Jump to content
Sign in to follow this  
Patryk_wro

Duchy na Wykopkach

Recommended Posts

No dobra Maniek. Widzę, że ciebie takie historyjki rajcują. No to opowiem ci taką, żebyś zrozumiał, że to nie przelewki ;)

Jadę sobie raz po północy z wesela. Odcinek drogi przez las. Jadę,jadę a ciemno jak ...u Murzyna, że ledwo co widać. Nagle wyskakuje z lasu zając prosto od koła wbiega. Fafut samochód podskoczył. Rozjechany. Zatrzymałem się. Trzeba zabrać szaraka...ale co to? Nigdzie go nie ma? Widać jednak przeżył i poleciał z bólem dwa razy szybciej dalej.
Węc wsiadam i jadę dalej. Ale co to? Patrzę w lusterko a na tylnym siedzeniu siedzi jakiś facet! Zamarłem z wrażenia. Wszystkie włosy dęba stanęły! Co tu robić? Strach wykonać jakikolwiek ruch nie znając zamiaru gościa...
Nagle znowu ta sama sytuacja- zając wybiega prosto pod koła i znowu go przejeżdżam. Patrzę w lusterko a gościa już nie ma ;)
Dobrze, że nie było w okolicy patrolu drogówki bo tak szybko chciałem opuścić to miejsce ;)

Maniek. Jak teraz będziesz sam jechał w nocy przez las i wyskoczy ci zając to zrozumiesz ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
no ale jak z wesela, to może byłeś na lekkim dopingu?:P i może nie pamiętasz, że wiozłeś szwagra?:) nie no żart, opowiastka ciekawa, powiem wprost, nie wiem co bym w takiej sytuacji zrobił, spotkań z duchami to ja nie lubię, i mieć nie chce, ale posłuchać można.

PozdrO

Share this post


Link to post
Share on other sites
Witam ciekawy watek wiec może i ja o swoich niewytłumaczalnych zajściach na wykopkach.Otoz jest takie miejsce ktore od juz kilku lat umownie nazywamy cmentarzem Wermachtu wynikam to z tego ze w poblizu tego miejsca wykopano kilka szieletow żołnierzy owej formacji ktorzy umarli w pobliskiej szkole ktora za czasow okupacji byla szpitalem. Jest to fragment lasku w mieście blisko zabudowań.Jego wymiary to może 200 metrów na 100 od większej części lasu dzieli go jakieś 500metrow.Jest położony jakby w niecce, żeby do niego wejść trzeba zejść jakieś 3metry dość stromo przedzierając sie przy okazji przez niezłe chaszcze i zarośla.Lasek ten biegnie tuz przy dość ruchliwej drodze. Pewnego razu postanowiłem zbadać to miejsce zawsze o tym dyskutowaliśmy czy można tam coś trafić w sumie to stara cześć miasta blisko swoja siedzibę miało gestapo i Wermacht a nóż widelec coś będzie....

Share this post


Link to post
Share on other sites
Tak wiec wraz z kolega który nie był zapalonym poszukiwaczem wybrałem sie tam na rekonesans (musiałem mieć saperkowego:))i tak po pokonaniu zarośli i gęsto rosnących pokrzyw które poparzyły nas boleśnie stoczyliśmy sie do tego lasku od razu zdziwiło mnie to ze pogoda wyśmienita słonce w pełni świeciło było chyba 13godz wakacje-lipiec a w tym zagajniku panował taki półmrok słońce dość ciasno przebijało sie przez konary starych rzadkich drzew, panował nawet taki lekki chłód to od razu nas trochę zdziwiło ale wzięliśmy szybko sie do rzeczy było wiele sygnałów kopalem tylko 2 bo czasu nie mieliśmy dużo w jednym wykopałem jakąś stara skórzana teczkę z zardzewiałymi gwoździami a w drugiej gigantyczna rurę która miałem na początku za bombę:)gdy kopalem te ombę" odłożyłem wykrywacz dość daleko bo sygnał moja wykrywka ciągnęła wyśmienicie trwało to jakiś czas gdyż nawet w takim wypadku oddając ja na złom można troszkę grosza zarobić:)....

Share this post


Link to post
Share on other sites
i cały czas podczas tego kopania co chwila wykrywka dawała dziwny sygnał jaki nie powinna znam mój sprzęt jego wady i zalety leżała spokojnie na terenie czystym dziwek był mi nieznany. zdziwiło mnie to nawet mojego kolegę który w tych sprawach jest laikiem cały czas kopica czoło sie coś dziwnego jakiś dziwne uczucie ogarniało nas obydwu niepokój i ten dziwny chłód. postanowiłem skończyć i poniechać złomowych rarytasów szybko wycofywaliśmy sie ku drodze i tu spotkało mnie-nas największe zdziwienie wracaliśmy ta sama droga ku temu urwisku a nasze ślady jakie robiliśmy depcząc roślinność jakby zniknęły jakby trawy i rośliny tam rosnące powstawały doszliśmy do urwiska i chcieliśmy sie wdrapać na nie a pokrzywy które tak zdeptaliśmy i łamaliśmy schodząc w dol rosły równo i gestu zdziwiło na sto bardzo na początku myśleliśmy ze nie tędy schodziliśmy a to było to miejsce bo rosło tu duże drzewo o które opieraliśmy sie schodząc.....

Share this post


Link to post
Share on other sites
Byliśmy tam ponad godzinę w tym małym dającym sie okiem w całości zmierzyć lasku schodziliśmy określonym miejscem w dol określona droga wydeptywaliśmy sobie przejście. Sygnałów było sporo wiec zamierzam tam wrócić na pewno nie samemu. Zastanawiam sie czy może są tam pochowani jacyś ludzie z tego dawnego szpitala którzy umierali nieraz w cierpieniu i nie chcą by zagłuszać im spokój i wtedy myślę by zostawić to miejsce w spokoju jest tyle ciekawszych. Wiem tez ze coś tam jest i broni swojej tajemnicy jakiej? strasznej? wspanialej? Wiem ja i kolega co sie tam działo w tym krótkim czasie co nas zdziwiło. Sa rzeczy które trudno wyjaśnić są takie których wcale nie można choćby sie bardzo chciało. Jaka jest tajemnica tego mojego" miejsca? Moze kiedyś uda sie je wyjaśnić nie wiem wiem na pewno ze jeśli jeszcze tam będę i coś podobnego będzie mialo miejsce opisze to na forum Odkrywcy to macie pewne. Pozdrawiam

Share this post


Link to post
Share on other sites
Spokoju zmarłym nie powinno się zakłócać- to generalna zasada kolego bończa.
Podświadomość ludzka jest silna i jeśli się dużo o czymś myśli to skala strachu potęguje się. Jest to efekt lusterka" w które się znowu ciągle zerka ze świadomością, że na tylnym siedzeniu a nóż widelec jakiś facio siedzi ;)
W czasach jakich żyjemy spokój, wolność i niezależność są bezcenne ;) Jeśli zabraknie jednego z tych czynników człowiek staje się chodzącym manekinem, więc zadbjcie o siebie ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja też coś wam opowiem.
Nie czytałem całego wątku bo po prost jest długi więc proszę się nie złościć jeśli już była taka historia.


Zdarzyło się to w 1892 gdy postanowiono zniszczyć cmentarz na wzgórzu. Na miejscu camentarza postawiono piękny dom. 100 lat puźniej do tego domu wprowadziła się rodzina. Nowe małeżeństwo po ślubie. Od razu spodobał im się dom. Sprzedawca opowiedział im chistorie o kobiecie, która krąży po domu i płacze. Ale oni nie uwiażyli w to i tylko się z tego naśmiewali.

Pewnej nocy Julie obudził płacz. Postanowiła wyjść i zobaczyć kto tak potwornie lamentuje. Zszedła do kuchni potem zobaczyła w salonie, ale nikogo nie było. Postanowiła więc wrucić do łóżka. Godzie później znowu usłyszała płacz, ale tak jakby dobiegał on z łazienki więc udała się tam. Powoli otworzyła drzwi. Na wannie zobaczyła jakąś kobiete. Przelękła się ale nie uciekła.

-Kim pani jest? - Zapytała Julia

Kobieta nie odpowiedziała, ale przestał lamentować.

- Moge wiedzieć co pani robi w naszym domu?

- Szukam dziecka - Odpowiedziała kobiet i odwruciła się do Juli. Jej twarz była potwornie blada i pozbawiona wyrazu. Zamist łez z oczu leciały jej stróżki krwi.

- Dlaczego szuka go pani tutaj?! - Uniosła się Julia

- Nie powie pani nikomu? - Powiedział kobieta wstajc i podchodząć do Juli. Chwyciła jej ręke i porzyłożyła sobie do policzka - Pani jest taka ciepła - Oznajmiła po chwili.

- Możliwe - rzekła Julia wyrywając ręke spod dotyku kobiety. - Dowiem się w końcu co tutajpani robi?

- No więc... Ja tutaj mieszkałam, ale musiałam się wyprowadzić. Miałam dziecko. Syna. Nazywał się James. Zdenerwował mnie. Rzuciła się na niego. Zapomniałam, że mam w ręku nóż. Dźgnąłam go. James umarł - Kobieta rozpłakała się.

- Zabiła go pani? To dlaczego teraz szukasz go tutaj?

Kobieta cofła się. Julia odwruciła się. Za swoimi placami zobaczyła chłopca w wieku około 8 lat. Ale jego twarz była brudna, zapłkana i sino blada. Chłopak na brzuchu miał ranę po ciosie.

- James? - Powiedziała wystraszona kobieta - James kotku! -

Chłopak patrzał na matke spod swojej grzywki. Zaza pleców wyjął nóż. Zakrwawiony...

- Przecież nie zabijesz mamusi - Powiedziała kobieta i zaczęła cofać się do tyłu.

- Mamusi? Moja mamusia by mnie nie zabiła - Powiedział chłopak zbliżając się w kierunku kobiety. Julia stała i patrzała na całą akcje. Chłopak minął ja obojętnie i podszedł do kobiety.

- Przecierz ja nie zabiłm cię umyslnie - Krzyczała kobieta.

- Liczą sie intencje - Poraz pierwszyna twaorzy chłopca pojawił się parszywy uśmiech......

Jest długa ale ciekawa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hymmm, to co za chwilę napiszę to prawda... Nie opisuję tej historii by znów, po kilku miesiącach, rozpalić głowy i wzniecić na nowo dyskusję. Chcę wam przedstawić historię z życia wziętą. Ja zdobyłem się na ten wysiłek i przeczytałem wątek z góry na dół a było to około trzech, czterech miesięcy temu. Kiedy znużony, żeby nie powiedzieć zniesmaczony, zbliżałem się do końca lektury, leżąc na kanapie i co rusz potakując krzątającej się po kuchni żonie mało nie dostałem zawału serca... Były godziny wieczorne, kiedy jak coś nie rąbnie w okno! Rumor spotęgowany był chyba i ciszą i zmęczeniem, które mnie ogarnęło. Kiedy zerwałem się na równe nogi, zapytałem żonę drżącym głosem, z wybałuszonymi oczami:
- Co to było?!
- Gołąb - odparła ze stoickim spokojem.
Tym jednym słowem w ogóle mnie nie uspokoiła. Co gorsza, na wyłupiaste oczy zaczął spływać zimny, słony pot. Ten, kto dotarł do epizodów z gołębiami w tle, opisywanymi w tym wątku zrozumie i moją reakcję i mój najzwyklejszy w świecie strach... Boże, te kilka minut będę pamiętał jeszcze długo. Nic to, pomyślałem. Przyszła kryska na Matyska. Moja chłodna kalkulacja, rozsądek, racjonalizm, legły w gruzach. Z biegiem czasu, ów zdarzenie zaliczyłem jednak do wybryków rachunku prawdopodobieństwa bo ni jak inaczej uspokoić się nie mogłem. Jakie wnioski wysunąłem z tej historii i czego mnie ona nauczyła? Odpowiadam: niczego. Żyję dalej, mam się chyba dobrze, dziecko w drodze, jednym słowem żadnych tragedii. Co prawda borykałem się ostatnimi czasy z pewnymi problemami (szukam pracy w okolicach Katowic ;)), które dziwnie spiętrzyły się w czasie trzech ostatnich miesięcy ale daleki jestem od tego by zaliczyć je do kategorii fatum, uroków, czy sił ciemnej mocy. Po prostu koledzy, czasami natura płata figle a my nie możemy dać się zwariować. Pozdrawiam i do siego... jak zwykle sceptyczny Vitt!

Share this post


Link to post
Share on other sites
W moich okolicach jest taki dziwny las. Wielu ludzi boi się tam wchodzić. Podobno ktoś tam kieedyś znalazł drugowojenny szkielet. Kiedyś muszę przezwyciężyć strach i się tam rozejrzeć

Share this post


Link to post
Share on other sites
Będąc przy tym temacie i odnosząc się do swojego dawnego postu z historią tego domu obok posterunku Policji, to ze zdumieniem dowiedziałem się, że znajomy się wyprowadził i to dosyć gwałtownie i dom ponownie jest na sprzedaż ..... pozdrawiam.liha

Share this post


Link to post
Share on other sites
O kurcze! ale ciekawy wątek :D tak mnie wciągnęło że przeczytałem od początku do końca ;] Powiem wam ze kiedyś koleżanka mojej mamy jak jechała samochodem widziała świetlistego ptaka. Coś w stylu Feniksa. Dodam ze na gruszy przed moim domem jest gniazdo gołębi. Gołębie to chyba jednak dobre duchy teraz będę się na nie patrzył z uśmiechem na twarzy :)

Pozdrawiam i Gratuluje wątku!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zawsze byłem sceptykiem,jeżeli chodzi o te sprawy,jednak zmieniłem zdanie odnośnie duchów.Moja historia zdarzyła się już kilka lat temu,jednak ze względu na okoliczności nie zapomnę jej do końca życia.Otóż we śnie nawiedziła mnie ciotka i powiedziała,żeby przyjść na jej pogrzeb,i co dziwne stwierdziła,że i tak nikogo od nas nie będzie.Sen jak sen,rano po pobudce już tego nie pamiętałem.Po kilku dniach od owej sytuacji idąc przez miasto natrafiłem na klepsydrę z informacją o śmierci owej ciotki.Nie zapomnę tego szoku kiedy spojrzałem na datę śmierci i pochówku.Klepsydra wisiała już kilka dni i było już po pogrzebie.Wtedy przypomniał mi się ten sen z przed kilku dni i wyliczyłem,że nawiedziła mnie tuż po swojej śmierci.Faktycznie nie było mnie i mojej rodziny na pogrzebie...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Jakieś 250 metrów za moim domem jest stary Żydowski cmentarz. Jeszcze 20 lat temu na okolicznych polach czasami znajdowały się różne kości. Mój ojciec za młodu wracał koło tego cmentarza do domu. Była zima coś koło 19 wieczór. Nie było śniegu tylko straszny mróz . Nagle od strony cmentarza usłyszał melodię a po chwili coś takiego jakby kilkanaście osób zaczęło nucić jakąś pieśń religijną po łacinie. Rozmawiałem o tym z dziadkiem i kilkoma ludzmi i wszyscy opowiadali że nigdy w życiu już tam się nie wybiorą. Jeden starszy pan też mówi że słyszał tam jakieś pieśni. Starsza pani natomiast opowiadała jak kiedyś patrząc w nocy przez okno zobaczyła jakby palące się sylwetki które nagle zapadły się pod ziemie.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Te palące się sylwetki to mogły być błędne ogniki występujące często na bagnach i cmentarzach gdzie rozkładają się substancje pochodzenia organicznego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Odgrzeję trochę temat może nie na wykopkach ale na wyciecze w Walimiu,na dole prawie na środku coś jakby było, ale to moja opinia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
witam panowie.zabierają już prawko za jazdę pod wpływem różnych środków zielonych samochodem,rowerem itp.jak organa ścigania to poczytają zaczną zabierać za chodzenie z wykrywką.CO wy tam palicie bo ja radomskie............ZDRÓW

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information