Jump to content
Sign in to follow this  
Patryk_wro

Duchy na Wykopkach

Recommended Posts

Cholerka pablo - niezła historia!
Teraz ja - wspomnienia kolegi Adriana. Namierzali jedną miejscówkę na północy. Jako że trasa z Wałbrzycha im trochę zajęła, dojechali na miejsce wieczorem. Kluczą sobie więc po terenie szukając miejsca na rozłożenie namiotu. Kiedy światła skręcającego samochodu omiatają drzewa, na jednym z nich zobaczyli wisielca... Kierowca od razu cofnął, ale nic już nie było... Wszyscy jednakowo opisywali jego wygląd, w jaki sposób wisiał itp. Jak przyjechali, tak odjechali... Wrócili tam dopiero rano. Od okolicznych mieszkańców wioski dowiedzieli się, że Niemcy w czasie wojny powiesili tam paru ludzi z partyzantki...

Share this post


Link to post
Share on other sites
to i ja dodam taką historię, opowiadaną mi przez mojego ojca.
lata 1956-57. wraz z kolegą jezdzili rowerami do dziewczyn na wioskę, położoną z 10km od miasteczka, w którym mieszkali.piękna księżycowa noc, pola puste po żniwach. piaszczysta droga, a przed nimi, w oddali, pokazała się postać idąca w tym samym kierunku. opowiada ojciec, że poczuli się trochę nieswojo, ale ich dwóch, młodych i dzielnych" młodzieńców da sobie radę jak by co. w momencie omijania czuć było jakiś nieprzyjemny odór, wręcz smród. po przejechaniu ok.5-10m zeskoczyli z rowerów, by zapytać, co robi o tej porze sama w polach, a że postać ubrana" była w długą, czarną szatę, więc sądzili, że to kobieta jakaś.i tu skończyła się ich dzielność". po postaci nie było ani śladu! tylko ten odór! w takim tempie jeszcze nigdy do domu nie wrócili i skończyły się wyjazdy na randki. dzięki temu, ojciec poznał pózniej matkę moją i się pojawiłem ja i mogę teraz Wam tą historię opowiedzieć.
ojciec ręczy, że fakt autentyczny! a Jemu wierzę!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Również miałem dziwne zdarzenie z pogranicza paranormalnosci.
Lubię odwiedzać takie trochę zapomniane i opuszczone miejsca,miedzy innymi stare cmentarze jakich w moich okolicach sporo.Pewnego razu podczas wędrówki po Pogórzu Izerskim nogi zaprowadziły mnie na opuszczony poniemiecki wiejski cmentarzyk.Szkoda opisywać co tam zastałem.
Tuż przy resztkach bramy wejściowej na grobie zachował się ozdobny stalowy krzyż z tablicą oprawioną w metalową ramę.
Zrobiłem parę zdjęć z tego co się zachowało i na parę lat zapomniałem o tym miejscu.Któregoś roku znowu tam trafiłem i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to brak tego krzyża.Złomiarze i z krzyżem nie mieli problemu.
Jakiś czas później,siedząc w domu i przeglądając zrobione zdjęcia pomyślałem,że jeszcze kilka lat temu pochowane tam małżeństwo miało symbol wiary i tablice z nazwiskiem,a dzisiaj są już bezimienni w zdewastowanym grobie.W tym momencie w kuchni coś huknęło,jakiś spadający przedmiot.
Zdziwiony przeszedłem do kuchni w poszukiwaniu źródła dźwięku.W pierwszej chwili nie zauważyłem,ze na ścianie brakuje małego obrazka oprawionego w drewnianą ramę.Znalazłem go za kuchennym meblem,drewniana ramka była w kawałkach.Co dziwne uszko do wieszania było całe i haczyk do zawieszenia pozostał na swoim miejscu.Jedyne sensowne wytłumaczenie to ,że ramka się rozkleiła i tracąc stateczność spadła na podłogę.Pytanie tylko czemu w tym momencie?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jakby powybierał najlepsze historie, skleił wszystko w jedną logiczną i spójną całość z zachowaniem realizmu i powagi to można by nakręcić całkiem niezły horror.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moze ja tez cos dodam.Wiele lat temu moj starszy ode mnie kuzyn ktory w tamtym czasie mieszkal w Miedzyrzeczu Wielkopolskim wybral sie z kolegami na exploracje fortyfikacji umocnionego walu Midzyrzeckiego.Szukali jakiegos obiektu -bunkra o ktorym mowiono ze posiada rozlegla siec podziemnych korytarzy.Mieli tylko latarki i sznurek zeby wszyscy mogli w razie wyczerpania baterii lub innego zdarzenia utrzymac kontakt ze soba w calkowitych ciemnosciach.W bunkrze bylo czuc wilgoc i panowal zaduch.Szli jakis czas korytarzem ktory co jakis czas skrecal.W pewnym momencie,mowi kuzyn,cos uslyszal.W tej samej chwili kolega z przodu z najsilniejsza latarka zatrzymal sie i krzyknal cisza!".Wszyscy zamarli w bezruchu.W oddali,jakby z dalszych pomieszczen kompleksu dobiegly ich stlumione odglosy..smiech,krzyki,rozmowy po rosyjsku i dzwieki akordeonu.
Kuzyn powiedzial ze tak szybko jak uciekali ,to pobili chyba rekord szybkosci przemieszczania sie czlowieka w ciemnosciach i w labiryncie.
Dodam tez ze kuzyn jest czlowiekiem opanowanym,wyksztalconym,z duza wiedza historyczna oraz co najwazniejsze,PRAWDOMOWNYM.Podobnymi ludzmi tez sie stara otaczac.W tym przypadku nie zagrala wyobraznia ani stres ani inne czynniki,gdyz po wydostaniu sie z bunkrow i ucieczce samochodem,WSZYSCY czterej opisywali dokladnie tak samo odglosy ktore slyszeli.Na drugi dzien szukali wszystkich racjonalnie dajacych sie wytlumaczyc wskazowek.Oczywiscie nie wrocili tam juz.Rozmowa ze starszym panem utwierdzila ich w przekonaniu ze nie ma tam zadnych rosyjskich baz,wypraw czy podobnych przedsiewziec.Obiekt w ktorym byli jest po prostu opuszczony i zaniedbany.Nie objety programem zwiedzania.Niektore korytarze w bunkrach zostaly wysadzone i zabetonowane.
Dzis ,po tylu latach moj kuzyn mowi ze nawet za duze pieniadze nie wszedl by tam sam i tego strachu nigdy nie zapomni.Nie twierdze tym samym ze duchy ludzi istnieja po smierci.Ale zle duchy,demony, na pewno istnieja.Mysle ze zaden zolnierz nie chcialby straszyc po smierci niewinnych ludzi.ale to tylko moje ,osobiste,stwierdzenie i niekoniecznie trzeba sie z tym zgadzac.Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
To i ja dodam coś od siebie.
W tym roku byliśmy z żoną dwukrotnie u znajomych w jednej z podwarszawskich miejscowości.
Znajomi mieszkają nieopodal rozległych obszarów leśnych.
Postanowiłem pójść sobie pochodzić po lesie przylegającym do ich osiedla. Tam natknąłem się na niewielkie pagórki poryte okopami i wieloma dziurami. Jedne z nich były chyba lejami, starymi ziemiankami, a pozostałe pamiątkami po miłośnikach wykokpów. Szwendałem się tam kilka dni budując w wyobraźni obraz tego co działo się tu w latach ostatniej wojny. Robiłem zdjęcia. Odnalazłem w końcu piaskowa wąską ścieżkę, z której korzystali miejscowi. Jako, że lipcowa pogoda dopisywała, przez korony drzew przedzierały się ciepłe promienie słońca, postanowiłem się nią przejść podziwiając pagórki i przyrodę. W pewnym momencie dróżka krzyżowała się z inną- szerszą na około 3-4 metry, też piaskową. . Zbliżając sie do skrzyżowania czułem coraz większy niepokój. Zmieniło się tez otoczenie. Iglaste drzewa poczęły ustępować brzozom i innym gatunkom drzew liściastych i krzaków. Wydawało mi się, że mimo iż słońce dalej świeci, robi się chłodno a jego promienie są jakby przyćmione przez mgłę wiszącą wysoko albo jakiś filtr promieni. Kiedy mijałem małe, częściowo wyschnięte, błotniste bajoro uświadomiłem sobie, że to zmieniający się na coraz bardziej ponury krajobraz tak oddziałowuje na moją wyobraźnię. Niestety idąc dalej ścieżką poczułem już nie narastający niepokój, a wręcz panikę.
Kiedy usłyszałem nieopodal trzask łamanej na ziemi gałęzi, poszedłem szybko w stronę. Nie było tu nikogo, nie uciekało żadne zwierzę. Zacząłem się po prostu bać i postanowiłem zawrócić. Przechodząc znowu koło bajora czułem się już tak zaniepokojony i przestraszony, ze pragnąłem znaleźć się jak najszybciej w pierwszej części lasu a najlepiej w domu.
Kiedy wróciłem i opowiedziałem o mojej przygodzie myślałem, ż znajomi będą się śmiali i żartowali ze mnie. Ci jednak opowiedzieli mi w zamian historię sprzed lat. Otóż w czasie wojny gdzieś na przełomie 39/40 a może 40/41 roku Niemcy rozstrzelali w tym lesie wielu ludzi.
Nie to jest jednak istotne.
Po powrocie do domu myśl o tym miejscu nie dawała mi spokoju. Zainteresowałem się tematem i potwierdziłem rozstrzeliwania w tym rejonie. Postanowiłem „zbadać” okolicę i wróciłem na miejsce we wrześniu. Znów pogoda dopisała- nad sobą miałem piękne błękitne niebo, a przed sobą rozświetlony promieniami słońca las.
Śmiało wszedłem w poznany dwa miesiące temu rejon lasu. Odnalazłem piaskową ścieżkę, poszedłem nią pragnąc jak najszybciej dotrzeć na miejsce.
Jakie było moje zdziwienie kiedy nie trafiłem już w to owe tajemnicze miejsce! Owszem- skrzyżowanie dróg było takie samo, ale tyko skrzyżowanie!
Całe otoczenie za skrzyżowaniem był taki sam jak pozostała część lasu.
Nie rozumiem co to było za zjawisko. Nie byłem tez pod wpływem leków ani innych substancji.. Jak to wytłumaczyć?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Mam jeszcze inna historie zwiazana z lasem aczkolwiek nie wybralem sie tam na exploracje tylko...na grzyby:) wiec wybaczcie koledzy.To bylo jekies 12 lat temu.Gralem w dosc znanej kapeli blues rockowej i bylismy wlasnie w 3 dniowej trasie koncertowej w Zielonej Gorze.Juz przed wyjazdem umowilismy sie ze w drodze powrotnej do Torunia zatrzymujemy sie na grzyby.Lasy zielonogorskie slyna z grzybow.Tak tez zrobilismy.Mialem taka duza reklamowke ze sklepu ktora doslownie w 15cie minut zapelnilem maslakami po brzegi tak ze nie moglem jej niesc za raczki tylko trzymalem pod spodem:))Wyszedlem na taka wieksza polanke lesna i doslownie stanalem jak wryty,cala polanka byla w prawdziwkach!Oczywiscie wysypalem te maslaki i zaczalem scinac te prawdziwki.Mialem juz pol reklamowki gdy uslyszalem przed soba w odleglosci jakies 20-30 metrow trzask lamanych galezi i odglosy czegos co biegnie.Wystraszylem sie powaznie bo myslalem ze locha z mlodymi dostrzegla mnie z kniei.Z zagajnika wypada jednak nie dzik tylko...Marek, wokalista:Porwana na strzepy reklamowka lopocze jak flaga w jego reku.Dobiega do mnie i krzyczy spier...my!!Ja stoje jak wryty z grzybami w reku i nie wiem co robic.Marek jest znany ze swoich dowcipow roznej masci wiec to tlumaczy moja konsternacje.Jednak jego twarz podpowiada ze jednak powinnismy spier.....tzn udac sie w przeciwna strone:))Ciekawosc jednak zwycieza,(znacie to prawda? odkopujac lotke przykrecona do calej reszty :))Zatrzymuje go i pytam co sie dzieje,Marek zdyszany,nie ma sily mowic wykrztusza tylko Trup" i biegnie dalej w strone drogi prowadzacej do samochodu.Ja jednak kierowany doswiadczeniem exploratorskim nie wiedzac dokladnie co mial na mysli(byc moze kosci zolnierza)postanawiam sprawdzic.Ide w strone zagajnika z ktorego wybiegl,wchodze,przedzieram sie dalej ,wychodze na mniejsza polanke i widze....lezace zwloki goscia w jasnym garniturze.Ma czy wybaluszone,lakierki spadly z nog i leza obok,na szyi zacisniety krawat.
Wyglada jak by ktos go zalatwil dopiero pare minut wczesniej.Po powrocie do auta wszyscy jestesmy zdenerwowani,postanawiamy zadzwonic na policje.Tak tez robimy ale z telefonu na stacji benzynowej,anonimowo.Dzien pozniej czytamy w gaziecie ze znaleziono zwloki bossa mafijnego w lesie niedaleko Zielonej Gory.W tamtym czasie byl to szlak tranzytu narkotykow i nielegalnej broni.
Dopiero po tygodniu ,na probie rozmawiamy o tym i doszlismy do wniosku ze mielismy szczescie tak naprawde.Gdybysmy trafili tam kilka lub kilkanascie minut wczesniej,moglibysmy lezec obok tego goscia.Ci ludzie zazwyczaj nie zostawiaja swiadkow przy zyciu.
Ale grzyby przywiozlem do domu:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jeden z najciekawszych tematów na zimowe dni :)

Można poczytać, rozbudzić wyobraźnie :)
W sferę duchów nie wnikam, nigdy nie miałem styczności z takimi zjawiskami", aczkolwiek wiele razy słyszę od dziadków, o lesie, w którym iemiec" prowadza, nie dając wyjść z lasu, itd.

W wielu historiach pojawia się efekt ciemnośći" - zmiana terenu, na taki jakby zapomniany, zimny i tajemniczy.
Tak, to prawda takie rzeczy się czuje (sam takie miejsca znam).

Zjawy i duchy. To Zależy.
W lasach, do których chodzę na grzyby :) często spotkać mozna kapliczkę, grób NZ. Ja dbam o groby w moich okolicach, i staram się aby pamięć pozostała po tych, którzy tam leżą, dlatego wierzę w coś takiego jak opatrzność. :)

Zachęcam do opisywania swoich przygód, gdyż dobrze czyta się to w nocy :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Miałem podobną sytuacje.Tyle,że jegomość którego trupa miałem nieprzyjemność spotkać w lesie zważył się" jak fachowo to określili panowie z policji.Do tego uczynił to w bardzo pomysłowy sposób - sznurek przywiązany do drzewa na skraju leja po bombie,drugi koniec sznurka za szyje i tak se wisiał/leżał z nogami zanurzonymi w wodnistej brei na dnie leja.Do tego było dość ciepło i dwutygodniowe leżakowanie nie dodało mu uroku:)
Przy takim widoku duchy to pikuś:) do tej pory się boje zaglądać do wszelakich dziur w lesie:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
W miejscowości,którą często odwiedzam stoi sobie pałac,który po radosnej socjalistycznej gospodarce znalazł nowego właściciela.W czasie prac remontowych zdarzało mu się nocować w pałacowej komnacie.Któregoś razu,tuż przed świtem poczuł niemal fizyczne szarpanie co zmusiło go do podniesienia się z łózka.Kiedy tylko doszedł do świadomości,kabel zasilający elektryczny piecyk przeciążony prawdopodobnie zbyt intensywnym poborem prądu zapalił się,ale szybka interwencja zapobiegła rozprzestrzenieniu się pożaru co prawdopodobnie uratowało mu życie.Najciekawszym jest fakt,że w tej komnacie została zamordowana szesnastoletnia dziedziczka i jej kuzynka.Historia tego morderstwa odbiła się dosyć mocnym echem w ówczesnych Niemczech,a na kanwie tych wydarzeń powstały powieści.Dodam jeszcze,że opowieści o dziwnych odgłosach w pałacu krążyły już o wiele wcześniej.Trzeba powiedzieć,że właściciel tego pałacu godnie przywrócił pamieć o niej i w kolejną rocznicę śmierci,po wielu latach milczenia odezwie się dzwon jej poświęcony wiszący w pobliskim kościele.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Czytam to czytam i powiem tak: sporo jest zastanawiajacych i zagadkowych sytuacji które opisujecie i ktorych pewnie nie zawsze da sie logicznie i sensownie na zimno.
MOja historia moze nie jest tak ekcytujaca i nie opisuje jakiegos bardzo konkretnego zdarzenia ale... ludzie z Breslau ktorzy biegaja z wykrywkami znaja doskonale grób 11 kompani" czyli Piskorzowice czyli Peiskerwitz. Nieduza wioska wrśrd lasów i pół nad Odrą. Wlepie za Hydralem opis tego miesjca i tego co sie tam działo (lekko skróciłem):

Piskorzowice to były wrota piekieł, masowy grób 11 kompanii."
Piękne widoki wiosną, mnóstwo kwitnących drzew owocowych i krzewów, małe zarośnięte pagórki i jedyny zachowany dom, robią niesamowite wrażenie. Tak dziś wyglądają Piskorzowice... Wbrew przypuszczeniom, nie była to wcale taka mała wieś. Przed wojną znajdowała się tutaj szkoła, niewielki zajazd i
mieszkało około 200 osób pracujących głównie na roli.
Dorobek kilkunastu pokoleń zniszczyła jedna noc z 29 na 30
stycznia 1945 roku. Wioska w grudniu 1944 roku stała się ważnym punktem strategicznym wojsk niemieckich. Jej położenie (zaledwie 200 metrów od rzeki Odry) przyczyniło się do tego, że miejscowość została włączona w pas obrony o nazwie Oder-Breslau", z którym Niemcy żywili nadzieje powstrzymania
radzieckiego marszu na Berlin. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że jeżeli linia Odry zostanie przełamana, nic już nie powstrzyma czerwonej zarazy przed zalaniem Rzeszy" - jak podawała goebbelsowska propaganda. Aby ostatecznie zamknąć pierścień wokół Twierdzy Wrocław Armia Czerwona musiała
zdobyć ten przysiółek i wyprzeć całkowicie oddziały niemieckie w kierunku miasta. Pierwsze natarcie, z marszu, nie powiodło się i żołnierze radzieccy ze znacznymi stratami musieli się cofnąć na prawy brzeg Odry. Drugi atak, powtórzony kilkanaście godzin później (29 stycznia) zdołał uchwycić przyczółek na drugim brzegu rzeki. Prawie całkowicie wycięty został broniący
się tutaj batalion SS Speckman". Dowództwo niemieckie, przeczuwając ostateczną klęskę wysłało broniącym się najbardziej elitarny pułk SS Besslein".
Tak swoje walki w Piskorzowicach wspomina jeden z esesmanów
Georg Haas, który w latach 70. wydał książkę pt. Płomienie nad Odrą": Na skutek naszego silnego obstrzału natarcie radzieckie zaczęło się załamywać, byliśmy już prawie we wiosce i myśleliśmy, że idziemy dobić Iwana", kiedy
nagle zza budynków wyjechały przeklęte czołgi Stalina, wybuchła potworna panika, byliśmy wprost dziesiątkowani. (...) Następnie żołnierz opisuje odwrót swojej kompani w stronę Wrocławia, ciężkie walki w lasach Piskorzowic i morze krwi", jakie zostało tam przelane. Autor pisze również, że wszędzie
było czerwono od krwi i wybuchów (...). Piskorzowice to były wrota piekieł, masowy grób 11 kompanii. (...). Ze 123 ludzi należących do tej kompanii, wchodzącej w składpułku Besselein", zdolnych do dalszej walki przetrwało 23. Niemcy w trakcie desperacji przerzucili w to miejsce jeszcze cały
oddział Volkssturmu, słabo wyszkolony i uzbrojony. W niedługim czasie został on praktycznie zmiażdżony. Niemieckie niedobitki przedostały się do oblężonego Wrocławia, gdzie wzmocnione przez nowych ludzi brały udział w obronie Twierdzy. Bitwa, a zwłaszcza jej finał, była wielkim sukcesem wojsk radzieckich. Został złamany jeden z najsilniejszych punktów oporu armii niemieckiej. Nie jest znana dokładna liczba poległych, ale musiała być
znaczna, skoro jeszcze wiele lat po wojnie można było natrafić tutaj na ludzkie szczątki. Do dzisiaj natura nie zdołała zatrzeć śladów tamtych zażartych walk. Prawie wszędzie w okolicy Piskorzowic można natknąć się na liczne okopy, transzeje i leje po pociskach artyleryjskich oraz granatach moździerzowych. A przy odrobinie szczęścia można natrafić na łuskę, odłamek
lub zniszczoną maskę przeciwgazową.
Alfred Dziak, jeden z pierwszych osadników w Pisarzowicach, w wiosce położonej zaledwie 1,5 km od opisywanej
miejscowości, wiele lat przepracował na naszej średzkiej ziemi i wiele pamięta z tamtych trudnych czasów. A tak wspomina swój pierwszy pobyt w Piskorzowicach w 1947 roku: - Byłem wtedy młodym chłopakiem. zatrudniłem się przy wycince drzew. W Piskorzowicach było mnóstwo starych dębów, mocno
uszkodzonych przez działania wojenne. Wszystkie drzewa wycinaliśmy wtedy ręcznie, piłą moja-twoja". Odgarniając liście wokół następnego drzewa, które mieliśmy wyciąć, moja ręka natrafiła na jakiś twardy przedmiot. Wyrwałem go z podłoża. Był to skorodowany hełm niemiecki, z którego wypadła
ludzka czaszka. Po chwili zauważyłem, że pod ściółką znajduje się kompletny szkielet żołnierza. Był na nim pas, ładownice, manierka, nawet karabin, który po przeładowaniu jeszcze działał. Był to okres po zdaniu broni, więc wyrzuciłem go do pobliskiego stawu... Od pana Alfreda dowiedziałem się również, że w Pisarzowicach mieszka jeszcze jeden człowiek, który może znać
więcej szczegółów na temat wspomnianych walk, ponieważ przymusowo pracował w tej miejscowości od 1943 roku. Pan Jan - mój kolejny rozmówca - przedstawił
mi swoją relację z pobytu w Piskorzowicach: - W Pisarzowicach mieszkam od 1943 roku. Dostałem się tutaj jako przymusowy robotnik. W trakcie samej bitwy nie było mnie w tej miejscowości. Zostałem wywieziony wraz z innymi w
głąb Rzeszy. Wróciłem tutaj dopiero w maju 1945 roku. Chciałem zamieszkać w tej wsi. Chodziłem wtedy na spacery do Piskorzowic. Wioska praktycznie nie istniała, wszędzie unosił się nieznośny fetor i na każdym kroku leżały ciała poległych żołnierzy. W trakcie jednego ze spacerów natknąłem się na spaloną
stodołę. Musiała być czymś w rodzaju szpitala polowego. W środku znajdowało się około 10 zwęglonych trupów niemieckich żołnierzy. Wszędzie leżały hełmy, puszki na maski gazowe, manierki i broń, a z pobliskich drzew sterczały tylko kikuty... Natomiast żadne źródła nie informują o żołnierzach słowackich, walczących po stronie niemieckiej. Pan Jan otrzymał w latach 60.
list ze Słowacji z prośbą żony o informację na temat poległego tutaj jej męża, żołnierza słowackiego. Piskorzowice były miejscowością najbardziej zniszczoną w skali powiatu średzkiego i nie zdołały się już podnieść z ruin.
Jak widać historia wsi jest bardzo burzliwa i skłania do refleksji o przemijaniu wszystkiego. Choć nie ma tej wsi na prawie żadnej mapie, nie należy skazywać jej na zapomnienie.

Paweł Duma

Ze strony http://naszestowarzyszenie.webpark.pl/dzieje_piskorzowic.htm



Ze swiadomoscią wszsytkich tych wojennych zdażeń postanowilismy dwa lata temu , w rocznice styczniowych wydarzeń sprawdzic jak to jest kiedy musisz w nocy tkwic w okopie na mrozie w sniegu. Spiwory wojskowe, karminaty, umudurowwanie i spedzilismy 2 noce w sniegu. Powiem wam ze będac tam w nocy czuje sie ze coś wisi w powietrzu.. ze kilkadziesiat lat temu zgineło tam mnostwo ludzi, ze działy tam sie złe rzeczy. Kumpel ktory praktycznie nie widział nic tym miejscu, a ma doswiadczenie w eksploracji roznych bardzo dziwnych militarnie terenów stwierdził ze czuje sie jakies zło pomiedzy drzewami tego 'smutnego lasu". Za kazdym razem kiedy tam jestesmy jakos nie moge oswoic sie z tym miejscem, któe jednoczesnie jakos dziwnie i nienaturalnie przyciąga.

Share this post


Link to post
Share on other sites
kopaliśmy we trzech w okopach za znaczę że dojazd autem to tego miejsca jest niemożliwy prowadzi tam tylko jakaś stara droga ale jest tak zawalona jakimś gruzem itp że nie da rady przejechać nagle usłyszeliśmy jak jakby jechała ciężarówka prosto na nas odgłos silnika był coraz głośniejszy długo się nie zastanawialiśmy tylko chodu prze biegliśmy jakieś 30 metrów i padliśmy do jakiegoś rowu ale teraz tak co to jechało ?pytamy się nawzajem teraz jest cisza i nic nie jedzie totalnie zgłupieliśmy dojazd do tego miejsca jest niemożliwy podjeliśmy decyzje że wracamy obadać co tam stanęło więc wychodzimy z tego rowu i idziemy z powrotem doszliśmy a tu zonk niema nic kompletnie nic ,od razu zmieniliśmy miejsce poszukiwań mimo że z duchami i zjawami nie mieliśmy tu do doczynienia więc co to było do dziś nie wiemy

Share this post


Link to post
Share on other sites
Są różne dziwne i niewytlumaczalne zjawiska które paraliżują człowieka w ułamku sekundy ... Zwłaszcza na nocnych wykopkach , a to bazant a to stado kuropatw metr przed wykrywka :) ale znam też miejsca , nad którymi unosi się niebiskawo zielona mgłą na wysokości góra 5metrów i faktem jest to że człowiek czuje dziwny niepokój zanim cokolwiek zauważy paranormalnego. Jest miejscowość taka jak Kąty niedaleko mnie i najwięksi , nieustraszeni po kilku sekundach w tym miejscu palili zylowke z krzykiem Boże skruc drogę i iddal nieprzyjaciela:) osobiście niezycze komuś takich przeżyć na własnej osobie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Z tego co wiem od miejscowych w tym miejscu została wykonana nie jedna ,czapa' zresztą znajduje się bardzo blisko zaniedbany grób . podobno (sowiet) wiem tez że kobieta która została zdemaskowana w grupie i podejrzewana o donosicielstwo wybrała się do lasu na spacer nieświadomie zapewne jeszcze . Że to jej ostatni spacer.. Wiem jeszcze ze została pozbawiona już pośmiertnie złotych zębów .


. Lubie historie swojej okolicy tylko szkoda że ludzie tak szybko z tego świata odchodzą .

Share this post


Link to post
Share on other sites
To może jeszcze jedna dziwna historia jaka mi się przytrafiła:
Znajomy mieszkajacy w jednej z podopolskich wiosek opowiadał mi o dziwnym uczuciu strachu, mgle itp, na łąkach za cmentarzem, który znajduje sie na skraju jego wsi.
Mając już doświadczenie z lasem podwarszawskim, pchany ciekawością postanowiłem to sprawdzić.
To był listopad tego roku.
Wsiadłem w auto, pojechałem pod cmentarz, około godziny 20.00 sród ujadania okolicznych psiaków przedostałem się na drugga stronę cmentarza i zacząłem szlajac siew okolicy pstrykajac ze statywu zdjęcia zniczy migotających w oddali i innych okoliczności przyrody niepowtarzalnej ;)
Zblizała się godz. 21. We wsi leżacej niepodal poczeły milknąć psy, odgłos pojazdów i ludzi. nastała taka cisza, że słyszłem tylko odgłos swojego oddechu. W tym samym czasie pojawiła się mgła. Oczywiście na jesień mgły wieczorami i nocai- rzecz normalna. Ale tym razem ta mgła występowała tylko za cmentarzem. Do tego doszło takie silne uczucie niepokoju, że odechciało mi się fotografowania i ogladając sieco chwila za siebie zwiałem do samochodu. Uspokoiłem się dopiero w aucie.
Jako, że strachliwy nie jestem, łażenie po nocach samotnie nie jest mi obce, mgła oznacza dla mnie jedynie zjawisko atmosferyczne; postanowiłem wrócić tam nazajutrz.
Na zajutrz sytuacja wygladała identycznie. na cmentarzu swięty spokój, za cmentarzem także. O godz. 21 znowu- psy milkną, z odległego lasu wychodzi mgła, robi siecicho i bardzo , bardzo nieprzyjemnie. na cmentarzu jest już inaczej- poprostu normalnie. Tylko za nim jest jakaś dziwna energia. Dlaczego w okolicach godz. 21? Aktualnie sprawdzam co mogło się wydarzyć za cmentarzem. A może był za nim jakiś inny stary, zapomniany cmentarz? Kto wie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kiedyś byłem na wykopkach w Białochowie, w miejscu gdzie rozstrzeliwano ludzi. Przy pomniku zapaliłem znicz i zszedłem na dół. Poczułem jakiś piękny zapach, coś jakby perfumy. Przez cały czas czułem że ktoś mnie obserwuje. Nie czułem żadnego niepokoju, wręcz przeciwnie. Czułem że jestem mile widzianym gościem. W tamten dzień trochę wiało, natomiast na dole była zupełna cisza i ta niesamowita atmosfera, trudna do opisania. Tu macie trochę opisu o tych egzekucjach, pomnik który jest na zdjęciu nie jest tym pomnikiem za którym zabijano ludzi. Tamten jest w innym miejscu. http://pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Bia%C5%82ochowie

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information