Jump to content
Sign in to follow this  
bodziu000000

Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze

Recommended Posts

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,22565932,pozar-na-pokladzie-najmlodszego-polskiego-okretu-nie-wiadomo.html

Pożar na pokładzie najmłodszego polskiego okrętu. Nie wiadomo, czy wypłynie znów w morze

Kilka tygodni temu na pokładzie ORP "Orzeł doszło do niewielkiego pożaru. Wojsko nie potrafi jednak określić czy i kiedy jednostka będzie znów w pełni sprawna - informuje trójmiejska "Wyborcza.

O sprawie jako pierwszy informował tygodnik "Polityka. Niewielki pożar wybuchł na pokładzie okrętu pod koniec września podczas prac w stoczni. Nikomu nic się nie stało, czterech marynarzy trafiło wówczas na profilaktyczne badania do szpitala.

Trwa wciąż ustalanie przyczyn pożaru. Nie wiadomo też, kiedy "Orzeł wróci do normalnej służby - jeśli w ogóle wróci, bo jego naprawa może się okazać po prostu nieopłacalna.

- Zakres koniecznych do wykonania prac naprawczych zostanie ustalony po zakończeniu prac komisji oraz biegłych sądowych - mówi w rozmowie z "Wyborczą kmdr ppor. Radosław Pioch, rzecznik prasowy 3. Flotylli Okrętów.

ORP "Orzeł powstał w 1985 roku i jest w tej chwili najmłodszym polskim okrętem podwodnym w Marynarce Wojennej. Oprócz niego wojsko posiada jeszcze trzy inne okręty - w przypadku dwóch z nich podpisano umowy o konserwację, które mają wydłużyć ich żywotność."

Share this post


Link to post
Share on other sites
http://wiadomosci.wp.pl/spokojnie-to-tylko-awaria-jak-tona-polskie-okrety-podwodne-6192312465565825a

Spokojnie to tylko awaria. Jak toną polskie okręty podwodne

Polscy podwodniacy pływają na sprzęcie, który często nie jest w stanie się wynurzyć. Tylko dzięki szczęściu i temu, że Bałtyk jest płytkim morzem, nie wydarzyła się taka tragedia, jak w przypadku argentyńskiego okrętu - mówi WP emerytowany oficer podwodniaków.

- Kiedy jeden z naszych okrętów podwodnych wychodzi w morze, w pogotowiu czeka już okręt ratowniczy, ze sprzętem umożliwiającym pomoc w przypadku, gdy osiądzie na dnie. Takie incydenty zdarzają się regularnie - opowiada były oficer Marynarki Wojennej. To jego komentarz do głośnej na całym świecie sprawy zaginięcia argentyńskiego okrętu podwodnego.

Nasz rozmówca opisuje podobne zdarzenie, w którym uczestniczył osobiście. Po wyjściu na Bałtyk i zanurzeniu jeden z naszych okrętów podwodnych już nie dał już rady się wynurzyć. Osiadł na dnie, kilkadziesiąt metrów pod powierzchnią i ani rusz. Załoga uzyskała pomoc dzięki wypuszczeniu na powierzchnię pławy alarmowej. Tylko dlatego nie było poszukiwań i nerwów, a pomoc techniczna dotarła od razu na miejsc . Szczegółów tego wydarzenia nie może jednak ujawnić, ze względu na tajemnicę.

Parada muzealników

28 listopada odbędzie się 99., najsmutniejsza rocznica utworzenia Marynarki Wojennej. Podwodniacy, uważający się za elitę tego rodzaju wojsk, nie mają czym się pochwalić. Nasz flagowy okręt podwodny ORP "Orzeł został unieruchomiony w październiku. Po pożarze i zalaniu pianami z gaśnic część pokładowego wyposażenia okrętu uległa zniszczeniu. Nie wiadomo, kiedy okręt wróci do służby. Pozostałe okręty podwodne mają wartość muzealną - a nie bojową. Staż ORP "Kondor liczy 53 lata, ORP "Sęp i ORP "Sokół są w służbie 51 lat. ORP Bielik pływa od 50 lat. Wcześniej służyły w norweskiej marynarce i zostały udostępnione Polsce za darmo, wkrótce po tym jak zostaliśmy członkami NATO.

- Czas powiedzieć, że nie mamy okrętów podwodnych zdolnych do działań bojowych. To już typowe cele. Ich wartość bojowa polega jedynie na tym, że potencjalny agresor będzie musiał poświęcić czas, dosłownie jedną akcję i bomby na ich zniszczenie. Tylko tyle - ocenia oficer.
Jego zdaniem trwają dyskusje czy w ogóle "Orzeł zostanie wyremontowany. Banderę wciągnięto na nim 31 lat temu - Jaki jest sens inwestowania milionów złotych w jednostkę mającą 30 lat? Część wyposażenia w okrętach podwodnych montuje się jednorazowo i na stałe. Remont w dużej skali oznaczałby prucie ważnych elementów okrętu. Kiedy poprzednio "Orzeł trafił na remont do Stoczni Marynarki Wojennej wykryto w nim taką liczbę usterek, że utknął tam na trzy lata - dodaje rozmówca WP.

To jednak informacje nieoficjalne, którym zaprzecza kmdr por. Czesław Cichy z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych: - "Orzeł zostanie przywrócony do służby - zapewnia. - Pod koniec tygodnia komisja wypadków okrętowych przedstawi raport. Będziemy wiedzieli jakie są skutki pożaru. Pozostałe okręty podwodne regularnie biorą udział w ćwiczeniach na Bałtyku - dodaje. Podkreśla, że nie może udzielić żadnych szczegółów, ponieważ stan techniczny poszczególnych jednostek jest tajemnicą.

Kryptonim pirat

Rozmówca WP zdradza, że po kilkunastu chudych latach w finansowaniu stan floty podwodnej przedstawia żałosny widok. Czas wycofania norweskich okrętów ze służby minął w 2016 roku. Tylko dzięki prowizorycznym naprawom, heroicznemu wysiłkowi i talentom mechaników w ogóle pływają. Na przykład w 2018 roku klajstrowanie złomu w Marynarce Wojennej będzie kosztować 190 mln złotych. To oficjalna informacja podana przez Szefostwo Techniki Morskiej Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych.

Z 81 okrętów naszej rzekomo dumnej floty już 21 przekroczyło normy docelowej eksploatacji, czyli powinny trafić na złom. 66 okrętów wypracowało swoją normę eksploatacji na poziomie powyżej 75 proc. - poinformowano podczas debaty sejmowej komisji Obrony Narodowej.

- Jest mi z tego powodu wstyd. Ponieważ nasi podwodniacy biorą udział w zagranicznych ćwiczeniach, a patrząc na sprzęt innych marynarek muszą zaciskać zęby - mówi oficer marynarki. Opisuje, jego zdaniem, poniżający scenariusz ćwiczeń morskich, w których polskiej jednostce przypisano rolę "pirackiego okrętu. Uzasadnieniem było, że iż jako jedyny z sojuszników, dysponuje przestarzałym, lecz cichym napędem. Operatorzy innych okrętów nie będą się spodziewać takiego "cudaka, w związku z tym idealnie nadaje się do tropienia.

- To co zostało z polskiej floty podwodnej to garstka zapaleńców, którzy nie mając sprzętu studiują z opracowań najnowszą taktykę podwodną. Już wyszkolone załogi okrętów to inwestycja warta setki milionów złotych. Mówi się im, że mają dotrwać do momentu zakupu nowych jednostek - opowiada dalej oficer.

Minister obrony Antoni Macierewicz zadeklarował, że jeszcze w tym roku rozstrzygnie sprawę zakupu nowych okrętów podwodnych w programie Orka. O zamówienie ubiegają się francuska Naval Group proponująca okręt Scorpene, niemiecka grupa ThyssenKrupp Marine Systems z okrętami typów 212A i 214 oraz szwedzki koncern Saab z A26. Okręty mają być wyposażone w broń odstraszania - rakiety manewrujące o zasięgu. Pierwsze okręty miałyby trafić do służby w 2024 roku.

Koncepcja sięga Morza Północnego

Za to papierową koncepcję dla podwodnej floty mamy wyjątkowo ambitną. Według stworzonego jeszcze w latach 90., ale wciąż aktualnego opracowania, polska marynarka miałaby posiadać trzy okręty podwodne wielkości "Orła - czyli powyżej 3 tys. ton wyporności. Działały by one w tak zwanych trójkach. Jeden okręt jest na morzu, drugi w porcie, czeka przygotowany się do wyjścia (w zamian za powracających z misji), trzeci traktowany jest jako odwód. To jednak nie koniec zdziwień. Według aktualnych pomysłów naszych strategów jeden okręt miałby operować na Morzu Północnym.

W zderzeniu z rzeczywistością wypada ona wręcz groteskowo. Pomijając brak okrętów ("Orzeł jest niesprawny od 2014 roku), słabym punktem "koncepcji jest to, że Marynarka Wojenna nie ma okrętu nawodnego, mogącego służyć wsparciem dla przebywającej tak daleko jednostki, odnawiając jej gotowość bojową. Pod znakiem zapytania stoi obrona naszej flotylli podwodnej. - Żaden z portów nie posiada infrastruktury, dzięki której okręty podwodne mogłyby być bronione - uważa oficer-podwodniak. - Kiedy ostatnio na ten punkt zwrócił uwagę ktoś z ekspertów, padła odpowiedź od jednego z generałów, że będą bronić się same."


Post został zmieniony ostatnio przez moderatora Czlowieksniegu 08:35 28-11-2017

Share this post


Link to post
Share on other sites
http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/24496?t=-Orzel-nadal-w-linii

„Orzeł” nadal w linii

Wojskowa komisja, która badała przyczyny ubiegłorocznego pożaru na pokładzie największego polskiego okrętu podwodnego, orzekła, że szkody nie są poważne i po remoncie okręt wróci do służby. – Według specjalistów do zdarzenia w żaden sposób nie przyczyniła się załoga okrętu – podkreśla kmdr por. Czesław Cichy z Dowództwa Generalnego.

Do pożaru doszło pod koniec września ubiegłego roku. Ogień pojawił się podczas prac przy akumulatorach, które zasilają jednostkę. – „Orzeł” stał wówczas w gdyńskim porcie wojennym, formalnie jednak nadal nie został przez nas odebrany po remoncie. Był w trakcie prób stoczniowych – podkreśla kmdr ppor. Radosław Pioch z 3 Flotylli Okrętów. W feralnej chwili na pokładzie przebywało czterech marynarzy. Żaden z nich jednak nie ucierpiał.

Krótko po zdarzeniu postępowanie mające wyjaśnić przyczyny wypadku i skalę zniszczeń wszczęła Główna Komisja ds. Awarii Okrętowych MW. Specjaliści właśnie zakończyli pracę. – Komisja stwierdziła, że bezpośrednią przyczyną pożaru było zapalenie się izolacji kabli elektrycznych, które dochodzą do skrzyni rozłącznej ładowania i rozładowywania akumulatorów – tłumaczy kmdr por. Czesław Cichy z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych. Końcówki przewodów nie zostały odpowiednio mocno dokręcone. Kiedy popłynął przez nie prąd o bardzo wysokim natężeniu, zaczęły się nagrzewać. W rezultacie doszło do zapłonu. Takie następstwo zdarzeń potwierdził też sądowy biegły z dziedziny energetyki. – Według orzeczenia komisji do wywołania pożaru w żaden sposób nie przyczyniła się załoga okrętu. Co więcej, działania podjęte przez marynarzy już po jego wykryciu, pozwoliły na znaczne ograniczenie jego negatywnych skutków – zapewnia kmdr por. Cichy.

Postępowanie Komisji to nie jedyne prowadzone w tej sprawie. – Swoje śledztwo prowadzi gdyński oddział Żandarmerii Wojskowej pod nadzorem tamtejszej Prokuratury Rejonowej – zaznacza ppłk Artur Karpienko z Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej. Na razie śledczy nikomu nie postawili zarzutów.

Tymczasem straty okazały się stosunkowo niewielkie. Ogień uszkodził skrzynki połączeniowe do ładowania baterii akumulatorów i zasilania z lądu oraz tory kablowe. Nie została jednak naruszona konstrukcja kadłuba. – Okręt będzie mógł wrócić do służby. Zresztą od początku nie było żadnych przeciwwskazań, by tak się stało – podkreśla kmdr por. Cichy. Na razie jednak trudno orzec, kiedy to nastąpi. Nie wiadomo też, jakie będą ostateczne koszty z tym związane. – Najpierw trzeba rozpisać przetarg i wyłonić podmiot, który wykona naprawę – wyjaśnia kmdr ppor. Pioch. Jak udało nam się ustalić, może to nastąpić niebawem. – Na pokładzie okrętu skończyli już pracować biegli. Nie ma przeszkód, by rozpocząć remont jednostki – przyznaje ppłk Karpienko.

Po dokonaniu napraw okręt będzie musiał przejść próby na Bałtyku. – Samych marynarzy czeka zaliczanie zadań programowych O1 i O2 – informuje kmdr ppor. Pioch. Pierwsze pokazuje gotowość załogi do opuszczenia portu, drugie – do samodzielnego działania na morzu. – Ze względu na konieczność remontu ORP „Orzeł” nie został wyznaczony do żadnych tegorocznych ćwiczeń. Jednostka zostanie wpisana w harmonogram szkoleń, kiedy już wróci do linii – podsumowuje kmdr ppor. Pioch.

ORP „Orzeł” to największy i najmłodszy z polskich okrętów podwodnych. Został zbudowany przez jedną z sowieckich stoczni, do służby pod biało-czerwoną banderą wszedł zaś w 1986 roku. Potem był modernizowany, tak by sprostać standardom NATO. Jednostka jest w stanie schodzić na głębokość 300 metrów, jej zasięg został obliczony na sześć tysięcy mil morskich, a załoga liczy 60 marynarzy. Okręt ma w uzbrojeniu sześć dziobowych wyrzutnii torped. Jest również przystosowany do stawiania min. ORP „Orzeł” powinien pozostać w linii do 2022 roku.

To wiadomość ważna o tyle, że marynarka zaczęła już wycofywanie wiekowych okrętów podwodnych typu Kobben. W grudniu ubiegłego roku służbę zakończył ORP „Kondor”, a za kilka miesięcy dołączy do niego ORP „Sokół”. Pozostałe dwa Kobbeny powinny służyć do 2020 roku.

W najbliższych tygodniach powinien zostać wyłoniony wykonawca nowych okrętów podwodnych dla polskiej marynarki. Ubiegają się o to: francuska firma Naval Group, która oferuje jednostki Scorpene, ThyssenKrup Marine Systems z Niemiec ze swoimi 212A i 214 oraz szwedzki SAAB z okrętem A26. Polska zamierza kupić trzy okręty podwodne wyposażone w rakiety manewrujące."

Share this post


Link to post
Share on other sites
http://www.defence24.pl/dlaczego-nie-naprawiono-orp-orzel-cztery-lata-remontu

Dlaczego nie naprawiono ORP „Orzeł”? Cztery lata remontu

Z odpowiedzi Ministerstwa Obrony Narodowej na jedną z interpelacji poselskich wynika, że przez ponad pół roku nie usunięto skutków pożaru, do jakiego doszło na okręcie podwodnym ORP „Orzeł”. Co więcej – nadal nie wiadomo, kiedy ten okręt zostanie usprawniony i co tak naprawdę trzeba zrobić, by wprowadzić go do służby operacyjnej.

Najnowsze informacje na temat stanu okrętu podwodnego ORP „Orzeł” można było znaleźć w odpowiedzi sekretarza stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej Wojciecha Skurkiewicza z dnia 14 marca 2018 r. na interpelację nr 18058 posłów partii Nowoczesna: Pawła Kobylińskiego, Jerzego Meysztowicza i Adama Szłapki „w sprawie planów modernizacji polskiej floty podwodnej”.

Wynika z niej, że przez pół roku od pożaru, do jakiego doszło na pokładzie ORP „Orzeł” w dniu 27 września 2017 r. nie usunięto skutków tego wypadku i nie wprowadzono okrętu do linii. Nie podano również żadnego rozsądnego wyjaśnienia, dlaczego potrzebnych napraw nie przeprowadzono i kiedy to w ogóle będzie możliwe.

W świetle faktów mało wiarygodne są: deklaracja z odpowiedzi na interpelację, że po pożarze podjęto działania „w celu jak najszybszego usprawnienia okrętu i przywrócenia możliwości wykonywania zadań” oraz stwierdzenie, że „zarówno użytkownik, jak i organy logistyczne podejmują intensywne wysiłki zmierzające do przywrócenia sprawności technicznej oraz możliwości wykonywania zadań bojowych przez ORP „Orzeł””. Okazało się bowiem, że:

* Wykonano Wykazy Prac Naprawczych (WPN) tylko „przywracających okręt do stanu sprzed zdarzenia”. Tymczasem powrót do stanu technicznego sprzed 27 września 2017 r. niczego nie załatwi, ponieważ samo zdarzenie wykazało, że okręt nie był sprawny w momencie wypadku (nie działał np. prawidłowo system uruchomienia instalacji halonowej, a cały układ elektryczny powinien być sprawdzony);

* Nie opracowano kosztorysu i terminu naprawy stwierdzając jedynie, że „termin i koszty ww. napraw będą uzależnione od zakresu prac ujętych w WPN”. Tymczasem wcześniej poinformowano, że WPN został już sporządzony, a więc tak naprawdę nie wiadomo, co jeszcze potrzeba do wykonania w/w harmonogramu i kosztorysu;

* Nie wiadomo dlaczego uznano, że realizacja prac naprawczych „zostanie uruchomiona niezwłocznie po zakończeniu czynności dochodzeniowych prowadzonych przez Żandarmerię Wojskową oraz Prokuraturę Rejonową w Gdyni”. W rzeczywistości działania organów prowadzących postępowanie na pewno nie wymagają odstawienia przedstawiającego największą wartość bojową, polskiego okrętu bojowego na ponad pół roku czasu. ˛Dochodzenie na tego rodzaju jednostkach pływających powinny być realizowane bezzwłocznie i najwyżej przez kilka dni. Przykładowo po o wiele poważniejszym, śmiertelnym wypadku na amerykańskim niszczycielu rakietowym USS „John S. McCain” 21 sierpnia 2017 r.: już 1 listopada 2017 r. (a więc w dwa miesiące po zdarzeniu) opublikowano jawne raporty na temat przyczyn kolizji, we wrześniu 2017 r. podpisano ze stocznią w Yokosuka umowę na naprawę okrętu, a sam okręt dostarczono do Yokosuka na początku grudnia 2017 r.;

* Dopiero trwają prace „związane z przygotowaniem postępowania o udzielenie zamówienia publicznego na ww. naprawę awaryjną okrętu”. Nie połączono jednak tej procedury z już uruchomionym postępowaniem (11 marca 2018 r.), którego celem wg. Marynarki Wojennej „ma być dokończenie wszystkich rozpoczętych i niedokończonych napraw”. Zakres prac ma objąć: sprawdzenie, kalibrację i wymianę czujek systemu „ATMOSFERA”, naprawę systemu analizy wodoru MSA, naprawę zbiornika paliwowo-balastowego nr 9 lewej burty, naprawę pomp wirowych chłodzenia mechanizmów typu CN23 oraz NCW40/15 oraz naprawę zaworów powietrznych uzupełniania zapasu powietrza wysokiego ciśnienia WC400.

Marynarka Wojenna zamierza przeprowadzić więc na razie naprawę tylko części systemów, na razie bez usuwania skutków i przyczyny pożaru oraz bez wprowadzania okrętu do służby. Z odpowiedzi na interpelację poselską nr 18058 wynika bowiem, że dopiero po zakończeniu naprawy awaryjnej „planowane jest przeprowadzenie prób morskich naprawionych urządzeń oraz dokonanie weryfikacji sprawności okrętu”. Wskazano tam dodatkowo, że dopiero „po zakończeniu naprawy awaryjnej okręt powróci do służby”. Nie nastąpi to więc na pewno po pracach przeprowadzonych w obecnym postępowaniu uruchomionym przez Komendę Portu Wojennego Gdynia.

Terminu wprowadzenia okrętu podwodnego ORP „Orzeł” do linii nie podano również w odpowiedni na interpelację nr 18058, ponieważ według wiceministra Skurkiewicza „określenie terminu tego powrotu, na obecnym etapie, z uwagi na obowiązujące przepisy dotyczące udzielania zamówień publicznych, jest niemożliwe”.

W ten sposób okres wyłączenia ze służby tej jednostki pływającej przekroczy co najmniej cztery lata, a więc będzie dłuższy o ponad 36 miesięcy od tego, jaki zakładano w momencie rozpoczęcia w czerwcu 2014 „naprawy dokowej oraz wymiany baterii”. Kontrakt na te prace podpisany ze Stocznią Marynarki Wojennej 19 lutego 2014 r. zakładał bowiem, że „całość prac realizowana będzie w dwóch etapach i potrwa do 30 marca 2015 r.”.

W międzyczasie doszło jednak do komplikacji, ponieważ w czasie remontu wyszło wiele innych niesprawności, których liczba zwiększyła się dodatkowo po dwóch wypadkach - w tym po zderzenia z suchym dokiem. Pożar wybuchł więc na okręcie, który nadal nie był wprowadzony do linii. Odpowiedź na interpelację poselską nr 18058 wskazuje, że w najbliższym czasie się to na pewno nie zmieni."

Share this post


Link to post
Share on other sites
Typowy polski bajzel i brak kompetencji. Nic nowego, bo tak mamy już od jakiś 400 lat. Gdyby było inaczej, to zamiast zaborów bylibyśmy w Europie mocarstwem. Pozostaje nam jedynie wymachiwanie szabelką i wzywanie do krucjaty przeciwko Rosji.

Szarpanie niedźwiedzia za ogon, aby przypodobać się Jankesom, to nasza nowa narodowa tradycja. VIP-y wiedziały co robią kupując za miliardy i bez przetargu samoloty dla siebie, aby zapewne w razie W" mieć czym uciekać na Zaleszczyki...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Balans, a czy nie tak pisałem kiedy tylko pacjent objawił swoje zamiary względem zakupów tych samolotów, pisałem również że nie będzie żadnych OP ani śmigłowców ,ani nic co jest technologicznie zaawansowane i słowo ciałem się staje.Przyczyny są dwie, brak kasy i druga taka bardziej zasadnicza , nikt z idiotami na poważne tematy i wielkie pieniądze nie będzie rozmawiał po tym co zrobili z kontraktem na śmigłowce.

Share this post


Link to post
Share on other sites
http://www.defence24.pl/trwa-naprawa-orp-orzel

Trwa naprawa ORP „Orzeł”

Komenda Portu Wojennego w Gdyni poinformowała o wyborze wykonawców do przeprowadzenia prac naprawczych na okręcie podwodnym ORP „Orzeł”. Prawdopodobnie nie udało się jednak znaleźć firm do wykonania wszystkich niezbędnych robót, przez co ta ważna dla Marynarki Wojennej jednostka pływająca może nadal pozostać niesprawna.

Zadanie naprawy okrętu ORP „Orzeł” podzielono na pięć części, w taki sposób aby poszczególne prace mogły być realizowane przez różne podmioty. Zgodnie z komunikatem opublikowanym na początku kwietnia br. na stronie Komendy Portu Wojennego w Gdyni po otwarciu ofert w dniu 14 marca 2018 r. dokonano wyboru i podpisano umowy z następującymi firmami:
* w dniu 4 kwietnia br. ze spółką SAFE TECH Marian Hoppe Sp.J. z Gdyni, która zaoferowała najniższą kwotę brutto 14.900,00 zł. i uzyskała największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części I prac: „Sprawdzenie, kalibracja, wymiana czujek systemu ATMOSFERA na ORP Orzeł”;

* w dniu 4 kwietnia br. z firmą JT SHIP SERVICE z Gdyni, która zaoferowała najniższą kwotę brutto 13.800,00 zł. i uzyskała największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części II prac „Naprawa systemu analizy wodoru MSA”;

* w dniu 5 kwietnia br. z firmą AKWEN SERVICE S.C., C.E z Gdyni, która zaoferowała najniższą kwotę brutto 13.000,00 zł. i uzyskała największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części III prac „Naprawa zbiornika paliwo – balastowego nr 9 lewej burty”;

* w dniu 5 kwietnia br. z przedsiębiorstwem DROPPEN F.G, z Gdyni, które zaoferowało najniższą kwotę brutto 12.500,00 zł. i uzyskało największą ilość punktów w kryterium cena 100 na wykonanie części V prac „Napawa zaworów powietrznych uzupełniania zapasu powietrza wysokiego ciśnienia WC400”;

Czego prawdopodobnie nie uda się na razie naprawić?

Zrealizowanie w/w napraw i kalibracji nie oznacza wcale, że okręt podwodny ORP „Orzeł” będzie sprawny. Komenda Portu Wojennego nie ujawniła bowiem wykonawcy części IV prac, dotyczącej: „Naprawy pomp wirowych chłodzenia mechanizmów typu CN23 oraz NCW40/15”. Może to oznaczać, że do tego zadania nie zgłosił się żaden podmiot nie podlegający odrzuceniu.

Nie powinno to zresztą nikogo dziwić, ponieważ w części IV prac chodzi o naprawę urządzeń wyprodukowanych w Związku Radzieckim z datą produkcji 1983 r. Naprawa miała bowiem objąć:

* Agregat pompowy CN-23 SBII (składający się z pompy wirowej CN-23 i silnika elektrycznego prądu stałego typu PSM 7M-M4), w którym stwierdzono zaniżoną wydajność i drgania wibracyjne;

* Agregat pompowy CN-23 SBV (składający się z pompy wirowej CN-23 i silnika elektrycznego prądu stałego typu PSM 7M-M4), w którym stwierdzono zaniżoną wydajność oraz nieprawidłową pracę wału pompy;

* Agregat pompowy NCW 40/15 (z pompą wirową CN-23), w którym stwierdzono konieczność określenia szczelności pompy;

Dla porównania w części I prac chodziło o sprawdzenie systemu ATMOSFERA z 2001 r, natomiast w części II prac o naprawę systemu analizy wodoru MSA z 2015 r. Dodatkowo w zakresie robót zamówionych przez Komendę Portu Wojennego nie ma prawdopodobnie usunięcia skutków pożaru, do jakiego doszło ona okręcie 27 września 2017 r. Nie wiadomo też nic na temat formalnego zakończenia robót stoczniowych, które z przerwami trwały w Stoczni Marynarki Wojennej od czerwca 2014 r."

Share this post


Link to post
Share on other sites
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23950498,rozbity-nadpalony-i-nie-do-konca-naprawiony-duma-floty-spedzila.html

Obity, nadpalony. ORP Orzeł spędził już pięć lat na naprawach i nie wiadomo, czy jest sprawny

ORP Orzeł, teoretycznie jeden z najgroźniejszych polskich okrętów, od pięciu lat znajduje się w niekończących się naprawach. Miały być krótsze, ale po drodze został mocno obity, nadpalony i po prostu się zestarzał. Teraz wreszcie znów pływa, ale nie jest jasne na ile jest sprawny. Od wielu miesięcy nie udaje się znaleźć chętnych na sprawdzenie i naprawienie ważnych systemów okrętu.

ORP Orzeł trafił do stoczni na remont pod koniec 2013 roku. Wówczas skończyła się normalna służba okrętu. Przerwa miała trwać dwa lata, ale ORP Orzeł ponownie wyszedł z portu dopiero w czerwcu 2018 roku i to tylko na chwilę na paradę. Dopiero teraz pojawia się coraz więcej zdjęć okrętu pływającego po Zatoce Gdańskiej, wskazujących na to, iż po prawie pięciu latach coś drgnęło w jego sprawie.

Potwierdza to w rozmowie z Gazeta.pl rzecznik prasowy 3.Flotylli Okrętów, komandor podporucznik Radosław Pioch. Okręt i załoga miały zaliczyć tak zwane zadanie O1, oznaczające przygotowanie do wyjścia z bazy. - Obecny stan techniczny pozwala na wyjście okrętu na morze i przygotowanie załogi do szkolenia oraz realizacji zadań - odpowiada na pytanie o stan ORP Orzeł.

Bezpieczny, ale czy sprawny?

Nie jest jednak jasne, na ile okręt rzeczywiście jest sprawny i gotowy do ewentualnej walki. - Żeby okręt wyszedł w morze, muszą być spełnione odpowiednie procedury bezpieczeństwa. Nikt w MW by nie ryzykował robienia tego bez odpowiednich certyfikatów - mówi Tomasz Grotnik, redaktor naczelny miesięcznika "Morze.

Finalnym sprawdzianem jest zaliczenie zadania O2, co oznacza, że okręt jest gotowy do walki. - Do tego muszą być jednak sprawne wszystkie systemy - zaznacza redaktor naczelny magazynu "Morze.

Tymczasem zajmująca się obsługą okrętów Komenda Portu Wojennego w Gdyni nie jest w stanie od dawna znaleźć chętnych, którzy zajęliby się między innymi systemami hydroakustycznymi (bardzo ważne "uszy okrętu podwodnego, bez których jest bezwartościowy na polu walki), peryskopami ("oczy zanurzonego okrętu) i częścią instalacji elektrycznej, uszkodzonej w ubiegłym roku w pożarze.

Kmdr ppor. Pioch zapewnia, że przetargi na zajęcie się wszystkimi tymi systemami mają na celu "weryfikację stanu technicznego, czyli potocznie mówiąc przegląd. Jednak w dokumentach przetargowych w wielu miejscach pojawia się słowo "naprawa a w niektórych wprost są wymieniane usterki, którymi trzeba się zająć.

Uszy do naprawy

Największym postępowaniem jest to, które ma na celu znalezienie firmy chętnej do zajęcia się systemami hydroakustycznymi.

Naprawa kompleksu hydroakustycznego MGK-400, stacji hydroakustycznej do poszukiwania min MG-519 i stacji hydrolokacyjnej do pomiaru kawitacji MG-512 zamontowanych na ORP ORZEŁ

Przetarg ogłoszono na początku czerwca. Początkowo zainteresowanie wyraziły trzy firmy/konsorcja (formalnie pozostają anonimowe), które zadawały szereg pytań wojskowym. Wynika z nich między innymi, że częścią prac ma być wymontowanie serca systemu MGK-400, czyli tak zwanych przetworników. Marynarka chciała wykonania prac do końca listopada 2019 roku.

Obie te informacje pozwalają się domyślać, że chodzi o dość zaawansowane prace. Szczegóły są jednak niejawne i miały zostać ujawnione dopiero wybranej firmie. Najpewniej wynika to z tajnego charakteru możliwości systemów hydroakustycznych. Wojsko odrzuciło między innymi jedną prośbę o wgląd do dokumentacji technicznej, choć firma zapewniała, iż ma osobę z odpowiednimi pozwoleniami.

Ostatecznie wszyscy trzej oferenci wycofali się, choć wcześniej niektórzy z nich zapewniali o wielkiej chęci wykonania zlecenia i prosili o dodatkowy czas na przygotowanie dokumentów. Przetarg unieważniono na początku września. Jak mówi nam anonimowo przedstawiciel jednej z nich, podstawowym problemem był w ich ocenie nierealistyczne terminy stawiane przez wojsko.

Na stronie Komendy nie ma informacji o kolejnym przetargu.

Oczy do naprawy

Znaleźć firmę do zajęcia się peryskopami Komenda próbowała już cztery razy w tym roku. Wszystkie postępowania skończyły się tym samym – anulowanie z powodu braku ofert nie podlegających odrzuceniu. Ostatni raz na początku września.

Naprawa peryskopów PZKG-11 – 2  szt. na ORP Orzeł

Jak wynika z dokumentów przetargowych, oba peryskopy miały zostać wymontowane z okrętu i zbadane. Zwłaszcza pod kątem trzech konkretnych usterek: przeciekania, wibrowania i problemów z mechanizmem obracania. Następnie bez ich usuwania oba peryskopy miały zostać zamontowane ponownie. W dokumentach zastrzeżono, że naprawy mogą zostać zlecone dodatkowo. Wszystkie prace miały zostać przeprowadzone w okresie od końca września do początku listopada.

Na stronie Komendy nie ma słowa o kolejnym przetargu.

Elektryka do odbudowy

Ostatnim z nierozstrzygniętych postępowań jest to, które ma na celu naprawę szkód powstałych w wyniku pożaru pod koniec 2017 roku. Zapaliły się wówczas elementy układu elektrycznego odpowiadającego za ładowanie wielkich baterii okrętu. Pożar szybko ugaszono i jak zapewnia wojsko, nie wyrządził większych szkód. Z przetargów ogłoszonych i zleconych przez Komendę wynika, że trzeba było oczyścić z sadzy przedział nr. V i znajdujące się w nim urządzenia oraz go odmalować. Zlecono też zbadanie stanu całej elektroniki i elektryki w przedziale.

Po zakończeniu tych prac rozpisano jeszcze zimą 2018 roku przetarg na wymianę części systemu elektrycznego służącego do zasilania okrętu i ładowania baterii. Konieczne jest między innymi wykonanie od podstaw kilku części.

Naprawa gniazd i kabli do zasilania okrętu podwodnego typu 877E ORP ORZEŁ

Pierwsze postępowanie zakończyło się unieważnieniem w marcu przez brak ofert nie podlegających odrzuceniu. Tak samo skończyła się druga próba w kwietniu. Na stronie Komendy nie ma informacji o kolejnym podejściu.

Przynajmniej można ćwiczyć

Biorąc pod uwagę fakt, że nie udało się rozstrzygnąć tych trzech przetargów, można mieć wątpliwości co do sprawności ORP Orzeł. Ma być dość bezpieczny, aby wychodził z bazy i służył do szkolenia, ale czy jest zdolny do walki?

Sama możliwość ćwiczenia załogi na morzu jest przy tym bardzo ważna. Prawie pięć lat przerwy w normalnej służbie to bardzo długi okres. - Załoga mogła przez te pięć lat pływać na innych okrętach podwodnych i podtrzymywać część nawyków na przykład z zakresu nawigacji czy łączności. Jednak choćby system uzbrojenia na ORP Orzeł jest zupełnie inny od tego na jednostkach typu Kobben - zaznacza Grotnik. Oznacza to, że marynarze muszą sporo sobie przypomnieć i ponownie przećwiczyć. O ile jeszcze służą. W okresie postoju w stoczni zmienił się między innymi dowódca ORP Orzeł.

Konieczność przeprowadzenia prac opisanych w nieudanych przetargach i konieczność przeszkolenia załogi oznacza, że może minąć jeszcze dużo czasu, zanim okręt będzie naprawdę sprawny do walki. Tymczasem ORP Orzeł nieubłaganie zbliża się do wieku emerytalnego. Ma już 33 lata i nigdy nie przeszedł modernizacji. Reprezentuje poziom radzieckiej technologii wczesnych lat 80. - Nie ma co ukrywać, że jest to okręt stary i awarie są nieuniknione - mówi Grotnik.

Dodatkowo ORP Orzeł ma pecha. Poza wspomnianym pożarem, podczas pierwszej fazy remontu w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni, doszło do poważnego wypadku. Okręt zderzył się z dokiem pływającym i odniósł uszkodzenia. Stocznia i Marynarka przerzucały się odpowiedzialnością, ale stanęło na kontrakcie dla stoczni wartym pół miliona złotych na usunięcie uszkodzeń.

Flota podwodna w stanie zawałowym

Pomimo tego wszystkiego ORP Orzeł formalnie jest najsilniejszym polskim okrętem podwodnym. W służbie są jeszcze dwie eks-norweskie jednostki typu Kobben, ale mają już po ponad pół wieku i w najbliższych latach przeznaczone do wycofania. Reprezentują symboliczny potencjał bojowy.

Tymczasem o następcach słuch zaginął. Formalnie MON pracuje nad programem Orka, czyli zakupem trzech nowych okrętów podwodnych. Pod koniec 2017 ówczesny minister Antoni Macierewicz zapewniał, że do końca roku zapadną kluczowe decyzje w tej sprawie. Jednak po przejęciu MON przez Mariusza Błaszczaka słuch po programie Orka zaginął. Oficjalnie trwają "analizy a nowe okręty mają być gdzieś w połowie przyszłej dekady. Kiedy mogą zapaść konkretne decyzje nie wiadomo.

Polska flota podwodna jest więc na progu zawału lub wręcz w zawale. Jeden stary okręt o wątpliwej sprawności, dwa bardzo stare dożywające swoich dni. Następcy w fazie analiz."

Share this post


Link to post
Share on other sites
Skoro Orzeł" jest w stanie samodzielnie pływać po powierzchni, to teraz wystarczy zamontować na nim zbity z desek podest - lądowisko dla śmigłowca. I tak spełni się sen szalonego Antoniego o podwodnym lotniskowcu"...

Share this post


Link to post
Share on other sites

https://www.defence24.pl/orp-orzel-jeszcze-przez-10-lat-w-linii

"ORP „Orzeł” jeszcze przez 10 lat w linii

Wojsko Polskie zamierza wydłużyć okres użytkowania torped 53-65KE o kolejne dziesięć lat. Torpedy te są w Polsce wyłącznie na uzbrojeniu okrętu podwodnego ORP Orzeł”. To oznacza, że Marynarka Wojenna RP planuje wykorzystywać operacyjnie tą jednostkę jeszcze przez co najmniej jedną dekadę.

12. Wojskowy Oddział Gospodarczy w Toruniu poinformował o wybraniu 16 kwietnia 2019 r. podmiotu realizującego zadanie „Odtworzenie gotowości technicznej i wyznaczenie nowego okresu przydatności technicznej (OPT) torped 53-65KE”. Z informacji tej wynika, że firma Thormex sp. z o.o. z Warszawy ma za 11,3 miliona złotych ma sprawdzić stan techniczny elementów składowych ośmiu torped 53-65KE, usunąć niesprawności i przedłużyć ich OPT na okres 10 lat (prace nie obejmą więc wszystkich torped tego typu jakie posiada MW).

Sam wybór wykonawcy zamówienia nie powinien dziwić. Zgodnie z oficjalną informacją umieszczoną na stronie internetowej spółka Thormex realizuje dostawy uzbrojenia, wyposażenia specjalnego, części zamiennych dla polskich i zagranicznych służb mundurowych oraz agencji rządowych (w tym dla wojska, policji i służb specjalnych). Wykonuje też usługi remontowe i modernizacyjne (w tym remonty systemów broni podwodnej oraz armat morskich).

Jej zadaniem były m.in.: remont systemu broni podwodnej na pokładzie korwety ORP „Kaszub” w 2013 r. oraz dostawa (w ramach umowy z 2010 r.) materiałów pędnych i smarów do szwedzkich torped TP-617/P wykorzystywanych na okrętach podwodnych typu Kobben. Spółka Thormex jest zresztą jedynym polskim podmiotem z prawem do wsparcia logistycznego tego typu szwedzkiego uzbrojenia.

Teraz firma Thormex ma odtworzyć gotowość torped ciężkich 53-65KE będących tylko na wyposażeniu okrętu podwodnego ORP „Orzeł”. Zadanie to jest o tyle trudne, że wymaga wykorzystania specjalistycznego sprzętu, w tym do bezpiecznej obsługi napędu tlenowego, który Marynarka Wojenna zakupiła wraz z okrętem w latach osiemdziesiątych. Spółka Thormex otrzymała jednak to zamówienie również dlatego, że jako jedyna ma możliwość wydłużenia okresu eksploatacyjnego torped 53-65KE. Współpracuje bezpośrednio z ich producentem w Kazachstanie i ma na to wyłączność.

Po co wydłużać resurs „starym” torpedom?

Plan odtworzenia gotowości torped 53-65KE oznacza, że Siły Zbrojne planują wykorzystywać okręt podwodny ORP „Orzeł” jeszcze przez co najmniej dziesięć lat, a więc będą musiały go doprowadzić do pełnej sprawności operacyjnej. Z ostatnich zadań wykonywanych przez tą jednostkę pływającą na morzu wynika bowiem, że w odniesieniu do niej są stosowane jakieś ograniczenia (szczególnie jeżeli chodzi o sposób zanurzania).

Prace te warto przeprowadzić, ponieważ pomimo że jest to okręt podwodny wprowadzony do Marynarki Wojennej w 1986 roku, to dysponuje on nadal jeszcze bardzo dużym potencjałem bojowym. Jeżeli chodzi o uzbrojenie to ma on w części dziobowej sześć wyrzutni torpedowych kalibru 533 mm, rozstawionych w dwóch rzędach. Wyrzutnie te mogą obecnie „strzelać” rosyjskimi torpedami tlenowymi typu 53-65KE (przede wszystkim do zwalczania okrętów nawodnych, o zasięgu 19000 m) i torpedami elektrycznymi – telekierowanymi TEST-71ME (służącymi głównie do zwalczania okrętów podwodnych, o zasięgu 20000 m).

Okręt może zabierać w sumie sześć torped w wyrzutniach i dwanaście zapasowych, których przeładunek jest częściowo zautomatyzowany. Istnieje również możliwość wykorzystywania min, przy zmniejszeniu ilości uzbrojenia torpedowego."

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyli mamy N torped, które widać w komplecie nie działają.

I środków ( 11,3 mln ) starczy na przegląd ośmiu sztuk?

Ciekawe:

- co z resztą?

- czy nie taniej byłoby, jeśli technicznie do Orła pasują inne kupić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  



×
×
  • Create New...

Important Information