Erih
Użytkownik forum-
Zawartość
6 605 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
32
Zawartość dodana przez Erih
-
Okulary z początku XX wieku
temat odpowiedział Erih → na Jedburgh_Ops → Nasze odkrycia (bez identyfikacji)
We Włoszech przełomu XIX/XX wieku działało wielu fotografów (nie tylko Włochów) ze względu na znaczenie historyczne tego regionu. Tworzono całe kolekcje dydaktyczne rozpowszechniane w postaci slajdów na szkle. -
W starych pociągach bywały też mosiężne.
-
Bardzo możliwe. Też myślałem o blokadzie okna podnoszonego, ale te popularne są w Anglii, nie u nas... A zapomniałem właśnie o oknach w wagonach kolejowych.
-
Mała uwaga dotycząca analogii polsko-rumuńskich. Ze dwa lata temu zrobiłem sobie podróż sentymentalną do Rumunii. Większość pobytu byłem w Konstancy, więc nie odmówiłem sobie wycieczki deltą Dunaju. Jadąc do punktu startowego w Tulczy obejrzałem sobie tamtejszy krajobraz. Tam jedziesz kilometr, pięć, dziesięć nie widząc ani jednego domu. Pola, łąki, znowu pola. Więc ryzyko że coś zestrzelonego spadnie tambylcom na głowy jest minimalne. U nas nawet na ścianie wschodniej aż takich pustek nie ma. Dwa, jakoś nasi radarowcy w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku potrafili na podstawie obrazu radarowego określić co leci i co kombinuje. I nie zdarzało im się jakoś grubo pomylić. Więc albo w wojsku doszło do potwornego regresu, albo pan Kamizela raczy zmyślać. Trzy, ale co tu się dziwić ekspertom z internetu, kiedy np na strzelnicach udzielają się spece z taktyki (zielonej, żeby nie było) którzy po każdym strzale nakazują szkolonym ludkom broń zabezpieczać, a odbezpieczać dopiero przed oddaniem następnego strzału. Kiedyś zrobiłem takiemu demonstrację, oczywiście od razu dostałem wykład o "bezpieczeństwie". Ok, uczcie cywili bezpiecznego strzelania dynamicznego, trenujcie te swoje kowbojskie sztuczki... Tylko do stu diabłów nie nazywajcie tego strzelaniem bojowym!
-
Nie jest to kurek ani analogiczny element, bo jak widać na zdjęciach jest z mosiądzu. A takie mocno pracujące elementy robiono ze stali. Bardzo możliwe.
-
I pewnie nie zobaczysz... Ci z karabinkami to takie bieda-grupy, raczej nie mają porządnego sprzętu do filmowania no i możliwości oddelegowania kogoś żeby kręcił. Co innego grupy latające - ci czasem używają karabinków i widać filmiki z zestrzeleniami. Niemniej, zestrzelenie takiego powolnego latadła z karabinka jest, tylko trzeba być dostatecznie blisko. A to oznacza konieczność nasycenia terenu dużą ilością ludzi - grupa strzelców co 400-600 metrów. PS No i ze względu że do broni strzeleckiej nie stosuje się amunicji smugowej/wskaźnikowej no to nie bardzo wiadomo od kogo latadło oberwało.
-
Raczej kłusol-zbieracz. Duża część tego co tam leży to można bez pozwolenia mieć (czarnoprochowce), a repetiery w większości wyglądają na wykopki wstawione w nowe drewno. Ale za same kusze podpada pod paragraf.
-
1) Ile takich mamy? 2) Czy to-to jest na tyle czułe żeby naprowadzić się na silnik "motorynki"? Bo drużyn piechoty i powiedzmy Starów do ich przewożenia mamy/możemy mieć dużo. Amunicja do PKM/Beryla też kosztuje dużo mniej niż do RBS. Oczywoście że lepiej by obsadzić granicę takimi RBS, ale jak się nie ma wystarczająco wiele tego co się lubi...
-
Ale Policja i OSP były wcześniej. Więc niech pani reporterka się nie ekscytuje, ŻW musiała sporo kilometrów przejechać po wiejskich drogach, oni nie mają posterunku w każdym powiecie (bo i po co).
-
9 luf z ogniem samopowtarzalnym, skoncentrowane w jednym punkcie, ukrycie na wypadek zbyt bliskiego upadku wrażego drona. Na Ch101 to oczywiście za mało, ale taka grupa na trasie przelotu Gierani czy podobnych to całkiem słuszny pomysł jest. Zasięg trochę mizerny, ale jak do tego mają (a mieć powinni) PKM, łączność i jakieś środki do przemieszczania się, to to jest więcej niż niejedna ukraińska mobilna grupa antydronowa.
-
Nie kojarzę broni o takim kształcie języka spustowego. natomiast przedmiot kojarzy mi się z "kluczem" do nadawania Morsem, ew od maszynki telegraficznej.
-
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Jedburgh_Ops No to na koniec "agregata" jeszcze trzy sprawy: Generał Maczek został awansowany na generała 15 listopada 1939 roku. Sanatorzy w Anglii mało mieli do powiedzenia, mieli szczęście jak nie wylądowali na Wyspie Węży. Porucznicy i kapitanowie na pewno znali angielski (albo inny język zachodni) w stopniu podstawowym co najmniej, natomiast starym wojskowym (sięgającym czasów carskich) zwyczajem woleli się nie wychylać przed wyższe szarże które tego co się w szkole nauczyły zwyczajnie zapomniały. Tak to w wojsku działało, przynajmniej do czasu aż odwiesiłem mundur do szafy. Zwłaszcza tym typowo garnizonowym (no chyba że uchodziło się za wyjątkowego wariata, wrednego... typa z nożem w zębach i mordem w oczach. A, i przydawała się wspólnota zainteresowań z osobami z WSW. Wtedy można było sobie pozwalać.) -
Nie do końca się zgodzę. Posiadanie Krymu ma znaczenie symboliczne- to od niego ta wojna się zaczęła. Ale ma też znaczenie praktyczne: Krym flankuje wylot na Morze Azowskie. Kto go posiada, i bazy na nim (Sewastopol!) lub przynajmniej jest w stanie te bazy skutecznie zablokować, ten kontroluje komunikację Morze Azowskie-Morze Czarne- reszta świata.
-
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Ci oficerowie mieli za sobą cztery lata nauki języka w szkole średniej i cztery na WSO. To oczywiście nie była jakaś super intensywna nauka, ale jakieś podstawy dawała. I dalej, jak sobie wyobrażasz wyłączenie na trzy kwartały jedynego chyba w PSZ generała znającego się na pancerce który w tym czasie zajmował się odtwarzaniem jakiegokolwiek nadającego się do użycia wojska po klęsce Francji i panicznej ewakuacji Dunkierki? I jeszcze taka sytuacja na temat "historii mówionej" czyli relacji ustnych z czasem spisanych. Dawno temu w moje ręce wpadły wspomnienia (jakiś niskonakładowy druk, w początkach latach dziewięćdziesiątych wychodziło tego od groma) naszego żołnierza, zapewne zwiadowcy którejś jednostki piechoty. Rzecz działa się na froncie włoskim. W książczynie była dokładna lokalizacja, po ćwierć wieku już nie pamiętam jaka. W każdym bądź razie "nasi" mieli zająć pasmo wzgórz dominujące nad szeroką doliną. I zajęli, przy minimalnym oporze Niemców. I wtedy nasz zwiadowca zobaczył, że "niecałą milę przed frontem Brytyjczyków" stoi sobie niemiecka bateria artylerii 150mm. Idealna sytuacja, żeby Niemców wziąć pod gąsienice. Dowódca naszego zwiadowcy połączył się z sąsiadami radiowo, naświetlił im sytuację i zaproponował szybki wypad. Brytyjczyk odmówił, stwierdzając że on dostał rozkaz zajęcia linii wzgórz, a to co się dzieje w dolinie to już nie jego biznes. Więc Niemcy dosyć spokojnie choć w pośpiechu się wycofali. Ku ciężkiej zgryzocie naszych zwiadowców, którzy wszystko widzieli. Wygląda na typowe polskie narzekactwo? No, tak. Poprosiłem kolegę który akurat pracował wtedy w Anglii, żeby poszukał jakichś monografii, wspomnień czy czegokolwiek o działaniach angielskiej jednostki w tamtych rejonach. Kolega znalazł bez problemu co najmniej dwie relacje z zajmowania tamtego pasa wzgórz, ale o niemieckiej baterii ani słowa. Ale inny kolega który w tym samym czasie pracował w Niemczech, równie jak ja zainteresowany sprawą, sprawdził w niemieckich papierach. I co? I bez większego trudu znalazł w/w baterię, znalazł opis jak to dzielni niemieccy artylerzyści widząc wrogie czołgi na wzgórzach zaprzodkowali działa i ile pary w nogach wiali, a przepraszam, wycofali się na z góry upatrzone pozycje. To jak, Polak z Niemcami uzgodnili wspólną wersję, czy może po prostu brytyjski dowódca wykazał się absolutnym brakiem inicjatywy? A fakt wykrycia baterii po prostu w swoich meldunkach pominął? -
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Ci wszyscy oficerowie to albo mój rocznik, albo jeszcze młodsi. W moim roczniku regułą było że poza rosyjskim (którego uczono bodaj od czwartej klasy podstawówki) był jeszcze drugi język obcy, którego naukę zaczynało się w szkole średniej i kontynuowało na studiach. Do wyboru był angielski albo niemiecki, w większości szkół. Na batalionie mieliśmy podział na kompanię niemieckojęzyczną (ci, którzy mieli w szkołach średnich niemiecki i kontynuowali naukę) i angielskojęzyczną (ci którzy w szkołach średnich mieli angielski). Oczywiście obie kompanie miały obowiązkowe zajęcia z rosyjskiego+drugi język. -
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
A w uj i jeszcze ciut ciut. Oni pewnie do końca wojny biegle po angielsku nie mówili. Potrafili po jakichś kursach zrozumieć komendy w trakcie lotu i pewnie zrozumiale na nie odpowiadać. Pewnie jeszcze zamówić piwo i rybę z frytkami. Czyli porozumiewać się na poziomie zupełnie podstawowym. Podejrzewam że dla większości z nich przeczytanie ze zrozumieniem zwykłej angielskiej gazety było przez długie lata osiągnięciem niedosiężnym. Ci wszyscy oficerowie o których wspominasz mieli angielski w szkole średniej, mieli na WSO i na tych kilkumiesięcznych kursach jedynie go doskonalili w zakresie terminologii wojskowej. Najwyraźniej nie przyswoiłeś tego co napisałem powyżej ani nie zajrzałeś do linka którego podałem - na takie kursy trafiają ludzie którzy już angielski znają i przed wzięciem udziału muszą tą znajomość potwierdzić konkretnym egzaminem. PS A potem trafiają na wspólne ćwiczenia z jakimś Szkotem albo co gorsza "kangurem" i jest zonk. -
Zmieniły się nie tyle poglądy ile broń. Przed DWS głównym zagrożeniem "dalekodystansowym" były bomby lotnicze, i to niezbyt wielkie. Przed takim zagrożeniem konstrukcja bramy chroniła dosyć przyzwoicie. Z pewnością lepiej było ukryć się w bramie niż pozostać na otwartej przestrzeni. Natomiast w przypadku nebla który pojawił się już w trakcie DWS, było tak jak kolega sebek1974 pisał powyżej. Ogromny podmuch plus tunel aerodynamiczny to recepta na ciężkie zranienie. Natomiast wystarczyło schować się za jakimś murkiem czy ścianą i podmuch był zdecydowanie mniej szkodliwy.
-
[Sprzedaż] Szabla kawaleryjska, oprawa stalowa, głownia 75 cm, bez oznaczeń
pytanie odpowiedział Erih → na S1awek → Identyfikacja (bez numizmatów)
Pod trzonem rękojeści czyli na trzpieniu mogą występować nabicia producenckie, natomiast odbiory, logo producenta, numery porządkowe broni siłą rzeczy nabijane były w miejscach widocznych bez demontażu broni - który przy oprawach zakuwanych był operacją nie dosyć że skomplikowaną, to jeszcze niebezpieczną dla broni. -
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Ok. Ponieważ z powyższym ostatnim akapitem się zgadzam, więc przystępujemy do opukiwania Twojej szafki. https://www.wojsko-polskie.pl/awl/sjo-kursy-jezykowe/ "Studium Języków Obcych prowadzi stacjonarne kursy języka angielskiego na poziomach 2 – 3 wg STANAG 6001 Kursy na 2. poziomie trwają 590 godz., a na 3. poziomie 620 godz. Kandydaci, którzy zostali skierowani do AWL na kursy na poziomie 2 i 3, podlegają testowi sprawdzającemu na poziomie o jeden niższym od poziomu kursu. Celem testu jest ocena znajomości języka angielskiego" Czyli żołnierz najpierw uczy się angielskiego w szkole średniej cztery lata. Następnie w szkole oficerskiej kolejne cztery. Następnie, żeby dostać się na w/w kurs musi zdać egzamin ze znajomości języka angielskiego. czyli już go zna. Następnie na kursach (dwustopniowych) po 7-8 godzin dziennie intensywnie się doszkala przez kilka miesięcy. Dodajmy że w obecnym świecie każdy ma prawie codzienny kontakt z j.angielskim, w telewizji czy w internecie. W okresie międzywojennym tego nie było. To wszystko jest raczej potwierdzeniem tego co napisałem powyżej. W kilka miesięcy nie jest możliwe opanowanie w stopniu nawet umiarkowanie biegłym całkowicie obcego języka. Regułą w okresie międzywojennym i wcześniejszych była znajomość francuskiego wśród warstw wykształconych społeczeństw europejskich i nie tylko. Dotyczyło to Niemców, Włochów, Hiszpanów, Amerykanów z US i powinno też Kanadyjczyków. To że w jakiejś części Kanady mówiono potocznie po francusku nie ma dla tej dyskusji większego znaczenia. -
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Tyle że dominacja angielskiego zaczęła się tak jakoś w 1941. A co do tego że w trzy kwartały ktoś nauczy się mówić po angielsku... Jakbym sam się nie uczył angielskiego, to bym uwierzył. W ciągu trzech kwartałów to można na intensywnym kursie doszlifować sobie podstawy plus słownictwo branżowe (to drugie ledwo-ledwo bez niuansów). Natomiast wcześniej przez ponad dwadzieścia lat byliśmy w gigantycznym sojuszu wojskowym gdzie językiem podstawowym był francuski. Brytyjczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy też w nim byli (w ograniczonym zakresie, ale zawsze). Takie były realia świata międzywojennego, świata w którym to Francja wygrała PWS co najwyżej przy wsparciu Brytyjczyków i Amerykanów. -
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Sikorski - niemiecki perfekt, zapewne francuski w stopniu co najmniej umiarkowanym. Anders - j.rosyjski, franmcuski perfect:W październiku 1921 rozpoczął studia na Wyższej Szkole Wojennej (fr. École Superieure de Guerre) w Paryżu, które ukończył jesienią 1923[15], a następnie odbył staż liniowy we Francji[37]. Sosnkowski- rosyjski biegle, francuski prawdopodobnie również. Generalnie, poza językami zaborców, znajomość francuskiego (nieraz na poziomie eksperckim) wśród wojskowych polskich wyższych stopni była czymś powszechnym. Co jest zrozumiałe. Francja była w końcu naszym najbliższym sojusznikiem. Natomiast Wielka Brytania niespecjalnie. Więc jest więcej niż zrozumiałe że angielski (poza być może marynarzami) był równie popularny co powiedzmy portugalski. Język absolutnie niszowy. Co zmieniło się po klęsce Francji, której absolutnie nikt się nie spodziewał. Z dnia na dzień okazało się że potrzeba się komunikować w języku cokolwiek egzotycznym. Tak więc nieznajomość angielskiego wśród kadry PSZ nie jest efektem nieuctwa ani zaściankowości, a faktem wynikającym z takich a nie innych stosunków międzynarodowych tak gdzieś od początków XVIII wieku do lat czterdziestych XX wieku. Dziwne raczej że wśród np Kanadyjczyków nie było dosyć osób znających francuski na tyle biegle, żeby dokonywać tłumaczenia na żywo. No wstyd, panowie alianci. -
[Sprzedaż] Szabla kawaleryjska, oprawa stalowa, głownia 75 cm, bez oznaczeń
pytanie odpowiedział Erih → na S1awek → Identyfikacja (bez numizmatów)
Można by napisać że to daleki potomek M1811 ;) Taki mocno chuchrowaty. -
Zasadniczo powinienem się zgodzić z powyższym ale.... Po pierwsze, czemu my mamy to oglądać? Po drugie, raczej nie stawiają za swoje.
-
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
A, Maczek jako absolwent z wyróżnieniem znał też zapewne łacinę i grekę. -
Niepopularna historia wojskowości ● Pisać? Przemilczać? Znaleźć „złoty środek”?
temat odpowiedział Erih → na soldierprzemo → Główne
Nie domagam się kwitów na rzeź wołyńską, bo sprawa jest dobrze udokumentowana. Także zdjęciowo. Nie domagam się kwitów na represje (jako takie) w stosunku do ludności ukraińskiej, bo tu też sprawa jest dobrze udokumentowana. Domagam się kwitów (jakichkolwiek) na "ukraińskie tulipany" bo w rozmaitych rozmowach tym tematem jestem atakowany, a ilekroć pytam o jakieś potwierdzenie to dyskutanci wieją w podskokach. Tak więc, jako żem uparciuch pytam : czy są wiarygodne potwierdzenia tego zjawiska? Czy też jest to "fakt prasowy" jakich pełno w epoce kiedy propaganda hulała w najlepsze po wszystkich krajach tego świata. Im częściej pytam, tym częściej słyszę odpowiedź "wszyscy to wiedzą" A nie słyszę odpowiedzi skąd. Takie coś z czasów nam bliższych: "wszyscy wiedzą" że PM 63 RAK jest bronią niebezpieczną dla strzelca bo jego zamek cofa się do tyłu po strzale i może walnąć strzelca w twarz. Podobnie wszyscy twierdzą że przy silnym wstrząsie (np podczas wyskakiwania z pojazdu) ta broń może się sama przeładować i wystrzelić. Oba te szeroko rozpowszechnione przekonania są absolutnie nieprawdziwe. Żeby strzelić z RAKa jakkolwiek celując nie da się go trzymać bezpośrednio przy twarzy - po prostu strzelec nie będzie widział przyrządów celowniczych. Druga sprawa - w trakcie wyskakiwania z pojazdów czy innych gwałtownych manewrów RAK sam może się przeładować jedynie jeżeli jest bez nabojów w magazynku. Jeżeli w magazynku jest nabój, to broń się nie przeładuje nawet przy bardzo gwałtownym ruchu. To jest zwyczajnie "kapralska bajeczka". Inaczej fakt prasowy. Testowałem wielokrotnie. Pisałem o Warszawie gdzie Rosjan w roku 1897 było 7,31%, Ukraińców 1,29% Białorusinów 0,15%. W dwadzieścia lat później proporcje były raczej podobne. To że zwiała prawie cała ludność Białostocczyzny i Mińszczyzny nie ma dla tematu żadnego znaczenia. Rosjanie i inni prawosławni po prostu z Warszawy wybyli i już do niej nie wrócili (no dobra, do 1944 roku ale wtedy było już dawno po ptokach). Poza tym była to nie ślepa zemsta, a symboliczne zakończenie prawie półtorej wieku rosyjskiej dominacji i rusyfikacji. Na co zdecydowano się po dosyć ostrej dyskusji. Ewentualnie można było dużym kosztem przerobić to na kościół katolicki, płacz też byłby ale mniejszy. Ale koszty też konkretne. Maczek znał niemiecki, bo był wychowankiem austriackiego gimnazjum, studiował na austriackim uniwersytecie i był frontowym austriackim oficerem w czasie PWS. Więc siłą rzeczy niemiecki musiał znać. Z francuskim podobnie, francuski każdy w miarę wykształcony człowiek znać musiał, tak jak dwa wieki wcześniej łacinę. A potrzeba znajomości angielskiego pojawiła się w momencie kiedy Maczek miał prawie 50 lat, i w dodatku kupę obowiązków na głowie. A od tłumaczenia Anglikom i USmenom miał tłumacza. Oczywiście, lepiej było by gdyby się tego angielskiego nauczył, ale bez przesady.
