Jump to content

Dzike zwierzęta,spotkania


vojtaz2

Recommended Posts

Witam,wątek ogólnie o dzikiej zwierzynie a więc po 1 zacznę od grupki dzików 2 tygodnie temu, kolega wystraszył 3 dziki które biegły na mnie, całe szczęście że pies (owczarek niemiecki) usiadł koło nogi i szczekał. po za tym nie było nigdzie żadnego drzewa żeby się na nie wdrapać, jeden dzik z tej całej trójki był olbrzymi. Po całej akcji poszedłem do kumpla na drugą stronę pola zobaczyć czy wszystko ok, okazało się po zbliżeniu się do legowiska że jest około 8 warchlaków . Uf ile szczęścia miał kolega i ja :)

2 rzecz, jestem z opolskiego i jak słyszeliście grasuje dzika zwierzyna a dokładnie kotek . Do puki nie złapią go, to my(paru poszukiwaczy) nie ruszamy w teren.

3 rzecz to najlepsze uciekające sarny :)

4 rzecz kto spotkał jenota?

5 rzecz kiedyś na mnie biegł lis, nie czekałem tylko wiałem, chyba wściekły był.


A wy odkrywcy macie jakieś mocne wrażenia ze spotkaniami w oko w oko z dziką zwierzyną??
Link to comment
Share on other sites

  • Replies 364
  • Created
  • Last Reply
Na mnie ostatnio leciało 14 cie dzików ,ale kilka metrów
przede mną odbiły bo zacząłem walić w drzewo łopatą.(jeszcze
by mi wykrywke rozwaliły)
Szkoda ze nie miałem aparatu.Widziałem je z daleka
i czekałem do ostatniej chwili.Jak wracałem do chaty to się znowu na nie natknąłem.
Link to comment
Share on other sites

Zima, 3 lata temu, przecinając jeden z rezerwatów RPN zauważyłem w odległości ok 100 metrów od siebie dzika...Oczywiście nie uciekałem:)Nóż w jednej, aparat w drugiej ręce i powolutku z wiatrem w twarz zacząłem świnie podchodzić:)Niestety przy odległości około 40 metrów zwirz zerwał się i zniknął w młodniku.Oczywiście ja w jego trop:)Po przejściu około 30 metrów między rozrytym poszyciem natrafiłem na dół ,jakby wyścielony ściółką w którym kotłowały się 4 warchlaki!W sekundy ułamek - serce w gardle, zimny pot i szybki zwrot wokół własnej osi w celu zlokalizowania lochy...ku mojemu zdziwieniu zwirza brak! Podszedłem bliżej, cyknołem kilka fotek, miałem je na wyciągnięcie ręki.Metr ode mnie!(oczywiście nie głaskałem)Warchlaki wyskoczyły z dołu i skierowały się w strone młodnika.Ja oczywiście cały czas z oczyma z tyłu głowy.Zrezygnowałem z dalszej pogoni.Jak się czułem w momencie ujrzenia warchlaków w dole wiedzą Ci którzy przeżyli coś podobnego...masakra!Zastanawia mnie tylko, dlaczego dorosły osobnik(locha?) w takiej sytuacji pozostawił młode na pastwe losu?Przecież od dziecka powtarzano w rodzinie, że jak zobacze loche z warchlakami to długa na drzewo, że będzie zajadle broniła młodych.A tu?


PS.Wrzuć ktoś linka z info o kociaku:)Pzdr
Link to comment
Share on other sites

Zachowanie nigdy nie było i nie będzie książkowe".
Człowiek jako zwierze też nie zachowa się identycznie w każdej sytuacji kryzysowej:)

Nie znam nikogo. kogo by dzik zaatakował:)

Sam kilkukrotnie trafiłem na małe z matką...
Uciekały (locha nie czekała ale małe goniły)) tak szybko, że wzrokiem było trudno ogarnąć:)
Link to comment
Share on other sites

Kurcze-chodzę po lasach i górach od lat a jeszcze nigdy nie spotkałem dzika lub łosia :(
Natomiast sarny i lisy to prawie standart.
Miałem natomiast szczęście dwa razy zobaczyć niedżwiedzia na żywca"

Spotkanie 1-Tatry-idziemy granią Czerwonych Wierchów.Przed nami niewielka skała z rązowym nalotem".W pewnym momencie rązowy nalot" wstaje i rusza w poprzek szlaku.Zdębieliśmy.Gdy alot" nas zobaczył albo poczuł,dostał niesamowitego przyśpieszenia.Nie miałem pojęcia,że misio może tak po....ać.Na szczęście wybrał kierunek w dół dolinki a nie na nas:).Czerwone Wierchy są prawie łyse.Długo oglądalismy zadek naszego przyjaciela"

Spotkanie2-Dukla,a dokładnie Cergowa.Łażę z wykrywką szukając szczątków samolotu który miał sie tam rozbić.I rozbił ale byli inni przedemną:( Zmęczony i znięchęcony siadam na małej polance.Pogoda marzenie,słoneczko,ciepełko,lekki wietrzyk w twarz.Pełen błogostan.Nagle szelest w pobliskich zaroślach.Z niechęcią myślę o turystach lub może konkurencji do mojego " samolotu.Nagle z zarośli wyłazi misio.Nie ukrywam
że zamarłem ze strachu.Skubaniec przeszedł może 100 metrów odemnie. Nie zaszczyciwszy mnie nawet spojrzeniem zniknął w lesie po drugiej stronie polanki.I tu się trochę zdziwiłem.Wiedziałem,że misie są w Tatrach i Bieszczadach ale w Beskidzie Niskim? Co prawda do Bieszczad blisko.

pozdro
Link to comment
Share on other sites

W miejscowości z której pochodzę(nie Szczecin),dziki zdążyły przez ostatnie parę lat już dość dobrze sterroryzować mieszkańców.Włażą na posesje ,niszczą przydomowe ogródki,kilka psów straciło życie bo pozostawione na noc przy budzie na łańcuchu nie miały szans na ucieczkę.Mieszkańcy wieczorami nie wychodzą z domów,a spotkać te zwierzaczki można na przykład w niedomkniętej przydomowej piwniczce,lub komórce na drzewo.Zamieniły lasy na stare poniemieckie sady i pozostałości winnic.Skubane uwielbiają robić sobie legowiska tam gdzie właśnie najwięcej fenisi wychodzi:) Mnie tez już kilkakrotnie z moich ulubionych miejscówek po przeganiały:)
Link to comment
Share on other sites

I ja,nie chwaląc się wcale, miałem podobne spotkania; 1. jastrząb w trakcie posiłku - podszedłem go na jakieś 4 metry, potem się zerwał i odleciał, 2. stado chyba osiem saren wczesnym rankiem, 3. i bażant przeszedł w odległości kilkunastu metrów ode mnie.
Link to comment
Share on other sites

Dziki słyszałem jakieś 300 metrów ode mnie ale ich nie widziałem.Sarny i bażanty to ostatnio straszne wredne zwierzęta choć sarny mniej bo przeważnie uciekają jakieś 50 metrów przede mną a bażanty to już na każdym wypadzie, jakieś 2 metry w krzakach i frrrrrrrruuuuuu serce normalnie staje!
Link to comment
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.

Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...

Important Information