Jump to content

Czlowieksniegu

Moderators
  • Content Count

    21216
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czlowieksniegu

  1. bjar "A co? Na sylwka w domu siedzisz? Pisiory Cię zindoktynowały i nie wychodzisz nigdzie? " Wprost przeciwnie... Całą grupą pacyfistów, którzy do ostatniego naboju walczyli by o pokój, idziemy na spacer...
  2. Je... Nic Ci nie kasuję, nie narzekaj... Napalm zbieram na 31.12.2020/01.01.2021...
  3. Gdzie stacjonuje 1. Gwardyjska Armia Pancerna, i czy rzeczywiście jest takim zagrożeniem dla Polski, jak się ją maluje? Jakie znaczenie ma białoruskie wojsko w planach wojennych Rosjan? W jaki sposób cerkiew pomaga lokalizować rosyjskie bazy wojskowe? Odpowiedzi na te pytania, i wiele innych, można przeczytać w bardzo ciekawej analizie przygotowanej przez Polaka, a docenionej między innymi przez Amerykanów. Tytuł owej analizy, mianowicie "Siły rosyjskiego Zachodniego Okręgu Wojskowego", może nie należy do najbardziej zachęcających dla przeciętnego czytelnika zainteresowanego wojskowością. Brzmi jak zapowiedź suchego wyliczenia, pełnego cyfr, oznaczeń czołgów i nazw geograficznych. Pozory jednak mylą. Wbrew nim, to ciekawe, dość syntetyczne opracowanie, napisane przystępnie i zasługujące na miano "ciekawostki", którą może w wolnej chwili przeczytać osoba zainteresowana tematyką. Na dodatek jest jedyne w swoim rodzaju, bo zawiera informację o każdej jednostce rosyjskiego wojska, mogącej stanowić zagrożenie dla Polski, NATO, czy Ukrainy. Wnioski z obserwacji układanki Analizę napisał Konrad Muzyka, właściciel firmy Rochan Consulting, który od lat zawodowo zajmuje się tematem rosyjskich sił zbrojnych. Pomagali mu współpracownicy. Jak mówi w rozmowie z Gazeta.pl, pomysł jej napisania wziął się głównie z tego, że po prostu nie było dotychczas takiego opracowania dostępnego publicznie. - Uważam, że aby w pełni zrozumieć rosyjski potencjał należy najpierw rozumieć gdzie znajdują się poszczególne jednostki i jakie są ich zadania - tłumaczy Muzyka. Dopiero później można się zacząć zastanawiać, co jest rzeczywiście dla Rosjan ważne na wypadek wojny. - Na przykład dużo mówi się o zagrożeniu państw bałtyckich ze strony Federacji Rosyjskiej, ale analiza jednostek rosyjskich stacjonujących w ich pobliżu pokazuje, że są to najgorzej wyposażone i najmniej rozwinięte związki taktyczne w całym okręgu wojskowym - stwierdza Muzyka. Gdyby Rosjanie chcieli je wzmocnić i rzeczywiście dokonywać jakiejś inwazji na Bałtów, co jest standardowym elementem prawie wszystkich dywagacji na temat potencjalnego konfliktu Rosji z NATO, to takie ruchy na pewno zostałyby łatwo dostrzeżone przez zwiad i wywiad Sojuszu. Dużo to mówi na temat możliwości zaskakującego uderzenia Rosjan na państwa bałtyckie. Innym ciekawym wnioskiem jest stwierdzenie, że w ugrupowaniu rosyjskiego wojska jest dziura, ciągnąca się od Pskowa do Witebska, na północnej części granicy z Białorusią. Zdaniem Muzyki można wyciągnąć z tego taki wniosek, że za obronę tego obszaru odpowiadają w planach wojska białoruskie. Przynajmniej teoretycznie. - To między innymi pokazuje, jak wielkie znaczenie dla Rosjan ma Białoruś - stwierdza Muzyka. - Funkcjonujące w przestrzeni publicznej analizy, często szczątkowe, są pełne półprawd i dezinformacji - uważa analityk i stwierdza, że jego celem było przedstawić pełen potencjał Zachodniego Okręgu Wojskowego w sposób obiektywny. Swój cel zdołał zrealizować na tyle, że zainteresował swoją analizą poważany amerykański think-tank CNA, który od lat 40. doradza wojsku USA. Amerykanie wsparli Polaka finansowo i organizacyjnie, a sam raport wydali w ramach swojego programu publikowania wartościowych zewnętrznych treści. Jak Rosjanie są urządzeni na zachodzie W raporcie Muzyka opisuje wszystkie siły wchodzące w skład Zachodniego Okręgu Wojskowego (ZOW). To jeden z obecnie pięciu, na który dzielą się rosyjskie siły zbrojne. Jest najsilniejszym ze wszystkich, ponieważ jego odpowiedzialność to większość europejskiej, zachodniej części Rosji. Najważniejszy obszar kraju, w tym stolica, który graniczy z najpoważniejszym przeciwnikiem, czyli NATO. Na dodatek w ostatnich latach gwałtownie na znaczeniu zyskała Ukraina, która z państwa klienckiego, stała się nagle wrogim. W efekcie ZOW przeszedł poważną reorganizację i rozbudowę. - Można uznać, że w 2019 roku ten proces został zakończony. Teraz został nacisk na ciągłą modernizację sprzętu i ćwiczenia, ćwiczenia i jeszcze raz ćwiczenia - mówi Muzyka. Główne siły ZOW to trzy armie. Jedna pancerna, 1. Gwardyjska Armia Pancerna, rozmieszczona głównie w pobliżu Moskwy. Często przedstawiana w Polsce i ogólnie na Zachodzie jako śmiertelnie groźny pancerny walec, gotowy w krótkim czasie przetoczyć się przez Białoruś i runąć przez polską granicę. Zdaniem Muzyki, jest to jednak przesada. W jego ocenie lokalizacja garnizonów tej armii wyraźnie wskazuje, że jej głównym zadaniem jest obrona serca rosyjskiego państwa, czyli Moskwy i jej okolic. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby ruszyła na zachód, ale wymagałoby to dużej operacji logistycznej i czasu, co raczej wyklucza zaskoczenie NATO. Druga główna formacja ZOW to 6. Armia Ogólnowojskowa, stacjonująca głównie w rejonie Sankt Petersburga. Z punktu widzenia NATO, to najpoważniejsze zagrożenie dla państw bałtyckich. Jak jednak ocenia Muzyka, 6. Armia jest zdecydowanie najsłabszą z trzech należących do ZOW i w praktyce to raczej dywizja, na dodatek otrzymująca najmniej nowoczesnego sprzętu. W jego ocenie taka sytuacja to efekt z jednej strony tego, że po załamaniu się relacji z Zachodem w 2014 roku, Rosjanie nie chcieli i tak dodatkowo zaogniać sytuacji. Każde istotne wzmocnienie 6. Armii może być odczytane przez NATO jako agresywny krok i skutkować dodatkowym wsparciem dla Bałtów. Z drugiej strony, po 2014 roku gwałtownie trzeba było wzmacniać siły na granicy z Ukrainą, i to tam powędrowało większość dostępnego nowego potencjału. Trzecia główna formacja ZOW to 20. Armia Ogólnowojskowa. To właśnie ona jest umieszczona na kierunku ukraińskim. Rosjanie tworzyli ją od 2015 roku w znacznej mierze od podstaw, bo wcześniej nie mieli w tym rejonie prawie żadnych sił. Jak opisuje Muzyka, był to poważny wysiłek organizacyjny, logistyczny i finansowy, który na dodatek wymagał przesuwania ludzi oraz sprzętu z Centralnego Okręgu Wojskowego, obejmującego głównie Syberię. Nie tylko od podstaw tworzono jednostki, ale też garnizony dla nich. Efektem jest jednak poważna siła, gotowa w krótkim czasie wystawić około 600 transporterów opancerzonych i 400 czołgów. Poważnym dodatkiem do potencjału ZOW są wojska powietrznodesantowe. Zdecydowana większość sił VDV (ros. Wozduszno-diesantnyje wojska), jest na zachodnich granicach Rosji. To łącznie trzy dywizje, które są traktowane jako elita całego rosyjskiego wojska, przeznaczona do szybkiego reagowania. Wojna na Ukrainie bardzo podkreśliła ich znaczenie, wobec czego od 2015 roku trwa ich rozbudowa. Choć jak zauważa Muzyka, jest rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a rzeczywistością. Planowano zwiększyć VDV z 36 tysięcy ludzi do 72 tysięcy w tym roku, ale faktycznie jest bliżej 42 tysięcy. Niezależnie od tego, to bardzo istotna siła, częściowo gotowa do działania w ciągu godzin. Poza trzema armiami i VDV, w skład ZOW wchodzi też cały szereg dodatkowych jednostek pomocniczych. Takich jak brygada artylerii rakietowej, brygady wojsk walki elektronicznej, brygady wojsk inżynieryjnych różnej maści (w tym duża rzadkość, czyli brygada odpowiedzialna za maskirowkę, czyli sztukę oszukiwana przeciwnika), brygady wojsk kolejowych (odpowiedzialnych za sprawny i szybki przerzut sił koleją). Do tego łącznie trzy brygady wojsk specjalnych, Specnazu, którego zadaniem jest wykonywanie działań za liniami wroga, takich jak rozpoznanie i dywersja. W skład ZOW wchodzą też rozbudowane siły lotnictwa i obrony przeciwlotniczej. Adekwatnie do znaczenia tej części Rosji, są to najnowocześniejsze i najliczniejsze tego rodzaju oddziały w całym rosyjskim wojsku. Choć jak zaznacza Muzyka, to po otrzymaniu niemal pół tysiąca nowych samolotów w ostatniej dekadzie, tempo dostaw znacząco spada i obecnie właściwie uległy zatrzymaniu. Dużo uwagi w raporcie jest poświęcone siłom w Obwodzie Kaliningradzkim, które zwłaszcza w polskich mediach są rysowane jako poważne zagrożenie. Jak stwierdza Muzyka, do niedawna Rosjanie nie przywiązywali jednak do nich wielkiej uwagi. Podczas gdy w reszcie ZOW trwała modernizacja i rozbudowa, to w Obwodzie Kaliningradzkim była ona bardzo wybiórcza. Dopiero w ciągu ostatnich dwóch latach na dobre ruszyła, zwłaszcza jeśli chodzi o siły lądowe. Pomagała między innymi cerkiew W analizie można znaleźć całą dokładną strukturę tych sił. Do tego lokalizację poszczególnych jednostek i zdjęcia satelitarne części garnizonów. - Opieraliśmy się na otwartych źródłach informacji, co ma swoje plusy. Duża liczba danych pojawia się w przestrzeni publicznej i jest relatywnie łatwa do zalezienia. Z drugiej strony, rosyjska propaganda oraz dezinformacja mają się dobrze, dlatego każda informacja musi być dodatkowo weryfikowana za pomocą innych źródeł - opisuje Muzyka. Przy potwierdzaniu lokalizacji poszczególnych jednostek korzystał, wraz z współpracownikami, tylko na źródłach rosyjskich. - W szczególności opieraliśmy się na lokalnych odpowiednikach polskich WKU, mediach społecznościowych, stronach internetowych Cerkwii Prawosławnej, lokalnych komunikatach prasowych, filmach znalezionych na YouTube, czy też lokalnych komunikatach miejskich mówiących gdzie odbędą się prace budowlano-konserwacyjne na liniach gazowych lub wodnokanalizacyjnych - opisuje Muzyka. Cerkiew pomagała w ten sposób, że jest mocno zrośnięta z rosyjskim wojskiem oraz aparatem państwowym. Oznacza to obecność popów na praktycznie każdym istotnym wydarzeniu w jednostce. Od przysięgi, po poświęcenie nowego sprzętu. Oczywiście przy okazji trzeba wykonać zdjęcia, które wraz z opisem wydarzenia trafiają na stronę lokalnej organizacji kościelnej. - Na niektórych fotografiach na przykład czasem widać emblematy jednostek, pozwalające stwierdzić w jaki sposób jest podporządkowana wyższemu szczeblowi dowodzenia - mówi Muzyka. Dodatkowo, jak tłumaczy analityk, każda jednostka w SZ FR powyżej szczebla brygady i pułku ma swoją osobowość prawną i jest zarejestrowana w ogólnie dostępnych bazach firm. - Końcowymi potwierdzeniami były zawsze zdjęcia satelitarne, zdjęcia udostępniane w ramach Google StreetView lub jego rosyjskiego odpowiednika Yandex Panoramas - opisuje Muzyka. Tak w praktyce działa instytucja tak zwanego "białego wywiadu". Bez żadnych szpiegów, łamania szyfrów i sięgania po tajemnice, można współcześnie szczegółowo rozpracować strukturę sił zbrojnych przeciwnika. A z tego wyciągnąć wiele ciekawych wniosków. https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,26622893,kazda-jednostka-kazda-baza-rosjan-wszystko-co-mozna-chciec.html#s=BoxOpImg4
  4. Byłemu niemieckiemu obozowi koncentracyjnemu Buchenwald grozi najazd łowców skarbów. To konsekwencja sugestii zawartych w filmie wyemitowanym przez telewizję MDR, że w okolicy obozu, w dwóch nieodkrytych dotąd podziemnych korytarzach mogą być ukryte skarby zgromadzone przez nazistów. - Ludzie próbują przedostać się nielegalnie do tuneli, spotykamy również osoby z wykrywaczami metalu - powiedział dyrektor miejsca pamięci w byłym obozie, Jens-Christian Wagner. Dyrektor miejsca pamięci na terenie dawnego obozu Jens-Christian Wagner zaapelował w sobotę do poszukiwaczy skarbów, by trzymali się z daleka od okolicy, gdzie od 1937 do 1945 roku zostało zamordowanych bądź zmarło w wyniku nieludzkiego traktowania 56 tysięcy osób. KL Buchenwald został zbudowany w Ettersberg w okolicy Weimaru w Turyngii. Wezwanie może jednak nie ostudzić gorączki złota, którą wywołał film dokumentalny wyemitowany pod koniec listopada przez publiczną telewizję MDR. Wspomina on o sporządzonej odręcznie mapie, na której ma być zaznaczone miejsce, gdzie naziści ukryli skarb: złote obrączki i zęby wyrywane zabitym, ale też żywym więźniom. Dokument ma się znajdować w Archiwum Narodowym w Waszyngtonie. "Czasami spotykamy również ludzi z wykrywaczami metalu. Nasi ochroniarze są czujni" Kiedy amerykańscy żołnierze wyzwolili obóz w kwietniu 1945 roku, znaleźli tam 21 ton złota. Fakt ten dodatkowo pobudza wyobraźnię poszukiwaczy. Obrączki i koronki były ukryte w tunelach wykopanych przez więźniów, dokąd III Rzesza przeniosła część produkcji zbrojeniowej, by schować ją przed okiem pilotów bombowców. Film MDR sugeruje, że Amerykanie, a następnie sowieci przeoczyli dwa dobrze zamaskowane podziemne korytarze. Wagner temu zaprzecza. - Wszystkie tunele zostały otwarte i przeszukane - powiedział w rozmowie z brytyjskim dziennikiem "The Times". - Jedyne, co może jeszcze kryć ziemia dawnego obozu i okolicy, to stary sprzęt górniczy i amunicja z II wojny światowej. Mimo to ludzie wciąż próbują przedostać się nielegalnie do tuneli. Czasami spotykamy również ludzi z wykrywaczami metalu. Nasi ochroniarze są czujni - poinformował. Niewolnicza praca, badania i eksperymenty na więźniach KL Buchenwald funkcjonował od lipca 1937 do końca wojny. Z początku byli w nim więzieni i zmuszani do niewolniczej pracy w fabrykach uzbrojenia przeciwnicy NSDAP. Po inwazji na Polskę przetrzymywano tam także Polaków i Żydów. Na więźniach prowadzono badania naukowe i paranaukowe na zlecenie między innymi berlińskiego Instytutu Roberta Kocha. Przed wyzwoleniem przez Amerykanów w obozie wybuchło powstanie. Więźniowie zdobyli szturmem strażnice i opanowali większość jego terenu. https://tvn24.pl/swiat/niemcy-byly-oboz-koncentracyjny-buchenwald-i-goraczka-zlota-nielegalne-poszukiwania-tuneli-i-ukrytego-zlota-4781588
  5. takafura- dla mnie, to nie w wydanej kwocie problem, a w sensie zakupu takiego a nie innego sprzętu. Jeśli znajdziesz, zastosowanie połowy tych wodotrysków w "wersji poligonowej", to będę pod wrażeniem. Może za większe, może za mniejsze pieniądze, może szybciej, może kilka miesięcy później, zapewne dałoby się zamówić samochody, które na serio przydadzą się na misji czy na poligonie. PS Pomyśl sobie, czy i kto, i dlaczego nikt, nie weźmie na siebie odpowiedzialności za używanie takiego samochodu, ze skórzaną kierownicą, w pełni tapicerowanego, naszpikowanego elektroniką, na poligonie, gdzie mają tym jeździć w pełni wyposażeni żołnierze, którzy właśnie się przez jakieś bagienko czy po błocie czołgali. PS I drugie- jak myślisz, skoro nagle na czasie zaczęło zależeć, czy FMC odrzuciłby zamówienie na dedykowane -set czy tysięcy sztuk, gdyby musiał je pod zlecenie modernizować?
  6. XLT Główne zewnętrzne elementy wyposażenia w porównaniu do wersji XL, tańszą o -naście tysięcy • 16" aluminiowe obręcze kół • Lusterka boczne składane elektrycznie • Chromowane nakładki lusterek zewnętrznych oraz klamek • Chromowana krata wlotu powietrza • Chromowana tylna belka przeciwnajazdowa • Stopnie boczne z tworzywa • Przednie światła przeciwmgielne • Elektrycznie sterowany zamek tylnej klapy • Wykładzina podłogi i boków skrzyni ładunkowej z tworzywa z gniazdkiem 12 V • Automatyczne światła Główne elementy wyposażenia wnętrza w porównaniu do wersji XL • Kierownica i dźwignia zmiany biegów wykończone skórą • Automatycznie ściemniające się lusterko wsteczne • Automatyczne wycieraczki z czujnikiem deszczu • Konsola dachowa • Osłony przeciwsłoneczne z podświetlanymi lusterkami
  7. https://tvn24.pl/poznan/sluszkow-skarb-monet-a-wsrod-nich-dwie-obraczki-i-tajemniczy-napis-4780964
  8. Średniowieczny skarb zakopany na polu kukurydzy w Słuszkowie k. Kalisza składa się m.in. z 6,5 tys. srebrnych monet. Jak poinformował dr Adam Kędzierski z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk, to jeden z najbardziej intrygujących skarbów z terenu Polski. Archeolodzy znaleźli w Słuszkowie k. Kalisza skarb składający się m.in. z 6,5 tys. srebrnych monet W tej samej wsi w 1935 r. znaleziono największy na świecie depozyt denarów krzyżowych i największy na ziemiach polskich skarb monet Wśród monet znaleziono po dwie sztuki złotych obrączek i pierścionków Biżuteria prawdopodobnie należała do ruskiej księżniczki o imieniu Maria, a monety mogły stanowić część jej wiana Więcej takich tematów znajdziesz na stronie głównej Onet.pl Kaliscy i warszawscy archeolodzy znaleźli skarb liczący 6,5 tys. srebrnych monet, ułożonych w lnianych sakiewkach, placki srebra, fragmenty ołowiu oraz dwie złote obrączki i pierścionki. - Znaleziony na polu w podkaliskim Słuszkowie skarb pochodzi z przełomów XI i XII wieku - powiedział dr Adam Kędzierski z kaliskiej stacji Polskiej Akademii Nauk. Poszukiwania archeologów były związane z planowanym na 2021 r. wydaniem monografii nt. wydarzeń w Słuszkowie w 1935 r. To właśnie wtedy znaleziono największy na świecie depozyt denarów krzyżowych i największy na ziemiach polskich skarb monet w ogóle. Cały liczył ponad 13 tys. zabytków, w większości monet, ale zawierał również srebrne ozdoby i złom. W listopadzie archeolodzy pojechali do Słuszkowa k. Kalisza dokumentować swoje badania nad monetami ze średniowiecza. Mieli po prostu robić zdjęcia miejsca poprzednich znalezisk, ale zaczęli rozmawiać z rolnikami, mieszkańcami Słuszkowa. - Według oficjalnej wersji skarb miał być ukryty na przecięciu granic trzech działek, położonych w północnej części wsi. Wiadomość ta okazała się fałszywa, dlatego w czasie tegorocznych prac poszukiwawczych uwagę skupiono na polu bliżej szosy. Miejsce to wskazywał ksiądz Stachowiak, który na początku lat 80. ubiegłego wieku uzyskał taką informację od znalazców skarbu - powiedział dr Kędzierski. Dwie doby wystarczyły, by w rękach archeologów znalazł się skarb. - Znaleziono garnek wypełniony po brzegi denarami. To niesamowicie cenne odkrycie dla archeologów, historyków i muzealników - oznajmił Kędzierski. Jak powiedział, skarb jest tak duży, że można by za te monety wykupić całą wioskę. Dlatego w nocy wykopalisk strzegli strażacy z OSP w Słuszkowie. Wśród monet znaleziono po dwie sztuki złotych obrączek i pierścionków "i to odkrycie najbardziej nas intryguje" - powiedział Kędzierski. - Oczka wykonano prawdopodobnie z kamieni szlachetnych, szlifowanych na półokrągło. Są one dodatkowo zdobione złotymi granulkami. Większa obrączka jest taśmowata i wieloboczna, a mniejsza sztabkowata z wybitymi wgłębieniami - powiedział archeolog. Na jednej z obrączek znajduje się cyryliczny napis, który brzmi: "Panie pomóż służce swojej Marii". Rozszyfrował go prof. Adrian Jusupović z Instytutu Historii PAN w Warszawie. Zdaniem archeologów obrączkę należy wiązać z księżniczką ruską o imieniu Maria. - Wiemy, że w tym czasie żoną Bolesława Krzywoustego była księżniczka ruska, o imieniu Zbysława. Według literatury miała ona mieć siostrę Marię, która została wydana za Piotra Włostowica. Powszechnie uznaje się, że Maria była córką Światopełka Izjasławowicza (księcia kijowskiego) - tłumaczy dr Kędzierski. Archeolodzy zastanawiają się, dlaczego skarb został złożony w Słuszkowie. Jak twierdzi Adam Kędzierski, dokładnie 3,5 km na południe od miejsca znalezienia skarbu w Kościelcu Kaliskim znajduje się kościół romański pw. św. Wojciecha z pierwszej połowy XII wieku. Z kolei 7 km na północ w Dzierzbinie znajduje się kolejny Romański kościół z XII w. (Kościół Wszystkich Świętych). - Za czyn niegodny rycerza, czyli za uprowadzenie podstępem księcia Wołodara przemyskiego, Piotr Włostowic dostał pokutę, aby wybudować 70 kościołów. Czyżby owe dwa kościoły były fundacją polskiego możnego? Pikanterii dodaje fakt, że w okolicy znaleziono kawałki ciosanego piaskowca co może dowodzić, że w okolicy znajdował się też jakiś dwór możnowładczy. Wiele z postawionych wyżej problemów należy uznać za hipotezy badawcze, które mogą zostać uprawdopodobnione w czasie wykopalisk archeologicznych - powiedział dr Kędzierski. Z kolei znalezione monety to - zdaniem archeologów - może być część wiana, jakie otrzymała Maria. - Pozycja i majątek jej męża, mogły ją skłonić do zdeponowania wiana, do którego później dołączyła również obrączka. Być może depozyt został złożony w 1145/1146 r. w czasie ucieczki z Polski. Hipoteza jest nieweryfikowalna, ale bardzo atrakcyjna, ponieważ wyjaśnia fakt obecności monet z okresu sprzed małżeństwa. Jeśli, z naciskiem na jeśli, było to wiano, oznacza to, że Maria została uposażona w polską walutę - powiedział Kędzierski. Pracownicy Instytutu Archeologii i Etnologii PAN planują dalsze badania, które miałyby objąć tereny między Kościelcem Kaliskim i Dzierzbinem, a przede wszystkim sam Słuszków. - Temat ten wymaga dalszych badań terenowych i studiów historycznych. Mogą wyjaśnić wiele pytań dotyczących zarówno szerszej problematyki osadnictwa wczesnośredniowiecznego jak i miejsca depozycji skarbu. Analiza źródeł historycznych, może, choćby nawet w sposób pośredni, pokazać rozwój osadniczy tych terenów na tle rozwoju własności rycerskiej w interesującym nas okresie - powiedział Adam Kęzierski. https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/intrygujace-odkrycie-w-okolicy-kalisza-65-tys-srebrnych-monet/jsk0d0t,07640b54
  9. Sytuacja podobna jest do ratowania kopalni przez spółki energetyczne. Polska Grupa Zbrojeniowa musiała wpisać w straty wcześniejsze inwestycje w przemysł stoczniowy. Miała stocznie ratować, a teraz sama ma problem. Polska Grupa Zbrojeniowa pozbyła się swoich aktywów stoczniowych. Ale zarazem musiała wpisać w straty cenę, jaką uzyskała od innej państwowej spółki Strata PGZ wyniosła 1,2 mld zł w ubiegłym roku, a grupa kapitałowa PGZ straciła ponad 600 mln zł Teraz z aktywami stoczniowymi zmagać się będzie państwowy Fundusz Rozwoju Spółek. Rok temu miał jeszcze na koncie 233 mln zł środków. Powierzone przez państwo zasoby przeznacza na razie na pożyczki dla stoczni Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl Skarb Państwa ma 44,2 proc. akcji Polskiej Grupy Zbrojeniowej (66,7 proc. głosów na walnym zgromadzeniu), ale pozostałe akcje kontrolują państwowe instytucje: ARP 27 proc. i Polski Holding Obronny 28,9 proc. Firma jest kontrolowana przez rząd, który wybiera jej radę nadzorczą a za jej pośrednictwem prezesa i zarząd. Nie może więc dziwić, że sposób działania firmy jest łudząco podobny do innych państwowych firm. W skrócie można to opisać tak, że gdy trzeba ratować jakąś branżę gospodarki z problemami, to jeśli tylko są w firmie pieniądze, to ta przeznacza je na ratunek. Bez względu na perspektywę zarobku. Taki przypadek miał właśnie miejsce w PGZ. Teoretycznie zbrojeniówka to jedna z najbardziej zyskownych branż na świecie a dodatkowo rok 2019 był dobry w gospodarce. Ale okazuje się, że PGZ straciła wtedy 1,27 mld zł na poziomie netto. W poprzednich latach spółka zarabiała 30-40 mln zł netto, więc trzeba będzie minimum 30 lat, żeby te straty nadrobić. Na poziomie grupy kapitałowej strata jest niższa, bo wynosi 611 mln zł, ale przy zwyczajowych zyskach to wciąż minimum 15 lat pracy by to nadrobić. Skąd ta strata się wzięła? Jak tłumaczy spółka, na takim wyniku zaciążyła głównie obniżona wycena walorów funduszu zamkniętego Mars, w którym PGZ ma certyfikaty. Na wycenie tych certyfikatów grupa PGZ wykazała w księgach stratę 535 mln zł, tj. nie są warte 1 207 mln zł jak przedtem wyceniano, ale już zaledwie 673 mln zł. Co się kryje pod nazwą Mars FIZ? Stocznie, czyli studnia bez dna? Fundusz Mars inwestował wcześniej głównie w aktywa stoczniowe. Między innymi w 2017 roku kupiono za 101,5 mln zł Szczeciński Park Przemysłowy, który próbował zmienić nazwę na Stocznia Szczecińska, ale sąd tego nie zatwierdził. Rok później Mars FIZ pozbył się tej spółki. Jak i innej spółki o nazwie Stocznia Szczecińska oraz MSR Gryfia. "Aktywa stoczniowe skupione w funduszu MARS FIZ stanowią duże obciążenie finansowe dla PGZ S.A. (negatywne skutki trudnej sytuacji tych podmiotów odbijają się na wycenie Certyfikatów Inwestycyjnych MARS FIZ, obciążających stan kapitałów PGZ S.A.)" - napisano w raporcie finansowym. "W 2018 roku podjęto działania zmierzające do zamiany aktywów stoczniowych na inne aktywa. W efekcie wyżej wymienionych działań dokonano sprzedaży na rzecz Funduszu Rozwoju Spółek S.A. podmiotów SPP oraz MSR Gryfia w zamian za inne aktywa. Transakcja została zrealizowana w grudniu 2018 roku po uprzednim otrzymaniu zgody ARP S.A. z dnia 2.10.2018 roku na sprzedaż SPP Sp. z o.o. (Szczeciński Park Przemysłowy - red.)" - czytamy. Innymi słowy teraz z niedomaganiami stoczni będzie się mierzyć również państwowy Fundusz Rozwoju Spółek. Jego właścicielem w 100 proc. jest Skarb Państwa. Na koniec 2019 roku miał 233 mln zł środków pieniężnych, a jego działalność polega na razie głównie na dofinansowywaniu przejętych od PGZ (a konkretnie od Mars FIZ) stoczni Gryfia i Stoczni Szczecińskiej. Tej pierwszej FRS pożyczył do końca ubiegłego roku już 55 mln zł, a drugiej - 93 mln zł. Czy pieniądze odzyska, czy będzie musiał zamienić je później na nowe akcje spółek? Wszystko zależy od tego, czy te będą przynosić zyski, by spłacać zobowiązania. W opinii zarządu PGZ, strata za 2019 rok nie wiąże się z wypływem gotówki i nie ma wpływu na prowadzoną przez grupę PGZ działalność operacyjną oraz realizację kontraktów. Wypływ gotówki oczywiście był, ale przed laty, kiedy stocznie kupowano i doinwestowywano. Te zysków nie dawały, więc prędzej czy później trzeba było stratę zaakceptować w księgach finansowych. Stocznia Remontowa Nauta w ciągu dwóch ostatnich lat straciła 107 mln zł, z czego w 2019 roku 50 mln zł. Na minusie (9 mln zł) w ubiegłym roku była też stocznia MSR Gryfia, mimo że dwa lata temu PGZ de facto umorzył jej poprzez Mars FIZ 25 mln zł pożyczek. Jest koncepcja Jak podała "Rzeczpospolita" Ministerstwo Aktywów Państwowych opracowało już koncepcję zmian w PGZ. Ma nastąpić radykalne odchudzenie i uproszczenie struktur centrali PGZ, która ma stać się "centrum finansowym obsługującym wzmocnione produktowe domeny" - informował wiceminister Zbigniew Gryglas. Zmiany mają rozpocząć się od stycznia przyszłego roku. Kwestią zasadniczą jest jednak w co PGZ inwestuje. Ratowanie przez państwo przemysłu stoczniowego wcale nie uczyniło z branży maszynki do produkowania zysków. Rentowna jest Stocznia Szczecińska, ale zysk 2,6 mln zł w 2019 roku to nie jest wysoka kwota przy kapitałach własnych 114 mln zł. No i spółka wciąż nie odpracowała strat z lat ubiegłych. Sytuacja przypomina tę z kopalniami. Spółki węglowe miewały często problemy a przez to banki były ostrożne z pożyczaniem pieniędzy, więc lata temu wymyślono, że dofinansują je zyskowne spółki energetyczne. Te wyłożyły grube miliardy w inwestycje w kopalniach. A teraz same mają przez to problemy. Muszą podwyższać ceny energii, gdy okazało się, że węgiel to nie jest źródło energii, na które stawia Unia i elektrownie węglowe obciążone nowymi podatkami zrobiły się nierentowne. PGZ potrzebować będzie być może nawet ponad trzydziestu lat, żeby odpracować stratę na stoczniach. To skutek realizacji rządowych planów odbudowy przemysłu stoczniowego. Przemysłu, z którym wiele lat temu były podobne problemy co teraz i do którego trzeba było dokładać z budżetu państwa. Podobnie zresztą jak do kopalń. https://businessinsider.com.pl/firmy/pgz-z-ponad-miliardowa-strata-stocznie-to-byl-zly-interes/s92nblx
  10. takafura "Ale jak ktoś tu trafnie napisał nie ma kasy na chleb więc kupiono trochę tanich ciasteczek... " I tu się zgadzam- PR'ow nie najgorzej wyszło, pomijając robienie beki z chromów, itp...
  11. takafura... To może tak-w mocno okrojonym trzecim, bodajże podejściu, wymagania były takie: W ogłoszeniu zamieszczono kilka zmian w stosunku do ogłoszenia pierwotnego. Dwie dotyczą zmiany określenia pojazdów terenowych, których wcześniejsza dostawa jest jednym z warunków dopuszczenia do udziału w postępowaniu. Wcześniejsza wersja ogłoszenia określa je jako "pojazdy terenowe z napędem 4x4", natomiast wersja po zmianie to "pojazdy terenowe z napędem na wszystkie koła". Trzecia zmiana znosi obowiązek posiadania homologacji dla dostarczonych wcześniej pojazdów, choć nadal mają one spełniać wymogi określone w przepisach, a dotyczące pojazdów terenowych. Kolejna - zmniejsza zakres dokumentacji, jaką mają dostarczyć wykonawcy w związku z uprzednimi dostawami tych pojazdów. Samochody te mają mieć: układ jezdny 4x4 (z dopuszczalnym napędem na tylną oś z dołączonym napędem przedniej osi), przystosowany do przewozu 5 osób włącznie z kierowcą, dopuszczalną masę całkowitą nieprzekraczającą 5000 kg, ładowność nie mniejszą niż 600 kg, silnik o zapłonie samoczynnym, prześwit nie mniejszy niż 220 mm, zdolność do pokonywania brodów minimum 0,5 m (bez przygotowania i (0,65 m) z przygotowaniem, koła z wkładkami typu Run-Flat oraz opancerzenie kabiny wraz z szybami kuloodpornymi na poziomie ochrony wg. STANAG 4569 poziom 1 w zakresie kuloodporności i odporności wybuchu na miny. https://www.defence24.pl/zmiany-w-programie-mustang
  12. Hipolit- dlatego o nich napisałem.... Jakby nie było, pomijając Leopolda, to Angole Burom przygotowali...
  13. " to bardzo chętnie poznam listę takich technologii ukradzionych przez Niemców i wdrożonych do przemysłu w III Rzeszy" Instytucja obozów koncentracyjnych... niestety.
  14. takafura.... Poddaję się... Szkoda "tylko", że -dziesiąt milionów poszło w piach, poprawiając PR i warunki dla oficjeli, jeśli akurat będą chcieli się "wojskowym" samochodem przejechać. W sumie mosza- jak BMW PAD po zaśnieżonym stoku...
  15. takafura "Malowanie w łaty poprawi ego kierowcy ale w jakim producencie ukryje pojazd przed dronem rozpoznawczym z termowizją ? Odpowiem - 0,0 %. " Na 101 % nawalenie chromu zapewni większy poziom maskowania...
  16. takafura... Czyli jednak sobie z nas jaja robisz... Program Mustang miał po 5 czy 6 latach procedowania wybrać samochód osobowo-ciężarowy 4x4 "wysokiej mobilności", który właśnie zastąpi np Honkery. Popatrz na zdjęcia, a później porównaj z zakupionymi.
  17. Węgierskie ministerstwo obrony poinformowało o odebraniu 3 śmigłowców Airbus Helicopters H145M w wersji uzbrojonej i wyposażonej w system HForce. Konfiguracja wybrana przez Budapeszt nie posiada obecnie możliwości użycia uzbrojenia kierowanego, jednak w przyszłości może zostać łatwo poszerzona o nowe funkcjonalności, dzięki modułowej budowie systemu. Łącznie na Węgry trafiło już 16 z 20 zamówionych lekkich śmigłowców wielozadaniowych H145M. [...] Śmigłowce H145M stanowią element szerszego programu modernizacji lotnictwa węgierskich sił zbrojnych, w ramach którego zamówiono również 16 znacznie cięższych maszyn wielozadaniowych H225M Caracal. Oba typy dostarczane są przez koncern Airbus Helicopters i wyposażone są w system HForce. [...] https://www.defence24.pl/wegry-odebraly-uzbrojone-smiglowce-h145m-wideo
  18. takafura "No i wszystko jasne. Skoro to są 100 % dupowozy to co w tym zabawnego ? Po co w celu dojazdu pana pułkownika ze sztabu na poligon czy szkolenie kupować pojazd mino odporny klasy MRAP ? " Jaja sobie z nas robisz... Ten Ford ma Honkera zastąpić, po nieudanym Mustangu, a nie wozić ekipę na grilla...
  19. takafura "jako nośniki broni" Oczywiście- mają bagażnik a na upartego i dachowy da się zamontować... Co więcej, po zdjęciu pokrywy paki, można tam nawet czołg w skali 1:28 postawić...
  20. les- gdzie u Poleszaka znalazłeś "coś" co taki pomysł wywołało?
  21. https://next.gazeta.pl/next/7,151003,26614392,blyszczacy-lakier-chromy-i-welurowe-dywaniki-w-terenowce-dla.html#s=BoxOpMT
  22. Fundacja Dzika Polska tYesottleecrSdsdpnelounays acrdmatoc r1ec:S42m dPdM · LEŚNICY NIEPOTRZEBNIE WYCIĘLI W PUSZCZY TRZY KILKUSETLETNIE DĘBY Nadleśnictwo Hajnówka wycięło w Puszczy przynajmniej trzy żyjące, kilkusetletnie dęby w wieku min. 270 i 200 lat, w tym jeden zasiedlony przez pachnicę dębową. Drzewa w chwili wycięcia były żyjące, wycięcie drzew było bezzasadne, ewentualnym zagrożeniom ze strony drzew można było zapobiec na szereg innych sposobów. Wycinanie tak wartościowych drzew powinno być ostatecznością i powinno wynikać z wyników badan przeprowadzonych z wykorzystaniem zaawansowanego sprzętu i zaawansowanych metod np. z wykorzystaniem tomografu, rezystografu, pulling test – twierdzi Fundacja Dzika Polska i z taką opinią zgadza się dr Marzena Suchocka z SGGW. Niestety – jak wynika z dokumentacji udostępnionej przez nadleśnictwo - takie badania, ani nawet wnikliwe oględziny drzew nie zostały wykonane. Komisja dokonująca oględzin drzew w czerwcu 2018 ograniczyła się do ogólnego stwierdzenia, które zamknęło się w zaledwie jednym zdaniu: /…/ Drzewa te są wypróchniałe i tracą stopniowo grube konary, które spadają bezpośrednio na torowisko kolejki, zagrażając turystom w trakcie ich przejazdu /…/. Tak uproszczona diagnoza w przypadku wartościowych, starych dębów jest niedopuszczalna i sprzeczna z elementarnymi zasadami diagnostyki drzew. Nadleśnictwa powinny w przyszłości diagnozować stan wartościowych, liściastych drzew przynajmniej zgodnie ze standardem Visual Tree Assessment. Rozumiemy i popieramy potrzebę wycinania czy obalania martwych świerków stojących zaledwie kilka lat po obumarciu, jednak w przypadku szczególnie starych dębów (które mogą stać jeszcze wiele lat lub dekad po obumarciu, pełniąc ważne funkcje krajobrazowe i biocenotyczne) diagnoza powinna przebiegać z wykorzystaniem w/w bardziej zaawansowanych metod i narzędzi. Wycięcie całych dębów jest ostatecznością, którą powinny poprzedzać alternatywne sposoby zapewniania bezpieczeństwa jak: - zaniechanie użytkowania kolejki w wietrzne dni; - założenie wiązań; - ewentualne usuwanie posuszu, konarów stwarzających zagrożenie; - w ostateczności pozostawienie tzw świadków, czyli ścięcie drzewa na wysokości kilku, kilkunastu metrów co stanowiłoby znacznie mniejszą ingerencję w puszczański krajobraz, niż wycięcie całych drzew. Dwa wycięte drzewa znajdowały się przy kolejce do Topiła, trzecie w rez. Szafera. Wycięte drzewa znaleźliśmy kilka miesięcy temu, jednak wstrzymaliśmy się z komunikowaniem sprawy do czasu uzyskania opinii dr Suchockiej. EDIT: 1) drzewa najprawdopodobniej zostaną pozostawione na gruncie do rozkładu, więc nikt na nich raczej nie zarobi, jednak ścięcie takiego drzewa powoduje ubytek w puszczańskim krajobrazie; 2) pracownicy nadleśnictw przeszli fachowe szkolenia z zakresu diagnostyki drzew organizowane przez Istytut Drzewa, jednak ich wiedza nie jest wykorzystywana do oceny stanu drzew. Zespół oceniający stan drzew i ryzko skłąda się z dr Palucha, specjalisty BHP i strażaka.
  23. les "wskazane jest nie popełniać rażących błędów" Od kiedy powyższym się CBA zajmuje?
×
×
  • Create New...

Important Information