Jump to content

Wolfram


grba

Recommended Posts

W kochanej Rosji osoba przywódcy ma ogromny wpływ na to jako opisywana jest przeszłość kraju. Pomijając Stalina, w swoim czasie wychwalano talenty wojskowe Chruszczowa później Breżniewa. Dzisiaj prezydentem naszego wielkiego sąsiada jest Władimir Władymirowicz Putin, który z racji urodzenia w roku 1952, nie może być brany pod uwagę w tej kwestii jak poprzednicy, ale inaczej historycy mu dogadzają. Wychwala się po prostu wywiad na przestrzeni dziejów Rosji; czy to KGB, NKWD, GRU, SMIERSZ, wszystko jedno, prasa rosyjska pełna jest informacji na temat sukcesów wywiadu i jego znaczenia w szerokim międzynarodowym kontekście i współpracy z Aliantami dzisiaj się już nie ukrywa.

W „Nowych Izwiestiach” ukazał się artykuł zatytułowany:

WOLFRAM DLA FÜRERA. PLAN OPERACJI „ZŁOTY DZBAN”

Pod koniec lat 30-tych XX wieku w górach kaukaskiej Kabardo-Bałkarii odkryto skarb prawdziwy, rudy wolframowo-molibdenowe. Szybko zbudowano kombinat górniczo-metalurgiczny z centrum w aule Tyrny, który w latach 50-tych awansował do rangi miasta.

SZPIEG „PRZODOWNIK”

Nieopodal w Wąwozie Baksańskim realizowano kolejny etap tej wielkiej socjalistycznej inwestycji. Na placu budowy pojawił chudziutki chłopaczyna, który zaczął od czarnej, niewdzięcznej, najgorszej pracy: rąbał drwa, nosił wodę do kuchni , zamiatał, sprzątał. Z braku rąk wzięto go do brygady górniczej, w której zawodu miał nauczyć się w trakcie roboty. Nowicjusz okazał się niezwykle pojętnym, łapiącym w lot pracownikiem; szybko go doceniono, polubiono, a on nie marnował czasu, wieczorami uczył się, a nawet znalazł sobie żonę. Chłopak – ideał, przodownik pracy jak z obrazka, mozolnie wspinający się po szczeblach kariery zawodowej od samego dołu.

Można więc wyobrazić sobie zaskoczenie miejscowych Czekistów, kiedy owego „przodownika pracy” złapali w górach z radiostacją. Okazało się, że młodzieniec nawiązywał łączność radiową z niemieckimi alpinistami, którzy całymi grupami wyruszali na zdobywanie Elbrusu, z tym, że niektórzy z nich w plecakach zamiast sprzętu alpinistycznego dźwigali radiostacje. „Przodownik” okazał się agentem niemieckiego wywiadu, i nie takim sobie zwykłym chłopaczyną, bo absolwentem akademii górniczej.

RAPORT DLA STALINA

W roku 1942, kiedy Związek Sowiecki ostro zmagał się ze swoim byłym sojusznikiem, tajemnica misji „Przodownika” i plany służb specjalnych III Rzeszy stały się jasne. Na początku lutego 1942 r. brytyjski wywiad rozszyfrował tajną dyrektywę Oberkommando Der Wehrmacht skierowaną do dowódców grupy armii na Froncie Wschodnim. Kategorycznie rozkazano chronić najnowsze modele niemieckiego uzbrojenia i techniki wojskowej przed dostaniem się w ręce żołnierzy rosyjskich, w szczególności utrzymać w największej tajemnicy pociski przeciwpancerne. Londyn przekazał tę informację Moskwie i już 7 lutego 1942 r. w gabinecie zastępcy dowódcy artylerii Armii Czerwonej generał-major Snitko przekazał inżynierom wojskowym: Aleksiejowi Klujewowi i Władimirowi Boroszewowi ustny rozkaz dowódcy artylerii Armii Czerwonej generała-pułkownika Nikołaja Woronowa, by natychmiastowego wyruszyli na front w rejon Możajska dla zdobycia broni i amunicji, która była tak droga hitlerowcom, w szczególności środki bojowe do walki z czołgami.

W tym czasie Armia Czerwona wykonała przeciwnatarcie pod Moskwą. Na zaśnieżonych polach zostało mnóstwo porzuconego sprzętu wroga, broni maszynowej, karabinów, automatów, pocisków i naboi. Do miejsc składowania tej broni udał się inżynier wojskowy 3 rangi Władimir Boroszew, który niezwykle dokładnie zbadał znajdującą się tam broń
Wyprawa absolwenta Wojskowej Akademii Artylerii im. Dzierżyńskiego zakończyła się sukcesem. Już po kilku dniach Władymir Aleleksiejewicz odnalazł najnowsze działo przeciwpancerne z amunicją, o zmiennym kalibrze: łuska miała 75 mm, pocisk 55. Konstrukcja pocisku pozwalała na osiąganie dużej prędkości po zrzuceniu osłony z miękkiego metalu, jednak największe zdumienie wywołał podkalibrowy rdzeń. Znano wcześniej rdzenie ze stali hartowanej, były one znacznie cięższe i twardsze. Trzeba było więc przeciąć jeden z rdzeni niemieckiego pocisku i zbadać jego strukturę. Zadanie to powierzono metaloznawcom z zakładów ZIS.

Analiza krystalograficzna i chemiczna dała niezwykle ważny i niespodziewany wynik: Niemcy zamiast ciężkich i twardych materiałów zastosowali wolframowy karbid. Wyjaśniła się kwestia uzyskiwania wysokiej prędkości pocisku około 1000 m/s i znaczenie budowy podkalibrowego rdzenia w jej uzyskaniu.

Wyniki badań szybko trafiły do naczelnika zarządu artylerii Armii Czerwonej generała Nikołaja Jakowlewa, do dowódcy artylerii Armii Czerwonej generała Nikołaja Woronowa, do komisarza ludowego ds. amunicji Borysa Warnikowa i do komisarza ludowego ds. uzbrojenia Dymitra Ustinowa. Raport specjalny położono na biurko najwyższego głównodowodzącego Stalina…

SKĄD RUDA?

23 lutego 1942 roku, w dniu Armii Czerwonej, w siedzibie ewakuowanej do Samarkandy Akademii Artylerii miała miejsce wystawa zdobytego pod Moskwą sprzętu. Pokazano to samo działo przeciwpancerne i pociski do niego, wyjaśnień na jego temat udzielał Władimir Boroszew.

Niezwykle zainteresowany nowym odkryciem był Nikołaj Wozniesieński pierwszy zastępca komisarza ludowego , członek Państwowego Komitetu Obrony. Kiedy dowiedział się, że rdzeń wypełniony jest wolframowym karbidem zmienił się na twarzy; znany był z encyklopedycznej wiedzy, tak więc słowo wolfram wiele mu powiedziało.

Wozniesieński zwracając się do zebranych z przerażeniem stwierdził brak występowania rudy wolframu w Niemczech. Skąd więc oni ją biorą? Wiedział, że można ją pozyskać w Hiszpanii, Chinach, w Ameryce Północnej i Południowej, a także w belgijskim Kongo. Jasne stało się do czego dążył Nikołaj Aleksiejewicz, należało ujawnić szlaki, którymi wolfram dociera do Niemiec. Tym miał zająć się komisariat spraw zagranicznych. Wtedy uświadomiono sobie, że w ZSRR znajdują się zagłębia niezwykle cennych strategicznych pierwiastków – wolframu i molibdenu, które muszą być przeznaczone do produkcji pocisków bojowych, jedno w Uzbekistanie, ale najważniejsze na północnym Kaukazie w aule Tyrny.

Znalezisko inżyniera wojskowego Władimira Boryszewa niezwłocznie wykorzystano i kiedy latem 1942 roku niemieckie wojska po przerwaniu frontu pod Charkowem doszły do Wołgi i zaczęła się zacięta bitwa pod Stalingradem, wtedy pojawiły się pociski przeciwpancerne z nowym rdzeniem, mała ich ilość powodowała, że były na wagę złota, wydawano je po sztuce na jednostkę broni. Szybko jednak przystąpiono do masowej taśmowej produkcji.
W czasie przedłużającej się wojny podczas bieżących badań zdobycznej niemieckiej broni i amunicji zauważono, że rdzenie niemieckich pocisków znowu były z hartowanej stali węglowej. Oznaczało to, że Niemcom skończyły się zapasy wolframu i zamknięto im źródła dostaw. Jak to zrobiono?
O tym, że wolfram w przemyśle zbrojeniowym Niemiec ma znaczenie strategiczne poinformowano Stalina, ten komisarzowi spraw zagranicznych Mokotowowi polecił by przekazał sojusznikom jak ważne jest przerwanie kanałów dostaw tego surowca do Niemiec.

DOSTAWOM STOP

Zadanie to miały wykonać służby specjalne USA i Wielkiej Brytanii; w stolicach obu krajów również zdawano sobie sprawę z ewentualnych strat w czołgach jeżeli Niemcom uda się pozyskać wolfram.. Amerykanie przede wszystkim zaczęli ściśle kontrolować swoje źródła wolframu. Agenci FBI w okolicach Mill-City w górach Sierra Nevada, w Bishop, w Climacs w pobliżu Denver odkryli wielu obywateli niemieckiego pochodzenia zajmujących się przemytem koncentratu rudy wolframu do Niemiec. Agenci brytyjskiego wywiadu płacąc sute łapówki, wykupując akcje przedsiębiorstw , stosując sabotaż i inne radykalne metody, mocno ograniczyli Niemcom dostęp do hiszpańskich źródeł, z których do Niemiec docierał droga lotniczą ułamek potrzeb.

Podobnie było w Chinach, gdzie dostawy stopniowo obniżały się w wyniku zatapiania przez brytyjską i amerykańską marynarkę japońskiej floty handlowej.

Najtrudniej było zamknąć kanały dostaw w krajach Ameryki Południowej, gdzie wolfram był pozyskiwany z Peru, Boliwii, Argentyny, Brazylii, z tej ostatniej Niemcy ostatnie tony wolframu przeznaczyli na budowę kadłubów okrętów podwodnych Krigsmarine.

POSUNIĘCIE OSTATECZNE – OKUPACJA

Prezydent największego południowoamerykańskiego kraju Getulio Vargas był jawnym sympatykiem Niemiec, a szef sztabu generalnego armii brazylijskiej generał Góes Monteiro publicznie szczycił się wysokim niemieckim odznaczeniem na mundurze.

Zaniepokojenie USA wzmagało niebywałe zagęszczenie niemieckich i włoskich emigrantów na południu Brazylii. Obawiano się także, że pronazistowski rząd Brazylii umożliwi Niemcom korzystanie z baz morskich i lotniczych na swoim terytorium zapewniające kontrolę nad większością Atlantyku.

Niedawno ujawniono informacje na temat tajnego planu Pentagonu o kryptonimie „Golden Jug” – złoty dzban, który powstał jeszcze w 1940 r. Plan ten przewidywał okupację całego brazylijskiego wybrzeża od Belem na południu do Rio de Janeiro na północy siłami 100-tysięcznego korpusu.
Planowano bombardowanie ówczesnej stolicy Brazylii Rio de Janeiro, obsadzenie baz morskich w Belem, Nasalu (wolfram w jego okolicy), Recife, Salvadorze, skąd patrolowano by cały południowy Atlantyk pełny niemieckich łodzi podwodnych.

W styczniu 1942 Stany Zjednoczone zażądały od Brazylii zerwania wszelkich kontaktów z Niemcami, Włochami i Japonią. W Rio po rozważeniu za i przeciw ustąpiono. Okupacja nie była konieczna. Wystarczyło 150 amerykańskich żołnierzy piechoty morskiej w Belem, Nasalu i Recife , gdzie przygotowali bazy lotnicze gotowe do przyjęcia samolotów.

Tak zakończył się eksport materiałów strategicznych do III Rzeszy.
Link to post
Share on other sites
Wolfram szczególnie dobrze nadaje się na przeciwpancerne pociski podkalibrowe, gdyż po uderzeniu w pancerz czołgu, w b.wysokiej temperaturze, następuje uwolnienie energii zawartej w jądrze atomu wolframu.
http://www.rexresearch.com/adept/aa4whe.htm
Jest to ten rodzaj energii, który znany jest z bomby zwanej błędnie wodorową". W tej bombie następuje uwolnienie energii jądra atomu litu.
Link to post
Share on other sites
Hej

To jeszcze ja tak od końca:

Wolfram szczególnie nadaje się na penetratory bo jest bardzo twardy i ma dużą gęstość. Żadne natomiast rozszczepienie jądra wolframu nie zachodzi w normalnych warunkach a tych nienormalnych nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić (jądro supernowej, lub coś w tych okolicach... ale też chyba byłoby za słabo).

Cały ten fragment jest mocny:
...odnalazł najnowsze działo przeciwpancerne z amunicją, o zmiennym kalibrze: łuska miała 75 mm, pocisk 55. Konstrukcja pocisku pozwalała na osiąganie dużej prędkości po zrzuceniu osłony z miękkiego metalu, jednak największe zdumienie wywołał podkalibrowy rdzeń. Znano wcześniej rdzenie ze stali hartowanej, były one znacznie cięższe i twardsze. [...] Niemcy zamiast ciężkich i twardych materiałów zastosowali wolframowy karbid. Wyjaśniła się kwestia uzyskiwania wysokiej prędkości pocisku około 1000 m/s i znaczenie budowy podkalibrowego rdzenia w jej uzyskaniu."

Po kolei:

Pociski 75/55 mm wystrzeliwane były ze stożkowej lufy, zwężającej się ku wylotowi. Nie było więc żadnej zrzucanej osłony z miękkiego metalu. Płaszcz pocisku miał taką dziwną budowę, w przekroju przypominał nieco choinkę czy szpulkę, z centralną wąską częścią walcową mieszczącą rdzeń i dwoma szerokimi kołnierzami z miękkiej stali o średnicy odpowiadającej kalibrowi lufy. W trakcie przejścia przez stożkowe zwężenie kołnierze ulegały obciśnięciu wokół części centralnej i pocisk opuszczając lufę przybierał normalny kształt stożkowo-walcowaty.
Rdzenie ze stali z pewnością nie były cięższe i twardsze od wolframowego - po co byłoby wtedy stosować w ogóle ten wolfram???

Zdanie Niemcy zamiast ciężkich i twardych materiałów zastosowali wolframowy karbid" jest sformułowane dosyć głupio. Przecież węglik wolframu (tak się to po polsku nazywa) właśnie jest bardzo ciężkim i twardym materiałem.
Zdanie Wyjaśniła się kwestia uzyskiwania wysokiej prędkości pocisku około 1000 m/s i znaczenie budowy podkalibrowego rdzenia w jej uzyskaniu" jest absurdalne. Sugeruje bowiem że to rdzeń z wolframu pozwala na uzyskiwanie takiej prędkości. A to oczywiście bzdura, prędkość pocisku zależy od jego masy i długości oraz parametrów układu miotającego a nie od tego z czego jest rdzeń. Na odwrót, rdzeń z twardego metalu jest skutkiem a nie przyczyną tej dużej prędkości. Szybkie pociski wykonane ze stali mają tendencje do rozkruszania się przy uderzeniu w pancerz, dlatego lepiej wykonywać je z mocniejszych materiałów.

Najważniejszym zaś problemem związanym z brakiem wolframu jest produkcja twardych stali stopowych na narzędzia do obróbki metali. Rdzenie ppanc. można ostatecznie robić z innych rzeczy także (choćby z uranu, jeszcze lepsze nawet) i zresztą większość niemieckich dział ppanc. to była bardzo potężna broń i nawet z pociskami ze stalowym rdzeniem bez trudu niszczyła większość alianckich czołgów. Ale narzędzia tnące i skrawające, jeśli są ze zbyt miękkiej stali to się za szybko zużywają i obniżają wydajność produkcji.

A na zakończenie kompletnie nie rozumiem co niby tak zdziwiło Rosjan w tych wolframowych rdzeniach. Rosjanie sami je stosowali a mam nawet pewne poszlaki do stwierdzenia iż kto wie czy to nie rosyjski wynalazek. W 1941 produkowali w każdym razie pociski 14,5x114 do rusznic ppanc. właśnie z wolframowym rdzeniem. W niewielkich ilościach robili też pocisk podkalibrowy 20x99R do działka lotniczego SzWAK też z rdzeniem z wolframu.
Link to post
Share on other sites
Wolfram szczególnie dobrze nadaje się na przeciwpancerne pociski podkalibrowe, gdyż po uderzeniu w pancerz czołgu, w b.wysokiej temperaturze, następuje uwolnienie energii zawartej w jądrze atomu wolframu.
[...]"


Co za bzdury. Nie wiem, śmiać się, czy płakać.

Ironrat
Link to post
Share on other sites
Zdecydowanie płacz; płacz nad sobą, nad swym poziomem kultury, niewiedzą, w tym nad nieznajomością języka angielskiego. Bo w linku, który podałem tochę napisano na temat reakcji zachodzącej w wolframie w takich warunkach.
Link to post
Share on other sites
Równie skuteczne od pocisków podkalibrowych były pociski kumulacyjne - a przy tym znacznie tańsze i prostsze w produkcji."

No właśnie nie za bardzo były równie skuteczne - w czasie wojny nie stosowano w praktyce (poza wyjątkami potwierdzającymi regułę) artyleryjskich kumulacyjnych pocisków bezwirowych - na skutek czego ich przebijalność była mizerna, nawet w porównaniu z klasycznymi pełnokalibrowymi pociskami ppanc. Przykładowo w przypadku niemieckiech dział 8,8 cm L/56 (np. Flak 18 czy KwK 36) pełnokalibrowy pocisk 8,8 cm PzGr 39 jeszcze w odległości 1500 m miał przebijalność nieco większą od pocisku kumulacyjnego (97 vs 90 mm), a podkalibrowy 8,8 cm PzGr 40 - o 1/3 większą (123 mm).

Pzdr

Grzesiu
Link to post
Share on other sites
Grzesio nie zrozumiałeś.

Znam dobrze osiągi pocisków p-panc niemieckiej produkcji.

Na myśli miałem pociski kumulacyjne ręcznej broni p-panc typu Panzerfaust i Panzerschrek.

O wiele prostsze w produkcji, z materiałów których nie brakowało, natomiast śmiertelnie skuteczne.
Można by zrobić statystyczne zestawienie - ile czołgów zniszczono za pomocą pocisków podkalibrowych a ile pocisków kumulacyjnych.
Link to post
Share on other sites
...w b. wysokiej temperaturze, następuje uwolnienie energii zawartej w jądrze atomu wolframu... Jest to rodzaj energii, który jest znany z bomby zwanej błędnie wodorową..."

Może powinienem zapłakać nad swoim poziomem kultury i swoją niewiedzą, ale moim zdaniem, wg. mojej wiedzy z fizyki [na poziomie Politechniki] to jakaś bzdura kosmiczna do n-tej potęgi!

balans
Link to post
Share on other sites
decydowanie płacz; płacz nad sobą, nad swym poziomem kultury, niewiedzą, w tym nad nieznajomością języka angielskiego. Bo w linku, który podałem tochę napisano na temat reakcji zachodzącej w wolframie w takich warunkach."

Balans,
temu biedakowi chyba chodziło o mnie.
Nie był nawet w stanie przeczytać i zrozumieć prostego tekstu w języku angielskim. Przytoczył niepotwierdzone wyniki badań z 1922 roku i wymyślił na ich podstawie będącą technicznym nieporozumieniem teorię działania pocisków podkalibrowych.


elpasys,
proponuję zwrócić uwagę na

claims" oraz ostatni akapit, a szczególnie The issue remains unresolved to this day".

Na przyszłość proponuję czytać ze zrozumieniem lub też zatrudnić tłumacza. Pozwoli to uniknąć przykrych wpadek.

Ironrat
Link to post
Share on other sites
Grzesio nie zrozumiałeś."
Zrozumiałem bardzo dokładnie, niestety szklana kula chwilowo mi się zawieruszyła i myśli Twoje, w przeciwieństwie do tekstu pisanego, były mi nieznane.

Zestawienie statystyczne, o którym piszesz, skądinąd byłoby bardzo ciekawe... Nawet napatoczyły mi się pod rękę tego rodzaju dane z frontu wschodniego, za okres styczeń-kwiecień 1944. Środki do walki bliskiej odpowiedzialne były miesięcznie za około 3-9% zniszczonych czołgów przeciwnika (co do których było wiadomo, jak zostały zniszczone), z czego panzerfausty miały na koncie mniej więcej połowę, czyli 1,5-4,5%, a panzerschrecki 0,2-3%.

Pzdr

Grzesiu
Link to post
Share on other sites
Hej

To kwestię rozszczepienia wolframu mamy chyba załatwioną :) (miałem się jeszcze poznęcać trochę nad współczesnymi alchemikami ale to chyba nie miejsce i czas na takie rzeczy a poza tym odechciało mi się).

acer: Panzerfaust i Panzerschreck nie zastępują dział ppanc. To jest taka broń ostatniej szansy, żeby piechota nie występowała przeciwko czołgom z gołymi rękami. Ale powtarzam, efektywna broń ppanc. do walki z bliska o zasięgu 30 m w żadnym wypadku nie eliminuje konieczności posiadania normalnej broni ppanc. o zasięgu 1000-2000 m. Przy prawidłowo prowadzonych działaniach, gdy czołgi są eskortowane przez własną piechotę, szansa że strzelec z panzerfaustem zdoła podejść na te 30 m i strzelić jest niezbyt duża, a szansa że wyjdzie z tego z życiem całkiem już niewielka. Jeśli czołgi przeciwnika wjeżdżają już w nasze pozycje a piechota strzela do nich z Panzerfaustów z 30 m to znak że właśnie przegraliśmy albo jesteśmy na dobrej drodze ku temu - jednym słowem czas na kontratak a jeśli nie mamy czym to najwyższy czas spie....sznie się wycofać.
Link to post
Share on other sites
Tak, tak już - radzę sobie przypomnieć hekatombę oddziałów pancernych w trakcie walk o Śląsk, Bytom w szczególności...

Armaty p-panc są dobre - w polu nie w mieście...

Chce po prostu powiedzieć, że wolfram to po prostu była na owe czasy droga i nieopłacalna ekstrawagancja.
I tak bez wolframu można było niszczyć wszelkie czołgi alianckie czy rosyjskie.


Grzesio a ja zobaczyłbym dane końca wojny właśnie po walkach zimowych w miastach Górnego Śląska....
Link to post
Share on other sites
Skąd ta energia???
Jeśli ktoś uważa, że pownien zapłakać, z tego powodu, że nie nauczono go, iż energia rozpadu jądra atomu, to NIE jest TYLKO uran (np. rdzenie uranowe pocisków podkalibrowych), to zapewniam go, że ma rację. Tak, taką energię można wyzwolić też w wolframie, oraz np. w metalu zwanym lit.

Poniżej załączam link do artykułu The story of atomic bomb",
http://www.3rd1000.com/nuclear/cruc18.htm
gdzie podano schemat przeprowadzonej w 1932r. reakcji rozpadu jądra atmu litu, obecnie powszechnie i błędnie uważanej za rekcję syntezy wodoru w hel, (przykład ITER).
... Einstein's ideas might be shown to be true. The first bit of confirmation came in 1932. J.D.Cockcroft (1897-1967) and E.T.S.Walton (1903-1995), working in Rutherford's laboratory, ionized hydrogen gas by removing their electrons and then accelerating the resulting protons in a transformer-rectifier high-voltage apparatus to an energy of 700,000 volts. The very swift protons then were made to strike a target of lithium metal.
The lithium atom was changed into helium ions with energies many times greater than those of the proton bullets employed. This additional energy apparently came as a result of the partial conversion of some of the mass of lithium into helium in accordance with the following nuclear reaction:
Lithium + Hydrogen = Helium + Energy
3Li7 + 1H1 = 22He4 + 17 M.E.V.
Mass 7.0180 + Mass 1.0076 ---> 2(Mass 4.0029)
Mass 8.0256 ---> Mass 8.0058"

Tak, tak panowie, naukowcy III Rzeszy wiedzieli więcej od nas (to tylko konstatacja przykrego faktu).
Link to post
Share on other sites
Proponuję powrócić na ziemię. Zaczynają ci się mieszać problemy. Dyskusja jest o pociskach podkalibrowych oraz kumulacyjnych. Mieszasz w/w tematykę i to w jednym zdaniu z fizyką kwantową, energią rozszczepienia itp.
Kończę karmić trolla.
EOT
Link to post
Share on other sites
Hej

acer: no i co, obronili Niemcy ten Bytom i Śląsk? Ja nie neguję że od panzerfaustów Rosjanie ponosili wielkie straty. Twierdzę że obrońcy zmuszeni do walki w warunkach wymagających walki z bliska ponosili tak ogromne straty że z reguły nie byli się w stanie dalej skutecznie bronić. Powtarzam. Jeśli przeciwnik przełamał twoje pozycje obronne i wymusił przejście do walk ulicznych w mieście to znaczy że już przegrałeś i nie pomogą ci żadne Panzerfausty - możesz jedynie przedłużyć sobie agonię. Jedyną szansą wygranej jest kontratak w innym miejscu by odciągnąć siły przeciwnika, zagrozić im okrążeniem i w ten sposób zmusić do wycofania (albo nawet okrążyć je, odciąć i zniszczyć, jakby się udało). Krótko mówiąc cykliści z panzerfaustami w żaden sposób nie mogą zastąpić czołgów i dział pancernych choćby się kierownictwu nie wiadomo co wydawało.
Link to post
Share on other sites
Zbyt mało danych, aby dać poprawną i wiążącą odpowiedź. Twój scenariusz musiałby zawierać więcej informacji.
Przykład: pierwsze wejście rosyjskich oddziałów pancernych do Groznego, czyli przykład tego, jak małe szanse przeżycia mają tego typu oddziały w mieście bez odpowiedniej osłony i wsparcia.

Ironrat
Link to post
Share on other sites
Mylisz się Speedy - Dlaczego tak długo trwała obrona Wrocławia ? I kto tam walczył z czołgami rosysjskimi - właśnie cykliści z panzerfaustami.

Bytom owszem został zdobyty, ale takimi kosztami, że tylko Rosjanie byli w stanie je ponosić. Tam było gorzej niż w rzeźni - do czołgów strzelano zewsząd.

To raczej atakujący ponoszą większe straty od obrońców.

Co było w Groznym - oddział pancerny Rosjan został zlikwidowany - i dochodziło do sytuacji kiedy niszczyciele czołgów z RPG ganiali za czołgami taksówkami i motocyklami.
Link to post
Share on other sites
Hej

Że powtórzę: i co, obronili Niemcy Wrocław?

Jeszcze raz. Uważam że fałszywe jest mniemanie że zamiast armat, czołgów i pocisków ppanc. Niemcy powinni byli produkować wyłącznie Panzerfausty i Panzerschrecki. Na polu walki różne środki przeciwpancerne się uzupełniają. Każdy ma swoją iszę ekologiczną" w której rządzi i poza którą się niespecjalnie sprawdza. Nie można twierdzić absolutnie że ręczne wyrzutnie w rodzaju PzF eliminują konieczność posiadania armat ppanc. i innych takich. I zresztą odwrotne twierdzenie także nie byłoby prawdziwe. Tak pograli Rosjanie w 1941, wobec dużego nasycenia swoich wojsk artylerią uznali że rusznice ppanc. są w zasadzie niepotrzebne i prace nad nimi prowadzili z tak niskim priorytetem że szok. Chociaż przed wojną mieli bardzo zaawansowane prototypy, bardzo dobrą amunicję wymyślili sobie itd. Dopiero po wybuchu wojny się za to wzięli bardzo szybko i na gwałt.
Link to post
Share on other sites
No i trwała obrona Wrocławia, trwała - na głębokim zapleczu frontu... A Berlin sobie padł w międzyczasie... Dziwne, pzecież tam na polach Brandenburgii też mieli panzerfausty?
Walki miejskie są akurat bardzo specyficzną sytuacją, jedną z niewielu gdzie broń do walki z bliska ma z natury znaczenie pierwszorzędne. Tyle, że statystycznie i geograficznie większość walk toczy się poza miastami. I co wtedy? Nawet maksymalny 200 m zasięg panzerschrecka jest przymały.
I czemu ma tu służyć przykład Groznego, patologicznej sytuacji wpuszczenia do miasta broni pancernej BEZ osłony piechoty?
Ja jestem jednak podobnego zdania jak Speedy - przeciwpancerna broń do walki z bliska to ostateczność, metoda samoobrony piechoty gdy inne środki zawiodą, samoistnie sprawdzająca się jedynie w bardzo specyficznych warunkach umożliwiających nawiązanie z czołgami walki z bliska - jak obszar zurbanizowany na przykład.

Pzdr

Grzesiu
Link to post
Share on other sites
Cały ten artykuł mi wygląda na sowiecką propagandówkę opartą na paru znanych powszechnie faktach, kilku przemilczeniach i bezpodstawnej, sensacyjnej interpretacji.
Wolfram Niemcy importowali m.in. z Hiszpanii, koncesje załatwili sobie dzięki dostawom broni dla Franco w czasie wojny domowej. A rdzenie pocisków podkalibrowych robili też z uranu, Speer pisze że w pewnym momencie cały zapas uranu, wykorzystywany dotychczas do badań jądrowych poszedł rozkazem Hitlera na rdzenie do pocisków p-panc.

A czy przypadkiem w działach podkalibrowych (a zdaje sie że i bezodrzutowch) Niemcy nie wykorzystywali stali wolframowej - do produkcji samych dział, luf, a nie pocisków?
Link to post
Share on other sites
A propos dyskusji o skuteczności panzerfaustów - skoro były takie dobre, to czemu nie uzbrajali w nie Panter, Tygrysów, a nawet Panzer 4?

Armaty ppanc i panzerfausty to są zupełnie inne rodzaje broni, służące do użycia w zupełnie innych warunkach. Nie można ich porównywać. Głowice kumulacyjne są faktycznie bardzo skuteczne, ale muszą być przenoszone przez pociski rakietowe - które ówcześnie nie były wystarczająco rozwinięte by stanowić konkurencję dla standardowych dział ppanc, tylko ich uzupełnienie. Choć testy robiono.
Link to post
Share on other sites

Archived

This topic is now archived and is closed to further replies.



×
×
  • Create New...

Important Information