Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    11 802
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Stany Zjednoczone nie rezygnują z Grenlandii. „Postaramy się to zrobić bez medialnego cyrku” Stany Zjednoczone rozpoczynają "rozmowy techniczne" z przedstawicielami Danii i Grenlandii na temat porozumienia dotyczącego wyspy — poinformował w Senacie sekretarz stanu USA Marco Rubio. Wezwał też do "przemyślenia NATO na nowo", sugerując, że USA nie mają wystarczająco środków, by w równym stopniu poświęcać uwagę Europie i Indo-Pacyfikowi.
  2. Niczego na razie nie komentuję co do samego zestrzelenia - że jak, czym, itp. - ale jeśli to prawda, że ruscy latają w rejonie Wyspy Węży to albo na głowę upadli, albo ostatniej nocy była ostra biba i mieli po 15‰ na twarz.
  3. Monika, po prostu nie wiadomo jak Ci dziękować
  4. Czy wiadomo coś więcej? Zestrzelenie? Wypadek? Trafienie na lotnisku przez dobry dron? Samobój?
  5. Rrrrrety, jak te wszystkie rozsypane szkiełka kalejdoskopu nagle układają się w obraz... Byłoby wytłumaczenie tego, skąd się wzięła w skrytce książeczka po niemiecku. A że od razu widać, że Henryk Latour to ówczesna elita to i nic dziwnego, że książeczka poleca moralitet Reineke Fuchs wspomniany przez @BF.Cieszyniok Jeśli kieliszek francuski to kolejne szkiełko kalejdoskopu się układa, bo nazwisko Latour samo mówi o pochodzeniu tej rodziny. A że kieliszek „iluzyjny” vel „oszukany” z tym wypełniaczem szkłem, to sam się zaśmiewałem, bo pomyślałem, ile trzeba by namachać się tym kieliszkiem z tą odrobiną pojemności na wódeczkę, żeby wypić choć ćwiartkę do śledzia, nie mówiąc o innych pełnowymiarowych daniach Monika - stokrotne dzięki! PS Czy dałoby się gdzieś dowiedzieć, w którym pułku służył ów kpt. Henryk Latour i jakie były jego wojenne losy?
  6. Moniko, bardzo dziękuję, że Ci się chciało chcieć :-) Zacznę od spolszczonego nazwiska Latour, które de facto jest francuskim nazwiskiem de La Tour. a w linii brytyjskiej wraz z jej pisownią jest nazwiskiem de Latour (np. por. Robert de Latour to pierwszy brytyjski spadochroniarz, jaki wylądował w Normandii w noc inwazji na Francję). Ciekawi mnie, czy w dokumentach, jakie masz na temat Henryka Latoura (zgodnie z zasadami polszczyzny jest obowiązek odmiany tego nazwiska) i jego „drzewa”, widać poszczególne stadia spolszczania tego „de La Tour” aż do postaci „Latour”? Takie rzeczy nie dzieją się szybko i coś o tym wiem. Moje nazwisko też polskie nie jest, bo przodkowie przywędrowali do tutejszej krainy w XVI wieku z państwa dziś będącego naszym sojusznikiem w NATO, ale niegraniczącym z Polską. Mój dziadek miał fajne kwity (niestety przepadły) na temat tego, jak nasze nazwisko się spolszczało przez wieki, ale i tak do dziś występuje ono w dwóch wersjach: z jedną literą więcej i z jedną mniej. Np. zamordowany w Oświęcimiu wuj mojego ojca ma swoją tablicę pamiątkową wraz z dziewięcioma innymi osobami tam zamordowanymi i jego nazwisko zapisano w wersji krótszej o jedną literę, a ja jestem z tej linii bogatszej o jedną literę. I tak zostało do dziś - występujemy pod oboma wersjami nazwiska :-) Dlatego mogę sobie wyobrazić, co przez wieki działo się ze spolszczaniem „de La Tour” do postaci „Latour”. Sympatyczny mecenas Jacek Dubois też mógłby na taki temat napisać spore dzieło etymologiczno-językoznawcze. Teraz kwestia Henryka Latoura z okładki projektu tej willi. Czy dokonałem drobnej nadinterpretacji, że to jej architekt, czy nie? Absolutnie niczego tu nie bronię, a wręcz zakładam, że najprawdopodobniej to Ty masz rację, ponieważ dwóch mocium panów i różnych inżynierów Henryków Latourów to prawdopodobnie w Rzeczpospolitej nie dałoby się spotkać. Ale dlaczego pomyślałem, że Henryk Latour to jednocześnie i architekt, i właściciel? Jeszcze do niedawna był w Polsce ceniony architekt prof. dr hab. Stanisław Latour (de Latour). I była też ś.p. pani architekt Agnieszka Latour. To był pierwszy sygnał, że może architektura to taka rodzinna tradycja „z dziada pradziada”. Drugi sygnał to sposób podpisania się na tym projekcie willi. Bo to jednak jest projekt. Prosty, bo prosty, nie taki, jak dziś, ale jednak oficjalny projekt ostemplowany i zatwierdzony, jak trzeba, o czym poniżej. A na projekcie zawsze musi być podpisany architekt. Ponieważ mam ze wspólnikiem taką specyficzną firmę, przez którą przez ostatnie kilkanaście lat przewinęły się setki projektów budowlanych to widzę, jak one są podpisywane. Nikt przy zdrowych zmysłach nie podpisałby się gołymi personaliami, tylko zawsze jest cała tytulatura w zależności od tego, kto za co odpowiada „prof. dr hab. arch.”, „mgr inż. arch.”, „mgr inż.”, „tech. arch.”. O prywatność moich przyjaciół muszę dbać, więc projektu po otwarciu go nie pokażę, ale zrelacjonuję coś innego. Projekt był zatwierdzony przez cztery organy nadzoru i żaden ich reprezentant nie podpisał się jakimkolwiek tytułem sygnalizującym, że to właśnie on był architektem tej willi. Po otwarciu projektu widzimy, że 2 maja 1932 roku zatwierdził go i swoim stemplem ostemplował wójt gminy Młociny (podpis nieczytelny). Potem jest zatwierdzenie 6 maja 1932 roku przez architekta wydziału powiatowego (podpis nieczytelny). Potem jest spora pieczęć „Komitet...” [dalej nieczytelne] i cztery rzędy nieczytelnego tekstu z dopisanym ręcznie jakimś symbolem literowo-cyfrowym. I na koniec jest odręczny wpis na czerwono: popr. czerw. arch. m. Ł. Rakowski m. B.G.K. 13. 7. 1932 r. I ten ktoś faktycznie porobił drobne poprawki w projekcie na czerwono. Jedyny inżynier z całego tego towarzystwa podpisujący się swoim inżynierstwem, jak na projektanta przystało, to Henryk Latour. I teraz jest oczywiście pytanie, czy kapitan artylerii inżynier chemik Henryk Latour byłby w stanie zaprojektować jednopiętrową drewnianą willę z poddaszem i do urzędów drogą oficjalną wystąpić jako jej architekt? Odpowiedź: Tak, absolutnie tak i to z kilku przyczyn. Po pierwsze - polskie międzywojnie to nie epoka ulewania się nadmiaru ludzi wykształconych w ogóle, a w naukach ścisłych w szczególe. Na pewno nie tylko architekci projektowali proste, drewniane, jednorodzinne wille, a takim domem jest ten omawiany. Po drugie - inżynier, to inżynier i to już jest poziom intelektualny z otwartą głową do różnych działań technicznych. Po trzecie - skoro był kapitanem artylerii to obok wykształcenia inżyniera chemika musiałby choć trochę (albo i nie trochę) dostać od wojska wiedzy o wytrzymałości materiałów, a to do projektowania domu było jak znalazł. Po czwarte - w tamtych czasach budownictwo było niezmiernie proste. To naprawdę nie był high-tech wymagający nie wiem jakich obliczeń. Sam przez 15 pierwszych lat życia mieszkałem w sercu Warszawy w kamienicy Kazimierza Mèyeta przy Nowym Świecie 28. Jakość tej budowli była tragiczna - niewiele części murowanych; ściany typu wiklina ochlapana tynkiem itp. Ta jednopiętrowa drewniana willa moich przyjaciół jest w wielu miejscach o wiele solidniejsza niż ta kamienica mojego dzieciństwa z niby najbardziej prestiżowej części stolicy. Uważam, że nie ma takiego inżyniera, którego nie byłoby stać na zaprojektowanie takiej omawianej tu willi. Myślę że łącznie rozkminiliśmy to, skąd ta willa w ogóle się wzięła. Brawo Monika, olbrzymie podziękowania od moich największych przyjaciół.
  7. Poszukiwania złotego pociągu. Naukowiec mówi, czego się spodziewać Radiesteta, Michał Motak uzyskał pozwolenia na eksplorację lokalizacji przepowiadanej jako miejsce ukrycia złotego pociągu. Naukowcy w tym m.in. dr hab. inż. Sławomir Porzucek, profesor Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie pozostaje sceptyczny wobec szans na odkrycie. _____________________ Mój mały komentarz. Przez pewien przypadek i zbieg okoliczności poznałem w życiu dziewięciu radiestetów; kompletnie nie z mojej inicjatywy, ale właśnie przez chwilę przypadkowo znalazłem się w takim miejscu, w którym oni się przewijali. Kiedyś dawno dla zabawy dałem się „zbadać” jednemu z nich, bo na to nalegał (chyba chciał się popisać swoim darem i talentem). Miałem już wtedy papierek pilota, rokrocznie przechodziłem badania lotniczo-lekarskie z najwyższą kategorią zdrowia. Ale nic nie mówiłem o tym. Radiesteta (swego czasu znany z TVP) „zbadał” mnie swoim różdżkami i wahadełkami. Orzekł, że mam tak ciężką białaczkę, że przede mną jest pół roku życia i żebym natychmiast wziął się za leczenie. Czy pewny swego radiesteta Michał Motak odkrył tunel wraz z pociągiem to czas pokaże. Oby nie było tak, jak z moją „ciężką białaczką” x-dzieści lat temu i z wyrokiem radiestety (naprawdę słynnego swego czasu), że mam przed sobą pół roku życia.
  8. Zgodnie z tym, co się dzieje na froncie wojny z Ukrainą powinno być pokazane także to, ile razy dziennie pilotki od stopnia podoficerskiego do stopnia majora były gwałcone przez dowódców jednostek i innych oficerów starszych. Wspomnienia ruskiej major (i nie tylko jej) z obecnej Ukrainy są idealnym dowodem zachowań dziczy turańskiej. Majorce rozkazano zamieszkać w przyczepie dowódcy pułku i musiała być do stałej dyspozycji seksualnej dowódcy. Nie wiem kto (a przynajmniej w byłych demoludach) będzie się nabierał na te bohatersko-łzawo-melodramatyczne brednie filmowe o Armii Czerwonej.
  9. Targowisko głupoty, narcyzmu, próżności, oszołomienia władzą, po prostu prymitywizmu w pełnym toku. Owoż zrobiono film o Melanii Trump. Budżet filmu wyniósł 40 mln USD, a ogólnoświatowa promocja tego „dzieła” 35 mln USD, razem 75 mln USD. Dla porównania fresk batalistyczny „Przełęcz ocalonych” też miał budżet 40 mln USD. By już nie wspominać, ile dobra społecznego można by wnieść za 75 mln USD w państwie bez ubezpieczeń społecznych oraz w światowym centrum bezdomności i braku bezpłatnego lecznictwa dla niższych i najniższych warstw społecznych.
  10. Chociaż jeden nie certoli się z tym afrykanerskim nazistą wychowanym u boku tatusia chodzącego na zjazdy koleżeńskie „kombatantów” SS i Waffen-SS.
  11. Ha! A to siurpryza! Kieliszek „karczemny” Ale fakt, on jest dobry swoją solidnością do „karczemnych manier”. Jest z grubego szkła; ma masę 9,5 dkg; wysokość 9 cm; średnica stopy 49 mm; średnica czaszy 46 mm; grubość czaszy od góry 1,7 mm i zwiększająca się ku dołowi. Moniko, faktycznie nie prosiłem o identyfikację tego kieliszka, ale byłoby kapitalnie, gdyby udało się go zidentyfikować, bo być może mógłby odrobinę więcej powiedzieć o pierwszych właścicielach willi. Nie chciałbym Ci zawracać głowy jakimś kieliszkiem, ale... wiesz, gdyby coś się udało to... :-) Nie za dużo. Dom jest na dużej działce. Od ulicy, przed willą, jest spory stary ogród z kutą metaloplastyką z epoki - pergola, barierki, balustrady itp. Z tyłu domu jest placyk a na nim budyneczek gospodarczy, obecnie garaż. Moi przyjaciele kupili tę nieruchomość, gdy funkcjonował w niej warsztat samochodowy. Wcześniej było tu przedszkole i nic dziwnego, bo zarówno pomieszczenia willi, jak i ten fajny i niemały ogród to ideał na kameralne prywatne przedszkole. Tyle wiem. Jest jednak w Łomiankach pewien starszy pan, który wie o tym domu więcej, zatem mogę dopytać. Olbrzymie podziękowania za Twoje przemyślenia o tym wszystkim!
  12. Co mówią psychiatrzy i psychologowie dlaczego obowiązuje tzw. reguła Goldwatera jakie sygnały niepokoją specjalistów co ujawnia rodzina Trumpa czy świat ma narzędzia, by powstrzymać nieobliczalnego lidera co mogą zrobić USA i Europa.
  13. Farsę i niebezpieczeństwo rządów Trumpa komentuje amerykanista prof. Tomasz Płudowski.
  14. Glenn Close ostro zareagowała na śmierć Alexa Prettiego, pielęgniarza zastrzelonego przez agenta ICE. W emocjonalnym nagraniu na Instagramie aktorka skrytykowała rządy Donalda Trumpa, zarzucając im nieludzkość i niszczenie demokracji.
  15. Bezpieczeństwo za Donbas. Media: USA stawiają Ukrainie twardy warunek Administracja Donalda Trumpa zasygnalizowała Ukrainie, że gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA są uzależnione od zgody na porozumienie, które prawdopodobnie będzie wymagało przekazania Rosji całego Donbasu - podał we wtorek "Financial Times", powołując się na osiem osób zaznajomionych z rozmowami.
  16. Bardzo ciekawy wątek poruszyłeś z tym Reineke Fuchs polecanym na okładce tej książeczki. Może faktycznie willę budowali nie tacy prości ludzie, jak zwykło się sądzić o branży budowlanej. Dziękuję
  17. Donald Trump łagodzi podejście w sprawie Grenlandii? „Dzwonili kongresmeni”
  18. Zrobił nam się wątek o odpadzie technologicznym cywilizacji postindustrialnej? W skrócie o śmieciach...? No cóż, jako były technolog rozumiem, że mówimy o śmieciach, ale to, co ja rozumiem jest kompletnie nieważne. Ważne jest jedynie to, co czują Polscy Żołnierze obrażeni przez dwóch amerykańskich śmieci o nazwiskach trump i hegseth.
  19. „Nawrocki jak podwładny Trumpa”. Polscy weterani wściekli po słowach prezydenta USA Wściekłość i rozgoryczenie dominują w reakcjach polskich weteranów, z których wielu odniosło rany w Afganistanie i Iraku, po słowach Donalda Trumpa o tym, że w misjach NATO sojusznicy USA stali "poza linią frontu". — Prezydent Trump napluł nam w twarz — mówi dowódca XII zmiany polskiego kontyngentu w Afganistanie. — Łzy zakręciły mi się w oczach, te słowa to kłamstwo — dodaje ciężko ranny weteran.
  20. W takim razie wytłumaczenie jest proste. Poczdam to wprawdzie ruska strefa okupacyjna, ale z powodu wiadomej konferencji odwiedzana przez zabezpieczających ją aliantów zachodnich, w tym Amerykanów. W takich okolicznościach, przy delegacji rządowej, w ekipach US Military Police i innych nie było mowy, żeby coś było nie halo z mundurami, oznakami stopni, odznakami, naszywkami i wszystkim innym regulaminowym. Podczas II wojny Amerykanie mieli 9 stopni podoficerskich, więc najprawdopodobniej któryś z tych podoficerów... [tu wpisać sobie, co kto chce] miał dodatkowego orła czapkowego w kieszeni i go zgubił / zrobił „machniom” z ruskim, a ruski to zgubił / dał dziecku, a ono go zgubiło itd., itp.
  21. Dziwmy się nadal, że ruskie cruise'y latają na zachodnich kościach. Przez Polskę do Moskwy. Dziennikarze podłożyli nadajniki GPS w paczkach. Odkryli sekret Putina
  22. Nieustannie mam nadzieję, że te filmiki poświęcone turańskiemu bydłu oglądają też ludzie Zachodu oraz siły zbrojne Zachodu.
  23. Dziękuję A czy dałoby się stwierdzić, że tego typu wierzenia były bardziej charakterystyczne dla ludów słowiańskich, czy germańskich, czy może ludów aszkenazyjskich? Jest jeszcze kwestia tej książeczki. Bo ta niemiecka książeczka jest jak dla mnie jakoś dziwnie fascynująca. Coś mi trudno uwierzyć, że polski robotnik budowlany włożyłby do tego „zestawu szczęścia i pomyślności” jak raz publikację niemiecką. Tak samo nie podejrzewam o to architekta, który wprawdzie ma nazwisko francuskie, ale wywodził się z zacnej polskiej rodziny architektów i zostawił po sobie potomka też polskiego architekta.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie