Jump to content

Czlowieksniegu

Moderators
  • Content Count

    21219
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czlowieksniegu

  1. Antoni Macierewicz @Macierewicz_A Dzięki naszym staraniom rząd podjął uchwałę, że do 2043 powstanie bełchatowska elektrownia jądrowa, która zapewni stabilność w regionie i zatrudnienie! Słowa uznania dla ministra Piotra Naimskiego za jego rolę w tym projekcie.
  2. Ukraina: Radioaktywna woda i wybuchy metanu. Eksperci ostrzegają przed katastrofą Zatapianie kopalń w separatystycznych republikach w Donbasie na wschodzie Ukrainy już wpływa na stan wód i gruntu na terytorium będącym pod kontrolą władz w Kijowie - pisze portal Donbas Realiji. Eksperci ostrzegają przed ekologiczną katastrofą. Według OBWE na terenie Donbasu obecnie zatopionych jest co najmniej 39 zakładów. Mychajło Wołynec, szef Niezależnego Związku Zawodowego Górników Ukrainy pytany przez PAP o skutki tego procesu ocenił, że będą one "katastroficzne". Jak wyjaśnił, w przypadku zatapiania kopalni wody stopniowo kierują się na powierzchnię, wypychany jest metan, który gromadzi się w piwnicach, w budynkach może później dochodzić do wybuchów. Kopalniana woda trafia do rzek, zanieczyszczane są źródła wody pitnej, wysokozmineralizowana woda powoduje zasolenie gruntów. - Na tym terytorium będzie taki krajobraz jak na księżycu, nie będzie tam można żyć - stwierdził. Według Jewhenija Jakowlewa, specjalisty z dziedziny hydrogeologii z Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, Donbas jest na progu kryzysu. Obserwowany wzrost poziomu wód gruntowych może doprowadzić do aktywności sejsmicznej, która obejmie cały region. Media zwracają uwagę na szczególne zagrożenie związane ze skażoną radioaktywnie kopalnią Junkom, która także znajduje się na terytorium kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów. W październiku ukraiński wicepremier ds. reintegracji tymczasowo okupowanych terytoriów Ołeksij Reznikow przypomniał, że w 1979 r. na terytorium tej kopalni przeprowadzono próbę jądrową ładunku o mocy 0,3 kilotony. Po wybuchu została tam radioaktywna kapsuła, która znajduje się na głębokości 905 m. Z kopalni wypompowywano wodę, by nie doszło do skażenia. - Według naszych informacji dwa lata temu okupacyjna administracja przestała wypompowywać wodę z tej kopalni i w danej chwili radioaktywna woda już kieruje się do poziomów wody pitnej - alarmował. Według niego wodę przestano wypompowywać z kilkudziesięciu kopalń, a w zakładach, które wciąż działają, naruszane są normy ekologiczne. - Jeszcze kilka miesięcy i możemy mieć ekologiczną katastrofę na okupowanych terytoriach Donbasu oraz w południowej części obwodu rostowskiego (w Rosji) - ostrzegł. Jakowlew zapewnił w lipcu w rozmowie z Radiem Swoboda, że kopalnia Junkom nie jest jeszcze całkowicie zatopiona, ale, jak prognozował, za rok-dwa zanieczyszczone wody znajdą się na powierzchni. Wołynec stwierdził natomiast w rozmowie z PAP, że woda już przeniknęła do strefy wybuchu i stopniowo trafia przez dopływy do rzeki Donec, z której piją wodę ludzie zarówno z terenów kontrolowanych przez władze w Kijowie, jak i przez separatystów. Rzeka przepływa przez Rosję, wpada Donu i do Morza Azowskiego. Wołynec zwrócił też uwagę na problem związany z zakładem Ołeksandr-Zachid w Gorłówce, gdzie w latach 80. doszło do awarii, w ramach której do kopalni dostały się toksyczne substancje (mononitrochlorbenzol). W tej kopalni również przestano wypompowywać wodę, która trafia teraz do rzeki. Na 20 próbek tylko dwie odpowiadały wodzie pitnej Donbas Realiji pisze, że według ekologów najbardziej ucierpieć z powodu zatapiania kopalń może zamieszkane przez kilkadziesiąt tysięcy ludzi miasto Toreck i jego okolice w obwodzie donieckim. Niedawno w ramach projektu francuskiej organizacji ACTED pobrano 20 próbek wody w Torecku, w tym w miejscowych kopalniach, by zbadać jej jakość. Okazało się, że wyniki tylko dwóch z nich w przybliżeniu odpowiadały normie wody pitnej. Specjaliści, którzy przeprowadzili badanie, ostrzegają, że w przypadku dalszego zatapiania kopalń w niekontrolowanej przez Kijów części Donbasu może dojść m.in. do przedostania się na powierzchnię wysokozmineralizowanych wód kopalnianych na terenie 1,4 tys. ha, co doprowadzi do zasolenia gleby i pogorszenia jakości wód gruntowych, podtopienia ponad 2 tys. hektarów ziemi, osiadania terenu na powierzchni ponad 7 tys. ha, co może doprowadzić do uszkodzenia budynków i instalacji. "Dla podziemnej wody nie istnieją granice polityczne" W rozmowie z Donbas Realiji Jakowlew oświadczył, że problemu zatapiania kopalń przez separatystów Ukraina nie jest w stanie rozwiązać samodzielnie. - Dla podziemnej wody nie istnieją granice polityczne, płynie ona według swoich zasad - podkreślił. Według niego kwestia ekologii jest niewystarczająco obecna podczas rozmów tzw. grupy kontaktowej do spraw uregulowania konfliktu w Donbasie. Jak oceniło Radio Swoboda, problem zamykanego węgielnego przemysłu w Donbasie dotyczy nie tylko ekologii. "Całe miasta tracą sens swojego istnienia, degradacji ulega duże terytorium, masowo wyjeżdża zdolna do pracy młoda ludność. Możliwe, że właśnie tak w głowach miejscowych »administratorów« wygląda prawdziwe zaprowadzenie pokoju w regionie" - napisał portal. https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/ukraina-radioaktywna-woda-i-wybuchy-metanu-eksperci-ostrzegaja/rj7esbb,79cfc278
  3. Hanna Stadnik wielokrotnie była gościem TVN24.Jeszcze w sierpniu wspominała w Faktach po Faktach, jak pierwszego rannego kolegę opatrywała wraz z siostrą niedługo po godzinie "W". - Dzięki Bogu nie był bardzo ciężko ranny. Opatrzyłyśmy go i dalej trwała walka - powiedziała. - W pierwszych chwilach, dopóki nie było tego rannego, była szalona euforia. Była radość, że nareszcie widzimy biało-czerwone flagi, bo przecież całą okupację groziła kara śmierci jak u kogoś znaleźli taką flagę - dodała. Przyznała, że "po kilku dniach, kiedy zaczęli ginąć koledzy i koleżanki, to troszkę wtedy i nas strach ogarnął, co będzie dalej, ale trwaliśmy". - Każdy dzień następny był coraz gorszy. W ogóle nie było nocy. Nie odróżnialiśmy nocy od dnia, bo walki były i w nocy, i w dzień. Tylko żeśmy się zmieniali. Jedni troszeczkę odpoczywali - wspominała. - Jak chwilami sobie przypomnę, jak trzeba było chodzić w tym samym, co się wyszło z domu, to aż się nie chce wierzyć. Wtedy nie było czasu o tym myśleć. Dopiero teraz myślimy o tych sprawach, jak myśmy mogli to przetrwać - powiedziała uczestniczka Powstania Warszawskiego. https://tvn24.pl/tvnwarszawa/najnowsze/warszawa-nie-zyje-uczestniczka-powstania-warszawskiego-hanna-stadnik-hanka-4766164
  4. Właśnie skończyłem Taki sobie filmik, choć mi się najbardziej nacisk na scenografię podobał.
  5. Kee- a jak myślisz, dlaczego zdjęcia są robione nie dość, że klaserach, to w dodatku tosterem lub ziemniakiem? Choć może tosterem dałoby się lepsze zrobić.
  6. Wojewoda wielkopolski potwierdził, że decyzja starosty obornickiego ws. budowy tzw. zamku w Stobnicy została wydana z naruszeniem prawa - informuje "Głos Wielkopolski". Jednocześnie nie stwierdzono nieważności owej decyzji, tak więc przynajmniej na razie kontrowersyjna budowa może być kontynuowana. "Starosta wydał decyzję [o zatwierdzeniu projektu budowy zamku - red], pomimo że inwestor nie przedłożył decyzji środowiskowej dla projektowanych parkingów i nie potwierdził prawa inwestora do dysponowania Kanałem Kończak na cele budowalne. Kanał Kończak jest własnością skarbu państwa - powiedział w rozmowie z "Głosem Wielkopolskim" Tomasz Stube, rzecznik wojewody wielkopolskiego. Jednak z uwagi na dotychczasowe orzecznictwo sądów administracyjnych, znowelizowane prawo budowlane i upływ czasu służby wojewody nie stwierdziły nieważności decyzji wydanej przez starostę obornickiego. A to oznacza, że budowa tzw. zamku w Stobnicy (wsi na granicy Puszczy Noteckiej, znajdującej się na obszarze Natura 2000.) może być kontynuowana. Przypomnijmy, że w lipcu na polecenie poznańskiej prokuratury policja zatrzymała siedem osób powiązanych z budową zamku w Puszczy Noteckiej. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26562143,zamek-w-stobnicy-po-decyzji-wojewody-kontrowersyjna-budowa.html#do_w=57&do_v=67&do_a=330&s=BoxOpLink
  7. https://www.washingtontimes.com/news/2020/nov/29/fort-trump-poland-replaced-enhanced-defense-cooper/
  8. Czy gdyński kolekcjoner odzyska cenne, gromadzone przez pół wieku zbiory, zarekwirowane przed dwoma laty przez policję? Wydarzenie to zbulwersowało środowisko kolekcjonerów w całej Polsce. Przed ponad dwoma laty policja zabrała w majestacie prawa cenny zbiór należący do gdyńskiego kolekcjonera Jacka Urbańskiego. Samemu kolekcjonerowi nie postawiono żadnych zarzutów. Ostatnio w jego sprawie poseł z Gdyni interweniował u Jarosława Kaczyńskiego, a prokuratura zawiadomiła o umorzeniu dochodzenia. Tylko, co ze zbiorem? – Boję się, że mogę zostać okradziony – mówi Jacek Urbański. – W majestacie prawa. Monety zabrane bez wyroku. Czy gdyński kolekcjoner odzyska cenne zbiory? Zbiór liczy dokładnie 13 069 sztuk. Głównie zabytkowe monety, wśród nich cenna pamiątka rodzinna, ofiarowana małemu Jackowi przez dziadka Juliana Samulewicza – trzygroszówka Augusta III. To także zbiór plomb, gdańskich żetonów, odważników, starych psich numerków i znaków pielgrzymich. Z kolekcji nieżyjącego profesora Jerzego Wiśniewskiego. Jacek Urbański przez ponad pół wieku kupował, zamieniał, a także dziedziczył stare przedmioty. Pytany o wartość zbioru, milczy przez dłuższą chwilę. – Podchodzę do sprawy emocjonalnie, aż się trzęsę – mówi wreszcie. – To cały mój majątek. Jest tam dużo monet wycenianych na 1-2 tys. zł. Plakietki też są coś warte. A przecież łącznie to kilkanaście tysięcy rzeczy. Oprócz kolekcji, którą zbierałem ponad 50 lat, nie posiadam nic. W sierpniowy ranek 2018 roku, o godzinie 6:00 rano do mieszkania Jacka Urbańskiego weszli policjanci. Pokazując postanowienie podpisane przez prokurator Joannę Świątek z Prokuratury Rejonowej w Gdyni, zażądali wydania trzech monet, czyli „zbiorów zabytkowych monet datowanych na okres średniowiecza, późniejszego osadnictwa, bitew napoleońskich i okresu II wojny światowej”, które kilka miesięcy wcześniej kolekcjoner wystawił do sprzedaży na jednym z portali w Internecie. Kiedy Urbański poprosił o wizerunki konkretnych monet, policjant stwierdził, że zapomniał zdjęć, ale może zabrać wszystko, co Urbański ma. Szybko załatwiono ogólnikowy nakaz podpisany przez kolejną panią prokurator, który obejmował wydanie rzeczy „mogących stanowić dowód w sprawie, których posiadanie jest zabronione i mogących służyć do popełnienia przestępstwa”. Nakaz obejmował też zabranie nowiutkiego komputera. Do mieszkania Urbańskiego dojechali pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Konserwatora Zabytków. – Była to kobieta i mężczyzna, z którym niegdyś miałem konflikt podczas Jarmarku Dominikańskiego – wspomina pan Jacek. – To on przekonał swoją przełożoną, by zabrano całe zbiory. Wszystko spakowano do dziesięciu kartonów. – Policja nie chciała zostać w mieszkaniu, by sfotografować i spisać zabierane przedmioty – twierdzi Urbański. – Byłem z nimi sam, grożono mi, że jak ich nie wydam, zostanę oskarżony o czynną napaść. W końcu obiecali, że jeśli podpiszę zgodę na zabranie kolekcji, pozwolą mi przyjść do komisariatu i tam wszystko spisać i sfotografować. Przez kilka tygodni dzwonił codziennie na policję, by umówić się na udokumentowanie kolekcji. Zgodę dostał dopiero w połowie września. A potem już nikt się nim nie interesował. O co tu chodzi? , rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk wyjaśniała, że postępowanie wszczęto w sprawie, a nie przeciw komuś. Przedmioty w domu Urbańskiego zabezpieczono na poczet postępowania, zaś zadaniem śledczych jest ustalenie, czy nie zostały one pozyskane nielegalnie. Co musieli sprawdzić biegli? Chodziło o zbadanie, czy zbiory Urbańskiego nie powinny być zakwalifikowane do zabytków archeologicznych, które stanowią własność państwa. Według prawa, osoba, która odkryła taki zabytek i przechowuje go w domu, popełnia przestępstwo i naraża się na odpowiedzialność karną. Każdy, kto odnalazł przedmiot, co do którego ma podejrzenie, że może być zabytkiem archeologicznym, ma obowiązek niezwłocznie o tym powiadomić konserwatora zabytków, a także odpowiednio zabezpieczyć zabytek i miejsce jego odnalezienia. Przepis ten wymierzony jest w tzw. kopaczy, czyli nielegalnych poszukiwaczy skarbów, chodzących po lasach i polach z wykrywaczami i niszczących stanowiska archeologiczne. Jacek Urbański wykrywacza nie posiada, jest starszym, schorowanym człowiekiem, a przedmioty do kolekcji kupił lub odziedziczył. – Po II wojnie światowej prawo w Polsce się zmieniło, ale to nie znaczy, że posiadanie w swojej kolekcji monet mogących pochodzić z wcześniejszych znalezisk jest nielegalne i teraz mogą być one zaliczane do zabytków archeologicznych – tłumaczy Edward Zimmermann, publicysta historyczny, sekretarz Gdyńskiego Klubu Kolekcjonerów. – Zabytkiem archeologicznym jest przedmiot związany z kontekstem – np. warstwą kulturową, w której się znajduje, lub choćby z określonym fragmentem pola, gdzie go odkryto. Nie są więc zabytkami archeologicznymi np. monety średniowieczne i inne drobne artefakty pochodzące z dawnych kolekcji, a głównie takie walory kolekcjonerskie trafiały do Jacka Urbańskiego. Skarby nie tylko z fortyfikacji Poważną część zarekwirowanych zbiorów stanowiły przedmioty pochodzące z kolekcji zmarłego przed trzema laty prof. Jerzego Wiśniewskiego, odznaczonego przez ministra kultury Złotą Odznaką za Opiekę nad Zabytkami. Był to jeden z największych kolekcjonerów przedmiotów z cyny, którego zbiory prezentowano podczas wielu wystaw muzealnych. Rodzina profesora przekazała Urbańskiemu plomby, gdańskie żetony, odważniki, psie numerki z XIX-wiecznego Gdańska, średniowieczne znaki pielgrzymie, naparstki. – Wielokrotnie byłem u profesora w domu i miałem okazję zapoznać się z jego ogromną kolekcją – wspomina Edward Zimmermann. – Opowiadał mi, że przybył do Gdańska w 1945 roku, wkrótce po ustaniu działań wojennych. Mieszkał we Wrzeszczu. Pan Jerzy nadzorował pracę Niemców skierowanych m.in. do odgruzowywania miasta i do odbudowy Politechniki Gdańskiej. – Do stopniowo wysiedlanych w 1945 r. Niemców docierały informacje, że, zanim pociąg dotrze nad Odrę, muszą się spodziewać wielokrotnych grabieży dobytku. W tej sytuacji wiele cennych rzeczy ukrywano w najróżniejszych schowkach, z nadzieją na powrót do Gdańska. – Część z takich przedmiotów Niemcy wymieniali za jedzenie, lekarstwa lub rzeczy, których potrzebowali, żeby przetrwać do czasu wysiedlenia. Wśród cennych przedmiotów zdarzały się też zbiory monet i różnych wartościowych walorów kolekcjonerskich, które trafiały do przybyszów z głębi Polski i z Kresów Wschodnich. – Wielokrotnie słyszałem od kolekcjonerów starszego pokolenia, w tym również od pana Wiśniewskiego, że znaczną część zbiorów dawnych gdańskich kolekcjonerów stanowiły: stare monety, żetony, liczmany, odważniki do monet oraz plomby towarowe itd. znajdowane pod koniec XIX wieku w dużych ilościach podczas likwidacji ciągnących się kilometrami ziemnych fortyfikacji miejskich. Edward Zimmermann wskazuje, że kolejnym, poważnym kolekcjonerem, od którego Jacek Urbański pozyskał duże ilości monet i innych artefaktów, był emerytowany lekarz weterynarii Stanisław Urawski z Rumi (zmarł w 2013 r.). Przez kilkadziesiąt lat zbierał on monety oraz inne pamiątki przeszłości, na co przeznaczał znaczną część swoich zarobków. Kupował je w sklepach numizmatycznych, głównie w Krakowie, Warszawie i Gdańsku, ale także nabywał całe zbiory monet i innych artefaktów od sędziwych gdańskich kolekcjonerów lub ich potomków. Sprzedający opowiadali Urawskiemu, że znaczna część monet i innych dawnych pamiątek przeszłości należała wcześniej do kolekcjonerów z Wolnego Miasta Gdańska, wysiedlonych po wojnie. Dr Urawski na spotkania Sekcji Historycznej przynosił też niekiedy pordzewiałe blaszane pudełka z niemieckimi napisami, w których znajdowały się różne dawne plomby, żetony, flakoniki apteczne, wyroby kościane i inne artefakty. – Informacje dotyczące nabywania przez Jacka Urbańskiego kolekcji monet i innych artefaktów ze zbioru Stanisława Urawskiego potwierdził także Marek Seyda, prezes Gdyńskiego Klubu Kolekcjonerów, oraz inne osoby– mówi Edward Zimmermann. Trybunał pogroził palcem – Przez ponad dwa lata w mojej sprawie nie wydarzyło się nic – mówi Urbański. – Prokurator do tej pory mnie nie przesłuchał. Po pierwszym roku napisaliśmy zażalenie na postępowanie prokuratury. Odpowiedziano mi, bym już więcej na prokuratora nie pisał, bo mi nic nie przysługuje. Sąd Okręgowy w sierpniu ubiegłego roku orzekł, że prokurator musiał zawiesić postępowanie, bo czeka na opinię biegłych. A ze względu na ogromną ilość dowodów, biegli mogą nad opinią pracować nawet rok. Urbański najbardziej denerwował się o zbiory. Dowiedział się, że są w Muzeum Archeologicznym w Gdańsku. – Chociaż formalnie nikt tego nie zabrał, nieoficjalnie usłyszałem, że rzeczoznawcy prowadzą nad nimi badania i że państwo chce mnie „rozkułaczyć” – twierdzi Jacek Urbański. – Pyta Pani, jak to możliwe? Jakiś czas temu rozmawiałem z Waldemarem Nowakowskim, weteranem Armii Krajowej, powstańcem warszawskim, który współpracował z Muzeum Powstania Warszawskiego. Przeżył podobną do mojej historię, w jeszcze bardziej ekstremalnej postaci. O Waldemarze Nowakowskim, który przez ponad pół wieku zbierał starą broń, media rozpisywały się przed dwunastoma laty. Powstaniec miał zaświadczenie, że przedmioty będące w jego zbiorach formalnie nie są bronią (nie można było z nich strzelać bez specjalnych przeróbek), a swoją kolekcję, której najstarszy egzemplarz pochodził z 1889 r. nie raz prezentował na wystawach. W lipcu 2008 r., po rewizji w domku letniskowym weterana, zajęto 199 sztuk zabytkowej broni (w tym np. XIX-wieczny pistolet dla rowerzystów do... odstraszania psów), zaś jego samego oskarżono o nielegalne posiadanie broni. Sprawa trafiła do sądu, który nakazał skonfiskować większość kolekcji, a kombatanta skazał na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Kiedy sąd apelacyjny nie zmienił decyzji sądu niższej instancji, Nowakowski odwołał się do Strasburga. Trybunał w Strasburgu uznał, że Polska naruszyła prawo do spokojnego korzystania z własności i nakazał wypłatę odszkodowania powstańcowi oraz zwrócenie mu kolekcji. – Pan Nowakowski ciężko przeżył walkę o swoją własność i o dobre imię – mówi Jacek Urbański. – Słyszałem też, że, mimo wyroku, nie odzyskał w całości swoich zbiorów, z których część trafiła w obce ręce. Już nie walczy. Jest teraz bardzo chory i nadal uważa, że spotkała go krzywda. Od konfiskaty majątku jest sąd Latem 2020 r. minął rok dany przez sąd biegłym na ocenę, czy kolekcja gdynianina składa się z zabytków archeologicznych. Jesienią tego roku do pana Urbańskiego odezwali się policjanci. 23 września wysłano zawiadomienie, że jego komputer po dwóch latach nadal uznawany jest za dowód rzeczowy. Następnego dnia po odebraniu pisma zadzwoniła pani aspirant informując, że komputer jednak może odebrać. Dlaczego? – Zmieniła się pani prokurator, która ma inny punkt widzenia – przekazała. Komputera nie mógł podłączyć, bo bateria w ogóle nie działała. Nie mógł też znaleźć zdjęć zbiorów, bo prawdopodobnie skonfigurowano twardy dysk. Komputer oddał do naprawy. Wtedy zdecydował, by poprosić o interwencję gdyńskiego posła Platformy Tadeusza Aziewicza. – Po zapoznaniu się ze sprawą pana Urbańskiego, uznałem, że zachowanie struktur państwowych wobec kolekcjonera wydaje się bulwersujące – mówi Tadeusz Aziewicz. – Zwróciłem się 12 listopada do wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego jako osoby mającej nadzór nad Ministerstwem Sprawiedliwości, z zapytaniem w sprawie prawdopodobnego naruszenia praw obywatelskich. Pytam o przewlekłość postępowania w sprawie pana Urbańskiego, czy działania podmiotów uczestniczących w rewizji i przejęciu kolekcji były zgodne z prawem oraz jaki jest status kolekcji i czy bez wyroku sądu możliwe jest uniemożliwienie dysponowania zbiorami, będącymi jego własnością. Pismo posła zostało przekazane także do wiadomości Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich. Wiadomo już, że wicepremier przekazał interpelację do Ministerstwa Sprawiedliwości. – Sprawa wydaje się co najmniej dziwna – przyznaje Tadeusz Aziewicz. – Jeśli komuś coś się zarzuca, powinien być ciąg dalszy. Konfiskatę majątku musi orzec sąd, a tu mamy do czynienia praktycznie z zatrzymaniem czyjejś własności. Ktoś ponosi odpowiedzialność za szereg trudnych do zrozumienia działań. Prokurator – zatwierdzono umorzenie Pytam we wtorek, 24 listopada w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku o stan śledztwa w sprawie kolekcji Jacka Urbańskiego. Pismo, podpisane przez prokuratora Mariusza Duszyńskiego przychodzi w środę, 25 listopada. Czytamy w nim: „Odpowiadając na pytanie dotyczące postępowania przygotowawczego (..) Prokuratury Rejonowej w Gdyni, prowadzonego w sprawie kradzieży 13 069 przedmiotów stanowiących zabytek archeologiczny w rozumieniu ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami z dn. 23 lipca 2003 r., uprzejmie informuję, że w dn. 13 października 2020 r. prokurator zatwierdził postanowienie o umorzeniu dochodzenia prowadzonego w tej sprawie. Postanowienie o umorzeniu nie jest prawomocne”. Jacek Urbański jest zaskoczony informacją z prokuratury. – Dlaczego ani mnie, ani mojego prawnika nie poinformowano o umorzeniu postępowania? – pyta. – I czy to w ogóle o mnie chodzi? Przecież nikt nigdy nie oskarżył mnie o kradzież, a teraz umorzono postępowanie. I najważniejsze – co dzieje się z odebranymi przedmiotami? Czy w związku z tym mogę wystąpić o zwrot własności? – Przyznam się Pani, że nie mam już zaufania do tych, którzy przejęli zbiory. Proszę pamiętać, że uniemożliwiono mi zrobienie dokładnej dokumentacji. Zdjęcia robiono na szybko, są niewyraźne, nie opisano dokładnie całego zbioru. Boję się, że moja kolekcja zostanie rozkradziona. Poseł Tadeusz Aziewicz deklaruje, że będzie przyglądać się tej sprawie. I chyba warto, bo – jak mówił przed dwoma laty nieżyjący już dr Jarosław Dutkowski, prezes Stowarzyszenia Numizmatyków Profesjonalnych, rzeczoznawca i biegły sądowy w dziedzinie numizmatyki, losy zbioru Urbańskiego pokażą, czy kolekcjonerzy monet i właściciele zabytkowych zbiorów będą się mogli czuć w Polsce bezpieczni. Bo przecież do każdego można zawitać po zbiór monet lub cenny obraz o godzinie 6:00 rano. https://plus.dziennikbaltycki.pl/czy-gdynski-kolekcjoner-odzyska-cenne-gromadzone-przez-pol-wieku-zbiory-zarekwirowane-przed-dwoma-laty-przez-policje/ar/c3-15313901 PS Zdjęcia zabranych monet, robione przez policyjnego fotografa, są bardzo niewyraźne. Trudno dokładnie sprawdzić poszczególne egzemplarze
  9. Wypukły element na klamrach nijak do orzełka nie jest podobny...
  10. Piotr "Struna" Strojnowski urodził się w 1 lutego 1958 roku w Warszawie. W 1982 wspólnie z Dariuszem Gierszewskim, Andrzejem Zeńczewskim i Arturem Miłoszewskim założył zespół Daab. Strojnowski był pierwszym wokalistą formacji. To właśnie on jest autorem tekstu do piosenki "Ogrodu serce" (powszechnie znanego jako utwór "W moim ogrodzie"), największego przeboju Daabu i jednocześnie jednego z największych hitów polskiej muzyki lat 80. Oprócz tego Strojnowski był autorem takich utworów jak "Fala ludzkich serc", "Zakamarki moich dusz" i "Serce jak ogień". Szeregi Daabu Strojnowski opuścił w 1985 roku. http://youtu.be/etwtaAGuzyg
  11. takafura- znaczy coś się zmieniło i, skoro w jednym miejscu w Polsce znaleziono "coś" -naście lat temu, to już nie tylko nie jest wymarłe, ale będzie przemysłowe?
  12. Jak u Łucji znajdą Kena przebranego w sukienkę Barbie, to.. nawet i pozbawienie praw rodzicielskich...
  13. Archeolodzy odkopali dobrze zachowaną siedzibę rzymskiego legionu pod polem kukurydzy w Serbii. Zdaniem badaczy wiejskie położenie czyni odkrycie wyjątkowym. Znaleziony kompleks należał do Legionu VII Claudia Pia Fidelis i został założony przez Pompejusza Wielkiego w 65 roku przed naszą erą. Znajduje się około 100 kilometrów na wschód od Belgradu na terenie wsi Stari Kostolac. Na jej obszarze leżała stolica dawnej prowincji Viminacium, którą chronili działający w legionie żołnierze. Istnieje ponad 100 zarejestrowanych tego typu zabudowań na całym terytorium Cesarstwa Rzymskiego, ale prawie wszystkie znajdują się na terenie współczesnych miast, dlatego jak zauważył prowadzący wykopaliska archeolog Miomir Korac, to położenie jest wyjątkowe. Zajmującą powierzchnię około 3500 metrów kwadratowych kwaterę główną znaleziono około metr pod powierzchnią ziemi. Miała 40 pokojów z ogrzewanymi ścianami, skarbiec, kaplicę, miejsce parad i fontannę. W jednym z pomieszczeń archeolodzy znaleźli 120 srebrnych monet. Były rozsypane od rogu pokoju do drzwi. Jak ocenił archeolog Nemanja Mrdjic, ktoś musiał je zgubić w trakcie ucieczki. Prawdopodobnie doszło do klęski żywiołowej lub inwazji obcych wojsk. Do tej pory zbadano tylko jedną czwartą kompleksu. Wykopaliska mają być wznowione wiosną przyszłego roku. W jednym z pomieszczeń archeolodzy znaleźli 120 srebrnych monet. Były rozsypane od rogu pokoju do drzwi. Jak ocenił archeolog Nemanja Mrdjic, ktoś musiał je zgubić w trakcie ucieczki. Prawdopodobnie doszło do klęski żywiołowej lub inwazji obcych wojsk. Do tej pory zbadano tylko jedną czwartą kompleksu. Wykopaliska mają być wznowione wiosną przyszłego roku. https://tvn24.pl/tvnmeteo/informacje-pogoda/ciekawostki,49/pod-polem-kukurydzy-odnalezli-zabudowania-z-okresu-cesarstwa-rzymskiego,331481,1,0.html?p=meteo
  14. Pięcioletnia Łucja podczas spaceru w Pyszczynie (woj. dolnośląskie) znalazła przedmiot mający ponad 3 tys. lat. To siekierka z epoki brązu. Artefakt trafił do Żarowskiej Izby Historycznej. Stanie się częścią ekspozycji. "Składamy gratulacje i podziękowania dla młodej odkrywczyni z Pyszczyna" - napisała Izba na Facebooku. "Artefakt pochodzi z późnej epoki brązu i jest datowany na okres 1100 - 800 lat p.n.e. Jest to siekierka wytworzona przez ludność tzw. kultury łużyckiej. Wedle analogii była to siekierka z tulejką (odłamany element) umożliwiającą jej osadzenie w drewnianym stylisku" - czytamy w kolejnym wpisie. https://www.onet.pl/informacje/onetwroclaw/niezwykle-odkrycie-5-latki-dziewczynka-znalazla-przedmiot-ktory-powstal-w-nawet-1100/9q9kqec,79cfc278
  15. Ślad po monogramie masz, dlatego napisałem "brak monogramu". Czy były z emaliowanym na czerwono wężem i bez emalii? Trzeba by poszukać.
  16. " tarcza herbowa w przypadku odznak „estońskiej”, różniąca się w szczegółach od odznak tego pułku licytowanych na aukcjach (z sygnaturą). " Tarcza, tak na początek, jest z brakiem- monogram. A na wężu ani śladu czerwonej emalii.
  17. Tyr- jak Piątek o tym pisał, nie wierzyłeś... I się skończyło na zapowiedziach procesów, które od kilku lat nie mogą się zacząć..
  18. bjar Jak myślisz- co autor miał na myślisz pisząc "Walka z bandytyzmem we własnych szeregach" ?
  19. Do stanowiska Rosjan odniosła się Prokuratura Krajowa: - „W aktach sprawy prowadzonej przez Prokuraturę Krajową nie ma nagrania ani stenogramu takiej rozmowy” – przekazała Polskiej Agencji Prasowej rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik. https://www.fronda.pl/a/pk-odpowiada-rosjanom-nie-ma-stenogramu-z-takiej-rozmowy,153364.html
  20. Tyr- że to zdjęcie, to jedyny dowód na zamach? Słabo widzę ten mityczny Raport... Choć przyznaję, że epitety wobec JK nie są zbyt na miejscu.. Nie każdy może być tak przystojny jak np Sasin, czy wielu wielu innych ze wszystkich partii do kupy...
  21. Je... Będzie parafraza Dziwisza "Papież? Nie znam gościa..." Tylko teraz będzie "Lech Kaczyński? Nie znam gościa.. nigdy z nim nie rozmawiałem"
  22. les- a co ma katastrofa wspólnego z kłamstwem? Pomijając nieustannie dopracowywany od kilku lat raport podkomisji pod nadzorem Człowieka z obłędem w oczach? Jeśli dobrze pamiętam, to raport na wiosnę miał być ogłoszony...
×
×
  • Create New...

Important Information