Jedburgh_Ops Napisano 31 Październik 2020 Napisano 31 Październik 2020 4 godziny temu, Speedy napisał: Btw na tym rysunku nie bardzo widać, jak się tym steruje (brak popychaczy zmieniających kąt natarcia łopat wirnika nośnego) ale to może być świadome uproszczenie, żeby za wiele nie zdradzać. Faktycznie! Możesz mieć rację! Popatrz, jakoś nigdy wcześniej mnie to nie uderzyło, a dopiero teraz pod wpływem tego, co napisałeś. Mam dziesiątki, jeśli nie lepiej, amerykańskich artykułów z WWII o śmigłowcach, ale dopiero w tej chwili oświeciło mnie, że one nie są tak znakomite, pełne, fachowe, ciekawe, dogłębne jak o stałopłatach. Zero informacji o aerodynamice śmigłowca, zero informacji o mechanice lotu śmigłowca, zero informacji o popychaczach i gdzie, który, jaki do czego. Nawet zero takiej elementarnej informacji, że w wirniku głównym śmigłowca nie ma czegoś takiego, jak ujemny kąt natarcia łopat. Badam dość dogłębnie historię amerykańskiej cenzury z WWII, bo mnie to interesuje i prywatnie, i zawodowo, ale jeśli chodzi o śmigłowce to trzeba by zbadać zarówno kwity OoC, jak i cenzury wojskowej. Byłaby to gigantyczna robota. Ale to, co piszesz, ma ręce i nogi.
Jedburgh_Ops Napisano 31 Październik 2020 Napisano 31 Październik 2020 6 godzin temu, Speedy napisał: Myśliwiec wysokościowy strasznie fajny i zabawny, taka kompilacja dostępnych awangardowych rozwiązań. Urocza jest zwłaszcza odrzucana kabina, z własnym karabinem masz. jakby ją ktoś zaatakował podczas opadania na spadochronie Respekt budzi uzbrojenie, 5 działek 37 mm + ten nieszczęsny karabin w kabinie. Chyba jednak w praktyce troszkę by to inaczej zrobili, coś w rodzaju 10 wkm 12,7 mm. Działka 37 mm jakie mieli na składzie były powiedzmy takie sobie, nie najgorsze, ale w żadnym razie nie tak awangardowe jak reszta projektu. A nie kojarzy Ci się z czymś ten rysunek? Bo mnie w sekundę z czymś się skojarzył, gdy tylko kupiłem to czasopismo i obejrzałem sobie ten przekrój. Uśmiech wjechał mi na twarz bardzo szybko. Toż to praojciec F-111 z jego kapsułą ratunkową, a nie z odpalaniem foteli wyrzucanych. Uzbrojenie faktycznie panowie inżynierowie zaprojektowali mu masakryczne. Jedno- albo dwusekundowa salwa (dobrze wymierzona rzecz jasna) z pięciu działek 37 mm i Übermensch byłby rozproszkowany na atomy.
Jedburgh_Ops Napisano 31 Październik 2020 Napisano 31 Październik 2020 6 godzin temu, Speedy napisał: W sumie to nawet zbudowali coś w tym rodzaju, XP-54. Ale wyszedł taki sobie. W ogóle pomysł takiego pchacza jest nie za dobry. Btw na tym rysunku za bardzo nie widać chłodnic czy silnik chłodzony był wyłącznie siłą woli? Chłodnice sprawdzę, czy coś o nich piszą. A pchacz, jak to pchacz, jest tego fan club, ale i jest tego anty fan club. Ale wyobrażam sobie wykonanie pętli w czymś takim, co by miało nadmuch ze śmigieł na ster wysokości. 8g gwarantowane, albo zwrot pieniędzy Bez portek przeciwprzeciążeniowych G3A ani rusz.
Jedburgh_Ops Napisano 31 Październik 2020 Napisano 31 Październik 2020 6 godzin temu, Speedy napisał: Niemniej w 1943 raczej już było jasne że samolot tej klasy (obserwacyjny, jakbyśmy to określili) nie za bardzo jest im potrzebny. A do rozpoznania foto najlepiej nadają się odpowiednio przystosowane myśliwce. Ano. Do samolotów rozpoznania fotograficznego to kowboje ręki nie mieli. Gdzie takiej bambaryle, jak Curtiss O-52 Owl do np. Spita PR Mk IX...?
Jedburgh_Ops Napisano 1 Listopad 2020 Napisano 1 Listopad 2020 W internecie tego nie ma. Rok 1943 i katowanie struktury wytrzymałościowej Thunderbolta. Już sam tytuł tego artykułu mówi wszystko. A w podpisie do zdjęcia czytamy m.in.: „Co się dzieje, gdy Thunderbolt robi cyrkiel?” Czyli coś, co wspomniałem powyżej w kontekście lądowań szybowcowych. Ground loop, czyli cyrkiel, jest dramatycznym obciążeniem dla płatowca, bo w końcu nie do tego są projektowane stałopłaty, po prostu pilot nie ma prawa zrobić cyrkla przy lądowaniu, a mógłby go jedynie usprawiedliwić wyjątkowo gwałtowny i niespodziewany podmuch bocznego wiatru, ale to też trochę naciągane. W szybowcach cyrkiel w przeważającej większości przypadków kończy się złamaniem kadłuba i kasacją szybowca; w samolotach różnie - zależy jaki samolot i zależy jak silny cyrkiel. Ale Thunderbolt słynął ze swojego naddatku wytrzymałości na różne ekscesy.
Speedy Napisano 2 Listopad 2020 Napisano 2 Listopad 2020 W dniu 31.10.2020 o 20:50, Jedburgh_Ops napisał: A pchacz, jak to pchacz, jest tego fan club, ale i jest tego anty fan club. No właśnie dlatego zwróciłem uwagę na chłodnice. To się chyba z żelazną konsekwencją powtarzało w każdym pchaczu - samolocie bojowym z silnikiem odpowiednio dużej mocy: problemy z przegrzewaniem silnika. Nawet w przypadku silników chłodzonych cieczą nieodmiennie się okazywało, że ciecz cieczą, ale chłodzenie powietrzem bezpośrednio nadmuchiwanym przez śmigło odgrywa niebagatelną rolę i bez tego robi się ciężko.
Jedburgh_Ops Napisano 4 Listopad 2020 Napisano 4 Listopad 2020 Teraz na chwilę będzie mały płodozmian, ponieważ nie będzie niczego, co ma skrzydła, śmigło, kadłub, ogon, wirnik i co tam jeszcze potrzebne do latania. Ale nie odejdziemy od USAAF i pilotów. W USAAF w okresie unitarnym, ale nie tylko, bardzo dużą wagę przywiązywano do wyszkolenia strzeleckiego każdego żołnierza, wszystko jedno, czy pilota, czy mechanika, czy kwatermistrza, czy kucharza. Każdy w USAAF musiał dobrze strzelać zarówno z broni krótkiej, jak i długiej. Już w życiu operacyjnym, frontowym pilotów i innego personelu latającego przekładało się to na fakt, że ludzie ci potem na lotniskach urządzali zawody strzeleckie. Strzelano głównie z broni krótkiej i strzelb. Niejeden pilot lub inny lotnik USAAF nosił na mundurze odznakę kwalifikacyjną wojsk lądowych za wyniki w strzelectwie z danej broni, ponieważ przywieszki do tych odznak dokładnie rozgraniczały tę broń i honorowały danego żołnierza nie ogólnikowo za dobre strzelectwo, ale za celność z konkretnego rodzaju broni. Ale zanim dochodziło do strzelania z broni ostrej to w niejednym ośrodku szkoleniowym (wspólnym dla USAAF i US Army) były trenażery strzeleckie. Kulki BB nie są współczesnym wynalazkiem do replik ASG, ale istnieją od bardzo dawna. Ponieważ niejeden pilot USAAF przechodził część szkolenia sił specjalnych, więc strzelectwo z pistoletów maszynowych też nie było mu obce. Poniżej trenażer Thompsonów na kulki BB w roku 1942.
Jedburgh_Ops Napisano 4 Listopad 2020 Napisano 4 Listopad 2020 W internecie tego nie ma. Speedy prosił o coś z zakresu starych technologii (chociaż one nie stare, a jedynie włókna i żywice były wtedy inne). Poniżej materiał z prasy fachowej z lutego 1943 r. Technologie kompozytowe, jak dziś byśmy je nazwali, i wszelkie autoklawy do nich normalnie funkcjonowały w USA daleko przed II wojną, a w czasie wojny pracowały już pełną parą.
Speedy Napisano 4 Listopad 2020 Napisano 4 Listopad 2020 Popraw mnie, jeśli się mylę, ale goście chyba próbowali robić i dodatkowe zbiorniki (jednorazowe) z takiego impregnowanego papieru (a może to RAF był?). W każdym razie męczyli się z nimi, bo mimo wszelkich kombinacji papier i tak miał tendencje do rozmakania.
Jedburgh_Ops Napisano 4 Listopad 2020 Napisano 4 Listopad 2020 (edytowane) Tak, masz rację, robili zbiorniki z tego umownego pionierskiego „kompozytu”. Mam o tym artykuł z WWII - zaraz poszukam i jak znajdę to wrzucę. A jeśli masz info, że to było dziadostwo i przeciekało to z kolei ja będę wdzięczny za jakąś informację. Czy RAF to robił to nie pamiętam. Kowboje na pewno. RAF też już miał kompozyty podczas WWII. Gdzieś mam artykuł o tym, że od pewnej fazy produkcji Spitów fotele pilotów były już „kompozytowe”, nie metalowe, tylko nie pamiętam teraz, czy to było od Spitów Mk V, czy od Mk VIII/IX? Edytowane 4 Listopad 2020 przez Jedburgh_Ops
Speedy Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 22 godziny temu, Jedburgh_Ops napisał: Tak, masz rację, robili zbiorniki z tego umownego pionierskiego „kompozytu”. Mam o tym artykuł z WWII - zaraz poszukam i jak znajdę to wrzucę. A jeśli masz info, że to było dziadostwo i przeciekało to z kolei ja będę wdzięczny za jakąś informację. Czy RAF to robił to nie pamiętam. Kowboje na pewno. RAF też już miał kompozyty podczas WWII. Gdzieś mam artykuł o tym, że od pewnej fazy produkcji Spitów fotele pilotów były już „kompozytowe”, nie metalowe, tylko nie pamiętam teraz, czy to było od Spitów Mk V, czy od Mk VIII/IX? Tak na szybko http://warbirdsnews.com/warbird-articles/necessity-mother-invention-paper-drop-tanks-wwii.html pierwszy lepszy artykuł. Nie to może, że aż dziadostwo, ale jednak naprawdę były jednorazowe, klej impregnujący i spajający całe ustrojstwo miał tendencje do rozpuszczania się w paliwie i po paru godzinach zaczynały się przecieki, deformacje itp. Może nie tak bardzo przeszkadzało to w locie, bo wszak paliwo z dodatkowych zbiorników wykorzystuje się jako pierwsze, żeby się móc ich pozbyć. Ale w takiej ogólnej eksploatacji i jak to nazwać normalnej pragmatyce wojskowego użytkowania to i owszem. Np. aluminiowe zbiorniki można było przechowywać sobie zatankowane na zapas, przynajmniej kilka i w razie konieczności szybkiego przygotowania samolotu do misji posłużyć się nimi. Papierowych oczywiście nie było można. Istniała praktyka (nie z każdym samolotem to oczywiście możliwe) by nie wyrzucać opróżnionych aluminiowych zbiorników, o ile nie ma takiej konieczności, wiadomo, że w walce trzeba się pozbyć zbędnego ciężaru, ale jeśli np. do walki nie doszło i myśliwiec powrócił z patrolu, to mógł przywieźć puste zbiorniki do ponownego wykorzystania. A papierowych oczywiście nie. Ale z drugiej strony papierowe zbiorniki były tak tanie, że równoważyło to inne niekorzystne cechy i były jednak używane.
Speedy Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 19 godzin temu, Barbapapa napisał: Tannenfels powrócił do Europy, czy z samolotem Nakajima E8N? A jeśli tak jaki był jej dalszy los? No ciekawostka, nie słyszałem o tym. Tak jak napisałeś na początku, samoloty to raczej wędrowały między Niemcami i Japonią w przeciwnym kierunku. A jeszcze drobna korekta, bez większego oczywiście znaczenia: 19 godzin temu, Barbapapa napisał: działa 155 mm z pancernika "Schleswig-Holstein, Niemieckie 15 cm działa okrętowe miały dokładnie kaliber 149 mm.
Jedburgh_Ops Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 3 minuty temu, Speedy napisał: Tak na szybko http://warbirdsnews.com/warbird-articles/necessity-mother-invention-paper-drop-tanks-wwii.html pierwszy lepszy artykuł. Nie to może, że aż dziadostwo, ale jednak naprawdę były jednorazowe, klej impregnujący i spajający całe ustrojstwo miał tendencje do rozpuszczania się w paliwie i po paru godzinach zaczynały się przecieki, deformacje itp. Może nie tak bardzo przeszkadzało to w locie, bo wszak paliwo z dodatkowych zbiorników wykorzystuje się jako pierwsze, żeby się móc ich pozbyć. Ale w takiej ogólnej eksploatacji i jak to nazwać normalnej pragmatyce wojskowego użytkowania to i owszem. Np. aluminiowe zbiorniki można było przechowywać sobie zatankowane na zapas, przynajmniej kilka i w razie konieczności szybkiego przygotowania samolotu do misji posłużyć się nimi. Papierowych oczywiście nie było można. Istniała praktyka (nie z każdym samolotem to oczywiście możliwe) by nie wyrzucać opróżnionych aluminiowych zbiorników, o ile nie ma takiej konieczności, wiadomo, że w walce trzeba się pozbyć zbędnego ciężaru, ale jeśli np. do walki nie doszło i myśliwiec powrócił z patrolu, to mógł przywieźć puste zbiorniki do ponownego wykorzystania. A papierowych oczywiście nie. Ale z drugiej strony papierowe zbiorniki były tak tanie, że równoważyło to inne niekorzystne cechy i były jednak używane. Okay, dzięki. Na razie - jak na złość - znalazłem artykuł z 1943 r. o tłoczeniu tych zbiorników podwieszanych porządnych, metalowych, ale tego chyba nie będę tu wrzucał, bo to znowu nie taka oszałamiająca „ciekawostka”. Szukam tych artykułów o zbiornikach z laminatów.
Hornet Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 Hej..Panowie, a co z technologią przywiezioną przez naszego konstruktora lotniczego W. Czerwińskiego???Pewnie znowu jest zapomniany i jego technologia tłoczenia ze sklejki -zaadoptowanej to wykonywania zbiorników paliwa???...wypróbowanej w naszym kraju..że o PWS-33 nie wspomnę...Pzdr.
Jedburgh_Ops Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 Pytanie byłoby takie: Czy to było tłoczenie w sklejce, czy w fornirze? Różnica niby subtelna, niemniej fundamentalna z punktu widzenia możliwości technologicznych. Amerykańskie kompozyty lat 20., 30. i 40. to był jednak fornir i włókna celulozowe, a dopiero potem szło się z tym do autoklawu z odpowiednią żywicą, temperaturą i ciśnieniem. Sklejki wptrawdzie też stanowiły część tych umownych „kompozytów”, ale bez tłoczenia. Raczej to były profile płaskie lub gięte na bardzo dużych promieniach.
Hornet Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 Witam ponownie....pisałem o udoskonalonej technice formowania okładzin lub warstwic tj.fornirów i obłogów brzozowych(mozliwe,że w paskach)...wstępnie ukształtowanych po obróbce parowej w formach i klejonych na foremikach zamykanych śrubowo...Możliwe,że technologia ta została potem udoskonalona i wszystko odbywało się w autoklawach na gorąco...Nie mam z tego okresu żadnej literatury...niestety,a temat ciekawy...
Jedburgh_Ops Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 Tak, temat jest fajny. Nieraz zastanawiałem się, czy takie numery byłyby możliwe ze sklejką lotniczą. Najcieńsza z nich (fińska oczywiście) miała, jeśli dobrze pamiętam, grubość 0,2 mm. Zawsze cięło się ją nożycami krawieckimi. Ona od forniru już niewiele różniła się na grubość, ale oczywiście sklejka to sklejka i jej tajemnica ukierunkowania słojów. Tak zaraz takiej materii nie da się formować, tylko trzeba znać tajemnicę jak...:-)
husky1 Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 Dwie warstwy brzozowej sklejki wypelnione balsa nasaczone żywicż i ksztaltowane w cementowych formach byly stosowane juz przez Albatrosa a doprowadzone do perfekcji przez DeHavilland w Mosquito.Mialem przyjemność pomagac w budowie /odbudowie Mosquito w Ontaryjskim Windsor, gdzie wykorzystano kadlub z Nowj Zelandii zwykonany ta sama technologia jak oryginał.
Jedburgh_Ops Napisano 5 Listopad 2020 Napisano 5 Listopad 2020 Mam amerykański fotoreportaż z II wojny o produkcji Mosquito, ponieważ Amerykanie byli dumni z tego, że samolot ten powstawał z amerykańskich sklejek. Tak, balsa była istotnym materiałem budulcowym w Mosquito. Miałeś niezłą przygodę uczestnicząc w takim projekcie
Jedburgh_Ops Napisano 6 Listopad 2020 Napisano 6 Listopad 2020 W dniu 2020-11-04 o 19:07, Speedy napisał: Popraw mnie, jeśli się mylę, ale goście chyba próbowali robić i dodatkowe zbiorniki (jednorazowe) z takiego impregnowanego papieru (a może to RAF był?). W każdym razie męczyli się z nimi, bo mimo wszelkich kombinacji papier i tak miał tendencje do rozmakania. Coś znalazłem, ale wciąż nie to, o czym myślę. To o zbiornikach na razie diabeł mi ogonem nakrył. Ale coś mam. Tymczasem znalazłem w literaturze fachowej z WWII, że ta technologia, według której produkowano te laminatowe „papierowe” dodatkowe zbiorniki paliwa nazywała się Papreg. Tylko to nie całkiem był papier. To był taki wyrób przemysłu celulozowego. To wygląda identycznie jak dzisiejsza mata z któregoś z włókien do technologii kompozytowych. Podczas II wojny robiono z tego masę rzeczy. Na przykład także całe drzwi cargo w C-87 Liberator Express. Podczas II wojny producentem włókien celulozowych do tych mat była firma Consolidated Water Power and Paper Company mieszcząca się w Wisconsin Rapids.
Jedburgh_Ops Napisano 6 Listopad 2020 Napisano 6 Listopad 2020 (edytowane) 10 godzin temu, husky1 napisał: Dwie warstwy brzozowej sklejki wypelnione balsa nasaczone żywicż i ksztaltowane w cementowych formach byly stosowane juz przez Albatrosa a doprowadzone do perfekcji przez DeHavilland w Mosquito.Mialem przyjemność pomagac w budowie /odbudowie Mosquito w Ontaryjskim Windsor, gdzie wykorzystano kadlub z Nowj Zelandii zwykonany ta sama technologia jak oryginał. Podtrzymuję, że miałeś fantastyczną przygodę biorąc udział w takim projekcie, tylko pozazdrościć. Ja całym sercem pomagałem przedwojennym mechanikom lotniczym przy ich naprawach sprzętu lotniczego robionego wg tych starych technologii. Jak dla mnie wręcz piękny zapach takiego warsztatu płatowców drewnianych. Wracając do Mosquito. On już w cementowych formach nie powstawał, a raczej klasycznie na miarę oprzyrządowania technologicznego lat 40. Amerykanie byli zafascynowani Moskitem i amerykańscy fotoreporterzy i dziennikarze lotniczy prawie nie wychodzili z produkcji tych samolotów. Poniżej jest amerykańskie zdjęcie z produkcji Moskitów. Jedna tylko rzecz. Brytyjskie sklejki lotnicze były fatalnej jakości. I Brytyjczycy dobrze o tym wiedzieli dużo wcześniej, zanim bardzo boleśnie przekonali się o tym w Indiach i Birmie. Dlatego do produkcji Moskitów zamówili sklejki amerykańskie. Kiedyś już gdzieś to tutaj pisałem, więc nie chcę się powtarzać, dlaczego Amerykanie mieli w tamtych czasach najdoskonalsze sklejki lotnicze świata. Olbrzymia kasa (niewyobrażalna w Europie) na B+R zaprocentowała. Kontrakt na dostawę sklejek do produkcji Moskitów miała amerykańska firma Pluswood Inc. stanowiąca część dużej północnoamerykańskiej korporacji przemysłu drzewnego, w skład której wchodziły firmy Northern Hardwood Veneers Inc., Lullabye Furniture Corporation i Algoma Forest Products Ltd. (ta firma była kanadyjska). Edytowane 6 Listopad 2020 przez Jedburgh_Ops
Jedburgh_Ops Napisano 6 Listopad 2020 Napisano 6 Listopad 2020 A widział ktoś halę produkcyjną podczas II w.ś. miniaturowych Liberatorów? Jeśli nie widział to zapraszam poniżej. Z naszego sklepiku każdy wychodzi uśmiechnięty.
Speedy Napisano 6 Listopad 2020 Napisano 6 Listopad 2020 10 godzin temu, Jedburgh_Ops napisał: Brytyjskie sklejki lotnicze były fatalnej jakości. I Brytyjczycy dobrze o tym wiedzieli dużo wcześniej, zanim bardzo boleśnie przekonali się o tym w Indiach i Birmie. Dlatego do produkcji Moskitów zamówili sklejki amerykańskie. Czy to nie jest tak, że drewno na takie sklejki musi być sezonowane 5 czy 10 laty czy ileś, zanim uzyska odpowiednie właściwości? Dlatego rozwinięcie masowej produkcji w warunkach wojennych nastręczało liczne problemy.
husky1 Napisano 6 Listopad 2020 Napisano 6 Listopad 2020 13 hours ago, Jedburgh_Ops said: Wracając do Mosquito. On już w cementowych formach nie powstawał, a raczej klasycznie na miarę oprzyrządowania technologicznego lat 40. Formy początkowo wykonane były z drewna mahoniowego, lecz byl to materiał trudno dostepny w Europie. Dodatkowo stwarzał problemy związane z wilgotnoscia kleju wykorzystywanego do łączenia sklejki z balsą - po prostu wahania wymiarów były zbyt duze, dlatego zastosowano formy cementowe .Tutaj też nie odbyło się bez problemów , ponieważ cement zbyt szybko schładzał drewno i klej - poradzono sobie z tym stosując elektryczne elementy grzejne zalane w betonie. Przyznam, że ludzie zajmujący się odbudowa tego samolotu mają ogromna wiedzę na jego temat.Byłem kilka razy mocno zaskoczony genialnoscią tej konstrukcji.Nie jest to maly samolot a byliśmy w stanie we dwóch przenieść kadłub maszyny i ustawić go na podstawkach. Posiadam dużo zdjęć i myślę o otworzeniu nowego watku na jego temat.Kadłub pochodzi z Nowej Zelandi i jest to prototyp, dlatego zostal sprzedany z zastrzeżeniem, że samolot zbudowany z jego wykorzystaniem nie będzie latał- w Kanadzie został on zbadany przrez tamtejsze instytucje lotnicze i stwierdzono, że nic nie stoi na przeszkodzie aby mógł latać W tym samym hangarze trwa remont Avro Lancaster, ktory dlugo stał na cokole jako pomnik- ten niestety nie będzie latal, ale będzie zdolny do tzw. taxiing. 1
Jedburgh_Ops Napisano 7 Listopad 2020 Napisano 7 Listopad 2020 12 godzin temu, Speedy napisał: Czy to nie jest tak, że drewno na takie sklejki musi być sezonowane 5 czy 10 laty czy ileś, zanim uzyska odpowiednie właściwości? Dlatego rozwinięcie masowej produkcji w warunkach wojennych nastręczało liczne problemy. Całe drewno lotnicze to jest najwyższa szkoła jazdy, czy to lite, czy sklejki. Z amerykańskimi sklejkami lotniczymi jest jeszcze taka dodatkowa kwestia, że oni już przed II wojną w olbrzymiej mierze nie uznawali europejskich poglądów na sklejki lotnicze i to zarówno jeśli chodzi o gatunki drewna, jak i klejenie oraz ulepszanie sklejek, żeby miały trwałość w Europie nieznaną. Tak było w USA już od przełomu lat 20./30. U nas w Europie było tak: Najpierw odbywała się klasyfikacja wiekowa na drewno lotnicze. Np. drzewa iglaste na drewno lotnicze muszą mieć minimum 80 lat. Potem ścięte drzewo musi być spławiane albo inaczej moczone. Potem była obróbka drzewa do postaci tarcicy i to już było drewno. Sezonowanie drewna lotniczego odbywało się na dwa sposoby – naturalny i sztuczny. Naturalny trwał latami; sztuczny kilka tygodni. Ale zawsze najwyżej cenione było drewno lotnicze sezonowane naturalnie na powietrzu i przez wiele lat. Takie drewno nigdy nie zrobiło numeru, żeby zwichrować coś w konstrukcji płatowca, bo co się miało w tym drewnie zwichrować w postaci tarcicy to się zwichrowało w toku lat sezonowania, a produkt finalny trzymał idealnie parametry mechaniczne. Teraz popatrzmy: W Europie tak przed wojną, jak i dziś, sklejki lotnicze produkowano z brzozy i buku, a przed wojną dodatkowo z olchy. Amerykanie patrzyli na to inaczej. Owszem, mieli też sklejki brzozowe (trzywarstwowe, wodoodporne), ale na równi z nimi używali lotniczych sklejek jodłowych i mahoniowych, czyli innych niż u nas w Europie. Z jednym Amerykanie zgadzali się z Europejczykami, że mianowicie sklejka lotnicza musi składać się z nieparzystej liczby oklein. Ale to ciągle jeszcze nie w tym rzecz, dlaczego amerykańskie sklejki lotnicze były bezkonkurencyjne. Praojciec tego zjawiska to belgijski naukowiec dr Leo Hendrik Baekeland, czyli wynalazca bakelitu – pierwszej żywicy syntetycznej. Od roku 1889 Baekeland był emigrantem i pracował wyłącznie w USA. Nie miał z lotnictwem nic wspólnego, ale Stany Zjednoczone oszalały na punkcie jego wynalazku. Odkąd wynalazł bakelit to amerykański przemysł chemiczny już nie odpuścił i poszedł za ciosem. Zaczęły powstawać kolejne żywice syntetyczne i rodziły się już technologie „kompozytowe” ówcześnie zwane plastikowymi. Na finał w międzywojniu dogadały się między sobą dwa gigantyczne i przebogate amerykańskie przemysły – chemiczny i drzewny. Rozpoczął się wspólny olbrzymi proces B+R obu tych przemysłów nad drewnem ulepszanym. Całe B+R oczywiście było ze środków własnych obu przemysłów, nie na żadne zamówienie rządowe. Nikomu jeszcze wtedy się nie śniło, jak bardzo entuzjastycznie zostanie to przyjęte w przemyśle lotniczym. Ale lotnictwo bardzo szybko kapnęło się, że nafciarze i drwale robią coś kapitalnego dla lotnictwa i zaczęły się rodzić właśnie te amerykańskie niezniszczalne sklejki lotnicze. Te sklejki to nawet trudno nazwać sklejkami, bo to była jedna wielka chemia. Żartobliwie rzecz ujmując to było fifty-fifty drewno z żywicami syntetycznymi i inną chemią. Były to sklejki niezmiernie elastyczne właśnie dlatego, że to był półplastik/półdrewno. Sklejki idealne do formowania w różne kształty, a nie tylko żeby robić z nich tak proste i płaskie formy geometryczne, jak np. krycie skrzydeł. A najlepszy komentarz historyczny do jakości tych amerykańskich sklejek lotniczych jest taki: Gdy premier Wielkiej Brytanii i prezydent USA dogadali się, że w Birmie trzeba zdecydowanie ruszyć z operacjami specjalnymi, w tym powietrznodesantowymi, to natychmiast zaczęło się rodzić 1st Air Commando Group i cała masa oddziałów Commonwealthu do przerzucania ich szybowcami na tyły Japończyków w Birmie. Początkowo bazą wypadową do tych działań partyzanckich miały być Indie, zanim aliancki atak szybowcowy na birmańskie lotnisko Myitkyina zdobył je. Wiadomo było, że potrzebne będzie dużo szybowców transportowych do tak ambitnych działań nieregularnych, jak byśmy dziś je nazwali. Traf chciał, że Brytyjczycy mieli jakoś blisko, żeby bardzo szybko przerzucić do Indii szybowce Horsa Mk I. I przerzucili je zanim jeszcze Amerykanie przerzucili do Indii swoje CG-4A i TG-5. I co się okazało? Horsa Mk I nie nadawała się do lotu po miesiącu stacjonowania w Indiach. Była kompletnie zjedzona przez termity. Szkoda, że nie ma z tego zdjęć, bo ciekawe, czy od pewnego stadium zeżarcia Horsy przez to robactwo same nie odpadały skrzydła pod własnym ciężarem. A amerykańskie CG-4A i TG-5, wyprodukowane z drewien i płótna lotniczego będących jedną wielką wodoodporną chemią z dodatkowymi zabezpieczeniami przed grzybami, bakteriami, gniciem i insektami parkowały spokojnie i w Indiach, i w Birmie, użytkowane były brutalnie, ale nigdy żaden robal do tego chemicznego amerykańskiego drewna się nie dotknął.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się