Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    9 138
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Na razie bomby gejowskie spółki autorskiej Pentagon & Partia Demokratyczna zostały wypróbowane na didżeju Lansie. Jego pięknie podmalowane konturówką oczęta zdecydowanie na to wskazują.
  2. Ja polecam tfurczość Alexa Jonesa – amerykańskiego fanatycznego zwolennika agenta Donalda Krasnowa pseudonim „prezydent USA”. Alex Jones, dziennikarz, publicysta, producent mediów (5 mln followersów) twierdzi, że Pentagon pod rządami demokratów opracował i używał w USA „bomby gejowskie” – bomby ze specjalnymi chemikaliami mającymi za zadanie przeistaczanie heteroseksualnych mężczyzn w gejów. Czy w takim razie Rosja nie powinna być wdzięczna Donaldowi Krasnowowi za dzisiejszą decyzję o całkowitym wstrzymaniu pomocy wojskowej dla Ukrainy? Przecież ukraińskie F-16 na sto procent zrzucały na ruskich bomby gejowskie.
  3. Czyli agent KGB donald trump zwerbowany w 1987 roku i noszący nick „Krasnow” działa prawidłowo. Nie należy się dziwić. Ten męt z 34 wyrokami za 34 przestępstwa z zakresu kodeksu karnego dodatkowo ma jeszcze czelność twierdzić, że ón jest „biznesmenem” – dobre sobie. Z donalda „Krasnowa” trumpa to taki „biznesmen”, jak z koziego jelita grubego trąba. Agent Trump „Krasnow” bankrutował aż sześć razy i prawie zawsze wyciągały go z tarapatów ruskie pieniądze – jak na porządnego kagiebistę przystało. I do tego afrykański neonaziol musk – kompanija zgrana uwiła sobie gniazdko przy 1600 Pennsylvania Avenue, N.W., Washington, DC 20500.
  4. Kapitalne bydło zalęgło się w białym domu – biseks didżej Lans z oczami podmalowanymi konturówką i jego szefuncio pomarańczowy pajac. Rewelacja. Republikanin Ronald Reagan przewraca się w grobie.
  5. Być może ostatnie takie filmiki... :-( Trump może zatrzymać pomoc wojskową dla Kijowa. Dziś rozmowy
  6. Ha! No to czadersko, być może faktycznie coś jest na rzeczy. Bywałem w biurach PHZ Pezetel, czyli u eksportera Wilg, ale nigdy o tym nie słyszałem, niemniej o niczym to nie świadczy. Tak, jak Polska oficjalnie nie chwali się tym, że niemal do ludobójstwa wyszkoliła etiopskich pilotów Mi-24 (wiadomo to tylko wśród znajomych odpowiedniego królika) to być może tak samo oficjalnie nic nie wiadomo, że Wilgi jak nie z pylonami do jakiegoś uzbrojenia to z „bombami doniczkowymi” gdzieś na końcu świata kogoś atakowały. Oby ta baśń o uzbrojonych Draco Wilgach się spełniła, bo w razie „W” byłyby jak znalazł, a potencjalni piloci do nich są wręcz już i to w setkach.
  7. Nie staną okoniem, tak jak nasi nie stanęli okoniem w trakcie zakupu FA-50 po trzech dniach „analiz” do tego zakupu, jak już dziś wiadomo. Ostatni bunt żołnierzy amerykańskich (USAAC w tym przypadku) był w roku 1934. I był to taki pełnokrwisty bunt, jakiego oczekujesz – żołnierze byli sądzeni. Różnica pomiędzy rokiem 1934 a 2025 jest taka, że prezydent Roosevelt trzymał stronę buntowników i ich uniewinniał, a przywódcę buntowników wręcz awansował, natomiast dziś pomarańczowy troglodyta po buncie żołnierzy powtrącałby ich do więzień. Żeby się zbuntować to trzeba mieć na oku drugą robotę, bo… kredyt na dom, żona, dzieci itp. Nie ma pewności, ilu z buntowników znalazłoby robotę w sektorze prywatnym. Bo na znalezienie po buncie roboty w sektorze państwowym to bym nie liczył w przypadku tych żołnierzy, gdy Heilon Musk wyrzuca na bruk tysiące urzędników państwowych, w tym specjalistów różnych dziedzin. Bunt to, a i owszem, będzie w USA, ale nie w siłach zbrojnych, tylko taki ogólnospołeczny, gdy Amerykanie zorientują się, co sobie wybrali – pomarańczowego pajaca do spółki z didżejem z oczami malowanymi konturówką (też dobry agregat).
  8. Nie mam pojęcia, gdzie na świecie walczyły uzbrojone Wilgi i skąd autor jedynej takiej informacji (post na FB) zaczerpnął takie coś. Jedno, co wiem na pewno, to to, że polscy piloci Mi-24 wyszkolili etiopskich pilotów Mi-24, a była to wielka tajemnica (i w zasadzie jest nadal), bo reżim etiopski pacyfikował tymi śmigłowcami opozycję i nie tylko, bo po prostu całe wsie były tak pacyfikowane z powietrza. Do dziś to mało chwalebny fakt w historii LWP. Poznałem kiedyś polskiego pułkownika z Mi-24, który w Etiopii był właśnie szefem szkolenia Etiopczyków na Mi-24. O uzbrojonych Wilgach walczących gdzieś po jakichś bantustanach nie słyszałem, ale oczywiście wykluczyć tego nie można. Ale czas „uzbrojonych Wilg” i „innych takich” na pewno nadchodzi (a przynajmniej w naszej części świata), tzn. nadchodzi come back takich samolotów. Z dużym rozbawieniem obserwowałem, jak do roku 1981 wyśmiewana była Pucará, a po roku 1982 świat się zachłystywał jaki to latający ideał do pewnych zadań. I czas takich samolotów ma swój wielki come back. Bo niby kto i co ma zestrzeliwać latające Trabanty w rodzaju Shahedów i pochodnych? Nie da się na całej długości 24. południka co kilka kilometrów poustawiać antydronowych systemów Tarnowa, Hertza i APSu, bo żadnego państwa nie byłoby na to stać. Coś tam się oczywiście poustawia, ale musi też być druga linia obrony przeciwko temu, co przedarło się przez systemy naziemne, dokładnie tak, jak na Ukrainie, że za Trabantami ganiają Jaki-52, Mi-ósemki i Mi-24. No ale na uroczyste tegoroczne 35-lecie baśni ekipy Gotowały o „uzbrojonych Orlikach” może jakiś wojskowy beton ruszy wreszcie głową i dokupi się „gun pods” do tych samolotów i zacznie się szkolić pilotów w zestrzeliwaniu dronów.
  9. Ukraińcy na pewno braliby te samoloty i jeszcze całowali po rękach. Tym bardziej, że właśnie piloci tego general aviation (GA) są idealni do pilotowania wynalazków tego typu. A kraje wielkości Ukrainy czy Polski mają tysiące pilotów GA. Trzeba by ich tylko wylaszować na taki samolot. Samo wylaszowanie w sensie pilotażowym pilotom jakichś Cessn czy Piperów zajęłoby 2-3 dni. Posługiwanie się systemami broni pokładowej myślę, że 2-3 tygodnie. Powiedzmy, że po miesiącu szkolenia średnio rozgarnięty pilot samolotowy GA spokojnie mógłby walczyć z dronami takim Sky Wardenem. Dlatego wciąż powtarzam – piloci GA to jest skarb narodowy w razie „W”. Nawet ci tylko szybowcowi, bo ich też szybko można wyszkolić do latania takim czymś w stylu Sky Wardena czy Draco Wilgi. Po dwóch miesiącach szkolenia byliby gotowi do ganiania za dronami. Tylko oczywiście dane państwo musi im mieć co dać spośród tanich lekkich bojowych samolotów nieodrzutowych. Nie F-35 i nie F-16 będą ganiać za każdym byle dronem typu Shahed rozwijającym prędkość 185 km/h, bo F-35 i F-16 mają co innego do roboty w razie „W”. A jak pokazuje wojna na Ukrainie cały narodowy system opl ruscy dają radę przesaturować, gdy się wyśle 200 dronów. Nie ma cudów, zawsze kilka-kilkanaście przeniknie w głąb atakowanego kraju. A na następnej wojnie dzicz będzie przeciwko komuś wysyłała dziennie nie 200, a 300-400 dronów, jeśli będzie dzikim zależało na jakimś celu. Żyjemy w dziwacznych czasach – lada moment będzie taka sama gigantyczna fascynacja lekkimi bojowymi samolotami nieodrzutowymi, jak w latach 80. i trochę w 90. XX wieku. Wtedy ta fascynacja różnych sił zbrojnych (nawet NATOwskich) była związana z zadaniami typu COIN i helicopter killing. A teraz takie samoloty to nagle ideał do ścigania dronów bojowych z napędem tłokowym lub elektrycznym, czyli dronów wolnych. W czasach, kiedy np. Wielka Brytania dostała bzika na punkcie takich samolotów COIN/helicopter killer to chciano zrobić taki rodzaj samolotu nawet z NDN Firecrackera. Wszystkie T-6, Tucany, PC-7, PC-9, PC-21, Sky Warden „i inne takie” zyskują dziś na wartości, bo to idealne drone killery, o wiele lepsze niż ten ukraiński Jak-52 ze „strzelcem pokładowym”. Draco Wilga „orłem prędkości” nie będzie, ale zawsze będzie szybsza od dronów shahedopodobnych, więc potencjał antydronowy będzie.
  10. Wszystko prawda, tylko w kontekście uzbrojonych Draco Wilg, o jakich pisałem, to są dwie różne ligi. To racja, że drony przewodowe na światłowodzie niby robią furorę, bo są całkowicie odporne na WRE, tyle tylko, że ta „furora” ma swój zasięg. Z tego, co wiadomo to szpule światłowodów do takich dronów mają 10-11 km przewodu. A to nie oznacza maksymalnego zasięgu, bo drony kluczą i tak naprawdę realny zasięg może wynosić 4-7 km od linii frontu. A to z kolei nie jest przestrzeń operacyjna dla uzbrojonych Draco Wilg, bo z miejsca oberwałyby MANPADSem albo czymś innym. Gdy/jeśli powstaną te uzbrojone Draco Wilgi to dla nich robota jest w głębi kraju 150-200 km od linii frontu i wtedy atakowanie wyrobów shahedopodobnych albo dronów rozpoznawczych, które wcześniej przepuścił cały system opl, F-16 i ewentualnie latający cud techniki z Korei, jeśli NIK nie skieruje tego do prokuratury, bo sprawa jest w toku. Wiadomo, że najlepsze do takiej roboty byłyby uzbrojone Orliki, bo mają skrzydła przygotowane pod pylony i jakieś lekkie uzbrojenie, ale jak słyszę hasło „uzbrojone Orliki” to mi się niedobrze robi. Już od roku 1990 „uzbrojone Orliki” miały być remedium na wszystko niczym ta maszyna, co krawaty wiąże i usuwa niepożądaną ciążę. W myśl baśni ekipy Gotowały czego to nie miały robić „uzbrojone Orliki”? Na ścianie wschodniej miały wspierać Policję i Straż Graniczną; miały ganiać i zestrzeliwać białoruską, ruską i ukraińską kontrabandę przerzucaną do Polski samolotami i śmigłowcami. Miały patrolować wschodnią granicę i choćby tylko samą swoją obecnością odstraszać powietrznych intruzów. Właśnie obchodzimy 35-lecie tych baśni. A teraz w razie „W” faktycznie bardzo przydałyby się te „uzbrojone Orliki”, żeby nie robić sobie takich jaj, jak ten ukraiński Jak-52 ze „strzelcem pokładowym” z kałachem. Zobaczymy, co wyjdzie z marketingowej baśni o „uzbrojonych Draco Wilgach”. Jako niegdyś związany z Pratt & Whitney Canada i z silnikami rodziny PT6 mogę powiedzieć, że te Draco Wilgi będą miały świetne silniki PT6A-135A, więc ewentualnie z takim napędem da się ganiać za tymi dronami, które są powolne.
  11. Właśnie tak to wygląda. Dlatego polskie MON powinno mieć zarejestrowanych wszystkich pilotów GA; absolutnie wszystkich (z wyjątkiem szmatolotów) – szybowcowych, wiatrakowcowych, samolotowych i śmigłowcowych oraz takich (bo są tacy), którzy mają papiery i na stałopłaty i na wiropłaty. I ci ludzie powinni mieć status paramilitarny, dokładnie tak jak w Belgii mają pewne środowiska społeczno-zawodowe o konkretnej wiedzy i zdolnościach przydatnych w razie wojny. Bo gdyby było „W” to po co na wariata rekwirować np. Jackowi Maince jego T-6 i wstawiać mu kaem do tylnej kabiny (bo T-6 jest do tego przystosowany), żeby ganiał drony jak ten słynny ukraiński Jak-52? Po co? To wszystko powinno już teraz być przygotowane zawczasu przynajmniej w sensie rejestracyjnym i organizacyjnym. Sto procent pilotów GA ma podlegać MON w razie „W” i to natychmiast, a nie w ramach łapanki, gdy już ruskie drony tu będą latały. Gdyby było „W” to Dęblin na dzień dobry będzie skasowany cruise'ami tak jak charkowska akademia ukraińskich sił powietrznych. Polski system kształcenia i szkolenia pilotów wojskowych wywędruje tak, jak ukraiński, czyli do któregoś z państw zachodnich. I wtedy powinno się sięgnąć po zarejestrowanych w MON w czasie „P” wszystkich pilotów GA i powinno się ich poselekcjonować na takich, którzy wstępnie nadają się do dalszego kształcenia i szkolenia co najmniej na F-16 i na takich (starszych wiekowo, mniej latających, mniej doświadczonych), którzy spokojnie mogą robić działania antydronowe samolotami GA, jak ten ukraiński Jak-52. Bo wszystkich shahedopodobnych dronów siły powietrzne i opl nie zestrzelą, nie ma takich cudów, tym bardziej, że jest tak, jak napisałeś – dzicz szykuje miliony dronów i całe pułki dronowe. Już teraz liczba shahedopodobnych dronów wystrzeliwanych przeciwko Ukrainie dziennie podchodzi pod 200 sztuk, więc nie ma takiej siły, aby wojsko dało radę całe to shit zestrzeliwać. I dlatego też firma Draco Aircraft, czy się to komuś podoba, czy nie, powinna być wpisana na listę firm o strategicznym znaczeniu, skoro uzbrojone Draco Wilgi mają być produkowane w Warszawie.. Nowa Draco Wilga będzie miała prędkość maksymalną ok. 243 km/h. Shahedopodobne drony nie przekraczają prędkości 190 km/h. Wniosek nasuwa się sam – przymusowy i finansowany przez państwo type rating pilotów GA na uzbrojone Draco Wilgi, żeby był lekko zamrożony potencjał w razie „W”. A założę się, że wielu pilotów GA nie trzeba będzie zmuszać do czegoś takiego, tylko będą mieli z tego satysfakcję. Sam bym się zgłosił na ochotnika :-)
  12. Po tym, co pomarańczowy i jego troglodyci dla niepoznaki ubrani w garniaki nawywijali przedwczoraj to odpowiedź nadejdzie, mam nadzieję, na dniach lub tygodniach. Któraś z pracowni badania opinii publicznej powinna zadać Polakom dwa proste pytania: 1. Czy wierzysz, że Stany Zjednoczone przyjdą z pomocą Polsce w sytuacji, gdy będzie zaatakowana przez Rosję? 2. Podaj – w skali od 0 do 10 – jak oceniasz wiarygodność Stanów Zjednoczonych jako partnera współodpowiedzialnego za zbiorowe bezpieczeństwo ich sojuszników w jakimś pakcie wojskowym o charakterze obronnym. Na miejscu tych trzech US chamideł (trump, vance, hegseth) nie byłbym zainteresowany czytaniem wyników ankiety. A co do Polski i broni… Odcinać pępowinę od USA. Hołubić i dopieszczać twórców Borsuka i wieży ZSSW-30; hołubić i dopieszczać PGZ i WZL 1 jako twórców polskiej rakiety balistycznej; hołubić i dopieszczać Grupę WB zdolną do zaprojektowania i produkcji polskich cruise'ów; hołubić i dopieszczać polsko-brytyjski zespół APS SA i MSI Defence Systems za ich systemy antydronowe. Powiem więcej – hołubić i dopieszczać twórców uzbrojonej Draco Wilgi, bo w razie „W” prędzej ona będzie zdolna do ganiania za ruskimi Shahedami, niż to koreańskie guano z Janowa, do którego to guana nie da się zdobyć ani jednej sztuki 20-milimetrowej amunicji kolekcjonerskiej. I tym samym hołubić polskich pilotów GA, bo to oni w razie „W” mogliby w Draco Wilgach ganiać za dużymi ruskimi dronami uderzeniowymi.
  13. Nie ma tutaj dobrej odpowiedzi, ponieważ zależy, jak na to patrzeć. Oczywiście, że taką ilością F-16, jak obecnie, czyli prawdopodobnie kilkunastoma sztukami i tyluż pilotami wojny się ani nie wygra, ani nawet nie wniosą te samoloty bardzo znaczącej poprawy stanu rzeczy na froncie. Tylko że znane już zdjęcia ukraińskich F-16 pokazują, że są one dobrze, albo wręcz bardzo dobrze przygotowane do walki z dzikimi. I na tym polega dramat, bo duża liczba tak świetnie jak teraz wyposażonych ukraińskich F-16 mogłaby już sporo zmienić na froncie pod warunkiem stałego dopływu całej broni i serwisu do nich. Więc gdyby Ukraina faktycznie miała dostać wszystkie 79 obiecanych pełnosprawnych F-16 od czterech państw (i 10 nielotów F-16 na części od Norwegii, jak było obiecywane) i te samoloty byłyby tak uzbrojone i wyposażone, jak już widać, to sytuacja byłaby wtedy zupełnie inna. 79 solidnie podrasowanych F-16 (a takie one są) to jest bardzo duża siła, a zauważmy, że już obecnie samoloty dzikich nie przekraczają linii frontu i to od bardzo dawna, wręcz od prawie dwóch lat. Ale po białodomowym performansie trzech chamów dla niepoznaki ubranych w garnitury cały projekt przekazania Ukrainie 79 F-16 prawdopodobnie legł w gruzach. Jeśli pomarańczowy prymityw zakręci Ukrainie kurek z dostawami broni do F-16 oraz z całym serwisem to europejscy użytkownicy F-16 żeby pękli to nie dadzą rady utrzymać tych samolotów. Ukraina prędzej czy później (raczej prędzej) wystrzela się z całej broni do F-16 i co wtedy? Nawet gdyby zrobić europejską zrzutkę kpr do F-16 dla Ukrainy i zrzutkę broni pow-ziemia to ile można robić takie zrzutki…? I serwis. Te ukraińskie F-16 będą błyskawicznie zajeżdżone na śmierć bez olbrzymich zapasów części. A skąd je brać po odcięciu amerykańskiej pomocy? Owszem, może trochę podzielą się europejscy użytkownicy F-16, ale ile tak można działać? To też ma ograniczone działanie, bo nikt dla Ukrainy nie rozbroi swoich F-16 i nie wyczyści magazynów z części zamiennych. Poza tym część serwisu i tak musi się odbywać w USA. A skala wojny w powietrzu nad Ukrainą jest niespotykana w historii. Przy tej skali wojny pilot wykonuje 4-6 lotów bojowych dziennie, a przykłady tego są. Przy takiej skali walk resursy wszystkiego wypalają się w postępie geometrycznym. Dlatego absolutnie nie należy lekceważyć tych bardzo dobrze przygotowanych do walki ukraińskich F-16. Problem jedynie w tym, że ta amerykańska proruska troglodyterka w garniakach najprawdopodobniej uśmierci projekt 79 F-16 dla Ukrainy. Temu państwu prawdopodobnie zostanie tych kilka-kilkanaście F-16 na pamiątkę, w sam raz dla muzeów. Dlatego tak gorzko wspomniałem o krakowskim MLP, bo w każdym ukraińskim F-16 jest także część polskiego zaangażowania w te samoloty choćby tylko w postaci kształcenia i szkolenia pilotów ukraińskich.
  14. Hello Bjar, Cronos, Cypis i Karpik Tak, czy inaczej, po wczorajszej awanturze w Białym Domu krakowskie MLP może już szykować miejsce na ukraińskiego F-16. Są już doniesienia, że pomarańczowy schizofrenik odcina całą pomoc dla Ukrainy, w tym wojskową. Więc te samoloty za długo nie polatają, nawet gdyby Europejczycy oddawali im swoje bomby i kpr i nawet gdyby to się odbywało tak, jak Polska finansuje ukraińskie Starlinki. To już nie o to chodzi. Uzbrojenie to nie wszystko. Liczy się serwis. Cały dwuprzepływowy silnik turboodrzutowy, jak w F-16, jest obłożony agregatami, bo to on je napędza (elektrykę, hydraulikę, pneumatykę). A one szybko się zużywają i muszą albo być wymieniane, albo co najmniej regenerowane, tylko że to regenerowanie też nie trwa w nieskończoność, bo np. lotnicze pompy zębatkowe są, owszem, fajne i dobre, ale wieczne nie są. Centra serwisowe F-16 takie jak w Belgii lub w Polsce nie dadzą rady, żeby serwisować wszystko, tym bardziej, że Belgia już dawno umyła od tego ręce, bo u nich F-16 to model schodzący. Awionika (baaardzo droga, droższa niż wszystko inne) też nie rośnie na drzewach i wymaga serwisowania, albo wymiany różnych modułów. A od wczoraj jest ponoć szlaban na to wszystko. Więc na miejscu krakowskiego MLP już robiłbym miejsce na ukraińskiego F-16, a z attaché wojskowym Ambasady Ukrainy w Polsce już bym załatwiał przekazanie takiego samolotu do muzeum.
  15. W 2017 roku „Washington Post“ opublikował wyliczenie, z którego wynikało, iż w ciągu pierwszych (prawie) 300 dni swojej pierwszej kadencji Donald Trump wypowiedział „1628 fałszywych lub zwodniczych stwierdzeń“ – średnio było to prawie pięć i pół kłamstwa dziennie – licząc tylko te wypowiedziane publicznie i zarejestrowane dla potomności. https://oko.press/donald-trump-klamca-czy-klamanie-boli
  16. Nie żebym trzymał z pomarańczowym troglodytą, albo z tym drugim bydlęciem didżejem Vancem, które to bydlę przyjechało do europejskiego salonu, już od drzwi puściło głośnego bąka, potem podczas wystąpienia zdefekowało się na środku salonu, a wychodząc splunęło Europejczykom w twarze, ale chwila moment – kto tu kogo tak naprawdę zdradził w tym całym obecnym lamencie, jak to rzekomo Stany Zjednoczone zdradziły Europę. Naprawdę? Czy to jest wina psychopaty Trumpa, że NATO już de facto nie istnieje. A gdzie się podział Artykuł 3 Traktatu Północnoatlantyckiego? Kto – na miejscu USA – nie wkurzyłby się, że jest wrabiany w bycie darmową polisą ubezpieczeniową? Pomarańczowy neandertalczyk jaki jest, wiadomo, ale czy nie ma odrobiny racji? Wielka Brytania ma więcej admirałów niż okrętów; ma jedną dywizję wojsk lądowych służby czynnej, a cała armia liczy 73 tys. żołnierzy. Czy to nie kabaret? To ma być Artykuł 3? Luftwaffe to fikcja. W prasie fachowej czytam od roku 1998 w zasadzie do dziś, że samoloty Luftwaffe są regularnie uziemiane z powodu braku pieniędzy na serwis i części. To ma być wypełnianie Artykułu 3? Po 1989 roku Europa robiła sobie i robi nadal kompletne jaja z Artykułu 3, który nakłada konkretne obowiązki na członków NATO. Po wczorajszej drace w Białym Domu z olbrzymim zainteresowaniem obserwuję ten istny zalew komentarzy Portugalii, czyli członka NATO, na temat tego, co się wczoraj stało w Białym Domu i w ogóle co się stało z NATO. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, ile Portugalia ma do powiedzenia i jak bardzo martwi się o Ukrainę i jedność NATO. Normalnie aż się ulewa od komentarzy najwyższych portugalskich władz, parlamentarzystów, wojskowych i dziennikarzy. Oczywiście żartuję. Członek NATO zwany Portugalią ma w pompie NATO, jakąś abstrakcyjną ścianę wschodnią NATO, Artykuł 5 i wydawanie odrobinę większych pieniędzy na armię. To ma być NATO i Artykuł 3? Czy pomarańczowy troglodyta nie ma trochę racji? A drugi pomarańczowy (do szamana QAnon chodzą na jedne kwarcówki) Kellogg też nie ma racji, gdy mówi, że nie będzie parasola ochronnego USA dla tych, którzy na to nie zasługują, bo mają gdzieś swoje własne niedoinwestowane siły zbrojne? I tak jest ze wszystkim w tym tak zwanym NATO, fikcyjnym już.
  17. Lot, w którym doszło do tego incydentu był właśnie lotem szkolnym.
  18. „Loty szkolne z prędkościami naddźwiękowymi zezwala się wykonywać na wysokościach nie mniejszych niż 1100 m. W celu zapoznania personelu latającego z zachowaniem samolotu przy prędkości naddźwiękowej na małych wysokościach wydziela się specjalne odcinki przestrzeni powietrznej nad teren poligonów i ustala kolejność wykonywania lotów, które określa się specjalnymi instrukcjami”. Dokument dla pilotów MiG-a-29 obowiązujący tak we WLiOP, jak i SP do dziś.
  19. Mateusz Lachowski: „To jest masakra. Chore po prostu”. ___________________ Nie, Panie Mateuszu Lachowski. To nie jest ani „masakra”, ani „chore po prostu”. Jako dziennikarz, publicysta, reporter, korespondent wojenny i youtuber oraz student tego, co Pan kończy studiować trzeba być precyzyjnym w swoich wypowiedziach. To się - Panie Mateuszu Lachowski - nazywa PiS. Zatem proszę nie obrażać Polski i Polaków. Bo to nie jest ani żadna „masakra”, ani żadne „chore po prostu”. Nazwa tego jest bardzo precyzyjna i „to” nazywa się PiS. Korespondent wojenny musi takie rzeczy wiedzieć. Mam tylko nadzieję, że Exen dostanie kiedyś od prezydenta Ukrainy takie samo - jedno z najwyższych - odznaczenie, jakie dostała nasza duma i chwała, czyli por. rez. Damian Duda.
  20. Coś jest na rzeczy, bo mam za sobą prawdopodobnie identyczny numer. Wspominałem to zresztą w tym wątku parę dni temu. Coś odrzutowego średniej wielkości lata bardzo nisko nad Polską i z wyłączonym transponderem, bo to coś nie istnieje w cywilnym monitoringu on-line ruchu lotniczego (sprawdzałem). Mam wprawdzie naszykowane na parapecie dwie duże lornety ale nie zdążyłem do nich doskoczyć, gdy to leciało. Owoż nad moją chałupą przy Puszczy Kampinoskiej gwizdnęło coś z napędem odrzutowym, ale nie leciało na wschód, tylko być może wracało ze wschodu, bo leciało kursem mniej więcej WNW. Ponieważ z pewnych przyczyn jestem przyzwyczajony do oceny pracy silników lotniczych i na jakich wysokościach jaki one mają dźwięk to mogę powiedzieć, że nie był to żaden Su ani MiG ani F-16. I leciało toto na wysokości ok. 800 m. Dźwięk był jak bizjeta, ale to nie był bizjet, ponieważ byłby na Flightradarze. Ja tu mam w pobliżu lotnisko EPBC, ale tam bizjety (ani w ogóle nic odrzutowego) nie latają odkąd pas startowy dekady temu przecięła ulica Powstańców Śląskich. Sądząc po dźwięku silników pasowałoby to właśnie między innymi do Bombardiera BD-700.
  21. Gen. Leon Komornicki to kompletnie nie moja polityczna i ogólnie estetyczna bajka, ale całkowicie się z nim zgadzam, że politykom odbiło i chlapią językami różne rzeczy, których mówić nie wolno przy okazji wojny na Ukrainie. Czy gdyby w roku 1944 istniał internet to jakiś członek brytyjskiego rządu wszedłby na „X” i zaczął pisać tweety w rodzaju – „Przed inwazją na Francję robimy Niemców w konia złudzeniami optycznymi, ponieważ dla naszego wywiadu pracuje Jasper Maskelyne”? Albo czy gdyby w roku 1982 istniał internet to jakiś idiota z izraelskiego rządu też wszedłby na „X” i zaczął pisać tweety w rodzaju – „Mamy wspaniałych inżynierów. Właśnie zintegrowaliśmy Argentyńczykom Exocety z ich Super Etendardami, bo Francuzi tego odmówili na prośbę Brytyjczyków”? Niewyobrażalne. A teraz przy okazji wojny na Ukrainie wszystko jest wyobrażalne. Szkodliwe dla natowskiej i ukraińskiej sprawy głupoty wygaduje Josep Borrell, Emmanuel Macron, Radosław Sikorski i inni im podobni.
  22. Europa dalej finansuje Rosję. Wzrost o 920 procent
  23. Wymyślili tę bzdurę oczywiście głupi i odrealnieni politycy, bo na pewno nie ludzie nauki i techniki lotniczo-wojskowej. Jak mianowicie rząd Belgii wyobraża sobie całą telemetrię i monitoring tego, czy eks-belgijskie F-16 w barwach Ukrainy nie przekroczą granicy rosyjskiej? Co, będą za sobą ciągnąć – jak samoloty na pokazach – flagi belgijskie, żeby było wiadomo, że to właśnie eks-belgijski np. goni ruskiego Su-25 i zapędził się za nim do Rosji? Albo co, eks-belgijskie F-16 w rękach Ukraińców pozostaną z namalowanymi belgijskimi znakami przynależności państwowej? Albo co, eks-belgijskie F-16 w służbie ukraińskiej nie będą miały w transponderach usuniętych znaczników belgijskiej przynależności państwowej, a sprawdzać położenie tych transponderów będą dwa AWACSy E-3? Dwa (za gigantyczne pieniądze, nie wiadomo czyje i w imię czego?), bo jeden by nie wystarczył, ponieważ jest za cienki. Żeby skontrolować Ukraińców, czy w eks-belgijskich F-szesnastkach nie przekraczają granicy FR to jeden E-3 musiałby latać wokół Białej Podlaskiej (jak na poniższej mapie), a drugi wokół Suliny w Rumunii. Jeden E-3 latający po granicy polsko-ukraińskiej nie łapie już obwodów charkowskiego, kawałka, ługańskiego, dniepropietrowskiego, zaporoskiego, donieckiego, chersońskiego i kawałka połtawskiego, kawałka sumskiego oraz kawałka mikołajowskiego. Nie łapie też całego Krymu. A może na ukraińskich DOLach, gdzie będą stacjonowały te eks-belgijskie F-16 będą jacyś belgijscy nadzorcy po każdym locie bojowym sprawdzający pilotom komputery misji, czy aby nie przekroczyli granicy rosyjskiej? A jeśli przekroczyli to co… sankcje? A może komputery misji tych eks-belgijskich F-16 będą miały wmontowane dyskryminatory sprzężone z GPS, że jak pacjent przekroczy granicę FR to dyskryminator wyłączy mu radar i komputer misji? Takie są idiotyzmy wymyślane przez belgijskich polityków, bo nie przez ludzi lotnictwa.
  24. Płk wywiadu Piotr Wroński + mjr pil. Arkadiusz Szczęsny.
  25. Nocny atak rakietowy na Krymie. Wstrzymano ruch na moście Krymskim
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie