Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    11 996
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Wszystkie Reczkałowy, Kożeduby, Gulajewy, Pokryszkiny i inne takie też zawyżały co najmniej x 2, a jeśli nie oni to system propagandy im zawyżał, bo byli potrzebni do prania mózgów ludzi radzieckich. Nie należy mieć złudzeń, że Rosja po tej wojnie otworzy archiwa światowym badaczom do weryfikowania jej strat lotniczych i zwycięstw powietrznych nad Ukraińcami. To się nie wydarzy. Ale jeśli chodzi o Ukrainę to bardzo mi się ona kojarzy z polityką informacyjną argentyńskich sił powietrznych we wczesnej fazie wojny o Falklandy i w fazach późniejszych, co dobrze rokuje dla przyszłych badaczy historii tej wojny na Ukrainie w jej części powietrznej. W Argentynie z czasem doszło do całkowitego otwarcia archiwów wojny powietrznej o Falklandy, a wręcz umożliwiano wywiady z pilotami tam walczącymi. Jak tak sobie patrzę na obecną Ukrainę to silnie kojarzy mi się ona właśnie z Fuerza Aérea Argentina i jej systemem public affairs. Poza tym Ukraina po tej wojnie będzie chciała pokazywać zachodnie standardy zachowań publicznych pod każdym względem, więc w jej przypadku być może będzie można liczyć na otwarcie archiwów obecnej wojny powietrznej.
  2. I jeszcze jedno. Ta wojna wygenerowała całkowicie nowe, kompletnie nieprofesjonalne i niepoważne zjawisko, jakiego nigdy wcześniej nie było w historii wojen powietrznych. Zjawisko brzmi – „Zestrzeliłeś pilocie lub artylerzysto wrogi samolot lub śmigłowiec to udowodnij to materiałem zdjęciowym lub filmowym, bo inaczej jesteś niewiarygodny”. To kompletna dziecinada za to z olbrzymią siłą przebicia. Za opisywanie tej wojny wzięły się dzieci internetu z Oryksa i kilku innych miejsc Youtubowych nie wyłączając paru Polaków zafascynowanych wojną i strzelaniną. Kanapowo-klawiaturowi wojownicy podniecający się tabelkami strat, a niemający żadnych podstaw do budowania takich tabelek, co najwyżej podstawy szczątkowe. W historii wojskowości jedyne wiarygodne zestawienia zestrzeleń powstają na podstawie kwitów i to wiele lat po danej wojnie, a jeszcze pod warunkiem, że walczące strony umówią się na otwarcie archiwów dla badaczy. Dopiero kwity mogą ewentualnie i w niewielkim stopniu być wspierane materiałem fotograficznym. Czy są jakiekolwiek dowody fotograficzne na to, że np. Cyrk Skalskiego zestrzelił to, co zestrzelił? Nie ma ani jednego takiego dowodu, a aparaty fotograficzne wtedy istniały i korespondenci wojenni też. Ktoś się o coś czepia Cyrku Skalskiego, że jest niewiarygodny? Są jakieś „dowody fotograficzne”, że kpt. Joseph C. McConnell to pierwszy as wojny powietrznej nad Koreą? Nie ma. Są jakieś „dowody fotograficzne”, że kpt. Charles B. DeBellevue to pierwszy as wojny powietrznej nad Wietnamem? Nie ma. Są jakieś „dowody fotograficzne”, że podczas wojny o Falklandy kmdr por. Nigel Ward zestrzelił argentyńskiego Herculesa? Nie ma, a jednak go zestrzelił. Są jakieś „dowody fotograficzne”, że podczas wojny z Irakiem ppłk Gary North zestrzelił MiG-a-25? Nie ma, a jednak go zestrzelił. Dzieci internetu zajęły się relacjonowaniem wojny na Ukrainie, a opinia publiczna daje się temu zjawisku zarówno nabierać, jak i terroryzować i przejmuje od takich niedojrzałych osobników manierę podniecania się wiarygodnością bądź brakiem wiarygodności oświadczeń o zestrzeleniach. Na 98 proc. zestrzeleń z wojny o Falklandy nie ma „dowodów fotograficznych”, a jednak te zestrzelenia miały miejsce. Na 99 proc. zestrzeleń z wojny z Irakiem też nie ma „dowodów fotograficznych”, a jednak miały one miejsce. I tak samo będzie z obecną wojną na Ukrainie mimo ogłupiających opinię publiczną dzieci internetu niezdrowo zafascynowanych wojną.
  3. Tak, racja. Tak samo na to chłodno patrzę. Bardzo liczę na książki za dwa, pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat o tej wojnie, które to książki będą jak te o wojnie o Falklandy, Bałkany czy Irak, a informacje tam zawarte będą takie, że - jak w przypadku wspomnianych wojen i książek o nich - żaden resort obrony żadnego państwa nie będzie chciał sądzić się z autorami tych książek.
  4. Bjar, to jest tak, jak już kiedyś pisałem o Oryksie. Cześć i chwała tej inicjatywie, że się na to zdecydowała, ale nie wierzę jej jak psu (za przeproszeniem mojej labradorki). I dowód na moje racje był kilkanaście dni temu, jak wiesz. Część najbardziej cywilizowana, ta wschodnia przemysłowa i naukowo-techniczna Ukrainy jest okupowana od lat przez ruskie bydło i na tej części Ukrainy przepadło 9-10 mln Ukraińców pod ruskim butem. Reszta to są te słynne ukraińskie stepy albo czarnoziemy uprawne zaopatrujące pół globusa w płody rolne. Czy ludzie z tych ziem, powiedzmy że nie naukowych i nie przemysłowych, nie mają nic innego do roboty, jak chodzenie po ich polach i zadowalanie takiej gawiedzi, jak my tu, i fotografowanie dla naszej satysfakcji tego, co spadło na bezkresne czarnoziemy Ukrainy? Pażywiom uwidzim, czy jak kto woli поживём увидим. Skoro już Ukraina puściła farbę, że tak bardzo zaryzykowała (czego zachodni podatnik by sobie nie życzył), że przerzuciła baterię IRIS-T na front, chociaż miała bronić Kijowa, to patrzmy racjonalnie na to, że po coś jednak Ukraińcy ją tam przerzucili. Dowody? Może będą, może nie. Po natowskiej wojnie z Irakiem też dowody napływały latami, a jako kolekcjoner tych dowodów coś o tym wiem. :-)
  5. SBU ujawnia układ. Ukraińska bogaczka płaciła Rosjanom "haracz"
  6. Dramat z tymi zmianami w ukraińskim MON i SBU. Dramat podwójny. Bo ci ludzie w sensie wojskowym i bezpieczniackim naprawdę sprawdzali się, ale jeśli przy tym „brali” to właśnie dramat podwójny.
  7. Tak, Ukraińcy nawet tego nie ukrywają, że te mosty są „przygotowane”. Ale tymczasem idealnie służą obrońcom swojej ziemi, a ruska swołocz nic na to nie może poradzić. Jak by co, to zachodniej produkcji OPL uprzejmie czeka w strefach mostów.
  8. Okay, dzięki za sprostowanie.
  9. Ryzyko się opłaca. Ukraińcy zaryzykowali i przerzucili baterię IRIS-T spod Kijowa (którego miała bronić) na front. Opłaciło się. Był niedawno taki dzień, że spadły trzy ruskie Ka-52 i dwa Su-25. Załatwiła sprawę właśnie ta bateria. Prawdopodobnie jej sukcesy trwają.
  10. Kiedyś w końcu będzie nieszczęście z tej wspólnej, kompletnie niekontrolowanej przestrzeni operacyjnej dla dronów, śmigłowców i samolotów. Był już kiedyś filmik, jak dwa Su-25 wylatują tuż spod drona, teraz znowu to. To wszystko jest wbrew prawu lotniczemu i procedurom bezpieczeństwa lotów, ale czasu pokoju. Mimo wszystko jakaś kontrola nad tym powinna być, ale jej nie ma.
  11. Była taka teoria wśród wojskowych, ale umarła przed końcem pierwszego kwartału tej wojny. Od trzech kwartałów te mosty wykańczają ruskich, więc trochę trudno, żeby ruscy teraz dbali o te mosty w myśl tej teorii.
  12. Dopóki na Dnieprze jest wciąż nigdy nietkniętych 14 dużych, strategicznie ważnych mostów to wszystkie możliwości rozwoju wojny są na stole. Cały świat wojskowości nie może się nadziwić, jakim cudem ruska swołocz nie zniszczyła tych mostów i pozwala ukraińskiej logistyce spokojnie działać i przerzucać wszystko, co potrzebne na wojnę z prawobrzeżnego Dniepru na lewobrzeżny, czyli ten frontowy. Ruscy nie trafili w te mosty ani lotnictwem (dopóki ono jeszcze latało nad Ukrainą), ani czymkolwiek spośród broni z napędem rakietowym. Taka to jest ruska „broń precyzyjna”, że nawet w most nie może trafić, bo to broń o „precyzji” ± 80 m, jak się teraz ocenia, w przeciwieństwie do amerykańskich cruise'ów o celności ± 70 cm (vide: numer odstawiony niegdyś przez US cruise'a w Mina al-Ahmadi). I te mosty pozostaną nietknięte. Od ponad pół roku ruskie lotnictwo nie wlatuje odrobinę głębiej nad Ukrainę, bo szefostwo tego lotnictwa wie, że kto wleci to już nie wróci przy takiej obronie p-plot, jaką ma Ukraina. A dopóki te mosty istnieją i są w pełni funkcjonalne to jest wiele różnych wariantów rozwoju wydarzeń wojennych, dlatego nikt nie ryzykuje jakichś dokładnych przewidywań, jak potoczy się ta wojna. Ruskie lotnictwo już tych mostów nie zniszczy, bo okazję do tego straciło bezpowrotnie 7-8 miesięcy temu, a ruskie cruise'y z ich „precyzją” też w nie nie trafią, chyba że fuksem.
  13. Masz całkowitą rację. Główny pacjent w tym wszystkim to błaszczak. Ten drugi to tylko stand-uper tła.
  14. Ale którego pacjenta Ty masz na myśli? Tak tylko grzecznie pytam, ponieważ w tym, co zamieściłeś, jest dwóch pacjentów. Pozwól, że zajmę się pacjentem błaszczakiem. Spodziewałeś się po tych nędznych pisowskich prymitywach czego mondrzejszego? W stylu Wołoszańskiego: Był rok 2001. Jedburgh Operations był związany z podwarszawską miejscowością przylegającą do miejsca rozgrywania procesu gangstera Mirosława Hermaszewskiego Jr*. Miejsce to jest w lesie - przy tym samym i w tym samym, gdzie obecnie dojechały polskie Patrioty. Na potrzebę sądzenia Hermaszewskiego juniora przerobiono kawałek jednostki wojskowej w tym lesie, porobiono tam w baraku stalowo-szklane klatki dla podsądnych, sąd miał w związku z tym sesje wyjazdowe do tego lasu, a cały las obsadzono tzw. czarnymi z AT, czyli tajnymi-poufnymi. Idę przez ten las z moim labradorem, a on, jak to pies myśliwski, robi odskok w bok, żeby się czymś w chaszczach nacieszyć. Biorę gwizdek myśliwski, gwiżdżę, bo pies wytrenowany, że w sekundę wraca się do nogi na dźwięk gwizdka. Tymczasem na dźwięk mojego gwizdka wyskakuje z chaszczy trzech tajnych-poufnych i z produktami firmy Heckler und Koch, natirliś. I grzecznie, w koncyliacyjnym tonie, pytają - „Co? Czego? Gdzie kurwa! Wypierdalać stąd!”. Teren jest cywilny i należący do zacnej podwarszawskiej gminy Babice Stare. Na to ja równie grzecznie i w równie koncyliacyjnym tonie - „Co za wypierdalać, bo co?” Finał naszej kulturalnej dyskusji nieważny. Ważne jedynie, że żeby sądzić gangstera Hermaszewskiego juniora obsadzono las okalający barak sądzenia typami z MP5 raczej nie w wersji ASG. Tymczasem pacjent błaszczak ogłosił całemu światu, gdzie spoczną polskie Patrioty do obrony Warszawy. Spoczną przy i w tym samym lesie, gdzie był sądzony gangster Hermaszewski junior. Żeby się tego dowiedzieć nie trzeba iść oficjalnym szlakiem (jak ja w 2001 r. z moim labradorem), ani ścieżkami pobocznymi, bo pacjent błaszczak sam to ogłosił. A ponieważ ten las jest miejscem publicznym, to mimo, że jestem teraz daleko stamtąd (ale znam każde źdźbło w tym lesie) wezmę aparat fotograficzny (bo zakazu fotografowania w tym lesie nie ma) i jak znajdę polskie Patrioty to... nie sfotografuję ich, ale zobaczymy, czy wyskoczą z krzaków jacyś zacni, kulturalni ludzie i grzecznie powiedzą, jak ci w 2001 r. - „Co? Czego? Gdzie kurwa! Wypierdalać stąd!”. W wolnej chwili zamelduję forum, co było. * Synusia tatusia-komunisty Mirosława Hermaszewskiego Sr, czyli teścia PiSowskiego złodzieja unijnych kilometrówek Ryszarda Czarneckiego, czyli ojca PiSowskiego nożownika i obszczymura leżącego w stanie upojenia na ulicy Przemysława Czarneckiego. Piękna, udana, komunistyczno-gangstersko-pisowska rodzinka.
  15. Tutejszy kraik jest niereformowalny. Organicznie niezdolny do nauki. https://www.newsweek.pl/polska/polityka/wojskowy-hercules-ladowal-w-gestej-mgle-zlamanie-zasad-pisanych-krwia/8ndbssc
  16. To wygląda ciut inaczej. Ukraińcy są szkoleni na F-16 od co najmniej 7-8 miesięcy. Problem jest zupełnie inny - dostarczenie Ukrainie nawet hipotetycznie najnowocześniejszych F-16 z aktualnej produkcji niczego nie zmieni na tej wojnie. Tłumaczyłem to już dwa razy w „Vol.” ukraińskich. To, owszem, zmieniłoby, ale po tej wojnie.
  17. 1. Dokładność danych Oryksa i ich wiarygodność komentowałem już kiedyś wcześniej, więc rezygnuję z powtarzania się. Wystarczyłoby wspomnieć popis Oryksa sprzed kilkunastu dni i dane nieprawdziwe o rząd wielkości. 2. Metody neutralizacji dronów są bardzo różne, a niekoniecznie takie, jakie wspomniałeś. Najsłynniejsze w dotychczasowej historii wojskowości, najbardziej spektakularne zneutralizowanie wrogiego drona odbyło się metodą zupełnie inną od wspomnianej przez Ciebie.
  18. Rewelacyjny gość jest. Jedzie po ziemi.
  19. Komentarze były, ale bardzo dawno. Głównie po pierwszej dostawie. A po drugiej (i chyba ostatniej) zaczęły się pojawiać komentarze, że są zawodne i jakieś ogólnie niedorobione i że dużo lepsze są polskie Warmate'y tej samej klasy.
  20. O to właśnie chodzi. Na prawdziwej wojnie z takim wrogiem, jak ruscy to można zapomnieć o Bayraktarach jako nosicielach tych czterech rakietek pod skrzydłami. Bayraktar to jest dobry może do zwalczania Kurdów albo Tupamaros, ale nie ruskich. Ten zbieg okoliczności, jaki miał miejsce w pierwszych tygodniach wojny na Ukrainie, że ruski sprzęt WRE ugrzązł w błocie na polach i w zatorze drogowym już nigdy się nie powtórzy. Realia są takie, jak napisałeś - ten dron nie może się zbliżać do frontu na odległość mniejszą niż 40 km, bo go wróg neutralizuje sprzętem WRE, nawet nie musi go zestrzeliwać. MON polski i ukraiński nabrały się na jakieś tureckie katalogowe bajki, mimo że wielu ostrzegało, że ten dron kompletnie nie nadaje się jako środek bojowy w konfrontacji z wrogiem nowoczesnym pod względem WRE, a ruscy są w tym dobrzy.
  21. Stąd wysyp filmików z ukraińskich dronów, że trzeba sobie zadać pytanie, co my widzimy? Odpowiedź: 1) Widzimy to, co opinii publicznej chce się pokazać, czyli wyłącznie pomyślne misje dronów wojskowych, cywilnych, czy wręcz półzabawkowych sterowanych radiem tam, gdzie jak raz ruskich środków WRE nie ma; 2) Widzimy także filmiki z dronów w dużym stopniu uodpornionych na ruskie WRE, ponieważ nie sterowanych radiem, tylko sterowanych wewnętrznym programem z planem lotu po zaprogramowanej trasie - takie drony robi też Polska i są jednymi z lepszych na tej wojnie. Dodatkowo widzimy ukraińskie filmiki ukazujące neutralizację ruskich dronów ukraińskimi środkami WRE, niekoniecznie bronią lufową czy inną. Czyli widzimy wojskowe i czasu wojny public affairs, żeby nazywać to profesjonalnie, a nie propagandą. Według oficjalnej informacji Ukraina traci tygodniowo średnio ok. 40 dronów różnych typów - z tego filmików nie ma, bo to nie polityczne. Stąd przecież nieustanne światowe zbiórki funduszy na drony dla Ukrainy, choćby przyzwoitej jakości cywilne. To, że jakimś bezpilotowcem (Cypis prawidłowo to opisał) udaje się przedrzeć nad Krym i gdzie indziej na ruskie tyły to fakt, ale to są: a) Tu-141 bardzo mocno przerabiane i najprawdopodobniej zabezpieczane w jakiejś mierze przed ruskim WRE; b) ruska obrona p-lot i środki WRE mają swoje dziury i Ukraińcy je znają dzięki wsparciu międzynarodowemu. Więcej będę o tym pisał w przyszłym tygodniu w odłożonej dyskusji ze Speedy'm, bo dopiero jutro będę miał profesjonalne skany negatywów moich zdjęć Su-22M4.
  22. Wszystko racja. Tylko ruscy wtedy: a) nie mieli rozwinięcia operacyjnego; b) jechali głównie tą jedną szosą na Kijów; c) ruskie wozy ze sprzętem WRE były niszczone na tej drodze tak, jak wszystkie czołgi i inne wozy bojowe; d) ukraińskie siły specjalne polowały na ruskie pojazdy WRE, żeby zdobywać je pełnosprawne na zamówienie wiadomo, kogo, bo to istne diamenty dla... wiadomo kogo. Efekt był taki, że przez pierwsze 8-12 tygodni wojny ruskie WRE praktycznie rzecz biorąc nie istniało i tylko stąd ówczesne sukcesy Bayraktarów. Teraz, gdy front jest rozwinięty i ma 1200 km to i ruskie WRE jest całkowicie inaczej zorganizowane, stąd jest zero filmików z Bayraktarów, zero informacji o nich, w ogóle jak gdyby nigdy ich nie było; nie istnieją, nie ma o czym mówić i co filmować z ich pokładów.
  23. Anna Maria Dyner - od dawna jedna z 2-3 najlepszych analityków/analityczek od Rosji. Polecam. Rzecz sprzed chwili.
  24. Wysłuchałem tego kilka godzin wcześniej. Po prostu ten analityk jest świetny. Z Wolskim to naprawdę trzeba bardzo uważać.
  25. Najbardziej przereklamowana broń tej wojny. Ostrzegano Ukrainę, ostrzegano Polskę, że to dziadostwo kompletnie nieodporne na WRE, ale jak grochem o ścianę. Są - nawet bardzo proste - metody zabezpieczenia elektroniki przed zakłócaniem jej z zewnątrz, ale wiąże się to niestety ze znacznym przyborem masy. Jak ktoś pójdzie po rozum do głowy to może chociaż te polskie Bayraktary odda do ITWL, żeby je uodpornić na WRE, tylko że „payload” im się zredukuje.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie