Erih
Użytkownik forum-
Zawartość
6 423 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Zawartość dodana przez Erih
-
Czyli klasyczne dmuchanie sensacji.
-
Moskwa im cieniej przędzie, tym bardziej się nadyma. Skończy się najpewniej tym, że moskiewskie imperium zwyczajnie się rozejdzie w szwach.
-
Jakieś potwierdzenie tego zdarzenia? Czy też R Maślak tak sobie napisał? PS https://wiadomosci.gazeta.pl/polska/7,198072,32575710,atak-wilkow-w-malopolsce-gmina-wydala-pilny-komunikat.html#s=BoxPWD
-
Do czego lub od czego to może być?
pytanie odpowiedział Erih → na Subbas → Identyfikacja (bez numizmatów)
Może więc podstawka na pędzelki do kaligrafii albo na pałeczki do jedzenia? Może też być rodzaj tacki na listy/bilety wizytowe. Hipotezy można mnożyć, przedmiot zbyt uniwersalny w formie. -
Wojenny dramat Polaka z Pomorza w II w.ś. ● Jeden z przykładów
temat odpowiedział Erih → na IzabelaS → Wojny Światowe
Nie byłbym zdziwiony gdyby znaczna część z tych osób wcześniej kolaborowała z Niemcami, a teraz liczyła że zostanie ewakuowana na zachód, gdzie się rozpłynie w tłumie. Oczywiście, mogły być i inne motywacje, ale w takiej sytuacji ta wydaje mi się najbardziej prawdopodobna. -
Tak jak napisałem wcześniej - podejrzewam że istnieją procedury nakazujące przekazanie biegłemu do badań dowodów w stanie takim, w jakim zostały ujawnione na miejscu przestępstwa. Tak więc nikt przy broni nie manipulował, nikt jej nie zabezpieczył ani nie rozładował - policjanci jedynie przyczepili do niej fiszkę z numerem sprawy i odłożyli do magazynu dowodów. Ma to swoje uzasadnienie... a jednocześnie może skutkować wypadkami jak te powyżej.
-
Nie musiał. Wśród myśliwych popularną bronią są dwururki w rozmaitych układach, pionowych albo poziomych, często jedna lufa jest gwintowana a druga gładka. Jeżeli obie lufy są załadowane a zamki napięte to najpierw mogła odpalić w domu jedna, a na komendzie druga. Dodatkowo po napięciu przyspieszacza spustu jest on bardzo czuły (to nie jest jakaś ekstra modyfikacja tylko standard w takiej broni) więc mogła ona odpalić od przysłowiowego kichnięcia. A że dowód w postaci broni został zabrany z miejsca przestępstwa i w stanie takim, w jakim został znaleziony miał być przekazany biegłemu, to podejrzewam głupota policyjnych przepisów. No i policjanci niekoniecznie mają jakiekolwiek pojęcie o broni innej niż ich własna służbowa (a i o tej niekoniecznie). Nie tak dawno był przypadek że gangus wygarnął do policjanta ze Skorpiona (kupionego legalnie bodaj w Czechach) a Policja pisała o broni czarnoprochowej (bo przecież kupiona legalnie bez pozwolenia). Szkoda gadać.
-
Zgadza się, i oby ci właściwi zawsze mieli farta, pijaczkowie zasypiali w miejscach bezpiecznych na ten przykład (a nie w głębi miejskiego parku gdzie pies z kulawą nogą nie zagląda, chyba że chce się wypróżnić, jak dziś wieczorem) i w ogóle, oby nam się! PS Oczywiście niniejszym tym niewłaściwym życzę gołoledzi na stromych granitowych schodach. Ale to raczej do wątku obok.
-
W tym wypadku zwierz był widoczny w całej okazałości, ponad to był identyfikowany wcześniej a podejście śledzone. Po prostu pijaczyna zbyt skutecznie się zakamuflował. Summa summarum, jego wykrycie wymagało by przerycia widłami całego dziczego żerowiska, co oczywiście wykluczało by polowanie.
-
Ja miałem pewność(do pewnego momentu) i myśliwy który polował miał pewność, i słusznie - miał w celowniku dzika. A że kawałek za tym dzikiem znajdował się pijaczyna - tego po prostu ani ja ani strzelec wiedzieć nie mogliśmy. Jego tak naprawdę w tym miejscu być absolutnie nie powinno, lub też nie powinno być tam dzików (no chyba że przylazły go sobie obgryźć). A co najdziwniejsze, przez kilka godzin obserwacji z niewielkiej odległości, skubany, anie nie wywołał zauważalnego poruszenia się łodyg, ani nie wydał żadnego wyraźniejszego odgłosu - było cicho, jak to wieczorem/nocą przy braku wiatru. Idące dziki słyszałem z około 200 metrów (na pewno nie mniej) a tego typa z 50-nie! A pogrążony w pijackim śnie człowiek zazwyczaj wydaje odgłosy, no różne, ale charakterystyczne i przede wszystkim głośne! Nasłuchałem się będąc sanitariuszem. Za to jak go dziki obudziły to wlazł (też nienormalne) prosto pomiędzy nie. Ochrzanić miał je zamiar czy co? I to jeszcze w dziczym dialekcie. Tak więc mamy tu sytuację aż niepodobną, a jednak zdarzyła się faktycznie.
-
Pomijając inwektywy, myśliwy nie potrzebuje"set" zezwoleń, on potrzebuje jedno: zezwolenie na polowanie /inną działalność na danym terenie. Od koła łowieckiego. Po drugie, większość lasów "prywatnych" jest i tak zarządzane przez starostów. Jakieś 90%. Na terenie zaprzyjaźnionych kół (trzech) nie ma więcej niż 10 ha lasów zarządzanych przez indywidualnych właścicieli, a te lasy, a właściwie "lasy" to są de facto plantacje choinek. Więc wystarczy jedna zgoda na większość terenu lasów prywatnych. A resztę się zwyczajnie omija. Ja nie mam żadnego obowiązku nikogo o nic pytać (w tym kontekście), natomiast koła muszą mieć zgody co jakiś czas (nie wiem jaki) te zgody aktualizowane. W ramach normalnej kontroli łowisk. Bo jakiś teren nagle można włączyć (a jest atrakcyjny) albo trzeba wyłączyć.
-
Albo niespecjalnie przeczytałeś mój wpis, albo jego treść z premedytacją ignorujesz.
-
Problem to miała i dalej ma wąska grupa pieniaczy oraz tak zwani nowi wiejscy. Terenów łowieckich ta zmiana w żaden widoczny sposób nie uszczupliła. Z jednym, za to wkurzającym wyjątkiem.
-
Napisani kilku słów na kartce papieru i podpisanie się to taki kosmiczny wysiłek? Z resztą, według nowszych przepisów nie ma już zgody domyślnej, myśliwi przy wyznaczaniu granic obwodu i rejonów muszą mieć zgodę właściciela. Z czym myśliwi problemu nie mają (za zniszczenia spowodowane przez zwierzynę łowną na takim terenie płacą z własnej kieszeni).
-
Po pierwsze myśliwi nic nie niszczą jak chodzą, choćby po to żeby nie prowokować konfliktów, po drugie chodzą za zgodą właściciela.
-
Ależ taka pewność była - widzieliśmy idące dziki, widzieliśmy jak włażą w kukurydziane pole które obserwowaliśmy od kilku godzin itd. Wszystko zgodnie z zasadami sztuki. Tylko mnie w pewnym momencie wpadło w okular mojej 7x50 z długim pryzmatem że dzików widzieliśmy na podejściu 4, a kotłuje się 5. W celowniku sztucera w takich warunkach (noc, niski kontrast celu, w dodatku zwierzaki w gęstej kukurydzy a na broni jakieś nędzne 8x30 z kiepskimi powłokami) nie da się określić czy to jeden z kilku dzików czy napity lokals na czterech. A w owych czasach był zakaz termo i nokto jak również oświetlenia na broni. Zresztą, jakie termo czy nokto w 1994 roku? Śmiech na sali a nie pomoc. Tak że ten dzikopodobny miał po prostu szczęście że chciało mi się marznąć na zwyżce zamiast czekać na tylnej kanapie z książką w ręku. Inny przypadek prawie że tragedii na polowaniu, bardziej współczesny. To już nie osobiście, ale film z sytuacji oglądałem. Teren prywatny, zamknięty dla postronnych, ogrodzony. Odstrzał sanitarny (ASF). Wszystkie wejścia na teren otaśmowane na grubo... I nagle pomiędzy myśliwych a cel wpada gromada przypalonych na krosówkach. A na glinie czy piachu takiego roweru zza krzaków i górki zwyczajne nie słychać i nie widać. Dobrze że nikomu palec nie drgnął (broń myśliwska z przyspieszaczem spustu) i skończyło się na grubych mandatach zamiast trupów.
-
Tak. Znam prawo zarówno ogólne jak i łowieckie. I oskarżony ma prawo do obrony. Dowolnymi środkami. A sprawa druga, wbrew temu co się niektórym wydaje, pomylenie człowieka łażącego na czworakach i ryjącego twarzą w glebie w polu kukurydzy z dzikiem to nie jest jakiś ewenement. Co najmniej trzy razy byłem uczestnikiem takich sytuacji. W tym raz, o czym powyżej pisałem, kiedy zapity lokals buchtował w kukurydzy razem z dzikami. I mógł łatwo obskoczyć postrzał. pS Usiłuję rozmawiać merytorycznie. Jakoś mi tego nie ułatwiasz.
-
Akurat pochodzenie kota domowego od kota nubijskiego może być prawdziwe w przypadku kotów bliskowschodnich, w przypadku kotów europejskich jest znaczący udział populacji żbików europejskich. Taki misz masz lokalny. Dlatego żbiki u nas praktycznie zanikły. Natomiast inwazja gatunków drapieżnych z Ameryki, to tak jak piszesz, albo uciekinierzy z hodowli, albo gatunki wypuszczane. Niedaleko mojego domu rodzinnego w stawie przez długie lata gatunkiem dominującym były molinezje - wypuszczone przez lokalnego akwarystę.
-
W/w osobnik popełnił fatalny błąd, przestępstwo i tak dalej, strzelając do celu którego wcześniej dokładnie nie rozpoznał. Teraz się broni jak umie (moim zdaniem, głupio). Niemniej, ma prawo do obrony. Powiem ci tak: sam uratowałem życie osobnikowi który zachowywał się jak dzik, wydawał odgłosy jak dzik, buchtował w kukurydzy jak dzik. I w optyce wyglądał jak dzik. Po podświetleniu latarką (czego w teorii absolutnie robić nie powinienem) okazał się zapitym lokalsem który wlazł w kukurydzę... razem z dziczą watachą.
-
Akurat kot domowy to potomek dzikich kotów z obszaru bliskiego wschodu i naszego rodzimego żbika. Normalny proces mieszania gatunków blisko spokrewnionych + działalność człowieka. Pies tym bardziej- taki udomowiony wilk, a w zasadzie kilka gatunków psowatych, udomowionych w różnym czasie i różnych miejscach, poddanych hodowli selektywnej. PS Nutria, jenot, norka amerykańska pojawiły się w ekosystemie na skutek akcji tzw "ekologów" którzy na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych uwalniali te zwierzęta z hodowli. Akcje były dosyć głośne i dosyć masowe.
-
Niemniej będę prosił, żebyś pisała z jakimś sensem.
-
Zupełnie nie rozumiem o czym piszesz.
-
?
-
@Jedburgh_Ops, dwa pytania: 1 Czy jesteś w stanie zdobyć zdjęcia tych emblematów z końskich siodeł m1904 ale od strony mocowania? Czy tam faktycznie była śruba z nakrętką? 2 Czy po wojnie (lata czterdzieste) nadal panował totalny niedobór takowej galanterii mundurowej, czy jednak zrobiło się z tym lepiej? To że ludzie powracający do PRL miewali ze sobą to i owo z amerykańskiego wyposażenia (mam na myśli zarówno PSZ jak i np robotników przymusowych) to akurat wiem na pewno. Poza tym Amerykanie też byli łasi na pamiątki i drogą handlu wymiennego niejedna rzecz zmieniła właściciela (no nie oddałby jeden z drugim orzełka którego mógł sobie dokupić w wojskowym sklepie za niemiecki sztylet paradny czy zgrabny P08? Jeżeli do odznak miał swobodny w miarę dostęp to oddałby na pewno. Nie takie fanty sprzedawali). A że za Bieruta takie fanty były mocno podpadające, to wiadomo. Mój własny dziadek (pod wpływem babci) pozbył się wielu rzeczy przywiezionych z Niemiec, bo znalazł się "w zainteresowaniu" UB. Nieraz w rodzinie się nabijaliśmy że babciny asparagus jest tak wielki i piękny... bo dziadek kazał go systematycznie olejem podlewać ;).
