Jump to content

Czlowieksniegu

Moderators
  • Content Count

    20211
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czlowieksniegu

  1. 7. Zdjęcia należy wgrać na serwer Odkrywcy a więc bezpośrednio na forum, linki do zdjęć na zewnętrznych serwerach będą usuwane (forum obsługuje pliki w formacie .jpg)
  2. Topniejący na Islandii lodowiec Eyjafjallajökull odsłonił szczątki amerykańskiego bombowca B-17 Flying Fortress, który rozbił się na tam podczas II wojny światowej. Katastrofę, do której doszło 16 września 1944 roku przeżyli wszyscy członkowie załogi. Lodowiec Eyjafjallajökull, gdzie doszło do katastrofy, rozłożył wrak na wiele fragmentów, z których część pozostaje łatwo rozpoznawalna - podaje serwis "Iceland". Mimo że miejsce katastrofy wygląda teraz jak złomowisko, to ponowne pojawienie się samolotu, okazało się dużą atrakcją. Zachwycony jest nawet były burmistrz Ísafjörður, Guðmundur Gunnarsson. - Odkąd usłyszałem o wraku, nie mogłem przestać o nim myśleć - przyznał i dodał - Uważam, że to fascynująca historia. Kiedy opowiedziałem o niej moim przyjaciołom, również wykazali wielkie zainteresowanie. Katastrofa lotnicza Przyczynę katastrofy wyjaśniono po 52 latach, dokładnie w 1996 roku. Siły Powietrzne USA podały wówczas szczegóły. Otóż bombowiec B-17 Flying Fortress leciał do Anglii. Na lotnisku w Keflavíku miał uzupełnić paliwo. Warunki pogodowe na Islandii były jednak tak złe, że samolot został zniesiony z kursu. W końcu poszybował w dół i rozbił się na lodowcu. Jedno skrzydło zostało oderwane i zapaliły się silniki. Część załogi wypadła na zewnątrz przez rozdarcia w kadłubie. Jeden z nich utknął w głębokim śniegu, ale koledzy zdołali go uratować - opisuje tamte wydarzenia serwis "Iceland Monitor". Pozostającym na pokładzie członkom, udało się wydostać. Mężczyźni nie mieli pojęcia, gdzie się znajdują, nie mieli też możliwości wysłać wezwania o pomoc. Postanowili szukać schronienia przy pobliskim klifie, jednak im się nie udało, więc wrócili do wraku, który już nie płonął. Dopiero dwa dni po katastrofie dostrzegli światła w dolinie, do której postanowili wyruszyć. Po zejściu z lodowca kilku z nich przeszło przez lodowcową rzekę Markarfljót, która doprowadziła ich do gospodarstwa Fljótsdalur w rejonie Fljótshlíð w południowej Islandii. Wkrótce udało się uratować także resztę załogi. Amerykańscy wojskowi zorganizowali dwie wyprawy na lodowiec. Pierwsza z nich dotarła do wraku i usunęła z niego kilka przedmiotów, ale już wtedy połowa samolotu była przykryta śniegiem. Druga grupa musiała zawrócić, nie docierając do wraku. Choć lodowiec w całości pochłonął szczątki samolotu, to w ostatnich latach stopniowo zaczął go we fragmentach "zwracać". https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/islandia-topniejacy-lodowiec-eyjafjallajokull-odslonil-szczatki-samolotu/tmpl294,07640b54
  3. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku oskarżyła trzy osoby o narażenie pilotów Sił Powietrznych RP na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i w konsekwencji nieumyślne spowodowanie śmierci pilota kpt. Krzysztofa Sobańskiego. MIG-29 rozbił się pod Pasłękiem latem 2018 r. Aktem oskarżenia zostały objęte trzy osoby, byli pracownicy Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 w Bydgoszczy Grzegorz K., Jerzy D. oraz Zbigniew S. Byli odpowiedzialni za opracowanie i wdrożenie do produkcji części zamiennej fotela katapultowego - pierścienia ścinanego, którego parametry znacznie odbiegały od oryginalnych O przyczynach katastrofy pisaliśmy w Onecie w tekście "Fotel śmierci. Dlaczego zginął kapitan Sobański" Jak powiedziała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, akt oskarżenia w tej sprawie został skierowany do Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. O przyczynach katastrofy pisaliśmy w Onecie w tekście "Fotel śmierci. Dlaczego zginął kapitan Sobański". Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Gdańsku prowadził śledztwo w sprawie katastrofy samolotu MIG-29, w wyniku której śmierć poniósł pilot z 22. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Malborku – kpt. Krzysztof Sobański. Do katastrofy myśliwca doszło w nocy z 5 na 6 lipca 2018 roku w Sakówku pod Pasłękiem w województwie warmińsko-mazurskim podczas rutynowych nocnych lotów szkoleniowych. Przed katastrofą pilot zgłaszał problemy techniczne. Od dowództwa dostał polecenie, aby się katapultować. Kapitan Sobański katapultował się z samolotu, ale nie zdołał oddzielić się od fotela i runął z nim na pole uprawne w Sakówku. Jego spadochron nie otworzył się. Ciało pilota znaleziono około 200 metrów od wraku samolotu. - W wyniku zamontowania pierścienia ścinanego o nieprawidłowych parametrach nie doszło do oddzielenia się pilota od fotela katapultowego, a następnie otwarcia się spadochronu. W wyniku upadku o ziemię pilot poniósł śmierć na miejscu – powiedziała prokurator Wawryniuk. Akt oskarżenia dla trzech byłych pracowników Wojskowych Zakładów Lotniczych Aktem oskarżenia zostały objęte trzy osoby, byli pracownicy Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 w Bydgoszczy Grzegorz K., Jerzy D. oraz Zbigniew S., którzy byli odpowiedzialni za opracowanie i wdrożenie do produkcji części zamiennej fotela katapultowego - pierścienia ścinanego, którego parametry znacznie odbiegały od oryginalnych. Wadliwe pierścienie zostały zamontowane w fotelach katapultowych w samolotach lotnictwa taktycznego eksploatowanych w Siłach Powietrznych RP. - Oskarżonym zarzucono popełnienie dwóch przestępstw: narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu i w konsekwencji nieumyślnego spowodowania śmierci kpt. Krzysztofa Sobańskiego oraz narażenia innych pilotów Sił Powietrznych RP na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub wystąpienia ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – dodała prokurator Wawryniuk. Oskarżonym grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Jednocześnie prokurator Wawryniuk powiedziała PAP, że decyzją o umorzeniu wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego został zakończony wątek dotyczący samej katastrofy. - W toku postępowania ustalono bowiem, że do tego zdarzenia doszło w wyniku niemożliwej do przewidzenia awarii technicznej w skutek niezadziałania automatyki odpowiedzialnej za zamknięcie dopływu paliwa do kolektorów dopalacza silnika lewego – tłumaczyła prokurator Wawryniuk. Awaria techniczna spowodowała wyłączenie dopalacza, lecz nie zapobiegła dalszej dystrybucji paliwa, które wydobywało się w sposób gwałtowny z dyszy lewego silnika. W trakcie śledztwa wykluczono, aby awaria była spowodowana nieprawidłową obsługą techniczną myśliwca. Decyzja o umorzeniu śledztwa w sprawie katastrofy jest nieprawomocna. Kapitan Krzysztof Sobański, który zginął pod Pasłękiem, był doświadczonym pilotem. - Posiadał ponad 800 godzin wylatanych w powietrzu w tym ponad 500 godzin na MiG-29, na których pełnił dyżury bojowe - informował tuż po katastrofie MON. MIG-29, który się rozbił pod Pasłękiem, miał numer boczny 4301. Maszyna została pozyskana z Niemiec za symboliczne 1 euro w 2003 roku. Myśliwiec został zbudowany w 1989 r. https://www.onet.pl/informacje/onettrojmiasto/gdansk-trzy-osoby-oskarzone-po-katastrofie-mig-29-pod-paslekiem/thwvdgw,79cfc278
  4. To się nazywa stosunek przerywany... Ile 2 i 5 złotówek mamy tak przerobić na Forum?
  5. https://tvn24.pl/pomorze/gdansk-szczecin-ustalili-tozsamosc-poleglych-obroncow-westerplatte-teraz-zobaczymy-twarze-zolnierzy-i-to-jak-zgineli-4696854
  6. - Tatusiu! A co to jest tam po lewej? - pyta mały yeti swojego ojca. - Tam jest ludzki cmentarz, synku. - A co to jest cmentarz? - Tam ludzie chowają swoich zmarłych, oni sobie leżą i czekają nie wiadomo na co. - To czemu my ich nie zjemy, skoro się nie ruszają, tylko uganiamy się za takimi co uciekają? - Bo widzisz, mój synku, ludzie z gruntu są źli…
  7. Archeolodzy odkryli tajemniczą kryptę pod kaplicą w kościele św. Stanisława Kostki w Chwarszczanach w zachodniej Polsce, donosi CNN. Może to być trop w poszukiwaniach Świętego Graala - kaplica jest miejscem spoczynku kilku templariuszy. Legendarny Święty Graal, który od wieków pobudza wyobraźnię poszukiwaczy skarbów, to kielich, w którym miało dojść do przemienienia wina w krew Jezusa Chrystusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Choć nie wiemy, czy Graal faktycznie istniał, wiemy, że jedna z teorii głosi, że leży ukryty pod fundamentami kaplicy templariuszy w zachodniej Polsce. Skąd templariusze na ziemiach zachodniej Polski? - W tamtych czasach ich pojawienie się nie było niczym nadzwyczajnym - wyjaśnia Marek Karolczak, lokalny historyk. - To czas wypraw krzyżowych. Lokalni władcy chcieli wzmocnić swoją władzę, zapraszając choćby templariuszy. Archeolodzy badają jedną z kaplic w niewielkiej wsi Chwarszczany na Pomorzu Zachodnim. Znajduje się tam kaplica i warownia wzniesione przez templariuszy w 1232 r. W kaplicy natomiast znajduje się podziemna komnata. - Nasz georadar wykrył pod kaplicą krypty ze szczątkami rycerzy templariuszy - powiedział CNN lokalny archeolog Przemysław Kołosowski. - Według legend i średniowiecznych dokumentów w pobliżu kaplicy znajdowała się studnia. Plotka głosi, że służyła jako wejście do tajnego tunelu. To jednak wciąż wymaga dalszych badań archeologicznych. - Legenda głosi, że templariusze pod osłoną ciemności ukryli na dnie jeziora drewnianą skrzynkę ze złotymi monetami i Świętym Graalem - powiedział dla CNN Travel Marek Karolczak, lokalny historyk. - Jezioro, które kiedyś znajdowało się w pobliżu wsi Świątki - również należącej do templariuszy, wyschło dawno temu, a skarb został skradziony lub leży na dnie bagien - dodał. Do podobnych odkryć doszło także w pobliski Myśliborzu i sąsiedniej Rurce. - Z badań wynika, że na tym terenie istniały trzy komtury. (...) Dystans między nimi wynosił około czterech godzin jazdy konnej - mówi Karolczak. Czy archeolodzy są na tropie Świętego Graala? Czas pokaże. [...] https://www.onet.pl/kultura/onetkultura/zloty-graal-w-polsce-niezwykle-odkrycie-archeologow/1weys87,681c1dfa
  8. [...] - Trzeba pamiętać, że to jest tylko część problematyki związanej z dramatem smoleńskim. Samo sprowadzanie fałszywe nie doprowadziło do tego dramatu, bo piloci się w tym zorientowali i zaczęli odchodzić na drugi krąg. Rzeczywisty dramat wystąpił na skutek eksplozji, ale sprowadzanie fałszywe miało w tym istotną rolę, bo doprowadziło do zaniżenia samolotu w stosunku do wysokości - mówił były szef MON. [...] https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/macierewicz-o-zarzutach-dla-kontrolerow-lotow-ze-smolenska-jak-najbardziej-sluszne/pq6cl9j,79cfc278
  9. Wiem, wiem- przestałem się dopytywać, jaki sprzęt trafienie z Korneta wytrzyma...
  10. https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/amerykanscy-senatorowie-pisza-do-prezydenta-dudy-krytykujac-jego-samego-tvp-i/eq659z7,79cfc278
  11. "nie obrażam" vs "scyzorykiem chrzczony" Mi by powyższe latało, ale są tacy, którym może to przeszkadzać...
  12. Ja rozumiem, że języki obce są dla ciebie obce, ale najprostszy translator pomoże...
  13. Panie i Panowie... Może Wam się Forum znudziło?
  14. Śląsk. Myśliwi oddali strzały w kierunku dzieci? Prezes koła: Nie wiem, co tak rozsierdziło mieszkańca W ostatnią sobotę w stronę bawiących się przed jedną z posesji na Śląsku dzieci padły strzały. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało, ale policja rozpoczęła śledztwo w sprawie narażenia ludzi na utratę życia. Do zdarzenia miało dojść w sobotę 12 września w Dankowicach w powiecie bielskim (woj. śląskie). Strzały usłyszał jeden z mieszkańców Dankowic, który w rozmowie z serwisem www.bielsko.info opisał całą sytuację. Myśliwi na świeczniku. "Do tej pory nie było z nimi kłopotów" Mieszkaniec powiedział, że za jego domem znajdują się stawy, na teren których w weekendy często przyjeżdżają myśliwi. Pan Kamil przyznał również, że "do tej pory nie było z nimi żadnych kłopotów". Do czasu. - Dzieci wpadły w panikę, zaczęły krzyczeć, płakać. Żona od razu zabrała je do domu, a ja zacząłem krzyczeć na myśliwych, którzy strzelali w naszym kierunku. Zaczęli uciekać. Udałem się więc za nimi w miejsce, gdzie się grupowali nad stawem. Na szczęście strzały umilkły - mówił. Do zdarzenia zostali wezwani policjanci, jednak na miejscu sporządzili jedynie notatkę służbową. Z tego powodu mieszkaniec Dankowic samodzielnie udał się na komisariat, aby złożyć doniesienie. - Jak się okazało, policja nawet nie wiedziała, do jakiego koła łowieckiego należeli myśliwi. Do tej pory nie wiem skąd byli. Ale nie odpuszczę tej sprawy. Nie pozwolę, by moje dzieci nie mogły się bezpiecznie bawić na mojej własnej ziemi. Zwłaszcza że po tym zdarzeniu rozmawiałem z sąsiadem, który powiedział mi, że tydzień wcześniej, gdy siedział przed domem, słyszał jak śrut odbija się od dachu - powiedział. Prezes koła "nie wie, co tak rozsierdziło mieszkańca" Okazało się, że na terenie stawów polowanie na kaczki i gęsi zorganizowało Koło Łowieckie "Żbik" z Dankowic. - Byłem na miejscu. Nie ma mowy, by strzały komukolwiek zagrażały. Bardzo restrykcyjnie podchodzimy do przepisów. Rozstawiamy myśliwych według wytycznych z geoportalu, w tym przypadku znajdowaliśmy się około 200 metrów od zabudowań. Poza tym strzały były oddawane pod ostrym kątem w górę. Doprawdy nie wiem, co tak rozsierdziło mieszkającego tam pana - powiedział prezes koła Tadeusz Lubański. Bielska policja rozpoczęła śledztwo w tej sprawie. Dochodzenie prowadzone jest pod kątem artykułu 160 Kodeksu karnego: narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężko uszczerbku na zdrowiu. Czyn ten jest zagrożony karą więzienia do trzech lat. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26309245,slask-mysliwi-oddali-strzaly-w-kierunku-dzieci-policja-rozpoczela.html#s=BoxOpImg6
  15. Wniosek o tymczasowy areszt dla trzech kontrolerów pełniących 10 kwietnia 2010 roku służbę na rosyjskim lotnisku w Smoleńsku-Północ złożył do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotów zespół śledczy nr 1 w Prokuraturze Krajowej - poinformowała w środę wieczorem rzecznik Prokuratury Krajowej Ewa Bialik. To pierwszy krok do wydania międzynarodowego listu gończego. Po ewentualnym wydaniu przez sąd postanowienia o tymczasowym aresztowaniu kontrolerów, śledczy będą mogli podjąć działania zmierzające do ich zatrzymania. - Zarzuty, które postawiono kontrolerom, dotyczą umyślnego spowodowania katastrofy w ruchu powietrznym, skutkującego śmiercią wielu osób -­ przekazała Ewa Bialik. [...] https://tvn24.pl/polska/katastrofa-w-smolensku-wniosek-o-areszt-dla-kontrolerow-z-lotniska-4694226
  16. https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/wydarzenia/najwieksza-operacja-usuwania-niewybuchu-w-historii-polski-bomba-wazy-ponad-5-ton/c1hb9e7
  17. "A może wybrałbyś czołg, który zebrał pozytywne opinie w kilku wojnach i niejednokrotnie dawał dowód, że pod jego pancerzem załoga może czuć się bezpiecznie." A na ostatnim masz Korneta, który trafił w cel. Rozumiem, że to inna sytuacja niż tureckie Leo? Zwłaszcza, że nadal nie podałeś typu czołgu, który się np przed Kornetem obroni...
  18. les- zrób "coś" dla ludzkości i Użytkowników- odpowiedz na zadane w wątkach pytania.. Proszę PS Mam świadomość, że gdyby to-to szarego posła ps Prezes dotyczyło, to by np swoje podnóżki w postaci Brudzińskiego czy Sasina wysłał... A wcześniej GG by wszystkich do pięciu pokoleń wstecz przetrzepało...
  19. Tę aferę armia chciała zamieść pod dywan. Nie udało się, bo kilku młodych oficerów powiedziało dość – powiadomili przełożonych i zgłosili organom ścigania, że od lat w jednej z jednostek sił powietrznych nie odbywały się obowiązkowe egzaminy z WF-u, a dokumentacja była fałszowana. Na razie zarzut usłyszał tylko jeden podoficer. W ubiegłym roku jeden z oficerów jednostki sił powietrznych z Krakowa napisał skargę, w której poinformował MON o całej sytuacji Gen. Dariusz Malinowski, dowódca sił powietrznych wysłał do jednostki komisję. Ta jednak uznała, że skarga jest bezpodstawna Wkrótce jednak sprawą zajęła się Żandarmeria Wojskowa. Dowody na poświadczenie nieprawdy w dokumentach były tak mocne, że do sądu w sierpniu został skierowany akt oskarżenia przeciwko wuefiście, fałszującemu karty egzaminacyjne Problem w tym, że w proceder zamieszana była cała jednostka, łącznie z dwoma jej dowódcami Jest piękny majowy poranek. To ważny dzień dla 2. Centrum Koordynacji Operacji Powietrznych (2CKOP) w Krakowie. Dziś wszyscy żołnierze tej jednostki mają zdawać doroczny, obowiązkowy egzamin sprawnościowy z WF-u. Zanim do niego przystąpią, idą z kartami egzaminacyjnymi do lekarza z pobliskiej jednostki, który ma sprawdzić stan ich zdrowia i dopuścić ich do egzaminu. Tym lekarzem jest major Wojska Polskiego, a prywatnie znany krakowski ginekolog... Około godz. 8.00 żołnierze meldują się przed jego kancelarią, która jednak nie jest gabinetem lekarskim. Do środka wchodzą pojedynczo. Każdego z nich lekarz pyta: „Dobrze się czujesz?” Odpowiedź jest zawsze taka sama: „Tak jest, panie majorze!” Pan major zapisuje na karcie: „Brak przeciwwskazań zdrowotnych do zdawania egzaminu z WF” i przybija pieczątkę. Badanie przebiega sprawnie. Już po kilku kilkunastu minutach wszyscy żołnierze uzyskują akceptacje ginekologa do zdawania egzaminu. Wychodzą z jego kancelarii i karty sprawdzianu sprawności fizycznej oddają czekającym na korytarzu pani chorąży Małgorzacie Sz. lub chorążemu sztab. Andrzejowi B. żołnierzom z 2CKOP. Piątki, czwórki – do wyboru Następnym etapem egzaminu powinna być wizyta na hali sportowej, gdzie żołnierze mają podejść do właściwego sprawdzianu, na który składają się cztery – do wyboru – spośród następujących konkurencji: marszobiegu na 3000 metrów, pływania przez 12 minut, podciągania się na drążku, uginania ramion na ławeczce, skłonów tułowia w przód przez 2 minuty, biegu wahadłowego 10x10 metrów oraz biegu zygzakiem. Zamiast jednak wyjechać na halę sportową, żołnierze wracają spacerem do pomieszczeń 2CKOP przy ulicy Rakowickiej i kierują się do swoich codziennych obowiązków. W ciągu następnych dwóch dni każdy z nich dostanie swoją kartę sprawdzianu sprawności fizycznej. Z niej dowie się, jaką ocenę otrzymał z egzaminu, w którym nie uczestniczył. Wszystkie zostaną podpisane przez wuefistę z Regionalnego Centrum Informatyki (RCI) chorążego Marka K. Dlaczego akurat ten żołnierz podpisuje karty? RCI w Krakowie jest sporą jednostką zajmująca się zabezpieczeniem teleinformatycznym wojska. Mieści się w tym samym, co 2CKOP, kompleksie przy ul. Rakowickiej w Krakowie. Jednak w tej małej jednostce nie ma etatowego wuefisty, dlatego ciężar obowiązków związanych z „organizacją” sprawdzianu z WF-u od lat brał na siebie chorąży Marek K., wuefista z RCI. Prywatnie, jak twierdzą nasze źródła, dobry znajomy chorąży Małgorzaty Sz. i chorążego sztab. Andrzeja B. Z reguły na wypełnionych przez chorążego Marka K. kartach widnieje ocena, którą żołnierz wcześniej zamówił u pani chorąży Małgorzaty Sz. Piątki zamawiają tylko ci sprawniejsi. Oceny celujące dla całej jednostki mogłyby się wydać zbyt podejrzane. Najwyższy stopniem były dowódca jednostki ppłk Michał Filipiak, który jeszcze w 2013 roku miał piątkę, trzy lata później zadowolił się czwórką. Obecny dowódca jednostki ppłk Waldemar Cedro nie ma takich dylematów – ze względu na stan zdrowia jest zwolniony z egzaminu z WF-u. To nie temat dla prasy, to temat dla przełożonych Tak od 2013 roku wygląda egzamin z WF-u w elitarnej jednostce podległej Centrum Operacji Powietrznych, Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych. 2CKOP jest niewielką, kilkunastoosobową jednostką, zajmującą się planowaniem, dowodzeniem oraz koordynacją operacji lotnictwa wydzielonego do wsparcia wojsk lądowych. Wszyscy w 2CKOP dobrze się znają i codziennie spotykają na kawie. Większość żołnierzy służy ze sobą już kilkanaście lat. W ostatnich kilku latach w jednostce pojawiło się jednak kilku młodych oficerów. Wszyscy wysportowani i ambitni. Nie podobało im się to, w jaki sposób ich koledzy obchodzą wojskowe przepisy i łamią prawo. – Kiedy jeden z nas wyraził to głośno podczas rozmowy z kolegami, wyczuł negatywne nastawienie. Nikt w jednostce nie zamierzał zmieniać zasad gry. Ale my nie chcieliśmy brać udziału w przestępstwie – mówi nam oficer. Dlatego 9 lutego 2019 roku wysyła do Biura Skarg i Wniosków Ministerstwa Obrony Narodowej skargę, w której informuje, że co najmniej od 2013 do 2018 roku nie odbywały się egzaminy z WF-u, a dokumenty w tym zakresie były fałszowane. Dokładnie opisał sprawę. Podkreślał, że przez wszystkie te lata karty sprawności fizycznej żołnierzy podpisywał jeden i ten sam egzaminator, wspomniany już chorąży Marek K. Czy to normalne – pytamy żołnierzy z innych jednostek? Wyjaśniają, że egzamin z WF-u zwykle prowadzi kilku egzaminatorów. Jeden wpisuje żołnierzowi do karty wyniki marszobiegu, inny brzuszków, a jeszcze inny podciągania na drążku… Na koniec pod kartę podpisuje się prowadzący egzamin. W skardze do MON oficer z 2CKOP podaje też, że żołnierzami odpowiedzialnymi za kontakt z tym egzaminatorem byli chor. Małgorzata Sz. oraz chor. sztab. Andrzej B., a o całej sprawie wiedział obecny dowódca 2CKOP ppłk Waldemar Cedro. Udało nam się z nim skontaktować. Zapytaliśmy ppłk. Cedro, czy w 2CKOP odbywały się egzaminy z WF-u, czy były fałszowane. Ppłk. Cedro stwierdził, że nie będzie z nami rozmawiał, dopóki nie dowie się, skąd mamy jego numer telefonu. Powiedzieliśmy, że tego się nie dowie, ponieważ obowiązuje nas ochrona źródeł naszych informacji. Podpułkownik stwierdził: – To nie jest temat dla prasy. To jest temat dla przełożonych, żandarmerii, dla takich instytucji, a nie dla was. Rzeczywiście wymienione przez ppłk. Cedro instytucję sprawą się zajmowały. Jak? „Nie zgłaszaj tego, bo będzie chryja”. Zgłosił 28 lutego 2019 roku krakowską jednostkę odwiedza specjalna komisja powołana przez gen. pil. Dariusza Malinowskiego, dowódcę Centrum Operacji Powietrznych. Trzech jego podwładnych: ppłk Marek Padło, major Radosław Darul i major Artur Lasota ma sprawdzić informacje zawarte w skardze oficera. Ich wizyta wywołuje spore poruszenie w krakowskiej jednostce. Żołnierze 2CKOP są wzywani indywidualnie przed komisję. Jej członkowie pytają, czy zdawali egzamin z WF-u? Ale co ciekawe, oficerów z Warszawy interesuje tylko jeden rok – 2018. O wcześniejsze już nie pytają. Wszyscy obecni wówczas żołnierze zeznają, że egzamin zdawali. Atmosfera się rozluźnia. Po przesłuchaniach członkowie komisji i żołnierze z 2CKOP idą na pączki i herbatę. Wtedy jednak dobre humory psuje im dwóch młodych oficerów. Chcą porozmawiać z komisją indywidualnie. Potwierdzają, że egzaminów z WF-u nie zdawali, dokładnie opisują im też proceder fałszowanie dokumentów. – Jeden z członków komisji wziął mnie na stronę i powiedział, żebym tego nie zgłaszał, bo będzie chryja – mówi nam jeden z nich. Nie dał się jednak odwieść od złożenia zeznań. Komisja musiała więc to uwzględnić w raporcie. Jak z tego wybrnęła? Otóż potraktowała jego zeznania, jako pomówienie przełożonych i kolegów objęte odpowiedzialnością karną. W raporcie czytamy też: „(…) uwagi Pana Kapitana do sposobu przeprowadzenia i oceny sprawdzianu z WF-u w żaden sposób nie mogą być traktowane jako naruszenie przepisów prawa karnego”. Oświadczeniu drugiego z młodych oficerów komisja gen. Malinowskiego również nie dała wiary… „gdyż jako osoba odpowiedzialna za przygotowanie meldunków dla COP–DKP z realizacji sprawdzianu za ubiegłe lata nie wykazała nieprawidłowości i naruszeń przepisów”. Wniosek z raportu jest jeden: w 2CKOP nie dochodziło do żadnych nieprawidłowości przy organizacji egzaminów z WF-u – skarga jest bezzasadna! „Nie no, zajęcia były”. Ale to tajemnica Wygląda na to, że wojsku skutecznie udaje się sprawę zamieść pod dywan. Problem w tym, że na nieprawidłowości przy organizacji sprawdzianu i fałszowanie dokumentów z egzaminów z WF-u są mocne dowody i co najmniej trzech świadków, którzy są gotowi poddać się badaniu wykrywaczem kłamstw. Wiosną ubiegłego roku sprawa trafia do Żandarmerii Wojskowej w Krakowie. Ta początkowo prowadzi śledztwo opieszale jednak oficerowie dostarczają śledczym kolejne dowody. W świetle tych materiałów w lipcu 2019 roku żandarmeria wszczyna dochodzenie w sprawie „poświadczenia nieprawdy w okresie 2013–2018 przez ustalonego podoficera w st. chorążego z Regionalnego Centrum Informatyki z Krakowa”. Chodzi o chorążego Marka K. Akt oskarżenia przeciwko niemu 13 sierpnia 2020 roku wpływa do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Lublinie. Wysyła go Prokuratura Rejonowa dla Krakowa-Krowodrzy, Dział do Spraw Wojskowych, która prowadziła sprawę. Chorąży Marek K., od niedawna na emeryturze, jako osoba publiczna jest oskarżony o wystawienie dokumentu, w którym poświadcza nieprawdę. Grozi mu od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Udało nam się skontaktować z chorążym Markiem K. Pytany, czy prowadził egzaminy z WF-u, czy tylko wypisywał karty egzaminacyjne żołnierzom 2CKOP, odparł: „Nie no, zajęcia były”. Próbujemy więc ustalić, dlaczego tylko on od 2013 roku jest podpisany na kartach? – Egzaminy prowadziła komisja, ale tylko ja fizycznie mogłem przeprowadzić te egzaminy – podkreśla. Dopytujemy, gdzie fizycznie odbywały się egzaminy. – No, prawdopodobnie na Balicach – mówi, po czym stwierdza, że nie może nam takich informacji udzielać i ucina rozmowę. Także chorąży Małgorzata Sz. z 2CKOP, nie jest w stanie podać nam dokładnie lokalizacji odbywania się egzaminów z WF-u. Twierdzi, że oddzwoni do nas, gdy dostanie skany naszych legitymacji prasowych. Po chwili je wysyłamy. Pani chorąży nigdy nie oddzwoniła. Zdaliśmy też wiele pytań Ministerstwu Obrony Narodowej. Interesowało nas zwłaszcza to, dlaczego w raporcie komisji gen. pil. Malinowskiego z 28 lutego 2019 roku komisja napisała, że zwracający uwagę na problem z WF-em oficerowie są niewiarygodni i pomawiają innych żołnierzy oraz jak to się ma do śledztwa Żandarmerii Wojskowej, które zakończyło się postawieniem zarzutów? Resort odpisał: „Należy zaznaczyć, że powołany przez dowódcę COP–DKP zespół nie posiadał takich narzędzi jak organy ścigania prowadzące dochodzenia i śledztwa”. Nie dowiedzieliśmy się też, czy sprawa raz jeszcze zostanie zbadania. Młodzi oficerowie pytają jednak, dlaczego prokuratura wraz z Żandarmerią Wojskową oskarżają tylko chorążego, który ich zdaniem jest jedynie kozłem ofiarnym. Twierdzą, że został wykorzystany przez żołnierzy łącznie z dwoma kolejnymi dowódcami 2CKOP, którzy świadomie nie przystępowali do egzaminu z WF-u lub tuszowali sprawę. Potem, na podstawie kart egzaminacyjnych pisali fałszywe meldunki do dowódcy Centrum Operacji Powietrznych. A jak się mleko rozlało składali fałszywe zeznania, twierdząc, że egzamin odbywał się na normalnych zasadach. Podobnego zdania jest też Krzysztof Parchimowicz, współzałożyciel stowarzyszenia Lex Super Omnia. – Na pierwszy rzut oka widać, że postawienie zarzutu tylko chorążemu to za mało. Część ogólna kodeksu karnego jest na tyle pojemna, że odpowiedzialność za poświadczenie nieprawdy powinni ponieść wszyscy, którzy o tym procederze wiedzieli, łącznie z dowódcami. To są żołnierze zawodowi, oni tym bardziej powinni panować nad pokusami i nie plamić honoru munduru – mówi prokurator Parchimowicz. – Dla mnie jest to karygodne. Przecież od żołnierzy wymagamy sprawności fizycznej i dobrej kondycji. W amerykańskiej armii za takie przewinienia żołnierze zostaliby natychmiast ukarani dyscyplinarnie, a być może skończyłoby się nawet na wyrzuceniu z wojska. Niestety w polskiej armii panuje zbyt duża tolerancja dla tego typu zachowań – uważa gen. Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM. Każdy sprawny człowiek może taki egzamin zaliczyć Co roku każdy żołnierz powinien zaliczyć obowiązkowy egzamin sprawnościowy, chyba że nie może do niego podejść ze względu na stan zdrowia. Wówczas musi przedstawić zaświadczenie od lekarza. Egzamin składa się z kilku konkurencji, za które uzyskuje się określoną liczbę punktów. Niezdany egzamin skutkuje obniżeniem oceny rocznej i w konsekwencji może się skończyć wydaleniem z wojska. – Kilka lat temu był moment, gdy ówczesny minister obrony Radosław Sikorski przycisnął wojsko i bardzo skrupulatnie wymagał, by wszyscy bez wyjątku zdawali WF. To było bardzo ważne, bo w armii liczy się sprawność fizyczna. Tym bardziej, że normy z WF-u wcale nie są wygórowane, przeciętnie sprawny człowiek może taki egzamin zaliczyć. Ponadto poprzez WF kształtujemy w żołnierzach dyscyplinę. Jeśli obniżamy standardy w tym zakresie, obniżamy jakość całego wojska – uważa gen. Polko. https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/afera-w-armii-w-jednej-z-jednostek-nie-odbywaly-sie-egzaminy-z-wf-u/w2lg0yf,79cfc278
  20. Barbapapa- ja do dziś myślałem, że Bjar to zła kobieta jest... Ale widzę, że Go gonisz w rankingu Niestety Les, w tym i innych wątkach, nie bardzo potrafi odpowiedzieć na zadane proste pytania. Zawsze dla niego amerykańskie jest najlepsze PS A stosując logikę, że Abramsy dały radę w Azji, to przenosząc na nasz, tfu tfu, teren wypada wybrać coś z Moskwy- ichnie pokazały w kilku miejscach na Ukrainie, na przykład, co potrafią...
×
×
  • Create New...

Important Information