Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    11 802
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. To jest to, o czym piszemy. Nasz dziennikarz też nie wytrzymał... https://tvn24.pl/plus/programy/rozmowy-na-szczycie/lekcewazace-slowa-donalda-trumpa-o-pomocy-nato-w-afganistanie-marcin-wrona-i-jacek-stawiski-komentuja-vc8864998
  2. Stopień degradacji tego przedmiotu jest nietypowy jak na tak krótki pobyt w ziemi. Różne wraki amerykańskich przedmiotów z zakresu falerystyki widziałem, ale tak przeżartych brzegów, jak w tym przypadku to sobie nie przypominam. Musiałby to być syn I sekretarza KC PZPR, albo kogoś o oczko niżej, żeby w PRL dostać paszport do USA, pojechać tam, a potem mieć czas i sposobność, aby w czasach bez internetu znajdować antykwariaty z militariami i jak raz trafić na taki, gdzie byłoby godło na czapkę garnizonową korpusu Enlisted Men. W czasach bez internetu nawet ludzie z ambasady PRL w Waszyngtonie mieliby olbrzymi problem, żeby znaleźć w USA taki antykwariat. Tłumaczę dlaczego. 1. Obrót na rynku komercyjnym przedmiotami z zakresu falerystyki amerykańskich sił zbrojnych zawsze (jak w każdym kraju) jest zakazany, a co najmniej czasowo. Amerykańskie media zawsze o tym ostrzegały. Mam nawet taki ostrzegawczy artykuł z prasy lotniczej z 1943 roku, że nie wolno cywilom stroić się w wojskowe odznaki, czyli gdzieś jakoś ich nabywać. Taki zakaz zawsze żyje po każdej wojnie ileś tam lat, ale nie wiem, kiedy US władze zwolniły to embargo wobec cywilów po I i II wojnie. W każdym razie bardzo mocno wątpię, aby homo peerelus miał szansę zdobyć takie czapkowe godło, jakie tu omawiamy, na naszym kontynencie - patrz punkt 2. 2. Jest taki guru od amerykańskich militariów Brytyjczyk Kenneth Lewis - autor kultowej księgi „Doughboy to GI”. Mam za sobą lata kontaktów z nim plus sporo cennych militariów, które zebrał do tej księgi, a która w tym zakresie tematycznym była pionierska i dziś jest ikoniczna mimo kilku późniejszych naśladowców. Lewis większość rzeczy do ilustrowania tej książki zebrał w u siebie, w UK, ponieważ po II wojnie Amerykanie nie wszystko zabrali do USA. Zostało sporo rzeczy z zakresu ubioru i wyposażenia żołnierskiego, ale nic z zakresu falerystyki, bo to jak raz Amerykanie wszystko zabrali do USA. To dopiero „dziś” - w sensie ostatnie 20-30 lat - te wszystkie odznaki rozpełzły się po amerykańskich i europejskich antykwariatach z militariami. Nadal na sto procent nie wiemy, gdzie to godło czapkowe zostało wykopane, bo dziadek66 nie jest pewien i pisze „prawdopodobnie”. Jeśli we Francji, Beneluksie lub RFN to wszystko zrozumiałe i różne wersje wydarzeń z tym przedmiotem są możliwe. Ale jeśli to wykopek z Polski to na 99,99 proc. jest to ozdoba siodła M1904, jak pokazałem to na tutejszym podforum amerykańskich militariów Wojska Polskiego.
  3. Na stopro całe WP czuje od tegorocznego Davos, że napluto mu w twarz przez te dwa US śmiecie - trumpa i hegsetha - no ale niestety z przyczyn politycznych nikt tego nie powie.
  4. Tak było Tomaszu, jak piszesz. Byłem zrozpaczony, gdy zmarł ppłk Hamilton - weteran D-Day i całego ETO. Przekazał mi takie informacje, do jakich historycy nie chcą się dotykać. I mówił mi dokładnie to, co piszesz. Szlag wszystkich trafiał w 90. DP na tych sierżantów marines, bo oćwiczyli piechociarzy lądowych potwornie. Ale potem w czasie inwazji i na całym ETO to procentowało. A 90. DP stała się najbardziej rogatą dywizją wobec wszystkich, także dowództwa 12. Grupy Armii. Na przykład w Czechosłowacji, po wojnie, odmówiła oddania przed skopiowaniem sobie kwitów medycznych i na temat strat osobowych, bo była przekonana (i słusznie), że natychmiast po wojnie rozpocznie się - ze strachu przed opinią publiczną i wymiarem sprawiedliwości - manipulowanie takimi danymi i że będzie z tego odmiana „kreatywnej księgowości”. I cała kopia tej dokumentacji została w prywatnych rękach oficerów i jest dziś znana w wersji prawdziwej, nie zmanipulowanej. To tak tylko na marginesie.
  5. Tak jest. W Davos Carney i Macron pozamiatali tego pomarańczowego śmiecia, który obraża wszystko (na czele z ludzką inteligencją), wszystkie państwa z ich siłami zbrojnymi i wszystkich ludzi.
  6. 1. Rozmawiamy wyłącznie o tym jednym godle na czapkę garnizonową amerykańskiego korpusu Enlisted Men. Każdy USAAFowski EM, który wykonał ratowniczy skok spadochronowy miał na sobie komplet odznak, oznak stopnia i naszywek związku taktycznego. Niczego z tych rzeczy w niewoli nie potrzebował. 2. EM nie skakali ze spadochronem razem ze swoimi czapkami garnizonowymi, bo ich a) nie mieli; b) nie zabierali ich na lot bojowy nawet jeśli je jakimś cudem mieli. W związku z tym w niewoli nie potrzebowali godła z czapki garnizonowej. 3. Paczki ICRC nie mogły zawierać godeł US Army/USAAF EM, skoro nawet Amerykanom dramatycznie ich brakowało w latach wojny. Tym bardziej więc ICRC znikąd by tych godeł nie skombinował. Masowa produkcja tych godeł ruszyła wtedy, gdy nikt ich już nie potrzebował (po zniesieniu reglamentacji w USA metali kolorowych), a dotarły do Europy wtedy, gdy tym bardziej nikt ich nie potrzebował, bo po wojnie. Stąd tyle tych rzeczy jest dziś luzem (bez czapek) na aukcjach. 4. Z przedmiotami z zakresu falerystyki wojskowej dla jeńców nie było tak słodko w tych paczkach ICRC. Gdyby było, to w obozach jenieckich nie produkowano by brzydkich, koślawych, nieforemnych, niedorobionych odznak specjalności wojskowej lub innych. 5. W podsumowaniu - to nie USAAFmeni potrzebowali w obozach jenieckich odznak i oznak stopni, bo z tym wszystkim wyskakiwali na spadochronach i to bardzo często mieli na sobie podwójnie - na koszuli i na kurtce mundurowej. Jedyni alianci, jacy potrzebowali odznak i oznak stopni do życia obozowego to żołnierze z kampanii afrykańskiej i włoskiej, którzy walczyli w szortach i w innych letnich sortach mundurowych, a jak wylądowali w obozach jenieckich w III Rzeszy i przyszły chłody to trzeba ich było ubrać jak na europejską jesień i zimę, Ci faktycznie dostawali gołe sorty zimowe bez żadnej symboliki wojskowej. Ale to nie jest ten case, jaki dotyczyłby przedmiotu, o który pyta dziadek66.
  7. Ale były w realu takie karabiny, czy rekonstruktor coś przekombinował?
  8. Tak, jak napisałeś. Najpełniejszej odpowiedzi udziela Jonathan Gawne i jego kultowe, ikoniczne dzieło „Spearheading D-Day. American Special Units of the Normandy Invasion”, ISBN 2 908 182 793, strony 219-221. Ogólnie rzecz biorąc - odwieczna patologiczna nienawiść i rywalizacja między US Army a USMC. A już amerykańskie medialne zachwyty nad USMC z I wojny światowej, a pozostawienie pierwszowojennej US Army w tle to było już za wiele. US Army miała wtedy we Francji ponad 2 mln ludzi, a USMC 30 tysięcy, ale pi-arowsko US Army poległa w mediach. Inwazję na Francję przyznano - niejako wbrew regułom - US Army (nigdy nie przewidywanej i nie szkolonej do desantów z morza), a nie USMC szkolonemu do takich zadań i z definicji do nich przeznaczonych. I podczas II wojny US Army powiedziała - „USMC won od normandzkiego D-Day. Mają się do niczego nie dotykać, nie wtrącać i trzymać z dala”. I tak było. Zdecydowała walka ma mechanizmy public relations. Tego Gawne nie napisał w tej jego ww. wielkiej i wspaniałej księdze (bo nie wiedział), ale gdy korespondowałem z ppłk. Edwardem S. Hamiltonem z 90. DP to mi powiedział, że 90. DP (też dywizja szturmowa pierwszego rzutu inwazji, o czym się zapomina) wcześniej wynajęła sobie emerytowanych sierżantów marines i ci dawali wycisk piechociarzom dywizji, żeby lepiej ich przygotować do desantu z morza. Czyli duch marines wokół Normandii krążył, ale but USMC na normandzkiej ziemi nie stanął.
  9. Ale żeby nie było... Wyjątki od reguły oczywiście się zdarzały i jeśli w pobliżu bazy USAAF był duży wojskowy sklep PX to paru szczęściarzy zawsze mogło wyhaczyć czapkę garnizonową EM (bez otoku), albo jeśli dowódca o niewiele rzeczy się czepiał to kupowali czapki oficerskie (z otokiem) i do nich mocowali godła EM, jeśli one też były dostępne, bo ich też brakowało, tak jak orłów na czapki oficerskie. Poniżej (pierwsi na dole od lewej) dwóch załogantów-szczęściarzy USAAF, którzy będąc EM mają porządne czapki, a nie furażerki. Tylko po zestrzeleniu tych ludzi szkop nie miałby żadnych szans na ściągnięcie sobie takiego godła EM z czapki garnizonowej sierżanta, ponieważ ich stanowiska pracy w bombowcach były małe i bardzo ciasne, nie takie jak pilotów oficerów i chorążych. Sierżanci nie mieli tyle swobody (już nie mówiąc o temperaturze minus kilkadziesiąt stopni), żeby latać w czapkach garnizonowych, bo byli przede wszystkim strzelcami w ciasnych wieżyczkach, albo w bocznych stanowiskach, gdzie pęd powietrza zdmuchnąłby by im te czapki garnizonowe. Latali w ocieplanych czapkach B-6 do lotów wysokościowych, jak poniższa.
  10. A potem walizka baksów Millera, tzn. tfu... Czarzastego. ;-)
  11. Teoretycznie tak, praktycznie nie, chyba że szkop miałby wyjątkowego farta, jak wygranie w jakieś Nazi-Lotto. Poniżej poglądowe zdjęcie USAAFmenów, jaki był odsetek właścicieli czapek garnizonowych wśród EM - w tym tłumie dwóch ma taką czapkę. Poniżej też klasyka „bogactwa” US Army/USAAF. Ceremonia dekoracji USAAFmenów medalami, bo przyjechał generał i trzeba się ubrać w najlepsze, co się miało. Nawet nie wszyscy oficerowie mają czapki garnizonowe, tylko furażerki. 100 procent Enlistedów w furażerkach, a na nich nie nosiło się tego godła, o jakim tu mówimy. Poniżej Inne miejsce, inna ceremonia i to samo - wszyscy EM w furażerkach, bo czapek brakowało, mimo że na wariata produkowały je nawet jakieś małe firemki garażowe już poza oficjalnymi kontraktami rządowymi. I takich zdjęć są tysiące.
  12. Niemożliwe. Stopa USMC nie stanęła w Normandii. Przed D-Day USMC szkoliło tylko 90. DP w Wielkiej Brytanii, a podczas samej inwazji 84-osobowe „Marine Detachments” były wyłącznie na okrętach US Navy. Jedyny Marine Detachment, jaki ruszył tyłek z okrętu to ten, który podpłynął pod Pointe du Hoc, żeby odebrać szkopskich jeńców. Nic więcej. Żaden marine nie stracił nieśmiertelnika, który zawędrowałby do Polski. Wiem, informował mnie o tym też @bjar_1, ale nie mogły to być takie insygnia, jak omawiane, tylko inne. Korpus USAAFowców EM nigdy nie latał w czapkach garnizonowych, bo ich po prostu prawie nie miał, a jak mieli pojedynczy EM to unikatowa sytuacja (odrobina takich zdjęć jest). Znam tysiące zdjęć USAAFmenów z II wojny, kolejne tysiące stale poznaję i badam i nigdy czegoś takiego nie widziałem, żeby EM latali w czapkach. W ogóle latanie w czapkach garnizonowych przez USAAFowców było bardzo rzadkie - to jest fajne tylko dla filmowców i maniakalnie przez nich ukazywane. Jaki jest gradient temperatury w troposferze to nieraz pisałem na forum, choćby tu. Kowboje latali w temperaturach rzędu -15 do -45° C i mieli do tego specjalne czapki, a nie eleganckie czapki garnizonowe. Jedynie bardzo rzadko zdarzają się zdjęcia pilotów P-38 w czapkach oficerskich (ale to z orłem oficerskim, nie takim, jak tu omawiamy), którzy albo pozowali w nich, albo latali na zadania na bardzo małych pułapach.
  13. Najpoważniejsza w tej sprawie jest tajność wizyty. Ta tajność, o której informują media.
  14. Mają kwit z pozwoleniem.
  15. Jeśli u nas to gigantyczna ciekawostka. Jakiś strzał typu 1 na miliard albo lepiej. Ponieważ: 1. Wygląda toto na godło z czapki garnizonowej EM drugowojennej US Army. 2. Tych godeł dla EM dramatycznie brakowało podczas II wojny. 95-98 proc. EM chodziło w furażerkach, bo brakowało i czapek garnizonowych i godeł państwowych na te czapki, tak samo zresztą, jak dla oficerów. Nawet na uroczystych apelach lub dekoracjach medalami - gdy trzeba się było odstawić w najlepsze ciuchy - EM zawsze byli w furażerkach, bo nic innego nie było. 3. Żadni EM US Army nie pałętali się po Polsce po II wojnie światowej. A już na pewno nie odkręcali sobie z czapek godeł, nie zakręcali ich nakrętką blokującą i nie rozdawali. 4. Żeby to było z UNRRA to musiałoby się komuś na Zachodzie zapodziać przy pakowaniu towaru i wpaść do niego, ale jakim cudem, jeśli to był przedmiot unikatowy, jak wspomniałem w punkcie 2? Ewentualnie... 5. To konina z siodła McClellana M1904, jak opisano w tym poście, które to siodła WP pozyskało w międzywojniu. Tylko jakim cudem z prawidłową nakrętką? Kazano w WP wyrzucać te symbole US Army? Jakiś porządnicki pedant odkręcił to, na powrót dokręcił nakrętkę po zdjęciu talerzyka i dopiero komplet wyrzucił?
  16. „Druga armia świata” ● Нет аналогов в мире ● Made in Хорошо A klątwa Biełgorodu jak trwała od 4 lat, tak konsekwentnie trwa nadal w najlepsze. Dzicz zbombardowała go sobie - jeśli dobrze liczę - piąty raz od początku wojny Rosjanie zrzucili bombę. Ale nie tam, gdzie planowali
  17. Dlatego przerzucę ten wątek do działu „Wojny światowe”, bo to jedna wielka edukacja, co tu było napisane. Wielka szkoda, żeby ten wątek przepadł w dziale „Identyfikacji”, gdzie wątki sypią się jak z karabinu maszynowego, żyją krótko i potem mało kto zwraca na nie uwagę. Nieco skoryguję tylko tytuł wątku.
  18. Tylko że US Army EM w czapkach garnizonowych nie chadzali po Polsce. Dlatego zapytałem, czy to wykopek z terenu Polski, bo na wykopek to wygląda? Jedyni EM, jacy mogli się znaleźć w Polsce to współpracownicy Amerykańskiego Czerwonego Krzyża zaraz po I wojnie. Tylko że nie byli w eleganckich mundurach garnizonowych, a byli do ciężkiej roboty i w furażerkach, na których nie noszono takich godeł z czapek „visor”. Poza tym to może wyglądać albo na czapkowe EM badge drugowojenne (średnica 1½" i podział na dwie części by się zgadzały), albo na wynalazek z siodła, bo tak samo je znakowano, tylko bez czernienia mosiądzu. Wszystko zależy, gdzie to znaleziono i jaki to ma kolor? Poniżej amerykański EM we wschodniej Polsce przy kuchni polowej Amerykańskiego Czerwonego Krzyża. Dla jasności wszystkich: EM = enlisted man / l.mn. enlisted men - amerykańscy żołnierze w rangach od szeregowca do najwyższego stopniem sierżanta. Chorążowie już do tej kategorii się nie zaliczali.
  19. Coś amerykańskiego, ale nie jestem pewien, co to. Średnica wygląda na 1,5 cala, czyli dużo. Największe guziki od płaszcza US Army miały średnicę 1 ⅛ cala. Być może siodło McClellana tu się kłania. W jakim kolorze to jest - bardziej złote czy bardziej czarne? Jak wygląda rewers tego przedmiotu? Czy to jest wykopek z terenu Polski?
  20. To umysłowe zero nigdy w życiu nie widziało takiej tabeli.
  21. My bardzo Pani dziękujemy, że chciała się Pani z nami podzielić rodzinną historią, która jest jednym wielkim dramatem. Jesteśmy tu - na ile to możliwe - od pomagania w takich sprawach i cieszę się, że choć odrobinę naświetliliśmy nieco szerszy kontekst tego, w czym przymusowo musiał tkwić Pani tata. Serdecznie pozdrawiam.
  22. Przez niedopatrzenie zagubił się punkt: Rosyjska delegacja z pierwszej ręki podzieliła się materiałem filmowym z 1987 roku z pobytu Donalda Trumpa w Moskwie i z jego przygód z pracownicami seksualnymi.
  23. Ooooo, jenot wyszedł z jacuzzi? Coś takiego...
  24. @IzabelaS Teraz pytanie , czy wiadomo, jak długo po zrobieniu tego zdjęcia tata jeszcze pracował u bauera? Czyli pytanie kiedy ewentualnie mógł być wcielony do Wehrmachtu? Gdyby to było wiadomo, to spróbowalibyśmy obliczyć, do której ewentualnie jednostki PSZ mógł trafić, a wtedy można by szukać jego losów w IPiMS? Bo jeśli został wcielony po sierpniu/wrześniu 1944 roku to mógł być wzięty do niewoli już raczej tylko przez polską 1. DPanc. A jeśli był wcielony sporo wcześniej to możliwości niestety się poszerzają, bo mógł najpierw trafić gdzieś na front włoski i stać się jeńcem andersowców, nie maczkowców.
  25. Świetnie Ma to ręce i nogi, bo przy racjonalności Niemców można wątpić, żeby robili przepały cennego paliwa i wozili do Zajączkowa jeńców z innego Stalagu. A trafienie tym bardziej sensowne, że w Stalagu XX-B było szerokie spektrum Commonwealthowców - Brytyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy i Kanadyjczycy. Ci ostatni mogli już być z akcji pod Dieppe, więc jeśli omawiane zdjęcie jest z okolic lat 1941-42 to postaci ze zdjęcia mają szansę być z którejś z czterech narodowości mówiących po angielsku w ramach Commonwealthu.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie