Grzesio Napisano 11 Wrzesień 2019 Napisano 11 Wrzesień 2019 (edytowane) Był przypadek, że jeden Po-2 z walczącej z UPA 9 samodzielnej eskadry łącznikowej przy lądowaniu w Hrubieszowie zakończył dobieg w rzeczce na skraju lądowiska (jako że piechota obsadzająca lotnisko odwrotnie wyłożyła znak T, w wyniku czego samolot lądował z wiatrem) - co skutkowało koniecznością wymiany śmigła i wylania wody z silnika. Może to ten. Edytowane 11 Wrzesień 2019 przez Grzesio
bodziu000000 Napisano 11 Wrzesień 2019 Autor Napisano 11 Wrzesień 2019 moment zaczepienia szybowca Waco do startu (piękne)
bodziu000000 Napisano 18 Wrzesień 2019 Autor Napisano 18 Wrzesień 2019 Myśliwce P-47 Thunderbolt z 406 Grupy Myśliwskiej na lotnisku Asch w Belgii; wiosna 1945
Woodhaven Napisano 18 Wrzesień 2019 Napisano 18 Wrzesień 2019 Cytat Landing (A Pattern in Entropy) by A Pattern in Entropy (flickr) Tags: light sun white art strange field night plane landscape lights george sand flickr solitude alone loneliness image artistic crash surrealism air dream surreal atmosphere sunny manipulation aeroplane imagination dreamy christakis truthandillusion creativephotocafe besteverdigitalphotography besteverexcellencegallery crushsurreal Share on: Facebook Twitter Tumblr Email
Woodhaven Napisano 22 Wrzesień 2019 Napisano 22 Wrzesień 2019 Glider DFS-230 H4+26 sergeant George Filius (Georg Filius), crashed into the building №35 or 37 (according to different sources) on the street Attila when trying to sit on the Bloody Meadow in Budapest February 4, 1945. The pilot was killed. Gliders tried to deliver food and ammunition in the city surrounded by German troops.
bodziu000000 Napisano 23 Wrzesień 2019 Autor Napisano 23 Wrzesień 2019 Samoloty Curtiss SB2C Helldiver na Hawajach, 1944r
bodziu000000 Napisano 26 Wrzesień 2019 Autor Napisano 26 Wrzesień 2019 A ten w Londynie próbował wylądować. Wrzesień 1940r
bodziu000000 Napisano 30 Wrzesień 2019 Autor Napisano 30 Wrzesień 2019 W Australii podczas festiwalu Riverfire 2019 odbył się taki pokaz. Transporter C-17 Globemaster III w niskim przelocie nad Brisbane
Woodhaven Napisano 1 Październik 2019 Napisano 1 Październik 2019 (edytowane) 1995 Edytowane 1 Październik 2019 przez Woodhaven
bodziu000000 Napisano 25 Październik 2019 Autor Napisano 25 Październik 2019 W dniu 19.10.2019 o 00:49, Woodhaven napisał: do kompletu inny Liberator
Woodhaven Napisano 26 Październik 2019 Napisano 26 Październik 2019 15 godzin temu, bodziu000000 napisał: do kompletu inny Liberator B-24 D Liberator 41- 23689, the 392nd BG's first flight assembly ship. Previous identity 'Minerva' 576 BS, 392 BG, 8AF.
bodziu000000 Napisano 7 Listopad 2019 Autor Napisano 7 Listopad 2019 Me.323 Gigant zniszczony w 1943 r na lotnisku w Tunisie
bodziu000000 Napisano 7 Listopad 2019 Autor Napisano 7 Listopad 2019 W dniu 11.09.2019 o 05:24, Woodhaven napisał: Jeden według wspomnień został nawet stracony. Dzień 29 V 1946 r. − był dla załogi por. pil. Józefa Dembowskiego obfitujący w wydarzenia. Por. pil. Józef Dembowski i mechanik st. sierż. Stanisław Olearczyk mieli natychmiast polecieć w rejon Cisnej i zrzucić meldunek od dowódcy 8 DP oraz nawiązać kontakt z własnymi oddziałami pomiędzy Cisną a Ustrzykami Górnymi gdyż sytuacja jednego z batalionów piechoty nie była znana dowództwu. W rejonie Cisnej lotnicy zrzucili meldunek w oznaczonym miejscu lecz gdy samolot wleciał w górskie doliny pomiędzy Cisną a Ustrzykami Górnymi zaczęły się kłopoty. Samolot został zestrzelony ogniem broni maszynowej oddziału UPA – ogień uszkodził silnik i maszyna z przestrzelinami na skrzydłach przymusowo lądowała na niewielkiej podmokłej łączce w okolicy Smereka łamiąc przy lądowaniu śmigło. Oto relacja pilota z owego lotu spisana przez Juliana Woźniaka: "Wraz z mechanikiem, starszym sierżantem Stanisławem Olearczykiem, który leciał jako strzelec pokładowy przy swym „diegtiariewie”, patrolowaliśmy odcinek Cisna - Ustrzyki Górne. Zaglądaliśmy do głębokich jarów, penetrowaliśmy wąwozy, czy aby tam nie dostrzeżemy banderowców. Przelatywaliśmy nisko nad szczytami gór ... I w pewnym momencie, zupełnie nieoczekiwanie, poczułem gwałtowny wstrząs, a za moment niesamowitą palbę, charakterystyczne uderzenia pocisków o metalowe części „pociaka”. Uszkodzony silnik przestał pracować. Zdawałem sobie sprawę, że zaatakowała nas banda silną nawałnicą ognia i że natychmiast muszę się oddalić od tego miejsca. Ale jak!? Na uszkodzonym, niepracującym silniku? Odepchnąłem od siebie drążek sterowy i skręciłem w prawo, żeby lotem ślizgowym poszybować w dół stromego zbocza. Na szczęście stery działały prawidłowo. Udało mi się wydostać z pola ostrzału, ale jednocześnie uzmysłowiłem sobie, że natychmiast muszę lądować. Tylko gdzie?! W górach nie jest to dylemat łatwy do rozwiązania. Na małej wysokości minąłem jakiś skalny wyłom ... Pozostawało mi jeszcze kilka, może kilkanaście sekund lotu. Czyżbym właśnie tutaj miał zakończyć swoją wojaczkę na zawsze ... Przed lasem, w kierunku którego szybowaliśmy, nieco w skos po lewej stronie, na dnie wąskiego parowu, dostrzegłem zieloną przestrzeń... Łąka! Żeby tylko dociągnąć! Ster i tym razem zadziałał skutecznie. Żeby jeszcze tylko dolecieć, dolecieć ... Jeszcze, jeszcze ... Zbawcza łączka rośnie w oczach ... I w tym momencie - przerażenie! To mokradło! Teraz już nic nie mogę zrobić Mam pełną świadomość tego, że koła samolotu grzęzną w błotnistej, ciężkiej mazi. Ogromna siła inercji powoduje kapotaż samolotu. Czuję przerażający ból ramion ... Gdy odzyskałem przytomność zdałem sobie sprawę, że nadal znajduję się w kabinie leżącego na plecach samolotu i że wiszę na pasach głową w dół. Do mojej świadomości dotarło również i to, że jest przy mnie Olearczyk ... Sierżant uwolnił mnie z pasów i wyciągnął z kabiny. Postawił na nogach ... Patrzę na mechanika i jego wygląd wzbudza we mnie atak śmiechu. - Chłopie, wyglądasz jak nieboskie stworzenie! - rechoczę ze śmiechu. Okazało się bowiem, że Olearczyk nie był przypasany do siedzenia i w czasie kapotażu wyrzucony został z kabiny jak z katapulty, w efekcie czego wylądował głową w bagnie. Ten niekontrolowany wybuch śmiechu przywrócił mi nagle świadomość niebezpieczeństwa. Banderowcy, którzy nas zestrzelili, powinni się tutaj lada chwila zjawić - kalkulowałem bez emocji. Nie mogliśmy przecież zbyt daleko się oddalić od ich kryjówki na szczycie góry. Szybko, jak tylko to było możliwe, wymontowaliśmy „Diegtiariewa”, zabraliśmy ze sobą taśmy z pociskami i zajęliśmy pozycję obronną w załomie jakiejś skałki u podnóża zbocza. To stanowisko wydawało się nam najbardziej w tej chwili odpowiednie. Postanowiliśmy się bronić do ostatniego naboju. Zdawaliśmy sobie sprawę co nas czeka, gdy dostaniemy się w ręce „rycerzy tryzuba”. Lepiej zginąć godnie, na posterunku!. Od strony lasu zaterkotała pepesza. Raz, drugi ... Dało się słyszeć jakieś dalekie głosy, pokrzykiwania. Niechybnie banderowcy! Olearczyk skierował w tamtą stronę lufę karabinu maszynowego. Mocno ścisnąłem „tetetkę” w dłoni ... Kiedyż wreszcie to wszystko się zacznie? - niecierpliwiłem się. Najgorsze są chwile oczekiwania, gdy człowiek jest już przygotowany na wszystko i wie, zdaje sobie z tego sprawę, jaki może być końcowy efekt ... Żeby tylko nie ranili, żeby tylko nie wpaść w ich ręce żywym! To było w tej chwili moje jedyne życzenie. Tymczasem głosy stawały się coraz wyraźniejsze. W naszym polu widzenia nie mogliśmy jednak nikogo dostrzec. Teren był tu pagórkowaty ... Zza załomu skały wyłoniło się kilka sylwetek. Olearczyk puścił w ich stronę krótką serię ... Nastała niepokojąca cisza. Tylko odgłosy strzałów naszego „diegtiariewa” niosły się echem po okolicznych zboczach. Ale i one przebrzmiały ... I nagle usłyszeliśmy czyjś głos: − Lotnicy, nie strzelajcie! My wojsko! W tym momencie jakbym się drugi raz urodził. Wróciła nadzieja. I radość. Ale nie mogłem przecież w takiej sytuacji zawierzyć w pełni zasłyszanym słowom. Wiedziałem, że banderowcy potrafią stosować różne fortele. - Skąd wy, z jakiego pułku? - wyrzuciłem z siebie pytanie. − Z trzydziestego czwartego, z Baligrodu − usłyszałem odpowiedź. Lecz i ona nie mogła w pełni zadowolić. Jeśli to prawda, niech dwóch żołnierzy podejdzie do nas bez broni! − zawyrokowałem. − Dobrze, zaraz do was podejdą! − odpowiedział ktoś z oddali. I rzeczywiście. Podeszło do nas dwóch młodych, sympatycznych żołnierzy. Olearczyk przez cały czas trzymał ich na muszce „diegtiariewa”, a ja zażądałem od nich okazania dokumentów. Nie budziły zastrzeżeń. Byliśmy uratowani. W tym rejonie działań właśnie, dążąc do likwidacji bandy (nazwa podana w zgodzie z brzmieniem w relacji − przyp. A.O.) „Rizuna”, batalion żołnierzy dowodzony przez podpułkownika Jana Gerharda, późniejszego autora powieści „Łuny w Bieszczadach”. Z przeciwległego zbocza żołnierze Gerharda obserwowali nasze zestrzelenie i wiedząc, że gdzieś w najbliższej okolicy znajduje się banda UPA (nazwa podana w zgodzie z brzmieniem w relacji − przyp. A.O.), natychmiast pośpieszyli nam na ratunek. Zdążyli na czas. Mieliśmy okazję zapoznać się z pułkownikiem Gerhardem, który był dowódcą 34 pułku. Serdecznie podziękowaliśmy mu i jego żołnierzom za ocalenie życia. Tymczasem podjechały żołnierskie podwody. Z naszego „pociaka”, przy pomocy żołnierzy, wymontowaliśmy uszkodzony silnik i niektóre przyrządy pokładowe. Załadowaliśmy to wszystko na jedną z furmanek. Płatowiec oblaliśmy benzyną i podpalili. Dla niego już nie było ratunku. Z batalionem żołnierzy przez Cisnę dotarliśmy do Baligrodu - nie bez przygód zresztą, ale to opowieść nie mająca związku z działaniami lotników - a stąd do Sanoka było już blisko. Znów znaleźliśmy się na naszym lądowisk” 1
Sedco Express Napisano 24 Listopad 2019 Napisano 24 Listopad 2019 Me - 262 - może ktoś opisze ten "wynalazek" ?
Woodhaven Napisano 24 Listopad 2019 Napisano 24 Listopad 2019 52 minuty temu, Sedco Express napisał: Me - 262 - może ktoś opisze ten "wynalazek" ? Fake.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się