-
Zawartość
12 023 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
33
Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops
-
Buty kawaleryjskie
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Jedburgh_Ops → Amerykańskie militaria w II RP - Encyklopedia Forum Odkrywca.pl
Uwaga ogólna, myślę, że szczególnie przydatna dla rekonstruktorów WP okresu międzywojnia. Ogólny problem z butami kawaleryjskimi U.S. Army jest taki, jak z całą U.S. Army czasu I i II wojny światowej. Problem taki mianowicie, że sporo rzeczy na żołnierzach pochodziło z (mówiąc po amerykańsku) civvie street albo z wojskowych sklepów PX (Post Exchange), gdzie cywilni handlowcy oferowali masę rzeczy produkowanych poza kontraktami wojskowymi, które jednak były à la rzeczy wojskowe. Było to tak, że jeśli szef U.S. Army Quartermaster Corps w danej jednostce nie dawał rady zgromadzić czegoś dla żołnierzy i/lub oficerów z oficjalnych zamówień rządowych, wówczas dawał żołnierzom i/lub oficerom pieniądze na zakup tego czegoś na rynku komercyjnym - na tej „civvie street”, czyli na „cywilnej ulicy”. Wiadomo było, którzy krawcy, kaletnicy lub szewcy robią takie rzeczy i tam właśnie się szło ze starannie wydzieloną sumą USD na zakup tego, czego brakowało w jednostce. Nikt tego nie gonił w ramach dyscypliny formalnej tak podczas I, jak i II wojny. Wielu żołnierzy chodziło ubranych jak chciało pod względem czapek, koszul, butów i galanterii skórzanej. Względne wzory kroju i koloru musiały jedynie trzymać spodnie i kurtki mundurowe. Stąd też mogły się zdarzać także i takie buty kawaleryjskie, jak poniżej i gdyby któryś z polskich rekonstruktorów historycznych zdobył takie buty czy to jako oryginały, czy repliki to szefostwo danej grupy rekonstrukcyjnej nie powinno mieć o to pretensji. Poniżej jest kawalerzysta por. George S. Patton w roku 1916. Tak, TEN George S. Patton. Jak widzimy ma buty jeszcze inne, niż pokazane powyżej. -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Nie wiem, jaki jest alfa krytyczny (a raczej pozakrytyczny) dla F/A-18A, ale wariat za sterami tego samolotu otarł się o alfa pozakrytyczny tego F/A-18, który grzecznie odmówił współpracy na takim alfa. Kolejny pajac, któremu wydawało się, że pilotuje Mirage'a 2000 albo Rafale, bo tylko one wytrzymują takie numery. -
Gdyby ktoś widział już wystawę Mateusza Delinga poświęconą Polakom z Kaszub wcielanym do Kriegsmarine to będę bardzo wdzięczny za wrażenia z tej ekspozycji oraz z tego, co mówi o niej kustosz kłanińskiego muzeum, bo od niedawna jest tam takie stanowisko. Będę jechał na Hel chyba dopiero we wrześniu, więc nie tak prędko zahaczę o Kłanino.
-
Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie tego spokoju, tej mądrości, tej pokory i tolerancji, tej życzliwości dla ludzi i zrozumienia ich, jak prof. teolog Tadeusz Bartoś (b. dominikanin), prof. teolog Tomasz Polak (b. ksiądz), prof. teolog Stanisław Obirek (b. jezuita) mieli jakieś głosy krytyczne do wystawy „Nasi chłopcy”. Gdyby żył ks. Tischner to też nie wyobrażam sobie, żeby miał takie bezdennie prymitywne i agresywne komentarze do tej wystawy, jak prawicowych „patriotów” oraz szefa oślizłej partii roszczącej sobie prawa do rzekomej 130-letniej tradycji.
-
Buty kawaleryjskie
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Jedburgh_Ops → Amerykańskie militaria w II RP - Encyklopedia Forum Odkrywca.pl
Tak, zgadza się. Wszyscy moi koledzy-rekonstruktorzy, którzy portretują i Wrzesień, i PSZ, mówią, że „Cytadela” to klasa sama dla siebie, nieomal poza skalą. Mam nadzieję, że to nowe podforum przyda się także „Cytadeli”. -
Buty kawaleryjskie
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Jedburgh_Ops → Amerykańskie militaria w II RP - Encyklopedia Forum Odkrywca.pl
Tak, to inny typ. Wprawdzie mam wrażenie, że te buty to repliki, ale uważam, że kosherne, jak to się mawia w rekonstrukcjach. Te amerykańskie buty kawaleryjskie zwały się „three-buckle boots”, czyli trzyklamerkowce. Fajnie chłopak jest zrobiony i dobrze doinwestowany Dzięki za fajny post! -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Nad terenami pokazów lotniczych oraz nad plażami pilotom odpiernicza. Jak zawsze i wszędzie. -
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Ja też nie. -
Kurtki mundurowe
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Tomasz70 → Amerykańskie militaria w II RP - Encyklopedia Forum Odkrywca.pl
À propos kurtek mundurowych to pasuje tutaj także wątek identyfikacji pewnego guzika amerykańskiego znalezionego w Polsce. Może i takie sprawy mundurowe komuś też się przydadzą. Tomasz70 świetnie rozprawił się z tematem. :-) -
Na razie zaczynamy skromnie od opinaczy M1917 Dismounted, czyli dla piechoty. Tematy amerykańskich militariów WP wyskakują nieraz w nieoczekiwanych wątkach i tak było w poniższym wątku o Lend-Lease czasu II wojny światowej. Wszystko zaczęło się od znalezionej klamerki od takich opinaczy. Jest to więc sygnał, że spośród dwóch wzorów amerykańskich opinaczy M1917 - Dismounted (dla piechoty) i Mounted (dla kawalerii) - co najmniej te pierwsze pozyskano od Amerykanów dla Wojska Polskiego.
-
Katastrofy i wypadki lotnicze
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na macvsog → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Ciekawy incydent, taki raczej kończący wojskową karierę tego pilota. Na awarię silnika - jak pyta D. Kamizela - to zupełnie nie wygląda, bo awaria jednego z dwóch silników powodowałaby asymetrię ciągu, czyli w pierwszej fazie awarii lot z trawersem zanim pilot nie skompensowałby zjawiska wychyleniem sterów kierunku. Awaria jednego z dwóch silników nie powoduje wykonania półbeczki, jak zrobił to ten F/A-18. Awaria jednego z dwóch silników Horneta powodowałaby lekki i krótkotrwały obrót samolotu o kilka stopni wokół osi Z, a nie - jak w tym przypadku - dynamiczny obrót o około 170° wokół osi X. Na miejscu tego pilota zacząłbym już szukać roboty w liniach. -
Tak, polski „trench art” kwitł tak samo, jak chyba we wszystkich armiach świata. Było kiedyś takie forum nieco konkurencyjne wobec tutejszego i były tam pokazywane amerykańskie manierki M1910 znajdowane w Polsce, a oczywiście z zasobów WP. Jedna ewidentnie była już z wojny 1939 roku, ponieważ miała wyryte miejsca pobytów żołnierza na froncie, czyli zapewne miejsca walk z Niemcami. Zdjęcie tego wspaniałego historycznego przedmiotu niestety spaliło mi się w jednym z poprzednich komputerów (nomen-omen z amerykańskimi dyskami). Pamiętam też, że była to już mocna manierka aluminiowa M1910 z roku budżetowego 1918 spawana z dwóch części, nie zaś jedna z wcześniejszych produkowanych w skomplikowanej technologii odlewania/tłoczenia odśrodkowego, bo te manierki były wprawdzie bardzo ładne, ale delikatne, a w wojsku rzeczy mają być mocne, a ładne ewentualnie przy okazji. Niemniej ze stuprocentową pewnością można zakładać, że także te najwcześniejsze delikatne manierki M1910 1st Pattern z tej technologii „spun” również służyły w WP. O zestawach manierka / kubko-menażka / pokrowiec będzie jeszcze dużo.
-
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
-
Jak widać, podforum otwiera m.in. wątek filmu „Szaleńcy” z 1928 roku. Był to wątek bodaj największej tutejszej dyskusji o tym, co polskie władze wojskowe kupiły od U.S. Army tuż po I wojnie światowej dla Wojska Polskiego, a co znalazło się na kostiumach aktorów wspomnianego filmu. Znalazła się na nich tylko minimalna ilość „asortymentu”, jaki został wówczas sprowadzony zza oceanu do odradzającej się Polski. „Sprowadzony zza oceanu”, albo… no właśnie, do takich spraw też jest ten wątek. Bo równie dobrze rozstające się z Europą po I wojnie światowej American Expeditionary Forces (AEF) też mogły być źródłem pozyskiwania dla WP umundurowania, oporządzenia i wyposażenia bez wyjeżdżania po te rzeczy do USA. Jak było naprawdę? Nie znam przypadku, aby ktoś to zagadnienie solidnie zbadał i opisał. Dokumenty na ten temat na pewno w Stanach Zjednoczonych są, ale w takiej dramatycznej biedzie, jaka jest w polskiej nauce akademickiej nikt przecież nie sfinansuje magistrantowi czy doktorantowi wielomiesięcznej delegacji do USA dla dokonania tam kwerend, badań, wywiadów z muzealnikami itp. Takim właśnie sprawom ma służyć to podforum i w założeniach ma to być szeroka dyskusja o wszystkim, co forumowicze wiedzą, albo widzą na historycznych fotografiach, a co zostało wyprodukowane w USA i w ramach zakupów trafiło do Polski dla któregokolwiek rodzaju wojsk. Niniejsze podforum jest propozycją dla szerokiego grona zainteresowanych, jak między innymi dla: • tutejszych dyskutantów zamieszczających fotografie i – być może – zastanawiających się, co takiego amerykańskiego polscy żołnierze mają na sobie; • znalazców czegoś wojskowego amerykańskiego w ziemi, na strychu, czy w rodzinie i pragnących dowiedzieć się czegoś więcej o danym przedmiocie wojskowym z międzywojnia; • rekonstruktorów historycznych Wojska Polskiego z okresu międzywojnia szukających różnych porad na temat tego, co spośród rzeczy amerykańskich kupić do portretowanej przez siebie postaci; • kolekcjonerów militariów; • wszystkich innych osób wymykających się powyższym czterem punktom, a zainteresowanych tym, co z amerykańskiego umundurowania, oporządzenia i wyposażenia znalazło się w zasobach WP okresu międzywojnia. Jak wszyscy widzimy w wątku pt. „Film »Szaleńcy« 1928 r.” duże nadzieje forumowiczów były cztery lata temu pokładane w fakcie, iż miał się ukazać Tom 57 Wielkiej Księgi Piechoty Polskiej „Umundurowanie francuskie, brytyjskie i amerykańskie w Wojsku Polskim 1918-1939”. Książka mimo zapowiedzi nie ukazała się. Tym bardziej niniejszym proponuję, aby to podforum było encyklopedią tego, co pozyskano dla WP od amerykańskich sił zbrojnych w międzywojniu. Słowo „encyklopedia” nie jest w tym przypadku megalomanią. Przez to forum przez długie lata przewinęła się tak duża ikonografia związana z tematyką tego podforum, że mogłaby posłużyć do dużej książki. Tak więc ta umowna „encyklopedia” już na tym forum była od lat, a jedynie mechanizmy IT automatycznie wycofały z obrotu nieaktywne od zdefiniowanego czasu wątki, w których widać było amerykańskie militaria Wojska Polskiego. Razem z administracją będziemy się starali przywracać je (albo przynajmniej wybrane posty), aby na tym podforum służyły wiedzą już na stałe. Do współtworzenia podforum zapraszam oczywiście wszystkich, ale szczególnie moich niezawodnych partnerów w dyskusjach o starych amerykańskich militariach – kolegów @bjar_1, @Tomasz70 i @Edmundo, którzy swoją wiedzą mogą wnieść do tego przedsięwzięcia jeszcze więcej. Ponieważ nikt „nie pozjadał wszystkich rozumów” będą też w tym podforum sytuacje, w których to ja będę osobą pytającą, czy ktoś widział daną amerykańską rzecz na jakiejś fotografii polskich przedwrześniowych żołnierzy. I będę wdzięczny za ewentualne odpowiedzi. Uprasza się o cierpliwość w oczekiwaniu na odzyskanie starych wątków/postów z amerykańskimi militariami, bo projekt tego podforum raczkuje. Tymczasem życzę ciekawych rozmów w wątkach najnowszych.
-
Muzeum Polskich Śmigłowców
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na MiDwa → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Tak, ostatni rekonstruktorzy historyczni jeszcze tym latają. Do pewnego stopnia, ale tylko do pewnego stopnia, karierę i długowieczność Mi-2 można porównać do UH-1, tyle tylko, że UH-1 jednak nie był śmigłowcem tylko „do dźwigania własnego silnika”, jak mówiło o nim LWP. -
Muzeum Polskich Śmigłowców
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na MiDwa → Marynarka, Lotnictwo i okolice
Dobra inicjatywa. Mi-2 to wprawdzie bardzo słaby statek powietrzny i członek mojej najbliższej rodziny (instruktor pilot wojskowy na tym czymś) był chodzącą encyklopedią tego latadła, ale rzecz jasna nie wina polskich lotników, że ich los pokarał śmigłowcem (cytat z polskich wojskowych) „zdolnym głównie do dźwigania własnego silnika”. Oni są wręcz bohaterami, że tym latali z minimalną wypadkowością. -
Wojna w Ukrainie c.d.
temat odpowiedział Jedburgh_Ops → na Czlowieksniegu → Aktualności, newsy, wydarzenia
Rosjanie pokazali zdjęcia polskich zakładów wojskowych. I straszą. „To sygnał” -
Bardzo dziękuję za uznanie. Wiele życiowych spraw warto zaczynać jak najwcześniej. Dzięki temu mam dziś nienajgorszą w Polsce bibliotekę publikacji oraz dokumentów związanych z II wojną, pisane oraz nagrane wywiady z weteranami tej wojny, jak również nienajgorszą kolekcję militariów z omawianego okresu. A przede wszystkim mam realistyczne postrzeganie II wojny, wolne od fałszywego patriotyzmu, fanatyzmu, nacjonalizmu i ortodoksji.
-
Komandor Roman Rakowski milion razy mądrzejszy od tej prawicowej bałwanerii i innych polskich „patriotów”. Z tytułem wystawy zgadzam się w całej rozciągłości. On nie jest clickbaitowy. On jest jak najbardziej prawidłowy i społecznie, i historycznie. Nikt nie ma prawa krytykować tego tytułu siedząc dziś na kanapie i nie będąc postawionym w takiej sytuacji, w jakiej znalazły się setki tysięcy Polaków – Polaków tu urodzonych, tu wychowanych, tu po polsku wykształconych w różnym stopniu; normalnych Polaków z polskim obywatelstwem i z polskim pochodzeniem. Bardzo ciekawe, jak ci wszyscy współcześni krytycy z kanap zachowaliby się, gdyby na tej kanapie obok nich usiadł SS-man, czy inny gad szkopski, i powiedział: „Idziesz służyć niemieckim siłom zbrojnym. A jeśli odmówisz to idziesz do Konzentrationslager”; ewentualnie: „Idziesz służyć niemieckim siłom zbrojnym. A jeśli odmówisz to cała ta twoja rodzina, jak tutaj siedzi, idzie do Konzentrationslager”. Na sto procent obstawiam, że na takie dictum tym krytykom wystawy „Nasi chłopcy” piwko rozlałoby się po kanapie, a chipsy rozsypały na podłogę. Bardzo chciałbym zobaczyć „prawidłowo patriotyczne” moralne wybory podjęte przez takich typów. Tacy ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co Polakom wcielanym do sił zbrojnych czy pomocniczych III Rzeszy Niemcy wyrządzili nie na czas wojny, ale na całe życie aż do tego życia końca, jakie piętno im wypalono, jak ich ocechowano jak bydło rozżarzonym cechownikiem. Ci ludzie do końca życia drżeli, żeby się nie wydało, że byli wcieleni do hitlerowskich sił zbrojnych. Radzili sobie z tym tylko bajeranci, jak Król Polskich Bajerantów – Tony Halik. Kiedyś zlecono mi zrobienie filmu o jednym z największych światowych operatorów satelitarnych, który jest bardzo ważny dla Polski. Ponieważ znałem twórcę TVP, który był dziennikarzem i publicystą, a jednocześnie producentem i miał własne świetnie wyposażone studio filmowe to zwróciłem się do niego, żeby sfilmował i zmontował to, co wymyśliłem oraz żeby zrobił muzykę i był lektorem tego filmu. Okazało się (bo wcześniej tego nie wiedziałem, mimo naszej znajomości), że dużo współpracował i podróżował także z Halikiem. Dopiero wtedy dowiedziałem się, jakie farmazony, jakie groteskowe kity on stale wciskał ludziom przez dekady w tych jego programach telewizyjnych. I ten Król Polskich Bajerantów miał oczywiście dla durnej gawiedzi przed telewizorami także kit na swój temat. Kit, jak to podczas II wojny światowej on „służył w RAF”. A służył, i owszem, ale w Wehrmachcie. Pewnie poczytał sobie książki Pawlikowskiego, Neugebauera i paru innych polskich lotników bombowych, wyuczył się na pamięć, co trzeba w tym jego kicie mówić i tak zostało – dla telewidzów i dziennikarzy przeprowadzającym z nim wywiady został Tonym Halikiem z RAF oraz podróżnikiem. Potępiać go dziś z kanapy, z piwem i chipsami? Dla tamtego pokolenia ludzi – którzy niczym nie zawinili – było rzeczą nie do pomyślenia, aby przyznawać się do tego, że siłą byli wcieleni do wojska III Rzeszy. A dziś „bogobojny” prawicowy areopag komentatorów, których jedynym życiowym wyborem było dotąd to, czy zmienić żonę na fajniejszą, albo w ogóle na jeszcze fajniejszą konkubinę, mają gęby wypełnione mondrościami o tamtych pokoleniach drugowojennych Polaków.
-
Kolego Szanowny, nieprzypadkowo założyłem ten wątek. Widzę, że on jest nie dla każdego typu umysłowości. Wielka szkoda. W Twoich postach rozpoznaję siebie w wieku lat 13, gdy zacząłem maniakalne skupowanie wszelkich możliwych publikacji o II wojnie na Zachodzie, a naoglądany byłem wiele razy „Dział Nawarony”. Widzę, że i dla mnie, jako 13-latka, i dla Ciebie współcześnie II wojna światowa była w wymiarze moralno-etycznym zjawiskiem czarno-białym bez żadnych odcieni szarości. I nawet westerplatczycy wcielani siłą do Wehrmachtu nie są w stanie zmienić Twojego dość fanatycznego, ortodoksyjnego postrzegania II wojny światowej. Już czas stać się dużym chłopcem i dostrzec, że ta wojna czarno-biała była wyłącznie w niemieckich kampaniach przeciwko Polsce, Belgii i Holandii, bo już nie przeciwko Francji. Zatem naucz się kolego, że czarno-biała II wojna wojna światowa zakończyła się 28 maja 1940 roku. Po tej dacie już nic w tej wojnie nie było czarno-białe, jak Ci się marzy, bo to widać na podstawie Twoich kompletnie niedojrzałych postów. To tak Ci tylko powiem, coś bardzo „patriotycznego”, żeby tu panował w tym wątku stan równowagi. Powiem Ci, jak Żołnierze Przeklęci,... ooops przepraszam, „Żołnierze Wyklęci” potraktowali mojego dziadka - przedwojennego bardzo zaangażowanego aktywistę L.O.P.P. silnie związanego m.in. z lotniskami na Sadkowie i w Masłowie. Dziadek był słynnym krawcem i biznesmenem tej branży. Miał w Radomiu swoją niemałą szkołę krawiectwa z własnym budynkiem i z internatem, pisał skrypty i podręczniki krawiectwa, z których jeden obowiązuje do dziś. Po wkroczeniu Niemców do Radomia szkoła normalnie funkcjonowała, Niemcy niczego w szkole nie zdewastowali, niczego nie ukradli. Gdy Radom został „wyzwolony” przez sowiecką dzicz - tak samo, nikt niczego od dziadka nie chciał, niczego nie zdewastowano, niczego nie rozkradziono, mimo że ta dzicz robiła w Radomiu rzeczy potworne, jak wszędzie. Gdy nastali kolejni „wyzwoliciele” spod znaku szumowiny PKWN nadal nic się nie zmieniło u dziadka, prowadził swój biznes i edukację normalnie. Aż do pewnej nocy. Podjechały pod szkołę furmanki „Żołnierzy Wyklętych” jak najbardziej w stylizacjach organizacyjnych, z biało-czerwonymi opaskami, z orzełkami w koronach, wszystko „jak trzeba”. Ukradli ze szkoły wszystko, co cenne, oprócz ławek i krzeseł. Ukradli wszystkie maszyny do szycia, nawet wszystkie maszyny do pisania. Dziadek oponował, ale usłyszał, że „tak trzeba” - zupełnie tak, jak gdyby był szefem magazynu żywności połączonego z magazynem broni, bo tylko wtedy można by zrozumieć, że dla Polski „tak trzeba”. A to była zwykła złodziejska bandyterka, która nie do lasu wywiozła maszyny krawieckie i maszyny do pisania oraz całą masę mniejszych rzeczy, po prostu wszystko. W jedną noc ci wspaniali, ci opiewani, ci legendarni, ci etyczni, moralni, nieskalani, szlachetni, ci z dzisiejszych billboardów patriotycznych, „Żołnierze Wyklęci” zlikwidowali całą szkołę, cały dorobek mojego bogu ducha winnego dziadka, całe jego życie w sensie jego pasji. Dziadek już się z tego nigdy nie podźwignął. W jedną noc Żołnierze Wy/Prze/klęci zrobili to, czego nie zrobiły trzy najgorsze męty historii Polski - hitlerowcy, ruska soldateska i motłoch PKWN-owski. Więc Kolego Szanowny - jak lubisz czarno-biały wymiar II wojny światowej to gorąco polecam film „W drodze na Berlin”. Renomowana wytwórnia filmowa Киностудия Ленфильм nie zawiedzie Cię.
