Skocz do zawartości

Jedburgh_Ops

Użytkownik forum.
  • Zawartość

    9 009
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    33

Zawartość dodana przez Jedburgh_Ops

  1. Piękny Ogar Polski (ten z lewej) jest na tym zdjęciu. Czyżby placówka Westerplatte miała jakieś psy służbowe?
  2. Czyli Ostrów Mazowiecka jest na razie kompletnie nie znana ze swoją wieżą. Szkoda, bo to chyba jedyna ewidentnie postawiona nie jako uniwersalna dla wszystkich (cywile + wojsko), ale głównie dla tamtejszej podchorążówki.
  3. PS To by znowu pokazywało, że WP II RP pod tym względem było o co najmniej trzy lata przed Amerykanami, a to nie spadochroniarstwo wojskowe II RP traktuje się jako pioniera i przewodnika w tej dziedzinie, ale spadochroniarstwo US Army. Wiwat polskie PR Swoje testy z desantowaniem artylerii na spadochronach Amerykanie rozpoczęli dopiero latem 1942 r., gdy powołali do życia Parachute Test Battery. Dopiero 24 września 1942 r. utworzono pierwszą regularną artyleryjską jednostkę spadochronową pn. 456th Parachute Field Artillery Battalion.
  4. Trudno powiedzieć. Wspomina się o tym w kontekście bydgoskiego WOS, ale pisze się bezosobowo - że „przeprowadzano” próby desantowania takich Boforsów na trzech spadochronach.
  5. No właśnie, bo to jakaś taka kulka na spadochronie. A widziałeś zdjęcia ponoć desantowanych na spadochronach Boforsów wz. 36?
  6. Ciekawe, czy zachowały się zdjęcia zasobników o masie do 120 kg na wyposażenie ówczesnych spadochroniarzy WP?
  7. Świetnie, bardzo dziękuję. Lubię przecinanie domysłów. Swoją drogą to pokazuje, jak dobry konstrukcyjnie był Irvin, bo był bezpieczny, nie miał tendencji do niestabilności i nie groził splątaniem dwóch spadochronów na jednym skoczku. I to pokazuje też, że WP - narzekając na małą nośność Irvinów do 80 kg - miało drogę wyjścia z problemu. Chciano dawać spadochroniarzom WP Thompsony, Morsy, karabinki, rkm-y dużo amunicji i innego szpeju to spokojnie można było skakać z użyciem dwóch spadochronów.
  8. Tak, masz rację. Krajobraz jest ten sam i chmury te same – w miarę wczesna faza rodzącej się dobowej termiki, chmury cumulus congestus i cirrus. Godziny raczej poranno-przedpołudniowe. Zdjęcia wyglądają na wykonane w tym samym miejscu i czasie. Zdjęcia są o tyle fascynujące, że dziś raczej nie byłyby możliwe. My chyba Formozo jesteśmy z czasów, gdy mieliśmy już zamki szybkorozłączne na uprzężach i nakaz nie latania na dwóch spadochronach, tylko na jednym (po odrzuceniu pierwszego), żeby nie kusić losu, czyli ewentualnego splątnia się dwóch spadochronów. Nawet jeśli nie był to zakaz opadania na dwóch, a tylko nakaz na jednym, to nakaz był raczej zdecydowany. Trochę we współczesnej aeronautyce jest takich „płynnych” sytuacji, gdy niby nie ma kategorycznego (i prawnego) zakazu czegoś, ale jest stwierdzenie, że „nie zaleca się”. Sytuacje z tych zdjęć są bardzo ciekawe. Zastanawiam się, czy to może mieć coś wspólnego z tym, że WP narzekało, że „Polski Irvin” może wozić skoczka tylko o masie nie przekraczającej 80 kg, podczas gdy wojsko chciało mieć cięższych skoczków, bo dociążonych bronią i wyposażeniem. Może dlatego ktoś wpadł na pomysł, aby skoczków bojowych, ciężko wyposażonych, desantować na dwóch spadochronach zanim nie kupi się albo nie skonstruuje się spadochronów dla skoczków cięższych niż 80 kg? Nie widzę innego uzasadnienia dla widoku na tych zdjęciach wielu skoczków na dwóch spadochronach.
  9. Zdjęcie samo w sobie jest super, ale nie byłbym pewien, czy to jest polski spadochroniarz...?
  10. Tutaj to samo - jeden gość i dwie otwarte czasze. Ciekawe, co te zdjęcia pokazują?
  11. Widzisz to, co ja? Kupa luda skacze na dwóch spadochronach - główny + zapas. Chyba to są jakieś testy, pytanie tylko, czego? Albo testy do certyfikacji „Polskiego Irvina”, albo może to są te wspomniane przeze mnie dziś skoki z dodatkowym obciążeniem?
  12. Fascynujące, kto promował te luźne workowate kombinezony dla spadochroniarzy, a była to tendencja ogólnoświatowa. Szkoda, że prawie nic nie zachowało się z dokumentów LOPP, a jeśli już to po domach jej byłych działaczy, bo może coś by było na taki temat. Amerykanie też na tę chorobę cierpieli, ale krótko, bo Parachute Test Platoon wyśmiał te wory i komórki doświadczalne dotąd szyły ubiory spadochroniarskie, aż zaczęły one satysfakcjonować skoczków US Army.
  13. W zasadzie fajne, ale czy to przypadkiem nie jest fake?
  14. Dorzucam tabelkę podsumowującą całe międzywojnie.
  15. Ta mapka jest rewelacyjna. Bardzo mnie ciekawi, ile wspólnego z tymi desantami miała wyłącznie LOPP, a ile wyłącznie Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy? Jeśli to się w ogóle da rozgraniczać, bo z tego, co się pisze, to te dwa podmioty nierzadko się przenikały w swojej działalności i chyba też w tych desantach. Do tej mapki warto dodać komentarz. Polska – jak zawsze ostatnia sierota pod względem PR – nie potrafiła i nadal nie potrafi zadbać o swój wizerunek pod względem spadochroniarstwa tamtych czasów. Amerykanie i Brytyjczycy puchną z dumy, jakich to oni nie mieli podczas II wojny spadochroniarzy i czego to oni nie potrafili w kwestii skakania. A mieli,… od 1942 r., czyli w stosunku do II RP byli znacznie opóźnieni. Tymczasem II RP miała od przełomu 1937/1938 spadochroniarzy LOPP (więc wojskowych chyba też?), którzy: • wykonywali skoki grupowe do 60 skoczków; • skoki na wodę („water landings”); • skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu („delayed opening parachute jumps”); • skoki na celność lądowania („style and accuracy landings”); • skoki nocne; • skoki z obciążeniem (czyli jak z drugowojennych desantów alianckich). W latach 1937-1939 wykonano w Polsce 52 skoki grupowe, w tym siedem skoków w składach 40-60 skoczków.
  16. Ogólnie rzecz biorąc spadochron „Polski Irvin” był bardzo dobry. Na te trzy wypadki to dwa są wyłącznie w kategorii „czynnik ludzki”. Jeden podchorąży wyskoczył z balonu na uwięzi i w ogóle nie podjął próby otwarcia spadochronu. Drugi wypadek to - jak to w Polsce - „szarża ułańska” na pokazach. Gość (na dodatek instruktor spadochronowy) wyskoczył i postanowił otworzyć spadochron z takim opóźnieniem, aby widownia zamarła. I przeszarżował, a widownia faktycznie zamarła, bo człowiekowi „zabrakło już powietrza” do wypełnienia czaszy. Tylko jeden z tych wypadków śmiertelnych spowodował wynalazek do Irvina, tzw. smoczek.
  17. Wojskowy polonus Benjamin T. Anuskewicz (późniejszy pułkownik US Army) to był człowiek-instytucja. Tu jest o nim więcej http://www.poles.org/db/A_names/Anuskewicz_BT/Anuskewicz_BT.html Pomagał II RP jak tylko mógł. Główne PR dla Polski przed Nowojorską Wystawą Światową 1939-1940 robił właśnie ówczesny mjr Anuskewicz. Ale takich ludzi było wtedy więcej, np. płk Joseph E. Barzynski, płk John J. Tyssowski, płk Francis Fronczak, płk George A. Wardinski, ppłk Michael B. Fibich, mjr Frank Migdalski, mjr Leon Szymanski i in. Gdy 11 października 1939 r. odbywał się w Nowym Jorku Pulaski Military Ball to „nasi” przyszli ze wszystkich rodzajów wojsk amerykańskich sił zbrojnych, nie wyłączając tych najbliższych Fordowi, czyli USN i USMC.
  18. Jesteś Formozo niesamowity. Zdjęć samego tylko RWD-8 skonstruowanego do skoków spadochronowych znalazłeś więcej, niż Tadeusz Królikiewicz, Andrzej Morgała i Andrzej Glass razem wzięci. RWD-8 z mostkiem do skoków istniał od 1938 r. W listopadzie tego roku był testowany w Grodnie i Toruniu podczas – ponoć – spadochronowych kursów podstawowych, jak się podaje w literaturze, a to by oznaczało, że trochę coś się kłóci w informacjach o tym samolocie. „Kurs podstawowy”, czyli mówiąc językiem LOPP kurs I stopnia nie obejmował jeszcze skoków z jakiegokolwiek samolotu, a tylko 100 skoków z wieży. Nawet kurs II stopnia nie obejmował skoków z RWD-8 tylko z większych samolotów. Dopiero kurs III stopnia zawierał w sobie wysokowyczynowe skoki, jakich nawet nie przechodzili spadochroniarze alianccy podczas II wojny, w tym wreszcie skoki z RWD-8. Nie mam pojęcia, jak autorzy mogą pisać, że kursanta podstawowego można było wsadzić do RWD-8 i kazać mu z niego wysiadać w powietrzu bez wcześniejszego obycia w powietrzu i nabrania odwagi do wysiadki z samolotu? Powyższy RWD-8 ochrzczony „Wawrzyniakiem” (SP-BJT) to pierwszy lub jeden z pierwszych erwudziaków z mostkiem do skakania. Nie zachowała się informacja, ile takich spadochroniarskich RWD-8 powstało. Jeśli każda sekcja spadochronowa LOPP miała przynajmniej jeden taki samolot na województwo to być może było tych samolotów 16-17, ponieważ przed wybuchem wojny każdy Wydział Lotniczy okręgów wojewódzkich LOPP miał już sekcję spadochronową.
  19. Znalazłem coś, co daje porównanie z epoki. Wprawdzie nie dostrzegam podziału na wypadki śmiertelne i inne, ale mimo wszystko jakieś przybliżone pojęcie ta tabela daje. Odnosi się wrażenie, że LOPP trzymała poziom nie odbiegający od cywilizowanego świata.
  20. Wpadkowość Wypadkowość operacji powietrznych zawsze jest interesująca. Na ww. 5033 skoki spadochronowe LOPP z samolotów w latach 1936-1939 wydarzyły się trzy wypadki śmiertelne. Oznacza to, że jeden wypadek przypadał średnio na 1678 skoków. Czy to jest dużo, czy to jest mało? Trzeba by mieć dane o wypadkowości w spadochroniarstwie z tamtych czasów w innych państwach, aby móc porównywać ze sobą rzeczy porównywalne. Jeśli ktoś takie dane ma to zapraszamy. Można tylko powiedzieć, że trzeba pamiętać, iż mamy do czynienia z czasami pionierskimi spadochroniarstwa wyczynowego i wojskowego. W takich czasach wypadkowość zawsze jest wysoka, bo przecież nie inaczej było w innych dziedzinach aeronautyki. Tutaj można sobie porównać, jak to się ma do czasów współczesnych https://uspa.org/Find/FAQs/Safety
  21. Popatrzmy sobie na ciekawostki dalej. Udziałem naszych skoczków wyczynowych z LOPP było doświadczenie… Fallschirmjägerów. Taki samolot, jak Junkers Ju 52/3mg3e lub 4e nie był „marzeniem” skoczka spadochronowego (bo żaden Ju 52 nie mógł nim być), niemniej polscy harcerze-spadochroniarze wyczynowi LOPP ponownie dali popis skakania na Węgrzech 24 kwietnia 1938 r. Zostali tam zaproszeni z okazji 25-lecia skautingu węgierskiego. Tym razem pojechała tam czwórka skoczków LOPP: Władysław Burgchardt, Stanisław Jara, Tadeusz Puchajda i Tadeusz Kondracki. Tak, jak w przypadku ww. holenderskiego samolotu Werkspoor Jumbo znowu oddano do skoków samolot linii lotniczych, ponieważ samolotów specjalizowanych dla spadochroniarzy nikt wtedy w regionie nie miał poza III Rzeszą rzecz jasna. Podstawiono więc Ju 52 węgierskich linii lotniczych Magyar Légiforgalmi R.T. (w skrócie zwanych MALÉRT). I nasi skoczkowie uświetnili węgierską uroczystość skautingową. Trudno powiedzieć, z jakiego samolotu skakali, ale musiał to być jeden z trzech następujących: Ju 52/3mg3e, rej. HA-JUA; Ju 52/3mg3e, rej. HA-JUB; Ju 52/3mg4e, rej. HA-DUR.
  22. Jeszcze mała ciekawostka do powyższego, bo ktoś może być zdziwiony, że to przecież nie był samolot do przewozu spadochroniarzy. Ano nie był. Polscy harcerze-spadochroniarze LOPP to już była wtedy światowa I liga, która skakała nie na linę desantową, ale wykonywała skoki ze swobodnym opadaniem. W LOPP obowiązywały trzy normy skoków wyczynowych: Skoki z opóźnionym otwarciem spadochronu do 15 sekund; do 25 sekund; powyżej 40 sekund. Któryś z nich (raczej któryś z dwóch pierwszych) wykonali wtedy nasi skoczkowie.
  23. Cały ten wątek jest fascynujący, ale zarazem obnażający umysłowość decydentów II RP. Jedno światłe, ambitne, obserwujące trendy światowe środowisko (LOPP) wypruwa sobie żyły, aby II RP stanowiła światową czołówkę pod względem gotowości do natychmiastowego utworzenia elitarnych wojsk „airborne”, a drugie środowisko (WP) nie dostrzega tych olbrzymich i bardzo mądrych wysiłków i nic nie robi w tym kierunku, aby wysiłki środowiska pierwszego nie szły na marne. Według danych LOPP w latach 1936-1939 wykonano w Polsce 5033 skoki spadochronowe z samolotów. Jak na ówczesne czasy jest to wynik niezły. Potencjał do polskich wojsk „airborne” był. Pytanie tylko – cóż z tego? Nawet gdyby wojska lądowe WP były na tyle światłe i ambitne, aby stworzyć choć jedną DPD to niby z czego miałaby ona skakać? Przecież nie z antycznych F-68, ani z RWD-8. Zakupienie przez LOPP samolotu Bellanca J-300 Special od braci Adamowiczów, aby wykonywać z tego samolotu skoki spadochronowe „jaskółki nie czyniło”. Niestety nic za tym nie poszło z braku woli, mądrości, pieniędzy [niepotrzebne skreślić]…
  24. Who knows, could be... jak mawiają towarzysze zza oceanu. Jak sobie przypomnę moje kursy do latania czy skakania to takie rzeczy nie trwają przecież miesiąc lub dwa. Nie ma informacji, kiedy wspomniany kurs instruktorski pod kierunkiem Forda się zaczął, ale jeśli zaczął się - powiedzmy - w środku roku to spokojnie mógł dojechać do pierwszych śniegów, które wtedy występowały normalnie, nie tak jak dziś. Moim zdaniem postać ze zdjęcia mogłaby być Fordem.
  25. Jeszcze nie wiem. Małżonka właśnie w tej chwili śpiewa gospel i wróci do domu za dwie godziny. Pewnie dopiero jutro spojrzy na nasz marsz...
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie