Erih
Użytkownik forum-
Zawartość
6 545 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
31
Zawartość dodana przez Erih
-
Bjar, ja osobiście widziałem efekty tego "kataru". A co do reszty, to zauważ że mimo wszystko mamy nieco lepsze możliwości leczenia (i kondycję zdrowotną) niż 100 lat temu.
-
Zdaje się że wirus przechodzi w formy mniej zjadliwe, a przy powszechnym przechorowaniu i/lub wyszczepieniu, powtórzy się scenariusz z hiszpanki. czyli mordercza zaraza stanie się sezonową grypką. Groźną jedynie dla bardzo znikomego procenta populacji.
-
Zamiast polować na byka, "polował" na filmik na youtiubie. Znane są takie przypadki.
-
Dago2, o Włochach to ja może lepiej za dużo nie napiszę, ale że się zachowali jak zachowali to mnie specjalnie nie dziwi. Z resztą o "dewizowcach" było już wyżej - prawdziwi myśliwi wśród nich czasem się trafiali, ale byli w mniejszości.
-
Coraz mniej? Ja tych etycznych i zaangażowanych widzę raczej więcej. Najgorzej było chyba pod koniec lat 90tych, kiedy do kół masowo pchali się nuworysze, co to już mieli furę skórę i komórę, i do kompletu brakowało im właśnie dubeltówki i kapelusika z piórkiem. No i robili wiochę w lesie ze swoimi wypasionymi terenówkami i sztucerami renomowanych firm za grubą kasę (z których strzelać za bardzo nie potrafili). Odnoszę wrażenie, że to właśnie ci osobnicy namiętnie mylą wszystko z dzikiem...
-
Co poeta miał na myśli?
-
Balans, nie chrzań. Za sanacji to była rzeźnia - strzelano do wszystkiego co po lesie biegało, nie wyłączając przypadkowych osób. Jaśniepaństwo się bawiło. Oczywiście o rozrywkę jaśniepaństwa dbał bardzo rozbudowany aparat. Prawdziwi myśliwi to był margines, no i oczywiście kwitło kłusownictwo. Aha, większość lasów była prywatna. Od lat sześćdziesiątych masz normalne łowiectwo, połączone z coraz większą dbałością o środowisko, ochroną gatunków zagrożonych, czasem z reintrodukcją jeżeli jest możliwa, a OBOK tego kwiatki typu polowania dewizowe (przy czym często "dewizowcy" to też porządni myśliwi, a nie tylko "sponsorzy" jak się o takich mówi, tonem pogardliwym). No i osobnicy pokroju byłego ministra. PS Psychole to ci, co uważają że myśliwy polujący na zwierzynę jest be, a kotlet się bierze z lodówki w markecie.
-
Czyli mieszczuchom z WOT trzeba tłumaczyć wszystko od Adama i Ewy. No ale co ja się dziwię, na przedostatnim wypadzie w góry młodzież (17-23lata) bardzo się dziwiła, po cholerę mi nóż ( taki większy scyzoryk).
-
Widocznie płytko zakopali (o ile to faktycznie z polowania, a nie rozwleczone odpadki z uboju gospodarczego).
-
Prawda raczej rzadko leży dokładnie po środku, zazwyczaj trochę bardziej w tą lub w tamtą. PS Ja z kolei dosyć długo pracowałem z zapaloną "psiarą". Ta to dopiero miała co opowiadać, aż się włos jeżył - mnie, łysemu, i w dodatku nie przepadającemu specjalnie za psami.
-
Dago, jestem pewny ze myśliwi po polowaniu nie zostawiają syfu, bo sam w wielu polowaniach uczestniczyłem. A wywalanie resztek pod płot sąsiada czy do lasu... mam takich fot od metra, włącznie z gębami wywalających. PS A co do etyki myśliwych, to sami myśliwi o nią bardzo dbają. Wiedzą, że są celem i łatwo skóry nie oddadzą.
-
No to niech właściciele prywatnych lasów płacą myśliwym za ochronę przed zjadającymi te laski roślinożercami Od dłuższego czasu jest tak, że jeżeli właściciel nie wyrazi zgody, to jego las/pole/łąka nie jest włączany do obwodu łowieckiego (wcześniej był włączany z automatu). Jakoś praktycznie nikt z tego prawa nie korzysta - zastanów się czemu.
-
Wyrok nieprawomocny. Facet się odwoła, kolejna instancja zweryfikuje dowody, i może być różnie.
-
Żadna tajemnica, Kielecczyzna. Ale "rajdowców" spotkasz wszędzie. O butelki popytaj może pod miejscowym sklepem - tam znajdziesz tych co z ambony korzystali w celach spożywczych. Podobnie odpadki, chyba że za "syf" uważasz jabłka czy kukurydzę. A flaki w lesie w 100% to nie pamiątka po polowaniu, tylko po uboju gospodarczym. O robienie dróg w lesie popytaj kolegę Takafura, wyjaśni ci z detalami. PS Pospaceruj sobie przed świtem po lesie tak w grudniu czy styczniu, będziesz miał nos jak Rudolof bez wspomagaczy.
-
Psinco sobie poradzono z krosiarzami, qadowcami i baranami urządzającymi sobie na "prywatnych drogach" rajdy ile fabryka dała na bani. W rodzinnych okolicach żony taki "kozak" tego lata skasował przystanek z którego minutę wcześniej bus zabrał dzieciaki. On przecież po swoim polu pycił... A ktoś mu tam przystanek bez jego zgody postawił... Barany na motorkach czy tam rowerkach rozpychający się po górach to inny temat. A myśliwi polujący w granicach swojego obwodu po prostu w prawie są, i takiemu durniowi, posiadaczowi zagajnika zwyczajnie w niczym nie przeszkadzają. Korzystać ze swojego "kawałka lasu" może w pełni. No, chyba że jest chorobliwym pieniaczem któremu wszystko i wszyscy przeszkadzają.
-
Pretensje do panów R i Ch że wkleili nas w określoną sytuację geopolityczną, gdzie wszystkie lasy były państwowe (a jeżeli nie były, to tylko niedopatrzenie miejscowych organów). A z tym korzystaniem, to już pisałem - korzysta zwierzyna rozmaita. Myśliwi korzystając ze zwierzyny płacą - od każdej pozyskanej sztuki. Plus płacą za wszelkie poczynione przez zwierzynę szkody. W dodatku zwierzyna w podogoniu ma, czy las jest "prywatny" czy "państwowy". Inny przykład - jak po "prywatnej" drodze ktoś będzie pycił 200/h na dużej bani, to też się oburzysz, że mu smerfy prawko zabiorą i do pierdla wsadzą?
-
Psie sranie pod garażem, klatką, na chodniku czy placu zabaw jest zabronione - ustawowo. Jeżeli się zdarzy - właściciel ma psi obowiązek po swoim pupilu posprzątać.
-
Oczywiście, jeżeli jest on częścią obwodu łowieckiego. Właściciel może go z obwodu wyłączyć (na dziś - nie dać zgody na włączenie) wtedy nikt z myśliwych tam zaglądał nie będzie. Tylko w takim wypadku, zapomnij np o odszkodowaniach itp. Wyjątkiem są odstrzały sanitarne.
-
Coś mi edycja nie działa. W temacie psów bez smyczy: https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,27908846,wolbrom-lod-zalamal-sie-pod-czterema-osobami-trwa-akcja-ratunkowa.html#s=BoxLoCpLink tylko trzy trupy.
-
Jakieś dwa typy zdemolowały aptekę i pobiły aptekarza, który zażądał założenia maseczki. Żona domaga się żebym siadł u niej na bramce z siekierą albo innym odpowiednim narzędziem, by egzekwować wymogi sanitarne. Bo w razie czego, to jej sanepid wlepi srogi mandat, a pajace którym maseczka gryzie liczko myślą nie skażone, dadzą w długą. Tak że tego...
-
Pieseł oszczał komuś alufelgi, właściciel "fury" się wkurzył. Dziś rano obsobaczyłem pańcię, której pieseł srał u mnie pod garażem. Pieseł przeżył, pańcia uciekła z płaczem. PS Pies w terenie ma mieć kaganiec na mordzie, i chodzić na smyczy. Jak będzie ganiał zwierzynę leśno-polną, może zostać odstrzelony. A nawet powinien.
-
Yeti, ludzie pazury mają marne (wyjąwszy niektóre panie), kły też niespecjalne, więc muszą nadrabiać nowinkami technologicznymi w rodzaju atlatla. PS Jak powiem znajomym że ich Iże i Mośki to nowinki techniczne to spuchną z dumy.
-
To samo napisałem powyżej. PS Yeti, urocze zdjęcie. PS do PS jakby się ktoś pytał, ten w futrze to jak najbardziej myśliwy
-
Chodzi o to że nie wiemy jak wyglądała umowa i kto co spierdolił. Ja na ten przykład, nie będąc myśliwym za to potrafiąc dobrze strzelać, na taką imprezę bym się za żadne pieniądze nie pisał. Zażądałbym obstawy policji, opróżnienia terenu z osób postronnych w promieniu kilometra i jeszcze cholera wie czego. No i jeszcze ubezpieczenia od wszelakich roszczeń odszkodowawczych. O ile zakład, że nie dostałbym zlecenia?
-
Owszem. Bo znając życie dał się podpuścić miejskim urzędasom, że taki odstrzał jest w porządku. Nie każdy myśliwy jest mistrzem Masterminda przewidującym na 5 ruchów do przodu. Gdyby strzelec był mądry, to zażądałby obstawy straży miejskiej, nagonki, odpowiedniego terenu, stanowiska strzeleckiego z przewyżką i innych szykan. I wtedy miejski magiel mógłby mu naskoczyć. A że był głupi, to ganiał te dziki po osiedlowych alejkach, usiłując wypracować sobie możliwie czysty strzał, a teraz będzie się srogo tłumaczył.
