została zaadaptowana przez miejscowych, część zwłaszcza ta typowo propagandowa po zajęciu terenu przez Polaków została zburzona. Z Rusinami (Ukraińcami) nie miało to nic wspólnego! Rosyjskie majątki zostały rozparcelowane - masz w swoich własnych linkach: po części pośród Polaków, po części między Ukraińców. Na ziemiach z większością polską - więcej trafiło do Polaków. Na ziemiach z większością ukraińską- w ręce ukraińskie.
  11. No właśnie, dlatego pierwszej fali niszczenia cerkwi nie da się w żaden sposób połączyć z konfliktem polsko-ukraińskim. Możemy ubolewać że jedna czy druga miała wysoką wartość artystyczną, a dzisiaj miała by i historyczną, ale w 1918-19 roku były po prostu zbędne. Coś jak nazistowska gapa na budynku użyteczności publicznej. Dziś niejeden z chęcią by ją przytulił, ale w swoim czasie jedno i drugie było traktowane młotkiem.
  12. Jeżeli atak drona doprowadza do pożaru nadbudówki, to remont jednostki nie będzie ani prosty, ani szybki, ani tani. W końcu tankowiec to kilkanaście zbiorników na paliwo/ropę kierowane przez to co w nadbudówce i napędzane przez to co pod nią. Jeżeli walniesz w którykolwiek z tych dwóch elementów, to jednostkę masz z głowy na (co najmniej) długie miesiące. PS Precyzyjne trafienie jest potrzebne, jak mamy do czynienia z jednostką bojową, czyli trzeba wyeliminować technikę bojową wroga czy grupę usiłującą dokonać infiltracji. W wypadku dużych i "miękkich" celów taka precyzja nie jest potrzebna.
  13. Landszaft, w Twoich linkach nie ma żadnego potwierdzenia źródłowego podobnego zachowania polskich wojskowych/policjantów. Jest jedno wspomnienie na zasadzie jedna pani drugiej pani. O stosunkach polsko-ukraińskich jest za to sporo, dla mnie to żadne novum, ale jakby ktoś chciał się zagłębić w temat, to można zwłaszcza ten drugi spokojnie polecić. Co do Soboru Aleksandra Newskiego i tej drugiej cerkwi, to po pierwsze stanowiły symbole dominacji rosyjskiego zaborcy w Warszawie, i zniszczenie ich jest aktem symbolicznym coś jak strącanie swastyk i innych symboli nazistowskich po upadku Trzeciej Rzeszy. Z Pałacem Kultury i Nauki rzecz jest troszkę inna, ten budynek przez lata "komuny" zdążył wrosnąć w tkankę miejską, stał się siedzibą wielu pożytecznych instytucji i niszczenie go było by zwyczajnie głupotą. Może gdyby te dwie cerkwie w odpowiednim momencie zamieniono na świątynie katolickie, to by przetrwały? Co nie zmienia faktu że te budynki z Ukraińcami nie miały nic wspólnego - były budowlami związanymi konkretnie z rosyjskim prawosławiem i w temacie stosunków polsko-ukraińskich nie mają żadnego znaczenia.
  14. Podsumowując, w tym to co napisałeś dalej. Facet nie był lotnikiem. Facet nie był historykiem. Facet był wojskowym propagandystą bez pojęcia o temacie. Kiedyś zapewne mógł brylować, dziś sprawdzenie jego kwalifikacji zajęło by parę chwil. W 1931 roku było w Warszawie 1600 (jak piszesz) Rusinów i cztery cerkwie prawosławne/grekokatolickie. Aha, zmartwię cię, po PWS prawosławnych raczej nie było więcej niż w 1931 tylko mniej - prawie cała prawosławna ludność Warszawy została ewakuowana/uciekła w ramach tzw bieżeństwa przed zdobyciem Warszawy przez wojska niemieckie. Natomiast po zdobyciu władzy w Rosji przez bolszewików do Polski trafiła spora liczba"białych" Rosjan. Część zwiała dalej, część została u nas. I ich między innymi potrzeby te cztery cerkwie zaspokajały. Do tego pewnie jakaś ilość Ukraińców, którzy trafili do Polski w ramach choćby armii Petlury - tak dla przypomnienia, sprzymierzeńca Piłsudskiego w Wyprawie Kijowskiej, której celem było utworzenia na poł-wsch od II RP sprzymierzonego państwa ukraińskiego. Nie wyszło po częśći z powodów wojskowych, po części politycznych. Niemniej to właśnie Piłsudski odwiedził internowanych wojskowych i przepraszał że z planów powstania wolnej Ukrainy nic nie wyszło. Tak więc nazywanie jego akurat politykiem antyukraińskim wydaje mi się błędne. Już bardziej podejrzewałbym tu polityków Endecji, którym marzyło się państwo "czyste etnicznie". A do zamachu majowego mieli oni w Polsce więcej do powiedzenia niż piłsudczycy. Ale wracając do nieszczęsnych "tulipanów"... Czy jednostki WP/Policji były by zdolne do takich zwyrodniałych "zabaw"? No jasne że tak. Wystarczy popatrzeć na postać takiego Kostki-Biernackiego. Tylko czy do takich zdarzeń faktycznie dochodziło, i na jaką skalę? No bo tak. Jestem dowódcą oddziału pacyfikującego ukraińską wioskę. Mam określone jasno zadania - zburzyć cerkiew, ewentualnie aresztować (a po cichu i nieoficjalnie - spuścić łomot) kilku ukraińskim aktywistom. Mam kompanię, niecała setka ludzi. W większości rekrutów (w 1930 weterani mogli ewentualnie służyć jako zawodowi oficerowie i podoficerowie). Wieś liczy 300-400 osób ( w małych wsiach cerkwi nie było). Ze dwadzieścia osób zajmuje się burzeniem cerkwi, wyłapywaniem domniemanych aktywistów. Reszta zabezpiecza. Zwyczajnie mam za mało ludzi, żeby pozwolić co najmniej kilku na sadystyczne "zabawy" z Ukrainkami, tym bardziej wiedząc że reszta wsi i tak jest na granicy wybuchu. Więc jeżeli do takich aktów zbydlęcenia nawet faktycznie dochodziło, to raczej nie były one regułą, a nazwijmy to tak, pojedynczymi wybrykami. Bo zwyczajnie były by zbytecznym angażowaniem sił i środków. I zupełnie niepotrzebnym ryzykiem. I tu moim zdaniem wkracza zjawisko wahadła. Otóż Sanacja (a druga i trzecia fala burzenia cerkwi i represji antyukraińskich to jej czasy, nie żeby endecja miała coś przeciw) nie miała 100% poparcia w społeczeństwie. Mogli sobie pułkownicy nadymać propagandę, ale opozycja istniała. W dodatku po klęsce wrześniowej sanacyjne rządy były mocno pod kreską, obwiniano je (słusznie, moim zdaniem) o to co się zdarzyło, ale i o wszystko co tylko można było. W takiej atmosferze wyciągnięcie kompromitujących wydarzeń z przeszłości i uczynienie z pojedynczych przypadków powszechnego zjawiska ma sens. A jak takich przypadków nie było, to trzeba je na potrzeby chwili wymyślić, a co. To my jesteśmy bohaterowie bez skazy, a nasi poprzednicy to samo zło. Dlatego z uporem będę drążył temat, czy istnieją twarde kwity na w.w temat, czy tylko materiały propagandowe. Twardym kwitem mogą być zarówno urzędowe dokumenty - np skargi Ukraińców na takie potraktowanie (no nie wierzę że ojciec, brat czy mąż potraktowanej w ten sposób kobiety nie poleciał się poskarżyć na rozwydrzenie Policji/wojskowych). Mogą być relacje świadków wydarzeń. Tyle że relacje faktycznych świadków wydarzeń, a nie historie zasłyszane z trzeciej ręki. Twarde kwity w znaczeniu historycznym, a nie powojenne plotki.
  15. Tak już na szybkości: Wrzucasz do jednego worka dwie sprawy. Po pierwsze niszczenie świątyń prawosławnych (tuż po odzyskaniu niepodległości) w Polsce Centralnej - to nie było "prześladowanie prawosławia" tylko oczyszczanie przestrzeni publicznej z symboliki zaborczej. Akcja zamian cerkwi z powrotem na kościoły katolickie - podobnie, plus gwałtowny spadek udziału ludności prawosławnej w ogólnej liczbie ludności. natomiast fale druga i trzecia to faktycznie represje przeciwko ludności prawosławnej - przy czym w mniejszym stopniu dotyczyło to chyba świątyń prawosławnych, a w większym grekokatolickich. Ale tu pewności nie mam. Sprawa była związana z tym, że w okresie rodzenia się II RP niespecjalnie było wiadomo ile ziem na wschodzie przypadnie Polsce. Rodząca się II RP obiecała Ukraińcom sporą autonomię, język urzędowy i tak dalej (Piłsudski wręcz dążył do utworzenia osobnego państwa ukraińskiego), ale po fakcie się z tego wycofano. O sprawie "tulipanów' napiszę może osobno, bo wymaga to dłuższej i rozbudowanej wypowiedzi.
  16. No i masz. Czy ten twój "ulubiony" historyk tworzył swoje opowieści generując dokumenty z epoki? Czy tylko dobierał pasujące pod tezę? Krótko:czy on fałszował dokumenty, czy tylko kłamał? Bo książka najlepszego nawet historyka to nie "kwit" - kwitem będzie dokument z epoki. I to nie każdy, jest w historii obowiązek krytyki źródeł, czyli zasada nie wierzymy nikomu na słowo. Mamy np relację arabskiego podróżnika, średniowiecznego, jedną z pierwszych opisujących Polskę. A tam stoi że w Polsce na szeroką skalę uprawiano winorośl i oliwki. Sensacja! Ale bierzemy się do ostukiwania szafki, sprawdzamy w opracowaniach archeobotanicznych... No nie. Oliwki u nas w średniowieczu nie rosły. Czyli źródło okazuje się mało wiarygodne. Ale z kolei sprawdzamy sobie opowieść tegoż podróżnika na inny temat... a tu ciekawostka, pokrywa się z inną relacją. czyli tu mamy akurat potwierdzenie. I tak dalej, w pocie czoła. Piszemy na ten temat bo ja wiem, doktorat.
  17. Fajna kicia :)
  18. Dotknąłeś właśnie jednej strony problemu, który mnie nurtuje od dawna. A historią interesuję się od małego. Problem nazywam sobie roboczo zjawiskiem wahadła albo syndromem huśtawki. Otóż okresowo w historiografii występuje tendencja albo do gloryfikacji różnych zjawisk, osób, formacji, albo do ich "odbrązawiania". Albo raczej "malowania na brązowo" niemile pachnącą substancją. Ze skrajności w skrajność. A to nasze wojsko było najpiękniejsze wspaniałe i w ogóle, albo niekompetentne, źle zorganizowane, wiecznie pijane i wręcz zbrodnicze. Albo nasi spadochroniarze byli elitą elit, albo patałachami pod specjalnym nadzorem. W zależności od chwilowej mody albo nastawienia piszących, albo potrzeby propagandy takiej czy innej. Przy czym kiedyś takie trendy zachodziły okresowo, a obecnie coraz częściej ktoś kreuje jakiś skrajny obraz by na fali kontrowersji zabłysnąć. Nie wiem czy pamiętasz, ale swego czasu "ikoną" przedstawień zbrodni UPA było pewne bardzo drastyczne zdjęcie zamordowanych dzieci. Wszyscy je powielali, komentowali, zamieszczali. Po dłuższym czasie wyszło szydło z worka, okazało się że zdjęcie, choć jak najbardziej autentyczne i historyczne, zupełnie tej sprawy nie dotyczy - morderstwo na dzieciach popełniła ich własna niezrównoważona matka. Dlatego ilekroć pojawiają się jakieś szczególnie drastyczne, szokujące fakty, to u mnie zapala się pomarańczowa lampka ostrzegawcza i pytanie o źródła. O dowody. I absolutnie nie akceptuję twierdzeń "to wszyscy wiedzą" "niewygodna prawda" czy innych wykrętów. Mają być fakty, dowody, kwity, a jak nie to wypad. A im bardziej sprawa głośna, tym mocniej będę się dobijał do szafki. Bo ta szafka najczęściej okazuje się pusta albo wręcz tylko namalowana na ścianie. I co do zasady, odrzucam na wejściu opinie skrajne jak również wygodne "prawda zazwyczaj leży po środku". Prawda prawie nigdy nie leży po środku, i prawie zawsze opinie skrajne okazują się ciężkim wypaczeniem rzeczywistości (najczęściej na zapotrzebowanie polityczno-propagandowe).
  19. Landszaft, czy istnieją jakieś potwierdzone przypadki stosowania takiej metody upodlenia przez jednostki zmilitaryzowane (Policja, wojsko) IIRP wobec Ukraińców? Bo przypadków przyklejania Sanacji rozmaitych grzechów których albo nie było, albo popełnił je kto inny, to znam kilka. Tak więc poproszę o źródła.
  20. II RP zobowiązała się też do zapewnienia ludności ukraińskiej autonomii porównywalnej z autonomią śląską, czego nie wykonała. Język rusiński (Ukraiński) nigdy nie zyskał statusu urzędowego, szkoły z językiem ukraińskim były likwidowane i tak dalej. Smutne dziedzictwo Endecji.
  21. II RP zlikwidowała wszelkie tytuły, szlacheckie i arystokratyczne, raz i do końca. I te "urzędy" szlacheckie i te arystokratyczne. Pozostały w obiegu de facto jako zwroty grzecznościowe. Swoją drogą sama ustawa była skierowana przede wszystkim w tytuły arystokratyczne jako nadawane przede wszystkim przez zaborców. Pan hrabia, graf czy inny księciulo w oczach państwa stawał się zwykłym obywatelem RP i żadne przywileje z racji urodzenia (ani zakupu tytułu, jak to się zazwyczaj odbywało) nie miały znaczenia. A wręcz w założeniu tytuł arystokratyczny miał przynosić wstyd, jako pozyskany w wyniku kolaboracji. Co nie do końca zadziałało - tytułomania się pleniła. Co do Wiśniowieckiego: tak, był magnatem RON, państwa wielonarodowego. Natione Rutensis, nobiles Polonus. Co nie zmienia faktu, że był Rurykowiczem z Ukrainy, czyli na dzisiejsze stosunki Ukraińcem. Swoją drogą Ukraińcy bardzo tego akurat Wiśniowieckiego nie lubią, uważają że walcząc z Chmielnickim zdradził swój naród. Ale już jego dziada czy tam pradziada wielbią pod niebiosa. Co do Kozaków (a właściwie Zaporożców) masz dużo racji, to była taka...:) lokalna grupa przestępcza o charakterze zbrojnym, skupiona w Siczy. Zbieranina awanturników z całej okolicy, szlachty banitów, chłopów (zarówno polskich jak i ruskich) zbiegów którym szabla smakowała lepiej od pługa, Tatarów, moskiewskich dezerterów i każdego innego który nie cenił sobie statecznego życia. Na koniec co do osadników. W czasach RON (a naprawdę od Kazimierza Wielkiego i wcześniej) na Ukrainie był problem. Było dużo dobrej ziemi do uprawy, tylko po najazdach mongolskich nie było komu jej uprawiać. Pojawiło się ssanie: mam ziemię, ale bez ludzi którzy ją uprawią nie mam z niej nic. Więc właściciele ziemscy z Ukrainy ściągali sobie poddanych skąd mogli, a mogli przede wszystkim ze starych ziem Korony, bo tam trzeci czy czwarty chłopski syn nie mógł za bardzo liczyć na spadek, a na Ukrainie dostawał tyle ziemi ile mógł obrobić plus kilkanaście lat wolnizny na zagospodarowanie. Piękna perspektywa, prawda? Oczywiście jak wolnizna się kończyła, to często wybuchał bunt... I tak się to toczyło. Przy czym, jak właściciel gruntu postawił cerkiew, to mieszkańcy z czasem stawali się Ukraińcami, jak postawił kościół katolicki to nawet miejscowi stawali się Polakami. I tak to się jakoś toczyło, do momentu kiedy Prusy uznały że narobią caratowi smrodu kreując na Ukrainie lokalny nacjonalizm.
  22. Wiesz, wracając z pracy miałem okazję posłuchać rozmowy 2 Ukrainek w średnim wieku. Oj, oberwało się (słownie, oczywiście) temu panu okrutnie. Właśnie za "bohaterów UPA" i problemy jakich potencjalnie narobił Ukraińcom w Polsce. O tym jego szefie kancelarii też było, i określenie g-arz bylo najłagodniejsze. A, jeszcze jedno. W II RP nie było "panów szlachty" bo ich jedną z pierwszych ustaw zlikwidowano, natomiast osadnictwo na Kresach było właśnie głównie wojskowe. Natomiast co do czasów dawniejszych, czyli RON, to najzabawniejsze że powstania kozackie były wymierzone głównie w innych Ukraińców. Konkretnie w ówczesnych "oligarchów", tzw "królewięta ukrainne", czyli lokalną magnaterię pochodzenia ruskiego. Przecież "partią wojny" kierował Ukrainiec, Jarema Wiśniowiecki, wnuk Dymitra "Bajdy" Wiśniowieckiego (twórca Siczy, dowódca licznych hadzek, krótkotrwały władca Mołdawii czy tam Wołoszczyzny, zabity w Istambule. I ojciec Michała Korybuta... Króla Polski. Co z resztą nie dziwi - ten książę z Rurykowiczów miał potężny majątek właśnie na lewobrzeżnej Ukrainie. Tak że historia nie jest bynajmniej prosta ani liniowa. Niech sobie dadzą po razie a na koniec idą się napić. Może być melisa.
  23. Fakt. Ukraińcy "tylko" zapomnieli, że poza pewnymi względami sentymentalnymi, dla polskiej klasy politycznej Ukraina liczy się tylko jako: po pierwsze primo jako przeciwwaga dla imperialnej polityki Rosji po drugie primo jako potencjalny rynek zbytu. Skończy się Rosja ze swoimi marzeniami o odbudowie imperium, punkt pierwszy straci znaczenie. Jak punkt pierwszy straci znaczenie, to skończą się pieniądze dla Ukrainy. Więc Ukraina bez pieniędzy stanie się mniej atrakcyjnym rynkiem zbytu. Pozostaną ewentualnie historyczne resentymenty. Kremlowska propaganda od lat pracuje nad tym, by nie były pozytywne.
  24. Nie da się ukryć, że niektórym politykom na Ukrainie uderzyła do głów sodówka. I przy całej sympatii do ukraińskiego społeczeństwa, obawiam się że te błędy odbiją się i politykom, i społeczeństwu ukraińskiemu już nie czkawką a ciężką zgagą. Oby samemu społeczeństwu w jak najmniejszym stopniu.
  25. Rosjanie weszli na ten teren wykolegowując Francuzów. Jak miejscowe władze w końcu oprzytomnieją, dotrze do nich że Rosjanie mają mocną propagandę ale w polu są zwyczajnie ciency, to znowu zwrócą się po pomoc choćby do Francuzów. W międzyczasie lokalni islamiści totalnie pogonią europejskich pięknoduchów którzy wiązali Francuzom ręce. Francuzi wrócą na pełnej i z islamistami będzie koniec. Co do Zatoki Perskiej, to Iran, owszem, wychodzi z konfliktu z twarzą, ale też potężnie osłabiony. Wystarczy wymiana Oranżgutana na kogoś sensowniejszego i skończy się kozaczenie ajatollachów.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie