Jump to content

Speedy

Forum members
  • Content Count

    591
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

0 Neutral

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. No właśnie; jeśli się nie mylę, to jest ten "podejrzany" rozbity Junkers jakoby spod Radomia. On już tu wystąpił w którymś z tych fotograficznych wątków o samolotach Luftwaffe, spróbuję go odszukać w wolnej chwili. Rzecz w tym, że tam było tych zdjęć dużo więcej, jak gdyby z oględzin wraku, w tym również z jego wnętrza. I tu był mały zonk: był to Ju 52 w konfiguracji bombowej, z zamontowanymi w kadłubie pionowymi wyrzutnikami DSAC 250. A skądinąd wiadomo, tzn. jest ustalone z wielkim prawdopodobieństwem, że w agresji na Polskę bombowe Ju 52 nie brały udziału, wycofano je wcześniej.
  2. Tyle zawiera pocisk artyleryjski kal. ok. 130 mm. A np. amerykańska 500-funtowa (230 kg) bomba AN-M64 - 124 kg TNT. Takiego pojemnika to raczej się nie da zrobić
  3. Z grubsza biorąc tak. Operator manipulował tą machiną tak, by uzyskać w słuchawkach jak najgłośniejszy sygnał. W RRH akurat operatorów było dwóch, jeden naprowadzał "trąby" w płaszczyźnie poziomej, drugi w pionowej, a trzeci operator odczytywał ze specjalnego wskaźnika współrzędne celu, co im wyszły z tego ustawiania.
  4. Jednak jest różnica między pociskiem artyleryjskim, a bombą lotniczą, tak jak ta ostatnio w Szczecinie. Pocisk art. który nie wybuchł przy upadku niemal na pewno nie wybuchnie w czasie wydobywania i transportu. Może gdyby w wyniku wypadku drogowego znalazł się w płonącym samochodzie, czy w podobnie drastycznej sytuacji, to jeszcze. Ale generalnie to bardzo mało prawdopodobne. Bomby lotnicze, w szczególności brytyjskie i amerykańskie, często uzbrajano w wymyślne zapalniki - pułapki, mające spowodować wybuch przy próbie wykręcenia zapalnika, manipulacji przy bombie czy po upływie długiego czasu - kilku godzin czy nawet kilku dni. W szczególności te ostatnie odpowiadają moim zdaniem za liczne w ostatnich dekadach wypadki przypadkowej detonacji w Niemczech (chyba i w Austrii się zdarzyło...). Nie chcę tu wchodzić bardzo głęboko w jakieś szczegóły techniczne, ale trochę muszę; otóż najogólniej były to chemiczne zapalniki czasowe. Mechanizm uderzeniowy (iglica podparta napiętą sprężyną) był w nich zablokowany jakimś elementem wykonanym z celuloidu; jednocześnie w układzie znajdował się zbiorniczek z rozpuszczalnikiem (roztwór acetonu), który uwalniał się przy upadku czy przy zrzucie bomby. Rozpuszczalnik trawił ów celuloidowy element, a gdy ten rozpuścił się i rozmiękł w dostatecznym stopniu, siła sprężyny przełamywała jego opór i popychała iglicę w kierunku spłonki, inicjując detonację bomby. Zapalniki te nie były bardzo niezawodne; w szczególności gdy bomba upadła w pozycji np. poziomej czy odwróconej (bo np. koziołkowała czy zrykoszetowała od ściany czy coś) aceton nie zalewał poprawnie rozpuszczanego elementu, proces trawienia przedłużał się znacznie i wybuch następował z większym od planowego opóźnieniem, albo i nie następował wcale. Jednakże teraz, dziesiątki lat po wojnie, doszedł dodatkowy czynnik. Celuloid starzeje się sam z siebie i nawet bez żadnego rozpuszczalnika stopniowo traci swe własności mechaniczne - staje się kruchy i skłonny do pękania. Jeśli sprężyna uderzeniowa, napięta przez całe dekady, nie straciła swych własności (a niestety robiono je raczej solidnie) to katastrofa jest tylko kwestią czasu. W Niemczech (czy Austrii? - chyba jeden z nich tam) odnotowano przypadki eksplozji tkwiącej pod ziemią bomby w czasie prac młotem pneumatycznym w sąsiedztwie, czy nawet wskutek drgań gruntu spowodowanych wjazdem ciężkiego sprzętu na plac budowy.
  5. W tego rozważaniach ważna jest nie tylko wielkość przeciążenia ale i czas jego działania. Skacząc ze stołka na ziemię też prawdopodobnie uzyskamy ze 100 g czy kilkadziesiąt - ale przez czas naprawdę krótki, setne sekundy może. Stapp o którym była tu już mowa doznawał owych kilkudziesięciu g przez 1, 4 s.
  6. Bomba na plaży Podczele to niemiecka SC 50 (wagomiar 50 kg).
  7. Speedy

    Maus

    Chyba prądnicę? Zdaje mi się, że w tym miejscu pod wieżą właśnie wypadała. Dla przypomnienia, Maus miał elektryczny układ napędowy, podobnie jak Tiger (P) czy Ferdinand/Elefant: silnik spalinowy napędzał generator prądotwórczy, ten zaś dostarczał energię do silników elektrycznych połączonych z kołami napędowymi.
  8. Gwoli ścisłości, powiedziałbym że to jest raczej DB-3 ie f", któraś z wcześniejszych wersji. DB-3f to późniejszy Ił-4, z oszklonym dziobem o wydłużonym, zaostrzonym kształcie. A samolot na zdjęciu ma ten krótszy, ępy" dziób ze stanowiskiem strzeleckim.
  9. Tak. Niewielką liczbę Bf 109G 4 i G 6 przebudowano na szkolne dwustery. Miejsce na drugą kabinę wygospodarowano kosztem zmniejszenia kadłubowych zbiorników paliwa, dlatego G 12 latały zwykle z podwieszonym n stałe zbiornikiem dodatkowym pod kadłubem. Zwykle nie były uzbrojone, lub tylko w 1-2 k.masz. w kadłubie.
  10. Gwoli ścisłości, rosyjski odpowiednik i w pewnym sensie przodek M-346 to Jak-130. Oznaczenie Jak-140 nosił projekt naddźwiękowego myśliwca z 1955 r. który jednak przerwano przed oblataniem prototypu. http://www.aviastar.org/air/russia/yak-140.php
  11. A ta nazwa to specjalnie po to, żeby się myliło? Był już kiedyś program Wilk - realizowany w OBRUM w Gliwicach pod koniec lat 80. ub.w. projekt modernizacji czołgu T-72.
  12. Tak bardzo się nie zapędziłeś :) Rosjanie w czasie II wojny faktycznie w pewnym stopniu opanowali technologię wolframowych rdzeni do pocisków ppanc. czy powiedzmy byli w trakcie wdrażania jej. Produkowali np. partie amunicji 14,5 mm do rusznic ppanc. (14,5x114) z takim właśnie rdzeniem (z węglika wolframu). I chyba też do wkm 12,7 mm (12,7x108). Ale akurat do działek 23 mm - nie.
  13. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze... Właśnie takie bomby, 500-funtowe i mniejsze, zrzucane były często przez Brytyjczyków i Amerykanów jako przeszkadzajki" mające utrudnić usuwanie skutków nalotu. Uzbrajano je w zapalniki czasowe z długą zwłoką (nawet kilka dni), często wyposażone w wymyślne pułapki, mające spowodować wybuch przy wszelkich manipulacjach, próbach rozbrojenia czy przeniesienia bomby. W Niemczech było w ostatnich latach parę wypadków właśnie z takimi rzeczami.
  14. @vis1939 Z tego co można wyczytać, to pz4 miał górny pancerz w okolicach 10-12mm.Więc nawet pod kątem(co przy strzelaniu z lecącego samolotu w kierunku gleby jest oczywiste) wychodzi dość prawdopodobne przebicie. Faktycznie, sorry pomyliłem się. W takim razie przy nurkowaniu pod kątem 30° lub większym przebicie górnego pancerza powinno być możliwe. Główni sprawcy całego zamieszania - Tempest czy Typhoon posiadały działka" 20mm Hispano-Suiza i mocno wątpliwe aby taki pocisk był zdolny skutecznie zwalczać czołg. Ha :) HS.404 strzelało dosć mocną amunicją 20x110, więc to zależy jaki pocisk i jaki czołg...! Najmocniejszy pocisk ppanc. do Hispano - A.P. Mk.III - wprowadzono do produkcji w maju 1943. Była to amunicja bardzo zaawansowana jak na tamte czasy, pocisk podkalibrowy (rdzeniowy) z wolframowym rdzeniem, o prędkości początkowej 985 m/s. Niestety miał problemy ze stabilizacją i nie był bardzo celny. Dlatego nie wyparł zwykłych pocisków ppanc. lecz opracowywano je i produkowano równolegle. Jak już się udało jednak trafić, to efekty były spektakularne. Poniżej zdolność przebijania za brytyjską stroną wwiiequipment: https://tinyurl.com/qa7lvqd (skróciłem link) Przy ostrzale z samolotu o prędkości 350 fps (384 km/h) zdolność przebijania pancerza wynosiła: - z odległości 200 jardów (183 m) - 67 mm pod kątem 0° (od normalnej, czyli prostopadłe trafienie) i 48 mm pod kątem 30° - z odległości 400 y (366 m) - 51 mm pod kątem 0° i 38 mm pod kątem 30° - z odległości 600 y (549 m) - 39 mm pod kątem 0° i 30 mm pod kątem 30° Trzeba też pamiętać, że pocisk ppanc 23mm był też w wersji podkalibrowej z rdzeniem z węglików spiekanych i mimo to furory nie zrobił. O ile wiem, w czasie wojny takowego nie było. Opracowano go dopiero później, do działka 2A14 stanowiącego uzbrojenie zestawów przeciwlotniczych ZU-23, ZSU-23-4 (Szyłka) i innych rzeczy. 2A14 strzelało tym samym nabojem co WJa (23x152B), ale miało wyraźnie dłuższą lufę (2000 mm vs.1657 mm). Nabój z czasów wojny miał pocisk ppanc. z rdzeniem stalowym. Wykres, który wkleiłeś też wymaga komentarza. Dotyczy on niemieckiej amunicji 20x82 do działka MG 151/20. To był nabój stosunkowo małej mocy. Pocisk ppanc. o masie 117 g miał prędkość początkową 705 m/s. Był to prosty pocisk pełnokalibrowy z całkiem sporym ładunkiem wyb. (5,1 g) a więc o nie tak strasznie grubych ściankach i nie za mocnej budowie. Dla porównania, hispanowy" pepanc. ważył 130 g i miał prędkość pocz. 850 m/s i był to generalnie monolityczny pocisk bez ładunku wyb. a więc o bardzo mocnej budowie (jednych i drugich było oczywiście kilka, ale o podobnych parametrach). @Tyr wz. 38FK dawały radę na wprost III I IV a co dopiero z góry w żaluzje lub cieńszy pancerz No, to jednak nie to samo: 1. Strzelając z poziomu ziemi w pionowe płyty pancerza przedniego czy bocznego niemieckich czołgów łatwo było uzyskać trafienie pod kątem bliskim prostego, a więc zdolność przebijania pocisku była bliska maksymalnej. Strzelając z samolotu w płytkim nurkowaniu w górne płyty pancerza uzyskiwano bardzo mały kąt trafienia, a więc zdolność przebijania była znacznie zredukowana. 2. Niemieckie czołgi walczące w 1939 miały znacznie słabszy pancerz niż ich wersje z 1941 i późniejsze. Ale z żaluzjami masz rację, spotyka się taki pogląd, zwłaszcza dotyczący operacji w Normandii. Ostrzał z samolotów owych żaluzji na wlotach powietrza (nawet z wkm-ów) powodował, że drobne fragmenty pocisków wpadały przez te szczeliny do komory silnika i uszkadzały znajdujące się pod żaluzjami wentylatory. Powodowało to szybkie przegrzanie silnika i konieczność jego wyłączenia, czyli unieruchomienie czołgu. A szybkie postępy wojsk alianckich często sprawiały że nie już było czasu na naprawienie czy ewakuowanie nawet lekko uszkodzonego czołgu i Niemcy musieli go porzucić. zobacz efekt Hispano z Beaufighter'ów na statkach Ba, ale statki handlowe nie były opancerzone :) i zresztą widać na filmie, że co najmniej część trafień jest pociskami HEI (High Explosive Incendiary, odłamkowo-burząco-zapalający) a nie AP (Armor Piercing, przeciwpancerny) - te rozbłyskujące eksplozje i dym.
  15. @vis1939 Tyle, że górne płyty pancerza pozostały nadal podatne na takie kalibry, a już szczególnie we wszędobylskim PzKpfw IV. No właśnie nie tak do końca. Pz.IV miał tam 20 mm; biorąc pod uwagę kąt uderzenia, znacznie odbiegający od prostego, przebicie tego nawet z WJa nie jest takie oczywiste. Do tego dochodzi cała masa innych pojazdów lekko opancerzonych, które na taki ostrzał były zupełnie nieodporne. To też prawda, ale nie do końca. Takich pojazdów w czasie II wojny było znacznie mniej niż obecnie i przeciw większości z nich wystarczyłyby działka znacznie słabsze. Po doświadczeniach z WJa i jego potężnym nabojem 23x152 (prędkość początkowa ponad 900 m/s) w 1944 Rosjanie skonstruowali słabszą amunicję tego samego kalibru: 23x115, wykorzystującą ten sam pocisk osadzony w skróconej łusce ze zredukowanym ładunkiem prochowym. W efekcie prędkość początkowa spadła poniżej 700 m/s, ale działko jakie do tego zrobiono (NS-23) było lżejsze i miało słabszy odrzut. Dzięki temu w samolocie Ił-10, wcale nie większym i niewiele mocniejszym niż Ił-2, spokojnie zmieściły się 4 takie działka zamiast 2 WJa (tzn. w czasie wojny produkowano go w obu konfiguracjach, i z zestawem 2 WJa + 2 km-y i z 4 x NS-23, ale po wojnie już tylko z 4 działkami).
×
×
  • Create New...

Important Information